Dodaj do ulubionych

"nielojalność"

06.06.12, 21:56
odebrałam auto z serwisu w piątek. zapłaciłam dużo. w sobotę zauważyłam pęknięty zderzak - uszkodzili w serwisie. autem nie jeźdimy bo mamy drugie, więc to na pewno tam. w trakcie składania reklamacji, kiedy pan z serwisu szedł w zaparte, że to na pewno nie stało się u nich, mój super facet stwierdził - no na pewno nie potrafimy tego udowodnić, mogłaś kochanie obejrzeć auto przed odbiorem. mogłam. uszkodzenia nie widać na pierwszy rzut oka.
a moim zdaniem powinien stanąć za mną;-P
Obserwuj wątek
    • nowel1 Re: "nielojalność" 06.06.12, 22:06
      Wystaw mu walizki wink

      Serio, dlatego przyszłaś pogadać o rozwodzie?
    • sonia_30 Re: "nielojalność" 06.06.12, 22:20
      Raaanyyy co za fo pa surprised
      • nihoa Re: "nielojalność" 07.06.12, 06:26
        oj tam oj tam szydercy;-P

        pożalić się chciałam.

        a poważnie może jestem lekko przewrażliwiona na tym punkcie - mój ex zawsze stawal przeciwko mnie - w takich prostych, codziennych sytuacjach. i między innymi dlatego został ex, że rację w naszym domu i sprawach miala zawsze mamusia (jego).

        nawet jak next mnie wkurza w towarzystwie zawsze trzymam jego stronę. mogę mu powiedzieć w domu.

        dla Was to nie problem?wink
        • argentusa Re: "nielojalność" 07.06.12, 09:12
          Facet stwierdził fakt. I to wszystko.
          Nie, nie mam w takich sytuacjach problemu. Poparcia to ja oczekiwałam w dzieciństwie, a odkąd dorosłam - sama wiem czego zaniedbałam a czego nie. I na klatę biorę to co nawet pechowo zlekceważyłam.\Ar.


        • bez_przekazu Re: "nielojalność" 07.06.12, 13:28
          mysle,ze zapalilo ci sie czerwone swiatelko.a to dopiero poczatku zwiazku, nie?
          dla mnie w zwiazku seks nie jest tak wazny,pieniadze,jak lojalnosc wlasnie.bo te dwie pierwsze rzeczy dzisiaj sa,jutro ich moze nie byc, a poczucie,ze ktos jest przy tobie wspiera cie,broni,,niezaleznie od sytuacji, i ze zawsze bedzie,jest bezcenne.


          nihoa napisała:

          > oj tam oj tam szydercy;-P
          >
          > pożalić się chciałam.
          >
          > a poważnie może jestem lekko przewrażliwiona na tym punkcie - mój ex zawsze sta
          > wal przeciwko mnie - w takich prostych, codziennych sytuacjach. i między innymi
          > dlatego został ex, że rację w naszym domu i sprawach miala zawsze mamusia (jeg
          > o).
          >
          > nawet jak next mnie wkurza w towarzystwie zawsze trzymam jego stronę. mogę mu p
          > owiedzieć w domu.
          >
          > dla Was to nie problem?wink
    • tricolour Na czym polega ta nielojalność? 07.06.12, 14:44
      Że facet nie stanął po stronie ślepoty i nieuwagi podczas odbioru samochodu? Ja się mu dziwię, że w ogóle pojechał z Tobą do tego warsztatu wykłócać się o rzecz z góry przegraną, szczególnie gdy uszkodzenia nie widać "na pierwszy rzut oka". Na siódmy już widać?

      Samochód to żelastwo, które zużywa się, psuje i rdzewieje. Robić KOMUŚ zamieszanie z powodu własnej nieuwagi to typowe polactwo, gdzie to samochód - a nie nie siebie - traktuje się jak dobro najwyższe, a powinno jak kawałek metalu, który i tak trafi na złom. Nie jest też wykluczone, że uszkodzenie - skoro jest tak mało widoczne - powstało poza tym warsztatem. Ja na miejscu mechanika też bym na siebie nie wziął odpowiedzialności. A na miejscu "nielojalnego" z domu bym się nie ruszył wychodząc z założenia, że za własną ślepotę ja ponoszę konsekwencję, a nie szukam naiwnego frajera do oskubania.
    • mola1971 Re: "nielojalność" 07.06.12, 15:23
      A po co chłopa ciągnęłaś z tą reklamacją? Sama nie zauważyłaś uszkodzenia przy odbiorze, to lepiej byłoby gdybyś sama zgłaszała reklamację. A tak wyszłaś na dzidzię, która poleciała poskarżyć się tacie wink I efekt jest jaki jest - facet nie chciał przed innym facetami robić z siebie idioty. Ty więcej byś osiągnęła gdybyś sama pojechała, udała gupiom blondynkem i ze słodkim uśmiechem na twarzy zgłosiła nie reklamację, tylko własne niedopatrzenie wink Wtedy jest możliwe, że panowie z wielką radością by Ci pomogli.

      Co do meritum - ja nie widzę żadnej nielojalności w tym. Stanie murem za kimś, bez względu na okoliczności, nie jest lojalnością. Nielojalny byłby gdyby Cię przy tamtych panach od idiotek wyzwał, a nie gdy grzecznie powiedział, że nie dacie rady tego udowodnić (bo to prawda) i że mogłaś obejrzeć auto przed odbiorem (bo to też prawda).
      • bez_przekazu Re: "nielojalność" 07.06.12, 18:55
        haha! co za ludzie na tym forum.dziewczyna chciala wsparcia-znalazla lincz. to takie typowo polskie. zgnoic,zniszczyc,dobic,a , jeszcze sie ucieszyc.
        • nowel1 Re: "nielojalność" 07.06.12, 19:02
          Przeczytaj Ty sobie może, co znaczą słowa, których użyłaś. Niby proste, ale trzeba używać adekwatnie do kontekstu.
          Wiesz, te - "wsparcie", "zgnoić", "zniszczyć", "dobić".

        • mola1971 Re: "nielojalność" 07.06.12, 19:16
          Ty naprawdę masz coś z głową sad
          Gdzie Ty tu licz znalazłaś??? Wiesz może co to jest konstruktywna krytyka?
          Wsparcie nie musi oznaczać klepania po plecach.

          I jeszcze to pojęcie-worek, czyli "typowo polskie"... Co jest typowo polskie? Dla mnie typowo polski jest żurek. Ludzie są różni, wszędzie na świecie, w Polsce też.
          • argentusa Re: "nielojalność" 07.06.12, 19:24
            i jeszcze ruskie pierogi i fasolka po bretońsku wink

            Ar.
            ps oj bo mi się złośliwość włączyła.
            • mola1971 Re: "nielojalność" 07.06.12, 19:29
              Dodałabym kawę po turecku, czyli tzw. plujkę wink
          • czlowiek-na-torze Re: "nielojalność" 08.06.12, 20:12
            > I jeszcze to pojęcie-worek, czyli "typowo polskie"

            Oprócz "typowo polskie", częstą zagrywką jest "sam sobie przeczysz" oraz "czytaj ze zrozumieniem". W zasadzie te slogany można używać niezależnie od kontekstu i sensu w dowolnym momencie dyskusji. Chyba trzeba uzupełnić "Erystykę" Schopenhauera.
        • tricolour Dziewczyna chciała wsparcia... 07.06.12, 20:42
          ... i wsparcie dostała adekwatne do szczeniackich jej oczekiwań.

          Wsparcie ślepego polega na podaniu laski lub psa, a nie wmawianiu, że ma świetny wzrok. Wtedy to ślepy świadom własnej ułomności ma szanse funkcjonować poprawnie i ze wzmożoną uwagą przechodzi przez ulicę.

          Gdyby zaś chcieć linczować, gnoić i dobijać, to był taki osobisty Twój wątek, który do pastwienia i wyszydzania wspaniale się nadawał (szczególnie przez dysonans w zestawieniu z innymi buńczucznymi wypowiedziami), a jednak nikt się nie pokusił, czego chyba nie żałujesz. Hamuj więc swoje mylne oceny innych...
          • nihoa mocne slowa tri 07.06.12, 21:25
            auto serwisowane jest w tym samym miejscu od 10 lat. właściciel serwisu, pasjonat marki godzinami potrafi opowiadac o tym modelu (chociaż starym ale podobno jednym z ładniej utrzymanym w Polsce). Sam restauruje stare auta tej marki. Oddawałam moje auto w najlepsze ręce - pojechałam nie o to, zeby robić aferę lecz po to, żeby rozwiązac w jakiś sposób ta sytuację. Opowieści właściciela, obok krawężnika, który idealnie odpowiadał wysokości zderzaka - typu - może zawracająca laweta panią zahaczyła, bo to tak od spodu jakbywinktylko mnie rozśmieszyly a pan stracił stałą klientkę. jego problem ja sobie zderzak naprawię. fakt głupia jestem - ufam ludziom.
            akurat to auto jest dla mnie wyjątkowe - kupiłam je po rozwodzie - taki symbol. prawie nim nie jeżdże. chociaż, jak kolezanka potrzebowała podjechać do ex męża - spełniło rolę - mąż się zdziwiłwink nie mam problemu z pożyczaniem aut , wożeniem brudnych kwiatków i drzewek koleżankomwink moje auto było już w górach i nad morzem - bo znajomi potrzebowali.

            ale nie o to mi chodziło.


            chodziło o całkowite poparcie. w domu możesz powiedzieć - zachowałaś(eś) się fatalnie, ale przed ludźmi zawsze wspólny front - czy to utopia?
            • mola1971 Re: mocne slowa tri 07.06.12, 21:39
              nihoa napisała:
              > chodziło o całkowite poparcie. w domu możesz powiedzieć - zachowałaś(eś) się fa
              > talnie, ale przed ludźmi zawsze wspólny front - czy to utopia?

              Nie, to nie jest utopią. Ja zawsze murem stawałam za swoim mężem. I wiesz co? Żałuję tego. A żałuję, bo to było, tak jak napisał Tri - utwierdzanie ślepca w przekonaniu, że doskonale widzi.

              Dorośli ludzie wspierają się, ale nie bezmyślnie. Wsparcie czasem polega na tym, że tej kochanej osobie wylejesz wiadro zimnej wody na głowę. I jakie to ma znaczenie czy przy ludziach, czy w cztery oczy? Nie o to chodzi, lecz o formę. Jeśli ktoś jest chamem to jest nim i w towarzystwie i w czterech ścianach.
              Lepiej byś się poczuła gdyby tam w warsztacie stanął po Twojej stronie a w domu wyzwał Cię od tępych kretynek? Wątpię.
              Wg mnie Twój facet zachował się w tej sytuacji dokładnie tak, jak się zachować powinien.
              • mola1971 Re: mocne slowa tri 07.06.12, 21:52
                Jeszcze coś mi przyszło do głowy, skoro o lojalności mówimy...
                Jest też coś takiego jak lojalność wobec siebie samego. Lojalność wobec innych ludzi jest tylko/aż pochodną lojalności wobec siebie.
                Gdyby Twój facet murem za Tobą stanął, gdy wiedział, że nie masz racji (fakt jest faktem, że po odejściu od kasy reklamacji nikt nie ma obowiązku uwzględnić), byłby nielojalny wobec siebie.
                • maciekqbn Re: mocne slowa tri 08.06.12, 00:29
                  Mądrze to podsumowałaś Mola (i Tri też). Ale jest wiele osób, które w taki dziwny sposób właśnie pojmuje lojalność małżeńską. Do dzisiaj mi ex wypomina moją "nielojalność", stawiając ją jako jedną z głównych przyczyn rozpadu małżeństwa. A ja byłem "nielojalny" tylko ostatni rok czy dwa. Wcześniej wbrew sobie starałem się zachowywać "lojalnie" z czym czułem się bardzo źle - bo czułem, że postępuję wbrew sobie i wbrew temu co uważam za słuszne. Przecież nie o to chodzi w dobrym małżeństwie.
              • zmeczona100 Re: mocne slowa tri 08.06.12, 00:43
                mola1971 napisała:

                > Dorośli ludzie wspierają się, ale nie bezmyślnie. Wsparcie czasem polega na tym
                > , że tej kochanej osobie wylejesz wiadro zimnej wody na głowę.

                Pierwsze słyszę o takim rodzaju wsparcia.

                I jakie to ma zn
                > aczenie czy przy ludziach, czy w cztery oczy?

                No ma. O lojalności można mówić tylko w kontekście zachowań wobec osób trzecich.

                Lepiej byś się poczuła gdyby tam w warsztacie stanął po Twojej stronie a w domu
                > wyzwał Cię od tępych kretynek?

                Nie dałoby się inaczej, jak tylko zwyzywać? Ja np. oczekiwałabym w takiej sytuacji konstruktywnej oceny. A w warsztacie- własnie lojalności. Jednak najwazniejsze- oczekiwałabym takiej opinii zaraz po tym, kiedy poinformowałabym chuopa o tym, że odebrałam samochód z warsztatu i że najprawdopodobniej został tam uszkodzony; wtedy raczej nie byłaby potrzebna wizyta w warsztacie. Pomijając całkowicie to, że gdybym nie obejrzała porządnie samochodu przed odbiorem, to w ogóle nie myślałabym o późniejszym składaniu reklamacji.

                Podobne zachowania w obecności dziecka nazywa się podkopywaniem autorytetu.
                • maciekqbn Re: mocne slowa tri 08.06.12, 00:55
                  Czyli wg Ciebie zapewnianie kretynki/kretyna (nie chodzi mi o autorkę wątku), że jest mądrym człowiekiem - to wg Ciebie objaw lojalności?
                  • zmeczona100 Re: mocne slowa tri 08.06.12, 01:13
                    A skąd taki pomysł??
                • mola1971 Re: mocne slowa tri 08.06.12, 09:02
                  zmeczona100 napisała:
                  > Podobne zachowania w obecności dziecka nazywa się podkopywaniem autorytetu.

                  No właśnie o to chodzi, że mówimy tu o relacjach między dorosłymi ludźmi, a nie o relacji rodzic - dziecko.
                  • zmeczona100 Re: mocne slowa tri 08.06.12, 17:45
                    > No właśnie o to chodzi, że mówimy tu o relacjach między dorosłymi ludźmi, a nie
                    > o relacji rodzic - dziecko.

                    Ale co ma wiek osoby trzeciej do tego? Mowa o nielojalności- a to zawsze się dzieje w obecności osób trzecich (inaczej trudno mówić o nielojalności).
                    • mola1971 Re: mocne slowa tri 08.06.12, 18:47
                      A skąd w ogóle pomysł, że nielojalność może mieć miejsce tylko w obecności osób trzecich?
                      Jeśli ktoś mówi Ci, że np. lubi koty (bo Ty lubisz, więc nie chce Ci robić przykrości) a tak naprawdę kotów nienawidzi to jest lojalny wobec Ciebie? Też jest nielojalny, choć osób trzecich nie ma.
                      Zgodnie z definicją SJP lojalny to uczciwy i rzetelny w stosunkach z ludźmi. Nie ma mowy o żadnych osobach trzecich.
                      • zmeczona100 Re: mocne slowa tri 08.06.12, 20:10
                        Podałaś przykład nie na lojalność, ale na ... nieszczerość wink
                        • zmeczona100 wg SWO 08.06.12, 20:13


                          Słownik wyrazów obcych:
                          Lojalny to:
                          "rzetelny i godny zaufania w stosunkach z innymi ludźmi, nie występujący przeciw nim: Mąż był w stosunku do niej bardzo lojalny: nie zdarzyło się, by wystąpił przeciw niej, nawet wówczas, gdy nie do końca był przekonany, czy ma rację".

                          I z takim podejściem w pełni się zgadzam smile

                          slowniki.gazeta.pl/pl/lojalny
                          • mola1971 Re: wg SWO 08.06.12, 20:19
                            A do mnie bardziej przemawia definicja z SJP smile
                            I tak rozumiem lojalność, jako uczciwość po prostu.
                            • zmeczona100 Re: wg SWO 08.06.12, 20:26
                              Uczciwość? No tak smile
                              Ale czy w omawianym przypadku chuop okazał się uczciwy wobec swojej żony? Bo skoro najpierw ją poparł, a później "wziął sztamę" z mechanikiem, to coś mi tu trąci chorągiewką na wietrze, a nie stałością, uczciwością wink
                              • mola1971 Re: wg SWO 08.06.12, 20:44
                                Nie znam szczegółów przecież, nie wiem czy najpierw poparł, a potem nie. Wiem tylko tyle, że pojechał z nią do mechanika i tam stwierdził, że nie są w stanie udowodnić, że samochód został uszkodzony w tym warsztacie.
                                Wg mnie zachował się uczciwie przede wszystkim względem siebie.
                                • zmeczona100 Re: wg SWO 08.06.12, 23:19
                                  Mola, chcesz powiedzieć, że facet bez rozeznania sytuacji poleciał do warsztatu z pretensjami? Że dopiero na miejscu zorientował się, że przy odbiorze kobita nie zgłaszała żadnych uwag i stąd zmiana jego stanowiska?

                                  Mola, singiel powinien być uczciwy tylko względem siebie; w związku ważniejsza jest uczciwość wobec tej drugiej osoby, bo to wymiana obustronna i jednoczesna.
                                  • mola1971 Re: wg SWO 08.06.12, 23:29
                                    I tu się różnimy, bo ja uważam, że zawsze najważniejsza jest uczciwość względem siebie. Bo inaczej sami ze sobą się gubimy. A jak sami ze sobą pogubieni jesteśmy, to i z innymi ludźmi żyć nie potrafimy.

                                    Co do tej konkretnej sytuacji to przyznam się, że znam osobiście Autorkę wątku (i bardzo lubię), poznałam też jej partnera. I wiem, że Nihoa w gorącej wodzie kąpana jest, taki ma charakter. A on oaza spokoju smile Zatem nie podejrzewam go o to, że zmienny jak chorągiewka jest. Jeśli już to raczej Nihoę o to, że zamęt wprowadza wink I mam nadzieję, że mnie za tą szczerość nie udusi tongue_out
                                    • zmeczona100 Re: wg SWO 08.06.12, 23:35
                                      No to się faktycznie różnimy- ja nawet od przyjaciół wymagam (wzajemnie) lojalności smile
                                      Po prostu nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, gdy w obecności innych osób zmieniam zdanie bez uprzedzenia o tym partnera, bo wtedy to raczej trudno nazwać uczciwością wobec siebie, skoro doszło do zachwiania zaufania wobec mojej osoby.
                                      • mola1971 Re: wg SWO 08.06.12, 23:39
                                        Jak na razie to nie wiemy czy on zmienił zdanie. Póki co Nihoa nawet słowem na ten temat się nie zająknęła.
                                        • blue_ania37 Re: wg SWO 09.06.12, 02:30
                                          A ja bym chciała żeby w tej sytuacji facet stanął po mojej stronie.
                                          Jest tu jeszcze sprawa pieniędzy....
                                          Gdyby właściciel serwisu zobaczył zgodną parę, która uważa, że powinien przyznać się do "obicia samochodu" zareagowałby inaczej,a tu pojawiła się dziewczyna z pretensami z mężczyzną, który zamiast być po jej stronie stwierdził, że...może się myli.
                                          W ten sposób stracili swoje pieniądze....
                                          Ania
                                          • tricolour Czyli mieli wyłudzić pieniądze... 09.06.12, 09:47
                                            ... a że się nie udało, to wina faceta, tak? No, polactwo pełną gębą. Krętactwo, kombinowanie byle tylko wyrwać klika złotych. Co tam szmaciarska opinia, ważne że kasa gra!!!

                                            Rzecz jest prosta jak drut: odbierając rzecz z naprawy sprawdzamy ją, oglądamy i podpisujemy odbiór gdy wszystko jest OK. Na naprawę jest gwarancja. Na resztę nie ma i trzeba sobie obejrzeć, co się odbiera z naprawy.

                                            Może w warsztacie uszkodzono, może jakiś uczeń mechanika uszkodził, może inny klient nie wiadomo. Natomiast wiadomo, że autorka wątku NIE OBEJRZAŁA, a pretensje ma do kogo innego.
                                            • blue_ania37 Re: Czyli mieli wyłudzić pieniądze... 09.06.12, 10:04
                                              Ja nie mówię o wyłudzeniu, mam prawo wierzyć, że autorka wątku nie kłamie w sensie chęci zepsucia samochodu i próby wyciągnięcia pieniędzy od mechanika.
                                              Zgadzam, się, że odbierając towar należy go zobaczyć, ale cięzko wymagać od mechanika, do którego się nie raz zawoziło auto aby kłaść się pod podwozie aby zobaczyć wszystko.
                                              Nie uważam, że to wina faceta, pokazałam tylko jeden z aspektów tej sytuacji.
                                              Powinni być zgodni i tylesmile
                                              Ania
                                              • sonia_30 Re: Czyli mieli wyłudzić pieniądze... 09.06.12, 10:23
                                                No i ciężko też wymagać od mechanika, że naprawi każdą usterkę, którą klient mu zgłosi po odbiorze samochodu i opuszczeniu warsztatu. Auto należało obejrzeć, a jak się tego nie zrobiło, powiedzieć trudno i się nie wygłupiać. Next natomiast swoje zdanie powinien wyrazić w domu, nie u mechanika.
                                            • zmeczona100 Re: Czyli mieli wyłudzić pieniądze... 09.06.12, 14:18
                                              tricolour napisał:

                                              > ... a że się nie udało, to wina faceta, tak? No, polactwo pełną gębą. Krętactwo
                                              > , kombinowanie byle tylko wyrwać klika złotych. Co tam szmaciarska opinia, ważn
                                              > e że kasa gra!!!

                                              No widzisz, jak to mechanik postąpił nieuczciwie.
                                              I jak wykorzystał naiwność ludzką. o, pardon, tych, którzy popełnili wielką nieuczciwość, domagając się pokrycia strat, które on sam wyrządził.
                                              Masz rację- kasa gra!
                                              • tricolour Gdzie jest napisane... 09.06.12, 14:20
                                                ... proszę o wskazanie, że mechanik wyrządził szkodę?
                                                • zmeczona100 Re: Gdzie jest napisane... 09.06.12, 14:35

                                                  A tu, proszę.

                                                  no taaakkk, ale Ty zakładasz, że kobita skłamała, aby wyłudzić pieniądze.
                                                  Tri, nie sądź innych według siebie.
                                                  • tricolour Nie, ona nie skłamała... 09.06.12, 15:05
                                                    ... ona tylko podejrzewa.

                                                    Ty zaś wielka orędowniczka prawa dobrze wiesz, że gdy są wątpliwości, to na korzyść obwinianego. Tym razem wątpliwości mają być na korzyść skarżącego, który nijak nie może wykazać gdzie powstała szkoda.

                                                    Żałosna jesteś z tymi podszczypywaniami.
                                                  • zmeczona100 Re: Nie, ona nie skłamała... 09.06.12, 15:20
                                                    To wróć i raz jeszcze przeczytaj- jest pewna tego, co pisze. Za to Ty bronisz mechanika, chociaż jest podejrzany.

                                                    > Ty zaś wielka orędowniczka prawa dobrze wiesz, że gdy są wątpliwości, to na kor
                                                    > zyść obwinianego.

                                                    To może jednak czytaj to, co piszę i zapamiętuj, nim się odezwiesz, aby błysnąć.
            • argentusa Re: mocne slowa tri 08.06.12, 07:22
              > chodziło o całkowite poparcie. w domu możesz powiedzieć - zachowałaś(eś) się fa
              > talnie, ale przed ludźmi zawsze wspólny front - czy to utopia?
              Jak dla mnie - dziecinada. Oczekiwanie, że jeden dorosły zaprzeczy prawdzie przy innych, bo to poprawi Ci samopoczucie.
              Moje dzieci tego oczekują, z tym, że nastolatek już nie.
              Ar.
              • mola1971 Re: mocne slowa tri 08.06.12, 09:00
                argentusa napisała:
                > Moje dzieci tego oczekują, z tym, że nastolatek już nie.

                Dokładnie. I na tym polega dorosłość, że nie oczekuje się od innych ludzi (w tym partnera/partnerki) bezwarunkowego wsparcia.
                • jakkamien Re: mocne slowa tri 08.06.12, 10:14
                  No nie wiem, co powiedziec, dziekujesmile Moj ex wmowil mi skutecznie, ze bylam nielojalna bo nie mialam takiego samego zdania jak on.
                  Ale wyglada, ze nie jestem jakas nienormalna?? Zawsze staralam sie przemilczec rozne rzeczy - w imie "lojalnosci", ale czasami nie moglam, typu twierdzenie ze homoseksualizm to choroba - wtedy chyba wlasnie wlaczala mi sie lojalnosc wobec siebie, jak to ladnie nazwaliscie.
                  • bez_przekazu Re: mocne slowa tri 08.06.12, 20:52
                    jakkamien napisała:

                    >.
                    > Ale wyglada, ze nie jestem jakas nienormalna?? Zawsze staralam sie przemilczec
                    > rozne rzeczy - w imie "lojalnosci", ale czasami nie moglam, typu twierdzenie ze
                    > homoseksualizm to choroba - wtedy chyba wlasnie wlaczala mi sie lojalnosc wobe
                    > c siebie, jak to ladnie nazwaliscie.

                    lojalnosc myli sie tobie z tolerancja.
            • tricolour Oczekujesz wybiórczego poparcia... 08.06.12, 11:20
              ... innego (prawdziwego) w cztery oczy, a innego (bezwarunkowego, nawet kłamliwego) wobec obcych. Oczekujesz hipokryzji, a jej brak nazywasz nielojalnością - kompletne pogubienie.

              Mało tego: odbierasz innym prawo do własnego zdania. Ewentualnie własne zdanie mogą wyrazić w domu gdy nikt tego nie słyszy, a już poza domem mają milczeć lub potakiwać.

              Twój pomysł na tzw lojalnośc, to nie jest utopia - to jest dramat systemu wartości.
              • nihoa nie oczekuję wybiórczego 08.06.12, 17:53
                oczekuję 100%wink i takie samo daję.

                jeśli dla Ciebie to dramat i hipokryzja - masz prawo tak uważać.

                dla mnie to nielojalność. dla Ciebie nie.

                Ale nie nazywam twoich poglądów szczeniackimi, pogubionymi czy utopijnymi.

                Mamy po prostu inne zdanie.

              • zmeczona100 jaja sobie robicie?? 08.06.12, 17:58
                To do mnie?

                W takim razie odpowiedz mi na proste pytania: po co, w jakim charakterze pojechał gość z babką? Przecież nie jako kierowca.
                Po drugie- dlaczego nie wyraził swojego zdania w domu, tylko dopiero w warsztacie? tak się chciał bardzo dowartościować i pokazać, że baba na niczym się nie zna?

                Niby głupia blondynka, bo leci z reklamacjami chociaż nie jest w stanie udowodnić, że ma słuszność. A jak nazwać faceta, który najpierw popiera jej opinię (bo niby co innego, jak nie poparcie oznacza wspólna wizyta w warsztacie?), a później się z niej wycofuje? Tylko nie piszcie, proszę, że dopiero na miejscu przekonał się, że jego kobieta nie obejrzała samochodu przed odebraniem go z warsztatu (ponoć to nie baby, a chuopy działają racjonalnie, więc bajeczka o tym, że nie wiedział wcześniej mnie nie satysfakcjonuje- jakoś trudno byłoby mi uwierzyć, że wyruszył na wojnę bez rzetelnego rozpoznania).

                Nawet w sądach nie ma obowiązku zeznawania przeciwko swojej rodzinie. A brak lojalności może być przesłanką do rozkładu pożycia.

                Dobra, jestem jakaś dziwna i nie z tej planety, ale oczekuję, że partner poprze moje działania- o ile wcześniej nie był im przeciwny i nie pojawiły się nowe argumenty. I w drugą stronę ma to działać dokładnie tak samo- jeśli się z nim nie zgadzam, to mówię mu wprost (ale tylko JEMU, a nie przy świadkach) i nie działam w sposób pozorujący, że z nim jestem, że go popieram (a ten wspólny wyjazd do warsztatu taki miał, niestety,charakter).

                Czy to dziecinada? To już wolę taką dziecinadę, niż sytuacje, w których nie wiem, czy mogę liczyć na swojego partnera, nie wiem, czy je dobrze oceniam, czy mam rację itp.
                • bez_przekazu Re: jaja sobie robicie?? 08.06.12, 20:55
                  wreszcie cos madrego napisalassmile
                  ja mysle,ze gosciu to taka choragiewka. jak zawieje tak gada.
                  chcial wyjsc przed fachowcami na twardego goscia i wyszedl.niech tak dalej robi...
                  mam wrazenie,ze nasza autorka trafila z deszczu pod rynne. solen kobiety przyciagaja wszak slabych mezczyzn.wiec wlasciwie to nie wiem,czego sie moze jeszcze po nim spodziewac...

                  zmeczona100 napisała:

                  >jak nazwać faceta, który najpierw popiera jej opinię (bo
                  > niby co innego, jak nie poparcie oznacza wspólna wizyta w warsztacie?), a późn
                  > iej się z niej wycofuje? Tylko nie piszcie, proszę, że dopiero na miejscu przek
                  > onał się, że jego kobieta nie obejrzała samochodu przed odebraniem go z warszta
                  > tu
                  • zmeczona100 Re: jaja sobie robicie?? 08.06.12, 23:15
                    bez_przekazu napisał(a):

                    > wreszcie cos madrego napisalassmile

                    Spadaj.

                    króliku, stałoby się coś strasznego, gdybyś zamiast opcji "odpowiedz cytując" używała "odpowiedz"?
                    • bez_przekazu Re: jaja sobie robicie?? 09.06.12, 15:42
                      odwal sie szczurkusmile

                      zmeczona100 napisała:

                      > bez_przekazu napisał(a):
                      >
                      > > wreszcie cos madrego napisalassmile
                      >
                      > Spadaj.
                      >
                      > króliku, stałoby się coś strasznego, gdybyś zamiast opcji "odpowiedz cytując" u
                      > żywała "odpowiedz"?
    • baabcia Re: "nielojalność" 08.06.12, 16:31
      ludzie mają być obiektywni


      o zderzaku i oczekiwaniu wsparcia przy byle naprawie - w wątku rozwodowym?

      na to bym nie wpadła

      jestem potwornie nie lojalna w takim sensie
      • nihoa Re: "nielojalność" 08.06.12, 17:40
        forum rozwodowe jest jedynym z jakiego korzystam - więc napisałam tu.

        temat chyba nie taki błahy i off topic skoro powstał drugi w tym temacie i ma się dobrze.

        tak oczekuję od mojego partnera wsparcia - nawet przy byle naprawie. on może liczyć na to samo i nie widzę w tym nic zlego.
        • baabcia Re: "nielojalność" 08.06.12, 19:57
          poniekąd masz rację
        • bez_przekazu Re: "nielojalność" 08.06.12, 20:20
          kobiety zawsze daja z siebie wiecej, ale na szczescie do czasu.

          nihoa napisała:

          > forum rozwodowe jest jedynym z jakiego korzystam - więc napisałam tu.
          >
          > temat chyba nie taki błahy i off topic skoro powstał drugi w tym temacie i ma s
          > ię dobrze.
          >
          > tak oczekuję od mojego partnera wsparcia - nawet przy byle naprawie. on może li
          > czyć na to samo i nie widzę w tym nic zlego.
        • heksa_2 Re: "nielojalność" 08.06.12, 20:29
          Ja cię popieram w 100% Nihoa, miałaś prawo oczekiwac wsparcia.
          • bez_przekazu Re: "nielojalność" 08.06.12, 20:38
            albo przynajmniej gosciu mogl sie nie odzywac,ale nie,odezwala sie meska solidarnosc! a potem sie po latach dziwia,ze kobiety traca do nich zaufanie i odchodza.


            heksa_2 napisała:

            > Ja cię popieram w 100% Nihoa, miałaś prawo oczekiwac wsparcia.
        • mola1971 Re: "nielojalność" 08.06.12, 22:12
          nihoa napisała:
          > tak oczekuję od mojego partnera wsparcia - nawet przy byle naprawie. on może li
          > czyć na to samo i nie widzę w tym nic zlego.

          I Twoje prawo tak myśleć i chcieć. Tylko może zapytaj partnera, czy on tak samo myśli i czy tego samego oczekuje. Bo wiesz, ludzie różni są. Mnie np. takie bezwarunkowe wsparcie by wkurzało. Od ludzi bliskich oczekuję, że czasem (gdy robię coś głupiego) mną potrząsną. Nie muszę brać sobie do serca ich zdania, ale mogę. I za to cenię przyjaciół - za to, że mówią co myślą, a nie to, co ja chciałabym usłyszeć. A ta druga osoba ma być przede wszystkim przyjacielem.
    • woda_woda Ciekawe. 08.06.12, 22:27
      Znaczy - gdybyś twierdziła, że Ziemia jest płaska, twój partner powinien się z tym zgodzić?
      • zmeczona100 Nie wspólne poglądy, tylko wspólne cele 09.06.12, 14:10
        W tym własnie ma zastosowanie lojalność- we wspólnie wypracowanych decyzjach, kompromisach, celach itp.
        Doprawdy, nie sądziłam, że sprawy tak oczywiste wymagają wyjaśnień.
        • tricolour A jaki to był wpólny cel... 09.06.12, 14:19
          ... w opisanej sytuacji?

          Skoro mówisz o lojalności w sensie wspólnych celów, to w jakim celu oboje pojechali do mechanika, którego tylko mogli podejrzewać wyrządzenie szkody? Ba, nawet nie o wyrządzenie, a tylko o możliwość wyrządzenia tej szkody przez KOGOŚ na terenie jego warsztatu.

          No, jaki był ten cel?
          • zmeczona100 Re: A jaki to był wpólny cel... 09.06.12, 14:39
            Pisałam wyżej i nie chce mi się powtarzać. Za to z chęcią poczytam Twoją odpowiedź na to pytanie.
            • tricolour Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 15:07
              ... gdy pytanie niewygodne. Odważna to nie jesteś. Wręcz przeciwnie - tchórz.

              Bo celem były pieniądze za usterkę, której nie można udowodnić. Jak to się nazywa?
              • woda_woda Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 15:21
                tricolour napisał:


                > Bo celem były pieniądze za usterkę, której nie można udowodnić. Jak to się nazy
                > wa?

                Próba wyłudzenia.
                • zmeczona100 Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 15:25
                  Próba wyłudzenia ma miejsce wtedy, gdy ktoś domaga się czegoś niesłusznie. Tu nie ma mowy o niesłuszności żądań, tylko o tym, że ich nie można udowodnić.
                  • woda_woda Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 15:46
                    zmeczona100 napisała:

                    > Próba wyłudzenia ma miejsce wtedy, gdy ktoś domaga się czegoś niesłusznie.

                    No właśnie.
                    Autorka równie dobrze mogła uszkodzić zderzak wracając z warsztatu do domu.

                    Przykro mi, ale jeśli odbierasz sprzęt z naprawy i stwierdzasz, że jest z nim wszystko OK, a na drugi dzień zauważasz na nim jakąś rysę, pretensje możesz mieć tylko do siebie.
                    • zmeczona100 Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 15:53
                      > No właśnie.
                      > Autorka równie dobrze mogła uszkodzić zderzak wracając z warsztatu do domu.

                      To na tym forum obowiązuje jakaś zasada, że nie bierzemy na serio tego, co piszą inni?

                      > Przykro mi, ale jeśli odbierasz sprzęt z naprawy i stwierdzasz, że jest z nim w
                      > szystko OK, a na drugi dzień zauważasz na nim jakąś rysę, pretensje możesz mieć
                      > tylko do siebie.

                      Pisałam o tym wcześniej, a nawet wczoraj. Ale niech tam:

                      to, że bez dowodu mechanik miały uznać, że to jego wina, jest prawdopodobne na 50%, bo jednak zdarzają się wśród nich także ci uczciwi.

                      Problem w wątku nie dotyczył postawy mechanika, ale partnera autorki.
                      • woda_woda Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 16:12
                        zmeczona100 napisała:


                        > Problem w wątku nie dotyczył postawy mechanika, ale partnera autorki.

                        Partner autorki postąpił słusznie i uczciwie.

                        • zmeczona100 Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 16:21
                          > Partner autorki postąpił słusznie i uczciwie.

                          Wobec kogo?
                          • ewela1_1 Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 16:27
                            A skąd wiadomo jakie mąz miał zdanie wcześniej? Autorka tego nie napisała, a to, że pojechał? Podobno to jakiś zaprzyjaźniony mechanik..
                            -------------
                            "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa
                            • zmeczona100 Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 17:17
                              > A skąd wiadomo jakie mąz miał zdanie wcześniej?

                              Bo gdyby miał przeciwne, to autorka napisałaby to i nie była zaskoczona, że później ją olał.

                              Autorka tego nie napisała, a to
                              > , że pojechał? Podobno to jakiś zaprzyjaźniony mechanik..

                              Jego, jej czy ich? Zresztą, o jakim zaprzyjaźnieniu mowa? Każdy, kto ma sprawdzonego mechanika jest z nim od razu zaprzyjaźniony? Czy zaprzyjaźniony mechanik ukrywałby uszkodzenie?
                              • ewela1_1 Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 17:31
                                A może żona to raptus i mąż pojechał z nią, żeby wyjaśnić sprawę na miejscu długo się nie zastanawiając? Z tego co autorka napisała nie obraził jej tam, grzecznie się zwrócił, że "kochanie, nie udowodnimy tego". Ja nie wiem, co było przed, bo dopóki autorka tego nie napisze to można gdybać...Co do mechanika to niczego nie ukrywał, bo nic nie zostało mu udowodnione, to ona popełniła błąd, że nie obejrzała dokładnie auta po odebraniu go z warsztatu i powinna mieć pretensje przede wszystkim do siebie.
                                -------------
                                "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa
                                • nihoa Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 19:53
                                  samochód odbieraliśmy razem - i naprawdę nie przyszło nam do głowy, żeby oglądać, czy nie ma uszkodzeń mechanicznych.

                                  w końcu serwisowany jest tam od 10 lat - miałam do mechanika pełne zaufanie.

                                  klejenie zderzaka - max 200 plm - średni koszt naprawy - 1500-2000.

                                  opowieść mechanika o zawracającej lawecie, ktora zahaczyła auto od spodu - bezcenna. gdyby laweta zahaczyła zderzak od spodu wyrwałaby go z korzeniami.

                                  byłam pewna, że sprawa zakończy się polubownie - ale mechanik właśnie takimi opowieściami zrobił z siebie kretyna - zaznaczam, że rozmowa odbywała się przy krawężniku, idealnie wysokością pasującym do mojego zderzaka (porysowanym zresztą - podobno od piaskarki - "bo zimą jest tu dużo sniegu"-).

                                  i tak naprawdę mam gdzieś te 200 pln - bo zderzak sobie skleję.

                                  ale faceta chyba do mechanika więcej nie wezmę - bo mechanik opowiadał takie bzdury, że bardzo łatwo było mu udowodnić, że nie ma racji, co też zrobiłam. sama;-/

                                  chyba, że zacznę oddawać kluczyki partnerowi i odbierać auto już naprawionewink

                                  i nie wiem, czy jego spokój a mój temperament ma tu coś do rzeczy Molkawink

                                  • tricolour Krawężnik nadleciał i uszkodził zderzak? 09.06.12, 21:39
                                    Jak rozumieć ten szczegół: "zaznaczam, że rozmowa odbywała się przy krawężniku, idealnie wysokością pasującym do mojego zderzaka (porysowanym zresztą - podobno od piaskarki - "bo zimą jest tu dużo sniegu"-).

                                    Plastikowy zderzak (bo da się skleić) zarysował granitowy krawężnik?
                                • zmeczona100 Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 20:55
                                  > A może żona to raptus i mąż pojechał z nią, żeby wyjaśnić sprawę na miejscu dłu
                                  > go się nie zastanawiając?

                                  Znaczy co- o tym, że jest raptusem dowiedział się dopiero na miejscu, dopiero teraz? A może on działa pod wpływem impulsu, emocji? To ja podziękowałabym za taką znajomość, bo zdecydowanie wolę przewidywalność i rozsądeksmile
                                  • ewela1_1 Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 23:02
                                    Ah, znudził mi się już ten temat big_grin
                                    -------------
                                    "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

                                    Cała w trawie
                          • woda_woda Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 16:47
                            zmeczona100 napisała:

                            > > Partner autorki postąpił słusznie i uczciwie.
                            >
                            > Wobec kogo?
                            >

                            Uczciwym nie jest się "wobec kogo" tylko w ogóle.
                            • zmeczona100 Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 17:20
                              No ba. To się popisał uczciwością tak w ogóle smile
                              Uczciwość "w ogóle" nie dopuszczałaby możliwości odmowy zeznań przeciw swoim najbliższym. Jak uczciwość, to uczciwość. Zerknij do Słownika Wyrazów Obcych i znajdź hasło "lojalność" smile
                    • zabelina Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 15:57
                      woda_woda napisała:

                      > Autorka równie dobrze mogła uszkodzić zderzak wracając z warsztatu do domu.

                      Czy Ty Woda_woda, jak prowadzisz samochód, nie zauważasz momentu, kiedy najeżdżając na wysoki krawężnik lub inną przeszkodę uszkadzasz sobie samochód?? Gratuluję w takim razie umiejętności kierowcywink I przytomności umysłu. I chciałam przypomnieć, że dyskusja toczy się na temat nielojalności partnera, a nie chęci bezprawnego wyłudzenia pieniędzy od właściciela warsztatu.
                      Osobiście uważam, że partner jeśli ma inne zdanie niż ja w takiej sytuacji, nie jedzie ze mną do warsztatu. Mówi mi wcześniej, że uważa, że roszczenia są bezpodstawne lub nie do udowodnienia i pozostawia sprawę do załatwienia samej. Jeśli jednak ostatecznie wybiera się ze mną do warsztatu, bo uważa, że mam rację w sporze z mechanikiem, stoi za mną w tej sytuacji murem. I tak ja widzę lojalność.
                      • woda_woda Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 16:14
                        zabelina napisała:

                        > dyskusja toczy się na temat nielojalności partnera

                        Słusznie.

                        Osobiście uważam, że każdy powinien postępować zgodnie z sobą samym, nie zaś zgodnie z czyimiś oczekiwaniami, bo to do niczego dobrego prowadzić nie może.
                        • zmeczona100 Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 16:20
                          > Osobiście uważam, że każdy powinien postępować zgodnie z sobą samym, nie zaś zg
                          > odnie z czyimiś oczekiwaniami, bo to do niczego dobrego prowadzić nie może.

                          Pamiętaj o tym, kiedy szef opieprzy Cię wobec Twoich współpracowników i nie leć wtedy ze skargą na mobbing smile
                          • woda_woda Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 16:46
                            zmeczona100 napisała:


                            > Pamiętaj o tym, kiedy szef opieprzy Cię wobec Twoich współpracowników i nie leć
                            > wtedy ze skargą na mobbing smile

                            Nie mam szefa.
                            A gdybym miała i gdyby mnie opieprzył i miałby rację, mogłabym tylko przeprosić.
                            • zabelina Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 17:01
                              woda_woda napisała:

                              > Nie mam szefa.
                              > A gdybym miała i gdyby mnie opieprzył i miałby rację, mogłabym tylko przeprosić
                              > .
                              A gdyby nie miał?
                              • woda_woda Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 17:09
                                zabelina napisała:

                                > woda_woda napisała:
                                >
                                > > Nie mam szefa.
                                > > A gdybym miała i gdyby mnie opieprzył i miałby rację, mogłabym tylko prze
                                > prosić
                                > > .
                                > A gdyby nie miał?

                                A to byśmy podyskutowali.
                                • zmeczona100 Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 17:12
                                  > A to byśmy podyskutowali.

                                  big_grin
                      • zmeczona100 Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 16:19
                        zabelina napisała:


                        > Osobiście uważam, że partner jeśli ma inne zdanie niż ja w takiej sytuacji, nie
                        > jedzie ze mną do warsztatu. Mówi mi wcześniej, że uważa, że roszczenia są bezp
                        > odstawne lub nie do udowodnienia i pozostawia sprawę do załatwienia samej. Jeśl
                        > i jednak ostatecznie wybiera się ze mną do warsztatu, bo uważa, że mam rację w
                        > sporze z mechanikiem, stoi za mną w tej sytuacji murem. I tak ja widzę lojalnoś
                        > ć.

                        I dokładnie tak samo to rozumiem i staram się to przemycić w tym wątku. Ale niektórym nawet napisanie wprost nie wystarcza wink
                        • woda_woda Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 16:49
                          zmeczona100 napisała:


                          > I dokładnie tak samo to rozumiem i staram się to przemycić w tym wątku. Ale nie
                          > którym nawet napisanie wprost nie wystarcza wink

                          Nie wystarcza do czego?
                          Żeby się z tobą zgodzić dlatego, że ty tak chcesz?
                          • zmeczona100 Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 17:21
                            > Żeby się z tobą zgodzić dlatego, że ty tak chcesz?

                            Etam, wystarczy podać inną definicję lojalności- z innego źródła.
                            • woda_woda Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 17:47
                              zmeczona100 napisała:


                              > Etam, wystarczy podać inną definicję lojalności- z innego źródła.
                              >

                              Przeecież została ci podana:
                              forum.gazeta.pl/forum/w,24087,136464395,136503882,Re_wg_SWO.html?wv.x=2
                              Zdaje się, że masz prblem z rzetelnością, co po lekturze tego, co piszesz - nie dziwi.
                              • zmeczona100 Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 20:41
                                To najpierw sprawdź sama, co się kryje pod tym linkiem big_grin
              • zmeczona100 Re: Stary sposób - woda w usta... 09.06.12, 15:22

                forum.gazeta.pl/forum/w,24087,136464395,136501622,jaja_sobie_robicie_.html
                Jak rozumiem, pytanie było z tych niewygodnych, więc nie odpowiedziałeś. No cóż, tchórz widać jesteś.

                Do drugiej części wypowiedzi nie będę się odnosić, bo już o tym pisałam wczoraj, i to w dokładnie tymże wątku.
                • tricolour Szukać mi się nie chciało... 09.06.12, 21:50
                  ... zadajesz pytanie wprost, kończysz znakiem zapytania jak człowiek. Proste. Gdy zaś wysyłasz mnie żebym szukał o co gdzieś pytałaś, to mam to w dupie. Też proste. Lenistwo i olewactwo, nie tchórzostwo.

                  A facet pojechał - jeśli to jest to pytanie, bo wywlekać z długiego postu kolejnych zapytań mi się nie chce - to właśnie po to, że może miał nadzieję, że coś da się wyrwać. Może liczył, że mechanik sam się przyzna? Zresztą niech napisze po co jechał skoro to facet autorki. Ja uważam, że jechał licząc, że ktoś uzna reklamacje po odejściu od kasy. Gdy się okazało, że nic nie wskóra, to postąpił uczciwie, mówiąc że szkody nie da się udowodnić. Bo nie da się udowodnić. Koniec tematu.

                  Ale baba kłapie dalej...
                  • zabelina Re: Szukać mi się nie chciało... 09.06.12, 22:21
                    tricolour napisał:

                    >
                    > Ale baba kłapie dalej...

                    O swojej babie też z takim lekceważeniem mówisz? Dla mnie taki sposób wypowiedzi dyskwalifikuje jakąkolwiek merytorykę...uncertain
                    Obniżasz loty Tri.
                    • tricolour Ocena mojego latania... 10.06.12, 09:25
                      ... należy do mnie. Jestem z niej zadowolony.

                      A baba kłapie, bo z zarysowanego zderzaka, tak zarysowanego, że trzeba się aż przyjrzeć, robi problem. To jest co najwyżej kłopot na jedno popołudnie, nie problem. Ten kłopot to świadmść własnej niedoskonałości (też nowina!) oraz irytacja na siebie - irytacja to jest clou sprawy.

                      Bo baba jest poirytowana tym, że na czas nie zauważyła szkody. Gdyby była to baba dojrzała, to by na irytacji poprzestała i uczyniła energetyczne uczucie bodźcem do szczególnej uwagi na przyszłość. Jednak mamy do czynienia z osobą niedojrzałą, która irytację na samą siebie zamienia na złość na partnera, a w końcu na agresję wymierzoną przeciw niemu: oczekując lojalności od faceta wywleka domowe sprawy na publicznym forum. Mało tego: uważa za lojalność stawanie murem nawet wbrew logice, wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew prawdzie. Nie zauważa (nie tylko ona) że lojalność partnerska jest częścią lojalności w ogóle.
                      • zmeczona100 Re: Ocena mojego latania... 10.06.12, 21:07
                        tricolour napisał:

                        Mało tego: uważa za lojalność stawanie murem naw
                        > et wbrew logice, wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew prawdzie. Nie zauważa (nie ty
                        > lko ona) że lojalność partnerska jest częścią lojalności w ogóle.

                        To jest dojrzałe podejście. Nic tylko powielać.
                        Jacyż niedojrzali byli Polacy, którzy ukrywali Żydów. I jacyż nielojalni byli ich sąsiedzi.

                        Gratuluję, Tri.
                        Ręce opadają.
                        • tricolour Dziękuję, masz za co gratulować... 10.06.12, 21:26
                          ... więc przyjmuję gratulacje z przyjemnością.

                          Żydów nie ukrywano dla zabawy w chowanego, nie taki był cel. Ukrywanie było sposobem, nie celem. Celem było ratowanie życia. Ratowanie życia jest zgodne z logiką, zdrowym rozsądkiem i prawdą.
                          • zmeczona100 Re: Dziękuję, masz za co gratulować... 10.06.12, 21:29
                            Bądź konsekwentny- to było niezgodne z prawem. Jak rzekoma próba wyłudzenia pieniędzy od mechanika smile

                            zgodne z log
                            > iką, zdrowym rozsądkiem i prawdą

                            było uszkodzenie samochodu w warsztacie.
                            • tricolour Z czyim prawe było niezgodne? 10.06.12, 21:33
                              Może z Żydowskim? Polskim? Niemieckim? A może nazistowskim?

                              Weź się już bardziej nie kompromituj bo i tak już wlazłaś w gie.
                              • zmeczona100 Re: Z czyim prawe było niezgodne? 10.06.12, 21:38
                                Z prawem obowiązującym wtedy na terytorium naszego kraju smile
                                • tricolour Czyje to było prawo? 10.06.12, 21:40
                                  Jasno, konkretnie: czyje?
                                  • zmeczona100 Re: Czyje to było prawo? 10.06.12, 21:42
                                    Poszukaj w podręczniku do historii smile
                                    I nie odbiegaj od tematu smile
                                    • tricolour Czy ja to napisałem? 10.06.12, 21:45
                                      Woda w usta gdy niewygodnie?
                                      • zmeczona100 Re: Czy ja to napisałem? 10.06.12, 21:55
                                        Tri, coś z logiką u Ciebie nie bardzo.
                                        Prawo, które mówi o tym, że słowo nie wystarczy, tylko trzeba określonego postępowania (obejrzeć rzecz przed przyjęciem) też ktoś kiedyś stworzył- czy się komuś podoba, czy nie, to musi się tego trzymać, inaczej są konsekwencje.
                                        Identyko jak z Żydami (nie mówię o słuszności czy nie, ale o fakcie, że obowiązywało).
                      • nihoa Re: Ocena mojego latania... 10.06.12, 21:58
                        gratuluję,

                        umiejętności dyskusji, kultury, rzeczowości.

                        ale najbardziej - wysokiej samooceny i wyobraźni - "granitowy krawężnik" - równie prawdziwy jak reszta Twoich wyobrażeń.

                        czasami warto coś przeczytać (wyjątkowo na trzeźwowink zanim się skomentuje.

                        pozdrawiam

                        kłapiąca baba o szczeniackich oczekiwaniach. niedojrzała oczywiście.

                        Molka a z Tobą się policzę osobiście - ja Ci dam kaszankę;-P
                        • mola1971 Re: Ocena mojego latania... 10.06.12, 22:08
                          O! Tak, tak! Koniecznie musisz się ze mną policzyć big_grin
                          A ja Ci wystawię rachunek za Szczyrk tongue_out A dokładnie za to, że Cię tam nie było sad
                        • tricolour Krawężniki są granitowe z definicji... 10.06.12, 23:12
                          ... czasem używa się betonowych, ale rzadziej, bo szybko erodują na mrozie i mechanicznie słabsze, a wymiana droga. Gdyby był drewniany, to by zderzaka nie zarysował.

                          A emocjonalność Twojej odpowiedzi wynika z celności mojej. Proste.
                  • zmeczona100 Re: Szukać mi się nie chciało... 10.06.12, 21:11
                    tricolour napisał:

                    > ... zadajesz pytanie wprost, kończysz znakiem zapytania jak człowiek. Proste. G
                    > dy zaś wysyłasz mnie żebym szukał o co gdzieś pytałaś, to mam to w dupie. Też p
                    > roste. Lenistwo i olewactwo, nie tchórzostwo.

                    hehe, podwójne standardy?

                    Jeśli lenisz się na tyle, że zabierasz głos w sprawie, o której nawet nie przeczytałeś (moja wypowiedź) i olewasz to, jakby jej nie było, to też nazwij to tchórzostwem. Bądź konsekwentny.
                    • tricolour Bijesz pianę... 10.06.12, 21:30
                      ... normalne gdy rozmowa skręca w niewygodną stronę. Moje zabranie głosu polegało na napisaniu, że mam w dupie to czego nie chce mi się szukać.
                      • zmeczona100 Re: Bijesz pianę... 10.06.12, 21:32
                        A ja mam w dupie tych, którzy próbują dyskusji bez wcześniejszego poznania sprawy smile

                        Coś Ci rodzicielstwo nie służy, zbytnioś nerwowy i łatwo wyprowadzić Cię z równowagi.
                        • tricolour Wyjdziesz za mąż, urodzisz dziecko... 10.06.12, 21:39
                          ... pogadamy jak równy z równym.
                          • zmeczona100 Re: Wyjdziesz za mąż, urodzisz dziecko... 10.06.12, 21:43
                            big_grin
                            To se ne wrati smile
                            • tricolour Wiadomo... 10.06.12, 21:48
                              ... a jak Twoje plany na przyszłość? Też świetlane choć okupione ceną podobną ząbkowania?
                              • zmeczona100 Re: Wiadomo... 10.06.12, 21:58
                                Moje plany? Oczywiście, że świetlane. Teraz mam takie możliwości, że tylko z nich korzystać smile
                                • tricolour To świetnie... 10.06.12, 23:06
                                  ... a ja życzę Ci tego, czego Ty mnie. Tak wygląda sprawiedliwośc i lojalność.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka