upsididit1
11.07.11, 06:00
Droga Esko, pisałaś mi ostatnio o burzach. I chyba, tą i wczorajszą i dzisiejszą- obie od trzecioszarzyzny bębniące- zesłałaś mi jak wyrzut sumienia. Bo znowu chciałam dobrze- a wyszło źle.
Przecież nie miałam intencji nijakiej wywlekania na światło dzienne Twoich ponurych sekretów. Uprzedzałam- że mam fatalne nawyki postdedeaistyczne- i prosiłam grzecznie, żeby tego smoka nie budzić. Wiem, tłumaczą się winni i taka się czuję, łzy- jak ocet.
Pisałaś o swojej miłości, która wróciła po latach, jednak patriotycznie wybrałaś, to, co ET., że tak to gwiezdnie ujmę. I chwała Ci za to.
Wiesz, mój brak talentów dyplomatycznych (już wtedy uświadomiony a do dziś nie naprawiony do końca) u mnie zaskutkował podobnym epizodem. Nie wyszłam za mąż za dyplomatę, aby naszego kraju na rozruchy wojenne palnięciem jakiejś gafy nie narazić- i też tak jak Ty- z perspektywy czasu oceniam to jako bardzo mądrą decyzję. Jeśli nie potrafisz- nie pchaj się na afisz, po prostu.
To że miałam i inne bardziej nawet niż patriotyzm- głupio romantyczne powody (jak by to Gucio określił) aby z tego mariażu zrobić ukłon w tył- to już inna bajka, ale też doskonale wszystkim dedezerterom znana- bo pojawił się kelner - i chociaż był dyskretny - zobaczyłam oczyma Duszy rachunek...
No ale dość wspomnień, bo istotą tego postu jest to, że jeszcze raz chcę spróbować Ci pomóc.
Chcesz być wielką literatką, małą już odstawiłaś właściwą ręką - i słusznie.
Chcę więc Ci podpowiedzieć jedno rozwiązanie- na tym portalu- co ja się nudziłam, bo tam za dużo o kuchni a nie po to tu w końcu przylazłam- jest pamiętnik Eli 102.
Poczytaj to. Mnie ujęła na początku- niezwykła szczerość, z jaką Ela opisuje swoje zmagania z nałogami. Tego Ci brakuje Esko, do wszystkich talentów które już masz. Poczytaj to, naucz się od Eli, jak nie być rzemieślnikiem (nawet cyzelującym) a człowiekiem, po prostu. Ja jestem bardzo Eli wdzięczna, za możliwość poczytania jej wspomnień, szkoda że rzadko tu bywa. Jej otwartość i brawurowa nieraz odwaga w odlepieniu od podłogi swojej własnej, domowej wykładziny- pod którą wtłaczał - nas wszystkich - alkohol- jest godna podziwu. Pamiętasz Esko na pewno piosenkę, którą przesyłałam niedawno: "Nie bój się, ty nie idziesz sama, idą wraz z Tobą wszystkie drzewa"?
Odwagi, dziewczyno! Nie chcę, aby Cię znowu nie urazić, powiedzieć: "Bóg dał Ci talent, Bóg może i wziąć". Ale smutnie mi Twoja historia przypomina nieśmiałość mojej Mamy, nad którą dziś szumią wierzby. Zakończę więc optymistycznym i stosownie dworskim akcentem- jak powiedziałby Gucio - tacete salices...
Wybacz mi nietakty, ja w końcu mam ambicje żebracze (i to na prawdę, to dążenie do pokory, w tak zacnym towarzystwie nie jest łatwe) - więc gdzie mi objąć rozumkiem Twoje aspiracje. Jestem pewna, że kiedyś była z Ciebie niezła szprycha, rozpędź się więc! Miłego dzionka i powodzonka:)!
- Głupsi, jak mawia Gucio
popatrz, oboje jesteśmy na "G", ale zbieg okoliczności, pomyślała dziewczynka, to musi być dobra wróżba na i z nim pogodzenie i godzina rezurekcyjna, wszystko będzie dobrze..