lswaczyna
11.07.06, 20:56
Kto sieje wiatr ten burze zbiera.
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35063,3465269.html
Ciekawe podejście do problemów Narodu Śląskiego.
WARSZAWIE DZIĘKUJEMY
Nie czas i miejsce na wywody, jednak jak zaświadczają fakty Warszawa w sposób
oczywisty nie radzi sobie ze Śląskiem, od początku jej skromnego panowania na
tej ziemi, czyli od roku 1922. To, że przez osiemdziesiąt lat doprowadziła do
prawie całkowitej relegacji rodzimej ludności oraz prowadziła permanentnie
skrajną eksploatację regionu, jest, rzecz jasna z punktu widzenia Warszawy,
sprawą ze wszech miar pozytywną. Albowiem działania polityczne i wojskowe
podjęte po pierwszej wojnie światowej, a i po drugiej, zakończyły się dla
niej całkowitym sukcesem. Doprowadzono do pełnej polonizacji Śląska. Jednak
zrobiono to i robi się nadal w tak nieumiejętny sposób, że całkowicie
zniszczono mit drzemiący w umysłach powstańców śląskich z początku XX w. o
dobrej i sprawiedliwej ojczyźnie. Idealnym rozwiązaniem dla Warszawy byłoby
definitywne rozwiązanie problemu śląskiego, ale niestety nie ma na ziemi
rzeczy idealnych.
Przyszedł czas na postawienie sobie pytania wśród garstki ocalałych
autochtonów jak i osób przybyłych na Śląsk, a utożsamiających się z tą ziemią
– co dalej?
Oczywiście, że być może rozwiązaniem problemu mogłaby być autonomia regionu. A
najlepiej autonomia wszystkich regionów Polski – czyli Mazowsza, Warmii i
Mazur, Pomorza, Wielkopolski, Małopolski i właśnie Śląska. Co oczywiście jest
niemożliwe, bo mentalnie azjatycki sposób zarządzania krajem przez Warszawę w
sposób oczywisty wyklucza taką możliwość.
Biorąc pod uwagę obecną geopolitykę inne rozwiązania nie wchodzą w grę. Mając
jednak na uwadze, że nawet Wielki Rzym miał swój kres, można by dokonać
symulacji ukazującej inne warianty przyszłości.
Współczesna historia Europy daje przykłady takich rozwiązań. Czyli odłączenie
się od państwa macierzystego. Jednak rozwiązanie tak drastyczne nie do końca
mogłoby być najszczęśliwsze.
Bogata historia Śląska podpowiada jeszcze inne rozwiązania. Jeżeliby Śląsk
podziękował Warszawie, mógłby poszukać innego protektora. I mogłaby to być, co
wydaje się naturalne, stolica sąsiedniego państwa na zachodzie. Jednak
ciekawszą alternatywą wydaje się Praga. Czeska Praga oczywiście.
Z historycznego punktu widzenia byłby to powrót Śląska do macierzy, czy jak
chcą niektórzy do cywilizacji. Przypomnijmy krótko. Pierwszym tworem
państwowym, w ramach którego funkcjonował Śląsk było Państwo Wielkomorawskie,
a później Czechy. Najdłużej w swej historii Śląsk był właśnie pod Koroną
Czeską, bo aż ok. 480 lat (w Polsce ok. 320 lat, , w Prusach i Niemczech ok.
200 lat).
Poza względami natury historycznej istnieją jeszcze fakty. Czechy to jedyny
kraj na świecie, który w swym herbie, obnoszonym na strojach reprezentantów
tego kraju w okolicach serca, widnieje herb Śląska. A wzięło się to stąd, że
od średniowiecza Ziemie Korony Czeskiej to Czechy, Morawy i Śląsk. Nadto 6
stycznia roku pańskiego 1918 delegaci z Czech, Moraw i Śląska, przyjęli słynną
„Deklarację Trzech Króli”, na bazie której dziesięć miesięcy później,
ogłoszono niepodległość. I dlatego w dzisiejszym herbie widnieją znaki
heraldyczne tych trzech regionów. Należy też pamiętać, że nieprzerwanie do
dzisiaj, w granicach państwa, którego stolicą jest Praga, istnieją obszary
należące do Śląska. I dlatego właśnie w dzisiejszej Republice Czeskiej
mniejszość śląska jest uznawana, w przeciwieństwie do Państwa Polskiego. Zatem
Praga nie zapomina.
Pod względem mentalnym również bliżej Ślązakom do Dzielnego Wojaka Szwejka,
aniżeli Pana Tadeusza. Poza tym, osoby przywiązane do biało-czerwonego
sztandaru nie musiałyby się z nim rozstawać, ponieważ barwy narodowe Czech są
takie same, a pod względem tradycji dłuższe aniżeli w Polsce. Pozostaje
jeszcze język, który w Polsce po chamsku jest permanentnie ośmieszany. Gdyby
poprawnie nauczyć się czytać litery alfabetu czeskiego, okaże się, że nie jest
on aż tak śmieszny i tak nieznajomy. Ponadto ma w sobie dużo określeń
używanych potocznie na Śląsku leżącym w granicach Polski. Zresztą bez żadnych
tłumaczy można spokojnie porozumieć się z każdym Czechem.
O korzyściach praktycznych wynikających z kolejnego przyłączenia do macierzy
nie warto mówić, bo szkoda czasu i miejsca. Pamiętać należy jednak, że jedynie
po niewielkim wysiłku inwestycyjnym jazda do stolicy, byłaby o wiele
przyjemniejsza, ponieważ można by do Pragi jechać autostradą lub szybkobieżną
koleją.
Reasumując. Być może przedstawiony pomysł jest szalony. I bądźmy szczerzy
–dzisiaj niemożliwy. Ale przynajmniej wyartykułowanie hasła „WARSZAWIE
DZIĘKUJEMY – ZAPRASZAMY PRAGĘ” na pewno może pobudzić osoby zamieszkujące
Śląsk do przemyślenia pewnych spraw. Już choćby to będzie wartością samą w sobie.
Lusor
PS.
Fanom rejestracji mniejszości śląskiej w Polsce podpowiadam, że zamiast toczyć
boje formalne z Warszawą, a także udowadniać, że kóń jest, choć napisu pod nim
brak, należy zarejestrować stowarzyszenie mniejszości czeskiej, do którego
mogą przynależeć Ślązacy jako mniejszość śląska mniejszości czeskiej w Polsce.