Dodaj do ulubionych

urbi et orbi

04.03.04, 12:50
Jutro składam pozew o rozwód. Czuję ulgę, zadowolenie, że wreszcie zrobiłam
COŚ dla siebie.
Bardzo Wam dziękuję za to, co dotychczas dla mnie zrobiliście,liczę na dalsze
wsparcie i vice versa. Dzięki temu forum (czytaj: tym ludziom)rozpoczęłam
nowy etap życia. Na razie tyle, muszę lecieć.
Obserwuj wątek
    • hepik1 Re: urbi et orbi 04.03.04, 13:54
      Czyli znowu jakiś pierwszy kolejny krok...Tyle ,że to ciągle, podejrzewam, nie
      będzie takie proste,łatwe i przyjemne.Ale jak sie powiedziało A trzeba
      powiedzieć B i C.Powodzenia Forty.A może i chłop pójdzie wreszcie tam gdzie
      powinien...?
      • forty Re: urbi et orbi 04.03.04, 15:04
        Wiedziałam, że tak napiszesz; a ja wiem od dawna, że będzie ciężko.Układałam
        najczarniejsze scenariusze, przewidywałam hipotetyczne najgorsze zachowania
        mojego męża (bazując na danych z mojego archiwum)i dlatego siedziałam cicho
        Teraz nie chcę.
        To jedyna dla mnie droga.Czy to wpłynie korzystnie w efekcie końcowym na chłopa
        - nie wiem, ale czuję, że jemu już wszystko jedno. Zresztą, sama nie wiem.
        • Gość: stachu34 Re: urbi et orbi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.03.04, 16:52
          ...i to jest dobra wiadomość.Podejmujesz nareszcie decyzje,w oderwaniu od
          alkoholizmu męża.
          Współuzależnienie jest najprościej mówiąc,podporządkowaniem się fanaberiom
          chorego człowieka.Wszystkie decyzje życiowe podejmujesz patrząc przez pryzmat
          alkoholizmu bliskiej osoby.Decydując się na rozwod kładziesz kres temu,choremu
          przecież podporządkowaniu.Jest to znaczny wyłom w psychice i duuuży krok ku
          samodzielności.A o to chyba chodzi w Twojej terapii...
    • Gość: ja7 Re: urbi et orbi IP: 217.153.24.* 05.03.04, 12:25
      nie sadzilam, ze kiedykolwiek komukolwiek bede gratulowala rozwodu :)))
      trzymam kciuki Forty i zycze wytrwalosci i sily na nadchodzace niewiadomoco.
      BARDZO czekam na wiesci 'z frontu'
      • hepik1 Eksmisja 08.03.04, 17:25

        www.pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=69
        • Gość: forty Re: Eksmisja IP: 80.72.38.* 09.03.04, 12:33
          Dzięki Hepiku, nie wiedziałam o tym linku.
    • ma_ta Re: urbi et orbi 19.03.04, 09:04
      Gratuluję:) mój pozew pisze się od wielu, wielu lat...Ciągle tłumaczę sobie
      musisz...ale on ułożony w głowie nie może trafic tam gdzie powinien....
      • Gość: forty Re: urbi et orbi IP: 80.72.38.* 19.03.04, 14:58
        Pamiętaj, że ok. pół roku będziesz czekała na pierwszą rozprawę, ale wezwanie
        do zapłaty już po tygodniu.
        Jeśli chodzi o dzieło mojego życia, to nie było już nic innego do zrobienia, po
        prostu staram się znów żyć za siebie ( ale strasznie tu u mnie pusto, po prostu
        nie miałam długo własnego życia).
        • Gość: ja7 Re: urbi et orbi IP: 217.153.24.* 13.04.04, 13:55
          poswiatecznie Cie sciskam Forty i pytam jak sie trzymasz?

          mi sie tez pozmienialo - tez probuje znalezc siebie, a to bardzo trudne, bo
          nagle sie okazalo ze ostatnio w ogole nie istnialam. strasznie mi jest trudno
          zapelnic czas i wymyslec coby moglo mnie zainteresowac. po pracy przelewam sie
          z kata w kat, zaczynam cos robic, co szybko porzucam - ciekawe czy to normalne?

          Gosciu przegial i wyrzucilam go na dobre. zapisal sie na terapie (czy ktos
          slyszal o PETRze?) i wiem, ze jesli bedzie tam uczestniczyl sercem, bedzie
          potrzebowal mojego wsparcia.
          troche mi to rozwala wymyslanie przyszlosci i wpedza w schizofrenie, bo z
          jednej strony planuje sobie siebie samodzielna, niezalezna jednostke z
          zamknieta przeszloscia, a z drugiej strony - jesli jednak postanowi sie leczyc -
          powinnam mu pomoc, wesprzec jakos... (kiedys juz pisalam - on nie ma na kogo
          liczyc. na podstawie jego rodziny moznaby napisac rozprawe o rodzicach
          psychopatow. dobrze ze on jest tylko alkoholikiem)

          ciekawa jestem czy tylko ja jestem tak szurnieta, czy to juz jest syndrom
          jakostam nazwany przez naukowcow...

          niemniej - Forty - trzymam kciuki! Ty masz przynajmniej dziecko

          • hepik1 Re: urbi et orbi 13.04.04, 15:10
            otu-ipin.wizytowka.pl/
          • forty Re: urbi et orbi 14.04.04, 10:08
            Właśnie rano myślałam, że dawno już z Wami nie rozmawiałam. Często jednak
            wchodzę na tę stronę i czytam posty. Więc jestem z Wami.
            Radzę sobie jakoś, nie poganiam się, mówię chcę a nie muszę. Uczę się nie mówić
            powinnam do siebie i do córki. Często ze sobą "rozmawiam" zwłaszcza kiedy
            jestem wkurzona, wściekła i nazywam problem i szukam rozwiązań to z terapii, a
            terapeutka jest wspaniałą osobą i od razu zyskała moją akceptację mimo, że
            nasze opinie były początkowo rozbieżne.
            Od czasu wielkiej schizmy z małżonkiem, lepiej się rozumiemy z córką, jest
            inaczej - sympatyczniej (to też plus terapii, bo ja się zmieniam).
            Teraz sukces umyłam okno w kuchni nie myte od 2 lat( nie miałam ochoty). Wiecie
            jaka zmiana widoku!!!!
            Powoli przechodzi mi zniechęcenie i brak zapału do czegokolwiek. Ale jednak mam
            nawroty.
            Mąż, o ile wcześniej pił codziennie i wracał do domu; teraz od 2 tygoni
            przestał, nie wraca na noce, w święta w ogóle zniknął. Mało przebywa w domu,
            rano od 6.00 do 7.30, potem kilka godzin po południu. Gdy wracam z pracy już go
            nie ma. Zatem jest spokój.Nie rozmawiamy. Jeśli mam dla niego informacje -
            pisze kartkę. Przestałam się łudzić, że coś od niego dostanę (finanse). Żyję,
            jak żyję; albo mi się poprawi albo się pogodzę z tym co jest. Chociaż czasem
            chce mi się wrzeszczeć wniebogłosy i brak mi ciepła (nie o kaloryferach myślę).
            Pozdrawiam Was kochani i jestem z Wami.
            • Gość: ja7 Re: urbi et orbi IP: 217.153.24.* 16.04.04, 16:03
              bo to chyba o to chodzi, ze dzielac z kims zycie (nie mialam tak
              dlugiego 'stazu' jak Ty) wiklasz sie w 'okolicznosci', ktore oblepiaja jak guma
              do zucia i nie mozna sie z tego wyrwac.
              teraz Gosciu jest na terapii (od wtorku) z jednej strony - zatrwazajaco
              entuzjastycznie do niej podchodzi. taki entuzjazm nie potrwa dlugo
              z drugiej - robi to dla odbudowanie 'nas', czyli nie dla siebie - to tez marnie
              rokuje...
              nie wierze w powodzenie tej akcji, ale uwiklana w dopomaganie... gubie sama
              siebie i swoje postulaty. Wyrzucilam go, ale jak przyjdzie - czestuje obiadem,
              prowadzimy dlugie rozmowy itp - slowem - trudno mi jest utrzymac moja
              niezaleznosc...
              jest tez strach przed samotnoscia, kompletna niewiara w siebie, koszmarnie
              uporczywa mysl "jestes/bylas z nim, bo nikt inny nie zwrocil na ciebie
              uwagi', 'nie zaslugujesz na nikogo innego'....
              przychodza mi kompletnie sprzeczne myslo-wnioski do glowy.
              sama sie teraz nadaje na rozmowe z psychologiem. moze dlatego przypielam sie do
              Twojego watku?
              milego weekendu
              • Gość: forty Re: urbi et orbi IP: 80.72.38.* 19.04.04, 10:30
                Droga JA7 po prostu coś między Wami jest, mam na myśli uczucie, może Twoje
                poczucie "odpowiedzialności",może strach przed samotnością to bardzo wiele obaw.
                Myślę, że terapia pozwoliłaby Ci zrozumieć swoje uczucia, nazwać je i spróbować
                zmienić swoje spojrzenie na te sprawy. Sądzę, że łatwiej jest mi dlatego, że od
                dawna między nami nic nie było; uczuć (tych miłych), więzi i całej reszty.
                Byłam od dawna SAMA, bez oparcia w nikim, a zwłaszcza w mężu, wprost przeciwnie
                ON był źródłem moich problemów i te problemy teraz rozwiązuję za nas. Nie
                miałam odwagi odciąć się od niego; sprawił to przypadek, rozmowa z facetem,
                którego szanuję i cenię (męża mojej koleżanki). Jego bezpardonowa uwaga
                sprawiła, że zobaczyłam swoją osobę w innym, prawdziwym świetle i postanowiłam,
                że słowa muszą zamienić się w czyny. Zamiast narzekać na swój los, mogę
                pokazać, że mi to nie pasuje i wyzwolić się z tej pajęczyny. Zrobiłam to, żeby
                móc spojrzeć sobie w oczy, bo facet mnie po prostu zawstydził. Podziękowałam mu
                zresztą później za to oświecenie. Zasada generalna jest taka zacznij żyć dla
                siebie, a problemy męża zostaw jemu. Wybór należy do Ciebie, wiem, że to trudne
                - dlatego jest terapia i świetni ludzie (tam właśnie), którzy rozumieją Twoje
                rozterki. Niczego nie nakazują, sama wyciągasz wnioski i pracujesz nad SOBĄ.
                Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka