Dodaj do ulubionych

mam nadzieje to nie do skasowania

22.11.09, 00:32

Udzielilem odpowiedzi na pytanie Marasa, i jako ze watek wyladowal a Oslej,
myslalem ze to przez moja wypowiedz, jednak dowiaduje sie, ze przez osobe Janu.
WIec moze moja odpowiedz nie poleci, bo jest wg mnie dosyc prowokujaca.
Oto ona:

maras2011 napisał:

> Cieszę się, że choć zdajesz sobie z tego wszystkiego sprawę,
> powodzenia :)))
>
>

Wiesz, uwazam, ze kazdy to wiedzial dawno zanim przestal pic. Gadki o oswieceniu
i naglym olsnieniu to sa dobre dla kogos, kto chce znalezc latwe
usprawiedliwienie, zeby nie moc powiedziec, ze byl "madry po szkodzie".
Prawdziwe moze to byc wg mnie w 2 przypadkach- ludzi z rodzin, gdzie pilo sie od
zawsze, pili wszyscy i nikt nie przestawal, lub w przypadku ludzi naprawde
umyslowo ograniczonych.
Reszta dorabia.

Czy to (pozwole sobie nieco skrocic):
- Pije bo jestem alkoholikiem.
- Jestem alkoholikiem, Mam nalog, jestem bezsilny i pije.
- Pije duzo, w ilosciach groznych dla zdrowia, itp
- Wiem, ze picie nic nie poprawi. Pijac nie pomagam a szkodze.
- Pije wiecej niz ludzie. Pije inaczej niz inni ludzie.

I tak dalej- to cos, czego sie trudno domyslec?
Wielkie odkrycie? Rzecz tak trudna do zauwazenia?

Trudne do zauwazenia czy latwe do zaklamania moga byc poczatki alkoholizmu- ze
pije 6 piw a inni cztery lub ze pije kazdy piatek i sobote a inni raz na pol
roku- tutaj jest pole do popisu- mozna sobie wmowic, ze sie "lubi wypic", ze to
tak nie szkodzi itp.

Ale przepraszam, czlowiek ktory wali tygodniowymi ciagami od rana do nocy moze
sie w jakikolwiek sposob oszukac, ze nie jest alkoholikiem? To jest
niewyobrazalne!
Lubie sobie wypic- przez 2 tygodnie od 7 rano po 2 liry wodki, no tak,
faktycznie, bardzo cienka granica miedzy takim piciem a piciem w weekendowe
wieczory.

Z tego, co czytam na forum i z "piciorysow", znakomita wiekszosc kontynuowala
takie zabawy przez dlugie lata lub dziesiatki lat. Dziesiec lub dwaidziescia lat
picia ciagami, picia po 20 litrow wodki na tydzien- i bloga nieswiadomosc
problemu? Wolne zarty.

Z tym, ze ja nikogo za to nie potepiam. Tym bardziej moge nawet podziwiac, ze po
latach ktos znalazl sile, by przestac. Ale nie moge zaakceptowac, gdy ktos taki
nagle udaje glupiego i zgrywa chojraka, ktory "gdyby wiedzial to by nie pil".
Nie wiedzialo biedne dziecko, ze picie tygodniami to cos nietypowego? Nie
wiedzialo malenstwo, ze padaczka, delirium czy inne to nie sa naturalne i
powszechne zjawiska w zyciu?

I czesc takich osob dzisiaj sobie jezdzi po mnie jak po lysej kobyle z pozycji
wyzszosci. Wypraszam sobie, ale ja przynajmniej jestem szczery. Nie udaje
glupiego, przyznaje, ze pije mimo ze wiem, ze to mi szkodzi, ale po prostu nie
mam motywacji i sily, by zostac abstynentem.
I mimo tego, ze wiem ze moje picie nie jest normalne, to jednak obudzilem sie
wieki przed tymi, ktorzy ciskaja we mnie kamieniami.

jak mowil Jezus, kto jest bez grzechu...

Rozumiem, ze w wielu przypadkach jest to troska czy chec ostrzezenia- ale to sie
czuje, kiedy jest tak, a kiedy to jest madrzenie sie, w stylu zapomnial wol jak
cieleciem bul.
Obserwuj wątek
    • maras2011 Re: mam nadzieje to nie do skasowania 22.11.09, 08:44
      Życzę dużo siły i motywacji :)))
      • maras2011 Re: mam nadzieje to nie do skasowania 22.11.09, 08:49
        Fakt jest taki, że też wiedziałem o tym zanim zacząłem coś robić, może nie w tak
        szerokim kontekście jak ty, ale wiedziałem że to co się ze mną dzieje nie jest
        normalne, nie wiem czy to było dno, raczej nie, usłyszałem coś, jakiś impuls
        który w moim przypadku zadziałał ,mam nadzieję że kiedyś też takiego coś
        poczujesz :)
    • darekwolf Re: mam nadzieje to nie do skasowania 22.11.09, 13:34
      Beka,obojetne czy teraz piesz czy nie. jesli kiedysCi sie uda nie
      pic.......to tylko wtedym dgy zrobisz to dla samego siebie.
      zupelnie nie interesując się co kto o tym pomyli, czy to sie
      komuś spodoba, czy wręcz przeciwnie.
      i jesli kiedyś podejdziesz do niepicia rzetelnie.......to sam
      zrozumiesz, że za przeszlość pijacką nalezy zapłacić. ponieść
      odpowiedzialność. nie można uciekac w nibylandie choroby
      niezawinionej. ona jest niezawiniona tylko w takiej mierze,ze nikt
      nie chce być uzalezniony. ale uzyskać to co alkohol nam
      daje......każdy alkoholik tego chce. jednym dawał zapomnienie,
      innym agresje i przyjemność z niej, jeszcze innym dawał twórcze
      wzloty, a sa i tacy co przy pomocy alkoholu poknywali zwykłą
      niesmiałość towarzyska.
      ale trzeba a to zapłacić.......a nie zwalac winę na okoliczności
      przyrody i wydumane duchowe bóle brzucha.
      od momentu gdy alkoholik pić przestaje..........staje się w pełni
      odpowiedzialny za wszystko co zrobi i w jaką stronę będzie
      zmierzał. nie ma już wtedy żadnej wymówki, że nie wiedział, nie
      rozumiał, nie miał wspracia, nie był w wspólnocie.
      bo nikt mu tego nie bronił.....alkoholik ktory już nie pije.
      może bardzo wiele. i tylko od niego zależy co to będzie.
      Tobą Beka na dziś alkohol jeszcze rządzi-nawet jak nie pijesz. ale
      jesteś też odpowiedzialny za wszystko co robisz, tyle,że masz
      jeszcze mozliowość migania się: chcę pić-nie chcę pić.
      to Twój wybór........i Twoje zycie
      ja nie pogardzam pijącymi.......ale i nie współczuję im.
      sam siebie nie oszczędzałem ani jak piłem, ani odkąd nie piją.
      taryfy ulgowe....sa według mnie dla kłamców i oszustów.
      pewien facet -alkoholik, który pisywał o swoim alkoholixmie w pewnym
      tygodniku. umierał na nowotwór i w jednym z ostatnich swoich
      artykułów napisał coś takiego:
      "spotkałem w szpitalu ludzi, którzy pogodnie, bez wymagań, odchodzili
      z tego świata na raka, z godnością i z cierpieniem, jakże mali
      wydali mi się wtedy Ci wszyscy alkoholicy rzebrzący o litość i
      wsparcie na detoxach, odwykach, użalający się nad swym losem.
      losem ,.który sobie sami zafundowali, choć mieli mnóstwo czasu by
      to zmienić"........to nie cytat , tylko kwintesencja cytatu
      cześć Beka
      • deoand Re: mam nadzieje to nie do skasowania 22.11.09, 13:50
        Wilk a cos ty taki zrobił sie kulturalny i mądry na dodatek .. Gdzie
        ciebie tak wyładzili - jestem w szoku ..

        Tekst , który napisałes - nic dodać nic ując - kwintesencja
        alkoholizmu i do tego nie przesadnie naukowo wydumana czyli
        terapeutyczna a realistyczna czyli samo życie ...

        Beka - wszystko ci wilk napisał i nie będzie inaczej chocbys nie
        wiem jak zaklinał świat

        Swoja drogą to ty niewiele jeszcze straciłes i w tym sęk .
        żony nie masz ,dzieci nie masz, zdrowie jeszcze jakie takie,
        pieniądze - cos tam na przepicie zarobisz więc straty zero ..

        no ,póki padaczka ciebie nie powali to faktycznie możesz sobie
        pofilozofować jak w spokoju ducha i sumienia pić dalej

        pzdr deoand

        • darekwolf Re: Deo.. 22.11.09, 19:25
          deoand napisał:

          > Wilk a cos ty taki zrobił sie kulturalny >

          jest kultura i qltura. zależnie do kogo się kłaniam w danej
          chwili.
          a Beke poprostu lubie Deo.......bo jakbym czytał sam siebie sprzed
          3-4 lat. rozum jeszcze funkcjonuwał na wysokich obrotach ,
          resztki intelektu mknęły do przodu, wyrywając się, jakby czuły ,ze
          to już ostatnie chwile. a potem równia pochyła wprost na dno, lub
          do piekła jak kto woli.
          • ela_102 [...] 22.11.09, 20:47
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • beka.smiechu-w.sali.obok Re: mam nadzieje to nie do skasowania 22.11.09, 16:46
        To juz dyskusja akademicka, czy ktos mial mniejsze czy wieksze "prawo" do
        swiadomego staczania sie w picie. I na kazda teze moznaby podac przyklady.
        Z jednej strony- juz kiedys wspominalem o tym- czy da sie porownac los osoby z
        biednej rodziny, bitej i zastraszanej, niewyksztalconej, potem np bitej w
        szkole, moze zgwalconej, okradzionej itp, z losem rozpieszczonego dzieciaka z
        bogatego dobrego domu? Kto mial wieksze powody do szukania ucieczkiw alkoholu-
        oczywiscie ten pierwszy. ALe sa tacy pokrzywdzeni, ktorzy jednak nie pija i sa
        tacy rozpieszczeni, ktorzy nie pija.

        Mi nie chodzilo o powody tylko o arogancje albo moze nieswiadomosc- i w efekcie
        arogancka pyszna postawe na zasadzie- albo ja to nie wiedzialem ale ty masz
        wiedziec- bo to uwazam za klamstwo, albo "ja to wiedzialem ale ja mialem prawo
        wiedziec i pic a ty nie masz" bo bo buta.

        Jak mowie, kazdy wedlug mnie kto ostro pil latami wiedzial, ze zle robi, ale to
        robil. Dlaczego to robil- nieistotne, ale wiedzial i robil. Jesli teraz innych
        ktorzy wiedza i robia- czyli jakby siebie sprzed lat- traktuje z gory i pogardza
        nim, to jest to wg mnie nie fair play gra.

        Deoand ktory nie jest uzalezniony moze takie rzeczy gadac, z punktu widzenia
        szarego nieuzaleznionego obserwatora nie majacego pojecia o mechanizmach
        nalogow- choc Deoand to pojecie podobno ma wiec tez tak mowic nie powinien, ale
        coz, moze jakas misje sobie wyznaczyl albo odgrywa jakas urazec, tego nie wiem.
    • ela_102 Re: mam nadzieje to nie do skasowania 22.11.09, 16:45
      Ale przepraszam, czlowiek ktory wali tygodniowymi ciagami od rana do nocy
      moze sie w jakikolwiek sposob oszukac, ze nie jest alkoholikiem? To jest
      niewyobrazalne!


      Niewyobrażalne, bo Ty nie potrafisz sobie tego wyobrazić?
      Ja w czymś takim, przez ostatnie dwa lata picia właśnie funkcjonowałam i bardzo
      łatwo wyobrazić mi sobie tę właśnie "iluzję".
      Moja Mama nawet ją kontynuuje w nie piciu. Otóż utrzymuje, że nigdy nie miała
      problemu z piciem.
      To tylko iluzje Adi.
      Twoja natomiast dla mnie jest NIEWYOBRAŻALNA.
      Pić alkohol z wiedzą, że się alkoholikiem jest :-)
      Większość poznanych przeze mnie osób nie godziło się na swój alkoholizm.
      Znakomita mniejszość piła z przypuszczeniem alkoholizmu (nie pewności) uważając,
      że alkoholik pić musi.
      Natomiast ludzi którzy piją świadomie wiedząc o swoim uzależnieniu znam
      najmniej. Nie wspomnę już o poczuciu porażki jaki temu towarzyszy u nich. Twoja
      postawa, jest dla mnie "wyjątkowa", "niewiarygodna".
      • beka.smiechu-w.sali.obok Re: mam nadzieje to nie do skasowania 22.11.09, 16:59
        Niewyborazalne na chlopski rozum, o to mi chodzilo.
        wlasnie o takie rozmydlanie jakie przedstawilas mi chodzi- jedni to
        "przypuszczali" a inni wiedza?
        A jesli chodzi o moje picie, to widac nie zakceptowalem swojego alkoholizmu w
        glebi duszy, wiec nie moge powiedziec, ze pije choc wiem, ze jestem
        alkoholikiem- moze raczej pije choc przypuszczam ze jestem?
        Wiesz, nie wyborazam sobie siebie w ciagu nawet jeden tydzien, gdzie, teraz to
        ja nie wyobrazam sobie siebie w ciagu 2 dni, po prostu organizm i psychika mi
        siada, wiec w to sie nie bawie, kiedys i od zawsze, nie pilem na kaca, ja jak
        pilem od rana to dlatego, ze budzilem sie jeszcze pijany i kontynuowalem picie,
        ale fajnie bylo tylko do 3 piwa przed poludniem, potem to caly dzien mordegi i
        czekania na wieczor, w ostatnich miesiacach pare razy mialem "probe ciagu",wiec
        po tych porannych 2 czy 3 piwach po prostu zmusilem sie i juz nie pilem, wiedzac
        czym to sie skonczyloby na drugi dzien.
        Wiec moze formalnie wiem, ale wewnetrznie sam nie wierze w swoj alkoholizm, nie
        wiem sam ale z pewnoscia to, ze tak czasem nonszalancko do tego podchodze na to
        wskazuje.
        Jednak jakos sie asekuruje, bo wiem ze to zle sie skonczy jak nie przestane, im
        predzej tym lepiej- taka jest moja swiadomosc.
        Oczywiscie, tkwiac w ciagu ktorys tam miesiac nie ma sie jasnego myslenia, po
        prostu fizyczna koniecznosc picia sie pojawia, ale radko ktory alkoholik mial
        taki jeden ciag w zyciu i przestal na amen, z reguly wielokrotnie wracal do
        picia- i nie wierze, by w momentach trzezwosci nie mialby refleksji ze cos z tym
        piciem nie tak, nawet zyjac w iluzji nie wiem jak glebokiej.

        • tenjaras Re: mam nadzieje to nie do skasowania 22.11.09, 17:44
          Pamiętaj o jednym - do zdrowia wracają ludzie, których stać na uczciwość wobec
          siebie, a nie ci, którzy piją więcej alkoholu.
      • beka.smiechu-w.sali.obok ... 22.11.09, 17:02
        I jak to nie znasz takich osob Elu, toz przeciez forumowa zolta koszulka August
        pil przez 6 lat po terapii.
        • ela_102 Re: ... 22.11.09, 17:21
          Adi, ale August pisze o tym jako porażce i swoim zaniedbaniu.
          Pisze, że gdy stosował się do zaleceń nie stało by się tak.
          Pisze tez jak to się dla niego skończyło.
          Często tkwiąc w czymś po uszy nie potrafimy ocenić tego właściwie, to przychodzi
          z czasem i wraz ze zmianami.
          Ja w czasie swojego ciągu potrafiłam tak wyliczyć ilość wypijanego alkoholu, aby
          zrobić z tego ilość "nie szkodzącą" naprawdę.
          Miałam dwa "przebłyski" zaledwie, że być może jestem alkoholiczką ale rozum nie
          był w stanie zakorzenić tej myśli na dłużej niż ułamek sekundy. Cały czas
          natomiast karmiłam go myślą, że gdyby tylko zmieniło się "coś" w moim życiu, na
          pewno przestanę pić.

          Rozmawiając z innymi alkoholikami widzę, że nie byłam w tym odosobniona. Czym
          się różnimy? Ty pijesz aby sobie udowodnić alkoholizm bezsprzecznie i świadomie.
          Ja piłam aby sobie i innym udowodnić, że alkoholizm mnie nie dotyczy. Taka
          różnica, w myśleniu, natomiast w samym spożywaniu, do czasu. Sam przyznajesz, że
          to do czasu. Wiesz to z wiedzy, ja z życia.
          • deoand Re: ... 22.11.09, 17:53
            Cytuję " Pamiętaj o jednym - do zdrowia wracają ludzie, których stać
            na uczciwość wobec
            siebie, a nie ci, którzy piją więcej alkoholu.
            "
            Beka juz nawet nie wymagajmy tak duzo , że aż uczciwości - po prostu
            przestań z parę dni pić .
            • beka.smiechu-w.sali.obok Re: ... 22.11.09, 18:34

              deoand napisał:

              > Cytuję " Pamiętaj o jednym - do zdrowia wracają ludzie, których stać
              > na uczciwość wobec
              > siebie, a nie ci, którzy piją więcej alkoholu.
              > "
              > Beka juz nawet nie wymagajmy tak duzo , że aż uczciwości - po prostu
              > przestań z parę dni pić .


              Po pierwsze, to widze ze tu sie za moimi plecami wykul jakis mit co do rozmiarow
              mojego picia. Przestan z pare dni pic- ja caly czas przestaje co pare dni na
              pare dni, a i w dzien jestem trzezwy, jesli akurat pije tego dnia to dopiero po
              osmej czy dziewiatej wieczor.
              Mowie to uczciwie, po co mialbym klamac? Oczywiscie, ze picie 4 dni z 7 tygodniu
              statystycznie albo picie 3 dni pod rzad to nie jest norma, nawet jak sie pije
              "tylko" po 4 piwa wieczorem.
              Ale jem, zyje, funkcjonuje, wiekszosc czasu jestem trzezwy- nie mowie tego by
              umniejszac alkoholizm tylko by powiedziec, ze mam duzo czasu na trzezwe (tzn nie
              pod wplywem) refleksje.
          • beka.smiechu-w.sali.obok Re: ... 22.11.09, 18:29
            ela_102 napisała:

            > Adi, ale August pisze o tym jako porażce i swoim zaniedbaniu.
            > Pisze, że gdy stosował się do zaleceń nie stało by się tak.
            > Pisze tez jak to się dla niego skończyło.


            Ake wtedy myslal inaczej

            > Często tkwiąc w czymś po uszy nie potrafimy ocenić tego właściwie, to przychodz
            > i

            To jakby o mnie!

            > Cały czas
            > natomiast karmiłam go myślą, że gdyby tylko zmieniło się "coś" w moim życiu, na
            > pewno przestanę pić.


            tez tak mysle!

            >
            >Czym
            > się różnimy? Ty pijesz aby sobie udowodnić alkoholizm bezsprzecznie i świadomie
            > .
            > Ja piłam aby sobie i innym udowodnić, że alkoholizm mnie nie dotyczy.

            Wlasnie nie, ja sobie udowadniam, ze nie jestem alkoholikiem albo ze jestem
            takim alkoholikiem poczatkujaco- niegroznym. Mam wiec tak samo jak Ty mialas,
            nie inaczej.
            Juz dawno mowilem, ze nie wierze w zadne diagnozy osrodkow terapii, bo sie
            naciaga je pod alkoholizm, wiec to ze bylem na terapii nic nie zmienia, a
            wlasciwie zmienia odwrotnie.

            Bo skoro terapeuta sie musial uciekac do klamstw i sztuczek, by mi udowodnic
            alkoholizm, to znaczy ze nie mogl posilic sie prawda, a skoro nie mogl posilic
            sie prawda- to znaczy, ze zaden ze mnie alkoholik.

            Taka
            > różnica, w myśleniu, natomiast w samym spożywaniu, do czasu. Sam przyznajesz, ż
            > e
            > to do czasu. Wiesz to z wiedzy, ja z życia.

            Wiem, ale u mnie to jakos inaczej idzie, jak jakies 10 lat temu zdarzyl mi sie
            pierwszy ciag, to znaczy picie po przepiciu od rana, potem przez lata zdarzalo
            sie to sporadycznie, ale juz jak sie zdarzalo to nigdy nie moglem zatrzymac- jak
            juz zaczalem z rana to klapa, obowiazkowe picie do wieczora, nie ma szans
            przestac. A w ostatnim polroczu to sie zmienilo i pierwszy raz w zyciu
            zobaczylem, ze jak chce to wcale nie musze pic caly dzien, z reguly nie pije z
            rana a jak pilem ostatnie razy, to 2-3 piwa i koniec, przespalem sie, zjadlem i
            "po ciagu".
            Nie ma szans, by moje cialo i mozg zaakceptowaly picie ciagami. Po prostu nie ma
            szans, ja po prostu musze byc wiekszosc czasu trzezwy, tak jestem
            zaprogramowany. Wieczorami moge pic ile wlezie, ale w dzien nie moge i juz.
            • tenjaras Re: ... 22.11.09, 20:04
              Dlaczego Ty człowieku to co Ela i August opisują jako swoje zachowania dyktowane
              uzależnieniem u siebie odczytujesz jako te ze zdrowej półki?
              • darekwolf [...] 22.11.09, 20:08
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • tenjaras Re: ... 22.11.09, 21:59
                  wolfie sam to sobie robisz
              • beka.smiechu-w.sali.obok Re: ... 23.11.09, 00:04
                tenjaras napisał:

                > Dlaczego Ty człowieku to co Ela i August opisują jako swoje zachowania dyktowan
                > e
                > uzależnieniem u siebie odczytujesz jako te ze zdrowej półki?
                >

                a kto powiedzial, ze normalne?
                powiedzialem, ze powszechne i w tym sensie normalne. nie ze pozadane.
                po prostu wykazalem czarno na bialym, ze klamstwo ma krotkie nogi.

                zreszta z praktycznego punktu widzenia- jaki jest sens takiego pisania wlasnej
                historii na nowo po zaprzestaniu picia? zysk tylko o tyle aby sie wybielic i
                znalezc usprawiedliwienie.
                Ale skoro takie osoby uwazaja, ze niosa poslanie, powinny pisac szczerze, bo
                przeklamane czy wybielone przeslanie trafia kula w plot.

                Jaka wiarygodnosc ma alkoholik, ktory twierdzi, ze pil ciagami i nie mial
                pojecia ze jest alkoholikiem i po prostu nagle go oswiecilo?
                Pijacy alkoholik wie, ze robi niewlasciwie i nie przekona go ktos, kto sie tego
                zapiera.
                Nawet gdy mu uwierzy, tzn nie uzna, ze on sie wybiela, nie bedzie czul
                identyfikacji, zrozumienia.

                Sila AA powinna wynikac z tego, ze przychodzacy do wspolnoty swiezy alkoholik
                czuje, ze po drugiej stronie jest ktos taki sam. A nie, ze to ktos, kto mial
                inna sciezke.

                Alkoholizm i kazdy inny nalog polega na zmaganiu sie, na walce, na braku
                przyznania sie. Hisotria pisana przez niektorych wskazuje jednak, ze nic takiego
                nie mialo miejsca, zadnych zmagan, zadnych dylematow- po prostu zwykla historia
                jak z cukrzyca- byl chory i nie wiedzial, poszedl do lekarza, dowiedzial sie i
                wyzdrowial.

                Sluchajac wielu historii w AA powiem, ze rzadko slyszalem przypadki ludzi,
                ktorzy tak ot przestali pic. Z reguly to jest wiele esperali, detoksow, izb
                wytrzezwien, nieudanych terapii i na koncu drogi w koncu sukces.

                Zastanawia mnie, moze potraktujmy to jako pytanie, ile razy Ty Jaras, Ela,
                August czy zeby nie bylo- Eska, Wilk, tranzyt- ile razy mieliscie wszyty
                esperal, ile razy byliscie na detoksie i terapii, padaczki, delirki, ile
                straciliscie prac przez picie.

                Jezeli odpowiedz na te pytania jest- zero- to czapka z glowy za madrosc w czas.
                ALe watpie, inaczej nie bylibyscie w AA i na tym forum.

                Ja nie mialem esperalu, detoksow, wiezienia, a i tak zglosilem sie na terapie.
                Potem zaczalem pic znowu i zgoda- z punktu widzenia terapii to porazka. Ale z
                punktu widzenia terapii udanej, a moja byla totalnie nieudana.

                Nigdy nie oczekiwalem bicia poklonow za to, ze zglosilem sie tak wczesnie. Ale
                tez nie myslalem, ze ktos bedzie to celowo negowal.

                Juz tu pisalem kiedys, ale podalem nazwiska i slusznie zostalo wyciete- na mojej
                terapii byla jedna psycholog, glowna psycholog w osrodku, ktora byla dla mnie
                przekonujaca i ktora dokladnie odpowiadala na moje porzeby. Niestety, ona miala
                tylko wyklad raz na tydzien, a na codzien musialem sluchac zgola innych
                opowiesci i one przycmily wszystko.

                Nie mowie, ze kazdy byl zly, ale generalnie linia mi nie odpowiadala i byla
                nieprzekonujaca.

                Do rzeczy jednak- Jaras, poki nie uswiadomisz sobie, ze zaden nalogowiec nie
                bedzie sluchal innego nalogowca poki ten nie pokaze, ze rozumie co czujesz, nie
                ma szans.





                • ela_102 Re: ... 23.11.09, 08:55
                  Sluchajac wielu historii w AA powiem, ze rzadko slyszalem
                  przypadki ludzi, ktorzy tak ot przestali pic. Z reguly to jest wiele
                  esperali, detoksow, izb wytrzezwien, nieudanych terapii i na koncu
                  drogi w koncu sukces.


                  Adi to Ty chcesz tak to widzieć. Tobie to pasuje i tak też
                  postępujesz. Dopóki nie przeżyjesz tego co zacytowałam wyżej,
                  będziesz więc się miotał w swoich iluzjach.
                  To, że coś rzadko słyszałeś to tylko twoja wybiórczość.
                  Możemy załozyc jednak, że ja przez ponad sześć lat przebywając wśród
                  trzeźwiejących alkoholików (czek) słyszałam tych opowieści więcej.
                  I z całą pewnością nagłasnianie alkoholizmu czyni na niego ludzi
                  bardzo czujnymi. Przychodzą ludzie w wieku 2o lat nawet, 22, 24, 25,
                  31 kiedy oni mieliby czas na te detosky, esperale, terapie?

                  poki nie uswiadomisz sobie, ze zaden nalogowiec nie bedzie
                  sluchal innego nalogowca poki ten nie pokaze, ze rozumie co czujesz,
                  nie ma szans.


                  Będąc po stronie nałogu czynnego nawet musisz tak mysleć.
                  Nie w tym rzecz jednak zupełnie.
                  Póki Ty nie uświadomisz sobie, że żaden nalogowiec, ani specjalista
                  od nałogu ,nie jest w stanie Ci pomóc, dopóki sma tego nie
                  dopuścisz, nie ma szans na zmianę.


                  "Są dwie rzeczy nieskończone - wszechświat i ludzka głupota, co do
                  wszechświata nie jestem pewien" - Albert Einstein
                  • beka.smiechu-w.sali.obok Re: ... 23.11.09, 12:09
                    Ela jest czasem po prostu- no rece opadaja.
                    Otoz Addi to widzi rzeczywistosc tak jak on chce, a Ela oczywiscie widzi
                    obiektywnie. Addi oczywiscie cos tam widzial, ale Ela widziala wiecej.

                    Ela, zastanow sie w ktora strone zmierzasz.
                    Oto Ela stworzyla nowy, lepszy swiat.
                    W tym lepszym swiecie istnieje tylko chyba wlasciwie jeden osobnik ktory pije
                    choc wie, ze nie powinien- Addi.
                    Pozostali to Ci, ktorzy juz nie pija- a kiedys po prostu nie wiedzieli ze maja
                    problem, dowiedzieli sie od terapeuty to przestali
                    a teraz jest w mediach glosno wiec od lat do leczenia stawiaja sie karnie 20
                    latkowie po pierwszym urwanym filmie.

                    Ela oglasza, ze nie ma problemu alkohoizmu w Polsce, bo kazdy kto powinien sie
                    leczy i nie pije, poza Addim, ale on na emigracji wiec statystyk nie psuje.


                    A co do swiadomosci, ze poki ja sobie nie pomoge- wlasnie te swiadomosc jakis
                    czas temu posiadlem i stad moje zniechecenie, jednakze powoli uklada mi sie to w
                    glowie, na pewno przedzej czy pozniej przestane, raczej predzej.
                    Zreszta juz od pol roku zaczalem zabierac sie, mialem juz dluzsze spokojne
                    okresy, wyeliminowalem ciagi, jedyne chociaz bardzo ciezkie z czym musze sie
                    uporac to wieczorne glody czy jak to nazwac- obsesje. Nie kazdego wieczora mnie
                    atakuja, a jak zaatakuja czasem je dam rade odgonic, ale czasem nie i tego nie
                    umiem oki co pokonac.
                    Ale sie naumie:)
                    • ela_102 Re: ... 23.11.09, 13:27
                      Adi :-)
                      A mi na Ciebie ręce nie opadają, naprawdę :-)
                      Nigdzie nie napisałam, że widzę obiektywnie, piszę, że z perspektywy osoby nie
                      pijącej trwale kilka ładnych lat, wygląda to inaczej.
                      I chyba sam przyznasz, że to logiczne jest?

                      Nie stworzyłam, nowego lepszego Świata, piszę, że zaledwie go dostrzegłam.
                      Wychodząc z nałogu, a potem z dysfunkcji rodzinnych.
                      Jak mnie czytasz to wiesz, że uważałam się za osobę "pijaną" wcześniej niż
                      zaczęłam pić. Trzeźwy Świat dla mnie nie istniał, co nie znaczy, że go nie było
                      prawda? Uważać bowiem, że wszyscy piją i markują życie to znaczna przesada w tę
                      drugą stronę. A ja tak sądziłam do 40 roku życia. Teraz widzę zupełnie inne
                      rzeczy, na inne zwracam uwagę, co nie znaczy, że pijany Świat przestał istnieć.
                      To tylko ja przestałam się w nim obracać. Niemniej jednak zdaję sobie sprawę, że
                      istnieje.
                      • beka.smiechu-w.sali.obok Re: ... 23.11.09, 15:41
                        Oczywiscie, z tym sie zgodze bo to ze tak powiem prawda oczywista.
                        Ja pisalem tyle, ze Ty przez swa abstynencje przypisujesz sobie lepsze widzenie
                        swiata niz ja.
                        Gdybym jako alkoholik pil nawet jedno piwo na rok w sylwestra, to ciagle bylbym
                        "pijacym alkoholikiem" ktory widzi swiat na pijano, taka dziwna nieco ortodoksja AA.

                        Jak pisalem, i nie mam zamiaru nic udowadniac, po prostu informuje, ze ja jestem
                        wiekszosc czasu jednak trzezwy. Nie po jednym piwie, nie na kacu- trzezwy. WIem,
                        ze jest moda ktora mowi, ze nawet jak jestem trzezwy to jestem pijany, a stopien
                        trzezwosci mierzy sie abstynencja i chodzeniem do AA.

                        Jak ktos nie pije i chodzi do AA to moze byc prostakiem i chamem jak zolta
                        koszulka, ale jest TRZEZWY, przeciez to smieszne.
                        Wielokrotnie rozmawiam z trzezwymi ludzmi, mam wiekszosc przyjaciol trzezwych i
                        nikt mi nigdy nie powiedzial, ze pijano mysle.
                        W ogole w opinii ludzi jestem zupelnie normalny, wrecz wyjatkowo normalny, nie
                        znaja mego wnetrza, a ci blizsi co znaja i wiedza o relacjach rodzinnych i
                        nalogach rowniez jakos uwaznie sluchaja moich sadow, licza sie z moim zdaniem,
                        ufaja mi.
                        Nie wiem, czemu mialbym traktowac sie jak psa, nikczemnego lotra i niegodnego
                        zaufania wykolejenca tylko dlatego, ze tak mi ktos na forum pisze na podstawie
                        samego faktu spozywania alkoholu.

                        Poczytaj sobie- taka dygresja- ile ludzi slucha lekarzy. A raczej nie slucha.
                        Ja czytalem, radze tez poczytasz to sie dowiesz, ze to jest ludzka natura. Tak
                        samo maja otyli, ktorzy nadal jedza niezdrowo, zawalowcy ktorzy nadal pala,
                        ludzie masowo nie biora przepisanych lekow, jesli im to niewygodne.
                        Skoro alkoholizm to choroba jak kazda inna, nie wiem czemu traktowac
                        niestosujacych sie do kuracji jak dzieci szatana? Chorzy na inne choroby jak sie
                        nie stosuja to ok, po prostu lekka niesubordynacja, a jak alkoholik sie nie
                        stosuje to skandal na skale miedzynarodowa.
                        Doprawy dziwne podejscie.


                        • ela_102 Re: ... 23.11.09, 16:41
                          Ja pisalem tyle, ze Ty przez swa abstynencje przypisujesz sobie lepsze
                          widzenie swiata niz ja. Gdybym jako alkoholik pil nawet jedno piwo na rok w
                          sylwestra, to ciagle bylbym "pijacym alkoholikiem" ktory widzi swiat na pijano,
                          taka dziwna nieco ortodoksja AA.


                          Nie przypisuje sobie LEPSZEGO widzenia świata, pisałam o tym nawet w wątku
                          "Jestem Lepszy" dzisiaj, lecz PEŁNIEJSZE go widzenie, wynikające z konkretnych
                          życiowych doświadczeń.Przypomnę jakich - wychowywanie się wśród alkoholików,
                          życie z alkoholikami, bycie alkoholiczką czynną, wytrzeźwienie. Nie piszę więc,
                          że to coś widzisz gorzej, tylko piszę o tym jak ja to widzę.
                          Gdybyś chciał nazywać się alkoholikiem pijąc jedno piwo na rok to nazywałbyś
                          się, ale uznano by Cię zdecydowanie za "dziwaka".
                          To pisanie bajek.

                          WIem ze jest moda ktora mowi, ze nawet jak jestem trzezwy to jestem pijany,

                          Jak moda? co Ty wypisujesz?
                          Jeżeli ja ela_102 piszę Tobie, że patrząc na swoje życie z perspektywy
                          "ozdrowieńca" wieloletniego, zawsze wykazywałam się "pijanością" inaczej
                          "pogubieniem" lub "brakiem zdrowego rozsądku" to dla Ciebie dowód, że ulegam
                          jakimś modom?
                          To, że uważam się obecnie za osobę trzeźwą nie mierzę ilością Mityngów, lecz
                          czasem jaki poświęciłam na porządkowanie siebie.

                          Wielokrotnie rozmawiam z trzezwymi ludzmi, mam wiekszosc przyjaciol trzezwych
                          i nikt mi nigdy nie powiedzial, ze pijano mysle.

                          Ja pewnie też bym Ci nie powiedziała, gdybyśmy gadali sobie o byle czym,
                          spacerując po parku, ani Ty nie powiedziałbyś mi, że jestem trzeźwa. Co komu do
                          nas? Tutaj jednak piszemy o tym konkretnym aspekcie naszego życia. Rozmawiamy o
                          uzależnieniach, więc czemu się dziwić, że padają takie, a nie inne "terminy"?
                          W realu, nikt mi nie mówi o moim sposobie myślenia, dopóki go nie poproszę a
                          jakąś opinię. Bardziej każdy wyraża siebie i już, albo z nim gadam, albo nie, no
                          chyba, że to on poprosi mnie o jakąś opinię.

                          Nie wiem, czemu mialbym traktowac sie jak psa, nikczemnego lotra i niegodnego
                          zaufania wykolejenca tylko dlatego, ze tak mi ktos na forum pisze na podstawie
                          samego faktu spozywania alkoholu.


                          Ja też, nie wiem dlaczego miałabym czuć się oszustką i złodziejką skoro nie
                          jestem? dlatego nie czuję się tak.

                          a jak alkoholik sie nie stosuje to skandal na skale miedzynarodowa. Doprawy
                          dziwne podejscie.


                          Ja z tego skandalu nie robię. Nie wiem, gdzie Ty to czytasz?
                          Bardziej normę u alkoholików, dopóki nie przekombinują w drugą stronę.
                          • beka.smiechu-w.sali.obok ... 25.11.09, 00:57
                            Ela, jak czesto- rozwadniasz to co sama piszesz.
                            Ja pisze jako zwykla osoba, a przy okazji osoba z problemem alkoholowym. A nie
                            jako zawodowy alkoholik, ktory przy okazji jest czlowiekiem.
                            Mozemy klocic sie do smierci, kto widzi swiat lepiej. I kto widzi prawidlowo.
                            Wiesz, w czasach szkoly podstawowej przeczytalem podejrzewam jakies tysiac
                            ksiazek. bo czytalem nalogowo. Czy to na mnie wplynelo? Na pewno. Czy dzieki
                            temu widze swiat lepiej? Nie, widze inaczej.
                            U Ciebie jest jednak tendencja do hierarchii- kto jest bardziej trzezwy, kto ma
                            wiecej racji.
                            Nie wiem, ile Ty czytalas, moze duzo. ale jesli nie- to kto widzi swiat lepiej-
                            ja po moim tysiacu ksiazek i pijacy czy Ty niepijaca z ksiazkami kilkoma?
                            Mozna dyskutowac do smierci.

                            • sweet-heart Re: ... 25.11.09, 07:34
                              beka.smiechu-w.sali.obok napisała:

                              > Nie wiem, ile Ty czytalas, moze duzo. ale jesli nie- to kto widzi
                              swiat lepiej-
                              > ja po moim tysiacu ksiazek i pijacy czy Ty niepijaca z ksiazkami
                              kilkoma?
                              > Mozna dyskutowac do smierci.

                              Szanowny Panie Beka.smiechu-w.sali.obok,
                              z uwagą przeczytałem Pana wypowiedź i do tych celnych uwag dodałbym
                              tylko, że śmierć w wyniku kontynuowania niektórych dyskusji może
                              nadejść rychło - jako śmierć z nudów.
                              Przestrzegając,
                              serdecznie pozdrawiam,
                              czytelnik

                              PS
                              Proszę odebrać wiadomość.
                            • ela_102 Re: ... 25.11.09, 09:21
                              jest tak adi :-)
                              Piszesz mam "obsesję" by po kilku postach w których ludzi odnoszą
                              się do wywołanego przez Ciebie problemu oznajmiasz, że Oni nie
                              rozumieją, że to nie tak i że Tobie wmawiają "obsesję", znikasz.
                              Potem piszesz, że nie możesz zbliżyć się do kobiety, jesteś
                              nieśmiały, po to by, po kilku postach napisać, że tak naprawdę nie o
                              to chodzi, że Ty tylko wymagjący jesteś, a że inni wmawiają Ci
                              jakieś anormalne zachowania.
                              W końcu piszesz, że pijesz, bo jesteś samotny, że wieczorami dopada
                              Cię nuda, po to, aby po kilku postach innych, napisać jaki jesteś
                              szanowany i otoczony trzeźwymi, wgapiającymi w Ciebie z zachwytem
                              wzrok ludźmi.
                              W końcu piszesz, że inni rozmydlają tematy, podczas gdy nieustannie
                              robisz to własnie TY, w ostateczności przywołując na stół swoje
                              oczytanie i itelignecje jako niezwodny atut.
                              A słyszal TY, że intelignecja jest szkodliwa w nałogu, czego jesteś
                              absolutnym dowodem, bo Twoja iluzja to jest dopiero iluzja ;-)
                              Mnie też nie chce się już z Tobą w kółko o tym samym.
                              Dobrego Dnia, nie tylko tego :-)
                              • beka.smiechu-w.sali.obok Re: ... 25.11.09, 12:28
                                Ela, zarzucasz mi sprzecznosci i niekonsekwencje, ale niestety tak nie jest,
                                wiec klamiesz. po kolei i krotko:
                                jest tak adi :-)
                                > Piszesz mam "obsesję" by po kilku postach w których ludzi odnoszą
                                > się do wywołanego przez Ciebie problemu oznajmiasz, że Oni nie
                                > rozumieją, że to nie tak i że Tobie wmawiają "obsesję", znikasz.


                                Kiedy i jak tak znikam? Pisalem, ze wieczorami czesto, czasem nawet codziennie,
                                mam wielka ochote napic sie- nie wiem jak to nazwac wiec nazywam to obsesja, bo
                                nie lubie slowa glod. Co niz znaczy, ze pije dzien w dzien, co nie znaczy ze
                                pije do nieprzytomnosci, co nie znaczy ze wale ciagami- a Ty chyba tak to
                                widzisz bo u Ciebie wieczorna obsesja moze zamieniala sie w 2 letni ciag, j atak
                                nie mam i nic sie nie zapieram.


                                > Potem piszesz, że nie możesz zbliżyć się do kobiety, jesteś
                                > nieśmiały, po to by, po kilku postach napisać, że tak naprawdę nie o
                                > to chodzi, że Ty tylko wymagjący jesteś, a że inni wmawiają Ci
                                > jakieś anormalne zachowania.

                                A czy to sie wyklucza? Oczywiscie, ze jestem niesmialy i oczywiscie, ze mam
                                wysokie oczekiwania- dwa w jednym. Chyba chcesz zasugerowac, ze ja bym wzial
                                wszsytko co sie rusza i na drezwo nie sp... tylko sie wstydze? Bo nie wiem gdzie
                                tu widzisz sprzecznosc?
                                podoba mi sie niewiele dziewczyn i do nich sie wstydze i boje zblizyc, te ktore
                                mi sie nie podobaja, tych sie nie wstydze- juz tez pisalem.



                                > W końcu piszesz, że pijesz, bo jesteś samotny, że wieczorami dopada
                                > Cię nuda, po to, aby po kilku postach innych, napisać jaki jesteś
                                > szanowany i otoczony trzeźwymi, wgapiającymi w Ciebie z zachwytem
                                > wzrok ludźmi.


                                Oczywiscie, ze nie ma tu sprzecznosci, mam wiele znajomych a czuje sie samotny,
                                samotnosc to stan ducha a nie liczba znajomosci. Glownie wynikajacy u mnie
                                zreszta z braku kobiety, a tej nie ma z w.w. powodow. Kolegow mam wystarczajaco.

                                > W końcu piszesz, że inni rozmydlają tematy, podczas gdy nieustannie
                                > robisz to własnie TY, w ostateczności przywołując na stół swoje
                                > oczytanie i itelignecje jako niezwodny atut.
                                >

                                To juz demagogia. Nie przywoluje nigdy swojej inteligencji i oczytania w
                                debacie, eska czasem pisze o mnie jako wyksztalconej osobie, ale nie ja. Jak
                                napisalem o przeczytanych w dziecinstwie ksiazkach to nie po to, by sie chwalic-
                                ale widac niewiele czytalas, bo tego nie rozumiesz.

                                Wspomnialem przede wszystkim o ksiazkach z dziecinstwa, bo wtedy najwiecej
                                czytalem, szkola podstawowa, pozniej tez ale nie tak mocno i nie tak to na mnie
                                wplynelo silnie.
                                Nawet mysle, ze moje czytanie bylo swego rodzaju pierwszym systemem ucieczkowym.
                                tak czy tak, jesli cale dnie przez wiele lat spedzalem umyslem w dolinach
                                muminkow, bullerbyn, jezdzac z tomkiem wilmowskim po swiecie, albo z old
                                shutterhandem, szukajac karolci w krainie patalonkow, to nie tylko uwazam, ale
                                wiem ze to mnie uksztaltowalo.
                                Uksztaltowalo- nie mowie, ze jestem przez to lepszy. Ciebie mogly ksztaltowac
                                wieczorne opowiesci wujka henia, moze nawet ciekawsze.
                                W kazdym razie gdy ide ulica i widze przewalone drzewo, to w glowie mojej jest
                                to drzewo na dzikim zachodzie a w twojej gdzies tam z opowiesci henia (to przyklad).
                                Jak dalej nie rozumiesz
                                • darekwolf Re: ... 25.11.09, 12:36
                                  dobre pytanie Beka o papierosy.
                                  ja mam na nie prosta odpowiedź..........pale nadal i uwazam się
                                  w tym względzie za idiote........nie mam poprostu siły i
                                  motywacji by nie palic. nie siegnałem w tym względzie swego dna.
                                  kiedyś co prawda rzuciłem palenie w okamgnieniu..nbez bólu i
                                  cierpienia.........tak się poprostu wkurzyłem na papierosowy przymus
                                  i na wypalona dziure w nowej tapicerce nowego samochodu i
                                  spodniach jednoczesnie........w ciągu 5 minut stania w korku dwie
                                  dziury..........niestety po pół roku niepalnie bez
                                  cierpienia........podczas pewnego pijaństwa postanowiłem sprawdzic
                                  jak smakuje fajurek.........i nastepnego dnia rano na ciężkim kacu
                                  gnałem po flaszke i papierosy do najbliższej stacji benzynowej.
                                  idiotyzm w czystej postaci
                                  • beka.smiechu-w.sali.obok Re: ... 25.11.09, 13:03
                                    No widzisz, identyczna odpowiedz dotyczy picia.
                                    Po co tu przywolywac Wielkie Ksiegi, czary mary odprawiac i kogos umieszczac w
                                    wariatkowie? Ja akurat pale malo, nigdy tez wiele nie palilem. O ile wiem, na
                                    swiecie jest wiele wiecej zgonow przez fajki niz alkohol. Oczywiscie bo wiecej
                                    osob pali, w liczbach wzglednych jest pewnie nieco mniej.

                                    Co do poprzedniej wypowiedzi, o tym ze Ela ma racje- tak, ma racje, jesli
                                    ustawisz sie w jej polozeniu.
                                    Ela pragnie mi udowodnic, ze jej swiadomosc Aowska jest inna niz moja
                                    czynnie-pijacego-alkoholika. A co tu udowadniac, oczywiscie ze jest inna.
                                    Ona uwaza, ze ma te przewaga, bo "byla widziala" a teraz jest schodek wyzej.
                                    Zapomniala, ze ja tez "bylem widzialem", zreszta Ty tez zapomniales.

                                    Ja nie pilem ponad rok i przez ten ponad rok a wlasciwie niemal 2 lata (bo 15
                                    miesiecy nic potem 1 piwo i 6 miesiecy nic) swiadomosc sie zmienia.
                                    Mnie tez nawet jak wracalem do picia obca stala sie koncepcja bycia pijanym,
                                    utraty kontroli. Tak sie upic? Nie wiedziec co sie dzieje? Jak takmozna?- tak
                                    myslalem. Tez widzialem innnych pijanych i mowilem sobie- ze tez ja tak wygladalem.
                                    A potem sie czlowiek przyzwyczaja z powrotem.

                                    Do rzeczy- ja nie udowadniam, ze mam trzezwy oglad z p widzenia AA. Mowie, ze ni
                                    ejestem psychicznie chory. Po prostu irytuje mnie tutaj, ze wiele osob probuje
                                    ze mnie robic wariata, osobe niepelnosprawna umyslowa. Nawet myslalem, zeby
                                    znowu przestac tu pisac, bo nie ma sensu.
                                    Polowa a nawet 3/4 moich watkow to jeden schemat- mam udowodnic, ze nie jestem
                                    pierdakniety, ze odrozniam kolory, ze nie kradne, ze nie klamie, ze spie, ze nie
                                    pije ciagiem, ze nie jestem pijany w momencie pisania, ze pracuje,
                                    i tak w kolko.
                                    Zaczyna mi sie nudzic.
                                • ela_102 Adi 25.11.09, 12:46
                                  Po co tyle słów?
                                  Po co tyle wyjaśnień?
                                  Wiadomo, że te sprawy nie wykluczają się, jednak pisząc, że ja zbyt mało w życiu
                                  czytałam to próbujesz postawić się ponad.
                                  Bo skąd możesz wiedzieć?
                                  Pewne jest, że jak będziesz pił, nie wyzdrowiejesz, lecz jeszcze bardziej
                                  zachorujesz i dwuletni ciąg być może Cię dopadnie, ale od razu zaznaczam do tego
                                  trzeba mieć ZDROWIE ;-)

                                  W swoim poście bardziej chciałam wykazać, w tym rozdrapanym przez Ciebie na
                                  części wtórne i rozmydlony aż do bólu, że Ty poruszasz tutaj problemy nie po to,
                                  aby coś przyjąć od innych, ale po to, aby sobie udowodnić, że te problemy to nie
                                  są żadne problemy. Tylko po co angażować do tego ludzi?
                                  • ela_102 Re: Adi 25.11.09, 12:49
                                    Apropos fajek, odkąd wiem, czym jest uzależnienie i jak się go pozbyć nie palę
                                    papierosów, zaraz 6 lat minie.
                                    Wcześniej piłam i paliłam nie uważając tego za szkodliwe dla siebie działania, w
                                    myśl zasady - na coś umrzeć trzeba, wstyd położyć się do trumny pozostając
                                    zdrowym człowiekiem ;-)
                            • ela_102 I jeszcze jedno Adi 25.11.09, 09:46
                              U Ciebie jest jednak tendencja do hierarchii- kto jest bardziej
                              trzezwy, kto ma wiecej racji.


                              Spytam wprost, pijac alkohol i nazywając się alkoholikiekm uważasz
                              się za osobę trzeźwą?
                              Uważasz się za taką osobę, bo przeczytałeś dużo książek?
                              Nie uważasz, że najbardziej istotne w trzeźwości jest to czy
                              spożywasz, czy też nie ALKOHOL?

                              Gdyby robiła taką hierachię tutaj, uznałabym, że DEO jest
                              najbardziej pijanym tutaj obecnie człowiekiem na równi z wilkiem :-)
                              • darekwolf Re: I jeszcze jedno Adi 25.11.09, 11:03
                                trudno Beka.........odmówić tym razem Eli racji.
                                trzeźwość polega na niepiciu.......nie ma innej opcji.
                                a chwile przerwy pomiędzy drinkiem i piwem, trudno nazwac trzeźwym
                                oglądem świata.
                                ja dośc dobrze pamietam Beka..........jak w przerwach w piciu,
                                naprawiałem szkody wyrządzone przez picie . szkody to pojęcie dośc
                                rozległe.raz były finansowe, innym razem emocjonalen, innym, znów
                                rzem kryminalne....nie wazne.
                                ważne, że robiłem to wszystko pod przymusem chwili.......chwili
                                która z reguły była skutkiem mniej, lub bardziej związanej z
                                wczesniejszym pijaństwem
                                i wiesz co Beka?...........paradoksalnie- ilość wyczytanych książek
                                przeszkadza alkoholikowi na pewnym etapie jego nałogu.
                                bo jeszcze nie wylądował na dnie.......ale do nieba tez mu już
                                daleko . to taki stan zawieszenia.......buja się pijacka fantazja,
                                jak Marek po piekle i nawet mu sie to podoba.
                                absurd w czystej postaci
                                • darekwolf Re: I jeszcze jedno Adi 25.11.09, 11:25
                                  jesli juz tak koniecznie chcesz sie Beka odnoscić do jakości
                                  literatury. to zacznij z niej też wycigąć wnioski: na przykład-\
                                  pijak Marmieladow z "zbrodni i kary"..........inteligent, wywalony z
                                  cyrkułu i posady urzednika za pijaństwo, z aspiracjami i
                                  potencjalem.......skończył jak zbity pies po kopytami
                                  rozpedzonych koni,zdychal zdaje się pół dnia,albo i dłużej .
                                  pogrzeb opłacił mu Raskolnikow, a córka Sonia w międzyczasie wyszła
                                  na ulice, by utrzymac rodzine . tyle wyszło z inteligenckich
                                  fochów Marmieladowa przy flaszce ruskiej wódki, gdy go spotkał
                                  pierwszy raz Raskolnikow. zdechl jak pies i tyle.a ile sie
                                  naopowiadal o swoich sukcesach po okolicznych mordowniach.to czort
                                  tylko raczył wiedzieć...........i Dostojewski.
                                  "biez wodki nie rozbieriosz, sowsiem wodka rosbieriut
                                  Tiebia"..........czy jakos tak
                                  • aaugustw Re: I jeszcze jedno Adi 25.11.09, 11:35
                                    darekwolf napisał:
                                    > jesli juz tak koniecznie chcesz sie Beka odnoscić do jakości
                                    > literatury...
                                    _________________________________________.
                                    Tak, beka... - Ty zyjesz zyciem innych...!
                                    A wiedz, ze jedyna i najlepsza szkola jest
                                    realna szkola zycia... - Twojego zycia...!
                                    A...
                        • tenjaras Re: ... 23.11.09, 17:40
                          Ludzie, którzy wyrażają o Tobie pozytywne opinie nie podają Ci trucizny. Ty to
                          robisz. Ty traktujesz siebie jak kogoś, kogo trzeba wykończyć i wystawić na
                          posmiewisko.
                        • darekwolf Re: ... 24.11.09, 20:49
                          beka.smiechu-w.sali.obok napisała:

                          > W ogole w opinii ludzi jestem zupelnie normalny, wrecz wyjatkowo
                          normalny, >
                          >


                          jak bedziesz chciał pogadac, jak stac się "zupełnie normalny" we
                          własnych oczach.........i nie tłumaczyć się z tego, przed byle
                          szmatą w necie. to tu jest mój adres.
                          darekwocial@interia.pl
                          • aaugustw Re: ... 24.11.09, 21:12
                            darekwolf napisał:

                            > beka.smiechu-w.sali.obok napisała:
                            > > W ogole w opinii ludzi jestem zupelnie normalny, wrecz wyjatkowo
                            > normalny, >
                            - - - - - - - - - - - - - - - -
                            > jak bedziesz chciał pogadac, jak stac się "zupełnie normalny" we
                            > własnych oczach.........i nie tłumaczyć się z tego, przed byle
                            > szmatą w necie. to tu jest mój adres. darekwocial@interia.pl
                            ____________________________________________.
                            Czy ty naprawde uwazasz, ze z dwoch nieszczesc,
                            moze powstac jedno szczescie...!?
                            (to nie matematyka, ze z dwoch minusow powstaje plus...
                            To samo zycie... - A w nim cudow nie ma...!).
                            A...
                            • beka.smiechu-w.sali.obok ... 25.11.09, 00:58
                              August, zdajesz sobie sprawe, ze dzialasz przeciwskutecznie? To akurat fizyka,
                              nie matematyka.
                            • darekwolf Re: ...Guciu 25.11.09, 09:11
                              Auguscie........w swojej pseudologice pominąłes bardzo istotny
                              element. AA o którym tak często pisujesz , to właśnie sumaryczny
                              zbiór nieszczęść.....w dodatku podzielony na 12 równych części.
                              i jest tych nieszczęśc , jak wielokrotnie podkreslasz , jakies
                              kilka milionów.
                              co zatem robisz pośród nich matemtyku?
                • tenjaras Re: ... 23.11.09, 11:49
                  No cóż muszę przyznać że nigdy się nie zaszywałem, nigdy nie odtruwałem. Nie
                  zaszywałem się, bo Ci, których znałem, że przestali pić to na jakiś czas. Trzeba
                  było odrobić jakieś długi, z żoną sie dogadać, ja nie miałem takich rzeczy na
                  głowie to i przerywanie picia mnie nie interesowało. To, że się nie odtruwałem,
                  to mam mieszane uczucia. Czasem żałuję, że tak się męczyłem, a czasem myślę, że
                  może szybciej coś we mnie pękło.

                  W papierach nie mam nigdzie napisane z jakiego powodu nie przedłużano ze mną
                  umów o pracę. Ale wiedziałem, bo mi mówiono. Moją reakcją było jednak załamka i
                  po flaszkę. Żadnych nauk nie potrafiłem wtedy z tego wyciągać. Wierzyłem, że ja
                  już jestem skazany na pijaństwo do końca. Pragnąłem tylko, by ten koniec nie był
                  tak marny, jak bezdomność i dykta. Miałem nadzieję, że zdążę wcześniej zejść i
                  to mnie ominie.

                  Raz byłem na wytrzeźwiałce. Bardziej dlatego, że piłem w niedozwolonym miejscu i
                  dałem się złapać, niż dlatego, że byłem tak pijany. Mieliśmy przy sobie
                  dokumenty pewnej pani i zostawili nas do wyjaśnienia. Na terapii też byłem raz i
                  można to określić, że równie przypadkowo. Zaskoczyłem na trzeźwość, bo
                  zobaczyłem, że inni wytrzeźwieli, choć niektórzy byli bardziej pogrążeni w
                  nałogu. Niektórzy mniej, czyli nie miało znaczenia jakim jestem alkoholikiem,
                  jak pogrążonym. Znaczenie miało to czy chcę żyć tak dalej, czy nie. Uświadomili
                  mnie na niej, że ani nie mam tak daleko do życia w podziemiach, ani, że zdążę
                  umrzeć.

                  Potem zaczęło mi zależeć, no to dokończyłem terapię. Podjąłem temat DDA.
                  Zależało mi na odzyskaniu wolności w ogóle, a nie tylko od alkoholu, żeby sie go
                  nie bać. No i tu wskazówki znalazłem w programie zdrowienia proponowanym w AA.

                  Tam jest również o zadośćuczynieniu - nie tylko sobie, ale i innym. To trudne
                  zadanie dla takiego migranta jakim byłem. Ale na dziś żaden człowiek i żadna
                  instytucja mnie nie ściga. Wręcz dzwonili do mnie z gdyńskiej skarbówki, żebym
                  przyjechał poprawić błąd na picie, bo mi forsy nie mogą oddać.

                  Zmiany w moim życiu są o sto osiemdziesiąt stopni. Nie spodziewałem, że osiągnę
                  aż taką "swobodę ruchu". Ale jak to powiadają mądrzejsi ode mnie: "pukajcie a
                  będzie wam otworzone". Nie wiem jakbym dziś żył, gdyby mi nie zaczęło zależeć.
                  Widzę po innych, że nieciekawie. I oczywiście jest to subiektywna ocena. Ja bym
                  tak nie chciał. A jeśli komu tak dobrze, to dobrze, i tyle. Inaczej jednak to
                  wygląda, gdy ktoś taki jest agresywny. Dla mnie to objaw, że coś mu jednak nie
                  leży i nie potrafi się z tym pogodzić.
                  • beka.smiechu-w.sali.obok Re: ... 23.11.09, 12:33
                    Widzisz, jak chcesz to potrafisz napisac po ludzku, a nie jak z ambony.
                    Oczywiscie, ze tez moge tak napisac jak Ty- wlasciwie to tak naprawde mysle- nie
                    uwazam tego, ze nie bylem na detoksach i wytrzezwialce za wielka zasluge, tylko
                    bardziej za "efekty innych dzialan". Na detoksie nie bylem bo nigdy nie bylo
                    takiej potrzeby, a tejze nie bylo bo nigdy nie mialem zdrowia do wiekszego
                    picia, jak juz tu pisalem wiele razy, najdluzszy ciag w zyciu to bylo 3 dni a i
                    to tylko kilka razy w zyciu- bo po prostu dalej nie moglem, czulem sie zle, ale
                    nie moglem juz pic (tak naprawde jak pamietam ciagi 2 dniowe sprzed jakiegos
                    roku- w sensie zaczalem wieczor i pilem przez drugi dzien, to juz drugiego dnia
                    to bylo wiecej rzygania niz picia, kazdy lyk to wmuszanie na sile, brak efektow
                    dzialania "euforycznego", po prostu przemeczenie sie aby dzien zlecial i aby
                    zasnac i na drugi dzien zaczac od nowa.
                    Wiec to nie moja silna wola tylko mala odpornosc na cierpienie i jakis instynkt
                    samozachowawczy, no i moja psychika, ktora nie znosi stanu dluzszego upojenia-
                    zaraz mi sie wydawalo, ze jak nie pamietam polowy dnia to nie wiadomo co moglem
                    nawyprawiac- moze ktos mnie widzial, wstyd itp.
                    Izba- nie bylem, bo rzadko w zyciu bylem tak pijany zeby gdzies zasnac na
                    miescie czy taczac sie od sciany do sciany a poza tym a moze glownie- bo nie
                    bylem agresywny pijany i nie robilem problemow, ale to tez nie moja zasluga,
                    taka jest moja reakcja na alkohol, inni staja sie agresywni czy rozrabiaja bo
                    taka jest ich reakcja, nie chodzi o sile nalogu tylko o osobowosc.

                    Widzisz, ja wlasnie od kilku miesiecy zaczalem nieco myslec tak jak napisales-
                    ze wlasciwie to jestem skazany na takie zycie. Nie chodzi o samo picie- ale o
                    caloksztalt. Ze jestem skazany na to, ze bede cale zycie znerwicowany i
                    bojazliwy, ze nie bede bral i korzystal z zycia przez ten lek i poczucie malej
                    wartosci, "bo mi sie nie nalezy". Ze w efekcie i praktycznie- nie bede juz mial
                    zony i rodziny, nie bede mial dobrej pracy.
                    W efekcie- ze bede zyl po cichu jako szarak, samotnie, gdzies tam pracujac aby
                    bylo na jedzenie i rachunki itp. ale niestety, mi sie takie zycie nie podoba.
                    Wiele ludzi takie cos akceptuje- niskie oczekiwania i jest ok, ale ja nie, wiec
                    w takim zyciu musi tez byc pocieszyciel w postaci alkoholu.
                    Tak zaczalem myslec, ze czeka mnie taka wegetacja- w dzien obowiazki, po
                    poludniu jakas ksiazka czy film, wieczorem kilka piw i tak do smierci.

                    Ale oczywiscie nie podoba mi sie taka koncepcja. Problem w tym, ze mam malo
                    wiary w zmiane. Mam takie porywy, gdzie jest plan- a zrobie to i tamto, bede
                    wytrwaly itp, ale potem moja niecierpliwosc prowadzi mnie znowu na tory
                    zniechecenia.

                    Ciebie przekonali ludzie w AA, a mnie nie, z dwoch powodow- raz, ze uznalem, ze
                    widac jestem inny, skoro oni mogli przestac a ja nie. Skoro ktos idzie na mityng
                    i mu pomaga a ja ide i po nim ide po piwo, to znaczy ze widac mam inna psychike
                    czy nie wiem co, ale jestem inny.
                    Dwa, AA propaguje taki buddyjski styl zycia, kwintestencja jego jest dezyderata,
                    czyli zyj spokojnie, bez rozglosu, oczekiwan, wachaj kwiaty, zjedz kolacje i
                    ciesz sie, ze masz dach. A ja tak nie umiem. Wiem, ze to zdrowe podejscie dla
                    psychiki, ze oczekiwania nadmierne niszcza, ale ja nie umiem tego zmienic.
                    Ciagle mam poczucie niespelnienia, ze nic nie osiagnalem, ze wszystko
                    zmarnowalem, ze szans nie wykorzystalem. A jak tak zaczynam myslec to pojawia
                    sie desperacja, zeby to nadrobic, nadgonic- a potem owo zniechecenie.
                    • tenjaras Re: ... 23.11.09, 12:53
                      W dezyderacie jest napisane coś innego. Tam jest bardziej wskazanie na to, by
                      pomimo zgiełku i otaczającego pośpiechu zdobyć się na życie w spokoju. Nie ma
                      nic o wycofaniu się z życia ;-)

                      Druga rzecz, to większość ludzi nie odnajduje się w programie AA. Do tego trzeba
                      dojrzeć, osiągnąć dno, to miejsce do którego na pewno nie chce się wrócić. Nawet
                      za cenę podjęcia abstynencji od alkoholu.

                      Dopiero wtedy można podjąc decyzję jak chce się żyć. W strachu przed alkoholem,
                      czy jak w 12 Krokach pisze, w wolności od alkoholu.

                      Jak w wolności, to trzeba przejść kolejny próg zdrowienia, zaangażowania w
                      siebie i tak dalej, aż do usranej śmierci. Dlatego to sie musi spodobać.
                      Człowiek ma to w naturze, że jak są dwa wyjścia, jedno kłopotliwe, choć
                      korzystne, drugie stwarza pozory spokoju, niczego nie trzeba rozgrzebywać, to
                      wybierze to drugie rozwiązanie. Nawet jak wie, że konsekwencje będą kiepskie, to
                      zawsze można liczyć, że to będzie kiedyś, a nie teraz...

                      Tak w ogóle to spodziewałem się, że napiszesz: jaras ty znowu to samo ;-)
                      • beka.smiechu-w.sali.obok Re: ... 23.11.09, 12:59
                        Dla mnie zyc w spokoju t wlasnie wycofac sie.
                        Nie mowie, ze to zle, przeciez stwierdzono juz dawno, ze bogactwo splendor czy
                        slawa radosci nie zapewniaja, o czym swiadcza przyklady pieknych i bogatych,
                        ktorzy ida w buddyzm, scientologie czy inaczej- nalogi i potem trzezwienie.

                        Moglbym powiedziec, ze ja tez bede taki madry, jak juz bede bogaty- ale poki co
                        to bardziej mi doskwiera niespelnienie ambicji anizeli nadmiar bodzcow.
                        A wymagan nie mam az tak wielkich- to, ze chciallbym miec zone na przyklad-
                        oczywiscie, niestety jestem wybredny wiec tutaj jakos wymagania stawiam, ale sam
                        fakt posiadania zony to nie jakies duze oczekiwanie. Tak samo z praca- od lat
                        tulam sie po pracach, ktorych nie lubie mniej lub bardziej, niestety to co lubie
                        nie daje pieniedzy i ciezko z tego wyzyc, ale nawet jak nie lubie to wolalbym
                        prace na jakims wyzszym stanowisku, a nie szeregowym- ale tu moze jakis kompleks
                        sie klania- moze chodzi o to, zebym mial te prace na stanowisku i z niej
                        zrezygnowal i do konca zycia mogl mowic, ze mialem ale nie chcialem. Bo jak
                        szeregowiec gada, ze nie chce awansu, to czcza gadanina.


                        • aaugustw Re: ... 23.11.09, 13:12
                          beka.smiechu-w.sali.obok napisała:
                          > Dla mnie zyc w spokoju t wlasnie wycofac sie.
                          > ...bogactwo splendor czy slawa radosci nie zapewniaja, o czym
                          swiadcza przyklady pieknych i bogatych, ktorzy ida w buddyzm,
                          scientologie czy inaczej- nalogi i potem trzezwienie.
                          ____________________________________________________.
                          Ja tam jakos wiecej czytalem o samobojstwach tych, tzw.
                          pieknych i bogatych, anizeli ich pojscia w buddyzm, co
                          zreszta na jedno wychodzi...
                          A...
                          • beka.smiechu-w.sali.obok Re: ... 23.11.09, 13:17
                            Zolta Koszulka napisal:
                            Ja tam jakos wiecej czytalem o samobojstwach tych, tzw.
                            > pieknych i bogatych, anizeli ich pojscia w buddyzm, co
                            > zreszta na jedno wychodzi...
                            > A...

                            Ta wypowiedz Zoltej Koszulki traci juz ksenofobia.
                            • aaugustw Re: ... 23.11.09, 13:26
                              beka.smiechu-w.sali.obok napisała:
                              > Ta wypowiedz Zoltej Koszulki traci juz ksenofobia.
                              ___________________________________________________.
                              Ale nie smierdzi tak, jak ta powyzsza wypowiedz brazowej
                              koszulki, mylacej pojecia bogactwa z obcokrajowcami...
                              A...

    • tenjaras Re: Deo.. 22.11.09, 22:02
      Dajesz wiarę w abstynencję wolfowi? Do niej też trzeba wiedzy i doświadczenia...
      ;-)
      • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Deo.. 23.11.09, 00:05
        tenjaras napisał:

        > Dajesz wiarę w abstynencję wolfowi? Do niej też trzeba wiedzy i doświadczenia..
        > .
        > ;-)
        >


        co ten usmieszek oznacza?

        Zauwazylem tutaj na forum dziwna przypadlosc przypisywania ludziom zachowan.
        Wolf na pewno pije- skad wiadomo- nie wiadomo.
        Ja ponoc ciagle jestem pijany- tak uznal Deo- skad taka wiedze posiadl- nie mam
        pojecia.
        • darekwolf Re: Deo.. 23.11.09, 08:39
          Beka.........siła AA polega na tym własnie i jest to fakt. ze
          trudnpo tam brylowac nibyosiagnieciami. mozna co prawda ględzić
          fanzoły na mityngu i ubarwiać swoje opowieści tak, czy inaczej.
          można nawet być aktywnym w służbach, tylko ze własnie siła AA
          zeryfikuje to wszystko. bo tam każdy sam widzi, słyszy, nawet
          powąchać może.i kazdy sam sobie wyrobi zdanie.....co jest, a co
          ni jest prawdą. tutaj w necie jest inaczej i dobrze o tym wiesz
          Beka.....można wysnućsporo wniosków, lecz nigdy niedo końca i na
          pewno.ale jedno mozna na pewno.mozna tu sporzedac każdy kit
          bezkarnie.
          i pisząc to teraz sam mam swiadomość pewnej bezsilnosci.
          to zwykły zdrowy rozsądek, który niekiedy wraca, gdy się pić
          przestaje wystarczająco długo. i wiesz co Beka?........ja Ci naprawde
          zycze, byś w dno przywalił jak najszybciej. nie z jakiejs chorej
          satysfakcji........tylko z poczucia wspólnoty z Toba, jako
          alkoholkiem. jako ludzie........nasza ewentulana wspólnota to
          dopiero kwestia czasu i rozwoju sytuacji.
          hery Beka
        • tenjaras Re: Deo.. 23.11.09, 09:02
          Poznanie mechanizmów choroby i rozpoznanie ich na własnym przykładzie oraz z
          innymi ludźmi, to podstawa zdrowienia z alkoholizmu.

          Jak chcesz być trzeźwym, skoro miałbyś nie wiedzieć co to jest być pijanym?
    • darekwolf [...] 23.11.09, 08:31
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • ela_102 Re: mam nadzieje to nie do skasowania 23.11.09, 09:06
      Kiedyś pisałam, a tutaj jest dowód w postaci twórczości wilka, że
      niektórym brak alkoholu we krwi, dopiero czyni miazgę z mózgu,
      uruchamia drzemiące w nałogu choroby psychiczne, paranoje, obsesje.
      Dobrze, że człowiek ów pił przez całe życie.
      Bo gdyby nie pił, mógłby wytłuc rodzinę i pół jakiegoś blokowiska.
    • darekwolf Re: mam nadzieje to nie do skasowania 23.11.09, 09:07
      no to sie zdecyduj: łyknałem czy nie.
      a ten abonament to umieść w cudzysłowie... to nieistotny szczegół,
      a raczej czysta złosliwość z mojej strony.
      to jest wbrew pozorom prostsze niż usiłujesz to przedstawić Jaras.
      nie budzi mego zaufania ktos, kto jawnie oszukiwał i podawał
      sie za kogoś innego zawodowo niz był w istocie,a w tym samym
      czasie wypisywał peany na swój własny temat na tutejszym forum.
      peany tez możesz wstawic w cudzysłów, bo nigdy nie byłeś az
      tak proymitywny by pisac owe peany o sobie w formie dosłownej.
      i dlatego uwazam Cię za oszusta......bo oszustem jest dla mnie ktoś,
      kto pisuje o swoim rozwoju duchowym ,a jednoczesnie usiłuje
      wyłudzac jakiekolwiek dochody przy pomocy kłamliwych metod.
      to tak samo, jakbym ja teraz pisywał pierdu pierdu o
      alkoholixmie nieczynnym i objawieniach na drodze świetlanej ....a
      jednoczesnie dilował na jakiejś stronce handlowej z "dopalaczami".
      • tenjaras Re: mam nadzieje to nie do skasowania 23.11.09, 09:32
        To chyba dobrze, że jestem dla Ciebie niewiarygodny. Może to zmotywuje Cię do
        lepszego życia i dalszych poszukiwań tego co jest normalne.

        Dla mnie, na początku, bardzo wazne było "powiedzieć jak to jest naprawdę" gdy
        słuchałem na mityngach tych cwaniaków, co tu już niby tacy trzeźwi byli.
        Oczywiście nie było tu miejsca na jakieś osobiste podjazdy. Zawsze to uznawałem
        za objaw tchórzostwa. Bardziej wyglądało to tak, że ktoś coś tam opowiedział o
        sobie, a ja opowiadałem o sobie, o swoich odkryciach i przemyśleniach. Jednak
        miałem wtedy zamiar pokazać, że wiem więcej, że wiem jak to powinno wyglądać...
        ot takie tam... Rozmawiałem o tym ze swoją psycholożką. Mówiła, że to jest ok, a
        ja jej ufałem, bo wiedziałem, że potrafi to całe moje trzeźwienie ogarnąć
        szerzej niż ja.

        Różnica chyba polega na tym, że ja siebie nie zostawiałem sam na sam ze sobą.
        Dobrze na tym wyszedłem. I Tobie tego życzę.
        • maras2011 Re: mam nadzieje to nie do skasowania 25.11.09, 08:47
          Do Wszystkich : Żal mi Was jak to czytam, zazdrość i zawiść :(
          • ela_102 Re: mam nadzieje to nie do skasowania 25.11.09, 13:05
            Maras, pewnie już wiesz, że podstawowym symptomem pozostania chorym człowiekiem
            jest potrzeba walki i realizacja tej potrzeby.
            • darekwolf Re: mam nadzieje to nie Beka, ta Beka 25.11.09, 13:19
              ja nigdzie nie dostrzegam Beka zadnego musu udowadniania Twej
              niewariatowalności. ale skoro sie upierasz. nie ma sprawy.
              udowadniaj.
              dzisiaj Ela , ma nad Toba Beka strategiczna przewage----siedzi i sie
              gapi. a Ty wojujesz z wiatrakiem.
              to wlasnie ta drobna roznica w trzexwym odbiorze rzeczywistości
              wirtualnej.
              powodzenia Beka..........tylko mnie niczego juz nie udowadniaj.
              bo i tak nie uwierze
              • beka.smiechu-w.sali.obok ... 25.11.09, 13:49
                Ty nie dostrzegasz, ale dostrzega Ela i pare innych osob.
                W sensie, dobrze wiedza ze nie jestem nienormalny, ale probuja mi to wmowic,
                probuje sie domyslec z jakich wzgledow i nie jestem pewien.
                Czy to kompleks, ze ktos wczesniej widzi swoj problem niz inni, mimo ze nadal
                pije, czy to raczej moja nieprzystawalnosc do schematu- ksiazka mowi ze jak ktos
                pije 2 lata po terapii to powinien juz co najmniej nie zyc, a on zyje i jeszcze
                tutaj bezczelnie pisze, to niech chociaz bedzie wariatem?

                Przewaga jest owszem, ale jednowymiarowa. Gdyby sprowadzic cala egzystencje
                ludzka do relacji z alkoholem, to oczywiscie ten nie pije a ja pije, niepijacy
                nie ma problemu z piciem i jego konsekwencjami, jakby to glupio nie brzmialo.
                Ale zycie jest szersze, powiedzialbym gdzie indziej.

                Zdaje sobie sprawe, ze alkohol to pulapka, w ktora sie coraz glebiej zapada, na
                razie jeszcze moge siegnac rekami do krawedzi przepasci, wiec moze sobie
                pozwalam na nonszalancje pewna, ale przepasc widze, slepy nie jjestem.



                • darekwolf Re: ... 25.11.09, 13:56
                  za duzo poezji jak dla mnie Beka.. sam lubie pofolgowac
                  skojarzeniom.ale bez przesady.
                  alkoholika..........nie tylezabija alkohol ile jego wyobraźnia.
                  no to na tyle.......czas odpocząć od kompa
                  • sweet-heart Re: ... 25.11.09, 14:17
                    Hej Wolfie,
                    Bardzo trafnie to ująłeś!

                    Bo podobnie jest w innych sytuacjach.
                    Mój znajomy zachorował dwa dni temu na tę grypę świnską… i w sumie
                    powinien poleżeć trzy dni w łóżku i byloby OK., ale on się panicznie
                    przestraszył, kazał się zawieść do szpitala, stracił przytomność w
                    izbie przyjęć… takie są skutki działania wyobraźni stymulowanej
                    nagonką medialną…

                    Podobnie można utonąć w bezpiecznej wodzie po prostu z powodu
                    psikusa własnej wyobraźni…
                    itd, itp...
                    no i podobnie jest z alkoholem...
                    diabeł nie mieszka w butelce ani nigdzie indziej, on mieszka zawsze
                    w głowie ;)

                    Beka błądzi po omacku, choć rozwiązanie zdaje się być na
                    wyciągnięcie dłoni...

                    Przypomina mi to pewne zdarzenie:
                    Działo to się 12 lat temu.
                    Będąc w dalekiej podróży z kumplem, zatrzymaliśmy się zmęczeni w
                    jakimś przydrożnym hotelu. Była już noc, więc nieco się nawaliliśmy
                    na szybko kilkoma piwami i poszliśmy zaraz spać.
                    Wtem w środku nocy zachciało mi się sikać.
                    Gdy się obudziłem półprzytomny już bardzo mi się chciało sikać.
                    Więc po omacku zacząłem szukać drzwi do łazienki.
                    Ale, że było kompletnie ciemno nic nie mogłem namacać.
                    Sekundy mijały bardzo szybko a ja panicznie macałem ściany.
                    W pewnym momencie już nie miałem wyjścia, więc zdjąłem gacie i
                    zacząłem lać.
                    Cały czas byłem półprzytomny.
                    No to obudził się mój kumpel, zapalił światło i okazało się, że
                    sikam w rogu pokoju wprost do jego plecaka…
                    a drzwi do łazienki były tuż obok mojego łóżka...
                    na wyciągnięcie dłoni...



                    • darekwolf Re: ... 25.11.09, 14:34
                      siema Don Marionnete.
                      miło Cie widzieć

                      i czytać
                      tylko juz nie pisz o kolejnych swoich "przygodach"........bo
                      jako ,żywo mamy wiele wspólnego.
                      heya
                    • beka.smiechu-w.sali.obok Re: ... 25.11.09, 15:50
                      Na wyciagniecie reki?
                      Tzn nie pic.
                      • sweet-heart Re: ... 26.11.09, 08:07
                        beka.smiechu-w.sali.obok napisała:

                        > Na wyciagniecie reki?
                        > Tzn nie pic.
                        >

                        Nie pić alkoholu to jest pewien detal.
                        Jeśli jesteś uzależniony to jest to bardzo ważny detal, ale nadal
                        detal.
                        Wyjaśnię Ci to w następujący sposób:

                        Za najważniejsze uważam podjęcie poważnej decyzji, że chcę
                        uporządkować sobie w głowie, aby dojść ze sobą samym do ładu.
                        Że chcę czuć się szczęśliwy i spełniony w moim życiu.

                        Innymi słowy mam na myśli zrozumienie, że nie chcę postępować
                        nieodpowiedzialnie, a wręcz przeciwnie – chcę dążyć do tego aby moja
                        osobowość dojrzała w we wszystkich wymiarach...
                        bo to jest tak naprawdę warunkiem powodzenia i szczęścia mojego
                        życia.

                        To (ta decyzja) to nie jest jednorazowy akt, ale ciągły proces,
                        który decyduję się realizować. Jest to droga, którą decyduję się
                        iść. Aby to osiągnąć muszę umiejętnie i mądrze kierować sobą. Po
                        pijanemu mi się to nie uda. Rezygnuję z picia alkoholu. Jeśli nadal
                        zdarzają się sytuację, w których chce mi się pić, w których czuję,
                        że musze się napić - to pracuję nad tym w ten sposób aby
                        taka "potrzebę" oddalić. Identyfikuję prawdziwą naturę moich
                        problemów i rozwiązuję je w sposób racjonalny.

                        Jakie są podstawowe drogowskazy na takiej drodze ku dojrzałości?
                        Mówi się, (a ja się z tym zgadzam), że są to:
                        - realne poznanie świata
                        - akceptacja siebie
                        - wypracowywanie w siebie postawy miłości
                        - dążenie do wewnętrznej integracji
                        - zrozumienie sensu własnego życia
                        - uporządkowanie hierarchii wartości
                        - poszerzanie własnych zainteresowań
                        - pozytywna, konstruktywna postawa wobec życia,
                        - rozwój twórczej postawy w jakiejś dziedzinie, szukanie swojej
                        pasji życia
                        - w stosunku do innych ludzi postawa oparta na altruizmie,
                        gotowości do poświęceń, współczuciu

                        Człowiek o wystarczająco dojrzałej osobowości a także dojrzały
                        uczuciowo, czy inaczej mówiąc, po prostu człowiek mądry - nie odurza
                        się alkoholem. Po prostu. Poznając samego siebie, obserwując swoje
                        reakcje, dostrzega on, że alkohol go ogłupia, że alkohol mu szkodzi.
                        Więc taki człowiek rezygnuje z używania alkoholu, jak również innych
                        środków odurzających.
                        Jest to szczególnie oczywiste, jeśli ten człowiek doświadczył
                        wcześniej uzależnienia od alkoholu.
                        Taki człowiek ma bardzo dobre powody, aby po alkohol już więcej nie
                        sięgać.

                        Teraz pozostaje tylko wypracowanie jasnej i stabilnej motywacji.


                        To tyle, w tych krótkich słowach.
                        :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka