Dodaj do ulubionych

Cuda, cuda, cuda....

06.07.13, 08:39
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14231917,Prof__Aleksandrowicz_o_Bashoborze__Uzdrowienia__Tak_.html#BoxSlotII2img
Nawet jak to pomoże 1 osobie to chyba warto?Co myślicie ?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Cuda, cuda, cuda.... 06.07.13, 09:14
      Nie, bo wielu innym zaszkodzi. Bedą rozczarowani (dlaczego nie ja, znowu ktoś inni), albo zrezygnują z terapii, bo uzdrowiciel lepszy.
      • mary_ann Re: Cuda, cuda, cuda.... 06.07.13, 09:55
        Boję się, że bilans globalny jest raczej negatywny. Wielu ludzi zrezygnuje z terapii konwencjonalnej albo odłoży ją w czasie (nawet jeśli pan B. im nie pomoże od razu, zracjonalizują to sobie - pomoże za jakiś czas, przecież te tysiące ludzi nie mogą się mylić i nie zjechały tu bez powodu, coś w tym musi być...). Ktoś pod wpływem silnej, chwilowej emocji wybaczy wrogom, dozna "uzdrowienia relacji w rodzinie" i przez to zrezygnuje z porządnej pracy nad trwałym rozwiązaniem problemu. Charyzmatyczni uzdrowiciele przyciągają też jak magnes osoby z problemami psychologicznymi i psychiatrycznymi i "nakręcają" je, a to już jest po prostu groźne. Z kolei na płaszczyźnie religijnej podobne eventy utrwalają magiczne myślenie i szamańską koncepcję Boga-cudotwórcy, która łatwo się rozsypuje w dłuższej konfrontacji z rzeczywistością. Sądzę, że promowanie tego typu religijności przez Kościół jest na dłuższą metę szkodliwe dla niego samego.

        A co myślicie o tych wypowiedziach?
        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,14233396,_Jesli_ludzie_nie_zagospodaruja_potrzeby_sfery_nadprzyrodzonej.html
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Cuda, cuda, cuda.... 06.07.13, 11:18
          W ostatnich wiekach kultura europejska odsunęła się od cudów jako czegoś "nienowoczesnego". Z drugiej zaś strony widzimy w ostatnich dziesięcioleciach zapotrzebowanie na substytuty cudu - "cudowność". To pokazuje, że sfera nadprzyrodzona, ta, która wymyka się opisowi fizykalnemu, jest istotną sferą człowieka. Jeżeli ją wypchniemy, to będzie wracała w wersji uproszczonej, w postaci jakiegoś substytutu. Wtedy miejsce cudu zajmie cudowność. Popularność różnych kanałów TV - wróżbiarskich i ezoterycznych, a także uzdrowicielskich - pokazuje, że jeśli ludzie tej sfery nie zagospodarują wysoką religią, to zajmie ją kto inny.

          - Tu ma rację. Dlatego ja ze sceptycyzmem patrzę na różne ruchy ateistyczno-racjonalistyczne, bo jak poskrobać, to bardzo często wyłania się to samo, co u przedstawicieli religijności ludowej: potrzeba rytuału; potrzeba identyfikacji z autorytetem; potrzeba doktryny, która wyznaczy, co robić; absolutyzowanie pewnych idei, które w rzeczywistości są tylko niedoskonałymi modelami. Nie zawsze tak się dzieje, ale częściej niż ateiści-racjonaliści są skłonni przyznać.

          Z drugiej strony, to nie może być argument, że skoro ludzie wierzą we wróża Macieja z telewizji, to lepiej im dać Bashoborę. Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Kościół powinien zagospodarowywać wspomniane tendencje, ale dokonujący wysiłku oczyszczenia ich, sublimacji do szlachetnych i pożytecznych form. Tymczasem zastąpienie jednego szamana drugim nie wymaga wysiłku.
          • mary_ann Re: Cuda, cuda, cuda.... 06.07.13, 11:31
            anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

            >>Z drugiej strony, to nie może być argument, że skoro ludzie wierzą we wróża Macieja z telewizji, to lepiej im dać Bashoborę. Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Kościół powinien zagospodarowywać wspomniane tendencje, ale dokonujący wysiłku oczyszczenia ich, sublimacji do szlachetnych i pożytecznych form. Tymczasem zastąpienie jednego szamana drugim nie wymaga wysiłku.

            O to to.
            Trochę zabawne i ryzykowne te uwagi o "religii wysokiej" w kontekście Bashobory (i nie tylko Bashobory, niestety).
          • slotna Re: Cuda, cuda, cuda.... 06.07.13, 13:35
            > - Tu ma rację. Dlatego ja ze sceptycyzmem patrzę na różne ruchy ateistyczno-rac
            > jonalistyczne, bo jak poskrobać, to bardzo często wyłania się to samo, co u prz
            > edstawicieli religijności ludowej: potrzeba rytuału; potrzeba identyfikacji z a
            > utorytetem; potrzeba doktryny, która wyznaczy, co robić; absolutyzowanie pewnyc
            > h idei, które w rzeczywistości są tylko niedoskonałymi modelami. Nie zawsze tak
            > się dzieje, ale częściej niż ateiści-racjonaliści są skłonni przyznać.

            Widzialam kiedys jakies przykazania (chociaz to sie chyba inaczej nazywalo) tych od ceremonii humanistycznych. Mnie to niepotrzebne, ale w sumie nie widze w tym nic zlego. Jesli jacys ludzie potrzebuja tych rytualow, to czemu maja ich nie miec? Tylko dlatego, ze religijni ludzie tez je maja?

            Ateistow wierzacych w rozne dziwne rzeczy bedzie moim zdaniem coraz wiecej. Ludzie, ktorzy nie zostali wychowani w wierze nie wierza w Boga nie dlatego, ze sobie to przemysleli, tylko dlatego, ze nie mieli z religia kontaktu, nie musza byc wcale racjonalistami.
        • skrzynka-3 Re: Cuda, cuda, cuda.... 09.07.13, 09:58
          Moja rajonalna czesc mysli jak ty.

          Ale ta druga mysli - mowimy przeciez o przestrzeni wiary. O uzdrawiajacej, oczyszczajacej, odkupiajacej mocy samego Boga. To Jezus oczyszcza, leczy i uzdrawia (nie O John co zreszta zawsze podkresla). To nie sa jakies nowinki tylko wypelnianie slow z Ewangelii i Dziejow Apostolskich.

          I wreszcie.... widzialam juz przemiany i uzdrowienia bardzo trudnych relacji w rodzinie, takie trwale, dlugoletnie. Po ludzku wydajace sie calkiem niemozliwe. Nie z powodu terapii rodzinnej a wlasnie z powodu autentycznego nawrocenia. Tyle, ze w kazdym przypadku takie pojedyncze wydarzenie (pielgrzymka, rekolekcje, Msza z modlitwa o uzdrowienie) byly tylko poczatkiem. Poczatkiem systematycznej modlitwy, spowiedzi, szukania, poglebiania wiary w jakiejs wspolnocie, ciaglego wzrastania i pracy (ale caly czas poddawanej dzialaniu Boga a nie opartej tylko na silach ludzkich).

          Wiec jesli ktos potraktuje to jako pojedynczy fajerwerk i na fali uniesienia uzna, ze pozamiatane to tak moze byc kiepsko. Ale.... jesli to bedzie iskra, ktora zapoczatkuje pewien proces nawrocenia..

          Podobnie z leczeniem. Jesli ktos zrezygnuje calkiem z leczenia "konwencjonalnego" to nie jest to dla mnie rozsadne (a w koncu mamy uzywac swojego rozumu i woli) Ale jesli ktos uzna to za dodanie sil do walki z choroba (albo na pogodzenie sie z nieuniknionym) to znowu ma to ogromna wartosc.

          Najbardziej przekonuja mnie swiadectwa osob, ktore tam byly. Te, z ktorymi ja sie spotkalam mowia przede wszystkim o uwielbieniu Jezusa, o wspolnej modlitwie i plynacej stad sile, radosci, spokoju.
    • mary_ann Re: Cuda, cuda, cuda.... 06.07.13, 16:11
      Ks. Boniecki tak pisze w artykule "Jezus na stadionie":
      tygodnik.onet.pl/32,0,80838,1,artykul.html
      Są ludzie, do których te wielkie, pełne entuzjazmu zgromadzenia (na stadionach, w kościołach) przemawiają. Ksiądz Tomaš Halík na zaproszenie na podobną uroczystość odpowiedział: „Nie, nie gniewajcie się, naprawdę tam nie przyjdę”. W eseju „Wiara bez sztandarów” (zamieszczonym w książce „Hurra, nie jestem Bogiem!”, wybór tekstów Aleksandra Klich, Warszawa 2013) pisze, że z trudem może sobie wyobrazić, „by nagle dopadła go choroba kolektywnej pobożności na jakimś zgromadzeniu ze sztandarami »Jezus cię kocha« i nieznośnie rozradowanymi klakierami”; że w stronę wiary posuwał się z trudem; że szanuje potrzebę ludzi, by znaleźć się w tłumie podobnie myślących w celu umocnienia wiary, ale obawia się, że w takim ścisku sam utraciłby swoją wiarę.

      Jednak ksiądz Halík jest wobec siebie podejrzliwy. Zanim dojdzie do konkluzji: „może jednak kiedyś przyjmę wasze zaproszenie”, analizuje genezę oporów, które w sobie odkrywa. Przeszkadza mu estetyczna strona takich zgromadzeń; ubolewa, że katolicy „nieco się zbarbaryzowali” i nie potrafią pełniej czerpać z ducha własnej liturgii. Ale najbardziej przeszkadza mu „bezwstydna łatwość, z jaką ludziom tym płyną z ust do megafonów wielkie słowa naszej wiary”. Odstręcza go od nich „wielki mechanizm religijnego upraszczania”. Wie, że od powierzchniowej, miałkiej religii droga nigdy nie poprowadzi na głębię.

      Nie lubi „ducha stadionu”: „Kto zostaje wprowadzony w wiarę, temu należy wyraźnie powiedzieć, że zostaje wprowadzony w świat tajemnicy i głębi, że Jezus nie jest »kumplem, z którym mogę sobie pogadać«, a Pan Bóg nie jest »tatuśkiem reprezentowanym przez kościelnych tatuśków«, którym pokrzyczymy »hurra!«, a potem jeszcze raz: »Hurra, alleluja Panu Jezusowi, o, tak właśnie, dzieci, głośno i wszyscy razem!«. Gdy widzę duchownych, którzy przejawiając notorycznie ten typ duchowości, zachowali prostoduszny wdzięk wiecznego chłopięctwa, nie żałuję, że się starzeję. Gdy widzę, jak grubiutkim tatusiom i czcigodnym matronom płyną łzy po policzkach, jak kołyszą się do rytmu i z uniesionymi rękami wykrzykują Panu Jezusowi hurraalleluja na wielkich stadionach, to odnoszę wrażenie, że ten niewątpliwie zdrowy sposób emocjonalnego odreagowywania byłby bardziej stosowny do wspaniałego meczu rugby albo koncertu hardrockowego. (...) Nie umiem się wyzbyć podejrzenia, że to, co stanowi trwałą substancję tego rodzaju zgromadzeń, to »duch stadionu«, podczas gdy wzywani przez megafony Duch Święty i Pan Jezus stają się tam tylko jednym z wymienialnych wariantów”. Obszerny to cytat, ale wszystkim, których intryguje fenomen tego rodzaju nabożeństw, polecam cały esej księdza Halíka. Ku rozwadze.


      jednak dalej Boniecki dodaje ostrożnie:

      Wreszcie, ku rozwadze, należy – niezależnie od tego, czy opowieści o 27 wskrzeszeniach, których miał dokonać o. Bashobora, są prawdziwe – przypomnieć zapewnienie Chrystusa: „Zaprawdę mówię wam: Kto we Mnie wierzy, będzie również dokonywał dzieł, które Ja czynię; owszem, dokona nawet większych rzeczy, bo Ja idę do Ojca” (J 14, 12). A także doświadczenia uczestników spotkań z ugandyjskim kapłanem, jak choćby te opisane w „Gościu Niedzielnym” przez Marcina Jakimowicza: „Ks. Bashobora bierze do ręki monstrancję i rusza w tłum. Ludzie wyciągają ręce w nadziei na uzdrowienie. Tego dnia Jezus przeszedł przez pękający w szwach krakowski kościół augustianów. Znikały nowotwory, martwe oczy odzyskiwały blask, a zniewoleni nałogami ludzie podnosili ręce, ocierając łzy szczęścia...”.

    • mamalgosia Re: Cuda, cuda, cuda.... 06.07.13, 20:54
      Nie wiem. Podchodzę ze sceptycyzmem, choć miałabym ochotę doświadczyć jakiegoś spektakularnego cudu

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka