Jakiś czas temu miałam przyjemność spędzić weekend w miejscowości wypoczynkowej. Hotel+spa, jakich wiele, goście w zróżnicowanym wieku, choć przeważali mniej więcej 30-latkowie.
Wydawałoby się rzeczą naturalną, że goście, mijając się na korytarzu w hotelu lub wchodząc do restauracji na śniadanie, mówią sobie "dzień dobry". Otóż niekoniecznie - większość takich przypadkowych spotkań odbywała się bez słowa, goście mijali się z wzrokiem wbitym w podłogę, niektórzy nawet przyspieszali kroku, byle tylko uniknąć nawiązania kontaktu (jakby "dzień dobry" automatycznie zobowiązywało do odbycia kwiecistej konwersacji lub zawarcia znajomości na długie lata

), nawet jeśli mieszkali w sąsiednich pokojach. Nieco lepiej było na śniadaniu: "dzień dobry" pozostałym mówiło jakieś 70% wchodzących. Zauważyłam też, że częściej witali się goście starsi niż młodsi.
Zastanawiam się, czy to przypadek, czy też znak naszych czasów. Jakie są Wasze spostrzeżenia?