jolanta4447
05.07.18, 05:00
Kilka razy spotkałam się z byłymi pracownicami z byłej pracy przy różnych okazjach (Dzień Kobiet, spotkanie emerytów, impreza u dobrej koleżanki z pracy z ich też udziałem).
Byłam szefem działu technicznego na stanowisku kierowniczym i z tymi osobami miałam sporadyczny kontakt (panie z księgowości, administracji czy sprzedaży).
Zawsze byłyśmy na 'pani', w sumie znałyśmy się z widzenia i nielicznych spraw do załatwienia, choć 'Dzień dobry' zawsze było, to jasne. Żadna nie była mi bliska ani ja jej, nawet nie pamiętam jak ma na imię czy nazwisko - ot bardzo daleka współpracowniczka sporadycznie w służbowym kontakcie.
Nagle na spotkaniu emerytów (one też już na emeryturze) czy przypadkiem na ulicy, te osoby mówią mi na "Ty".
Jestem zdziwiona, reaguję neutralnie, nie nadymam się, ale też nie 'tykam' tylko odpowiadam bezosobowo, bo nawet 'Ty' nie przechodzi mi przez gardło, a nawet nie pamiętam nazwiska.
Czy to jest jakaś norma, zwyczaj, którego nie znam? Czy przyjęte jest, że emeryci są ze sobą per 'Ty', choć wcześniej nigdy nie byli?
Czy taka pani szeregowa księgowa czy zaopatrzeniowiec do byłego dyrektora na emeryturze też mówi per 'Ty'? Wątpię.
A może w ten sposób chce okazać sympatię, choć w czasie pracy nie miała okazji lub nie umiała?
A może to tylko w mojej byłej firmie takie zwyczaje?
Mnie to się nie podoba, bo jeśli przez 32 lata pracy ledwo się znałyśmy, byłyśmy w różnych działach i na różnych poziomach, to emerytura niczego nie zmieniła. Prawie ich nie znam.
Oczywiście korona mi z głowy nie spada i nie obruszam się, ale nie potrafię obcej w sumie osobie odpowiadać w ten sam sposób. Może dziwna jestem.
Co myślicie?