Dodaj do ulubionych

czy jesteście niezastąpione?

02.10.06, 10:48
Drogie Mamy!
Co dzieje się u Was w domu, gdy przytrafi się Wam poważniejsza choroba lub
przymusowe leżenie w ciąży? Przecież nie każda z Was ma blisko rodziców, a
mężowie często długo pracują.
Właśnie pierwszy raz od czasu, gdy mamy dziecko złapałam paskudne zapalenie
oskrzeli z przykazaniem leżenia. Oczywiście nie jest to możliwe. Jakoś
kasłając tuptam po mieszkaniu, ale zastanawiam się, co by było gdyby to było
zapalenie płuc, albo gdyby kolejna ciąża była zagrożona. Szczerze mówiąc
nigdy nie myślałam, że mam jakoś szczególnie dużo zajęć, ale.... nie wiem,
jak byśmy sobie poradzili, gdybym musiała przystopować.
A jak jest u Was? Jak sobie radzicie? Czy jesteście niezastąpione?
Obserwuj wątek
    • andaba Re: czy jesteście niezastąpione? 02.10.06, 13:35
      Niestety tak.
      Za trzy tygodnie idę na co najmniej tydzień z najmłodszym do szpitala - bez
      możliwości dojeżdżania nawet na noc. Nie wiem co to będzie...
      Gdy byłam w szpitalu z małym rok temu, nie mogłam sie odrobic (i doprac ubrań)
      przez dłuższy czas, a to były wakacje... Z drugiej strony żal mi synka samego
      zostawic w szpitalu, bo to straszny mamin cycuś - boję się że mogłoby to się na
      nim niekorzystnie odbic.

      ---
      • agnieszka35 Re: czy jesteście niezastąpione? 02.10.06, 17:27
        W zasadzie andaba ma rację jesteśmy niezastąpione.Oczywiście jak trzeba zalec w
        wyrku to się zalega ale dom się wali.Ja już co prawda jestem w lepszej sytuacji
        bo starsza trójka to już nastolatki i same sobą tudzież najmłodszą siedmiolatką
        się zajmą ale od myślenia to jestem cały czas ja.Podam przykład - byłam pod
        koniec zeszłego roku w szpitalu.Rodzina radziła sobie raczej nieźle ale dzwonili
        do mnie np. po to żeby zapytać co mają sobie zrobić na obiad.No i oczywiście jak
        wróciłam to się okazało że czystych ubrań zabrakło,dom nie posprzątany itp.Ale
        jeszcze kilka lat temu to każda moja choroba powodowała mały kataklizm.No i tak
        uczciwie to wyleżałam jedynie zapalenie płuc.I to tylko dlatego że po prostu nie
        byłam w stanie podnieść się z wyrka.Pozdrawiam - Agnieszka.
        • kalpa do andaby 02.10.06, 21:51
          Andaba, a gdzie bedziesz?
          Jeśli do Prokocimia, to służę pomocą w róznych kwestiach, mieszkam bardzo blisko
          tego miejsca...
          kalpa
          • andaba Re: do andaby 03.10.06, 10:57
            Niestety Witkowice.
            Ale dzięki za pamięc smile
    • justinka_27 Re: czy jesteście niezastąpione? 02.10.06, 22:22
      Zdecydowanie TAK. Ja aktualnie jestem sama z dziećmi i nawet nie chce sobie
      wyobrażać co by było gdybym się "rozłożyła". "Rozłożenie" domowe pewnie bym
      przechodziła, natomiast w przypadku np. szpitala klapa kompletna, bo nie mam
      zupełnie nikogo kto mógłby się zająć dziećmi, a za młode jeszcze żeby same
      sobie poradziły.
      Jednak kiedy mąż był jeszcze w Polsce nie mogłam bardzo narzekać smile Kilka razy
      byłam z najmłodszym w szpitalu i wtedy radził sobie całkiem nieźle, fakt że
      szpital tak blisko, że z okna mieszkania go widzę, więc mogłam wszystko mieć
      pod kontrolą, ale do domu wpadałam jedynie zjeść coś, wykąpać się i przebrać.
      Zamiłowanie do porządku ma chyba większe niż ja big_grin więc czysto było, pralkę
      obsługiwać potrafi to poprane, ugotować też więc dzieci nie pomarły z głodu,
      lekcje itak zawsze on sprawdzał, więc z nauką się nie zaniedbali. Jedyne do
      czego miałam spoooore zastrzeżenia to ubieranie dzieci :0
      Nie ma bladego pojęcia o rozmiarach, o tym kto w czym chodzi i co jest czyje. W
      wyniku czego kiedy przyszedł mnie zmienić w szpitalu z córą była ubrana w
      ciuchy młodszego o 3 LATA BRATA!!! Wyglądała koszmarnie i wstyd mi było z tym
      do domu wracać, całe szczęście, że blisko. Później wybór kreacji dla młodszej
      zleciłam starszej, która w ubraniach jest bardziej obeznana i było w porządku smile
      • agnieszkas72 Re: czy jesteście niezastąpione? 03.10.06, 09:19
        Jestesmy niezastąpieni oboje z mężem i wyłączenie któregokolwiek z nas byłoby
        katastrofą.Mogę tylko modlic się,żeby nie nastąpiło.
        • mamaanieli Re: czy jesteście niezastąpione? 03.10.06, 11:04
          też tak myślałam, ale "przymusowe leżenie w ciaży" zweryfikowało ten pogląd. no
          i nauczyło pokory... nie ma ludzi niezastąpionych. nawet jeśli jest to ojciec
          i matka... Może to brutalne, ale prawdziwe. oczywiście - możńa
          kwastionować "jakość" zastępstwa. ale to już inna sprawa. życie stawia nas
          przed sytuacjami, których byśmy nawet nie przewidzieli. może i dobrze.
          pozdrawiam. agata
    • zwiatrem Re: czy jesteście niezastąpione? 03.10.06, 22:00
      to straszne, ale bywam niezastąpiona, jak mnie ma dwie trzy godziny musze je
      "odrobić" przez ten czas coś sie nawarstwiło, coś nie zrobiło co powinno było
      tylko dlaczego się nie zrobiło, skoro u nas wszystko się samo robi...
      doprawdy nie wiem

      zycze Ci powrotu do zdrowia, nie tyle do obowiązków co do pełni sił, żeby
      skorzystać jeszcze coś z pięknej tego roku jesieni
      • hyris Re: czy jesteście niezastąpione? 03.10.06, 23:08
        Dziękuję za odpowiedzi.
        Chyba najtrudniej jest, gdy dzieci sa zupełnie małe.
        Zobaczyłam dodatkowo problem przystosowania męża do prac domowych. Nawet nie
        chodzi o codzienne zaganianie (bo ma bardzo dużo pracy), ale o wyuczenie, bo
        ostatnio się okazało, że choć synek ma 14 miesięcy, to on go nie potrafi
        wykąpać i ubrać. O gotowaniu, prasowaniu i innych atrakcjach nie wspomnę.
        Czy Wasi angażowali się bardziej w miarę pojawiania się kolejnych pociech?
        Jakoś mi się wydaje, że to się nie zmienia.
    • cookee2 Re: czy jesteście niezastąpione? 04.10.06, 11:11
      to i ja się podzielę kawałkiem mojego życiorysu. w maju miałam nogę w
      gipsie ,nieszczęśliwie zwichnęłam.Mąż musiał wyjechać na kilka dni a ja
      zostałam sama z moją trójeczką ,dodam ,że najmłodsza miała wtedy rok a na pomoc
      starszych nie mam co liczyć bo to przecież też jeszcze maluchy.Kuśtykałam po
      mieszkaniu ,na zakupy nie było szans.Ale dziewczynki z osiedla jak się
      dowiedziały,że mam w gipsie nogę natychmiast przyszły z pomocą.Brały Kinię na
      spacer i robiły zakupy.Niestety do końca nie jestem niezastąpiona są sytuacje
      kiedy musi mi ktoś pomóc.I cieszę się ,że ktoś taki zawsze sę znajdziesmile)
      Pozdrawiam
      • staro Re: czy jesteście niezastąpione? 04.10.06, 11:53
        Witam.
        Podczytuję to forum, bo choć na razie nie jestem wielodzietna, to mam kiedyś
        nadzieję zostać wink
        Nie jestem niezastąpiona, Małż pomaga mi we wszystkim od początku, od kiedy
        spodziewamy się drugiego dziecka nawet jeszcze bardziej (np. starszego kąpie
        tylko on).
        Jednak mam wrażenie, że "organizacyjnie" nie dał by sobie rady, często woli
        poprosić kogoś do pomocy (mamę, teściową...) a ja jestem bardziej...
        samodzielna? głupia i harda? wink sama nie wiem.

        Ale wiem, że na pewno damy rady z drugą dzidzią i - da Bóg - z kolejnymi też! big_grin
        Pozdrawiam!!!
        • zuzanna56 Re: czy jesteście niezastąpione? 07.10.06, 14:57
          A mnie można zastąpić. Bardzo rzadko gdzieś muszę wyjechać ale ostatnio
          przydarzyły mi sie dwa wyjazdy, jeden 13 dniowy a drugi 4 dniowy, oba za
          granicę. Dzieci strasznie tęskniły, ja też. Mąż poradził sobie wzorowo,
          normalnie przy tym chodząc do pracy. Ale prosi mnie żebym przez najbliższe pół
          roku raczej nie wyjeżdżała...
    • zwiatrem hyris 06.10.06, 11:29
      w sprawie taty, który kapie czy nie kąpie jest jakoś dziwnie, kiedy ja to robię
      to jest zrobione, ale kiedy zabieram dokumenty samochodu i znikam to musze
      przypomniec czego się spodziewam (zasada mówisz i masz) i jest ok.
      Z tym, że nasz tata wszystko przy dzieciah zrobi. Nie ma rzeczy, której by nie
      umiał zrobić.
      Szkoda, tylko, ze czasu tak mało....
      • zwiatrem Re: hyris 06.10.06, 11:37
        i wylogowało mnie przepraszam, terazo jeden postwięcej, po prostu, mam wrażenie,
        że starsze dzieci i Artur to jak małolaty, trzeba mówic i prosić, jak wieczny
        pilnowacz funckji czasu i pracy- to mnei męczy najbardziej.
        Teraz zanim wychodzę z domu rycze o tym wczoesniej lub szepczę i przed wyjściem
        mówię każdemu z osobna o co proszę.
        Żeby tylko jeszcze robili to bez przypominania, proszenia, bo i straszaki i
        Artur potrafia wszystko to co i ja.
        • hyris Re: hyris 07.10.06, 21:16
          Dziękuję za odpowiedzi. Zwiatrem! mnie też najbardziej męczy fakt, że nawet
          jeśli czegoś nie robię sama, to i tak jestem osobą koordynującą. Pod wpływem
          przemyśleń ostatnich ustaliłam z mężem, że będzie miał 2-3 drobne rzeczy do
          zrobienia w domu (np. mycie wanny), w które ja się nie mieszam (czyt. nie
          przypominam, nie zaganiam). Zobaczymy. Jak zadziała, to od nowego roku (gdy
          skończą mu się bardzo angażujące czasowo zobowiązania) zacznę go zachęcać, aby
          przynajmniej popróbował prasowania, samodzielnej opieki nad dzieckiem, prostego
          gotowania. Wiem, że i tak potrzebna będzie lista zadań, ale może coś ruszy z
          miejsca, bo nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy ja mam na głowie dzieci, dom,
          pracę, a mąż tylko pracę. Przy jednym dziecku to jeszcze jakoś funkcjonuje, ale
          na dłużej się nie da. Teraz podstawą jest wystaranie się o drugiego stwora, a
          jakoś kiepsko nam idzie. Trzymajcie kciuki!
          • 16111976q Re: hyris 09.10.06, 12:02
            Jak czytam wasze domowe opowieści to jakbym u siebie w domu była !!! U nas też
            jest tak, że muszę wszystko organizować w domu: obiadki, ubranka, co kupić...
            Ale nie zawsze to skutkuje: w weekend byłam na uczelni, więc przygotowałam
            chłopakom na obiad pulpety i kupiłam kalafiorka do tego, dwa razy
            powtarzałam: "kalafiora macie do obiadu !", oczywiście mój kochany mąż
            zapomniał. "Ale później sobie przypomniałem i zjedliśmy sobie po obiedzie" smile
            Uśmiałam się i tyle. Ale to takie pierdoły. Nie będę się czepiać, bo w
            załatwianiu poważniejszych spraw mąż jest zdecydowanie lepszy, więc się
            uzupełniamy. Ale ubierania dzieci to raczej ja pilnuję, bo tatusiowi to
            wszystko jedno; kiedyś przyprowadził Olka z przedszkola w cudzych majtkach i
            rajstopach. smile Faceci... Ale nie narzekam, po prostu czasem jest śmiesznie,
            czasem trzeba palcem pokazać, ale mimo wszystko myślę, że poradziłby sobie beze
            mnie jakoś.
            • zuzanna56 Re: hyris 09.10.06, 18:27

              I dlatego musimy inaczej wychowywać naszych synów. Pozwolić im na to żeby
              pomogli w odkurzaniu albo zmywaniu.
              Mój mąż był tak wychowywany i od zawsze gotuje obiady, sprząta, prasuje jeśli
              tylko ma czas.
    • marzekal Re: czy jesteście niezastąpione? 04.11.06, 21:37
      Kilka lat temu mąż pojechał do Niemiec a ja zostałam z dwójką Maluszków(1,5 i 3
      lata) Teściową mam w domu a rodzice mieszkali jeszcze 25 km ode mnie. Dostałam
      bardzo wysokiej gorączki a gdy poinformowałam o tym teściową ta zaginęła w
      drodze porotnej z kościoła (pojawiła się dopiero po 19 godzinie i do tej pory
      nie mogę jej tego zapomnieć). Ledwo zeszłam po schodach żeby zrobić Dzieciakom
      coś do zjedzenia w porze obiadowej. Później nie pamiętałam co jadły. Córka,
      która miała tylko 3 latka zmieniła pampersa młodszemu bratu i jak szłam do
      toalety na czworaka, to mi pomagała usiąść na sedesie. Dopiero na drugi dzień
      byłam w stanie zadzwonić po Rodziców. Dałam radę, i to z Maluszkami!!!
      Później przy komplikacjach z Szymkiem długo leżałam w szpitalu. Dzieciakami i
      domem zajmowali się na zmianę moi Rodzice i Mąż (w kwestii czystości i
      organizacji było nawet lepiej niż po moim powrocie). Tak samo było podczas
      zagrożonej ciąży z Karolą i po ciężkim porodzie - nie robiłam prawie nic a w
      domu błysk! Mogłam jedynie komenderować, kto, co i jak ma zrobić. Jedynie w
      jednej kwestii jestem niezastąpiona - kontaktu emocjonalnego z Dziećmi. Nikt
      mnie narazie nie zastąpi!!! Zawssze lecą do mamy smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka