konstatacja
05.05.09, 03:20
Piszę, bo właśnie tracę pewność siebie.
Współpracuję z jednym mężczyzną. Pół roku temu zaczęliśmy się
spotykać dość intensywnie poza treningami i pracą. Zaczęliśmy być
uważani za parę mimo tego, że do niczego między nami nie doszło.
Nie doszło między innymi z tego powodu, że zobaczyłam w nim coś, co
mnie zaniepokoiło; rodzaj sabotażu naszej relacji.
Przez chwilę wycofałam się na pozycję obserwatora.
Trochę ponad miesiąc temu, przeze mnie, poznał pewna młodą
dziewczynę.
Z mojego punktu widzenia niewiele wartą, typ blondyny z dużym
biustem i oczyma, taki bluszcz; bardzo atrakcyjna.
Po kilku dniach spotykania się z nią wziął mnie na poważną rozmowę,
podczas której wytłumaczył mi, że czuje do niej pociąg. Powiedział
również, że nie jest gotowy na to, żeby mnie stracić - jako
przyjaciela. Ale chce się wpakować w związek z rzeczoną blondyną.
Z tego powodu, że moja radykalna reakcja zburzyłaby to, co
zbudowaliśmy razem - pewien projekt - MÓJ projekt - pozwoliłam na to
wszystko, doceniłam jego szczerość i starania o nie zranienie moich
uczuć i puściłam wolno.
Od tej pory i do niedawna jego zachowanie w stosunku do mnie się
bardzo zmieniło - na lepsze. Zaczął się zachowywać jakby mu za
przeproszeniem, ulżyło. Jest i był moim prawdziwym przyjacielem, na
którego mogę liczyć - to nie jest teraz ja z kompleksem DDA.
Jest przyjacielem moich przyjaciół.
Bardzo mnie wspiera w moich projektach i okazuje bardzo swoje
uczucie do mnie - szczerą przyjaźń, troskę, zauważa drobiazgi typu
nowe ubranie i fryzurę, to, że mi czasem drżą dłonie; pokazuje to do
tego stopnia, że osoby z zewnątrz biorą nas za parę...
Kilka dni temu dowiedziałam się bardzo złych wieści o mojej matce -
temat na osobny post.
Z tego powodu, że dawno już nie zajmowałam się tymi sprawami, trochę
mnie to przybiło. On był pierwszą osobą, do której zadzwoniłam
mówiąc tylko, że mam problem i potrzebuję przyjaciela z którym mogę
porozmawiać.
Następnego dnia, kiedy go zobaczyłam, zmieniłam zdanie. On jednak
nie odpuścił, wziął mnie na obiad i mimo moich początkowych starań
wyciągnął ze mnie częśc problemu; moja mama, niepijąca alkoholiczka,
wpakowałą się w długi które przerastają nie tylko ją, ale i mnie.
Pytał się kilkukrotnie, czy to jedyny problem.
Nie powiedziałąm mu bezpośrednio, jaki jest inny problem mojej mamy.
Zapytał się, czy opowiadał mi o swojej rodzinie.
Otóz - nie wiedziałąm tego, choć przypuszczałam - jego matka jest
alkoholiczką, czy miała poważny epizod alkoholowy. On wtedy wszedł w
rolę ojca i pomógł się swojej matce do tego otwarcie przyznać;
myśli, że to już koniec jej problemu.
Ja wtedy zrozumiałam, że on jest, oczywiście, DDA który nie
przeszedł terapii. Nagle mi i moja fascynacja nim i głębokie uczucie
zaświeciło przed oczyma - ciągnie swój do swego po prostu.
Nagle zobaczyłam, jak dobrze go rozumiem. I nagle jego reakcje i
nasze stosunki nabrały w moich oczach jasnego kształtu;
Ma problem z intymnością.
Ma dziewczynę, niemniej technicznie rzecz biorąc, spędza ze mną
więcej czasu niż z nią. Jego język ciałą sugeruje, że jesteśmy czymś
więcej, niż przyjaciółmi, jego słowa temu zaprzeczają.
Wybrał sobie na partnerkę osobę, która jest niezdolna do głębszej
relacji; zgadnijmy dlaczego się w tym związku czuje tak bezpiecznie.
Nie ma ryzyka prawdziwego i głębokiego związku.
Podejrzewam również, że nie powiedział swojej dziewczynie o swojej
matce.
On sam nie wie, co nim kieruje.
Moja reakcja na to wszystko;
Zrozumiałąm, że musze to przerwać. Jestem w relacji, która mnie
rani; jestem z człowiekiem, któy jest emocjonalnie dostępny tylko
pod pewnymi warunkami i ma wiele nierozwiązanych problemów ze sobą i
w relacjach z kobietami; moje uczucia do niego są bardzo silne i mam
powody, żeby przypuszczać, że ja jemu nie jestem obojętna. Niemniej
serce mi pęka, kiedy czasem widzę go z jego dziewczyną.
Ten związek szybko się nie rozpadnie; ja, w takim razie mam do
wyboru stać z boku i nie odpuszczać tego uczucia, cierpieć, bo to w
istocie boli i czekać; albo odejść, zbudować większy dystans i
budować coś samej, z nadzieją na jasność i wzajemność od nowego
partnera.
Powiedziałam mu, że nasze bycie razem to albo - w zależności od
interpretacji - o wiele za mało, albo o wiele za dużo.
Za mało ze względu na to, co razem tworzymy i za mało na utrzymanie
intymnej przyjaźni. A za dużo jak na dwoje osobnych ludzi.
niezależnych ludzi, którzy mają swoje życie i robią w nim miejsce
dla innych ludzi.
On, mając te dwie opcje przed oczyma, powiedział, że wolałby
spotykać się ze mną częściej i pracować ze mną nad naszymi wspólnymi
projektami i utrzymaniem przyjaźni bardziej.
Ja nie mam czasu i miejsca na innych mężczyzn. Najczęściej się
widuję z nim. Najwięcej rozmawiam z nim. Dzielę z nim karierę, plany
zawodowe na przyszłość, przyjaciół i jak się okazuje, kiedy mam
problem, również zwierzam się jemu.
Powiedziałam mu, że gdyby mój chłopak miał tak silna relację z
dziewczyną inną niż ja, miałabym z tym problem i uważam, że coś
takiego jest nie fair dla partnera. To trochę świadczy o tym, że się
w związek w pełni nie angażujesz emocjonalnie.
Powiedział, że nie rozumie metafory.
Tym czasem dla mnie ona jest jasna. On, ponownie, jest rodzajem
substytutu głębokiego związku z mężczyzną. Bo zabiera to miejsce, w
które potencjalni inni mogliby wejść. Ja nikogo podświadomie nie
wpuszczam. Nie jestem otwarta, nie szukam.
Bo on zaspokaja dużą część moich potrzeb.
Jeśli zacznę budować dystans, zrani go to. Wiem o tym. Wiem, że mu
bardziej na mnie zależy, niż chciałby przyznać. Trudno to powiedzieć
tu na piśmie, ale to nie tylko moja opinia; my naprawdę mamy bardzo
dużo wspólnego; zawodowo, osobowościowo, jesteśmy nawet trochę
podobni fizycznie.
Niemniej chodzi tu przede wszystkim o moje dobro i moje poczucie
szczęścia.
Jest tylko jedna rzecz, która odwróciłaby moją decyzję. Jego odwaga,
żeby w związek ze mną wejść mimo lęku przed odrzuceniem. W związku z
tym, że jest DDA, bez terapii, najprawdopodobniej do tego nie
dojdzie.
Nie wiem, czy odcinając się od niego robie coś, co jest dla mnie na
pewno dobre, w czyim interesie tak naprawdę działam. Być może on
jest mężczyzną mojego życia.
Jestem w nim głęboko zakochana. Nie chcę cierpieć, ale nie chcę też
jemu sprawiać bólu i serwować tego, czego się po części spodziewa;
odrzucenia.
Mam po prostu poczucie, że nie daje mi wyboru...
Rada jest mi bardzo pilnie potrzebna!