Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Problem z pięknym mężczyzną DDA

    05.05.09, 03:20
    Piszę, bo właśnie tracę pewność siebie.

    Współpracuję z jednym mężczyzną. Pół roku temu zaczęliśmy się
    spotykać dość intensywnie poza treningami i pracą. Zaczęliśmy być
    uważani za parę mimo tego, że do niczego między nami nie doszło.
    Nie doszło między innymi z tego powodu, że zobaczyłam w nim coś, co
    mnie zaniepokoiło; rodzaj sabotażu naszej relacji.
    Przez chwilę wycofałam się na pozycję obserwatora.
    Trochę ponad miesiąc temu, przeze mnie, poznał pewna młodą
    dziewczynę.
    Z mojego punktu widzenia niewiele wartą, typ blondyny z dużym
    biustem i oczyma, taki bluszcz; bardzo atrakcyjna.
    Po kilku dniach spotykania się z nią wziął mnie na poważną rozmowę,
    podczas której wytłumaczył mi, że czuje do niej pociąg. Powiedział
    również, że nie jest gotowy na to, żeby mnie stracić - jako
    przyjaciela. Ale chce się wpakować w związek z rzeczoną blondyną.

    Z tego powodu, że moja radykalna reakcja zburzyłaby to, co
    zbudowaliśmy razem - pewien projekt - MÓJ projekt - pozwoliłam na to
    wszystko, doceniłam jego szczerość i starania o nie zranienie moich
    uczuć i puściłam wolno.

    Od tej pory i do niedawna jego zachowanie w stosunku do mnie się
    bardzo zmieniło - na lepsze. Zaczął się zachowywać jakby mu za
    przeproszeniem, ulżyło. Jest i był moim prawdziwym przyjacielem, na
    którego mogę liczyć - to nie jest teraz ja z kompleksem DDA.
    Jest przyjacielem moich przyjaciół.
    Bardzo mnie wspiera w moich projektach i okazuje bardzo swoje
    uczucie do mnie - szczerą przyjaźń, troskę, zauważa drobiazgi typu
    nowe ubranie i fryzurę, to, że mi czasem drżą dłonie; pokazuje to do
    tego stopnia, że osoby z zewnątrz biorą nas za parę...

    Kilka dni temu dowiedziałam się bardzo złych wieści o mojej matce -
    temat na osobny post.
    Z tego powodu, że dawno już nie zajmowałam się tymi sprawami, trochę
    mnie to przybiło. On był pierwszą osobą, do której zadzwoniłam
    mówiąc tylko, że mam problem i potrzebuję przyjaciela z którym mogę
    porozmawiać.

    Następnego dnia, kiedy go zobaczyłam, zmieniłam zdanie. On jednak
    nie odpuścił, wziął mnie na obiad i mimo moich początkowych starań
    wyciągnął ze mnie częśc problemu; moja mama, niepijąca alkoholiczka,
    wpakowałą się w długi które przerastają nie tylko ją, ale i mnie.
    Pytał się kilkukrotnie, czy to jedyny problem.
    Nie powiedziałąm mu bezpośrednio, jaki jest inny problem mojej mamy.

    Zapytał się, czy opowiadał mi o swojej rodzinie.
    Otóz - nie wiedziałąm tego, choć przypuszczałam - jego matka jest
    alkoholiczką, czy miała poważny epizod alkoholowy. On wtedy wszedł w
    rolę ojca i pomógł się swojej matce do tego otwarcie przyznać;
    myśli, że to już koniec jej problemu.
    Ja wtedy zrozumiałam, że on jest, oczywiście, DDA który nie
    przeszedł terapii. Nagle mi i moja fascynacja nim i głębokie uczucie
    zaświeciło przed oczyma - ciągnie swój do swego po prostu.
    Nagle zobaczyłam, jak dobrze go rozumiem. I nagle jego reakcje i
    nasze stosunki nabrały w moich oczach jasnego kształtu;
    Ma problem z intymnością.
    Ma dziewczynę, niemniej technicznie rzecz biorąc, spędza ze mną
    więcej czasu niż z nią. Jego język ciałą sugeruje, że jesteśmy czymś
    więcej, niż przyjaciółmi, jego słowa temu zaprzeczają.
    Wybrał sobie na partnerkę osobę, która jest niezdolna do głębszej
    relacji; zgadnijmy dlaczego się w tym związku czuje tak bezpiecznie.
    Nie ma ryzyka prawdziwego i głębokiego związku.
    Podejrzewam również, że nie powiedział swojej dziewczynie o swojej
    matce.
    On sam nie wie, co nim kieruje.

    Moja reakcja na to wszystko;
    Zrozumiałąm, że musze to przerwać. Jestem w relacji, która mnie
    rani; jestem z człowiekiem, któy jest emocjonalnie dostępny tylko
    pod pewnymi warunkami i ma wiele nierozwiązanych problemów ze sobą i
    w relacjach z kobietami; moje uczucia do niego są bardzo silne i mam
    powody, żeby przypuszczać, że ja jemu nie jestem obojętna. Niemniej
    serce mi pęka, kiedy czasem widzę go z jego dziewczyną.
    Ten związek szybko się nie rozpadnie; ja, w takim razie mam do
    wyboru stać z boku i nie odpuszczać tego uczucia, cierpieć, bo to w
    istocie boli i czekać; albo odejść, zbudować większy dystans i
    budować coś samej, z nadzieją na jasność i wzajemność od nowego
    partnera.

    Powiedziałam mu, że nasze bycie razem to albo - w zależności od
    interpretacji - o wiele za mało, albo o wiele za dużo.
    Za mało ze względu na to, co razem tworzymy i za mało na utrzymanie
    intymnej przyjaźni. A za dużo jak na dwoje osobnych ludzi.
    niezależnych ludzi, którzy mają swoje życie i robią w nim miejsce
    dla innych ludzi.
    On, mając te dwie opcje przed oczyma, powiedział, że wolałby
    spotykać się ze mną częściej i pracować ze mną nad naszymi wspólnymi
    projektami i utrzymaniem przyjaźni bardziej.

    Ja nie mam czasu i miejsca na innych mężczyzn. Najczęściej się
    widuję z nim. Najwięcej rozmawiam z nim. Dzielę z nim karierę, plany
    zawodowe na przyszłość, przyjaciół i jak się okazuje, kiedy mam
    problem, również zwierzam się jemu.
    Powiedziałam mu, że gdyby mój chłopak miał tak silna relację z
    dziewczyną inną niż ja, miałabym z tym problem i uważam, że coś
    takiego jest nie fair dla partnera. To trochę świadczy o tym, że się
    w związek w pełni nie angażujesz emocjonalnie.
    Powiedział, że nie rozumie metafory.

    Tym czasem dla mnie ona jest jasna. On, ponownie, jest rodzajem
    substytutu głębokiego związku z mężczyzną. Bo zabiera to miejsce, w
    które potencjalni inni mogliby wejść. Ja nikogo podświadomie nie
    wpuszczam. Nie jestem otwarta, nie szukam.
    Bo on zaspokaja dużą część moich potrzeb.

    Jeśli zacznę budować dystans, zrani go to. Wiem o tym. Wiem, że mu
    bardziej na mnie zależy, niż chciałby przyznać. Trudno to powiedzieć
    tu na piśmie, ale to nie tylko moja opinia; my naprawdę mamy bardzo
    dużo wspólnego; zawodowo, osobowościowo, jesteśmy nawet trochę
    podobni fizycznie.

    Niemniej chodzi tu przede wszystkim o moje dobro i moje poczucie
    szczęścia.

    Jest tylko jedna rzecz, która odwróciłaby moją decyzję. Jego odwaga,
    żeby w związek ze mną wejść mimo lęku przed odrzuceniem. W związku z
    tym, że jest DDA, bez terapii, najprawdopodobniej do tego nie
    dojdzie.

    Nie wiem, czy odcinając się od niego robie coś, co jest dla mnie na
    pewno dobre, w czyim interesie tak naprawdę działam. Być może on
    jest mężczyzną mojego życia.
    Jestem w nim głęboko zakochana. Nie chcę cierpieć, ale nie chcę też
    jemu sprawiać bólu i serwować tego, czego się po części spodziewa;
    odrzucenia.

    Mam po prostu poczucie, że nie daje mi wyboru...

    Rada jest mi bardzo pilnie potrzebna!
    Obserwuj wątek
      • asiouek Re: Problem z pięknym mężczyzną DDA 05.05.09, 09:21
        >Jestem w nim głęboko zakochana. Nie chcę cierpieć, ale nie chcę też
        jemu sprawiać bólu i serwować tego, czego się po części spodziewa;
        odrzucenia.

        Nawet "zdrowi" ludzie wchodząc w związek biorą pod uwagę możliwość odrzucenie i
        rozstania.

        Po prostu czasem może nie wyjść. Obojętnie, czy ktoś jest DDA, czy nie.

        Nie ma co komplikować sprawy: facet jest wolny, ty też, czujecie do siebie miętę
        - dlaczego nie możesz spróbować?

        A jeśli nie chcesz spróbować ze względu na to, że "czekasz na tego idealnego",
        to czy mogłabyś opisać, co ten idealny będzie miał takiego, czego nie ma ten
        czuły i zainteresowany Tobą facet?
        • konstatacja Re: Problem z pięknym mężczyzną DDA 05.05.09, 10:43
          Więc ten czuły i zainteresowany mną facet jest w związku z
          biuściastą blondyną. Ze mną ma związek emocjnalny i twórczy, z nią
          sypia i twierdzi, że jest zakochany.
          Pytanie, jeśli jest, to co robi ze mną tyle czasu.
          • asiouek Re: Problem z pięknym mężczyzną DDA 05.05.09, 11:23
            > Więc ten czuły i zainteresowany mną facet jest w związku z
            > biuściastą blondyną. Ze mną ma związek emocjnalny i twórczy, z nią
            > sypia i twierdzi, że jest zakochany.
            > Pytanie, jeśli jest, to co robi ze mną tyle czasu.
            >

            Aha, to mi umknęło, wydawało mi się, że piszesz, że ten jego związek nie
            pociągnie długo, ale napisałaś coś odwrotnego.

            > Pytanie, jeśli jest, to co robi ze mną tyle czasu.
            >

            Zadałaś mu to pytanie?

            Bo może on pod tym rozumie coś innego niż Ty? Faceci inaczej interpretują
            spotkania, a Ty piszesz, że sporo macie ze sobą do czynienia na gruncie
            zawodowym. Może za dużo chcesz w tym widzieć?


            Idiotów jest niewielu, ale są tak sprytnie rozstawieni, że trafiasz na nich na
            każdym kroku.
      • ladynemeyeth Re: Problem z pięknym mężczyzną DDA 05.05.09, 10:41
        Ja bym postąpiła tak, jak Ty, mimo że to trudne. Suma sumarum
        bardziej się liczą czyny człowieka, a nie jego słowa, a czyny tego
        mężczyzny świadczą o tym, że on nie chce się zaangażować w intymny
        związek. Ja była w takiej sytuacji, gdzie mężczyzna - nie wiem czy
        dda, ale jakoś tak zaburzony - nie potrafił mi jasno dać do
        zrozumienia, że mu na mnie zależy, strasznie się bujał z decyzją,
        żeby mnie gdzieś zaprosić. Na początku bardzo się ludziłam, że
        jeszcze wszystko będzie dobrze, że warto poczekać, ale jak w końcu
        się umowilismy, a on mnie wystawił i nie przyszedł, klapki z oczu
        opadły i przejrzałam. Zrezygnowałam z niego, a dzisiaj nie żaluję.
        Jak poznałam mojego męża, oni nie miał takich problemow. zAlezało mu
        na mnie i starał mi się to jak najszybciej okazac, żeby mu mnie ktoś
        nie sprzątnął sprzed nosa :-)

        Zawsze chciałam stworzyć ten tzw. dobry związek, tylko do konca nie
        wiedziałam jak to zrobić. Tak samo jest z innymi sprawami w moim
        życiu - kiedy chcę czegoś najlepszego dla siebie, na mojej drodze
        stają pokusy, żeby jednak zgodzić się na coś mniej zadawalającego,
        jakby życie mnie chciało sprawdzić, czy ja rzeczywiście wierzę, że
        zasługuję na to, co najlepsze i czy rzeczywiście jestem gotowa to
        przyjąć. Jak chciałam dobrą pracę, dostawałam najpierw oferty takiej
        sredniej, malo rozwojowej, jakby zycie chciało sprawdzić, czy się
        nie ugnę. To samo było z facetami - chciałam dobrego związku, a na
        mojej drodze stanął ktoś, na kim mi może zależało, ale kto mnie
        bardzo olewał, jakby życie chciało sprawdzić, na ile się zgodzę, ile
        wytrzymam i czy rzeczywiście chcę czegoś najlepszego, czy zgodzę się
        na olewanie, zeby tylko nie być samotną. CZego mnie to nauczyło?
        Że nie warto chodzić na takie kompromisy i pomimo strachu dalej
        znajdować sobie to, co dla mnie najlepsze.
        Nie wiem, na ile Ci pomoże moja historia, wiem natomiast, że
        zasługujesz na to, aby Cię noszono na rękach z miłości i żebyś nie
        miała żadnych wątpliwości co do uczuć drugiej strony!
        Trzymaj się!
      • kajda28 Re: Problem z pięknym mężczyzną DDA 05.05.09, 12:59
        A to co piszesz biorąc bardziej na logikę.

        Jeżeli zerwiesz z nim kontakt:
        -stracisz przyjaciel
        - dalej będzie się z nim spotykać, więc dalej będzie to mało
        komfortowa sytuacja dla ciebie, a Wasze relacje będą nie naturalne
        - możesz zawsze żałować że coś Ci przemkneło, że coś straciłaś

        Jeżeli nie zerwiesz z nim przyjaźni:
        -będziesz miała przyjaciela
        - będziesz się czuła mało komfortowo z nim, ale relacje będą luźne
        - może z czasem nauczysz się żyć obok niego, cieszyć się że ma kogoś
        przy sobie

        Nie wiem co Ci poradzić, ale wydaje mi się że na siłę chcesz
        skomplikować sobie życie i je utrudnić. Nie odkochasz się w nim
        jeżeli przestaniesz się z nim przyjaźnić. Czujesz to co czujesz, nie
        masz na to większego wpływu. Niechcesz z nim być bo on ma lepszy
        kontakt z tobą jak ze swoją dziewczyną?
        Nie decyduj teraz, daj sobie czas na przemyślenie, na ochłonięcie.
        • konstatacja Re: Problem z pięknym mężczyzną DDA 05.05.09, 17:43
          Problem z jego dziewczyna;
          Jest - powiedzmy. Znam ja bardzo dobrze, lepiej niz on. Oni sie znaja od 2
          miesiecy, Ja ja znalam blisko rok.
          Nie jest to po prostu dobra czy moralna osoba. Chcialam sie cieszyc jego
          szczesciem, ale jakos tym czyms nie moge. On niemniej twierdzi, ze jest w niej
          zakochany.
          Ja i jego przyjaciele zostawiaja to bez komentarza.
          Zaczal z nia budowac pewien projekt - co znaczy, ze ta panienka bedzie w jego
          zyciu, jesli jestem jego przyjacielem - w moim - jeszcze przez kilka miesiecy
          przynajmniej.
          A ja trace cierpliwosc.
          To dla mnie nie jest sytuacja neutralna.
          Trace przekonanie do zaciskania zebow w nieszczerym usmiechu, jak ja widze. Moze
          to troche teraz tez przez moment, w ktorym sie znalazlam...ponownie gora do
          skonfrontowania sie, moja matka.
          Po prostu ponownie nie mam ochoty na marnowanie zasobow na utrzymywanie fasady.
          My przyjazni nie zerwiemy. Ja po prostu uwazam, ze gdyby on pozwolil mi sie od
          niego emocjonalnie odsunac, zachowa sie jak moj przyjaciel.
          Moje towarzystwo jemu robi dobrze w duzej mierze.
          Mnie mniej.
          Jak napisalam, ja bym chciala czegos wiecej w zyciu. Od niego tego nie dostaje a
          blokuje sie na innych mezczyzn.
          Obiektywnie rzecz biorac jest wspanialym mezczyzna. Mozna na nim polegac,
          potrafi byc wspanialym przyjacielem, jest uwazny, utalentowany, wrazliwy, bardzo
          przystojny w bardzo meski sposob.
          Tylko ma to jedno wlasnie.
          Niezalatwiony problem DDA; przy czym on o tym nawet nie wie.
          Opowiadal mi o swoich bylych zwiazkach z kobietami. Powiedzial, ze ma juz dosc
          chodzenia z sercem na reku i byciem odrzuconym.
          Tak sobie pomyslalam, a jak sadzi, jak sie skonczy to, w co sie teraz wpakowal?
          Bezsilnosc po prostu.
          Nie chce go odrzucac, ja po prostu nie mam jak zostac na takich zasadach, jakie
          miedzy nami sa teraz.
          • konstatacja Re: Problem z pięknym mężczyzną DDA 05.05.09, 17:52
            Aha!
            Powiedzialam mu jeden tekst, ktory sam w sobie jest dobry; powiedzialam mu, ze nie jest moim nowym najlepszym przyjacielem-gejem, wiec niech sie nie zachowuje jak moj nowy najlepszy przyjaciel gej.
            Mowie tu o duzej emocjonalnej bliskosci i czestym spotykaniu sie, przy calkowitym odsunieciu na bok spraw plciowych. Ja nie jestem seksualnie atrakcyjna dla homoseksualisty i nawzajem, to oczywiste.
            Ale jakos mi sie nie podoba swiadomosc, ze ktos, heteroseksualny mezczyzna, moze mnie znac dobrze, widziec mnie w neglizu - i nic nie czuc.
            To miedzy innymi mi odbiera pewnosc siebie.
            I to jest jeden z powodow, dla ktorego chcialabym przestac z nim dzielic tyle emocjonalnych spraw, sluchac o jego dziewczynie, czy sluchac jego pytan o to, czy mnie cos nie zaczyna laczyc z innym mezczyzna; to nie jest moja przyjaciolka, to jest facet.
            Nie chce slyszec takich pytan od heteroseksualnego faceta.
            • dziewczyneczka08 Re: Problem z pięknym mężczyzną DDA 05.05.09, 21:30
              Wiesz, wydaje mi się, ze bardzo trzeźwo i rozsądnie podchodzisz do
              tego problemu i jestem pod wrażeniem Twoich mądrych przemyśleń.
              Myślę, że jest to niedobry kontakt dla Ciebie i chęć rozluźnienia
              tych więzi jest jak najbardziej na miejscu. Nie będziesz w
              nieskończoność gonić króliczka, który Ci ucieka. Prawda jest jedna:
              ten facet ma inną kobietę, którą sobie sam wybrał. Nieważne, jak się
              rozumieją, to sprawa między nimi. Istotne jest to, że nie ma tam dla
              Ciebie miejsca. Niech on sobie żyje własnym życiem, będzie DDA - nie
              jest to Twój problem. Ty się skoncentruj na sobie i szukaj swojego
              miejsca u boku kogoś, dla kogo Ty będziesz ważna.
              Nic Ci z tego faceta, niech idzie w swoją stronę.
              • asiouek Re: Problem z pięknym mężczyzną DDA 05.05.09, 22:19
                Zagłębiłam się w temat i pomyślałam sobie, co bym zrobiła na Twoim miejscu. I ta
                mi wyszło, że po pierwsze zadbałabym o siebie. Wyłożyła facetowi kawę na ławę:
                sory, mi taki układ nie pasuje i odsunęła się. Trudno... Nie można kogoś puścić
                i jednocześnie trzymać. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka... Albo
                wybierzesz kształtowanie swojej przyszłości wg tego, co chcesz (bo wychodzi na
                to, że dobrze wiesz, czego chcesz), albo jakoś dopasujesz się do tego
                układu-trójkącika (co wymagałoby stłamszenia własnych uczuć i nie jest dobre) w
                roli "zakochanej ale nie ujawniającej się przyjaciółki od serca".
                • konstatacja Konkluzja i koniec 08.05.09, 22:06
                  W tym, ze z tego cos bedzie. Syndrom Penelopy.
                  W kazdym razie do rozmowy doszlo. Nie powiedzialam wszystkiego w
                  taki sposob, jak chcialam, ale glowna wiadomosc przeszla;
                  powiedzialam, ze obecnie mam poczucie, ze mam male zasoby
                  emocjonalne; to troche spowodowalo to, ze o ile zazwyczaj jestem w
                  stanie "trzymac twarz" i nie konfronotwac sie ze sprawami, ktore mi
                  sie nie podobaja, teraz juz nie mam energii na to, bo mam poczucie,
                  ze winnam sie skoncentrowac na;
                  a) sobie
                  b) tym, co sie dzieje w mojej rodzinie.
                  A relacja, w ktorej my jestesmy mi nie odpowiada i nie mam sily
                  utrzymywac ja na takim poziomie, na jakim jest teraz.
                  To nie znaczy, ze mi na tobie nie zalezy. To nie znaczy, ze Cie
                  odrzucam. To znaczy, ze mam potrzebe odejscia i skoncentrowania sie
                  na sobie i swoich celach i problemach.
                  Powiedzialam mu, ze to, co mi powiedzial o swojej rodzinie bardzo
                  wiele rzeczy mi wyjasnilo. Zapytalam, czy zauwazyl, ze jestemy
                  podobni, Powiedzial, ze tak. Zapytalam, czy domysla sie, czym to
                  moze byc spowodowane. Powiedzial, ze wielkimi rozczarowaniami w
                  przeszlosci.
                  Powiedzialam, ze wedlug mnie naszymi korzeniami rodzinnymi.
                  Opowiedzialam mu w bardzo ogolnej formie o alkoholizmie mojej mamy i
                  o fakcie, ze przeszlam kilkuletnia terapie. Powiedzialam mu, ze
                  sadze, ze rozumiem jego reakcje i zachowania lepiej, niz on sam je
                  rozumie. I to wlasnie powoduje, ze mam poczucie, ze powinnismy
                  rozluznic kontakt. Mam poczucie, ze z tym, przez co on przechodzi
                  teraz, powinien sie skonfrontowac sam; powiedzialam, ze mam problem
                  z pomaganiem ludziom i koncentrowaniu sie na rozwiazywaniu ich
                  problemow; taki rodzaj alibi, zeby sie nie zajmowac soba.
                  Powiedzial, ze ma czasem poczucie, ze go do czegos pcham albo chce
                  zlamac.
                  Powiedzialam, ze to poczucie moze byc jak najbardziej prawdziwe, bo
                  czasem podswiadomie tak wlasnie robie, wchodze gdzie nie powinnam.
                  Doszlismy do wspolnego wniosku, ze czasem mysle, ze wiem lepiej, co
                  jest dla niego dobre.
                  Powiedzialam mu, ze to prawda i ze wiem, ze to bardzo arogancka mysl
                  i nie jestem z niej dumna.
                  Powiedzialam, ze czasem kieruje mna rodzaj kompulsji, bo mnie boli,
                  kiedy widze ze Ci, ktorych kocham cierpia i chcialabym to zmienic.
                  Ale czasem nie moge. Tak naprawde nie moge.
                  Rozmawialismy o wspolnym projekcie; nie bylam pewna, czy on powinien
                  sie w to angazowac, czy mu ufam na tyle, czy chce w tym
                  uczestniczyc. Zapytal sie mnie, kiedy w koncu bedzie mogl mi
                  przestac udowadniac, ze mu na mnie zalezy, bo ma poczucie, ze musi
                  to robic ciagle.
                  Przyznalam mu racje, ze jestem arcynieufna w stosunku do ludzi i to
                  moj problem, nie jego.
                  Powiedzial, ze chcac rozluznic kontakt, chce uciec; cos, co jemu od
                  czasu do czasu narzucam. Zawarl ze mna pakt; chcial sobie i mnie
                  udowodnic, jak sadze, ze mi na nim zalezy i nie odchodze tak
                  naprawde; powiedzial, ze zrobil to tylko z jedna osoba w calym jego
                  zyciu i to symbolizuje dla niego zwiazek na zycie.
                  Chodzilo o uscisk dloni; jestesmy przyjaciolmi na zycie. Zrobilam
                  to, uprzedzajac go wczesniej, ze przyjazn czy milosc nie oznacza dla
                  mnie, ze sie tej osoby nigdy nie opusci; tylko, ze sie bedzie
                  dzialalo dla jej dobra. Czasem, w mojej interpretacji, odejscie czy
                  odsuniecie sie jest dzialaniem dla czyjegos dobra. I moje dobro to
                  jest to, co ja mam przede wszystkim na uwadze; pozniej dobro innych.
                  I powiedzialam mu, ze mi na nim bardzo, bardzo zalezy i to sie nie
                  zmieni. Prawde mowiac ja naprawde tak mysle; nie musi to sie dla
                  mnie zmienic. To po prostu mojej decyzji o odsunieciu sie nie
                  zmienia...
                  Powiedzial, ze leka sie opuszczenia i kiedy nie ma tych, na ktorych
                  mu zalezy wokol niego, te mysli do niego wracaja.
                  Powiedzialam mu, ile czasu ja i inni jego bliscy przyjaciele beda
                  jeszcze musieli mu udowadniac, ze nam na nim zalezy. Ma maile. Ma
                  nasze deklaracje. Ma nasze zachowania.
                  Przyznal mi racje; jednak pozostal ten uscisk dloni; moze
                  odchodze/odsuwam sie, ale, jak sadze, on mysli, ze nie na zawsze, ze
                  to czasowe. Dla mnie to permanentna zmiana relacji; on sobie z tego
                  jeszcze chyba nie zdaje sprawy.

                  Powiedzialam mu, ze potrzebuje dystansu i chce rozluznic ten
                  zwiazek, z racji naszej wspolpracy nie wiem jeszcze, na czym i jak
                  to bedzie polegalo, ale informuje go, zeby sie przygotowal na
                  zmiany.

                  Konkluzja wieczoru bylo to, ze, cytuje, rozumie, ze to jest to,
                  czego potrzebuje i nie czuje sie odrzucony. Jesli bedziemy "za
                  blisko", wedlug moich nowych standardow, jesli bede potrzbowala
                  wiecej samotnosci czy przestrzeni, powinnam mu to tylko powiedziec.
                  Upewnil sie stukrotnie, ze mi na nim zalezy i nie uciekam od niego.

                  Powiedzmy, ze jestem zadowolona z rezultatu, ale tez troche
                  zniesmaczona; to nie jest normalne, chciec od kogos takich
                  deklaracji; od kobiety, takich zapewnien, a nie oczekiwac tego od
                  swojej dziewczyny.

                  Coby nie bylo, emocjonalnie odchodze. Pierwszy dzien po tym byl
                  trudny; bo mam wrazenie, ze nasza rozmowa byla na tyle szczera i
                  gleboka, ze w zasadzie sie do siebie zblizylismy i tylko sie
                  upewnilam co do tego, w jak dziwny, czy wrecz desperacki sposob mu
                  na mnie zalezy.
                  Brakuje mi go i emocjonalnie czuje zal i rodzaj zaloby.

                  Kilka godzin pozniej, okolo polnocy, zadzwnila nasza wspolna
                  przyjaciolka. Powiedziala mi, ze miala tak ogromny napad intuicji,
                  mowiac zartem; on bierze narkotyki. Wedlug niej.
                  Ja wiem, ze jego dziewczyna, piekna blondyna, pali trawe.
                  Najprawdopodobniej nasza przyjaciolka miala to na mysli; moze.
                  Powiedziala mi, ze to jej sie uklada w calosc, bo to tlumaczy dla
                  niej jego chaotyczne zachowanie i zmienne nastroje.

                  Ja mysle, ze to moglabyby byc mozliwosc; pochodzi z rodziny, w
                  ktorej rozwiazywalo sie problemy za pomoca substancji
                  psychoaktywnych.
                  Odkad zaczal sie spotykac ze swoja dziewczyna, zmienil sie nieco;
                  stal sie bardziej wulgarny i trudniejszy do skontaktowania sie; nie
                  odbiera telefonow, zapomina wlaczyc komorki itd. Nie czyta maili po
                  dwa tygodnie; a pracuje w sektorze IT. Jednoczesnie bardzo okazuje
                  jak zalezy mu na kontakcie z nami i jak bardzo chce z nami pracowac.
                  Jest o wiele bardziej otwarty w mowieniu o sobie na przyklad.

                  Ot i to, roziwazanie calej sytuacji...
                  A zycie toczy sie dalej.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka