Dodaj do ulubionych

Trochę OT: Horror przystankowy na oczach wladzy

02.12.05, 16:51
Kiedy patrzę na to, co się dzieje na przystanku autobusowym na przeciwko
urzędu dzielnicy w godzinach szczytu, to jestem wściekly na MZK, ale też myślę
sobie o bezmyślności i obojętności urzędników, którzy patrzą na to codziennie,
a jednak ich nie wzrusza... Przecież to jest potworne!! Setki ludzi
stloczonych jak... no mroczne porównania na myśl przychodzą... "Biedni
urzędnicy patrzą na..." Kto ma zmusić MZK do posluszeństwa jeżeli nie wladza?
Ja rozumiem, ze w tej firmie wszystko kręci się pod tych 100 czy 200 kierowców
z wąsami, którzy mają związki zawodowe i żaden dyrektor ich nie ruszy... Ale w
końcu to miasto im placi - więc niech, do diabla, wymaga!!!
Obserwuj wątek
    • katmoso Re: Trochę OT: Horror przystankowy na oczach wlad 02.12.05, 19:14
      horror przystankowy się roszerza. mam wrażenie, że od wakacji albo zwiekszyła
      sie liczba użytkownikow km albo zmniejszyla liczba kursów. jedno z dwojga, lecz
      władze powinny na to zareagować. od tego są.
    • roody102 Re: Trochę OT: Horror przystankowy na oczach wlad 05.12.05, 10:12
      > Kiedy patrzę na to, co się dzieje na przystanku autobusowym naprzeciwko
      > urzędu dzielnicy w godzinach szczytu, to jestem wściekly na MZK, ale też
      > myślę sobie o bezmyślności i obojętności urzędników, którzy patrzą na to
      > codziennie, a jednak ich nie wzrusza...

      Twojego pełnego demagogii posta zobaczyłem przed weekendem, ale nie miałem
      czasu od razu odpisać.
      Primo: urzędnicy dzielnicy, choćby chcieli, to niewiele mogą zrobić, bo
      autobusami zajmuje się ZTM, czyli instytucja ogólnomiejska a dzielnica może
      najwyżej wydawać opinię (i wydała: rada dzielnicy krytykowała projekt zmian).

      > Przecież to jest potworne!! Setki ludzi stloczonych jak... no mroczne
      > porównania na myśl przychodzą...

      Podziel się nimi - sądząc po tonie Twoich postów, w szczególności powyższego,
      to mogą być bardzo radosne porównania.

      Tymczasem wyjaśnienie sytuacji na przystanku przed urzędem jest dość proste.
      Być może nie odnotowałeś, ale plac Wilsona jest teraz końcowym przystankiem
      mtera, więc siłą rzeczy i chcąc nie chcąc stał się o wiele większym węzłem
      przesiadkowym, niż był wcześniej i siłą rzeczy przyjazd każdego pociągu
      powoduje tłok na wszystkich okolicznych przystankach - tego nie ma sensu
      oceniać w kategoriach winy i odpowiedzialności, bo tak po prostu jest i być
      musi, że na końcowej stacji metra jest tłok, dużo ludzi a w godzinach szczytu
      przesiadają się tam tłumy. I o to nie można mieć pretensji do żadnej władzy.

      A w ogóle to przypomina, że budynek na Słowackiego nie jest już radą narodową
      tylko urzędem dzielnicy - to taki sygnał, że zmieniły się czasy i nie ma już
      żadnej bezimiennej i wszechogarniającej "władzy" - jest rada dzielnicy, która
      ma takie a nie inne kompetencje i - last, but not least - została wybrana przez
      tych, którzy stoją na tym nieszczęsnym przystanku.

      Zmień mantrę na bardziej współczesną: pisz maile do ZTM zamiast produkować na
      forum swoje roszczeniowe wynurzenia.
      • rtomik Re: Trochę OT: Horror przystankowy na oczach wlad 05.12.05, 11:43
        a na przeciwko ktorego urzedu dzielnicy????
        bemowa, bialoleki, ursynowa czy pragi???
        • roody102 Re: Trochę OT: Horror przystankowy na oczach wlad 05.12.05, 11:56
          Kuala Lumpur :P
      • marslaur Moderator - moderuj zamiast ograniczać debatę...! 05.12.05, 12:42
        > Twojego pełnego demagogii posta

        przyklady?

        > Podziel się nimi - sądząc po tonie Twoich postów, w szczególności powyższego,
        > to mogą być bardzo radosne porównania.

        a co, tylko radosne ci odpowiadają? jakas specyficzna polityczna poprawność na
        tym forum obowiązuje?
        OK - powiem ci - mi się to kojarzy z upodleniem. masa ludzi stloczona tak, ze
        bliskosc drugiego czlowieka staje sie wstrętna. zimno, brak lawek. a ty czekasz,
        czekasz, czekasz. ok, mozna czekac 5 minut, mozna czekac 10. ale 30? nie stales
        nigdy w grudniu 30 minut na przystanku razem z setką innych ludzi? to jest fajne
        i tak ma byc, bo wybudowano metro? to jakis zart?! stary, ktos tutaj dal ciala i
        to powaznie, a fakt ze dzieje sie to dokladnie na wprost gmachu samorządu
        lokalnego zwyczajnie podnosi tę sytuację do rangi symbolu.



        > Primo: urzędnicy dzielnicy, choćby chcieli, to niewiele mogą zrobić, bo
        > autobusami zajmuje się ZTM, czyli instytucja ogólnomiejska a dzielnica może
        > najwyżej wydawać opinię (i wydała: rada dzielnicy krytykowała projekt zmian).

        jezeli ktoś niewiele może zrobić widząc coś takiego, to niech a) zmieni pracę;
        b) niech robi wszystko, żeby przepisy zmienić i żeby mógl

        A tlumaczeń, że wladza nic nie może to naprawdę slyszalem już wiele. I co z
        tego? Wlasnie dlatego pewne rzeczy się w Polsce nie zmieniają - bo "się nie da".
        A wlasnie potrzebna jest presja.


        > tego nie ma sensu oceniać w kategoriach winy i odpowiedzialności

        slucham? to mi znowu pachnie pewną historią, tam tez nie bylo winnych, faceci
        tylko wykonywali rozkazy...


        , bo tak po prostu jest i być
        > musi, że na końcowej stacji metra jest tłok, dużo ludzi a w godzinach szczytu
        > przesiadają się tam tłumy. I o to nie można mieć pretensji do żadnej władzy.

        tak jest i tak musi byc? ze ludzie przez pol godziny stoją stloczeni jak bydlo i
        nawet lawki nie ma?! I dzielnica nie jest w stanie zmusic MZK, zeby to zmienilo?
        To kto ma zmusic? Ja???

        Oczywiscie ze stacja metra i ze tlumy. Ale w takim razie niech autobusy jezdzą
        co 5 minut a nie co pol godziny. Ale ja tego nie zmienię, i ci ludzie też nie.
        Od tego jest management - czyli ci panowie i panie, ktorzy w zaciszu gabinetow
        siedzą i patrzą na to codziennie.


        > nie ma żadnej bezimiennej i wszechogarniającej "władzy" - jest rada dzielnicy,
        która
        > ma takie a nie inne kompetencje i - last, but not least - została wybrana przez
        >
        > tych, którzy stoją na tym nieszczęsnym przystanku.

        i co z tego? co to zmienia? jest dokladnie tą samą biurookratyczną strukturą jak
        wtedy - nie widzę wielkiej różnicy. wlasnie jest bezdusznosc w tym konkretnym
        przypadku jest tego dowodem. Ludzie stoja godzinę na przystanku, na ktorym nie
        ma ani jednej lawki ani budki z herbatą - no i co? my nic nie mozemy zrobic!
        KOMUNA!!!

        byc moze urząd dzisiaj nazywa się tak albo inaczej - zapewnam cię, ze istota
        biurokracji pozostaje ta sama - troszczy się o siebie i o swoje interesy, a o
        interesy ludzi dopiero kiedy zostanie do tego zmuszona. nie znam lepszego
        sposobu, by zmusic ją do zajęcia się tym tematem, niz napisac o tym na forum.

        > Zmień mantrę na bardziej współczesną: pisz maile do ZTM zamiast produkować na
        > forum swoje roszczeniowe wynurzenia.

        rozumiem twoją irytację - prawda w oczy kole, latwiej wymieniac nic nie znaczące
        zarciki na ten czy inny temat, przerzucac się powiedzonkami po lacinie, albo
        zapraszac na kolejny pokaz slajdow - tylko co z tego?!

        bylem na zachodzie i bylem na wschodzie - i powiem ci, ze takim tlumów na
        przystanku autobusowym nie widzialem nigdzie poza Rumunią.
        Wszystko jest OK?

        sorry Roody102, ze ci zepsulem nastroj, ale zrobie to jeszcze nieraz, mozesz byc
        pewien...
        • sierzant.podsiadlik Marslaur! Wodzu! prowadź nas do rewolucji! 05.12.05, 12:50
          Niech lud rozwala przystanki! Niech zrobi barykady z autobusów! A potem, z
          pieśnią na ustach, ruszymy burzyć Urząd Dzielnicy! Wszystko dla ławek i
          herbaty!!!

          ps.malutkie pytanie: złociutki, a w jakim to mieście (czy też, na jakim
          przystanku w naszym mieście) widziałeś budkę z herbatą na przystanku
          autobusowym, hę? Chyba, że weźmiemy pod uwagę dworce PKS ;-)

          ps2. na przystanku pod Uniwerkiem też się naród tłoczy od lat, a autobusy na
          Trakcie Królewskim jeżdżą co minutę. I co, JM Rektor ma machnąć gronostajem i
          stanie się cud komunikacyjny???
          • kazuyoshi78 Re: Marslaur! Wodzu! prowadź nas do rewolucji! 05.12.05, 12:52
            Cudu nie będzie. Miliardy złortych z budżetu pójdą na budowę pięknych
            wielopasmowych dróg (które zaraz się zatkają), a nie na budowę sprawnej
            komunikajci publicznej, opartej o metro i szybką kolej miejską.
        • kazuyoshi78 Re: Moderator - moderuj zamiast ograniczać debatę 05.12.05, 12:50
          Cholernie dobrze napisane. Problemy trzeba drążyć, a nie zamiatać pod dywan.

          Zwracanie się do _odpowiednich_ urzędów też nie zawsze daje jakiekolwiek
          efekty. Delqegacje rowerzystów już swoje wydeptały w _odpowiednich_ urzędach, a
          jak wygląda infrastruktura rowerowa w Warszawie, każdy widzi.

          Nie znaczy to oczywiście, że nie nalezy molestowac odpowiednich urzedów o pewne
          sprawy, bo _należy_, ale mimo wszystko każdy widzi, jak to z urzędniczą
          działalnością jest. I nie piszę teraz o urzedzie dzielnicy Żoliborz, ale o ZTM
          i ZDM.

          Więc jeśli ktoś chce się podzielić na tym forum swoimi problemami, to nie
          trzeba go od razu gasić, tylko dlatego że mąci piękny salonowy świat, gdzie "z
          jednej strony tak, no ale z drugiej strony to...", "och, ach", "wszelakoż
          jednak bardzo pana cenię..." itd.
          • sierzant.podsiadlik Re: Moderator - moderuj zamiast ograniczać debatę 05.12.05, 13:00
            Ależ niech się dzieli. Niech dyskutuje. Tu jest dość otwarty salon i kazdy może
            napisać co chce, pod warunkiem, że nie łamie netykiety. Jakby moderator
            naprawdę ograniczał dyskusję, jak to sugreruje nasz Rewolucyjny Wódz, to by
            wątek wylądował na Oślej.
            • kazuyoshi78 Re: Moderator - moderuj zamiast ograniczać debatę 05.12.05, 13:04
              A czy moderator potrzebuje adwokatów?

              Daj spokój z tą netykietą, najważniejsza we postach jest (a przynajmniej
              powinna byc) _treść_, a nie forma. Skoro mamy dyskutować o czyjejś wypowiedzi,
              to skupmy się na jej treści, a nie na formie, choićby ta ostatnia pozostawiała
              nieco do życzenia.
        • wilson05 Re: Moderator - moderuj zamiast ograniczać debatę 05.12.05, 13:16
          Cos mi sie tu nie zgadza:
          po Slowackiego autobusy co 30 minut jezdza tylko w nocy
          urzad dzielnicy pracuje w dzien
          Zatem w jaki sposob urzednicy mieliby zobaczyc z okien swoich urzedow te tlumy
          ludzi koczujace pol godziny na przystanku bez najmniejszej filizanki herbaty???
          • donkej Re: Moderator - moderuj zamiast ograniczać debatę 05.12.05, 13:40
            Rudy - tajny agent Urzędu (...)
            Sierżant - tchórzliwy obrońca moderatora i Donkeja.
            Wilson - urzędas. Donkej - (...)
            Kultura płonie. Porządek społeczny upada.
            No, ale za to doczekaliśmy się swojego Pana_pndzelka. Żegnaj monotonio.

            • kazuyoshi78 Re: Moderator - moderuj zamiast ograniczać debatę 05.12.05, 13:43
              Nie chcemy zaproszeń do panującego tu raju - dla nas milszy będzie raj szturmem
              wzięty! :)
        • roody102 Re: Moderator - moderuj zamiast ograniczać debatę 05.12.05, 13:47
          > a co, tylko radosne ci odpowiadają? jakas specyficzna polityczna poprawność
          > na tym forum obowiązuje?

          Nie chodzi ani o poprawność, ani o to forum - nie krytykuję tego, co napisałeś,
          bo mi się nie podoba, tylko dlatego, że to było demagogiczne pustosłowie,
          zwykłe pieniactwo i narzekactwo pod pozorom apelu o konstruktywne działanie.
          Przykład demagogii? Podałem: zwracasz się z pretensją do niewłaściwej
          instytucji, która NIE MA KOMPETENCJI by zrobić to, o co apelujesz. Są dwie
          możliwości: albo masz znikome pojęcie o tym, co starasz się skrytykować (i
          wtedy to jest pieniactwo) albo po prostu lubisz sobie ponarzekać na kogokolwiek
          bądź (na anonimową "władzę" narzeka się najwygodniej, bo nic z tego nie wynika).

          > OK - powiem ci - mi się to kojarzy z upodleniem. masa ludzi stloczona tak, ze
          > bliskosc drugiego czlowieka staje sie wstrętna. zimno, brak lawek. a ty
          czekasz,
          > czekasz, czekasz. ok, mozna czekac 5 minut, mozna czekac 10. ale 30? nie
          stales
          > nigdy w grudniu 30 minut na przystanku razem z setką innych ludzi?

          Bodaj od wczesnych lat 80. mi się to nie zdarzyło - w Warszawie 30 minut czekać
          na autobus można, owszem, na peryferiach, ale tam zazwyczaj nie ma tłoku. Na
          placu Wilsona autobusy w godzinach szczytu - a wtedy jest tłok - jeżdżą co
          chwilę.

          Natomiast masz rację: stanie w tłumie nie jest przyjemne, bywa upadlające i
          oczywiście ja też się z tym zetknąłem. Ale, po pierwsze, tłum jest immanentną
          cechą miasta i żyjąc w mieście musisz się po prostu liczyć z tym, że możesz na
          tłum trafić: w sklepie, w metrze, w urzędzie. Nie da się go zlikwidować ani
          dekretem "władzy" ani nawet najlepszą organizacją ruchu, co pokazuje przykład
          tokijskiego metra, gdzie ludzie są upychani przez oddelegowanych do tego
          pracowników, a w końcu jest to kraj słynący z niezłej organizacji.

          W Warszawie będzie tylko tłoczniej - na pewno nie luźniej. I tu jest kolejny
          przyczynek do mówienia o Twojej demagogii - piszesz tak, jakbyś tego nie
          wiedział i nie rozumiał. Alternatywą dla określenia "demagogiczny" jest w tym
          wypadku "głupi".

          To wszystko oczywiście nie znaczy, że w Warszawie transport jest zorganizowany
          dobrze, ale ja tego nigdzie nie napisałem. Bez wątpienia miejska komunikacja
          mogłaby działać sprawniej, ale ZTM działa w obrębie pewnych warunków: ma
          określony tabor i określone środki na jego poszerzanie. I wyżej kolan nie
          podskoczy, choćby cała "władza" się nie wiem jak napięła. Jak sobie to
          wyobrażasz? Że od jutra 116 będzie jechało co minutę? Skąd te autobusy mają się
          wziąć? Za coś trzeba je kupić. To trwa.

          I znów: proces zakupów (przetargów) wygląda w Warszawie fatalnie - to ogólnie
          znana prawda, której nie neguję. I oto można mieć do władzy pretensje, o
          konkrety a nie o to, że w ogóle nic nie robi. Ale znów warto mieć o to
          pretensje do faktycznych sprawców a nie do "władzy" jako takiej. A faktyczni
          sprawcy nie siedzą w urzędzie na Słowackiego, który na inwestycje ZTM ma
          znikomy wpływ.

          > to jest fajne
          > i tak ma byc, bo wybudowano metro? to jakis zart?!

          To nie żart, to implikacja: jest tłok, bo tu jest punkt przesiadkowy. W punkcie
          przesiadkowym zwykle jest tłok. Na tym - poniekąd - polega rola punktu
          przesiadkowego, że wielu ludzi się tu przesiada i tym samym czyni tłok. Równie
          dobrze mógłbyś więc mieć pretensje do pasażerów, o to, że jeżdżą i przez nich
          jest tłok. To mniej więcej tak samo sensowne, jak Twoje żale na forum.

          > stary, ktos tutaj dal ciala i
          > to powaznie, a fakt ze dzieje sie to dokladnie na wprost gmachu samorządu
          > lokalnego zwyczajnie podnosi tę sytuację do rangi symbolu.

          Ciała dawno na przestrzeni ostatnich 60 lat źle planując i nie budując
          nowoczesnej komunikacji. Teraz to jest powolutku nadrabiane. Jest jasne, że jak
          linia metra zostanie skończona, to na pl. Wilsona będzie luźniej - póki tu jest
          ostatnia stacja luźniej być nie może, bo ci wszyscy ludzie muszą się tu
          przesiąść.

          Jeśli ktoś dał ciała, to urzędnik odpowiedzialny za tempo budowy metra. Znów:
          urzędnik ten nie siedzi na Słowackiego.

          Choć oczywiście to nie przekreśla symbolicznej wymowy tej sytuacji. Niemniej w
          swoim pierwszym poście nie zaznaczyłeś, że masz żal do symbolu.

          > jezeli ktoś niewiele może zrobić widząc coś takiego, to niech a) zmieni pracę;
          > b) niech robi wszystko, żeby przepisy zmienić i żeby mógl

          Znów demagogia: zakresu możliwości urzędnika z Żoliborza nie ogranicza jego
          wola, tylko prawo (w tymprzypadku ustawa warszawska). Nie oni ją pisali, wielu
          z nich na pewno życzyłoby sobie jej zmiany a część z nich - jako działacze
          partii - za pewne działa w tym kierunku. Ale tu i teraz nie mogą NIC zrobić w
          sprawie autobusów. Nie mają takich prawnych narzędzi.

          > A tlumaczeń, że wladza nic nie może to naprawdę slyszalem już wiele. I co z
          > tego? Wlasnie dlatego pewne rzeczy się w Polsce nie zmieniają - bo "się nie
          da".

          Nie napisałem, że "się nie da", tylko że urząd dzielnicy nie jest od tego. Nie
          przekłamuj moich wypowiedzi.

          > A wlasnie potrzebna jest presja.

          To uczyń presję: idź do radnego Żoliborza i powiedz mu to, co napisałeś na
          forum, dowiedz się, co może w tej sprawie rada dzielnicy (podpowiem Ci: może
          opiniować projekty, nic więcej), ewentualnie idź do urzędu miasta, ślij pisma,
          przecieraj ścieżki - to jest presja. Narzekanie na forum to nie jest presja.

          > slucham? to mi znowu pachnie pewną historią, tam tez nie bylo winnych, faceci
          > tylko wykonywali rozkazy...

          Wyrywasz moje wypowiedzi z kontekstu i dodajesz do nich jakieś swoje pokrętne
          interpretacje. Na takim gruncie nie mam czasu polemizować.

          > tak jest i tak musi byc? ze ludzie przez pol godziny stoją stloczeni jak
          bydlo i
          > nawet lawki nie ma?! I dzielnica nie jest w stanie zmusic MZK, zeby to
          zmienilo?
          > To kto ma zmusic? Ja???

          Kolejny dowód na to, że nie masz pojęcia, o czym mówisz: w Warszawie nie ma
          czegoś takiego jak MZK. Jest MZA - Miejskie Zakłady Autobusowe (ale ta
          instytucja nie ma nic wspólnego z przystankami). Przystanki to domena ZTM i
          ZDM. To do tych instytucji można zgłosić brak ławki (nie do dzielnicy).
          Dzielnica też może się co najwyżej zwrócić z prośbą. Kto ma zmusić? Oczywiście,
          że Ty - raz, idąc do WŁAŚCIWEJ instytucji i artykułując problem, dwa,
          wybierając w samorządowych wyborach (to już za rok) osoby, które umieją
          dostrzec problem mający miejsce przed samym urzędem.

          > Oczywiscie ze stacja metra i ze tlumy. Ale w takim razie niech autobusy jezdzą
          > co 5 minut a nie co pol godziny.

          Pieprzenie. Autobusy na pl. Wilsona nie jeżdżą co pół godziny, a już na pewno
          nie w szczycie. Jeśli nie jeżdżą zgodnie z rozkładem (co zdarza się nad wyraz
          rzadko - jeżdżę codziennie po całym mieście i naprawdę niezwykle rzadko zdarza
          się, by autobus nie zmieścił się w 2-minutowej tolerancji), to dlatego, że nie
          da się przewidzieć i wyliczyć każdego korka, wypadku i objazdu na trasie. Ale
          nawet w takich sytuacjach z pl. Wilsona autobus nie jeżdżą raz na 30 minut -
          może trzeba nauczyć się trochę kombinować, podjeżdżać po kilka przystanków,
          przesiadać się w inny autobus itd. A nie stać jak ten kołek na przystanku i
          czekać na ten sam od 30 lat autobus.

          To jest przyczynek do osobnej dyskusji: wielu warszawiaków po prostu nie umie
          się poruszać po mieście. Przykład: moja mama ze Służewia na Okęcie chciała
          jechać metrem do Centrum i 175 na lotnisko, bo nie przyszło jej nawet do głowy,
          że w poprzek jeździ kilka linii, które dowiozą ją prawie na miejsce z jedną
          szybką przesiadką. Tu też jest część przyczyn tłoku w autobusach. Ludzie nie
          chcą się sprawnie przesiadać - upierają się przy połączeniach bezpośrednich,
          protestują, gdy ZTM próbuje usprawnić sieć połączeń a potem narzekają, że jest
          za mało autobusów. To są sprzeczne oczekiwania.

          > i co z tego? co to zmienia? jest dokladnie tą samą b
          • roody102 Re: Moderator - moderuj zamiast ograniczać debatę 05.12.05, 13:48
            > i co z tego? co to zmienia? jest dokladnie tą samą biurookratyczną strukturą
            jak
            > wtedy - nie widzę wielkiej różnicy. wlasnie jest bezdusznosc w tym konkretnym
            > przypadku jest tego dowodem. Ludzie stoja godzinę na przystanku, na ktorym nie
            > ma ani jednej lawki ani budki z herbatą - no i co? my nic nie mozemy zrobic!

            Gó.. prawda. Jest zupełnie inną strukturą na którą każdy z nas ma wpływ i od
            której każdy z nas prawo oczekiwać sprawnego wykonywania obowiązków. A jeśli
            nie wykonuje - odebrać mandat w wyborach. Gdybyś, zamiast jęczeć, spróbował
            dociec, kto personalnie i jaka partia całościowo odpowiada za sytuację w
            komunikacji, to byłaby podwójna korzyść: po pierwsze, mógłbyś ich więcej nie
            wybrać a po drugie lepiej byś się orientował w realiach warszawskiego samorządu
            i wiedział czego od kogo w ogóle jest sens oczekiwać. Ty tymczasem masz
            skrajnie roszczeniową postawę człowieka zrzuconego z bombowca: nie wiem kto i
            za co odpowiada, nie interesują mnie realia ani kompetencje, ma być tak jak ja
            chcę a jak nie, to wszyscy są winni tylko nie ja. Jeśli ktoś tu prezentuje
            mentalną komunę, to właśnie Ty ze swoimi oczekiwaniami, że Ci się coś należy.

            Nic Ci się nie należy, skoro nie podjąłeś nawet próby zrozumienia jak to
            działa, kto za co odpowiada i jak go można z tego rozliczyć. To jest właśnie
            pieniactwo.

            > byc moze urząd dzisiaj nazywa się tak albo inaczej - zapewnam cię, ze istota
            > biurokracji pozostaje ta sama - troszczy się o siebie i o swoje interesy, a o
            > interesy ludzi dopiero kiedy zostanie do tego zmuszona. nie znam lepszego
            > sposobu, by zmusic ją do zajęcia się tym tematem, niz napisac o tym na forum.

            Akurat pisanie na forum jest dla biurokracji - w zdecydowanej większości
            przypadków - kompletnie obojętne. Ale próbować warto, co jako moderator i
            entuzjasta sieci mogę tylko poprzeć. Ale naiwnością jest oczekiwanie, że to
            przyniesie bezpośredni skutek a przede wszystkim jest pieniactwem krytykowanie
            tego braku skutku po całości.

            Poza pisaniem na forum warto poza tym podjąć inne próby: pójść osobiście na ten
            przykład. Spotkałeś się w tej sprawie z jakimś radnym? Przecież oni mają
            dyżury - pójdź i powiedz, co Cię wnerwia. Większa szansa, że spotkasz go w
            urzędzie, niż na forum.

            > rozumiem twoją irytację - prawda w oczy kole, latwiej wymieniac nic nie
            znaczące
            > zarciki na ten czy inny temat, przerzucac się powiedzonkami po lacinie, albo
            > zapraszac na kolejny pokaz slajdow - tylko co z tego?!

            Nie irytuje mnie prawda (tej w Twoich postach jest stosunkowo niewiele) -
            irytuje mnie to, że zamiast zrobić coś sensownego jęczysz na forum, że robisz
            to w sposób demagogiczny, by nie powiedzieć, że chwilami kłamliwy i wreszcie
            to, że co krok sekujesz moich przyjaciół, którzy w przeciwieństwie do Ciebie
            nie pomstują na "władzę" i nie jęczą, tylko robią swoje. Pokazy zdjęć nie
            rozwiązują być może problemów Żoliborza, ale są jakimś realnym działaniem,
            które ma swój początek na tym forum i to powinien być dla Ciebie przykład, że
            można. Ale Ty wolisz sprzedać złośliwą aluzję i ogłaszać tu winnych zamiast
            samemu ruszyć dupę do urzędu i wyegzekwować własne prawa. Łatwiej umywać ręce
            mówiąc, że się nie ma nic wpływu. Się chce to się ma.

            PS: Nie popsułeś mi nastroju. Nie schlebiaj sobie.
            • Gość: achtungz Re: Moderator - moderuj zamiast ograniczać debatę IP: *.acn.waw.pl 05.12.05, 17:15
              O, kurcze, czyli tu istnieje fala? - ksywa moderatora nie pozostawia złudzeń.. - ale to tylko internet,
              takie życie na niby.. :D
            • marslaur Demagogiczny rewolucjonista zrzucony z bombowca... 05.12.05, 18:19
              ... to tylko skromny felietonista, który po prostu zwraca uwagę na różne absurdy
              rzeczywistości. Nie rości sobie pretensji do bycia dzialaczem, nie ma czasu ani
              ochoty chodzić do urzędów ani na zebrania.
              Nie ma wielkich zludzeń.
              Ale kiedy widzi taką reakcję jak twoja, Roody102, to naprawdę jest milo! Uderz w
              stól, a nożyce się odezwą...
              Co do tego czy MZK się nazywa MZA, a rada narodowa urzędem gminy - nie mam czasu
              niestety dyskutować, w odróżnieniu od ciebie... Doskonale wiem, jak co się
              nazywa, ale wolę bawić się slowami, niż być ich niewolnikiem...
              Co do reszty - dla mnie to bez znaczenia, moglibyśmy tak dyskutować latami, aż
              Sierżant Podsialik albo Donkej uznaliby wątek za "ostatecznie zamknięty". Byloby
              to tak zwane "sekowanie przyjaciól Roodego102 przez Marslaura".
              Dla mnie wazniejsze jest, że sprawa zostala zaobserwowana - taka moja rola jako
              felietonisty.
              Rolą forumowiczów zaś ocenić, kto tu się pulta, kto sekuje, i kto jest zrzucony
              z bombowca...
              • donkej uwielbiam słowniki 05.12.05, 20:48
                Słownik języka polskiego - pwn:

                felieton m IV, D. -u, Ms. ~nie; lm M. -y
                utwór publicystyczno-dziennikarski o tematyce społecznej, obyczajowej lub
                kulturalnej, posługujący się środkami prozy fabularnej

                felietonista m odm. jak ż IV, CMs. ~iście; lm M. ~iści, DB. ~tów
                autor felietonów

                psychopatia ż I, DCMs. ~tii, blm
                trwała uchwytna nieprawidłowość osobowości utrudniająca przystosowanie do
                otoczenia, odchylenie od normy charakteru, temperamentu, popędów, bez dających
                się ustalić zmian organicznych mózgu
                z gr.

                psychopata m odm. jak ż IV, CMs. ~acie; lm M. ~aci, DB. ~tów
                człowiek cierpiący na psychopatię

                demagog m III, DB. -a, N. ~giem; lm M. ~odzy (-owie), DB. -ów
                1. polityk, działacz głoszący hasła obliczone na łatwy efekt, na poklask,
                starający się pozyskać masy dla swoich celów schlebianiem, obietnicami bez
                pokrycia, kłamstwem itp.

                Itp, itd. itp.

                A tak naprawdę wszyscy robimy błąd logiczny. Wydaje się nam bowiem, że temu panu
                chodzi o dyskusję, rozmowę.
                Gucio!
                Jemu chodzi o znalezienie ujścia dla swojej agresji, niezadowolenia, potrzeby
                bicia piany. Net jest do tego idealny.
                Taki wirtualny dresiarz - ot co!
                • krzad Re: uwielbiam słowniki 05.12.05, 21:25
                  Donkey,
                  Twoja antologia jest cudna.
                  Myślę, że jest ona wspanialym podsumowaniem tego wątku.
                  Czytałem go poczatkowo z zaciekawieniem, potem z lekkim zniecierpliwieniem,
                  które na skutek wypowiedzi wyrwanych z kontekstu i terminologi z poprzedniej
                  epoki przeszło w zniesmaczenie. Co nie zmienia ważkości poruszanego problemu.
                  Wyrazy uszanowania dla Przedmówców
                • marslaur Wirtualny dresiarz psychopata i demagog... 05.12.05, 22:52
                  ... dziękuje za tak celną analizę swej osobowości. MiŁo. I pomyśleć, że ja tylko
                  napisalem, że przed urzędem dzielnicy stoją tlumy na przystanku i ze to nie
                  przystoi...
                  Ale ktoś tu ma potrzebę etc. etc. etc....
                • marslaur Aha, temat oczywiście uważam za zakończony!!!!!!!! 05.12.05, 22:53
                  Na szczęście nie mam zamiaru czuć się odwolany...
                  Do następnego razu, pięknisie...!
                  • wilson05 Re: Aha, temat oczywiście uważam za zakończony!!! 05.12.05, 23:02
                    ACHTUNG! Uwaga na przyszlosc - nie karmic trolli!!!
                    • d3b3 Re: Aha, temat oczywiście uważam za zakończony!!! 06.12.05, 01:13
                      Trolle karmią się słownikami. Bardzo lubię Kopalińskiego!
              • roody102 Re: Demagogiczny rewolucjonista zrzucony z bombow 06.12.05, 09:41
                > Demagogiczny rewolucjonista zrzucony z bombowca...
                > ... to tylko skromny felietonista

                ROTFL - to skromny czy felietonista? Bo nazwanie felietonem Twoich wynurzeń to
                raczej dowód na brak skromności...
      • yuppie1 Horror przystankowy na oczach władzy 12.12.05, 19:09
        Roody102 napisał: (...)


        Roody102, masz rację ^_^


        www.um.warszawa.pl
        www.ztm.waw.pl/skm.php
    • nascendi a może jednak do meritum? 06.12.05, 08:21
      Mam wrażenie, że dyskusja zboczyła w jakieś osobisto-emocjonalne rejony. A
      problemy, choć w niewielkim stopniu obciążają ZTM i UDz, to są przecież
      istotne. Np. takie

      Przystanki na północ są bardzo oddalone od wyjścia z peronu (zwłaszcza T).
      Trzeba przejść ok. 100 m – trochę dużo jak na układ „przystanek nad stacją”,
      prawda?

      Autobusowy jest długi i wąski. Bus z reguły dojeżdża do płn końca zatoki, od
      wyjścia goni go grupa ludzi, nie ma jak przedrzeć się przez czekających, więc
      niejeden biegnie zatoką, o tragedię nietrudno.
      Fala wysiadających zderza się z wsiadającymi i dochodzącymi, czas wymiany
      pasażerów rośnie znacząco. Podobnie jak poziom agresji, adrenaliny i żalu za
      uciekającym z przodu autobusem.

      Wybierać między T i A mogą tylko osoby zaprawione w skokach przez ogrodzenia.

      Rozumiem że frekwencja podróżnych tam spadnie po uruchomieniu kolejnej stacji,
      ale czy to usprawiedliwia wszystkie błędy? Zwłaszcza że podobne sytuacje
      przestają być wyjątkiem, a stają się przejawem jakiejś szkodliwej konsekwencji
      widocznej przy pl.Bankowym, dw.Gdańskim i wielu przystankach maksymalnie
      odsuniętych od miejsc z/do których dochodzi najwięcej osób...

      Tam była tabula rasa, na której od nowa wybudowano ulicę. Projektant miał
      naprawdę komfortową sytuację. Co go zmuszało do równania w dół? A może raczej
      kto ;-)

      • roody102 Re: a może jednak do meritum? 06.12.05, 09:44
        Odpowiedź na problem z wąskim przystankiem autobusowym jest poniekąd zawarta w
        moich postach. Otóż pl. Wilsona nie jest przecież docelowo stacją końcową - gdy
        metro zostanie pociągnięte dalej tłok na tym przystanku wydatnie się zmniejszy.
        I - uprzedzając pytanie, czy nie można było tymczasowo zrobić szerszego - już
        widzę co by było, gdyby za rok albo dwa zaczęto znów przebudowywać ulicę...
        • olecky Re: a może jednak do meritum? 06.12.05, 11:39
          tyle, ze ta zatoczka jest tam zwyczajnie niepotrzebna. Natezenie ruchu i inne
          parametry ul. Slowackiego nie uzasadniaja tworzenia zatoczki. Zreszta
          przepustowosc ograniczana w tym wypadku jest przez skrzyzowania, nie liczbe
          pasow pomiedzy nimi.

          argument o "tymczasowosci" przystanku jest obosieczny - gdy metro zostanie
          przedluzone, radykalnie spadnie liczba autobusow kursujacych ulica i tym
          bardziej straci uzasadnienie wydzielona zatoka dla nich.

          pozdrawiam, olek
          • roody102 Re: a może jednak do meritum? 06.12.05, 11:50
            Generalna zasada jest taka, że tam gdzie się remontuje ulice, to przystanki
            robi się w zatokach, jeśli to możliwe. I to jest, moim zdaniem, dobry kierunek,
            bo nawet przy małym ruchu autobus stający na ulicy trochę utrudnia. Moim
            zdaniem trochę czepiasz :)
            • nascendi w kwestii zatok 06.12.05, 12:44
              roody102 napisał:

              > Generalna zasada jest taka, że tam gdzie się remontuje ulice, to przystanki
              > robi się w zatokach, jeśli to możliwe.

              Trudno tego nie zauważyć. I trudno nie spytać, czyjej wygodzie to służy. Tu
              posłużę się cytatem z wypowiedzi pewnej dość kompetentnej osoby, którą kiedyś
              dostałem.

              „… nie mogłem się powstrzymać przed poinformowaniem Pana, ze obecnie na
              zachodzie propagowana jest tendencja, żeby właśnie nie projektować zatok
              autobusowych, bo autobusy bardzo często maja problem z włączeniem się do
              ruchu - to samochody maja czekać aż autobus ruszy z przystanku, a nie autobus
              ma czekać, aż któryś kierowca go przepuści. U nas na razie takie poglądy sie
              jeszcze nie przebiły.”

              > I to jest, moim zdaniem, dobry kierunek,
              >
              > bo nawet przy małym ruchu autobus stający na ulicy trochę utrudnia. Moim
              > zdaniem trochę czepiasz :)

              Każdy ma prawo do swojego zdania.
              Ja uważam, że uprzywilejowywanie indywidualnych kierowców ma tak długą
              tradycję, że może czas już zająć się pieszymi i komunikacją publiczną.
            • olecky Re: a może jednak do meritum? 06.12.05, 16:46
              roody102 napisał:

              > Generalna zasada jest taka, że tam gdzie się remontuje ulice, to przystanki
              > robi się w zatokach, jeśli to możliwe. I to jest, moim zdaniem, dobry kierunek

              na wsi - owszem, zawsze mozna zajac kawalek pola pszenicy pod wiate. Ale w
              warunkach wielkomiejskich raczej sie odchodzi od zatoczek, bo w rejonie
              przystanku wystepuje zwiekszony ruch pieszy, wiec istnieje tez zapotrzebowanie
              na szerszy (a nie wezszy!) chodnik.

              zasada powinna byc funkcjonalnosc rozwiazania, a nie dogmat "ma byc zatoczka i
              juz". Przy istniejacych rezerwach przepustowosci tego odcinka ulicy, straty
              czasu uzytkownikow drogi zwiazane z koniecznoscia ominiecia autobusu bylyby o
              rzad wielkosci mniejsze niz straty czasu zwiazane z przepychankami na zbyt
              waskim chodniku oraz pokonywaniem niepotrzebnie wydluzonego dojscia od stacji.

              podobnie np. szkodliwym jest dogmat o instalowaniu wszedzie jak leci przyciskow
              dla pieszych. Tez sobie ktos ubzdural zasade i juz.

              > Moim zdaniem trochę czepiasz :)

              bo ja juz taki czepliwy jestem. A tutaj po raz kolejny widac nadmiar kasy i
              zero wyobrazni.

              pozdrawiam, olek
              • roody102 Re: a może jednak do meritum? 06.12.05, 17:31
                Okej, w temacie zatoczki też możecie mieć rację - tzn. mnie się nadal zadje, że
                to generalnie służy wygodzie wszystkich, ale racją jest też, że nie przy naszym
                poziomie kultury drogowej. Tzn. na pewno pisząc o tym, że zatoczki mają swój
                sens nie patrzyłem na to z perspektywy kierowcy samochodu - ale racja jest w
                tym, że by to ułatwiało, więcej warunków musi być spełnionych :)
                • tarantula01 Re: a może jednak do meritum? 07.12.05, 19:12
                  Dodatkowo 200 m dalej (teatr Komedia) nie ma zatoczki dla linii zwykłych - a
                  jest miejsce, aby odsunąć torowisko. Oczywiście można napisać, że to tylko
                  jedna zatoka, a nie dwie.
      • santakasia A i T 06.12.05, 11:05
        i mnie bardzo denerwuje, że nie ma sensownego (w sensie "ludzkiego") połączenia
        między przystankiem A i T pod Merkurym. można byłoby zrobić jakieś przejście
        przez tory - ludzi i tak tam przełażą przez barierki. poza tym taki chodniczek
        ułatwiłby wydostanie się z przystanku autobusowego
        • roody102 Re: A i T 06.12.05, 11:49
          Wtedy zrobiłoby się tam tak, jak nad dw. Gdańskim - ludzie by się wpychali pod
          tramwaj. To by było niebezpieczne. Mimo wszystko barierka zabezpiecza przed
          przypadkowym wejściem na tory.
          • santakasia Re: A i T 06.12.05, 12:01
            ale ja nie myślałam, żeby całkiem zlikwidować barierki pomiędzy przystankami,
            tylko gdzieś z boku wyjąć jedną i zrobić przejście. bo tak czy inaczej ludzie
            będą tam przechodzić, a chyba bezpieczniej jest przejść spokojnie, niż skakać
            przez płotek
            • roody102 Re: A i T 06.12.05, 12:25
              Trzeby by zrobić dodatkowe światła, takie jak nad stacją Ratusz. Inna rzecz, że
              tam i tak ludzie na czerwonym przechodzą...
              • olecky Re: A i T 06.12.05, 16:48
                roody102 napisał:

                > Trzeby by zrobić dodatkowe światła, takie jak nad stacją Ratusz. Inna rzecz, że
                > tam i tak ludzie na czerwonym przechodzą...

                takie swiatla to tylko utrudnienie dla tramwaju. Za to np. na placu Narutowicza
                sobie zarowno piesi jak i motorniczy radza od wielu wielu lat bez swiatel i
                jakos nie dochodzi do hekatomby na torowisku...

                pozdrawiam, olek
                • santakasia Re: A i T 06.12.05, 16:54
                  no właśnie! ludzie z jednej strony nie są samobójcami i nie będą rzucać się
                  przed siebie, widząc najdjeżdżający tramwaj, a z drugiej strony i tak tam
                  uprawiają zmodyfikowany bieg przez płotki, co jest bardziej niebezpieczne. więc
                  reasumując: gorzej być nie może ;-)
                  • roody102 Re: A i T 06.12.05, 17:29
                    Może więc warto zebrać te pomysły na Słowackiego do kupy i zanieść je komuś z
                    rady dzielnicy, by ta przedłożyła je do ZDM?
                    • santakasia Re: A i T 06.12.05, 17:35
                      warto. ja się zgłaszam w razie czego do zaniesienia. a Ty Roody się
                      orientujesz, jak takie pismo powinno wyglądać?
                      • roody102 Re: A i T 06.12.05, 17:38
                        Nie mam pojęcia :)
                        • tarantula01 Re: A i T 07.12.05, 19:17
                          Nie martwcie się o dużą liczbę autobusów. Być może za chwilę zniknie stamtąd E-
                          4: Petycja do ZTM w sprawie E-4 .

                          A poza tym, Roody, czy nie mógłbyś "oczernić się", gdy piszesz posty jako
                          normalny dyskutant, a nie moderator?
                          • roody102 Re: A i T 08.12.05, 10:23
                            Oczernić się nie mogę - na tym forum jestem czerwony (cóż za wyznanie! ;) -
                            staram się tylko zdjąć ptaszka z tego wątku, gdzie nie piszę jako moderator.
                            Niestety czasem w jednym wątku piszę i prywatnie i służbowo i wtedy to już w
                            ogóle ciężko dojść, o co mi chodzi :)
                            • d3b3 Re: A i T 08.12.05, 21:04
                              Owszem!
                              Pisz pod pseudonimem. Np. "Marusia" albo "Szarik" - wszyscy zrozumiemy.
              • nascendi A i T = PAT 06.12.05, 18:34
                roody102 napisał:

                > Trzeby by zrobić dodatkowe światła, takie jak nad stacją Ratusz. Inna rzecz,
                że
                >
                > tam i tak ludzie na czerwonym przechodzą...

                Oprócz świateł i wygrodzeń istnieją też inne, bardziej zaawansowane
                rozwiązania. Obszerny materiał na ich temat można znaleźć tu
                www.um.warszawa.pl/konferencje_bk/pliki/r2_7_5_PAT_wspolne_pasy_i_przystanki.pdf
                Tylko proszę nie popadać w euforię przed doczytaniem do podsumowania.

                A w tej kwestii
                > Otóż pl. Wilsona nie jest przecież docelowo stacją końcową - gdy metro
                > zostanie pociągnięte dalej tłok na tym przystanku wydatnie się zmniejszy.

                Trudno wykluczyć (znając dokonania budowniczych metra), że przy obu następnych
                stacjach do przystanków na płn marszruta będzie i dłuższa, i trudniejsza. A to
                może b. skutecznie skłonić ludzi do przesiadania na placu - do luźniejszego T
                czy A i właściwie bez straty na czasie. Obym nie miał racji.

        • Gość: achtungz Re: A i T IP: *.acn.waw.pl 06.12.05, 11:55
          Faktycznie, na przystanku zrobi się jeszcze ciaśniej, gdy zaczną się pojawiać znicze ku pamięci
          przeskakiwaczy przez barierkę, skasowanych przez tramwaj. (Wczoraj widziałem człowieka, którego
          milimetry dzieliły od takiej, mało efektownej, śmierci).

          pst! Wilson! Ja mam komputer w drugim pokoju, a z takiej odległości trudno rozpoznać kto jest trollem,
          a kto nie.
          • santakasia Re: A i T 06.12.05, 12:11
            znicze można stawiać na trawniku przed urzędem, żeby nie zaśmiecać przystanku.
            lepiej zrobić jednak to przejście, wtedy łatwiej umknąć przed tramwajem, niż w
            sytuacji, kiedy siatki z zakupami z merkurego zaplączą się w barierkę.
            myślę, że tramwaj na tym odcinku jedzie tak wolno (bo od Cieszkowskiego do pl.
            Wilsona nie ma się gdzie rozpędzić), że takie przejście nie stwarzałoby
            wielkiego zagrożenia.

            p.s. myślę, że to dobry moment na małe wyznanie: mój największy lęk związany z
            poruszaniem się po mieście, to lęk, że rozjedzie mnie tramwaj...
            • Gość: achtungz Re: AT IP: *.acn.waw.pl 06.12.05, 16:51
              Może spróbuj kilka razy wbiec gwałtownie pod tramwaj lub przepisz 100 razy "Mistrza i Małgorzatę", to
              Ci lęki miną.. :)
              • santakasia Re: 06.12.05, 17:02
                dzięki za dobrą radę, ale raczej nie skorzystam - Mistrza i Małgorzaty nigdy
                nie udało mi się przeczytać więcej niż kilka stron, co dopiero mówić o
                przepisywaniu całości (chyba że chodzi o przepisanie samego tytułu, jak
                jakiegoś zaklęcia). a na konfrontację z tramwajem jest jeszcze za wcześnie, mój
                psychoanalityk radził, żeby jeszcze trochę z tym zaczekać
                • donkej Ależ królowo...! 06.12.05, 17:21
                  To pamiętaj: uważaj na Annuszkę.

                  fakty, to najbardziej uparta rzecz pod slońcem. Nas jednak interesuje to, co
                  będzie dalej...
                • Gość: achtungz Re: IP: *.acn.waw.pl 06.12.05, 17:25
                  Podobno mają wrócić jednowagonówki, czyli będzie to teraz o połowę mniej potworne.
            • mosquito.killer Re: A i T 08.12.05, 00:02
              drone pytanie: ile osób tak na prawde jednoczesnie korzysta z przystanku A i T?
              sadze ze niewiele... autobusy i tramwaje odjezdzajace z ul slowackoego w strone
              hali marymonckiej maja tylko dwa przystanki na wspolnej trasie (potocka i PKS
              marymont) potem juz sie rozjezdzaja wiec nie wiem o co ten krzyk?
              • d3b3 Re: A i T 08.12.05, 00:28
                Chyba nie jesteś miejscowy.

                Widziałeś mapę Bielan?
                Na Podczaszyńskiego, Twardowską i Szegedyńską można dotrzeć od Kasprowicza, albo
                od Marymonckiej...
    • katmoso Re: Trochę OT: Horror przystankowy na oczach wlad 06.12.05, 18:34
      a propos ciasnoty na przystanku. na tych najbardziej zatłoczonych (pewnie i
      przed Urzędem Dzielnicy, nie wiem, bo nie korzystam) odnoszę wrażenie, że wiaty
      przystankowe stoja zbyt blisko krawędzi jezdni. kiedy zbierze sie porządny tłum
      i podjedzie autobus, wsiadajacy, wysiadajacy, czy chcący podejsć do następnego
      autobusu mają problemy z tym, żeby sie wyminąć. rozumiem, że przystanek to
      pewna część chodnika i wiata nie moze stać na jego środku, ale chwilami robi
      sie naprawdę kociokwikskoro stawiaja na zatoczki, to mogliby też postawić na
      minimalną choć wygodę pasażerów, nie sądzicie?
    • d3b3 Annuszka i olej 07.12.05, 01:02
      Ucichły histeryczne krzyki kobiet, milicyjne gwizdki odgwizdały swoje, jedna
      karetka pogotowia zabrała do kostnicy bezgłowe ciało i osobno głowę, druga zaś -
      poranioną odłamkami szkła ślicznotkę, która prowadziła tramwaj, dozorcy w
      białych fartuchach zmietli rozbite szkło, posypali piaskiem kałużę krwi, poeta
      zaś jak upadł na ławkę, nie zdążywszy dobiec do wyjścia, tak na niej pozostał.
      Kilkakrotnie próbował wstać, ale nogi odmawiały mu posłuszeństwa - Bezdomnemu
      przydarzyło się coś, co można porównać jedynie do paraliżu.
      • Gość: d Re: Annuszka i olej IP: 87.207.129.* 11.12.05, 04:05
        Kiedy zachodziło właśnie gorące wiosenne słońce, na Patriarszych Prudach zjawiło
        się dwu obywateli. Pierwszy z nich, mniej więcej czterdziestoletni, ubrany w
        szary letni garnitur, był niziutki, ciemnowłosy, zażywny, łysawy, swój zupełnie
        przyzwoity kapelusz zgniótł wpół i niósł w ręku; jego starannie wygoloną twarz
        zdobiły nadnaturalnie duże okulary w czarnej rogowej oprawie. Drugi, rudawy,
        barczysty, kudłaty młody człowiek w zsuniętej na ciemię kraciastej cyklistówce i
        kraciastej koszuli, szedł w wymiętych białych spodniach i czarnych płóciennych
        pantoflach.
        Ten pierwszy był to Michał Aleksandrowicz Berlioz we własnej osobie, redaktor
        miesięcznika literackiego i prezes zarządu jednego z największych stowarzyszeń
        literackich Moskwy, w skrócie Massolitu, towarzyszył mu zaś poeta Iwan
        Nikołajewicz Ponyriow, drukujący się pod pseudonimem Bezdomny.
        Kiedy pisarze znaleźli się w cieniu lip, które zaczynały się już zazieleniać,
        natychmiast ostro ruszyli ku jaskrawo pomalowanej budce z napisem "Piwo i napoje
        chłodzące".
        Tu musimy odnotować pierwszą osobliwość tego straszliwego majowego wieczoru. Nie
        tylko nikogo nie było koło budki, ale i w równoległej do Małej Bronnej alei nie
        widać było żywego ducha. Choć wydawało się, że nie ma już czym oddychać, choć
        słońce rozprażywszy Moskwę zapadało w gorącym suchym pyle gdzieś za Sadowoje
        Kolco - nikt nie przyszedł pod lipy, nikogo nie było na ławkach, aleja była pusta.
        - Butelkę mineralnej - poprosił Berlioz.
        - Mineralnej nie ma - odpowiedziała kobieta z budki i z niejasnych powodów
        obraziła się.
        - A piwo jest? - ochrypłym głosem zasięgnął informacji Bezdomny.
        - Piwo przywiozą wieczorem - odpowiedziała kobieta.
        - A co jest? - zapytał Berlioz.
        - Napój morelowy, ale ciepły - powiedziała.
        - Może być. Niech będzie!
        • donkej Re: Annuszka i olej 11.12.05, 13:52
          Morelowy napój wyprodukował obfitą żółtą pianę i w powietrzu zapachniało wodą
          fryzjerską. Literaci wypili, natychmiast dostali czkawki, zapłacili i zasiedli
          na ławce zwróceni twarzami do stawu, a plecami do Bronnej.
          Wtedy wydarzyla się następna osobliwość, tym razem dotycząca tylko Berlioza.
          Prezes nagle przestal czkać, serce mu zadygotało i na moment gdzieś się zapadło,
          potem wróciło na miejsce, ale tkwila w nim tępa igła. Zarazem ogarnął Berlioza
          strach nieuzasadniony, ale tak okropny, że zapragnął uciec z Patriarszych
          Prudów, gdzie go oczy poniosą.
          Żałośnie rozejrzał się dookoła, nie mogąc zrozumieć, co go tak przeraziło.
          Pobladł, otarł czoło chusteczką i pomyślał: "Co się ze mną dzieje? Nigdy jeszcze
          to mi się nie zdarzyło. Serce nawala. Jestem przemęczony... chyba czas
          najwyższy, żeby rzucić wszystko w diabły i pojechać do Kislowodzka...".
          • Gość: d Re: Annuszka i olej IP: *.chello.pl 13.12.05, 02:15
            I wtedy skwarne powietrze zgęstniało przed Berliozem i wysnuł się z owego
            powietrza przezroczysty, nad wyraz przedziwny obywatel. Malutka główka,
            dżokejka, kusa kraciasta marynareczka utkana z powietrza... Miał ze dwa metry
            wzrostu, ale w ramionach wąski był i chudy niepomiernie, a fizys, proszę
            zauważyć, miał szydercza.
            Życie Berlioza tak się układało, że nie był przyzwyczajony do nadprzyrodzonych
            zjawisk. Pobladł więc jeszcze bardziej, wytrzeszczył oczy i pomyślał w popłochu:
            "Nic takiego istnieć nie może..."
            Ale coś takiego, niestety, istniało. Wydłużony obywatel, przez którego wszystko
            było widać, wisiał w powietrzu przed Berliozem chwiejąc się w lewo i w prawo.
            Berlioza opanowało takie przerażenie, że aż zamknął oczy. A kiedy je otworzył,
            zobaczył, że już po wszystkim, widziadło rozpłynęło się, kraciasty zniknął, a
            jednocześnie tępa igła wyskoczyła z serca.
            - Uff, do diabła! - zakrzyknął redaktor. - Wiesz, Iwan, od tego gorąca przed
            chwilą o mało co nie dostałem udaru! Miałem nawet coś w rodzaju halucynacji. -
            Spróbował się roześmiać, ale w jego oczach jeszcze ciągle migotało przerażenie,
            a race mu się trzęsły. Jednak uspokoił się z wolna, otarł twarz chusteczką, dość
            dziarsko oświadczył: "No więc tak..." i poprowadził dalej wykład przerwany
            piciem napoju morelowego.

            ------------------------------------------------------------
            Czy ktoś coś zrozumie przed parówkami w sosie pomidorowym :-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka