Dodaj do ulubionych

fizula - pomocy!

10.09.05, 21:44
Może trochę za wcześnie ten apel wysyłam, ale sprawa jest dla mnie ważna i
uważam, że im wcześniej się dowiem, co i jak, tym lepiej.
Ale do rzeczy
Moja najukochańsza przyjaciółka urodziła wczoraj dziecko. Konieczne było
cesarskie cięcie i mały zobaczył świad po 19. Dumna mama przystawiła go do
piersi, mały ssał ze 20 minut, potem go zabrano. Mamę zawieziono na salę
pooperacyjną, synka na noworodki. Rozmawiałam z nią dzisiaj po 15 - od porodu
nie widziała jeszcze dziecka. Jasne jest, ze na oddziale na pewno go
dokarmiono, najprawdopodobniej butelką. Nikt nie sprawdzał, ale rzeczywistość
jest, jaka jest, można się domyślić. Po 20 rozmawiałam z jej mamą - kiedy
opuszczała oddział po 18 koleżanka nadal nie dostała dziecka. Czyli minęła
doba od porodu i mały nie był przy mamie, nie został przystawiony do piersi.
Pytałam o przyczyny takiego postępowania, podobno na salach pooperacyjnych
nie można (tam) mieć dziecka przy sobie, chyba nie wolno go tam wprowadzać.
Kompletnie tego nie rozumiem, ale tak tam jest (bielański). Nie wiem, czy
przyjaciółkę wieczorem przeniesiono juz na zwykłą salę, możliwe, że już tam
jest i ma maluszka przy sobie. Ale czy zostawią jej go na noc? Mogą mieć
obawy, czy ona sobie poradzi... Nie wiem. I pytam - czy taka jest praktyka we
wszystkich szpitalach? Czy takie są zasady, ze na pooperacyjnych dzieci nie
mogą być z matkami? I drugie pytanie, ważniejsze - co dalej z laktacją?
Wydaje mi się, ze jak mały dostał butelkę, to to nie jest dla niego dobre.
Myślę, ze przy odrobinie dobrej woli personelu można było go mamie dawać
chociaż na same karmienia... No ale to moje domysły. Czy koleżanka jest już
skazana na problemy z przystawianiem małego, z jego zaburzeniami ssania itp,
czy nic nie jest jeszcze przesądzone? Dodam, ze ona bardzo chce karmić, ale
to jej pierwsze dzieko, nie ma doświadczenia, może się pogubić, zniechęcić...
To pewnie dziwnie wygląda, ze tak się przejmuję jej laktacją, ale martwię się
o nią i o dziecko i chciałabym jakoś pomóc, być przygotowaną na jakies porady
z mojej strony, a wiedzy o cesarkach i zyciu po nich mi brak...
Fizula, jeśli możesz Ty, albo Wy dziewczyny, coś poradzić, będę ogromnie
wdzięczna.
Dziękuję
Pozdrawiam
Ola
Obserwuj wątek
    • aggrazza Re: fizula - pomocy! 12.09.05, 03:14
      Hej, chyba faktycznie za wczesnie na alarm. Ja tez mialam cc i nie widzialam
      dziecka przez 20 godzin. Prawda jest taka ze bezposrednio po operacji czulam
      sie fatalnie i karmienie nawet mi do glowy nie przyszlo. Podziwiam kolezanke za
      nakarmienie dziecka zaraz po. Jak mi w koncu dzidzie przyniesli zostala przy
      mnie caly dzien i co? Ano niewiel bo zupelnie nie byla glodna a ja sie tylko
      denerwowalam ze nie potrafie jej przystawic. Bylam jedna z 3 kobiet na oddziale
      ktore zdecydowaly sie karmic wiec pielegniarki zagladaly do nas czesto (chyba z
      ciekawosci) i mowily ze wszystko jest w porzadku musze tylko poczekac na
      apetyt. Z kolei moja kolezanka nie karmila dziecka (porod naturalny) podczas
      pobytu w szpitalu ani razu, zaczela dopiero w domu kiedy pojawilo sie mleko i
      tez udalo jej sie karmic mimo poczatkowych problemow.
      Daj znac jak sobie radzi kolezanka.
      • dagmama Re: fizula - pomocy! 12.09.05, 10:16
        Ja rodziłam przez cc w prywatnej klinice (dodam, że koszt porodu i pobytu to 200
        zł, więc nie taki majątek), gdzie panuje zasada rooming-in i propagowanie
        naturalnego karmienia, synka przyniesiono mi po kilku godzinach, aby pobudzić
        laktację. Podobno maleństwa po urodzeniu nie są od razu takie strasznie głodne,
        więc raczej go jeszcze nie karmiono.
        Pierwszą noc spędziliśmy osobno, bo byłam zmęczona, maluszek nauczył się ssać,
        ale chyba nie mógł się jeszcze najeść i płakał. Prawdopodobnie dostał butlę.
        Następnego dnia był ze mną z przerwami na przewijanie, bo po cesarce nie
        pozwalali nosić, a po dwóch dniach od porodu miałam już pełno pokarmu (położne
        zadecydowały, że w takim razie mam go sama karmić) i synek był cały czas ze mną.
        Nasłuchałam się historii jak to w szpitalu mama i dziecko są rozdzieleni,
        dziecko dostaje mleko z butli z wielką dziurą i potem już nie chce ssać. Myślę,
        że trzeba się o dziecko dopominać, zaznaczać, że zależy nam na laktacji. Jest to
        chyba rozdźwięk między potrzebami dziecka i mamy oraz wygodą położnych.
        Pozdrawiam
    • anula731 Re: fizula - pomocy! 12.09.05, 10:44
      No to jestem zaskoczona. Ja tez miałam cesarke. Rodziłam w normalnym szpitalu
      (tzn . państwowym)w małym mieście. Amelka przyszła na świat 0 10.40, a ja po
      zszyciu przewiziona od razu na salę. Dziecko po zbadaniu i umyciu od razu
      trafiło w moje ramiona, mimo iz wiadomo jak sie czuje kobieta po cesarce. I
      została juz cały czas. Położne oczywiscie pomagały przy karmieniu i na początku
      póki wstałam przchodziły przewijac malutką, ale cały czas była ze mną i mi to
      odpowiadało smile Od pierwszych chwil Amelka ssała mleczko jak cielaczek, długo i
      namiętnie wink
      • a.chudziak Re: fizula - pomocy! 12.09.05, 11:55
        Ja też miałam cc, od razu po operacji zabrali Kubusia do inkubartorka na
        dogrzanie, a mnie do spania, bo byłam wykończona, bo mój poród trwał w sumie
        ponad dobę,bo myśleli że jednak urodzę naturalnie....
        wW każdym razie, jak się obudziłam po ok. 5 godzinach zaraz zapytałam o dziecko
        i mi je przynieśli i już tak był cały czas ze mną. Ale widać nie w każdym
        szpitalu tak robią. Jeśli dziecko zdrowe to po co izolować od mamy?
    • aleksandrynka uff! 12.09.05, 14:16
      dzięki dziewczyny, rzeczywiście, trochę na wyrost się martwiłam, spanikowałam
      bardziej, niż szczęśliwa młoda mamusia smile)) Byłam u nich wczoraj, karmią się i
      wygląda na to, że wszystko w porządku. Moje pytania wynikały oczywiście z
      niewiedzy i przeświadczenia, że pierwsze godziny i dni są bardzo znaczące dla
      dalszego karmienia, ale zarówno Wy jak i zastana przeze mnie sytuacja w
      szpitalu pokazują, ze chyba nie aż tak łatwo wszystko popsuć poprzez podanie
      butli w pierwszej dobie. Rodzinka dzisiaj wraca do domu a ja jestem w
      pogotowiu, żeby odpowiadać na ewentualne pytania świeżej mamy. I oczywiście
      liczę na Waszą pomoc smile
      Jeszcze raz dziękuję!

      p.s.
      Jak długo karmienie będzie boleć? Mnie bolało 2 tygodnie, ale chyba źle na
      początku przystawiałam. Położna na oddziale koleżanki mówiła, że przez tydzień
      może tak być, zanim się piersi nie przyzwyczają...
      • fizula Re: uff! 12.09.05, 20:41
        Cieszę się bardzo, że w końcu dobrze się ułożyło. Dziękuję bardzo dziewczyny za
        odpisywanie za mnie i za wszystkie Wasze uwagi. Ja niestety nie mam teraz zbyt
        wiele czasu, więcej go spędzam na budowie niż przed komputerem (budujemy dom),
        a jak zwalimy się już wieczorem do mieszkania, to czasem jestem padnięta. Także
        dzięki, że mnie wyręczacie. Zresztą nie wiem jak będzie w ogóle ze mną za dwa
        miesiące, gdy się przeprowadzimy (na razie telekomunikacja odmawia założenia
        telefonu).
        Mi się bardzo spodobała Twoja siostrzana troska o koleżankę. Przeżywam
        podobnie. Też budzi we mnie obawy taka sytuacja długotrwałego rozdzielenia(tak,
        tak! dla dziecka w tym wieku to jest baaaardzo długa rozłąka). Produkcja mleka
        sama z siebie rzadko rośnie do odpowiedniego poziomu (bez stymulowania poprzez
        ssanie lub odciąganie). Ze ssaniem też bywa różnie: jedne maluszki momentalnie
        się przestawiają z butelki na pierś i odwrotnie, w przypadku innych jednorazowe
        podanie butelki zaburza długotrwale prawidłowy mechanizm ssania. Stąd bardzo
        cieszę się, że dobrze się potoczyło w Waszym przypadku.
        Mam w tym momencie ochotę opowiedzieć Wam o mamie, którą bardzo podziwiam, że
        wbrew standardom obowiązującym w szpitalu nie zgodziła się na rozdzielenie z
        dzieckiem bezpośrednio po porodzie operacyjnym (może zechce nam coś opisać, bo
        wiem, że czyta to forum :o). Właśnie ze względu na swoją dużą wiedzę o okresie
        poporodowym, o jego wpływie na laktację. Jak ją znam (i z tego jak opowiadała)
        zrobili to z mężem w sposób uprzejmy aczkolwiek stanowczy. Podobnie nie
        zgodziła się na podanie glukozy swojemu dziecku (choć to również należało do
        rutynowego postępowania w tym szpitalu i wszystkie dzieci były przepajane).
        Prawo stoi po naszej matczynej stronie, gdyż przez to że urodziliśmy w szpitalu
        dzieci nie należą do szpitala, a matka i ojciec, według międzynarodowych
        konwencji, które podpisała Polska mają prawo przebywać z dzieckiem. Aczkolwiek
        wiem, jaka jest rzeczywistość i że często trzeba pokonać szpitalny konformizm
        (dostosowanie się do szpitalnych standardów), żeby rzeczywiście coś uzyskać dla
        siebie i swojego dziecka.
        A propos bólu przy karmieniu: często występuje wczesna bolesność, która jest
        spowodowana bardzo cienkim naskórkiem. Czesto jednak sygnalizuje ona jakąś
        nieprawidłowość ze strony dziecka (w sposobie ssania, budowie anatomicznej
        etc.) czy mamy (w sposobie przystawienia itd.). Jak chcesz pomóc koleżance,
        żeby szybciej nauczyła się prawidłowo karmić, to warto poczytać m.in. o
        prawidłowym przystawieniu do piersi. Z moich doświadczeń to jest chyba
        najczęstsza przyczyna bólu podczas karmienia piersią.
        Sympatycznie, że tak wspierasz młodą mamę. Na pewno w pierwszych tygodniach
        jest to nieoceniona pomoc. Bywajcie zdrowi!
        • azoorek Re: uff! 13.09.05, 14:46
          Dorzuce swoje trzy grosze. Rodzilam w Praskim tez przez cc- pokarm pojawil sie
          dopiero 5 dni po porodzie. Dziecko zabrano od razy, a mnie przewieziono na
          sale. Porod byl w poludnie, a dziecko przywieziono w nocy czyli gdzies ok. 12
          godzin po porodzie. Niestety pierwsze przystawienie spowodowalo takie
          obkurczanie, ze nie bylam w stanie karmic. Wiec gdzies dobe po zaczelam
          przystawiac. Wiem, ze dopajali glukoza i dokarmiali, ale nie butelka, tylko
          przez palec- zreszta maly wyl z glodu i widac bylo, ze byl troche odwodniony,
          wiec nawet nie mam pretensji do szpitala. Pewnie gdybym powiedziala, ze nie, to
          nie dokarmialyby. W sumie personel byl ludzki i wyrozumialy i pomocny.

          aga
    • situsia Re: fizula - pomocy! 13.09.05, 16:18
      Ja też wracam po długiej nieobecności na forum smile. Ten post dotyka mojego
      bolącego miejsca... sad.
      Rodziłam przez cc moich chłopców. Byłam tak szczęśliwa, że są zdrowi, że
      początkowo ten stan- jakiegoś amoku, spowodował,że wogóle nie myślałam o
      karmieniu. Ja nawet nie pamiętam dokładnie, kiedy przywieziono mi dzieci,
      zresztą zwykle nie przywożono ich razem, ale każdego osobno. Moje dzieci
      spędziły beze mnie wiele godzin w szpitalu i nawet teraz jak o tym myślę, to
      chce mi się ryczeć. Byli wielokrotnie karmieni butelką, ja wręcz błagałam o
      pomoc przy karmieniu, bo nie miałam żadnego doświadczenia, ani nikt z bliskich.
      Pomoc była zaledwie skromna. Raczej odwrotnie: słyszałam, że nie uda mi się
      wykarmić, że mam za małe piersi, że bliźniaki karmi się butelką itd. Tak, że
      dopiero w 3 dobie zaczęłam karmić- nie wiem jaką siłą, chodziłam na zmianę po
      dzieci, czasem miałam ich razem, siedziałam na okrągło- raz z jednym, raz z
      drugim- w niewygodnej pozycji.. szkoda gadać. Po tygodniu pobytu w szpitalu
      wyglądałam jak anorektyczka, pamiętam, że pod koniec musiałam się trzymać
      ściany, żeby dojść na drugi koniec korytarza, bo byłam taka osłabiona. Mimo
      obaw- nawał pokarmu pojawił się dość szybko, ale dzieci przez kilka tygodni
      miały problemy z chwytaniem brodawki- dużo przeszliśmy, można by o tym książkę
      napisać. Głównie dzięki pomocy położnej środowiskowej przebrnęliśmy przez
      najgorsze. Rzeczywistość wyglądała tak, że karmiłam prawie na okrągło przez
      kilka tygodni, a chłopcy za mało przybierali. Ale ja naprawdę byłam szczęśliwa,
      że piją moje mleko.
      Jednak do teraz, jak myślę o tym oddzieleniu po porodzie, to mnie coś w sercu
      ściska i się zastanawiam, w jaki sposób to się odbija na moich dzieciach do
      teraz i może w przyszłości sad((((.
      • mika01 Re: fizula - pomocy! 14.09.05, 13:31
        Ha,ha-ja przez kilka lat biłam się z myślami,że żle zrobiłam "zgadzając się"-
        oczywiście nikt mnie nie pytał o zgodę-żeby zabrano mi dziecko po porodzie do
        zbadania,nie przy mnie,tylko może 6-7 metrów dalej za ścianą,na stanowisko
        noworodkowe.Trwało to może 3-5 minut!Potem wybiłam to sobie z głowy,bo to
        zupełny absurd.Dziecko jest tak skonstruowane,że trzeba naprawdę wielkich i
        systematycznych zaniedbań,żeby mu zaszkodzić.Inaczej jako gatunek nigdy byśmy
        nie przetrwali.Radzę Ci podejśc w ten sposób do problemu i nie przejmować się
        zupełnie-niestety nie byłaś taka mądra jak teraz,a dzieciom z pewnością nic a
        nic się nie stało,absolutnie nic.
      • jagandra Situsia! 14.09.05, 14:38
        Wynagrodziłaś już sto razy synom to rozstanie!
        Kurczę, płakać mi się chciało, jak czytałam tę historię. Jak Ty chodziłaś po
        dzieci w 3 dobie po cesarce??? Przecież powinni Ci je przynosić i przystawiać
        do piersi! Jesteś niesamowicie dzielna. W takim układzie naprawdę lepiej być w
        domu, skoro w szpitalu nie można liczyć na żadną pomoc. W dodatku te łóżka i
        krzesła jeszcze takie niewygodne...sad

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka