joannaiwa 19.09.08, 13:26 A oto jak niektórzy odzwyczajają dzieci od przychodzenia do nich do łóżka. Niedługo chyba zaczną zamykać dzieci w klatkach, żeby czasem im nie przeszkadzały forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=566&w=84357441&a=84855714 Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
kukulka11 Re: niektóre metody 19.09.08, 20:35 nie no. nie wytrzymalam. musialam im nawrzucac Odpowiedz Link
jakw Re: niektóre metody 21.09.08, 11:50 kukulka11 napisała: > nie no. nie wytrzymalam. musialam im nawrzucac mi się już nie chciało... Odpowiedz Link
basiak36 Re: niektóre metody 19.09.08, 20:56 Biedny maly, w koncu sie poddal Przynajmniej wiadomo potem skad biora sie dorosli ktorzy nie potrafia odczuwac empatii wobec innych, skoro ich potrzeby zostaly totalnie zignorowane i odgrodzone bramka. Odpowiedz Link
krystynacr Re: niektóre metody 19.09.08, 21:13 Jak czytam takie posty to nieodmiennie się dziwię, że ludzie tak mogą. No po prostu nie mieści mi się to w głowie!!! Tylko tych dzieci mi żal ... Odpowiedz Link
moofka Re: niektóre metody 20.09.08, 08:04 krystynacr napisała: > Jak czytam takie posty to nieodmiennie się dziwię, że ludzie tak mogą. moga, wszystko w imie konsekwencji i nowoczesnego stylu matkowania, ktory kaze nie slychac swoich dzieci i miec je w sposob jak najmniej odczuwalny czyli dzieci miec, ale ich nie karmic - uwiazuje i udupia (tu wpadl mi w oko post na niemowlu post o tym jak to butelka wyzwala cudwone macierzynswto bo ona rano wychodzi, wieczorem wraca a butelke niania podaje i jest bosko, a to sie tyczylo chyba dwumiesiecznego dziecka) z nimi nie spac - psuje zycie i pozycie oraz rozbija malzenstwo swiadczy przy tym o zaburzeniach mamuski bron boze o wychowawczym myslec - wyrzuca poza margines zycia spolecznego i udupia wdomu jako kure domowa z kiepska trwala i bez ambicji zastanawiam sie, czy na przyklad na nia, jako na przyszla tesciowa i babcie bedzie to dobry sposob taka bramka, jakby co nie powinna miec zalu Odpowiedz Link
basiak36 Re: niektóre metody 21.09.08, 10:52 Masz 100% racji, Moofka. Gdzies sie ten instynkt zatraca jesli tak wazne jest pozostawienie placzacego dziecka dla osiagnieca wlasnych celow. Chyba jestesmy jedynym gatunkiem ktory cos takie robi, na sile separujac swoje dzieci zanim sa gotowe? Skad to sie bierze, skoro wszyscy przeciez kochamy je tak bardzo? I szkoda ze popularnosc zyskuja ksiazki T.Hogg a nie np J.Liedloff. No ale przy tej drugiej nie mozna wyjsc z domu i zostawic na iles godzin 2 miesiecznego dziecka. Odpowiedz Link
krystynacr Dokładnie :) 21.09.08, 14:55 Moofka, ja się z Tobą zgadzam w 100%. To co obserwuję w realu i czytam w necie nieodmiennie nasuwa mi jedno pytanie - po co mają dzieci ludzie, dla których najważniejsze po ich urodzeniu jest to, aby nie przeszkadzały im w ich życiu? Przecież ono musi się zmienić, jak rodzi się młody człowiek, nie da się jednocześnie chować go w miłości i zdrowiu i nic mu z siebie nie dać, z niczego nie zrezygnować. Może to trochę drastycznie powiedziałam (to "po co?") ale nie umiem tego inaczej wyrazić. Przecież dziecko to nie obrazek na ścianę, tylko żywy człowiek, za którego jesteśmy odpowiedzialni, bo powołaliśmy go do życia i powinniśmy dawać mu to, co najlepsze a nie wieczną tęsknotę za miłością i uwagą. I nie wychowanie typu siedź cicho, nic ode mnie nie chciej i nie przeszkadzaj. Może trochę przejaskrawiam, ale mam wrażenie, że większość takich zachowań - jak ta cudowna butelka, która pozwala zostawić 2mies dziecko na cały dzień albo ta bramka - jest podszyte taką właśnie postawą. No i wtedy "po co?" nasuwa się samo ... Oczywiście nie mówię to o kobietach w trudnej sytuacji, które muszą np. wracać do pracy aby to dziecko wyżywić i koniec. Ale to inny temat. A w poradnikach jest napisane to, co ludzie chcą czytać. Dlatego popularna jest Tracy H. - bo daje odpowiedzi, jakie ludzie chcą znaleźć. Ogólna wymowa tej pozycji jest w duchu jw. Poza tym bzdury a propos karmienia. Ale żeby oddać jej sprawiedliwość - przeczytanie jej zainspirowało mnie swego czasu do napisania sobie planu dnia, co pomogło mi trochę się ogarnąć )) Najpierw pisałam sobie z obserwacji jak jest a potem ustaliłam wspólne godziny tych samych rzeczy Może i bym wpadła na to sama, w końcu nie jestem taka głupia he he ale wyszło jak wyszło ) No ale odbiegam od tematu ... Odpowiedz Link
monicus Re: niektóre metody 22.09.08, 21:34 mnie to PRZERAZA! jestem traktowana jak czubek, bo nie zostawiam dzieci, zeby pojsc do kina. nie chce oddawac do przedszkola, karmie cyckiem ile wlezie, spie z dzieckiem, podporzadkowalam swoje zycie dzieciom i mam poukladany dzien. mam dosc tlumaczenia, ze tak jest dobrze i tak powinno byc i nie czuje sie z tym nieszczesliwa. a w wawie-gdzie obecnie kibluje przedszkole to dobro najwyzsze, nianki pracuja na 3 zmiany a dziecko to poprostu produkt uboczny malzenstwa, ktory sie ma bo inni maja. nie utrzymuje w ogole kontaktu z matkami w okolicy. tyle co na piaskownicy. Odpowiedz Link
joannaiwa Re: niektóre metody 24.09.08, 13:27 Potwierdzam -też jestem z Warszawy. mnie też już prawie wszystkie znajome mające dzieci w mniej więcej tym samym wieku traktują jak dziwoląga, bo robię jak Ty monicus. Przerażające i smutne niestety. Ale ja nie mogłabym wyjechać za granicę na tydzień na urlop, gdy moje dziecko miało 2 miesiące, żeby od niego odpocząć. Nie chciałam także w tym roku pojechać na spływ i podrzucić w tym czasie dziecka dziadkom, bo "przecież tak świetnie będzie się tam bawić". Nie zamknęłam drzwi przed moim dzieckiem w nocy, żeby dobijało się do nich płacząc "mamo, mamo". Spotykam się ze znajomymi rodzinnie z dziećmi, zamiast zostawić je pod opieką niani czy dziadków, pomimo faktu, iż mały jest w trakcie wizyty absorbujący. Pędzę do domu i małego prosto po pracy, zamiast spotkać się z koleżankami, pójść na aerobik, itd., itd. I też dobrze mi z tym, tylko dlaczego niektórym tak trudno to zrozumieć? monicus napisała: > mnie to PRZERAZA! jestem traktowana jak czubek, bo nie zostawiam dzieci, zeby > pojsc do kina. nie chce oddawac do przedszkola, karmie cyckiem ile wlezie, spie > z dzieckiem, podporzadkowalam swoje zycie dzieciom i mam poukladany dzien. mam > dosc tlumaczenia, ze tak jest dobrze i tak powinno byc i nie czuje sie z tym > nieszczesliwa. > a w wawie-gdzie obecnie kibluje przedszkole to dobro najwyzsze, nianki pracuja > na 3 zmiany a dziecko to poprostu produkt uboczny malzenstwa, ktory sie ma bo > inni maja. nie utrzymuje w ogole kontaktu z matkami w okolicy. tyle co na > piaskownicy. Odpowiedz Link
kukulka11 Re: niektóre metody 22.09.08, 09:18 no nie moge, musze sobie chbyba zablokowac forum Małe dsziecko, bo znow sie wscieklam i musialam tam napisac Odpowiedz Link
druuna Re: niektóre metody 22.09.08, 11:33 I znowu Wam dziękuję! Od jakiegoś czasu (zbiegło się z ukończeniem drugiego roku życia, bezproblemowym odstawieniem od piersi, gipsem na kostce i strasznym katarem - co zdaję sobie sprawę wszystko miało wpływ na jej zachowanie) miałam problemy z histeriami Zuzi na temat ... hmmm ... na różne tematy były te histerie ale wątek przewodni to "bo ja chcę i jestem zbyt rozżalona żeby zrozumieć że się nie da/nie wolno". Pory dnia i nocy też były różnorodne. Ja na jej wrzaski stawałam okoniem, chciałam brać na przeczekanie, przetrzymanie, cierpliwie odmawiając spełniania widzimisię typu wysypywanie kasztanów albo kawy na podłogę, otwieranie drzwi frontowych, wkładanie jej mokrej koszulki (!). Wrzaski trwały od 45 minut do 2 godzin! ( Wykańczały Zuzię, mnie i tatę jeśli był w pobliżu! Nie chcę zapeszać ale posłuchałam instynktu i jednej z forumowiczek na "Wychowanie bez porażek" i zaczęłam Zuzi ustępować w takich małych rzeczach albo iść na kompromis (np. "bo ja nie chcę tej piżamki co ją mam na sobie ale chcę iść z mamą po nową" - udało mi się zmienić na "mama sama idzie po piżamkę"). I po 4 dniach takich łagodniejszych przepychanek wydaje mi się, że jest lepiej! Na przykład: przez 3 poranki z rzędu Zuzia życzyła sobie żeby zaraz po przebudzeniu (6:30 rano!) iść z nią na dół i przytulać na tapczanie. Robiłam to co chciała, a wczoraj dopiero po 15 minutach po przebudzeniu zażyczyła sobie zejść na dół, a dzisiaj nawet mnie nie tknęła rano tylko potuptała do swoich zabawek i zaczęła znosić pluszaki do łóżka. Bardzo się bałam i nadal mam wątpliwości co do tego ustępowania, że mi potem nastolatek wlezie na głowę ale nie miała siły się męczyć ani patrzeć jak ona się męczy straszliwie! Dobrze robię? Odpowiedz Link
jola_ep Re: niektóre metody 22.09.08, 14:43 > Bardzo się bałam i nadal mam wątpliwości co do tego ustępowania, że mi potem > nastolatek wlezie na głowę Dobrze "Stawianie spraw na ostrzu noża" gdy chodzi o drobiazgi nikomu jeszcze nie wyszło na zdrowie. Ustal, że pewien ton, słowa, kategoryczność stwierdzeń oznacza sprawy, o których nie dyskutujesz (np. przebieganie przez jezdnię). A w pozostałych bądź otwarta na potrzeby dziecka. Dziecko też musi się nauczyć sztuki negocjacji i kompromisu Myślę, że to bardziej się przyda niż ślepe posłuszeństwo - bo wtedy silny bunt nastolatka gwarantowany. Pozdrawiam Jola Odpowiedz Link
monicus Re: niektóre metody 22.09.08, 21:30 a ja prawie do perfekcji opanowalam metode odwracania kota ogonem. czyli stawiam na swoim mowiac mu na zachciewanke "tak, ale itupomojemuleci" no i na TAK jest spokoj. heh. a poza tym odpuszczam swinienie przy stole, mycie rak po lokcie moczac rekawy, zamiatanie-rozmiatanie itp. bo inaczej sie nie nauczy pewnych rzeczy. Odpowiedz Link
basiak36 Re: niektóre metody 22.09.08, 21:57 Nastolatek nie wlezie Ci na glowe jesli w danym ukladzie domowym bedzie przede wszystkim szacunek, a nie rozkazy i kary Ja nie robie zadnego problemu ze sprawami malej wagi, dziecko ma tez prawo decydowac. W sprawach gdzie chodzi o z gory ustawione reguly (czas ogladania tv, sprzatanie pokoju), pozwalam na malutkie ustepstwa niezmiernie rzadko. Moj 6 latek owszem testuje, ale jest ok, mimo ze bywalo roznie. Ogolnie widze ze dziala przede wszystkim rozmowa, cierpliwosc, zero krzyku i pokazywanie dziecku ze sie bierze pod uwage jego opinie, osobowosc, jak najbardziej przy tym trzymajac sie pewnych zasad. Co nie zmienia faktu ze czasem mam ochote wyjsc z siebie Odpowiedz Link