halberek
15.08.07, 21:31
życie w trzeźwości pociąga za sobą kolosalne zmiany, powiadają.
z pewną zazdrością czytam wpisy, tych, którzy cieszą się z każdego trzeźwego
dnia, z tych żon co ich hołubią, z tego nieorganizowania sobie picia.
a ja tkwię w miejscu.
zapisałam się na terapię, gdzie dowiedziałam się o tych czekoladkach co nie
wolno mi ich jeść i że mam nie odwozić pijanych do domu. kiedy zapytałam
dlaczego na liście zaleceń dla osóv trzeźwiejących są tylko zakazy, a nie ma
jakichś myśli w stylu poszukaj znajomych, którzy się czymś interesują tym co
ty, usłyszałam, że za krótko jestem trzeźwa, żeby krytykować terapię.
usłyszałam też, że skoro opuściłam 3 spotkania ze względów zawodowych to
możliwe, że moja dalsza terapia jest niemożliwa.
na 6 osób w grupie byłam jedyną która zgłosiła się do poradni dobrowolnie, bez
rozwodu i kuratora.
nie chcę być anonimowym alkoholikiem. są osoby, którym to nie pasuje, jestem
jedną z nich.
spędziłam pierwsze w życiu wakacje na trzeźwo, chociaż wydawało mi się to
niemożliwe.
i od kilku dni nie mogę przestać myśleć o tym, że chcę się pobawić tak jak
kiedyś, że chcę iść potańczyć do klubu, chcę nie bać się ludzi i chcę po
prostu się znieczulić. że brakuje mi zabawy i poprzedniego życia.
jak zastąpić rock and rolla świetlicą w której rozmawiam o głodzie alkoholowym ?
co robić kochany płomyczku ?