Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    24.12.05, 14:55
    To nie deja vu.
    2 stycznia wyjeżdża, ma... jakiś tydzień na wytrzeźwienie. Tfu, jakie
    trzeźwienie, przecież dopiero co zaczął. Wiecie, taki prezent na święta. Taka
    nasza rodzinna tradycja, hehe.
    Sytuacja jest o tyle zabawna, że jakiś czas temu było dokładnie to samo:
    wyjazd w określonym terminie i kilka dni na dojście do siebie. Jakoś się
    docząłgał na przystanek i odetchnęłyśmy z ulgą. Teraz mamy deja vu w wersji
    wigilijnej. Ot, prezent, na który nigdy sobie nie żałował.
    Obserwuj wątek
      • log222 "doczołgał" 24.12.05, 15:25
        ...
        • konstatacja Re: "doczołgał" 24.12.05, 16:03
          czasem to bardzo trudno zrozumiec, ze mimo pozorow, alkoholicy nic nie czują, w
          pewnym sensie.
          Mimo wyrzutow sumienia nie czują, co robia rodzinie.

          Alkohol w końcu nie pomaga sobie radzić z uczuciami. On je kompletnie zastpuje.

          Chciałabym Cie pocieszyć, powiedzieć, że może niedługo bedzie lepiej, żebyś się
          modlił - jedyne, co mogę Ci powiedzieć to nie walcz, pomyśl o nas, którzy to
          wszystko kiedyś przechodziliśmy i pozwól Ojcu byc takim, jak sobie wybrał.

          Ciężko jest porzucac emocjonalnie ludzi, ale teraz tak myślę, może na to pora,
          może pora na przerwę.

          Ja sama mimo matki alkoholiczki rzekomo po terapii jetem teraz sama w pokoju i
          mieszkaniu, moje rodzeństwo zdecydowało się w tym roku na Święta nie
          przyjeżdżać. I przypomniałam sobie to uczucie, że niegdy i nigdzie nie czułam
          się tak bardzo samotna i wyalienowana jak we własnym domu rodzinnym, który
          opuściłam wiele lat temu.

          Moja matka nie potrafi się posługiwać uczuciami, po tylu latach
          niepraktykowania niczego innego poza poczuciem winy i zalewaniem go i po
          przerwanej terapii dalej tego nie potrafi.
          W domu panuje emocjonalna lodówka, moja matka lepiej porozumiewa się ze
          zwierzętami, a nie potrafi słowa zamienic z jakimkolwiek ze swoich dzieci nawet
          na Święta.

          Dzisiaj będę sie modlić za to, by mnie nigdy podobne nieszczęście serca z
          kameienia nie dotknęło.

          Drogi log222, może Ci sie tak wydaje, ale nie jesteś sam. I nie jestes
          opuszczony, w pewnym sensie ja i kilka innych osób siedzimy przy twoim stole
          podobnie, jak ty dzisiaj będziesz siedział przy mniei trzymał mnie za rękę.

          Wesołych Świąt!!!
          • log222 Re: "doczołgał" 24.12.05, 16:28
            O co mam nie walczyć? Ja niczego mu nie zabraniam, bo niby jak miałabym to
            robić? Za to on mi nie pozwala normalnie funkcjonować. I gdzie tu
            sprawiedliwość? Równowaga? Wybrał sobie to i tamto, i to ma, a ja?? Jestem
            teraz w takim stanie, że zastanawiam się, co dalej ze sobą zrobić. I na pewno
            nie jest to kwestia wyboru rodzaju studiów. Żyć czy nie żyć - oto jest pytanie.
            Jestem w trakcie rozwiązywania tej zagadki. Opanowało mnie tak wielkie
            lenistwo, że już nawet nad tą zagadką nie chce mi się myśleć...
            • konstatacja Re: "doczołgał" 26.12.05, 23:54
              Pragnienie śmierci to nic innego, jak chęć ukarania kogoś za krzywdy, które
              mamy poczucie, że zostały nam wyrządzone. I jeśli rzeczywiście zostałaś
              skrzywdzona - czy warto dla tego poświęcać życie?

              Przez większość swojego życia nie z własnej woli zostałaś sprowadzona roli
              ofiary cudzej choroby.
              Ale teraz sama decydujesz, i od dzisiaj to z pewnością już tylko twój wybór,
              czy w tym emocjonalnym korytku wyżłobionym dla Ciebie przez rodziców
              pozostaniesz, czy wybierzesz inny model.
              Samobójstwo, czyli skrajna forma autodestrukcji mieści się również w ich
              pomysłach na to, co zrobić z życiem.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka