Dodaj do ulubionych

wątek weekendowy

08.02.07, 22:15
może się większości z Was moje problemy wydadzą wydumane i nieistotne, ale z
tego co czytam, wiele z nas ma problem z akceptacją siebie i samooceną.
Ja jako singielka poszukująca drugiej połówki umówiłam się na sobotę na
randkę z chłopakiem poznanym przez neta. On nie wie jak wyglądam.
I tu sie problem zaczyna. Staram sie budowac poczucie wlasnej wartości -
wmawiam sobie że wygladam ok, coraz lepiej itd. Staram się w to wierzyć.
Dlatego zdecydowałam, że się z nim spotkam. W ramach postanowienia, że nie
odkładam życia na potem (kiedy będę szczupła) tylko żyję teraz.
Jednak na 99% wiem, że mu się nie spodobam. No chyba że będzie zdesperowany i
pijany;) I własnie - pytanie - isc czy nie isc? Bo jak nie pojde to bede
siedziec w domu - biedna, smutna grubaska. Pojde, zobacze na jego twarzy
wyraz rozczarowania i moje pieczolowicie budowane poczucie wlasnej wartosci
znow runie - boje sie ze nie zdolam wtedy utrzymac diety.
Tylko mi nie mówcie że jestem inteligentna i zabawna, a jak on się na tym nie
pozna, to znaczy że nie był mnie wart. Albo mówcie;)))
Jak sobie radzicie w sytuacjach, kiedy ktoś ewidentnie (lub wg waszego
subiektywnego odczucia) daje wam do zrozumienia że jesteście nieatrakcyjne?
Obserwuj wątek
    • akolitka Re: wątek weekendowy 08.02.07, 23:05
      santamanana,
      problem wcale nie jest wydumany ani nieistotny!
      Po pierwsze o ile nie nakłamałaś w necie ( słyszałam o babce 53 lata, która
      wysyłała do netu swoje zdjęcie w wieku 25 lat;-)))) to ryzyko jest jak przy
      każdej innej randce w ciemno. i wszystko ok, pod warunkiem, że w Twoje plany
      jest wpisana możliwość odrzucenia, bo tak to już jest z randkami - odrzucamy i
      bywamy odrzucane ;-)))
      Jeśli facet Ci się wydaje interesujący, to idź i się nie przejmuj. Pomyśl, że
      to on może się Tobie nie podobać!!!! Natomiast jeśli idziesz tylko po to, żeby
      udowodnić sobie, że nie jesteś "biedną, smutną grubaską siedzącą w domu", to
      daj sobie spokój!!!! Nie możesz składać swojego dobrego samopoczucia w ręce
      przypadkowego gościa. Jak Ci się nie chce iść, to zostań w domu bez poczucia
      winy. Niczego nie musisz!!!!!
      A co do Twojego ostatniego pytania, to ja wychodzę z założenia, że w
      mężczyznach ważny jest dobry gust tzn. jak mu się nie podobam to widać ma
      kiepski gust i tym samym nie wart mojego zainteresowania. Najpiękniejszy romans
      w życiu przeżyłam ważąc +/- 90kg, a największą depresję i porażkę uczuciową
      przy wadze 67.


    • voluptas Re: wątek weekendowy 08.02.07, 23:29
      (kurde, miałam sobie dać już dziś spokój z pisaniem, bo jestem nieprzytomna, ale
      nie wytrzymam, cholera...).
      Santamanana, na miłość boską, a ile Ty ważysz, kobieto? Piszesz w naszym
      1.lutowym wątku, że masz do zrzucenia 14 kg, to NIE JEST duża nadwaga.
      Poza tym... refleksja ogólna na temat mężczyzn:
      Kto Ci wbił do głowy, że facetom podobają się tylko kobiety o budowie sklepowego
      wieszaka, lub jak kto woli Kate Moss? Ilu facetów, tyle gustów i preferencji.
      Nie znasz gustu ani upodobań tego z którym akurat się umówiłaś, więc nie możesz
      niczego z góry zakładać. Nie każdy ma wdrukowany w głowe model 90-60-90 i tych
      cyfr trzyma się z uporem maniaka. A poza tym... kto powiedział, że dziewczyna
      mimo parę kilogramów nadbagazu nie może być atrakcyjna? Atrakcyjność to jednak
      trochę więcej, niz szczupły tyłek, naprawdę, nie raz się o tym przekonałam.
      Jesli prezentujesz się atrakcyjnie jako tzw. całokształt, tzn. ubierzesz się
      fajnie, strzelisz makijaż, będziesz miała zadbane ręce, fajną fryzurkę, ślicznie
      się uśmiechniesz, a poza tym da się z Toba normalnie niezobowiązująco o
      wszystkim pogadać - to myślę, że miły weekend przed Tobą a tym bardziej Twoim
      znajomym :) I o tym akurat jestem przekonana.

      A poza tym wiesz, co mnie wku...rza? Że zastanawiasz się głównie nad tym, czy Ty
      mu się spodobasz, a nie nad tym, czy on spodoba się Tobie. Zaręczam Ci, ze
      faceci mają przed takimi spotkaniami identyczne obawy, jak my: czy dobrze
      wypadna, czy ona sobie mnie tak właśnie wyobraża, czy się nie zbłąźnię etc.
      Więc IDŹ, baw się świetnie, zobacz, jak znajdziesz się w tej sytuacji i nie
      uzależniaj swojej samooceny od tego, jak wypadnie Twoje spotkanie z nieznajomym.

      Tylko błagam!!! Umów się z nim W MIEJSCU PUBLICZNYM. Nie ważne, kto to jest, ani
      jak długo się "znacie". NIGDY nie wiesz, kto tak naprawdę jest po drugiej stronie...
    • santamanana cześć 09.02.07, 09:16
      Widze że niektórym podniosłam wieczorem ciśnienie. Niechcący;))
      Akolitko - prawdopodobnie jesteś ładną i atrakcyjną kobietą, niezależnie od
      wagi:) Pozdzdrościc. Ja niestety jestem tzw. przeciętnej urody, a tusza nie
      tylko odbiera mi jej resztki, ale i poczucie własnej wartości.
      Tak jak mówisz - skoro się komuś nie podobam to jego problem. Nie musze sie
      wszystkim podobac. Podejscie jak najbardziej słuszne. Tylko, ze jak sie nie
      podobasz wszystkim to cos w tym musi byc. Zaczynasz sie zastanawiac - czy to ze
      mną nie jest cos nie w porzadku. A co do tego czy on mi sie podoba - wydaje sie
      fajnym facetem i chcialabym spedzic mily wieczor w jego towarzystwie:)
      Voluptas - bez obaw - umawiam się w miejscu publicznym:))) Dzieki za troskę,
      mamma;))))
      A co do tego, że sie nie zastanawiam, czy mi sie on spodoba - wiem że to
      głupie, ale tak już mam. Chyba jestem egoistką i myślę tylko o sobie - jakie ja
      zrobię wrażenie;) On tak naprawdę jest tylko narządziem do potwierdzenia mojej
      wartości. Wiem że z takim podejsciem daleko nie zajade, ale od czegos musze
      zaczać.
      Wiem że są faceci dla których sie liczy cos innego niz zgrabny tyłek - chociaz
      ja osobiscie nie mialam okazji takiego spotkać:( Moze od razu ich odrzucam, bo
      jak ja, wygladajac tak jak wygladam, moge sie podobac fajnemu facetowi. Jak sie
      podobam to uwazam ze z nim jest cos nie w porzadku - a skoro tak to ja go nie
      chce.
      A co do wagi - to dzisiaj 64kg - jakies szaleństwo - wczoraj było 65,5. Nie
      wiem co sie dzieje, ale jest pieknie. Czyli do zrzutu mam jescze 12 kg, bo
      kurdupelek jestem:))) BMI 25,9.
    • lenona1 więcej wiary w siebie 09.02.07, 21:01
      Ja wiem że to co napisze jest oklepane- nie jest ładne to co ładne ale to co
      się komu podoba. Ja zawsze ze zdziwieniem partzyłam na koleżanki które mimo
      urody były same- grunt to charakter. Pełno jest też dziewczyn na które patrzysz
      i myślisz co taki ekstra facet z nią robi. To się często zdaża. A co do wagi ja
      mam 171 i w wieku ok 20 do 25 lat ważyłam w przedziale od 70 do 78 i uwież mi
      miałam powodzenie. A mój mąz jak mnie zobaczył to stwierdził fajna, a jak
      pogadał to się zakochał na zabuj.
      Wiesz mi mama cały okres dorastania w podstawówce mówiła że jestem gruba i
      nieładna bo nie podobna do niej, a jak poszłam do internatu i zaczełam
      rozmawiać z ludżmi to nagle okazało się, że jestem fajna laska- i tak już
      zostało. Nigdy nie nażekałam na brak przyjaciół, powodzenia byłam z tych dusz
      towarzystwa.
      Teraz waże 100 kilo mam 2 dzieci wspaniałego męża, sporo przyjaciółek i
      znajomych. Kochana skoro facet widzi w tobie tylko wygląd to nie warto z nim
      nawet rozmawiać, to on ma się podobać tobie a kobieta zawsze jest piękna. Głowa
      do góry, pierś do przodu i do baju. I uśmiech, uśmiech, uśmiech.
      • edziuch Re: więcej wiary w siebie 10.02.07, 00:24
        Gdy poznalam swojego prawie męża, moja waga oscylowała w granicach 105 kg,
        dokładnie nie wiem, bo się nie ważyłam. Myslę, że to wystarczy za komentarz.
        Szukaj mądrych facetów. (to oczywiście do inicjatorki tego wątku).
        • santamanana Witam w sobotę 10.02.07, 08:40
          Nie odważyłam się zaczac wątku 10 lutego 10 dzień więc zaczynam tuta:))
          Wlasnie zmienilam kolo w swoim wozie:) Sama:) Instrukcja z netu wydrukowana.
          Udało sie. Heh... wiec czy mi sie moze cos nie udac, jak nawet kolo sama
          zmieniam?;)
          Ale ad rem. Z waszych postów wynika że waga nie ważna liczy sie osobowosc.
          Kurcze zaczynam sie bać że to nie waga jest moim problemem, ale brak osobowości;
          ( - na którą raczej nie narzekam, ludzie mnie lubią:)
          Ale tak poważnie - wydaje mi sie najistotniejsze nie to ile kg pokazuje tylko
          jak sie z tym czujesz i jaka jest twoja samoocena. Akolitko, Edzuich piszecie,
          ze ważac w swoich stanach górnych poznałyscie wspanialych facetów - pewnie
          wtedy sie dobrze ze soba czulyscie. Ludzie wyczuwaja ze ktos jest niepewny
          siebie, zakompleksiony. Ja taka jestem - sadze ze z powodu wagi, glownie z tego
          powodu. Jesli uda mi sie z tym dojsc do porzadku to uda mi sie uregulowac
          reszte zycia.
          I to nie dlatego ze teraz wazac 63,4kg (tak, tak , waga mnie kocha!!!!!! - znów
          mniej 0,6kg) jestem be, a wazac 10kg mniej bede cacy, tylko dlatego, jak juz
          wiele z was pisalo ze ma ten sam problem - ze ja "nie zyje". Wskazania wagi
          okreslaja moje zycie - grubsza - nie ide na impreze (bo wszystkie ciuchy male),
          nie jade ze znajomymi nad morze (bo jk wystapic w kostiumie) itd itp.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka