daniel.maksym
06.07.06, 21:22
tym watkiem chcialbym zaczac wymiane informacji nt. wakacyjnych wrazen z
Portugalii
W kraju tym bylismy pierwszy raz i...chyba na dlugo nam wystarczy. Oprocz
niezaprzeczalnych urokow, ktore w miare uplywu czasu beda coraz bardziej
dominowac w naszej pamieci, jest tez sporo nerwowych chwil, ktore teraz beda
swietnie sie "sprzedawaly" podczas spotkan towarzyskich, ale wierzcie mi-nie
bylo nam wtedy do smiechu.
Po kolei.
Wylecielismy w ub. piatek, dzis rano wrocilismy. Raptem 5 dni, ale bardzo
intensywnych. Pierwsze dwa dni w Lizbonie, noclegi w Pousada de Juventudes na
ul. Andrade Corvo 46. Bardzo dobra lokalizacja (metro Picoas), dwojka za ok.
40 EUR ze sniadaniem. W samym miescie polecamy Alfame za klimat, nie za duzo
turystow i taka bezpretensjonalnosc. No i mielismy niepowtarzalna okazje
zobaczyc radosc Portugalczykow z wygranego meczu (z Niemcami chyba?)-szalona
radosc na ulicach, ludzie wdrapujacy sie na pomniki, wszedzie flagi i
ogluszajacy wrzask i dzwiek trab!
Co denerwowalo? Dziwny obyczaj wtryniania turystom (nie miejscowym!-
przyuwazylismy) platnych przekasek, ktorych sie nie zamawialo. Przewodniki o
tym mowia, ale trzeba sie samemu przekonac...do konca pobytu z tym
walczylismy, a oni uparcie swoje...i ten wyraz urazonej pretensji, kiedy sie
wyraznie tych "entradas" odmawialo.
Generalnie Lizbona super, suuuuper!
W poniedzialek mielismy wynajety samochod (Bravacar Thrifty-nie polecamy!),
mial byc na 9. rano, po pol godzinie zadzwonili, ze bedzie o 10., a w koncu
jakis malo czajacy po angielsku pan przywiozl go troche po 11. Oczywiscie,
zero poczucia winy, po drodze kilka telefonow do obslugi klienta (zawsze na
moj koszt-tak zostalo do konca-tak, jakby nie mieli swoich komorek...)
i...nic-"chcecie samochod, czy nie?" Chcielismy....
Drogi.
Autostrady fantastyczne, dobrze utrzymane, duzo sie buduje-mielismy mape
sprzed kilku lat i widac roznice. Aha, polecam trip-plannera Michelin. No i
nie wolno zapominac, zeby na bramce pobrac kwit (czasem jest obsluga, a
czasem tylko maszyna), nam sie raz zdarzylo nie pobrac i wtedy na wyjezdzie
zadnych dyskusji, zamiast naleznych 7, 60 EUR zaplacilismy 26 EUR. Natomiast
wszystkie drogi krajowe i lokalne sa FATALNIE(!) oznaczone-no po prostu
tragedia. Numeru drogi nie uswiadczysz, rzadko znaki kierunkowe, ronda to
kolejny temat (trzeba na nie wjechac, zeby sie dowiedziec, w ktorym kierunku
trzeba zjechac...) no i generalnie dozwolone jest wlaczenie kazdego
kierunkowskazu chyba, bo portugalscy kierowcy sygnalizowali wszystko, co
mogli, najmodniejsze jest wlaczenie lewego kierunku, jak sie jedzie na
rondzie-w koncu kreci sie w lewo;-).
Co do trasy: Lizbona-Sintra-Tomar (nocleg, residencial Cavaleiros de Christo-
49 EOR ze sniadaniem-polecamy)-Fatima-Batalha-Obidos (perelka!)-Peniche
(nocleg w Sierra de el-Rei w hotelu Mar Azul- 45 EURze snaiadaniem-tez mozemy
polecic, recepcje prowadzi zalotna pani o wygladzie murzynskiej sluzacej
z "Przeminelo z wiatrem", ktora swietnie mowi po angielsku i przedstawila sie
nam skromnym "my name is Lolita!"...-kapielisko w Baleal-super plaza,
wspanialy ocean, wielkie fale bijace w wysoki brzeg...duzo by opowiadac...
W Tomar mielismy stluczke-jakis inteligent postawil na skrzyzowaniu ze
znakiem STOP dwa wielkie kubly na smieci, proba cofniecia, by poprawic
widocznosc zakonczyla sie na zderzaku pojazdu z tylu-u nas zadrapanie, u
niego wgiecie rejestracji i zderzaka, kierowca tego drugiego pojazdu to nota
bene Moldawianin tam pracujacy, wiec mozna sie bylo dogadac po rosyjsku,
przyjechala wezwana policja (uklony dla agente pricipal Azevedo za zyczliwosc
i sprawne rozwiazanie problemu) i pojechalismy dalej-ale nerwy byly...
W Tomar oczywiscie zabytki templariuszy przecudowne, Fatima rozumie sie samo
przez sie, po drodze super widoki, przepascie, waskie drogi, w Batalha wielki
kosciol jako wotum za wygrana bitwe pod Ajubarotta, w Obidos spacer po
murach...
No i na koniec oddajemy na lotnisku samochod. Umowa byla "podjedzie pod hale
odlotow i czekajcie dokladnie 5 min". Powod tak krotkiego oczekiwania szybko
sie objawil-znak zakazu zatrzymywania. No to stajemy dokladnie o 21.30 i
czekamy te "fajf minets". Po 20. minutach, gdy nic sie dzieje, nas nerwy
roznosza, policjanci sie przygladaja, my biegamy nerwowo po okolicznych
wypozyczalniach, ja dzwonie do nich, a telefony milcza. Wreszcie troche po
22. udaje mi sie dodzwonic ("giw mi dżast fajf minets"), pan zjawia sie po
kolenych dwudziestu i odbiera bez slowa wytlumaczenia samochod...wrecz
wymusilismy na nim pokwitowanie (a my tu sie tak staralismy, dokladnie
przestudiowalismy umowe po stluczce, spisalismy oswiadczenie, z pomoca
zalotnej Lolity przefaksowalismy im ten papier, mamy zdjecia etc...).
Potem tylko dramatycznie slamazarna i niekompetentna obsluga przy odprawie
Centralwings (jedna pani za kontuarem chyba do konca nie wiedziala, gdzie
jest, zaczeli odprawe o 22.50, samolot odlecial zamiast o 1.10 o 1.35, bo
ledwo sie udalo skonczyc ta odprawe, panie pilotki z Triady odprawiajace
grupe do Polski musialy sie podzielic obowiazkami, bo przeciez juz zdazyla
wyladowac kolejna grupa, a tu nadal trwa odprawa, potem ta malo czajaca pani
chciala mi wmowic, ze nie mam potwierdzenia rezerwacji-tak jakby wydruk ze
strony www ze stwierdzeniem "reservation confirmed" i numerem byl
niewystarczajacy...eh, gdybyscie widzieli ta zlosc i zniecierpliwienie
pasazerow wiszace w powietrzu...
no i jeszcze burza nad Niemcami w trakcie lotu powrotnego jako dodatkowa
atrakcja-jak dla mnie super!
uff, ale sie rozpisalem. fajny kraj, ale pare rzeczy potrafi przyprawic o bol
glowy.
a jakie sa Wasze wrazenia?