Tak jak w temacie... mam chyba dzisiaj mały kryzys. To mój 6 dzień 1 fazy

Do tej pory, było super, nie chciało mi się jeść, nie umierałam z braku słodyczy, czy chleba. Ale dzisiaj jakoś nijako

Nie dość, że czuję się trochę słabawa, to w dodatku jestem głodna i wnerwiona na maxa!
I tata jeszcze kupił markizy

Ale przypomniałam sobie przysłowie: "... a nie daj się" I nie ma szans... nie ruszę. Będę twarda.