Dodaj do ulubionych

Co jest normą dla naszych dzieci?

24.07.07, 16:17
Czytając uważnie "trędowaty" wątek , zaczęłam sie zastanawiać , co jest lub
będzie normą dla naszych dzieci.

Moja młoda ma dużo koleżanek , których rodzice się rozeszli , zna kilku moich
forumowych znajomych , moje koleżanki-singielki "od urodzenia"... To staje
się dla niej chyba normą.
Z jednej strony akceptacja takiego stanu rzeczy przez moje dorastające
dziecko mnie cieszy , ale czasem myślę na ile wpłynie to na jej podejście do
życia w związku..

Powaliła mnie niedawno , kiedy na widok panny młodej , która będąc w centrum
zainteresowania , byłą obfotografowywana na wrocławskim rynku , rzuciła od
niechcenia:
"O! Następna kandydatka do waszego forum! Ciekawe , czy już nicka sobie
wybrała?"

I co Wy na to?
Obserwuj wątek
    • sylwiamich Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 16:34
      Ja...dziecko rozwódki.Po 11 latach odeszłam.
      Moja koleżanka.Dziecko pełnej rodziny.Do dnia dzisiejszego tkwi w związku z
      facetem który ja zdradza.Chociaż coraz częściej mówi o rozwodzie.Jak to
      powiedziała...jej ojciec po 50, po zawale serca bardzo się w stosunku do mamy
      zmienił...ona tez chce poczekać.
      Norma...czy rozwód to coś złego?Nie...
      To duzo lepiej niż tkwienie w syfie...dla zasady.I tego chcę nauczyć moje
      dzieci.
    • menab Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 16:38
      W sumie to zareagowała chyba normalniewinkna dzisiejsze czasy.Tak naprawdę to ja
      tak samo myślę jak widzę pannę młodą.Zjawisko takie nie wzbudza już sensacji, a
      skoro doznała to na własnej skórze to i żartuje w ten sposób.
      • crazyrabbit Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 16:52
        Mnie ta jej reakcja po prostu zastanowiła. Moja młoda jest osóbką bardzo bystrą
        i inteligentną , a jej poczucie humoru jest czasem dość osobliwe (ma to po
        mnie smile), więc czasem coś osobliwego palnie.

        Ale chciałam wiedzieć , jak w tej sytuacji odnajduja się Wasze dzieci.
        • menab Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 19:02
          Moja młoda ma 10 lat, a jak zostałyśmy same to miała 7.Nie wiem jakie będą jej
          reakcje na postrzeganie rodziny.Dzisiaj tego nie wiem.Ale w szkole jak
          przerabiali temat rodziny to pani kazała przynieść zdjęcia rodziców lub osobno
          mamy i taty.Kilkoro dzieci w klasie pochodzi z rozbitych rodzin (na 26 dzieci
          chyba z 10) i niektóre funkcjonują już w nowych, więc jest przypisana niejako
          w "standard", ale nie wiem jak się odnajdzie w przyszłośći.Mogę gdybać, że się
          postaram, etc., ale jak to będzie czas pokaże.
    • tricolour Normą będzie własny rozwód... 24.07.07, 16:42
      ... bo właśnie uczysz dziecka samotnego życia i samotnego wychowania dziecka. Na
      dodatek nie jesteś w stanie przekazać dziecku jakiegokolwiek wizerunku
      mężczyzny, co pewnie zaoowcuje nieumiejętnością dokonywania wyborów.
      • menab Re: Normą będzie własny rozwód... 24.07.07, 16:47
        Masz rację Tri, to nie chcdzi o rodzinę bez ojca, ale w ogóle bez mężczyzny.I
        stąd potem te wzorce.
      • crazyrabbit Re: Normą będzie własny rozwód... 24.07.07, 16:48
        A myslisz Tri , że lepiej byłoby gdyby "wzorzec mężczyzny" codziennie wszczynał
        awantury , wyzywał matkę od szmat , popijając drugie piwko?

        Właśnie od takiego "wzorca" uciekłam... Bo to spaczyło by jej postrzeganie
        świata bardziej niż obracanie się w otoczeniu ludzi samotnych , ale
        szczęśliwych.
        • tricolour A co znaczy "lepiej" wobec patologii? 24.07.07, 16:55
          Lepszym było każde rozwiązanie od pozostania w chorym związku- uciekać było
          bardzo dobrym wyjściem jeśli za punkt odniesienia weźmiemy patologię.

          Ale patologia minęła i Twoja decyzja rodzi dalsze konsekwencje, teraz wynikające
          życia w rodzinie niepatologicznej, ale też niepełnej.
          • crazyrabbit Szukam fajnego faceta!!!! 24.07.07, 17:01
            Ale patologia minęła i Twoja decyzja rodzi dalsze konsekwencje, teraz wynikając
            > e
            > życia w rodzinie niepatologicznej, ale też niepełnej.

            Masz racje Tri , zaczynam poszukiwania , im prędzej tym lepiej. Bo jak się
            zestarzeję i zramoleję to nikt mnie nie zechce.
            A tak chociaż wzorzec będzie tongue_outPPP
            • tricolour Jestem spokojny. 24.07.07, 17:02
              No... o to, że znajdziesz. Powaga.

              tongue_outPPP
              • crazyrabbit Re: Jestem spokojny. 24.07.07, 17:10
                No co Ty , Tri! Mój kolega ostatnio z poważną mina stwierdził , że ja faceta
                nie znajdę. Czemu? Bo mam silny charakter i nie prasuję koszul!

                tongue_outPPPPPP
                • tricolour Z tego, co mówi Twój kolega... 24.07.07, 17:21
                  ... wynika, że ma on słabszy charakter od Twojego i chce, by mu prasować
                  koszule. Nic więcej.
          • misbaskerwill Tri, czy masz jakieś konkretne propozycje? 24.07.07, 17:04
            Czy pomożesz Jej stworzyć "pełną rodzinę niepatologiczną"?smile

            Bo, to że Crazyrabbit powinna wyjść za księcia z bajki, urodzić właściwą liczbę
            dzieciaków i żyć cholernie długo i szczęśliwie (i po katolicku, rzecz jasna), to
            Ona chyba wie bez Ciebie.
            tongue_out
            • tricolour Owszem mam... 24.07.07, 17:08
              ... odrzucić skrajności: szukania księcia z bajki, rodzenia bandy, zycia za
              długo i powziąć decyzję, że czas życia w pojedynke właśnie się skończył.

              Znaczy rozejrzeć się za facetem.
              • czamon Re: Owszem mam... 24.07.07, 19:59
                tricolour napisał:

                > ... odrzucić skrajności: szukania księcia z bajki, rodzenia bandy, zycia za
                > długo i powziąć decyzję, że czas życia w pojedynke właśnie się skończył.
                >
                > Znaczy rozejrzeć się za facetem.


                po co?
            • crazyrabbit Re: Tri, czy masz jakieś konkretne propozycje? 24.07.07, 17:11
              Misiek , z tymi dzieciakami i życiem po katolicku , to pojechałeś po
              bandzie big_grinDD
              • sylwiamich Re: Tri, czy masz jakieś konkretne propozycje? 24.07.07, 17:18
                tego jednego nie możesz juz króliku...chyba że białe małżęństwo...a jak świat
                światem stoi króliki to chyba lubia seks?
                • crazyrabbit Re: Tri, czy masz jakieś konkretne propozycje? 24.07.07, 17:20
                  sylwiamich napisała:

                  > tego jednego nie możesz juz króliku...chyba że białe małżęństwo...a jak świat
                  > światem stoi króliki to chyba lubia seks?

                  Dyplomatycznie nie odpowiem na to pytanie na forum publicznym big_grinDD
                  • tricolour Odwagi! 24.07.07, 17:21
                    Wszyscy lubimy seks !!!
                    • sylwiamich Re: Odwagi! 24.07.07, 17:25
                      tricolour napisał:

                      > Wszyscy lubimy seks !!!


                      Tri...taki duży chłopiec i taki głupi...nie wszyscy.Mój były nie
                      znosił...zawsze oczy biblią zasłaniał, a czasami to nawet rzucał nia we mnie.I
                      to juz była przemoc..nie?
                      • tricolour Wyszłaś za księdza? 24.07.07, 17:29
                        Hm...

                        tongue_outP
                    • crazyrabbit Uwielbiam sex!!! 24.07.07, 17:30
                      Tri zadowolony? Nio!
                      • sylwiamich Re: Uwielbiam sex!!! 24.07.07, 17:32
                        Były ministrantsmile))-były mążsmile))
                      • tricolour Na razie oblizuję się smakiem... 24.07.07, 17:38
                        ... więc droga do pełnego zadowolenia daleka...
                        • crazyrabbit Re: Na razie oblizuję się smakiem... 24.07.07, 17:40
                          Hmmm.... a co tak namiętnie oblizujesz?
                          • tricolour Wargi oblizuję... 24.07.07, 17:44
                            ... znaczy te tutaj, pod nosem. Tamte też mogą byc po nosem...

                            Idź do licha!

                            smile)
                            • crazyrabbit Re: Wargi oblizuję... 24.07.07, 17:52
                              ... sam idź w cholerę , bo mi się tu przez Ciebie kojarzy tongue_outPPP
                        • sylwiamich Re: Na razie oblizuję się smakiem... 24.07.07, 17:40
                          Proponuję samozadowolenie...higienicznie, zawsze do końca.
                          • crazyrabbit Re: Na razie oblizuję się smakiem... 24.07.07, 17:42
                            Sylwia , to nie to forum!
                            BSWM tongue_outPP
                          • sylwiamich Re: Na razie oblizuję się smakiem... 24.07.07, 17:42
                            No a u mnie chyba zbyt duzo porównań...i wszystkie na niesad
                            • sylwiamich Re: Na razie oblizuję się smakiem... 24.07.07, 17:44
                              Jak to nie?To rozwodnicy seksu nie uprawiają?
    • turzyca Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 16:50
      Mysle, ze to zalezy przede wszystkim od jednostki. Czym innym jest kobieta bita
      i zdradzana przez lata i porzucona, ktora z tym sobie nie umie poradzic, a czym
      innym ta sama kobieta, ktora te traume przepracowala, jest swiadoma swojej sily.

      Mysle rowniez, ze "rozwodowosc" dziecka (a jest to moje prywatne przemyslenie,
      niekoniecznie psycholog musi sie z tym zgodzic) zalezy od tego, jakie wzorce
      relacji, stosunkow do innego czlowieka ma ono w najblizszym otoczeniu. Czasem
      trwajace malzenstwo jest duzo gorszym przykladem niz malzenstwo rozwiedzione.
      Wniosek taki wyszedl mi na podstawie zachowania w zwiazkach roznych moich
      znajomych, ktorych rodzicow tez znam. Zbyt czesto dzieci z rodzin pelnych ale
      konfliktowych radza sobie gorzej niz te z rozwiedzionych ale ugodowych.
      Czyli nic nie jest przesadzone.
      • sylwiamich Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 16:57
        ja myślę że pewne stereotypowe sposoby myślenia wzięły się ze starszych...juz
        niedzisiejszych czasów.Kiedys rozwód był praktycznie nie do pomyślenia.Kobiety
        nie pracowały, nie miały nic, były zależne od mężów.Rozwódki były podejrzane
        moralnie i odrzucane przez społeczeństwo.Ale teraz jest inaczej.Mam dość
        Dulszczyzny.
        • sylwiamich Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 17:00
          Tri...według współczesnej psychologii rodzina niepełna to rodzina
          dysfunkcyjna.Z wieloma innymi założeniami też sie nie zgadzam zresztą
          • sylwiamich Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 17:01
            Króliku...dalej to Ci się córa zakocha i daj Boże żeby nie w palancie.
            • sylwiamich Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 17:04
              No ....ale nie będzie siedziała na forum "zdradzone żony kontra kochanki"
              lub "brak seksu w małżeństwie".
              Każdy ma swoje forum i tyle.I musi sklejać swiój świat.Tyle że tutaj z dna
              idzie sie do góry, na innyc forach czasami jest to droga w dół
            • crazyrabbit Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 17:16
              sylwiamich napisała:

              > Króliku...dalej to Ci się córa zakocha i daj Boże żeby nie w palancie.

              No właśnie. W końcu palantów niestety nie brakuje sad
      • crazyrabbit Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 16:58
        > Mysle rowniez, ze "rozwodowosc" dziecka (a jest to moje prywatne przemyslenie,
        > niekoniecznie psycholog musi sie z tym zgodzic) zalezy od tego, jakie wzorce
        > relacji, stosunkow do innego czlowieka ma ono w najblizszym otoczeniu.

        Z tym się zgodzę , chociaż psychologiem nie jestem smile
        Staram się przekazać młodej jak najlepsze wzorce , nie tłumaczę jej , że faceci
        to świnie (chociaż czasem na usta się samo ciśnie). O exie nie mówię wiele , bo
        mogłoby mi się coś uszczypliwego wymsknąć.
        Ale juz widzę , że zaszczepiłam w niej odpowiedzialność i chęć bycia
        niezależnym i samowystarczalnym człowiekiem.

        Tylko co dalej?
        • tricolour Jak to co dalej? 24.07.07, 17:01
          Zacznie poznawać kolegów, sympatyzować, zakochiwać się. Jeśli do czasu
          małżeństwa wyrobi w sobie świadomość czego chce, to może wybierze trafnie.
          Gdy nie wyrobi, to się wyda za kogoś, potem rozwiedzie i przyjdzie na forum
          (psychologa, nigdzie) posklejać rozwalony świat.
    • wiona11 Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 16:54
      Super, że wyjęłaś to z mojego wątku. Myślę o tym czasem, jak bardzo pokazujemy
      naszym dzieciakom, że sakramentalny związek na całe życie takim już nie jest! I
      że łatwo jeden związek na całe życie zamienić na inny (też na całe życie). Jak
      bardzo zmieni się to pokolenie?
      My jeszcze w większości dorastaliśmy w atmosferze i przekonaniu, że rozwód jest
      czymś nienormalnym, jakąś złą ostatecznością. Nasze dzieci będą miały
      przekonanie, że to norma.
      A gdzie odpowiedzialność za rodzinę, urodzone w niej dzieci?
      Kanon, który przez wieki był podstawą społeczeństwa.
      Czy normą stanie się dla nich "tak się ożenię na próbę, spłodzę kilkoro dzieci,
      a jak mi sięprzestanie podobać, to sobie w każdej chwili zafunduję rozwód"?
      • crazyrabbit Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 17:08
        Bo to jest naprawdę ciekawy wątek , nad którym się troszkę zadumałam.

        > My jeszcze w większości dorastaliśmy w atmosferze i przekonaniu, że rozwód
        jest
        >
        > czymś nienormalnym, jakąś złą ostatecznością.

        Tak , dlatego miedzy innymi ja tkwiłam w związku , który był mocno nieudany.
        Moi rodzice co jakiś czas "delikatnie" dają mi do zrozumienia , że potępiają
        moją decyzję.
        Przecież nie pił , nie bił i jakąś kasę przynosił. Czego ja chcę?

        > A gdzie odpowiedzialność za rodzinę, urodzone w niej dzieci?
        Dlatego wole uczyc moje dziecko odpowiedzialności za swoje czyny sama. Według
        mojego kanonu.
        • wiona11 Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 17:20
          Odpowiedzialność za siebie.
          A za kogoś? Za bliskich? Nieważne?

          Wiesz, mam syna. Boję się, że z tą odpowiedzialnością za własne dzieci będzie
          miał problem.

          Kobiety zawsze muszą być odpowiedzialne - nie tylko za siebie.

          • crazyrabbit Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 17:25
            Odpowiedzialność za swoje czyny według mnie oznacza też odpowiedzialność za
            bliskich. Bo oni przede wszystkim odczuwają konsekwencje naszych czynów.
            • wiona11 Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 17:34
              A od kogo ma się nauczyć odpowiedzialności za bliskich? Od taty??? Bo tak się
              składa, że jest synusiem tatusia i cholernie się z nim utożsamia.
              Dużo z dziećmi rozmawiam, mówię, tłumaczę, odpowiadam na pytania.
              Ale nie jestem pewna, czy uda mi się pokonać "wychowawczą" moc przykładu.
              • crazyrabbit Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 17:35
                No to tego juz nie przeskoczysz.
                Chyba , że sobie znajdziesz porządny "wzorzec"... ale z tym to ciężko bedzie.
                • wiona11 Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 17:41
                  Nawet w Sevres nie mają, żeby odgapić...
                  • crazyrabbit Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 17:43
                    ....a odlew to nie to samo....
                    • wiona11 Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 17:48
                      Odlewy kruchutkie są na ogół... i blade takie...
                      • sylwiamich Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 17:49
                        O jakich odlewach mowicie...sie blondynkowato pogubiłam
                        • wiona11 Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 17:51
                          Wzorca, normalnie wzorca...
                          Do którego chyba wszyskie tęskinimy w głębi duszy...
                        • crazyrabbit Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 17:54
                          No o odlewach wzorca męskiego...
                          W necie sobie można zamówić i deklarują dyskretną wysyłkę , ale to wciąż nie to
                          samo... nie to samo...
                          • sylwiamich Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 18:02
                            Acha..taki na szafkę nocna do postawienia czy w szufladę?
                            • crazyrabbit Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 18:07
                              Z postawieniem (upss...) na szafkę to kłopot , bo dzieci zbytnio by sie
                              zainteresowały tym , hmmmm... wzorcem

                              smile)))))))))))))))))
              • tricolour Utożsamia się z ojcem... 24.07.07, 17:40
                ... bo to na razie jedyny dostępny wzorzec - nawet nie ma z kim porównać,
                naśladować, a przede wszystkim skonfrontować.
                • wiona11 Re: Utożsamia się z ojcem... 24.07.07, 17:45
                  Ano nie ma! O tym szczątkowo był między innymi mój "trędowaty" wątek. Gdyby
                  wokół były rodziny, może byłoby łatwiej.
      • turzyca Re: Co jest normą dla naszych dzieci? 24.07.07, 22:24
        "My jeszcze w większości dorastaliśmy w atmosferze i przekonaniu, że rozwód jest
        czymś nienormalnym, jakąś złą ostatecznością. Nasze dzieci będą miały
        przekonanie, że to norma. A gdzie odpowiedzialność za rodzinę, urodzone w niej
        dzieci? Kanon, który przez wieki był podstawą społeczeństwa."

        Nie mam sily napisac porzadnej odpowiedzi, ale chcialabym zwrocic uwage na kilka
        faktow:
        -odpowiedzialnosc za dzieci nie jest bezwarunkowo powiazana ze spedzaniem zycia
        z ich matka.

        -"dopoki smierc nas nie rozlaczy"
        1) Dopiero teraz szanse na dozycie przez obydwoje malzonkow lat sedziwych sa
        spore, a wiec i czas malzenstwa dlugi. Moi biedni kupcy co i rusz sie zenili i
        wychodzili za maz, bo smierc szalala bez przerwy. Albo i nie wychodzili bo np.
        corka Ulmana Stromera po smierci meza przeprowadzila sie do ojca i do konca
        zycia drugi raz za maz nie wyszla. Ale ilosc dzieci, ktore wychowywane byly
        przez ludzi, ktorzy ich nie splodzili, byla olbrzymia.
        2) Sprawa sprzed sadu koscielnego - facet pojechal w podroz sluzbowa, nie dawal
        znaku zycia, zostal uznany za zmarlego, zona wyszla powtornie za maz.
        3) Dlugie podroze sluzbowe jako standard czyli wiecznie nieobecny ojciec i
        matka, ktora prowadzi dom i czesc spolki (czyli nasze czasy to rowniez nic
        nowego). Tego faceta z punktu wyzej uznano za zmarlego, bo listow nie pisal, ale
        poza tym to nawet dosc krotko byl za granica, tylko trzy lata.

        -para malzenska jako podstawa spoleczenstwa - antropologiem nie jestem, wiec nie
        umiem wymienic licznych spolecznosci, w ktorych monogamiczna para nie byla
        podstawowa jednostka spoleczenstwa. Przede wszystkim odnosilo sie to do
        spoleczenstw matrylinearnych. Jakbysmy kiedys chcieli wracac do dyskusji to moge
        poszukac.
        Aha, zajrzalam na wiki:
        pl.wikipedia.org/wiki/Matrylinearny_system_pokrewie%C5%84stwa
        i juz wiem, ze ja czytalam dokladniej o Trobriandczykach. Fascynujace to bylo,
        musze kiedys do tego wrocic.
    • misbaskerwill będzie normalnie... 24.07.07, 17:18
      Normą jest to, co robi większość.

      Czy w przyszłości małżeństwa będą egzotyką, tak jak kiedyś konkubinat?
      Kto wie?
      Może nawet w naszym pobożnym kraju...
      Ale to nie ma znaczenia.

      Czy świadomość, że życie nie musi ułożyć się jak w bajce, że nad związkiem
      trzeba pracować, że należy uważnie dobierać partnera nie może równać się
      idealnemu wzorcowi świętej rodziny?

      Czasem, mając idealny wzorzec, udany związek własnych rodziców, można coś
      przegapić. Skoro im się udało, to mi też się uda...

      Może lepiej uczyć się na sukcesach niż pomyłkach, jednak trudno stwierdzić, co
      jest skuteczniejsze. Nie widziałem jeszcze recepty na życie (takiej działającej).
      Dlatego moim zdaniem lepiej, gdy człowiek sam widzi - tu się rozpadło, tu
      zawaliło, ale tamci są szczęśliwy.
      Zamiast recepty, przynajmniej niech mają pełny obraz.
      • crazyrabbit Re: będzie normalnie... 24.07.07, 17:22
        > Normą jest to, co robi większość.
        >
        > Czy w przyszłości małżeństwa będą egzotyką, tak jak kiedyś konkubinat?

        Biorąc pod uwagę tendencje chociażby europejskie , pewnie kiedyś tak może się
        stać.

        Tylko nie zapominajmy , że tą przyszłość będą kreować nasze dzieci...
      • wiona11 Re: będzie normalnie... 24.07.07, 17:27
        misbaskerwill napisał:
        że nad związkiem
        > trzeba pracować, że należy uważnie dobierać partnera

        Właśnie! Boję się, naszym młodym nie bardzo będzie się chciało. Bo po co, jak
        można wymienić na inny model?
        A skąd mają się nauczyć, jak mianowicie należy nad związkiem pracować? Kto
        pokaże i w jaki sposób, jak troszczyć się o partnera?
        Na ogół widzą wolną, samodzielną, zaradną, samowystarczalną mamusię, szczęśliwą
        jak nie wiem co!
        A relacji rodzinnych - małżeńskich sama mama nie nauczy.
        • maarcjanna Re: będzie normalnie... 24.07.07, 18:05
          a chłopiec? bo na razie mówicie o dzieciach dziewczynkach... jeżeli nie będę
          miała partnera , to zapewnię mu jakiś wzorzec?
          • tricolour Obawiam się, że nie... 24.07.07, 18:08
            ... nie nauczysz go między innymi, że facet ma byc opoką.
            • sylwiamich Re: Obawiam się, że nie... 24.07.07, 18:09
              No i dobrze...po co dzieciom wciskać kit?
              • sylwiamich Re: Obawiam się, że nie... 24.07.07, 18:12
                Sami musimy we własnych głowach pozbyć się różnych stereotypowych opinii.
            • crazyrabbit Re: Obawiam się, że nie... 24.07.07, 18:12
              tricolour napisał:

              > ... nie nauczysz go między innymi, że facet ma byc opoką.

              Kurcze , a jak znaleźć faceta , który byłby tą opoką?
              Jak na razie to czytając forumowe historie widzę , że opok brak.
              • tricolour Bo to specyficzne forum... 24.07.07, 18:17
                ... ludzi w trakcie rozwodu. Trudno byc opoką w takim razie...
                • crazyrabbit Re: Bo to specyficzne forum... 24.07.07, 18:19
                  Ale ja też myślę o tych facetach , których znam.
                  Opok brak.
                  A to forum jest raczej kiepskim miejscem na szukanie wzorców.
                • sylwiamich Re: Bo to specyficzne forum... 24.07.07, 18:20
                  Ale dlaczego facet ma być opoką? Czy to nie za duży ciężar dla niego? Chyba że
                  założymy że kobieta też ma być opoką...to oki.
                  Mam dość takich stereotypów.Facet ma być taki, a babka taka.
                  • crazyrabbit Re: Bo to specyficzne forum... 24.07.07, 18:21
                    Bo Tri jest zwolennikiem patriarchatu i zdewaluowanego w dzisiejszych czasach
                    pogladu na role kobiety i mężczyzny we współczesnym swiecie.
                    • tricolour Czy patriarchatu, to nie wiem... 24.07.07, 18:25
                      ... ale na pewno nie jestem zwolennikiem tzw. równości płci. Skoro płcie są
                      różne, to nie można mówić o równości.
                      • crazyrabbit Re: Czy patriarchatu, to nie wiem... 24.07.07, 18:30
                        Ale faceci są ewidentnie mniej "męscy" w dzisiejszych czasach (tylko
                        narcystyczne osobniki tkwią w przekonaniu o swej wyjątkowości) , a kobiety
                        świetnie sobie radzą w "niekobiecych" zawodach.

                        Chyba jednak obie płcie stają sie coraz "równiejsze".
                        • tricolour Stają się równiejsze. 24.07.07, 18:33
                          Chęć zrównania płci, głoszona przez kobiety, dotyczy głównie tych dziedzin
                          życia, gdzie kobiety mogą mieć profity - tu za przykład podaje się najczęściej
                          dysproporcje zarobków kadry menadżerskiej.

                          Jakoś nie słyszałem głosu żądającego np. podniesienia wieku emerytalnego i
                          zrównania go z męskim, chęci do pracy w kopalni czy hucie przy piecu.
                          • crazyrabbit Re: Stają się równiejsze. 24.07.07, 18:38
                            Co do podniesienia wieku emerytalnego , to były juz głosy kobiet w tej sprawie.
                            Według mnie , to niesprawiedliwe , że każe sie nam iść na emeryturę wcześniej ,
                            przez co jesteśmy (albo bedziemy) poszkodowane finansowo.

                            Co do pracy w ciężkich , tzw. "męskich" zawodach - po prostu kobiet się nie
                            przyjmuje...
                            • sylwiamich Re: Stają się równiejsze. 24.07.07, 18:52
                              Ale to są głupie argumenty...że się różni każdy.I nie ma co robić
                              hiperfeministycznych dywagacji.Bo ja też zacznę...jak będziecie poitrafili
                              urodzić i cycem wykarmić dziecko to pogadamy.I głupie się to wswzystko zaczyna
                              robić.
                        • sylwiamich Re: Czy patriarchatu, to nie wiem... 24.07.07, 18:33
                          A Sylwia bywa opoką i czasami pisze że nie ma juz siły...i pisac będzie...bo
                          Sylwia to blondynka jest i lubi swoja blondynkowatośc.A facet który chce ze mną
                          być, nie musi być moja opoką ale sylwię-blondynkę kochać musi bardzo.Poopokuję
                          sie samasmile)
                          • scriptus Re: Czy patriarchatu, to nie wiem... 30.07.07, 15:01
                            Opoka, to twarda skała, na której się wszystko opiera. Jeżeli mężczyzna ma być
                            opoką, nie może ulegać burzom i sztormom domowym, musi być niewzruszony jak
                            skała.
                            Czy istnieją jeszcze tacy faceci??
                  • tricolour A bądź sobie opoką... 24.07.07, 18:23
                    ... tylko nie wpadnij czasem na pomysł napisać "już nie mam siły".

                    smile)
                    • crazyrabbit Re: A bądź sobie opoką... 24.07.07, 18:25
                      A pisałam tak już?
                      • tricolour Ty nie, ale to nie było do Ciebie... 24.07.07, 18:27
                        ... czy Sylwia pisała też nie wiem. Tak tylko zapobiegawczo mówię...
                        • crazyrabbit Re: Ty nie, ale to nie było do Ciebie... 24.07.07, 18:32
                          Lepiej zapobiegać niż leczyć?
                          Buchachacha.... a może masz ochotę jednak na zabawę "w doktora"?

                          big_grinDDDDDDDDD
                          • tricolour Zawsze... :)) 24.07.07, 18:33
                          • crazyrabbit Re: Ty nie, ale to nie było do Ciebie... 24.07.07, 18:34
                            ..... oczywiście w "doktora dusz" , żeby mi tu skojarzeń nie było!
                            • sylwiamich Re: Ty nie, ale to nie było do Ciebie... 24.07.07, 18:36
                              A ja feministka jestem i chcę robić to co mi się podoba!!!
                              Czyli...czasami silną być, czasami słabą.I dokładnie wtedy gdy mi sie to opłaca
                              i nastrój wskazuje.I co?
                              • to.ja.kas Re: Ty nie, ale to nie było do Ciebie... 25.07.07, 08:43
                                "A ja feministka jestem i chcę robić to co mi się podoba!!!
                                > Czyli...czasami silną być, czasami słabą.I dokładnie wtedy gdy mi sie to
                                opłaca
                                >
                                > i nastrój wskazuje.I co?"

                                i dobrze Sylwia, bardzo dobrze...dokładnie tak samo mysle.

                                Gdyby wzorce które nabywamy w domu były gwarancja tego, ze dzieci zaczną
                                nasladowac rodziców nasze społeczeństwa nigdy by sie nie rozwijały (czy zwijały
                                jak kto woli)
                                Tak sie składa, ze i na nas samych i na nasze dzieci olbrzymi wpływ ma
                                środowisko, w naszych czasach media, koledzy, szkoła, internet itd.

                                Pochodze z rodziny pełnej, niepatologicznej ale zimnej....jestem rozwódka. Znam
                                osoby które wz domu wyniosły wspaniały przykład faceta opoki i same przegrały
                                swoje małżeństwa. I znam małżeństwa gdzie małzonkowie pochodza z rozbitych
                                rodzin i układa im sie całkiem niezle (oczywiscie poki zyja mozna
                                powiedziec "narazie im sie układa").
                                Zadne wzorce nie dają gwarancji bo inaczej w społeczeństwach chrzescijanskich
                                takich jak Polska rozwód ciągle byłby czymś spotykanym niezmiernie rzadko...
                                Zupełnie inna sprawa jest czy wtedy byłoby lepiej czy tez nie. W moim odczuciu,
                                czyli bardzo subiektywnie uważam, ze lepiej by nie było...bo patrzac na moja
                                rodzinę, absolutnie niepatologiczną, rzekłabym nawet ze statystycznie
                                najzupełniej normalna jakość zycia zarówno dorosłych jak i dzieci była
                                zdecydowanie niższa niż jakość zycia mojej córki.
                                Nie muszę jej przekazywać wzorców postępowania dla facetów , ale chciałabym by
                                miała wzorzec kobiety szcześliwej, spełnionej, samodzielnej. Kobiety która umie
                                być odpowiedzialna za dzieci i daje sobie rade nawet wtedy gdy faceta zabraknie
                                (i nie zawsze musi ja porzucic czy byc draniem, moze zwyczajnie umrzec, prawda?)
                                Dawanie wzorca to nie tylko pokazywanie, to tez rozmowy o których mam wrazenie
                                zapominacie....bo swoj przykład mozna pokazywac na wiele sposobów, nie zawsze
                                dosłownie.
                                Odpowiedzialnosci również mozna uczyc na wiele sposobów....oczywiscie, ze
                                najłatwiej na własnym przykładzie + rozmowa "Jasiu pamiętaj musisz kochac i
                                wychowywac własne dzieci i byc z zoną", ale mozna tego uczyc inaczej "Jasiu
                                prosze pomóż mi bo jestem chora""jasiu nie ma znaczenia ze koledzy czekaja,
                                trzeba wyjsc z psem na długi spacer""Jasiu zdecydowałes sie spotkać z Grzesiem
                                to powinienes isc mimo, ze Józio zaproponował Ci fajnieszy sposób na spedzenie
                                soboty" itd.
                                Od rodziców po rozwodzie jesli chca wpajać "normalne" wzorce wymagane jest
                                chyba troche wiecej wyobrazni o tym "jak"...Jak przekazać, że swiat nie jest po
                                to by naszym dzieciom zrekompensowac brak pełnej rodziny....bo taki bład czesto
                                popełniamy jako rodzice.

                                Człowiek usmiechniety i szczesliwy to nie synonim lekkoducha.
                                Na temat tego jak wpływaja na dzieci wzorce wyniesione z domu napisano tomy i
                                coraz czesciej słychac w swiatku psychologicznym głosy, ze mamy mniejszy wpływ
                                na zachowania naszych dzieci w wieku dorosłym niz nam sie wydaje i moze niz
                                chcielibysmy....

                                A tak jak zmienia sie swiat, tak zmienia sie rodzina, jej wzorzec, jej funkcje,
                                jej wygląd, jej rola....nie ustrzezemy naszych dzieci przed złymi wyborami
                                nawet jesli pokazemy im wzór najdoskonalszy i najpiekniejszy, nie mamy tez
                                gwarancji,ze jak bedziemy wspaniałymi małzonkami i rodzicami, to ta rolę
                                powiela nasze pociechy...bo jakby tak było to w swiecie chrzescijanskim który
                                miał wzór najdoskonalszy jaki chodził po tym padole nie byłoby burdelu jaki
                                mamy w tej chwili

                                I jeszcze jedna złota mysl na koniec "Jedzmy gówno , miliony much nie moga się
                                mylić"...tego chce nauczyc moje dziecko....nie zawsze statystyczna wiekszosc ma
                                racje, nie zawsze nalezy jej słuchac czy nasladowac...natomiast warto myslec i
                                starac sie przewidywac konsekwencje własnych postepków...

                                Amen
                                • sylwiamich Re: 25.07.07, 08:46
                                  Amen Kasiu
                                  • ladyhawke12 Moje dzieci 25.07.07, 09:05
                                    Wczoraj idac po miescie z synem, gadalismy na bardzo powazne tematy dotyczace egzystencji itp.., w pewnym momecie mój syn nagle powiedział, wiesz mam,o bardzo jestes fajną mamą, stanelam popatrzyłam na niego, a on do mnie, bo uczysz nas samodzielnego myslenia, ze nie wsciekasz sie o to, że mamy własne zdanie, że nas nie ograniczasz, i możemy miec wlasne marzenia. Jakie wzorce wyniosa moje dzieci, po tym tekscie syna jestem spokojna, ze nie zrobi nieczego bez pewnosci, ze tego chce. Rozmawialismy o dziewczynach, powiedzial ze ich nie rozumie, bo co jest fajnego wtym, ze sie chwala ile to juz wypily i ile facetow zaliczyly, i to samo jest z jego kolegami, a ja chce, mowi do mnie, miec wlasne zycie, wlasne zdanie, i wlasne bledy. I to by chyba bylo na tyle.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka