beka.smiechu-w.sali.obok
22.11.09, 00:32
Udzielilem odpowiedzi na pytanie Marasa, i jako ze watek wyladowal a Oslej,
myslalem ze to przez moja wypowiedz, jednak dowiaduje sie, ze przez osobe Janu.
WIec moze moja odpowiedz nie poleci, bo jest wg mnie dosyc prowokujaca.
Oto ona:
maras2011 napisał:
> Cieszę się, że choć zdajesz sobie z tego wszystkiego sprawę,
> powodzenia :)))
>
>
Wiesz, uwazam, ze kazdy to wiedzial dawno zanim przestal pic. Gadki o oswieceniu
i naglym olsnieniu to sa dobre dla kogos, kto chce znalezc latwe
usprawiedliwienie, zeby nie moc powiedziec, ze byl "madry po szkodzie".
Prawdziwe moze to byc wg mnie w 2 przypadkach- ludzi z rodzin, gdzie pilo sie od
zawsze, pili wszyscy i nikt nie przestawal, lub w przypadku ludzi naprawde
umyslowo ograniczonych.
Reszta dorabia.
Czy to (pozwole sobie nieco skrocic):
- Pije bo jestem alkoholikiem.
- Jestem alkoholikiem, Mam nalog, jestem bezsilny i pije.
- Pije duzo, w ilosciach groznych dla zdrowia, itp
- Wiem, ze picie nic nie poprawi. Pijac nie pomagam a szkodze.
- Pije wiecej niz ludzie. Pije inaczej niz inni ludzie.
I tak dalej- to cos, czego sie trudno domyslec?
Wielkie odkrycie? Rzecz tak trudna do zauwazenia?
Trudne do zauwazenia czy latwe do zaklamania moga byc poczatki alkoholizmu- ze
pije 6 piw a inni cztery lub ze pije kazdy piatek i sobote a inni raz na pol
roku- tutaj jest pole do popisu- mozna sobie wmowic, ze sie "lubi wypic", ze to
tak nie szkodzi itp.
Ale przepraszam, czlowiek ktory wali tygodniowymi ciagami od rana do nocy moze
sie w jakikolwiek sposob oszukac, ze nie jest alkoholikiem? To jest
niewyobrazalne!
Lubie sobie wypic- przez 2 tygodnie od 7 rano po 2 liry wodki, no tak,
faktycznie, bardzo cienka granica miedzy takim piciem a piciem w weekendowe
wieczory.
Z tego, co czytam na forum i z "piciorysow", znakomita wiekszosc kontynuowala
takie zabawy przez dlugie lata lub dziesiatki lat. Dziesiec lub dwaidziescia lat
picia ciagami, picia po 20 litrow wodki na tydzien- i bloga nieswiadomosc
problemu? Wolne zarty.
Z tym, ze ja nikogo za to nie potepiam. Tym bardziej moge nawet podziwiac, ze po
latach ktos znalazl sile, by przestac. Ale nie moge zaakceptowac, gdy ktos taki
nagle udaje glupiego i zgrywa chojraka, ktory "gdyby wiedzial to by nie pil".
Nie wiedzialo biedne dziecko, ze picie tygodniami to cos nietypowego? Nie
wiedzialo malenstwo, ze padaczka, delirium czy inne to nie sa naturalne i
powszechne zjawiska w zyciu?
I czesc takich osob dzisiaj sobie jezdzi po mnie jak po lysej kobyle z pozycji
wyzszosci. Wypraszam sobie, ale ja przynajmniej jestem szczery. Nie udaje
glupiego, przyznaje, ze pije mimo ze wiem, ze to mi szkodzi, ale po prostu nie
mam motywacji i sily, by zostac abstynentem.
I mimo tego, ze wiem ze moje picie nie jest normalne, to jednak obudzilem sie
wieki przed tymi, ktorzy ciskaja we mnie kamieniami.
jak mowil Jezus, kto jest bez grzechu...
Rozumiem, ze w wielu przypadkach jest to troska czy chec ostrzezenia- ale to sie
czuje, kiedy jest tak, a kiedy to jest madrzenie sie, w stylu zapomnial wol jak
cieleciem bul.