Dodaj do ulubionych

zasady moralne

22.06.04, 15:02
W zasadzie (wink to od tego należałoby zacząć właśnie.
Co to takiego? Nie, nie - nie chodzi mi o definicję encyklopedyczną.
Bo przecież tych definicji jest całe mnóstwo. Tak na dobrą sprawę
to pewnie każdy rozumie moralność na swój sposób. No i o to mi chodzi, o to
specyficzne rozumienie moralności. Z czego się bierze? Nie o to, czy ktoś się
stosuje, czy nie stosuje, czy uważa się za wysoce moralnego, czy też nieco
mniej...i nie o to, czy członek grupy X jest bardziej moralny od członka
grupy Y.

Co to takiego, według Ciebie, są zasady moralne?.

No i wypada, żebym ja pierwsza powiedziała, co myślę.
A więc najkrócej: zasady moralne to ograniczenie sobie wolności,
niezależne od obowiązującego w danym kraju prawa, powodowane miłością do kogoś
albo strachem przed kimś/czymś.
Obserwuj wątek
    • empeka Re: zasady moralne 22.06.04, 16:53
      kamfora napisała:

      > zasady moralne to ograniczenie sobie wolności,
      > niezależne od obowiązującego w danym kraju prawa, powodowane miłością do kogoś
      > albo strachem przed kimś/czymś.

      Bardzo dobrze, Ba! Tylko że nie strach, ani miłość.
      Tak sile uczucia wchodzą w grę gdy robi się coś dramatycznego i jednorazowo podjętego: skok
      do wody żeby ratować tonącego, np. Przechowywanie Żyda w czasie okupacji.
      Może zasady moralne to dzieci rozsądku, wychowania i empatii? Może interesu własnego na
      dłuższą metę (umowa społeczna, zasada rewanżu)? Może potrzeba zachowania dobrego obrazu
      samego siebie?

      Pa
      M
      • malvvina Re: zasady moralne 22.06.04, 19:04
        dobrze ale po co ? gdyz sadu zewnetrznego ani ostatecznego sie te osoby nie
        obawiaja ?

        Może potrzeba zachowania dobrego obrazu samego siebie?
        • kamfora Re: zasady moralne 22.06.04, 20:27
          malvvina napisała:

          > dobrze ale po co ? gdyz sadu zewnetrznego ani ostatecznego sie te osoby nie
          > obawiaja ?
          >
          > Może potrzeba zachowania dobrego obrazu samego siebie?

          Dobry obraz samego siebie - to miłość własna smile
          • empeka Re: zasady moralne 22.06.04, 20:36
            kamfora napisała:

            > Dobry obraz samego siebie - to miłość własna smile

            Niekoniecznie.
            To jedna z podstawowych psychologicznych potrzeb człowieka. Można naruszyć własne zasady
            moralne i poczuć się źle, mimo że wiemy że nikt nas nie przylapał. Sami siebie przyłapaliśmy. A
            kochać samego siebie nadal... Miłość bywa ślepa wink))

            Miłość własna to jakieś słówko z repertuaru biblijnego, raczej kojarzące się z rozbudowanym
            poczuciem własnej wartości i pychą. Dotyczy cech jakiejś osoby bardziej niż jej zasad. Tak mi
            się laicko widzi...
            smile

            M
            • kamfora Re: zasady moralne 22.06.04, 20:47
              empeka napisała:

              > To jedna z podstawowych psychologicznych potrzeb człowieka. Można naruszyć
              > własne zasady
              > moralne i poczuć się źle, mimo że wiemy że nikt nas nie przylapał. Sami siebie
              > przyłapaliśmy. A kochać samego siebie nadal... Miłość bywa ślepa wink))

              E wink
              Sami siebie "przyłapaliśmy" i czujemy się źle, bo nasza miłość własna cierpi...
              Mieliśmy o sobie lepsze zdanie przed, niż po przyłapaniu smile
              A z tą ślepotą miłości do siebie...jeśli miłość prawdziwa - to się nigdy nie
              kończy. Może się natomiast wiązać z cierpieniem.

              > Miłość własna to jakieś słówko z repertuaru biblijnego, raczej kojarzące się z
              > rozbudowanym poczuciem własnej wartości i pychą. Dotyczy cech jakiejś osoby
              > bardziej niż jej zasad. Tak mi się laicko widzi...

              Masz na myśli wygląd zewnętrzny? Bo do cech osoby zaliczają się również
              zasady moralne tejże osoby
              (pamiętam charakterystyki postaci w formie rozprawki wink
              • malvvina Re: zasady moralne 22.06.04, 20:55
                ja chyba zaprotestuje z ta miloscia wlasna. Na wszelki wypadek bo jeszcze nie
                przemyslalam i nie mam contrargumentow wink))
                jak przyjda to napisze
                • witekjs Re: zasady moralne 22.06.04, 21:00
                  Nie ma nic złego w miłości własnej / "kochaj bliźniego jak siebie samego" /.
                  Jedyna miłość, w której nie musisz się niepokoić o brak wzajemności.
                  Na zawsze...

                  Pozdrawiam. Witek

                  PS. Nie mogę dzisiaj pogadać z Wami i pewnie dlatego bardzo bym chciał.
                  Jutro. smile)
        • kamfora Re: zasady moralne 22.06.04, 20:31
          no tak - nie zauważyłam, że zacytowałaś bez ">" smile
          "Po co" to już druga sprawa. Pierwszą jest "co"?
      • kamfora Re: zasady moralne 22.06.04, 20:40
        empeka napisała:

        > Bardzo dobrze, Ba! Tylko że nie strach, ani miłość.
        > Tak sile uczucia wchodzą w grę gdy robi się coś dramatycznego i jednorazowo
        > podjętego: skok do wody żeby ratować tonącego, np. Przechowywanie Żyda w
        > czasie okupacji.

        No tak - tyle, że dla mnie miłość to nie tylko uczucie. To również (a może
        przede wszystkim) kwestia woli.

        > Może zasady moralne to dzieci rozsądku, wychowania i empatii?
        > Może interesu własnego na dłuższą metę (umowa społeczna, zasada rewanżu)?
        > Może potrzeba zachowania dobrego obrazu samego siebie?

        Wszystko to fajnie, Martusiu. Wychowanie, rozsądek, empatia...Ale może cofnąć
        się do źródeł? Jakie wychowanie, jaki rozsądek (na czym oparty?).
        Dlaczego taki a nie inny obraz samego siebie jest dobry a inny zły?

        Czy nasze dzieci/wnuki też będą mogły się na czymś oprzeć?
        A przeciwko czemu będą się buntować?
        • empeka Re: zasady moralne 22.06.04, 21:29
          kamfora napisała:

          > Ale może cofnąć
          > się do źródeł? Jakie wychowanie, jaki rozsądek (na czym oparty?).
          > Dlaczego taki a nie inny obraz samego siebie jest dobry a inny zły?

          Aj! Może innym razem. Strasznie obszery temat. J. się złości że na specery nie chodzimy z
          powodu kompa smile

          >
          > Czy nasze dzieci/wnuki też będą mogły się na czymś oprzeć?
          > A przeciwko czemu będą się buntować?

          A kto to wie?

          Pa
          M
        • witekjs Re: zasady moralne 23.06.04, 10:42
          Kamfora napisła:
          >Jakie wychowanie, jaki rozsądek (na czym oparty?).
          > Dlaczego taki a nie inny obraz samego siebie jest dobry a inny zły?

          Wychowanie i rozsądek prowadzace do efektywnego działania, realizowania celów
          własnych i społeczności w której żyjesz, z unikaniem na ile to możliwe,
          wyrządzania krzywdy innym.
          W oparciu o twoje indywidualne możliwosći, zasoby rodziny, grupy, środowiska i
          kultury z których pochodzisz.
          Każdy obraz siebie, który akceptujesz i pomaga ci w samorealizacji jest dobry.
          Z zastrzeżeniem wyrażonym powyżej / unikanie krzywdy, niesprawiedliwości /.
          Jedynie psychopaci / których niemało /, nie interesują się tym czy ich,
          zaspokajające doraźne potrzeby, działania szkodzą komukolwiek, tym bardziej czy
          są "sprawiedliwe".
          Najczęściej nie myślą nawet o tym, że nie przynoszą im oczekiwanych zysków.
          Nie wiążą tego z własnym działaniem, dziwią się, że są odrzucani.
          Nie wiedzą co to moralność.
          Znają i też nie zawsze, jedynie strach przed silniejszym i natychmiastową karą.

          Miłość to nie kwestia woli.
          Z wolą zwiazana jet lojalność, przyzwoitość, zobowiązanie wobec kochanych osób.

          Oczywiści to moje opinie a nie twierdzenia ostateczne.

          Pozdrawiam. Witek
          • kamfora Re: zasady moralne 23.06.04, 18:13
            Jesli miłość nie jest kwestią woli - to przykazanie miłości
            jest niewykonalne.
            • malvvina Re: zasady moralne 23.06.04, 18:58
              milosc jest kwestia woli (argumentacje mam z "malego ksiecia" raczej wink
            • empeka Re: zasady moralne 23.06.04, 23:38
              kamfora napisała:

              > Jesli miłość nie jest kwestią woli - to przykazanie miłości
              > jest niewykonalne.

              Wlaśnie.

              Buzi
              M
            • witekjs Re: zasady moralne 24.06.04, 09:40
              kamfora napisała:

              > Jesli miłość nie jest kwestią woli - to przykazanie miłości
              > jest niewykonalne.

              Masz rację z tym przykazaniem. W nim to słowo znaczy coś innego.
              Nie o tej "miłości" myślałem.
              Nie łap mnie za słówka, proszę. wink smile)

              Witek
              • malvvina Re: zasady moralne 24.06.04, 17:31
                a co to jest "przykazanie" milosci ?
                • witekjs Re: zasady moralne 24.06.04, 17:34
                  malvvina napisała:

                  > a co to jest "przykazanie" milosci ?

                  Miałem na myśli "Miłuj bliźniego jak siebie samego".
                  Witek
                  • empeka Trochę nie na temat 24.06.04, 18:27
                    > Miałem na myśli "Miłuj bliźniego jak siebie samego".

                    A co myślicie o sytuacji, gdy chrzescijanin samego siebie nie miłuje? Gorzej, nie znosi? Co ma
                    czuć do bliźniego?

                    M
                    • kamfora Re: Trochę nie na temat 24.06.04, 19:13
                      empeka napisała:

                      > A co myślicie o sytuacji, gdy chrzescijanin samego siebie nie miłuje?
                      > Gorzej, nie znosi? Co ma czuć do bliźniego?

                      Nie wiem, co masz na myśli pisząc "chrześcijanin"? Czy chodzi o człowieka tylko
                      ochrzczonego, czy zachowującego przykazania, czy też jedynie zamieszkującego na
                      teranie kraju uważanego za chrzescijański?
                      Według przekazu ewangelicznego miłość jest przykazaniem, a przekroczenie
                      przykazania jest grzechem.
                      Przykazanie wychodzi od miłości siebie samego, z której ma wynikać miłość
                      do drugiego: ani większa, ani mniejsza. Wydaje mi się, że można pójść
                      również w drugą stronę: jeśli trudno znieść samego siebie - należy wyjść
                      od miłości do bliźnich i wtedy z tej miłości ma wyniknąć miłość do siebie.

                      Miłość zbyt często utożsamia się dzisiaj jedynie z pożądaniem. Wynika to z
                      traktowania seksu jako najlepszej - bo najtańszej- rozrywki(pozornie najtańszej,
                      ale o tym już pisać to jakby sobie pętlę na szyję zakładać).
                      To rodzi nieporozumienia. Mówił/mówiła, że kocha - a tu okazuje się, że zupełnie
                      inną miłość na myśli miał(a).

                      No i ...skończę lepiej, bo jeszcze chcę trochę pożyć wink
                      • malvvina Re: Trochę nie na temat 24.06.04, 19:34
                        ja tylko nie rozumiem jednego - jak mozna dojsc do milosci (no swiata ludzi
                        zycia) gdy sie przykazania obserwuje.
                        Czyzby ludziom bylo az tak trudno ?
                        czyzby byli naturalnie pchnieci w kierunku zla ?
                        • kamfora Re: Trochę nie na temat 24.06.04, 20:13
                          malvvina napisała:

                          > Czyzby ludziom bylo az tak trudno ?
                          > czyzby byli naturalnie pchnieci w kierunku zla ?

                          Może nie tyle "pchnięci" w kierunku zła, ile postawieni przed wolnym wyborem.
                          Zło jest łatwiejsze - dobro wymaga wysiłku, pracy "w pocie czoła".
                      • empeka Re: Trochę nie na temat 24.06.04, 23:27
                        kamfora napisała:

                        > Nie wiem, co masz na myśli pisząc "chrześcijanin"?

                        Jak to, chrześcijanin to chrześcijanin. Ochrzczony, wierzący i pełen dobrej woli wink

                        > Wydaje mi się, że można pójść
                        > również w drugą stronę: jeśli trudno znieść samego siebie - należy wyjść
                        > od miłości do bliźnich i wtedy z tej miłości ma wyniknąć miłość do siebie.

                        Ale skąd ten pomysł?

                        > Miłość zbyt często utożsamia się dzisiaj jedynie z pożądaniem.

                        No nie o tym piszemy przecież.

                        > No i ...skończę lepiej, bo jeszcze chcę trochę pożyć wink

                        Ba, my Cię nie będziemy ubijać, my tu żywimy do Ciebie miłość bliźniego. Znaczy ja, jeśli mi
                        wolno smile))

                        M
                        • malvvina Re: Trochę nie na temat 24.06.04, 23:48

                          ze o mnie nie wspomne smile))

                          no ale ad rem
                          czynic zlo jest latwo epizodycznie i jakby no wypadkowo
                          byc zlym 24 h / 24 h to b trudne !
                          tak samo jak byc dobrym
                          trzeba chciec !

                          Ba, my Cię nie będziemy ubijać, my tu żywimy do Ciebie miłość bliźniego. Znaczy
                          > ja, jeśli mi
                          > wolno smile))
                          >
                          > M
                        • witekjs Re: Trochę nie na temat 24.06.04, 23:53
                          Zawsze ofiarowując miłość / we wszystkich jej znaczeniach /, mamy nadzieję,
                          oczekujemy wzajemności. Nie jest to egoizm ani wyrachowanie.
                          Każda akcja wywołuje kontrakcję o tej samej sile, z kierunkiem odwrotnym wink
                          Takie są prawa natury.
                          Prawdą jest jednak, cholera, że wśród ludzi, szczególnie jeśli chodzi o miłość,
                          nie zawsze działają... wink

                          Pozdrawiam. Witek
                          • kamfora Re: Trochę nie na temat 25.06.04, 00:06
                            witekjs napisał:

                            > Zawsze ofiarowując miłość / we wszystkich jej znaczeniach /, mamy nadzieję,
                            > oczekujemy wzajemności.

                            Mamy nadzieję na wzajemność - zgoda. Ale gdy tej wzajemności nie ma,
                            to miłość, jeśli prawdziwa - trwa nadal. To przyjaźń musi się opierać na
                            wzajemności - inaczej relacja nie może być nazwana przyjaźnią.
                            • witekjs Re: Trochę nie na temat 25.06.04, 00:14
                              kamfora napisała:

                              > witekjs napisał:
                              >
                              > > Zawsze ofiarowując miłość / we wszystkich jej znaczeniach /, mamy nadzieję
                              > ,
                              > > oczekujemy wzajemności.
                              >
                              > Mamy nadzieję na wzajemność - zgoda. Ale gdy tej wzajemności nie ma,
                              > to miłość, jeśli prawdziwa - trwa nadal. To przyjaźń musi się opierać na
                              > wzajemności - inaczej relacja nie może być nazwana przyjaźnią.


                              Na szczęście nie musi tak być. Miłość, nawet ta najprawdziwsza również, jak
                              przyjaźń wygasa.
                              Co wspaniałe, tę lukę dość łatwo może wypełnić nasytępna, również prawdziwa,
                              lecz już inna miłość.
                              Znacznie gorzej bywa z przyjaźnią.
                              Pamiętaj, że miłość to czysta chemia...wink

                              Pozdrawiam. Witek
                        • kamfora Re: Trochę nie na temat 24.06.04, 23:58
                          empeka napisała:

                          > kamfora napisała:
                          >
                          > > Nie wiem, co masz na myśli pisząc "chrześcijanin"?
                          >
                          > Jak to, chrześcijanin to chrześcijanin. Ochrzczony, wierzący i pełen dobrej wol
                          > i wink
                          OK
                          >
                          > > Wydaje mi się, że można pójść
                          > > również w drugą stronę: jeśli trudno znieść samego siebie - należy wyjść
                          > > od miłości do bliźnich i wtedy z tej miłości ma wyniknąć miłość do siebie.
                          >
                          > Ale skąd ten pomysł?

                          Z prostej zasady: jeśli A=B to B=A smile)

                          >
                          > > Miłość zbyt często utożsamia się dzisiaj jedynie z pożądaniem.
                          >
                          > No nie o tym piszemy przecież.

                          Jak to nie o tym? A co masz na myśli jeśli piszesz, że miłość to uczucie?
                          (Chyba, że będziesz się upierać, że pożądanie nie jest tym samym co pociąg
                          seksualny - bo ja użyłam go w takim właśnie znaczeniu wink
                          • witekjs Re: Trochę nie na temat 25.06.04, 00:32
                            To nie jest, w naturze tak prosta zasada jak piszesz A=B, B=A.
                            Morze - A = słona woda B
                            Łzy - C = słona woda B
                            C nie równa się A, chociaż czasami wylewa sie morze łez, w miłości...

                            Witek
                          • empeka Re: Trochę nie na temat 25.06.04, 10:03
                            > Z prostej zasady: jeśli A=B to B=A smile)

                            Dobrze, że się śmiejesz.
                            Od kiedy to zasady ewangeliczne mają związek z logiką i z matematyką?

                            >
                            > >
                            > > > Miłość zbyt często utożsamia się dzisiaj jedynie z pożądaniem.

                            Disiaj?
                            Kto utożsamia? Pisalaś chyba od siebie? wink

                            > > No nie o tym piszemy przecież.
                            > Jak to nie o tym? A co masz na myśli jeśli piszesz, że miłość to uczucie?
                            > (Chyba, że będziesz się upierać, że pożądanie nie jest tym samym co pociąg
                            > seksualny - bo ja użyłam go w takim właśnie znaczeniu wink

                            Nie będę pisać w tym wątku rozprawek o rodzajach miłości, ale 'na litość boską' wink - co ma
                            pożądanie do miłości ewangelicznej i tej 'do samego sibie' no i tej Twojej do Boga? Nawet
                            między parą ludzi to jest bardziej zniuansowane.

                            Pa
                            M
                            • kamfora Re: Trochę nie na temat 25.06.04, 20:34
                              empeka napisała:

                              > > Z prostej zasady: jeśli A=B to B=A smile)
                              >
                              > Dobrze, że się śmiejesz.
                              > Od kiedy to zasady ewangeliczne mają związek z logiką i z matematyką?

                              Dla mnie zawsze miały.

                              Natomiast muszę Ci się przyznać do czegoś: nie wiem, jak należy reagować/co
                              należy odpowiadać na takie pytanie-wyrzut: "skąd ci to przyszło do głowy?"
                              Bo zazwyczaj mam wrażenie, że to zawoalowany przekaz: "nie gadaj bzdur".


                              > Kto utożsamia? Pisalaś chyba od siebie? wink

                              Zawsze piszę "od siebie". Opisuję, co widzę i słyszę. I porównuję
                              z Twoim (między innymi) świata opisywaniem smile


                              > Nie będę pisać w tym wątku rozprawek o rodzajach miłości, ale 'na litość boską'
                              > wink - co ma
                              > pożądanie do miłości ewangelicznej i tej 'do samego sibie'
                              > no i tej Twojej do Boga? Nawet między parą ludzi to jest bardziej
                              > zniuansowane.

                              No przecież o tym właśnie cały czas piszę smile
                              Jeśli przyjmiemy, że miłość jest kwestią woli(a ja tak przyjmuję), to otrzymamy
                              wniosek, że nie może się "sama z siebie" skończyć. "Samo" skończyć się może
                              pożądanie (w przypadku pary).
                              Gdy więc ktoś twierdzi, że jego miłość wygasła - daje tym samym do zrozumienia,
                              że utożsamia miłość z pożądaniem.

                              W przypadku innym niż para - stwierdzenie: "miłość się skończyła" może oznaczać,
                              że skończyły się środki, które były za ową "miłość" zapłatą.

                              Tak ja sobie o tym myślę.
                              • empeka Re: Trochę nie na temat 25.06.04, 21:37
                                > > Od kiedy to zasady ewangeliczne mają związek z logiką i z matematyką?
                                kamfora napisała:
                                > Dla mnie zawsze miały.

                                No to ja nie rozumiem, jakie matematyka, a szczególnie logika mają związki z wiarą?
                                (A=B czyli B=A wink))
                                wink))
                                Bo obserwacja ludzi dowodzi, że wiara może nie mieć związku z poglądami na różne dziedziny
                                aktywności naukowej, w tym filozoficznej, człowieka. Ale na odwrót: jaki ma mieć związek np.
                                z myśleniem matematycznym, to jako że mam mały rozumek - nie pojmuję.
                                wink

                                > Natomiast muszę Ci się przyznać do czegoś: nie wiem, jak należy reagować/co
                                > należy odpowiadać na takie pytanie-wyrzut: "skąd ci to przyszło do głowy?"
                                > Bo zazwyczaj mam wrażenie, że to zawoalowany przekaz: "nie gadaj bzdur".

                                Ależ skąd!

                                Napisałaś gdzieś wcześniej:
                                >> Wydaje mi się, że można pójść
                                >> również w drugą stronę: jeśli trudno znieść samego siebie - należy wyjść
                                >> od miłości do bliźnich i wtedy z tej miłości ma wyniknąć miłość do siebie.

                                A ja:
                                > Ale skąd ten pomysł?

                                Wydała mi się ta propozycja absurdalna, zważywszy że należy kochać owgo bliźniego jak siebie,
                                a siebie wlaśnie nie kochamy, no to skąd czerpać wzorce? Z opowieści? A przecież przykazanie
                                odwołuje się do indywidualnego doświadczenia... Coś tu poplątane.
                                Kazuistyka, takie odwracanie kota ogonem. Pardon, Ba, nie chcę Ci sprawiać przykrości.

                                > wniosek, że nie może się "sama z siebie" skończyć. "Samo" skończyć się może
                                > pożądanie (w przypadku pary).
                                > Gdy więc ktoś twierdzi, że jego miłość wygasła - daje tym samym do zrozumienia,
                                > że utożsamia miłość z pożądaniem.

                                Absolutnie się nie zgadzam. Miłość to jest uczucie i zawsze było. Nie można się zmusić do
                                miłości, można ją sobie (dać) wmówić. W wypadku pary dalej jest tak samo. Gorzej - może z
                                czasem pozostać pożądanie, ale nie miłość (co prawda to rzadkie zjawisko).

                                Pa
                                M
                                • kamfora Re: Trochę nie na temat 26.06.04, 09:47
                                  empeka napisała:

                                  > No to ja nie rozumiem, jakie matematyka, a szczególnie logika mają związki
                                  > z wiarą?

                                  noo...ma i już wink



                                  > Wydała mi się ta propozycja absurdalna, zważywszy że należy kochać owgo bliźnie
                                  > go jak siebie,
                                  > a siebie wlaśnie nie kochamy, no to skąd czerpać wzorce? Z opowieści?
                                  > A przecież przykazanie
                                  > odwołuje się do indywidualnego doświadczenia... Coś tu poplątane.

                                  Aaaa - czyli chodzi Ci o to, że nie kochając samego siebie - człowiek nie ma
                                  "wzorca miłości"?
                                  No, ale jest przecież jeszcze ten drugi człowiek, który kocha i w ten sposób
                                  "daje wzorzec". Pierwszym takim człowiekiem jest oczywiście matka/ojciec
                                  inny członek najbliższej rodziny. To jest właśnie indywidualne doświadczenie.


                                  > Kazuistyka, takie odwracanie kota ogonem. Pardon, Ba, nie chcę Ci sprawiać przy
                                  > krości.

                                  Ty? przykrość? mnie?
                                  Chyba, gdybyś ze mną gadać w ogóle nie chciała...

                                  Nie odsyłaj mnie chociaż Ty do "głębszych przemyśleń przed napisaniem
                                  czegokolwiek". Ja tu nie prezentuję "wniosków końcowych" w każdej sprawie.
                                  Tematy rodzą się stale i mam ochotę o nich porozmawiać, podzielić się
                                  wątpliwościami, posłuchać co (i czy) myślą o tym inni. Nie mam złudzeń
                                  co do wielkości moich przemyśleń. Ale mam nadzieję na podwyższanie poziomu smile

                                  > Absolutnie się nie zgadzam. Miłość to jest uczucie i zawsze było. Nie można się
                                  > zmusić do miłości, można ją sobie (dać) wmówić. W wypadku pary dalej jest
                                  tak > samo. Gorzej - może z czasem pozostać pożądanie, ale nie miłość (co
                                  prawda to > rzadkie zjawisko).

                                  No to może ja sobie ułożę argumenty, bo na razie mi ich brakuje.
                                  (Ale czuję, że to ja mam rację wink
                                • szycha216 Re: Trochę nie na temat 08.07.04, 00:22
                                  empeka napisała:
                                  > No to ja nie rozumiem, jakie matematyka, a szczególnie logika mają związki z
                                  > wiarą?

                                  Ogromniaste !!!
                                  Jakby Bóg ujawnił kod źródłowy tego świata (a nie tylko bawił się w chowanego
                                  swoim istnieniem) nie byłoby nauk, ani nawet chęci poznania czegokolwiek.

                                  Matematyka powstała z czystej chęci (hackowania świata smile ustabilizowania
                                  wiary; również odwrotnie: wiara jest niczym bez chęci poznania.

                                  PS. Ten temat mógłby być strasznie długi, poparty przeliczalnie nieskończoną
                                  ilością przykładów, więc ostrożnie z takimi luźnymi osądami prosze... wink
    • kamfora Re: zasady moralne 26.06.04, 09:10
      No i męczy mnie jeszcze coś:
      Jak według Was należy rozumieć(albo raczej jak Wy rozumiecie) słowa:
      "czuję się jak osoba stojąca moralnie niżej"?
      Czy osoba tak mówiąca wyznaje te same zasady moralne, ale się do nich nie stosuje?
      Czy też wydaje jej się, że niżej zawiesiła sobie poprzeczkę?
      • witekjs Re: zasady moralne 27.06.04, 14:45
        kamfora napisała:

        > No i męczy mnie jeszcze coś:
        > Jak według Was należy rozumieć(albo raczej jak Wy rozumiecie) słowa:
        > "czuję się jak osoba stojąca moralnie niżej"?
        > Czy osoba tak mówiąca wyznaje te same zasady moralne, ale się do nich nie
        stosu
        > je?
        > Czy też wydaje jej się, że niżej zawiesiła sobie poprzeczkę?
        >


        Musi to dotyczyć kogoś kto akceptuje zasady moralne słuchajacego, jednak ma
        świadomość, że się do nich nie stosuje.
        Świadczyć to również może o niskim poczuciu wartości takiej osoby, która widzi
        w sobie więcej niedoskonałości niż zalet.
        Ludzie, którzy "zawieszają sobie niżej poprzeczkę", to najczęściej ci, którzy
        żyją w środowisku o tym poziomie poprzeczki i przestali sie z nim identyfikować.
        Powoduje to frustrację, wynikajacą z niemożności zmiany swojej grupy.
        Inną kategoria są ludzie stosujący strategię ketman, którzy jednak nie mogą się
        do tego przyznać, bo by się zdekonspirowali.
        Przykładem może być wewnętrzna moralność i zasady etyki, bardzo wysoko oceniane
        i surowo przestrzegane przez Cyganów.
        Dla nich, wszyscy inni to "gadzio" obcy, niecyganie, którzy rządza sie swoimi,
        nieobowiązujacymi dla Romów prawami i swoją moralnością.
        Tak też myślą muzułmanie, pewne inne narody oraz ludzie niektórych subkultur.

        Pozdrawiam. Witek
        • kamfora Re: zasady moralne 27.06.04, 21:56
          Dzięki, Witku smile
          Muszę to przemyśleć.
        • empeka Re: zasady moralne 27.06.04, 22:37
          Nawet Mickiewicz był podejrzewany o stosowanie tej taktyki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka