Dodaj do ulubionych

Student i rektor

06.01.15, 14:50
lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,17214368,Pobicia__pijanstwa__awantury__Slowo__student__znaczy.html#BoxSlotIMT
Kiedyś rektor, to był człowiek, który choćby pobieżnie znał historię. Wiedział, kto to był bursz, jakie rozrywki preferował, znał pojęcie "wieczny student", coś słyszał o korporantach, tnących koleżanki-Żydówki żyletkami.
Oczywiście, że za czasów PRL. gdzie miejsc na studiach było bardzo mało, wyglądało to nieco inaczej, ale i wtedy akademiki trochę różniły sie od klasztorów.

Obserwuj wątek
    • iwoniaw :-D 06.01.15, 22:17
      Piękne podsumowanie big_grin
    • vilez Re: Student i rektor 07.01.15, 17:27
      Studiowałam na przełomie PRL/III RP, i owszem, bardzo daleko odbiegały big_grin
      Z okien akademików lecialy łóżka, stoły, butelki (książki najmniej), rano pielgrzyki z pustymi butelkami do sklepów, by je wymienić na coś jadalnego, były dość powszechne- torba na 50 butelek nazywała sie wdzięcznie: saszetką.
      Awantury bitewne też sie zdarzały- jak w całej populacji po pijaku. Menelstwo studenckie też chyba było adekwatne do ogółu populacji.
    • zla.m Re: Student i rektor 08.01.15, 21:46
      O, to to smile Ja właśnie czytam sobie bardzo dobrą książkę: Żywoty równoległe. Miłosz i Putrament (autor Emil Pasierski, polecam, naukowa, ale nie przeładowana faktami i nazwisakami, pisana bez zacietrzewienia czy pokazywania "słusznych pozycji"). I pierwsze spotkanie tych panów odbyło się na uniwersytecie wileńskim, najprawdopodobniej w trakcie burdy rozpętanej przez antyżydowskich ONR-owców. Do bicia kolegów-studentów niesłusznej "rasy" używali drewnianych lag. Taka ustawka z bejsbolami.

      Swoją drogą - miałkość intelektualna narodowców wydaje się być niezmienna. Tradycja taka chyba.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka