nisar
25.04.12, 08:01
Po raz kolejny popełniłam błąd i wzięłam do ręki felieton pana Hołowni PO wypiciu kawy. Ciśnienie podniosło mi się więc dwukrotnie - raz po kawie, drugi po lekturze "sumienia na receptę" w ostatnim Newsweeku.
Cytuję: "otwarte prezentowanie konserwatywnych czy chrześcijańskich poglądów zostało de facto zakazane, ich zwolennicy są wykluczani z życia publicznego". Hm, biorąc pod uwagę choćby ostatnią sobotę w Warszawie, to ja chyba żyję w innym świecie niż p. Hołownia.
Ale p. Hołownia idzie dalej: "w europejskim trybunale leżą sprawy zwalnianych czy skazywanych na kary administracyjne...urzędników, którzy prosili by uszanować ich poglądy i nie zmuszać do prowadzenia ceremonii zawarcia związków cywilnych przez lesbijki czy gejów".
Wolność sumienia rzecz słuszna, ale czy nie jest tak, że decydując się na określony zawód należałoby zastanowić się, czy będzie się w stanie wypełniać porządnie wszystkie wynikające z jego istoty obowiązki?
Zaczynam mieć taką wizję: p. Hołownia ulega wypadkowi i konieczna jest transfuzja. Jednak w szpitalu trafia na lekarza (jedyny na dyżurze, załóżmy) - świadka Jehowy... Ciekawa jestem, czy p. Hołownia jemu też przyznałby prawo do postępowania zgodnie z prezentowanymi poglądami.