log222
24.12.05, 14:55
To nie deja vu.
2 stycznia wyjeżdża, ma... jakiś tydzień na wytrzeźwienie. Tfu, jakie
trzeźwienie, przecież dopiero co zaczął. Wiecie, taki prezent na święta. Taka
nasza rodzinna tradycja, hehe.
Sytuacja jest o tyle zabawna, że jakiś czas temu było dokładnie to samo:
wyjazd w określonym terminie i kilka dni na dojście do siebie. Jakoś się
docząłgał na przystanek i odetchnęłyśmy z ulgą. Teraz mamy deja vu w wersji
wigilijnej. Ot, prezent, na który nigdy sobie nie żałował.