Dodaj do ulubionych

Oszczędzający - jak sobie radzicie psychicznie?

02.02.13, 11:10
Mam na myśli oczywiście oszczędzających z konieczności. My oszczędzamy z konieczności, udzielam się tu na forum, ale na potrzeby wątku zmieniłam nick. Ja przyznam się, że czasem aż się popłaczę, choć na co dzień staram się trzymać poziom. Najbardziej boli mnie to, że NIGDY NIC OD NIKOGO NIE DOSTAŁAM - ani dla siebie, ani dla męża, ani dziecka (wkrótce dzieci). Nie chodzi mi nawet o rodziców/teściów, ale tak W OGÓLE. Nie myślę oczywiście o kasie, domu czy samochodzie, ale np. o śpioszkach dla dzieci czy samochodziku...Każdą rzecz musimy sami kupić, sami się o nią postarać itd. Wiecie, rozkleiłam się totalnie, bo wczoraj poszłam kupować spodnie dla syna tym razem w "prawdziwym" sklepie, w sh nic w tym rozmiarze. No i obok mnie babeczka kupowała kilka rzeczy dla chrześniaka, w podobnym rozmiarze. My z mężem jesteśmy jedynakami więc wybraliśmy chrzestnych z dalszej (bardzo dalekiej rodziny), widzieliśmy chrzestnych ostatni raz na chrzcie. Nie interesują się chrześniakiem zupełnie, od chrzestnej usłyszałam tuż przed roczkiem przykre słowa, że pewnie oczekiwaliśmy, że będzie sponsorować nam dzieckosad Nie, nie oczekiwałam. Nie obchodzi mnie to ile razy w roku jeżdżą na wczasy ani ile zarabiają jako wzięci adwokaci w stolicy. Poprosiliśmy ich, bo wcześniej utrzymywaliśmy kontakt i uważałam ich za mądrych i sympatycznych ludzi. Od dziadków dziecko też niczego nie dostało, mam specyficznych rodziców i teściów - uważają, że jak dziecko ma jedną bluzkę to wystarczy, po co druga - jak się dziecko spoci można sweterek założyć. Podobnie - po co dziecku zabawki- mogę pociąć jakąś gazetę, będzie miało układankę. No trudno - sama kupuję kredki (nie, moim zdaniem długopis nie wystarczy), farby, książeczki. Przykro mi te, bo ja staram się dzielić tym, co mam - a jakoś to do mnie nie wraca. Podzieliłam się paczką, którą dostałam na święta z sąsiadką, nie pijamy kawy ani herbaty, więc dlaczego nie. Jedynie "dziękuję" - w zamian nawet czekolady dla dziecka. Jeśli gdzieś bywamy to też staramy się zabrać jakiś drobiazg dla dziecka - nasi goście nigdy. Przepraszam, rozkleiłam się. Ale czy ktoś "ma tak samo"? Zawsze werbalizuję nasze potrzeby (na wypadek, gdyby kogoś ruszyło), ale wszystko trafia w próżnię. Zarabiamy z mężem 4-4,5 max tys miesięcznie, staramy się odłożyć 2-2,5, więc żyjemy bardzo, bardzo skromnie. To oszczędzanie jest koniecznie - musimy wyremontować pół domu po babci,jak się przeprowadzimy z bloku będziemy mieli spory ogródek, planuję też drzewka owocowe. Dzięki oszczędnościom mamy też poduszkę finansową, więc zdecydowaliśmy się na drugie dziecko, które pojawi się wkrótce. Oczywiście rodzice i teściowie obrazili się śmiertelnie i uważają nas za głupców. Finansowo mogliby pomóc (i jedni i drudzy), ale mają nas w nosie, uważają, że skoro chcieliśmy się bawić w dom, to mamy się bawić dobrze. Kiedyś poprosiłam mamę o pomoc (przy pilnowaniu dziecka) to zapytała, ile mi już teściowa pomogła i czemu ona ma być tą lepszą. Teściowa myśli podobnie - czemu ona ma pomagać, skoro moja mama mi nie pomaga. No i teraz jeszcze drugie dziecko - dla nich czysta głupota, zresztą kiedy zwierzyliśmy się, że planujemy pierwsze to teściowa zapytała mnie czy aby na pewno nas na to stać...Czy ja jestem roszczeniowa? Pozdrawiam serdecznie, zbieram się do kupy i wracam do mojego starego nickasmile)
Obserwuj wątek
    • linn_linn Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 11:26
      Po pierwsze nie wszyscy oszczedzaja z koniecznosci i juz wiele razy byla o tym mowa. Niektorzy nie musza, a swiadomie racjonalizuja wydatki.
      Po drugie, w zyciu najlepiej jest liczyc na siebie.
    • carpediem30 Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 11:27

      Trzymaj się smile Obawiam się, że Twoje "rozklejenie" to efekt postów typu "czy możecie liczyć na rodzinę (także finansowo)" big_grin Mam nadzieję, że autorka tamtego postu zrozumie teraz wpis pt. "takt" smile
      Co do sytuacji: ja mam tak samo jak Ty smile Żadnego wsparcia od rodziców, teściów, znajomych w postaci np. przekazywania za małych ciuszków. I żyję smile Czasem smutno, ale nie mam do nikogo pretensji... Jestem też jedną z tych którzy wpadli w pułapkę kredytu walutowego w 2008 r., kiedy franio był po 2,68 sad Czasem płaczę, czasem się wkurzam, że zanim go spłacę to będę miała 60 lat i przez ten kredyt nic nie mogę odłożyć i z wielu przyjemności muszę zrezygnować, nie mówiąc już o zabezpieczeniu startu w dorosłość 2 szt. dzieci.... ale jednak się cieszę bo na razie mamy gdzie mieszkać smile
    • kio-ko Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 11:31
      to nie tylko ty tak masz.
      Co za ludzie, co za czasy.
      Nie obraź się ale wasi rodzice są jacyś dziwni.
      • oteczka Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 11:42
        a ja powiem co mówił mój mąż jak czasami jęczałam że nikt mi nic nie dał, nikt przy dziecku nie pomógł itp a mąż ale nigdy nikt nam nie wypomni i nie powie dałem ,pomagałem i dzięki bogu ,dzieci dorosłe my starzy i jakoś bez tej pomocy przeżyłam,a sąsiadka na którą patrzyłam i często jej mówiłam kurcze jakich ty masz dobrych teściów tyle ci pomagają,prezenty ,ubrania, pomoc przy 4 dzieci ,zabieranie dzieci na wakacje i wiecie jak się paskudnie skończyło 5 lat temu umarł jej mąż i co została sama i kochani dziadkowie zniknęli ,wszystko się skończyło ledwo dała radę ,zanim znalazła byle sprzątanie a po studiach dziewczyna i jakoś teraz daje radę,także nie licz na nikogo licz na siebie
    • szczesliva Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 11:32
      Nie sądzisz, że powinnaś popatrzeć na to z innej strony?

      My z mężem cieszymy sie, ze sami do wszystkiego dochodzimy. Sami kupujemy mieszkanie, sami zarabiamy na to aby je wyremontowac. To daje nam sile i utwierdza w przekonaniu, ze idziemy w dobrym kierunku. Dziwię się ludziom, którzy potrafia sie utrzymac sami, ale mimo to przyjmuja pomoc finansowa od rodzicow/tesciow (jak w jednym z watkow). Jednak to jest ich sprawa i nic mi do tego. Gdzies chyba sa te granice. A moze jednak niewielu ludzi ma potrzeba udowadniania sobie, ze sami dadza rade? My uwielbiamy sie sprawdzac. Stawiamy sobie cele i wspolnie do nich dochodzimy. To cwiczy sile woli i hart ducha.

      Glowa do gory smile
      • pulcino3 Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 11:54
        Właśnie dlatego watek Czy pomagaja wam rodzice( także finansowo) powinien wylecieć na zbity pysk. Czemu to ma służyć? Podbudowaniu własnego ego autorki tamtego wątku? Wzbudzeniu litości, zazdrości. Wątek dla mnie jest chory i dla właśnie zdrowia psychicznego co niektórych powinien wylecieć w kosmos.
        To forum ma podbudowywać a nie dołować jeszcze bardziej.
        • szczesliva Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 11:59
          nie wszystko co trafia przed nasze oczy jest przyjemne i latwe w odbiorze. ja nie mam problemu z tamtym watkiem. zdecydowalam sie nie komentowac w nim poczynan autorki i jej rodziny. mam do tego zdrowy dystans. troche sie usmiechnelam przy jego czytaniu i tyle. glebszą refleksja nie widze sensu sie dzielic.

          sa i kontrprzyklady dla tego o Kennedy'ich. Czesto zdarza sie, ze dorosle dzieci osob zamoznych/prominentow probuja za wszelka cene sie usamodzielnic. Daza do tego aby samymi byc autorami swojego zyciowego sukcesu. I to jest wlasnie fajne. Slabe jest takie wyciaganie reki za kazdym razem jak ktos daje. Tak robią małpki w zoo smile
          • pulcino3 Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 12:05
            szczesliva
            moja reakcja byłą podobna - zobacz na mój wpis w tamtym wątku

            no ale jak czytam posty takie jak ten to się zastanawiam, czemu tamten wątek ma służyć?
            • szczesliva Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 12:07
              no troche sie z tym zgodze. takie wywody jak autorka wspomnianego watku uprawia to na prywatnym blogu sie uskutecznia. wtedy stado wielbicieli i hejterow bedzie sie moglo wykazac. moze szanowna moderacja cos z tym zrobi...
    • araceli Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 11:53
      Moja koleżanka chodziła kiedyś na terapię aby odciąć się od toksycznych rodziców. Tam, bardzo mądra pani psycholog zapytała ją, jakby zareagowała gdyby tak jak jej rodzice odnosili się do niej obcy ludzie. Pomyśl o tym. Bardzo często wpadamy w pułapkę 'bo to rodzina, bo to rodzice' etc. Można definiować rodzinę poprzez więzy krwi ale dla mnie osobiście to za mało. Rodzina to ludzie, którzy są z nami, kiedy są potrzebni, to ludzie, którzy udzielają nam wsparcia w miarę swoich możliwości. Gdyby moja matka na prośbę o pomoc przy dziecku porównała się do teściowej mówiąc 'dlaczego ja mam być lepsza' odpowiedziałabym 'bo podobno jesteś moją matką ale jak widać sama chcesz być dla mnie obcą osobą' po czym totalnie się od niej odcięła.

      Ciesz się tym co masz i olej toksyczne relacje. Nie dość, że 'rodzina' Ci nie pomaga to jeszcze sprawia, że fatalnie się czujesz. Po co Ci to? Masz męża, dziecko - wkrótce dzieci To Twoja rodzina. Mała bo mała ale jest smile
      • birkin-bag Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 12:03
        araceli, podpisuję się, czym mogę smile
      • nvv Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 12:22
        > Moja koleżanka chodziła kiedyś na terapię aby odciąć się od toksycznych rodzicó
        > w. Tam, bardzo mądra pani psycholog zapytała ją, jakby zareagowała gdyby tak ja
        > k jej rodzice odnosili się do niej obcy ludzie. Pomyśl o tym.

        Ech. Ja sobie często zadawałem takie pytania... i odpowiedzi budzą łzy w oczach do dzisiaj.
        Trudny temat, ale warto o nim. Ja znalazłem swoją "ścieżkę": zrozumiałem (tyle ile potrzebowałem) co w głowach mojej rodziny i dlaczego zachowują się tak, a nie inaczej, jakie mieli sami dzieciństwo, itd. I już mnie to tak nie rani, a co raz lepiej potrafię z nimi postępować, ale i tak wolę trzymać bezpieczny dystans
      • malwi.2 Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 04.02.13, 13:34
        araceli napisała:

        'bo to rodzina, bo to rodzice'

        z tym, ze czesto rodzice nie wiedzą, ze błąd zrobili, im sie wydaje, że swemu dziecku nieba uchylili - a czemu ono niewdzięczne takie?? (to akurat nie a propos wątku, ale a propos relacji z toksycznymi rodzicami)

    • ann.38 Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 12:17
      Autorko, piszesz, że nic nigdy od nikogo nie dostałaś. A pół domu po babci i mieszkanie w bloku, w którym mieszkasz to kupiliście za te 4 tys, z których jeszcze odkładacie? Wiesz ile ludzie, którzy naprawdę nic nie dostali płacą za wynajem albo ile miesięcznie spłacają kredyt? Macie dach nad głową i zarobki nie takie głodowe. Naprawdę przesadzasz.
      • myszatkas Wyjaśniam 02.02.13, 12:52
        Nie napisałam nigdzie, że mieszkamy w wykupionym mieszkaniu... Jeśli chodzi o dom po babci (dokładnie pół domu) to nie jest on też nasz. Wiem, ryzyko, ale postanowiliśmy się go podjąć, bo w zasadzie nie mamy wyjścia. Babcia dom chciała przepisać mi, ale rodzice (tam mieszkający) wpadli w panikę i koniec końców babcia zapisała dom mojej mamie (cały). To się nie zmieni za życia rodziców (rodzice powiedzieli mi, że oni nie będą podejmować ryzyka, że ich wyrzucimy pod most. Ponieważ moja mama nie ma rodzeństwa i ja też jestem jedynaczką to wymyśliłam, że przecież i tak go dostanę w spadku. Lepiej dostać dom, który jako tako wygląda niż ruinę (moi rodzice wcześniej go nie remontowali, łącznie z tym, że dach przeciekał i trzeba było go zrobić). Rodzice mieszkali z babcią na parterze - całe piętro było niezrobione - goła cegła . Powoli (na tyle ile finanse pozwalają) robimy górę - tynkujemy, wstawiamy okna itd. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że rodzice nie zapiszą ten dom w spadku bezdomnym zwierzętom.
        • myszatkas Re: Wyjaśniam 02.02.13, 13:06
          Jeszcze a propos kosztów - ogromne, ponieważ na tej górze nie było nic - żadnej instalacji - ani elektrycznej, ani wod-kan. otwory okienne jedynie planach, brak centralnego ogrzewania w domu itd.
        • ann.38 Re: Wyjaśniam 02.02.13, 13:20
          Nie chodzi o to, czy w wykupionym, czy nie. Macie jakąś możliwość stworzoną przez kogoś do zamieszkania. W wynajmowanym bardziej kosztownie i byt bardziej niepewny niż w takim po babci przepisanym na rodziców. Warto docenić. Nie musi być od razu tak, jak u tych, którzy wszystko dostają. Wy też macie ułatwiony start. Naprawdę nie czujesz tego? Przykre, że nie czujecie troski rodziców, ale od strony bytowej, to nie dołuj się, bo nie ma powodu.
          • myszatkas Re: Wyjaśniam 02.02.13, 13:35
            > Nie chodzi o to, czy w wykupionym, czy nie. Macie jakąś możliwość stworzoną prz
            > ez kogoś do zamieszkania.

            Wybacz, ale nie rozumiem. Mam docenić to, że płacę komuś, od kogo wynajmuję mieszkanie? Ok, doceniam, następnym razem, jak będę płaciła właścicielce kamienicy (ok, w pierwszym poście napisałam, że mieszkam w bloku, nie sądziłam, że będę aż tak skrupulatnie rozliczana) ucałuję ją jeszcze z tej wdzięczności w stopy.

            Ok, łaskawe pozwolenie, żebyśmy zamieszkali w domu po babci doceniam jak najbardziejsmile, choć widzę, że rodzice chcieliby odsunąć to jak najbardziej w czasie. Nie, nie jesteśmy konfliktowi - wręcz przeciwnie. Zauważ też, że póki co wkładamy kasę w coś, co nie jest nasze, więc jak rodzicom się odwidzi... smile A tak a propos zerwania kontaktów z rodzicami ( ktoś o tym pisał). Nie umiałabym tak. Wiem, że będę pomagać, to że zamieszkamy w jednym domu ułatwi sprawę (tak sądzę, choć pewnie wielu się z tym nie zgodzi) . Rodzice są coraz starsi i chwila moment będą potrzebować opieki. Już teraz staram się pomóc jak mogę, choć to na dzień dzisiejszy trudne, ponieważ nie mamy samochodu a dojazd komunikacją zajmuje ok 1,5 h w jedną stronę.
            • szczesliva Re: Wyjaśniam 02.02.13, 14:27
              wybacz, jednak moim zdaniem się mazgaisz.
              zdrowi jesteście? jesli tak, to macie juz z górki.
              zgadzacie się z męzem i tworzycie zgraną rodzine? kolejny plus.
              dziecko się fajnie rozwija? jesli tak, czego chciec wiecej.
              ciąza przebiega prawidlowo?

              macie ręce, nogi i mam nadzieje glowe na karku. do calej reszty dochodzcie sami. czy to nie jest frajda radzic sobie samemu?
        • ira_07 Re: Wyjaśniam 02.02.13, 16:45
          Tylko zbierajcie rachunki za materiały, skoro dom nie jest Wasz.

          Babcia dom chciała p
          > rzepisać mi, ale rodzice (tam mieszkający) wpadli w panikę i koniec końców babc
          > ia zapisała dom mojej mamie (cały). To się nie zmieni za życia rodziców (rodzic
          > e powiedzieli mi, że oni nie będą podejmować ryzyka, że ich wyrzucimy pod most.

          Dziwne uncertain Mogła Wam babcia pół zapisać i już.
    • czaroffnica24 Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 13:25
      Wiesz jak to jest. Życie dawno temu podcięło mi skrzydła, więc teraz latam na miotle.
      Irytuje mnie (delikatnie powiedziane), że brat dostał wsparcie, siostra również, a jakoś wszyscy z góry założyli, że mi się nie należy. A mało tego, jako najmłodsza mam opiekować się matką, utrzymywać ją i spłacać jej długi. No i tu już powoli wymiękam, ale to odrębny temat.

      Moi teściowie nie żyją. A moja matka wnuka ma w dupie. Mieszkamy razem a ona go widziała łącznie może ze 3 minuty, dzieciak ma 2 miesiące. Nic od niej nie dostał i zapewne nigdy w życiu nie dostanie. A jakby tego było mało, słyszę od wszystkich że mamy tak super i wspaniale bo z babcią mieszkamy. A mi po porodzie zdarzały się dni, że zjadłam coś i wypiłam pierwszą herbatę jak mąż wrócił z pracy po 16.

      Nie narzekam. Czasem wymiękam psychicznie jak się okazuje, że muszę szybko spłacić należności za gaz czy prąd, bo mi wyłączą. A płaciłam co miesiąc, tylko ufając głupia dawałam pieniądze do ręki i przepadały. Albo jak muszę znów jej wykupić leki bo jej nie stać, a kobieta oprócz emerytury ma też wypłatę, bo dorabia w punkcie lotto pełen etat. Z boku nikt tego nie widzi.

      Ale mam wspaniałych przyjaciół i właśnie dziś moja przyjaciółka przyniosła mi czwartą grzechotkę dla dziecka, bo się powstrzymać nie mogła. Niewiele ale jednak humor poprawiony smile
    • agus-ka Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 13:48
      wspólczuję Ci i jeśli Ci to pomoże wirtualnie przytulam. Powiem Ci na pocieszenie, ze i tak nie masz najgorzej, bo przede wszystkim masz męża i razem w tym jesteście, możecie się wspierać. Macie tez pracę, perspektywę.
      Ja jestem z córka sama, pomaga mi mama i ciocia, głównie w opiece nad malą. Córka dostaje tez od nich prezenty, okolicznościowe a czasami cos bez okazji. Finansowo sobie radzę calkiem dobrze. W zasadzie mój dom utrzymuję sama, a ze mama u mnie mieszka to utrzymuje też ją (mama kupuje tylko pieczywo i czasami coś w lokalnym sklepie). Da mnie to ok, ze ona ma swoją emeryturę dla siebie, a ja pomoc do córki. Zreszta moja mama źle znosi rozląkę z nami, więc póki co jest z nami.
      Niedawno stracilam pracę i uwierz mi, ze bardzo się balam, ze niedlugo nie będzie mnie stać na nic i zamartwiałam się z czego utrzymam corkę. Koszmarne uczucie. Wy macie siebie, możecie na siebie liczyć. To naprawde bardzo dużo. Głowa więc do góry, przynajmniej nie jesteś sama.
      • linn_linn Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 14:00
        Ty jestes sama? Wyobraz sobie, ze jestes sama / w pojedynke /, nie masz dzieci, ani rodzicow, tracisz prace. Widzisz roznice / to tak nawiazujac do bajki o kozie smile /?
    • lady.godiva Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 14:16
      Nie płaczę po nocach. Raz ma się więcej, raz mniej, jak trzeba to się po prostu wydaje mniej i już.
      I nie liczę też na innych, pewnie dlatego nie narzekam- jak trzeba to mam do kogo zwrócić się o pomoc.
      • ponponka1 jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma 04.02.13, 14:32
        I zycie jest o wiele ladniejsze smile

        No drugie przyslowie, ze u sasiada trawa wydaje sie zawsze bardziej zielona. Popatrz na z punktu sasiada wink
    • milionwminute Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 14:36
      To masz dziwnych znajomych/ rodzinę. Nie wyobrażam sobie pójść do kogoś i nie zanieść nic dla gospodarzy/dzieci (zawsze daję im coś symbolicznego). Dziecku kupuję jakąś zabawkę/książeczkę/słodycze rodzicom w zależności od okazji kwiaty/alkohol/salaterkę ozdobną itp. Swoim chrześniakom zawsze daję prezenty na święta BN i urodziny. A też się u mnie nie przelewa, ale wymaga tego grzeczność. Czasami też prezent jest wykonany przeze mnie samodzielnie (robię ozdobne pudełeczka i jedzenie) i też każdy jest zadowolony.
      Nie martw się czasami lepiej wziąć kogoś obcego za chrzestnych niż z rodziny. Rodziców mojego chrześniaka nawet nie znałam, kiedy kobieta przechodziła obok mojego rodzinnego domu sama mnie zaczepiła pytając coś w stylu jak się mieszka na tej ulicy. I bardzo fajnie się rozmawiało, za 4 miesiące zostałam chrzestną. A chrześniak mnie uwielbia, zajmowałam się nim kiedy jego mama pracowała (oczywiście za darmo) w wakacje. I bardzo jesteśmy zżyci. Drugi chrześniak to dziecko mojej koleżanki. Tez może na mnie liczyć np. odwiedzałam chrześniaka w szpitalu, bo rodzice mieszkali 100 km dalej a ja w tej samej miejscowości co szpital mimo, że miałam dużo swoich obowiązków praca dom, podyplomówka. Więc czasami warto poznać swoich sąsiadów lub ludzi z okolicy wyłuskać tych fajnych.

      ps. czasami trzeba na początku tylko dawać, a nie brać, a z czasem los może się odwrócić
      • re_ni73 Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 15:15
        Ja oszczędzam z przymusu, nie ma za bardzo z czego ale oszczędzam. U męża w pracy ciężko u mnie też nie wesoło i gdyby coś poszło nie tak to po dwóch latach zbierania od zera to tak naprawdę mam na 2-3 miesiące aby opłacić rachunki i przeżyć bez nieplanowanych wydatków. To mnie przygnębia i to totalnie. Jakiś czas temu zmieniłam pracę i widziałam na twarzach koleżanek zdziwienie i ironię jak przyniosłam do pracy ryż z jabłkami czy naleśniki. Akurat te dwie rzeczy uwielbiam a i oszczędzam na drożdżówkach ,batonikach itp. Trochę mnie takie dwie podbudowały bo wczoraj też przyniosły naleśniki i stwierdziły ,ze to dobry pomysł smile . Ale do rzeczy jestem zmęczona pilnowania aby bojler,piecyk czy pralka były włączone o określonej porze.Szukaniem rozrywki aby było taniej. Wieczne zbieranie na kapitalny remont łazienki u uzbierać nie mogę. Niby mam ale w tedy nie mam poduszki finansowej. Zbieram,ciułam a mam wrażenie ,że to wszystko na nic, no może źle się wyraziłam. Nie czuję tej radości,że mam jakieś oszczędności ale czuję presję, czuję się jak niewolnik swojego konta. Oszczędzam i oszczędzać będę tylko ale przy tych wszystkich cenach w górę jakoś emocjonalnie wysiadłam bo ile można skoro się wie, że może być gorzej.
        • black_halo Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 03.02.13, 20:27
          > Ja oszczędzam z przymusu, nie ma za bardzo z czego ale oszczędzam. U męża w pra
          > cy ciężko u mnie też nie wesoło i gdyby coś poszło nie tak to po dwóch latach z
          > bierania od zera to tak naprawdę mam na 2-3 miesiące aby opłacić rachunki i prz
          > eżyć bez nieplanowanych wydatków.

          Calkowicie to rozumiem. Ja po poltora roku bezrobocia mialam pierwsza prace na pol etatu, dosc marnie platna i oszczedzalismy malo ale bardzo sie staralam sie, zeby zawsze cos bylo odlozone. Po roku mielismy na jakies dwa miesiace zycia bez dochodow, 4-5 z jedna pensja. Od dwoch lat zarabiam sporo wiecej, moj facet tez dostal podwyzke ale oszczednosci nie zwiekszyly sie jakos bardzo. Przez pierwszy rok odlozylismy i kupilismy za gotowke samochod - dojezdzam daleko do pracy i nie chcielismy brac kredytu - ciagle sie boje, ze zostane ez pracy. W wielu miejscach jest teraz tak, ze przy zwalnianiu daja czlowiekowi do wyboru: rozwiazanie umowy za porozumieniem stron albo dyscyplinarka, zeby nie placic odprawy. Ale po takim czyms nie ma sie prawa do zasilku. Po zakupie samochodu zostalo nam malo ale z kolei w poprzednim roku kupilismy po prostu to na co nie bylo nas stac przez trzy lata posuchy. Takze nie martw sie na zapas, masz jakies oszczednosci wiec jestes w duzo lepszej sytucji od tych co nie maja nic. Oboje macie prace.
          • joanna_poz Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 04.02.13, 15:25
            W wie
            > lu miejscach jest teraz tak, ze przy zwalnianiu daja czlowiekowi do wyboru: roz
            > wiazanie umowy za porozumieniem stron albo dyscyplinarka, zeby nie placic odpra
            > wy

            "dyscyplinarkę" można wręczyć pracownikowi jedynie za poważne naruszenie obowiązków i niewiele sytuacji się na to kwalifikuje.
            dobrze jest o tym pamiętac, bo danie dyscyplinarki za byle co jest dosc proste do obronienia w sądzie pracy.
            • black_halo Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 04.02.13, 23:42
              Masz w tym troche racji ale powod zawsze sie znajdzie. W poprzedniej firmie zwolnili czlowieka z dwudziestoletnim stazem (20 pensji odprawy) bo zapomnial wyjac miernika z kieszeni i po prostu zabral go do domu. Widac juz jakis czas szukali haka. Oskarzyli go o kradziez. Nie mieszkam jednak w Polsce.
        • malwi.2 Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 04.02.13, 13:28
          re_ni73 napisała:

          Trochę mnie takie dwie podb
          > udowały bo wczoraj też przyniosły naleśniki i stwierdziły ,ze to dobry pomysł :

          big_grin

          reni, każdy, kto nie ma wysokich dochodów, by tak bez żadnego problemu odłozyć sobie jakas kwotę, odczuwa czasem przygnebienie, często jest tak, że nie łatwo odkładać jak się musi rezygnować z podsawowych rzeczy, łatwiej jest oszczedzić rezygnujac z kawy na mieście, a co innego, odłożyć dzieki temu, ze zrezygnuje sie z zakupu butów i kolejny rok bedzie sie chodziło w bardzo mocno juz zniszczonych

          mnie tez przygnębia to, ze to co odłoże wydaje potem nie na głupoty, ale na rzeczy naprawdę potrzebne, w konsekwencji w zeszłym roku nic nie odłozyłam,

          jak stracisz pracę, na pewno szybko znajdziesz drugą, kto jak kto, ale ty sobie poradzisz smile
          nikt nie chce byc długo bez pracy, każademu szkoda przejadać oszczedności, nawet jak ma duże (aha, ja tez mam nie duże)

          a co do black halo, czasem jak tak, że jak się przez długi okres oszczedza z musu - bo nie ma pracy, niska pensja, to gdy dochody sie zwiekszą, ma sie tak długą listę potrzeb (potrzeb, nie zachcianek) do zrealizowania (bo w czasie kryzysu rezygnowało się ze wszystkiego), że zanim sie zacznie odkładać to trochę czasu musi upłynać
    • niunia19851 Re: Przesadzasz i to grubo bo pomoc masz... 02.02.13, 16:17
      O braku pomocy i oszczędzaniu to mogę napisać ja i co niektórzy - wy nie oszczędzacie bo musicie tylko bo chcecie. Tak chcecie mieć coś własnego obojętnie czy teraz czy za 10 lat ale jednak własnego. Nie oszczędzasz bo nie masz za co żyć od 1go do 1go.
      Ja radzę sama z mężem i nie czekam na pomoc rodziców czy teściów. Moja koleżanka może być dumna bo Oboje wyprowadzili się od rodziców dosłownie z niczym (każdej łyżki dorabiali się itp.) 200 km dalej więc i do jednych i do drugich mają daleko. Najpierw wynajmowali mieszkanie a później jakimś cudem załapali się na mieszkanie komunalne (chyba po 4-5 latach). W między czasie pojawiło się dziecko, później drugie i tak sobie żyją zarabiają razem coś ok. 3,5-4 tys. nie narzekają. Czasem coś uda się odłożyć więc myślą o kredycie na własne M - ale nie narzekają i nie rozczulają się nad sobą!
      Przestań oszczędzać nie będziesz musiała żyć bardzo skromnie ale też zrezygnujesz z własnego domu... niestety przeważnie jest coś za coś ... takie życie. A oczekiwanie, że ktoś coś da lub pomoże jest zawodne wink
    • ira_07 Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 16:39
      Jak przeczytałam początek Twojego postu to mi się przykro zrobiło, pomyślałam, że jesteś biedna, znikąd pomocy, rachunki do zapłacenia, a na jedzenie brakuje... Jednak widać nie jest tak źle. Oszczędzacie na remont domu, więc nie "z konieczności" tylko na dom. Pomyśl, że wszystko czego sobie odmawiasz włożysz w dom, w ogródek, przestrzeń dla dzieciaków. Z konieczności odmawiałabyś sobie nie mając nic w zamian.

      I przestań oczekiwać od innych, będzie Ci łatwiej. Niby piszesz, że nie oczekujesz, ale żal aż wycieka z Twojego postu.

      Nie, nie oczekiwałam. Nie obchodzi mnie to ile razy w roku jeżdżą na wc
      > zasy ani ile zarabiają jako wzięci adwokaci w stolicy.

      Chyba jednak obchodzi, bo po co wspominasz, że są adwokatami?

      odzieliłam s
      > ię paczką, którą dostałam na święta z sąsiadką, nie pijamy kawy ani herbaty, wi
      > ęc dlaczego nie. Jedynie "dziękuję" - w zamian nawet czekolady dla dziecka.

      To trzeba było powiedzieć, że transakcja wymienna.

      Olej rodziców i teściów - na święta kupuj im w prezencie herbatę typu Minutka, jak przyjdą w odwiedziny serwuj paluszki i turystyczną - dziecko ma się bawić gazetą, oni zjedzą mielonkę wink . Nie masz powodu, żeby się rozklejać. Pomyśl ile ludzi żyje tak jak Wy, ale nie odkłada nic, nie ma oszczędności i kisi się w kawalerce bez perspektyw na większe mieszkanie, nie mówiąc o domu. Trzymaj się, głowa do góry, przecież przyszłość wygląda nieźle - odkładacie na dom, macie oszczędności. Ciąża dobrze przebiega? Dziecko zdrowe? No smile
    • finka9 Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 17:55
      Rozumiem autorko wątku ,że nie chodzi Ci o konkretną pomoc finansową a jedynie o drobne gesty ,prezenty świadczące o pamięci i szacunku. Nie dziwię się ,ze czujesz się rozgoryczona. Ja zawsze starałam się pamiętać o bliskich mi osobach (celowo piszę w czasie przeszłym) w ważnych momentach ich życia lub zupełnie bez okazji aż zauważyłam ,że to działa tylko w jedną stronę . Czara goryczy przepełniła się ,kiedy po urodzeniu upragnionego synka ,nie odwiedziła mnie żadna z moich "przyjaciółek " nie mówiąc już o kupieniu nawet gównianej grzechotki za 5 zł z kiosku . Było mi bardzo ,bardzo przykro.sad
      Od tej pory stosuję zasadę :"Jak Kuba Bogu..." co i Tobie radzę .Pozdrawiam serdecznie.smile
    • zonaniezona1 Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 18:18
      Ostatnio mój kolega powiedział, że życzy mi , żebym mogła mieć więcej pieniędzy i żyć jak człowiek... Nie bardzo wiedziałam o co mu chodzi!
      1. Żyję jak lubię, skromnie, spokojnie, ciut minimalistycznie.
      2. Wiem, że mogę żyć bez wielu rzeczy.
      3. Na wakacje pojechałam i więcej wyjeżdzałam niż wtedy , gdy miałam dużo pieniędzy - a do tego były to wyjazdy tańsze.
      4. Nie chodzę po galeriach, nie porównuję się z innymi ludzmi, mam co mam i jest mi z tym dobrze.
      5. Radzę sobie psychicznie dobrze !
    • 1yna-taka Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 02.02.13, 18:54
      Mamy mniejsze zarobki niż wy, mamy 2dzieci, ze strony moich rodziców jest pomoc (ok 300-500zł w msc nie w postaci gotówki, ale o takiej wartości) teściowie mają nas gdzieś, a mogli by z powodzeniem pomagać, jednak nie chcą, a ja nie potrzebuje pomocy z łaski.
      • nietota34 Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 03.02.13, 00:08
        Ja ciągle myślę o oszczędzaniu. Dobija mnie to z tego względu, że chodzi o naprawdę duże kwoty. Oszczędzamy z myślą o własnym domu. To znaczy ja bardzo oszczędzam a mój mąż tak średnio.
        Czasami mam wrażenie, że robię się już po prostu skąpa.

        Pomoc ze strony rodziców zwłaszcza moich jest ogromna.
        Nie będę się rozpisywać ale jestem im bardzo wdzięczna.
    • asfo Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 03.02.13, 00:43
      Pakowanie się w mieszkanie z rodzicami, którzy z jakiegoś powodu ledwie cie tolerują? W domu który nie jest w żadnej części twój? To nie wygląda jak dobry pomysł.
      • malwi.2 Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 03.02.13, 10:23
        no wlasnie, zbyt mało prawdopodobna sytuacja, kolejny watek o sytuacji mało realnej...
      • mamagapka Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 03.02.13, 19:40
        Zgadzam się z asfo. a co będzie, jak rodzice zmienią zdanie, i postanowią, np., sprzedac dom i przeprowadzić się do mieszkania? Bo taniej? Zbierasz chociaż faktury za rzeczy które kupiłaś do tego domu? mam nadzieję że tak...
        A co do pomocy- to zrozumiałe że ci przykro. Każdy czasem potrzebuje wsparcia, nie chodzi o dużą kasę, ale o to że ktoś o nas pomyśli- grzechotka, czekolada, książeczka dla dziecka...Nie ma tego- powtarzaj sobie: jestem niezalezna i niczego nikomu nie zawdzięczam. A rodzicom powiedziałabym tak jak któraś z dziewczyn pisała:" 'bo jesteś moją matką- podobno...'. I przypomniałabym przy pierwszej prośbie o pomoc z ich strony... (co nie znaczy że bym nie pomogła...)
    • hela_mela Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 03.02.13, 14:52
      Po pierwsze nie kupuj w sklepach stacjonarnych ubrań:
      forum.gazeta.pl/forum/f,583,Zakupy.html
      Wyprzedaż w c&a już na ostrym wykończeniu niestety.
      • kanga_roo Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 04.02.13, 14:48
        radzimy sobie nieźle. traktujemy oszczędzanie w kategoriach wyzwania. a nie jest to oszczędzanie na kupkę, tylko nauka oszczędnego życia, bo na inne zwyczajnie nie ma (tu pozdrowienia dla banku, w którym mamy kredyt tongue_out). żałujemy, że nie ma na przyjemności (wakacje i rozwijanie zainteresowań, nie tylko dzieci ale i nasze), ale ciągle mamy nadzieję, że sytuacja finansowa nam się poprawi, a dobre nawyki z "chudych" lat pozostaną.
        aha - prezenty od rodziny traktujemy jak - prezenty. cieszymy się, kiedy są, ale nie kręcimy nosem, kiedy ich nie ma.
    • joanna_poz Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 04.02.13, 15:29
      Najbardziej boli mnie to, że NIGDY NIC OD NIKOGO NIE DOSTAŁAM - ani dla sieb
      > ie, ani dla męża, ani dziecka (wkrótce dzieci).

      chyba bardziej się użalasz na tym że NIC NIE DOSTAŁAŚ, niż że źle sobie radzisz psychicznie z koniecznoscią oszczędzania.

      licz na siebie, przestań liczyć na innych.
      przesadzasz.
      • etna22 Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 04.02.13, 22:30
        Jak sobie radzę-ciężko mi jest bo nie oszczedzam dla przyjemnosci tylko po prostu musze. niestet taki jest los-takie zycie
    • zezuje Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 05.02.13, 23:07
      powiem tak

      ja podobnie w życiu nie dostałam od nikogo złamanego grosza. Żyje daje radę i aby zdrowie było.

      Mnie też czasami psychicznie dobija smile czytaj zazdroszczę tzw. "fart" innych osób.
      Mają dobre czytaj stabilne posady, rodzice pomagają.
      Znajomi bogaci jeszcze spadek duży po jakiejś ciotce z Anglii dostalismile Inni kasę dużą za mienie zabużańskie dostali. Normalnie bogatemu to się koń ocieli. Zasada jest prosta kasa ciągnie do kasy smile
      A ja ciągle problemy: jak nie likwidacja firmy, to praca cienko wynagradzana, wzrost kursu franka smile. Już myślałam, że się odbiję to znów firma (i to duża zatrudnia około 3 tys osób) ogłosiła upadłość. Ciągle w "czarnej dup...."
      Jedynego czego jednak naprawdę zazdroszczę to stabilnej pracy i zdrowia bo tego mi ostatnio brakuje.
      Wyświechtane powiedzenie, ale jakie prawdziwe nie kasa w życiu daje szczęście. Pomyśl o swoich małych sukcesach i pielęgnuj je w sercu.
      Przyszliśmy na świat goli i zejdziemy z niego w tym samym stanie smile



      • oceniam1 Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 05.02.13, 23:41
        Bardzo Ci współczuję sad Musi Ci być naprawdę ciężko - nie z powodów finansowych, ale emocjonalnych. Wszystko się zmienia, gdy pojawiają się własne dzieci, wtedy odczuwa się znacznie mocniej takie sytuacje i wszelkie niuanse. Szczególnie teraz, gdy jesteś w ciąży, to również ma wpływ na Twoje smutne przemyślenia.
        Mam nadzieję, że znajdziesz pocieszenie i siłę, aby mimo wszystko czuć się lepiej. Wszystkiego dobrego!
        • rene1311 Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 06.02.13, 09:36
          ja od swoich rodziców nie dostałam nic, nawet życzeń na nową dogę życia w dniu ślubusadraz, tylko raz w dorosłym życiu poprosiłam o rodziców o malutką pożyczkę bo brakło mi 200 zł do raty którą miałam zapłacic za studia to moja matka zrobiła mi awanturę, że jej pieniadze na drzewie nie rosną i co ja sobie myśle, jak jestem dorosła to mam sama na siebie zarobić.Już wtedy mając 21 lat mieszkałam sama w innym mieście, pracowałam i studiowałam zaocznie, wynajmowałam mieszkanie.To było dawno temu i od tego czasu nigdy nie porosiłam o pomoc choć różnie w moim życiu było.Za wesele zapłaciliśmy sami z mężem z niewielka pomocą teściów i do tej pory radzimy sobie sami.Jest dobrze, nic nikomu nie zawdzięczam, sami ciągniemy ten wózek a na nim dwójkę dziecismileAle mam ogromny żal do mojej mamy, nie o kase-bo wiem, że ona sama nie ma więc i mi dać nie może, teraz to bym już nawet nie wzięła, ale żal mam o totalny brak wsparcia emocjonalnego, ciepła i zainteresowania jakie powinna okazać mama dziecku.Czasem zajmie się moimi dziećmi-jak je do niej zawioze bo sama przyjeżdża do mnie 2 razy w roku-na urodziny dzieci.Dobrze że choć nimi odrobinę sie interesuje.
    • bopo123 Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 06.02.13, 13:10
      nie ma co się z innymi porównywać bo to tylko niepotrzebną flustrację rodzi smile jak ktoś ma rodzinę co pomaga fajnie a jak nie samemu trzeba sobie radzić i z tego co piszesz całkiem dobrze sobie radzicie więc nie ma co się zadręczać.
      a z rodziną różnie jest (np moja teściowa jakbyśmy do niej nie pojechali toby pewnie do tej pory naszego dziecka nie widziała - nie wspominając już o podarunkach. dodam że żyjemy w zgodzie skoro nie ma takiej potrzeby to ja jestem w stanie z tym żyć ) jak mam jakiemuś siostrzeńcowi ochotę prezent zrobić to robię ale nie czekam na odwzajemnienie.
      Pozdrawiam
    • santaedyta Re: Oszczędzający - jak sobie radzicie psychiczni 20.02.13, 10:55
      Umiesz liczyć? Licz na siebie! Niestety mamy takie czasy, że ciężko związać koniec z końcem, a wychowanie i utrzymanie dzieci jest bardzo trudne. Osobiście też miałam momenty załamania, patrze na naszego szkraba i chce by miał łatwiej w życiu niż my i by niczego mu nie brakowało.
      Dlatego postanowiłam się wziąć w garść i zacząć panować nad naszymi finansami. Obecnie startuje z blogiem, gdzie opisuje jak nam idzie i jak zaczynam zarabiać przez internet i oszczędzać.
      Adres bloga: drogaodnedzydopieniedzy.wordpress.com/
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka