supervixen
26.02.09, 13:27
Był kiedyś wątek (b. krótki, ale był:)) na ten temat, ale już jest
zarchiwizowany, więc zakładam nowy. Na okoliczność czytania Pań z
Missalonghi naturalnie:)
Na razie przeczytałam 1/3 książki i faktycznie, nie da się nie
zauważyć podobieństw do Błękitnego zamku. Główna bohaterka, Missy,
jest zahukaną starą panną, zupełną szarą myszką. Mieszka z matką i
ciotką i ledwie wiążą koniec z końcem. Missy ma dużą rodzinę -
mnóstwo wujków i ciotek. Ma też kuzynkę Alicię, która jest chodzącym
ideałem. Książka zaczyna się tak, że Missy musi iść do sklepu
prowadzonego przej jej wuja, a przy okazji wstępuje do biblioteki,
aby w tajemnicy przed matką pozyczyć jakąś powieść.
No i jest też tajemniczy 'nowy' w mieście, John Smith, który kupuje
ukochaną dolinę Missy, aby w niej zamieszkać.
Missy cierpi na bóle w boku i lekarz każe jej udać się do
specjalisty w Sydney.
Ale są też różnice. Przede wszystkim Missy, choć 4 lata starsza od
Joanny, wydaje się dużo bardziej naiwna, żeby nie powiedzieć
infantylna. Jest zafascynowana sensacyjnymi romansidałami (o ile
zdążyłam się zorientować, to właśnie z takiego romansu Missy
zaczerpnie pomysł, żeby 'złapać' Johna na śmiertelną chorobę) Matka
Missy jest sympatyczniejsza niż pani Stirling - jej skrytym
marzeniem jest, żeby Missy okazała w końcu trochę charakteru.
Ogólnie - na razie czyta się przyjemnie, choć Błękitny zamek to to
nie jest:)