spragnienie
11.11.06, 18:49
Zaczelam pownownie, tym razem zuplenie na serio. Pierwsza faza jakos idzie
powoli, mija wlasnie piaty dzien. Waga pokazuje 3 kilo mniej, ale nie
emocjonuje sie zbyt mocno, bo to pewnie woda, poza tym mam do zrzucenia sporo.
Chodze na silownie piec razy w tygodniu, na tzw. fat burning. Tluszczyk sie
spala, bez watpienia, jestem pozniej caly dzien potwornie zmeczona. Obcecnie
zaliczylam 8 sesji. Daje sobie niezle w kosc, ale ciagle ma wrazenie, ze
robie za malo. Jak ja moglam dopuscic do ponownego przytycia??? Po co zarlam
te hambuksy, zlopalam piwsko i zajadlam sie tostami z tlustym serem,
czekolade Lidla?!?!?!?! No po co? Czasu cofnac sie nie da, dlatego czuje
kazdy miesien, nie mam sily na seks;-(, dietowo nie popleniam wielkich
grzechow, oprocz paru pistacji wiecej albo lyzki, no dobra, dwoch lyzek masla
orzechowego. Jadam, O DZIWO, niewiele. Tylko, czy aby dobrze!?!?!
Mieszkam za granica. Choc Angielki sa grubasne, nie moge znalezc tu produktow
0%, jadam ser zolty 10%, serka wiejkiego light nie ma;-(, ser blekitny
tlusty. Wiem, ze zle robie, ale nabial jakis musze przyjmowac a nie jestem w
stanie jesc tylko trojkacikow Smieszki, ktore sa light, ale pewnie jak na
angielskie warunki calkiem kaloryczne. Zatem z jednej strony zalewam sie
potem na silowni, omijam cukiernie z daleka, z drugiej wtryniam cos, co ma w
sobie spora zawartosc tluszczu. Rozgrzeszcie mnie prosze!!!! Napiszcie, ze
schudne!!!! Please!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!