i.ness
24.07.07, 21:28
Chciałabym napisać tutaj trochę o sobie, podzielić sie moją obiektywnie
nienormalną sytuacją w domu, która dla mnie stała sie już normalnością.
Więc jeśli nie lubisz czytać czyjegoś wyżalania się to zatrzymaj swoje oczy i
wyjdź z mojego postu ;].
Od czego by tu zacząć...Mam 16 lat, mój ojciec pije od kąd tylko pamiętam.
Nie używa wobec nas przemocy fizycznej...tak jakby...on raczej wkurwia do
tego momentu ze inni używają przemocy wobec niego.
Potrafi na prawdę nieźle wkurwić. Każdego wyprowadzi z równowagi, gwarantuje,
każdego...
Nie krzyczy...rzadko wyzywa...
Może przedstawię kilka sytuacji jakie miały miejsce.
Jest wieczór, gdzieś około 22, on najebany puszcza w dużym pokoju telewizor na
fula, co chwile muszę łazić tam by przyciszył.
Jest około 23 a on łazi po całym domu, duży pokój->mój pokój w którym spie z
mamą -> kuchnia -> mój pokój -> duży pokój.
Wchodzi do mojego pokoju co jakieś 5-10min. i sie pyta "co robicie?" "spicie?"
albo zaczyna coś pieprzyc o polityce.
Kilka pierwszych razy wytrzymam, oleje, udam ze go nie słyszę...potem już nie
jest tak łatwo. krzyczę by sie wynosił z pokoju, popcham go, on odchodzi z tym
głupim uśmiechem, ale za jakieś kilka minut znów wraca...Potem wkurwia sie mój
brat. Jak już usłyszę jego gwałtowne zejście z krzesła przy komputerze to wiem
ze nie będzie przyjemnie. Zaczynają sie wyzwiska, bójka. Ja i mama staramy sie
ich oddzielić. Po tym ojciec sie uspakaja.
Ale gorzej jak mojego brata nie ma. Wtedy potrafi on łazić tak do 3 nad
ranem...Gdy już prawie usypiam, budzi mnie otwarcie drzwi i pytanie "spicie?".
Albo niedawno to co odebrało mi mowę.
Mojego brata nie ma. Na szczęście tym razem. Moja matka powiedziała ojcu ze
mój brat nie będzie brał ślubu kościelnego, a on zaczął go wyzywać, że to nie
jego syn, a potem miał pretensje do mojej matki "jak tys go wychowała?"...
lub:
Wielkanoc, popołudnie siedzę sobie w przy komputerze on wchodzi już zalany i
mi sie pyta czy do kościoła chodzę...nie odzywam sie...a on w odpowiedzi na moje
milczenie: "To jak ty dzieci wychowasz swoje?"
To już szczyt...aby alkoholik miał pretensje do wszystkich byle nie do siebie.
Najlepsze jest to, ze po awanturach w których mój brat jest bliski zabicia
ojca, na drugi dzień, gdy 'tata' jest trzeźwy, potrafi mu normalnie
odpowiedzieć na zadane pytanie np. o komputerach.
Nigdy jeszcze nie słyszałam aby go wyganiał z pokoju. Potrafi go uderzyć ale
nie potrafi mu powiedzieć "wyjdź" :/.
Ja potrafię. Nawet jak jest trzeźwy potrafię na niego krzyczeć lub całkowicie
nie zwracać uwagi.
Kiedyś [miałam chyba z 13 lat] powiedziałam mu "nie doczekam sie kiedy
zdechniesz" on : "co?"...Chyba nie usłyszał...ale mnie to bardzo bolało.
I nienawidzę przez niego świąt.
Są takie sztuczne, wychodzimy ja i brat ze swoich pokoju, spotykamy sie w
dużym, ojciec trzeźwy i dzielimy sie opłatkiem.
Jak co roku ta sama regułka "zdrowa, szczęścia, pomyślonsci..." a gdy ja
jedyne czego pragnę najbardziej to jego śmierci.
Połowy swojej rodziny nie widziałam od lat. Drugiej połowy wcale nie znam.
Z bratem nie odzywam sie od 3 lat [od kąd ma prace i dziewczynę]. Potrafimy na
ulicy przejść obok siebie zupełnie jakbyśmy sie nie znali.
Pojechał na wakacje teraz, nie pożegnał ani ja z nim. Nawet sie ucieszyłam ze
będę miała przez 2 tygodnie jego pokój i kompa.
Z mamą rozmawiam o błahostkach. Gdy chce porozmawiać o mnie to albo milczę
albo staje sie niemiła.
Dopiero niedawno tak mocno sobie uświadomiłam ze alkoholizm mojego ojca, jego
zachowania wpłynęły na mnie bardziej niż myślałam.
To przez niego nie umiem okazywać uczuć, jestem nieśmiała i zamknięta w sobie,
mam nerwice, niską samoocenę, niskie poczucie własnej wartości, miliony
sprzecznych myśli w głowie. Dodatkowo potrafię świetnie udawać ze wszystko
jest w porządku.
Każdy uważa mnie za normalną dziewczynę tylko że nieśmiałą. Nawet moja
koleżanka z którą sie wychowałam chyba nie wie ze mój ojciec pije. Nigdy jej
o tym nie mówiłam
i nie zamierzam.
Staje sie taka jak on, po części zrozumiałam jaka cholerna przyjemność sprawia
wkurwianie ludzi.
Szczególnie bliskich. Wyżywanie sie na ludziach mi obojętnych nie sprawia
przyjemności, ale na osobach które mnie lubią, sprawia mi ogromną.
Choć...ostatnio chyba sobie to odpuściłam .
Nie wiem kim jestem, jaka jestem. Nie potrafię sie opisać.
PS. Coraz częściej sie zastanawiam czy można zniszczyć jeszcze człowieka który
dosięgnął dna. Czy alkoholikowi jeszcze na czymś zależy ?
Jak można go zranić?