Witajcie.
Cieszę się, że znalazłam to forum.
Być może dzięki Wam uda mi się poznać mojego wroga i być może uda mi się jakoś
wszystko ogarnąć.
Od około trzech - czterech lat czuję się fatalnie.
Ze szczuplutkiej, żywej kobiety w zastraszającym tempie zaczęłam się stawać
opuchniętym, niemrawym ślimakiem.
Nie będę Was zanudzać moimi problemami psychicznymi, bo chyba każda z Was
przez to przeszła. Napiszę tylko, że do momentu przeczytania Waszego forum
sądziłam, że nastąpiły jakieś wielkie zmiany na złe w moim charakterze - nic
mnie nie cieszy, wszystkiego się boję, wstydzę pokazać się ludziom, unikam
kontaktów ze znajomymi, a gdyby nie mąż - zostały by chyba odebrane mi prawa
rodzicielskie, bo nie mam nawet siły pomóc dzieciom w lekcjach lub dopilnować
dowiezienia dzieci do szkół.
Męża też zostawiłam samemu sobie - wspólnej sypialni unikam jak ognia,
zaczęłam się siebie wstydzić.
Fizycznie - nie mam na nic siły.
Starałam się nie przykładać wagi do dolegliwości, bo nie cierpię
hipochondryków, ale dłużej nie dałam rady.
Puchnę jak bania (wory pod oczami, dłonie, nogi, ramiona)Wychodzi łuszczyca,
paznokcie do kitu, włosy z bujnych, gęstych loków zmieniają się w miotłę i
wypadają garściami.
Nic nie rosną.
Dolegliwości gastryczne - wieczne zgagi, wiatry, wzdęcia, zaparcia. Znajomi
pytają, który to miesiąc ciąży...
Mam bardzo obfite i częste miesiączki.
Pęcherz co chwila chory, migreny i tak dalej.
Ciężko mi przełknąć cokolwiek, każdy ucisk na szyję mnie uraża, czasem czuję,
że jak zniżę głowę, to mi wybuchnie od szumu w uszach.
Ogólnie - wrak
Trafiłam do Was niedawno, gdyż szukałam info o meridii, którą przepisała mi
lekarka i po której zażywaniu nie dość, że nie chudłam, to czułam się źle.
Przeczytałam was i płakałam jak dziecko.
Że to może nie moje widzimisię, że tyję praktycznie nie jedząc, puchnę i źle
się czuję, że dopada mnie depresja i strach.
I to, że bliscy mają ze mną nielekko też nie jest moją winą.
Zrobiłam badania i dziś od rana je analizuję.
Nie wyglądają na złe, ale może to "zasługa" meridii.
TSH - 3,00 (norma 0,27-4,20)
FT4 - 1,25 ( norma 0,93-,71)
FT3 nie mam, bo nie wiedziałam, że trzeba zrobić.
anty TPO - 16,03 ( norma >34)
Potas 3,9 ( norma 3,5-5,5)
Magnez 2,28 ( norma 1,58-2,55)
Nie brałam żadnych lekarstw oprócz tej okropnej meridii15 przez 3 tyg, i
selenu 50, który zalecił mi lekarz kierując na badania.
Jeśli miałabym wybierać, czy dalej nie wiedzieć, co się ze mną dzieje, lub
mieć pewność, że to Hashimoto, to wolę to drugie.
Poznanego wroga można oswoić.
Będę wdzięczna za Wasze podpowiedzi. Zwłaszcza za interpretację wyników.
Dziękuję
Aga