Dodaj do ulubionych

Panie z Missalonghi i Błękitny zamek

26.02.09, 13:27
Był kiedyś wątek (b. krótki, ale był:)) na ten temat, ale już jest
zarchiwizowany, więc zakładam nowy. Na okoliczność czytania Pań z
Missalonghi naturalnie:)

Na razie przeczytałam 1/3 książki i faktycznie, nie da się nie
zauważyć podobieństw do Błękitnego zamku. Główna bohaterka, Missy,
jest zahukaną starą panną, zupełną szarą myszką. Mieszka z matką i
ciotką i ledwie wiążą koniec z końcem. Missy ma dużą rodzinę -
mnóstwo wujków i ciotek. Ma też kuzynkę Alicię, która jest chodzącym
ideałem. Książka zaczyna się tak, że Missy musi iść do sklepu
prowadzonego przej jej wuja, a przy okazji wstępuje do biblioteki,
aby w tajemnicy przed matką pozyczyć jakąś powieść.

No i jest też tajemniczy 'nowy' w mieście, John Smith, który kupuje
ukochaną dolinę Missy, aby w niej zamieszkać.

Missy cierpi na bóle w boku i lekarz każe jej udać się do
specjalisty w Sydney.

Ale są też różnice. Przede wszystkim Missy, choć 4 lata starsza od
Joanny, wydaje się dużo bardziej naiwna, żeby nie powiedzieć
infantylna. Jest zafascynowana sensacyjnymi romansidałami (o ile
zdążyłam się zorientować, to właśnie z takiego romansu Missy
zaczerpnie pomysł, żeby 'złapać' Johna na śmiertelną chorobę) Matka
Missy jest sympatyczniejsza niż pani Stirling - jej skrytym
marzeniem jest, żeby Missy okazała w końcu trochę charakteru.

Ogólnie - na razie czyta się przyjemnie, choć Błękitny zamek to to
nie jest:)
Obserwuj wątek
    • kajteczek Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 26.02.09, 15:25
      Czytałam to z 15 lat temu i pamiętam, że skojarzenie z Błękitnym Zamkiem nie
      pozostawiało wątpliwości.
      Zaraz potem przeczytałam powieść TIM tej autorki (dosyć mi się podobała, nie
      wiem, jak odebrałabym ją dzisiaj.

      Pozdrawiam
      Kajteczek
    • pontecorvo Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 26.02.09, 23:22
      Hej
      Zupełnie nie znam tej książki, ani autora:(
      Możesz / Możecie trochę szczegółów podać? Dzięki...

      Supervixen - czytasz tę powieść równolegle z Biografią, czy już jesteś po
      lekturze? :)
      • supervixen Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 27.02.09, 00:07
        Pontecorvo, jeszcze biografii nie skończyłam:)

        Panie z Missalonghi (The Ladies of Missalonghi) są autorstwa Colleen
        McCullough. Nie czytałam innych jej książek, ale chyba najbardziej
        jest znana z Ptaków ciernistych krzewów.

        A książkę właśnie skończyłam przed chwilą - jest bardzo krótka. Nie
        było aż tak źle jak się spodziewałam po lekturze różnych opinii
        miłośniczek LMM, ale nie była też do końca satysfakcjonująca.
        Skończyła się jakoś szybko i morał nieco dziwny... Wiecie, Missy nie
        była tak naprawdę chora, ani też nie myślała wcale, jak Joanna, że
        jest chora - zmyśliła to, żeby złapać Johna Smitha. Ok, tak sobie
        autorka wymyśliła. Ale powieść kończy się praktycznie na drugi dzień
        po ich ślubie i z zakończenia wynika, że Missy nigdy nie zdradzi mu
        prawdy, tylko pozwoli mu myśleć, że to jego miłość i opieka ją
        uleczyły.

        No i przede wszystkim Missy daleko, oj daleko do Joanny. Ona była
        królową ciętej riposty, ale robiła to z klasą;) A Missy wali prosto
        z mostu, zero subtelności (i wytarzała sukienkę od kuzynki w krowim
        łajnie, no naprawdę...)

        Ale były zabawne fragmenty i uważam, że czas poświęcony na lekturę
        nie był stracony, bo bardzo chciałam porównać te książki. Wciąż mnie
        to dziwi... Nawet takie drobiazgi, że John Smith ma zostawiać
        pieniądze na wydatki domowe w jakimś tam słoiczku i uzupełniać, gdy
        zacznie brakować...
        • agawa79 Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 27.02.09, 07:09
          Supervixen, spójrz tutaj:
          www.tickledorange.com/LMM/Valancy.html
          Zwłaszcza to zdanie jest interesujące:
          "From what I remember, Colleen McCullough read The Blue Castle as a
          child and believes she unconsciously and unintentionally plagiarized
          the plot."

          A ja właśnie zaczęłam czytać "Panie...", niezależnie od wątku na
          forum, więc ten wątek bardzo mnie ucieszył. Szerzej się wypowiem,
          jak skończę. A biografia leży, szkoda, że nie można jej do metra
          zabrać...
          • supervixen Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 27.02.09, 09:14
            Wspominałam już w tym starym wątku:

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30357&w=67335449&a=67335449
            że czytałam o tym w książce "Colleen McCullough: A Critical
            Companion". Jak pisałam pracę magisterską to miałam wykupiony dostęp
            do Questii i zamiast robić research czytałam tam sobie różne dziwne
            rzeczy;) Niestety, tak bez dostępu to można raptem jedną stronę
            przeczytać, więc nie dam rady nic przytoczyć. (Ale za to na tej
            jednej stronie Błękitny zamek jest określony jako 'a rather obscure
            novel', ech;)) Ale może ktoś sobie na przykład weźmie Questię na
            okres próbny - tu link:

            www.questia.com/read/10045463?title=Colleen%20McCullough%3a%20A%20Critical%20Companion

            Mnie po prostu dziwi, że ta książka wyszła w takiej formie, bo
            podobieństw jest całe mnóstwo i naprawdę podpadają one pod plagiat.
            (choć podobno pomysłów nie można plagiatować;)) To nie jest tak jak
            z Rebeką ze Słonecznego Potoku i Emilką, albo Szóstą klepką i Od
            siódmej rano Erica Malpassa, że są jakieś podobne motywy, ale
            książki są ewidentnie odrębnymi dziełami. Panie z Missalonghi
            czytałam wciąż myśląc o Błękitnym zamku. Ktoś musiał to przed
            wydaniem zauważyć - agent, wydawca, korektor, redaktor, krewni i
            znajomi królika... I nikt BZ nie czytał? Skandal:)

            A że biografia się nie nadaje do środków komunikacji miejskiej to
            święta prawda:D Ja dużo czytam w autobusie, bo mieszkam na tzw
            przedmieściach:) Ale taka cegła to niestety nie nadaje się do
            noszenia w torbie.
          • supervixen Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 19.03.09, 20:16
            I jak tam, Agawo, przeczytałaś "Panie..."? Jestem ciekawa, czy też
            miałaś wrażenie, jakby książka skończyła się w połowie:))
    • pontecorvo Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 12.03.10, 11:22
      Hej hej
      Czy "Panie z Missalonghi' czytacie tylko w wersji angielskiej, czy jest wydanie
      po polsku? Bo szperam po necie, ale chyba jednak nikt tego nie tłumaczył:(
      Na allegro są do kupienia angielskie wersje, ale znowu ten mój angielski się
      kłania - jak mam więcej czasu spędzić nad słownikiem, to lektury mi się z
      miejsca odechciewa:(
      • supervixen Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 12.03.10, 11:52
        Jest i po polsku:) A na allegro są obecnie 4 sztuki:

        www.allegro.pl/listing/search.php?sg=0&string=panie+z+missalonghi
        • pontecorvo Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 12.03.10, 12:31
          Dzięki serdeczne! Niech żyje moja bystrość przez wsze czasy!!!
          Z pozdrowieniami
          Sprawne inaczej pontecorvo
          • supervixen Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 12.03.10, 16:43
            A proszę bardzo, jak przeczytasz to czekam na wrażenia z tej, hm, interesującej
            lektury;)
            • pontecorvo Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 16.03.10, 09:23
              Nonono, Supervixen, skusiłam się na zakup z allegro! Masz siłę perswazji:)))
              Wczoraj zaczęłam, i ... jakbym już gdzieś to czytała:) No, kalka, kurczę.
              Zobaczę, jak będzie dalej.
              Na razie nie obiecuję sobie postępów w lekturze, bo siedzę na zwolnieniu z
              chorym dzieckiem:(((, a to BARDZO uciązliwe zajęcie!
              • supervixen Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 16.03.10, 12:44
                > Nonono, Supervixen, skusiłam się na zakup z allegro! Masz siłę perswazji:)))

                Ale satysfakcji z lektury nie gwarantuję:D
                • mela54 Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 16.03.10, 18:43
                  Zaintrygowana Waszymi wypowiedziami również nabyłam w/w książkę. Ale
                  rozjaśnijcie mój umysł. Kto ewentualnie kogo plagiatował? Mccullough
                  Montgomery czy odwrotnie?
                  • mela54 Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 16.03.10, 19:01
                    Sama już sobie odpowiedziałam. Sprawdziłam w necie i wiem, że "Panie
                    z Missalonghi" napisano w 1987r., a więc długo po śmierci
                    Montgomery. Ale swoją drogą dla Montgomery może taki plagiat (o ile
                    to plagiat, oczywiście) byłby i komplementem, gdyż kiedyś w usta Ani
                    włożyła mniej więcej takie słowa, że "naśladownictwo jest
                    najszczerszym pochlebstwem".
                    • pontecorvo Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 24.03.10, 10:46
                      I jak tam Melu? Przeczytane?
                      • mela54 Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 28.03.10, 21:22
                        Czytam,ale...jestem już prawie w środku, a cały czas mam wrażenie,
                        że to początek. Akcja toczy się tak powoli... Już tu chyba kiedyś
                        ktoś napisał, że do stylu Montgomery to jednak daleko. Oj, daleko...
                        • supervixen Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 29.03.10, 08:38
                          A co gorsza, Melu, ta książka się skończy, a ty prawdopodobnie będziesz miała
                          wrażenie, że jeszcze na dobre się nie rozkręciła:D Bo chociaż fabuła podobna do
                          BZ, to Panie kończą się wcześniej i takie wrażenie pozostaje, że jak to,
                          przecież jeszcze kawał czasu do opisania pozostał... I teraz już mi trudno nawet
                          ocenić, czy ta akcja jest taka obiektywnie 'urwana', czy też tak mi się tylko
                          wydaje przez porównanie do BZ;)
                    • jadwiga1350 Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 01.09.19, 22:35
                      Raczej poczułaby się okradziona. Plagiator to przecież złodziej. Chyba nie o takie naśladownictwo chodzi.
                      Ania jest mile połechtana gdy wszystkie panny z rodziny Pringle czeszą się jak ona(co świadczy o sporym narcyzmie Ani).
                      Gdyby jednak założyły Klub Powieściowy i zaczęły płodzić wiekopomne dzieła(np taką "Pokutę Beatrycze", łudząca podobną do Pokuty Aweryli) to czy panna Shirley byłaby zadowolona?
                  • pontecorvo Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 17.03.10, 09:46
                    No no, Melu, widzę, że "siła perswazji" Supervixen zatacza coraz szersze kręgi:))))
            • pontecorvo Po lekturze! 17.03.10, 11:26
              supervixen napisała:

              > A proszę bardzo, jak przeczytasz to czekam na wrażenia z tej, hm, interesującej
              > lektury;)

              Z góry przepraszam za chaos wypowiedzi, ale sytuacja domowa nie sprzyja
              przeprowadzaniu skomplikowanych analiz literackich:)

              - przeczytałam. Zdradzam treść, więc, kto nie czytał, a zamierza, może niech
              zignoruje ten mój wpis.
              Tak, Błękitny Zamek to to nie jest. Ale nie żałuję lektury. W sumie fajnie by
              się czytało, gdyby nie istniał ten "prototyp". Bo cały czas towarzyszyło mi
              uczucie, że wiem/domyślam się, co się wydarzy.

              - Tak jak piszę Supervixen, Missy to nie Joanna. Jakaś taka bardziej mdła.
              Sytuacja oświadczyn Johnowi, moim zdaniem, kompletnie nieudolnie napisana,
              nierzeczywista i bardzo bardzo z tyłu za BZ.

              - Rodzina Husterlinfordów to stado harpii, gorzej niż w BZ, bo tu włacza się
              celowo przeprowadzone oszustwo, kradzież członków rodziny stojących na straconej
              pozycji (panny, wdowy).

              - Ale mama Missy faktycznie sympatyczniejsza, po cichu marzy, aby córka była
              bardziej zdecydowana.

              - To zakochanie w Johnie, jak dla mnie, z księżyca. Nagłe olśnienie, po 2
              spotkaniach trwających niespełna 2-3 minuty i chęć spędzenia z nim reszty
              życia? Kiepski pomysł z celową intrygą-kłamstwem, jakieś to niepodobne do
              charakteru Missy (też trochę tak ni z gruszki ni z pietruszki).

              - Odważniejsze sceny niż u LMM, co oczywiste, patrząc na rok powstania i
              pruderię LMM. Tu pytanie o miesiączkę - mała pestka. Ale opis "uniesień
              cielesnych" Missy i Johna? Dziewczyna 33-letnia, która w życiu nie miała
              najmniejszego kontaktu z mężczyzną (pocałunki) nagle doznaje "szału namiętności
              i spełnienia" z praktycznie obcym jej mężczyzną? Fajnie, godne pozazdroszczenia,
              gdyby nie trąciło Harleqinem w różowej okładce:)

              - nieprzekonywujące motywy zemsty Johna na podłych Husterlingfordach.
              - ale, jak dla mnie, najgorsze, sprawa Uny. Wybaczcie moją otępiałość umysłową -
              to był duch? W ramach pokuty czyśćcowej miała uszczęśliwić "biedną" Missy?
              -podobała mi się kreacja Alicji (v. Olivia), choć finisz jej ekstrawagancji
              (szofer) znów rodzi pytanie o realność. Bo to nie ten typ, który ryzykowałby
              utratę bogactwa, nazwiska, dobrego imienia...

              Pewnie spostrzeżeń byłoby więcej, ale czekam na Wasze reakcje, w tym Twoją Melu,
              bo będziesz po świeżej lekturze:)))
              • supervixen Re: Po lekturze! 17.03.10, 12:26
                Zgadzam się z większością twoich uwag, pontecorvo, a co do Uny (tu spojlery,
                jeśli ktoś nie czytał):


                Na to wychodzi, że to był duch; jeśli dobrze pamiętam, to Unę widywaliśmy
                jedynie w rozmowach z Missy, ani ona z innymi nie konwersowała, ani chyba nawet
                inni o niej nie wspominali. Taki chwyt w deseń Szóstego zmysłu:)



                Koniec spojlera:)



                Ale teraz pytanie zasadnicze - plagiat to, pastisz, a może przypadek? Przypadek
                wykluczmy, bo tak byłoby nudno:D Poza tym, McCullough nie wypierała się
                znajomości BZ - czytała w dzieciństwie. Tuż po lekturze byłam raczej skłonna
                posądzić ją głównie o coś w rodzaju nieświadomego plagiatu (bo chyba ktoś jej
                pokroju na prawdziwy plagiat nie mógłby sobie pozwolić). Ale teraz myślę też, że
                jest w tym sporo z pastiszu - w zasadzie mam wrażenie, że autorka się podśmiewa
                lekko, trochę z Missy, a trochę nawet z romantycznie usposobionego czytelnika.
                Ta książka to taki BZ w krzywym zwierciadle. I chociaż uniesienia same w sobie
                są harlekinowe, to reszta raczej harlekinom gra na nosie - bo tam kłamstwo
                bohaterki wyszłoby na jaw, musiałaby naprawić swój błąd, krótko mówiąc -
                musiałaby bardziej na swój happy end 'zasłużyć', a nie jak Missy, trafić w totka
                przy pomocy bezkarnego oszustwa. Ale ile w tym celowych odniesień do BZ? Bo
                przecież niektóre kawałki jak żywcem wyjęte...
                • pontecorvo Re: Po lekturze! 17.03.10, 13:51
                  supervixen napisała:
                  > Na to wychodzi, że to był duch; jeśli dobrze pamiętam, to Unę widywaliśmy
                  > jedynie w rozmowach z Missy, ani ona z innymi nie konwersowała, ani chyba nawet
                  > inni o niej nie wspominali. Taki chwyt w deseń Szóstego zmysłu:)

                  No włąśnie nie do końca:) Odwiedziła raz dom Missalonghi, ciotka Octavia i
                  Drusilla były zachwycone jej wdziękiem, aparycją, miłym usposobieniem. Ujęła je
                  również zachwytami nad 'biskwitami' (nie mam pojęcia co to takiego, biszkopty?)
                  Więc duch ujawnił się też innym osobom.

                  > Ale teraz pytanie zasadnicze - plagiat to, pastisz, a może przypadek? Przypadek
                  > wykluczmy, bo tak byłoby nudno:D

                  Jak dla mnie przypadek taki byłby równy prawdopodobieństwu utrafienia szóstki w
                  lotku. W sumie chyba łatwiej byłoby podyskutować o różnicach między tą książką a
                  BZ, bo podobieństwa są "oczywistą oczywistością".

                  Tuż po lekturze byłam raczej skłonna
                  > posądzić ją głównie o coś w rodzaju nieświadomego plagiatu (bo chyba ktoś jej
                  > pokroju na prawdziwy plagiat nie mógłby sobie pozwolić)

                  Ja z kolei myślałam o celowym plagiacie. W tym myśleniu wyłączyłam kwestie
                  prawne, itd. Czy nieświadomie można by coś takiego wygenerować? Do tej pory
                  myślałam, że to niemożliwe, ale teraz, pod wpływem Twojej interpretacji,
                  zaczynam dostrzegać źdźbło prawdopodobieństwa, że tak mogło być, np. gdyby
                  autorka przeczytała BZ w miarę wczesnym dzieciństwa, kiedy nie przywiązywała
                  wagi do autorstwa, itd., a jedynie jakiś główny schemat pozostał jej w głowie,
                  który wykorzystała w przyszłości i wzięła go na warsztat. Mogła np. życ w
                  przekonaniu, że to wszystko urodziło się w jej głowie, a ona latami
                  rozbudowywała ten schemat, uszczegóławiała go. Mimo wszystko uważam to za mało
                  realne.

                  Ale teraz myślę też, ż
                  > e
                  > jest w tym sporo z pastiszu - w zasadzie mam wrażenie, że autorka się podśmiewa
                  > lekko, trochę z Missy, a trochę nawet z romantycznie usposobionego czytelnika.
                  > Ta książka to taki BZ w krzywym zwierciadle. I chociaż uniesienia same w sobie
                  > są harlekinowe, to reszta raczej harlekinom gra na nosie - bo tam kłamstwo
                  > bohaterki wyszłoby na jaw, musiałaby naprawić swój błąd, krótko mówiąc -
                  > musiałaby bardziej na swój happy end 'zasłużyć', a nie jak Missy, trafić w totk
                  > a
                  > przy pomocy bezkarnego oszustwa. Ale ile w tym celowych odniesień do BZ? Bo
                  > przecież niektóre kawałki jak żywcem wyjęte...

                  Bardzo mi się spodobał Twój pomysł z pastiszem, przyznaję, że nie brałam tego
                  pod uwagę. Muszę to sobie jeszcze przemyśleć. Wiem, to zakończenie, w którym
                  Missy bezkarnie uchodzi kłamstwo takiej rangi (no bo chyba nie od parady jest
                  "łapanie męża" za pomocą oszustwa, zwłaszcza faceta uczulonego podobno na tym
                  punkcie) jest własnie takie pastiszowate.
                  • pontecorvo Re: Po lekturze! 17.03.10, 14:04
                    > Ta książka to taki BZ w krzywym zwierciadle.

                    Jeszcze nawiązuję do tych słów. Też mi to wyglądało na taki trochę niedorobiony
                    BZ. Tylko czy to celowe zabiegi? Pastisz powinien mieć (chyba?) prześmiewczy
                    ton, nie jestem zdecydowana, czy tak jest w tym przypadku.
                    W sumie jeśli chodzi o humor, to mimo, że niektóre sceny napisane były lekko, a
                    sama Missy momentami budziła prawdziwą sympatię, to jakoś szczególnie śmiech
                    mnie nie ogarniał. Przy BZ śmiałam się do rozpuku (pamiętna scena, gdy Joanna
                    pozwala sobie na szczerość podczas sztywnej kolacji u krewnych; scena spotkania
                    Ryczącego Abla z pastorem: "A skąd, u licha, mam wiedzieć, dokąd idziesz").
                    Zresztą w ramach dygresji mogę wspomnieć, że u LMM mam kilka kawałków, które
                    czytane po raz 1125 wywołują u mnie salwy śmiechu-właśnie wczoraj chciałam na
                    chwilę zapomnieć o swych troskach i z pomocą mi przyszły Szumiące Topole i
                    niezawodna ciotka Wywąchiwacz (no nie potrafię się nie śmiać z jej wtrętów oraz
                    scena przerwania milczenia na kolacji u Taylorów, Cyrus Taylor, jak zawsze
                    bezbłędny).

                    Chętnie poczytałabym dyskusję o próbie zakwalifikowania PzM do pastiszy, bo sama
                    jeszcze nie ugruntowałam jeszcze zdania.
                    • supervixen Re: Po lekturze! 18.03.10, 08:56
                      Być może pastisz nie jest odpowiednim słowem, nie wiem, ale chodzi mi przede
                      wszystkim o przedstawienie takiej historii jak w BZ i takiego romantyzmu w nieco
                      krzywym zwierciadle - ani oni tacy mili, ani mądrzy, ani związek na szczerości
                      się nie opiera...

                      Jeśli przy interpretacji weźmiemy pod uwagę szerszy kontekst, to McCullough
                      napisała też książkę The Independence of Miss Bennet, która jest w zasadzie
                      fanfikiem do Dumy i uprzedzenia, opowiada o Mary Bennett i okazuje się tam na
                      przykład, że Darcy żałuje małżeństwa z Lizzie (nie czytałam, ale z recenzji
                      wynika, że nie jest to jakoś szczególnie głębokie psychologicznie, tylko też
                      takie powykręcanie klimatu DiU)
                      • supervixen Re: Po lekturze! 18.03.10, 09:00
                        Poprawka: książka nazywa się The Independence of Miss Mary Bennet
                      • pontecorvo Re: Po lekturze! 24.03.10, 10:51
                        supervixen napisała:
                        > Jeśli przy interpretacji weźmiemy pod uwagę szerszy kontekst, to McCullough
                        > napisała też książkę The Independence of Miss Bennet, która jest w zasadzie
                        > fanfikiem do Dumy i uprzedzenia, opowiada o Mary Bennett i okazuje się tam na
                        > przykład, że Darcy żałuje małżeństwa z Lizzie

                        No skoro tak, skoro autorka parała się pisaniem takiej "przkształconej"
                        literatury, to faktycznie głębszego sensu nabierają podejrzenia, że PzM to
                        pastisz BZ. Zamierzony!

                        Ja praktycznie nie znam tej pisarki, z wyj. przeczytanych pod kołdrą we wczesnej
                        młodości Ptaków..., z obawy przed rodzicami, którzy oczywiście znając film,
                        uważaliby to zbyt obrazoburcze dla , nie wiem, 12- czy 13-latki:)))
                        • mela54 Re: Po lekturze! 30.03.10, 09:52
                          Skończyłam już PzM. Po prostu żenada! Missy to dla mnie głupia gęś.
                          Na wieczorze panieńskim swojej kuzynki wtrącała głupie uwagi, które
                          nie miały nic wspólnego z cięta ripostą. Ubrudzenie sukienki
                          otrzymanej w prezencie w gnoju uważam za odrażające. Mogła ją po
                          prostu odesłać. A już skamlanie przed Johnem, aby ten ją poślubił -
                          to już dno. To co w BZ było sympatyczne i dowcipne, tu jest żałosne.
                          Wytłumaczeniem mógłby być fakt, że to pastiż, ale...czy ja wiem?
                          Nigdy nie czytałam "Ptaków ciernistych krzewów" tylko oglądałam
                          film, który wiele lat temu dawała TV. Serial nawet, nawet... A
                          te "Ptaków ciernistych krzewów" to chociaż dobra książka czy
                          cieniutka jak PzM?
                          • mela54 Re: Po lekturze! 30.03.10, 13:07
                            Moja wina! Powinno chyba być: pastisz?..
                          • pontecorvo Re: Po lekturze! 30.03.10, 22:23
                            Widzę Melu, że porządnie Tobą zatrzęsło:)))


                            > Missy to dla mnie głupia gęś.Na wieczorze panieńskim swojej kuzynki wtrącała
                            głupie uwagi, które
                            > nie miały nic wspólnego z cięta ripostą.

                            No właśnie do Joanny/Valence daleko jej było! Dla mnie może nie tyle te riposty
                            były słabe, co w ogóle ta nagła przyczyna zmiany jej zachowania. No bo przecież
                            od lekarza dowiaduje się, że jest zdrowa. W przypadku J/V to było w pełni
                            uzasadnione-wizja rychłej śmierci i stąd chęć życia własnym życiem.

                            Ubrudzenie sukienki
                            > otrzymanej w prezencie w gnoju uważam za odrażające. Mogła ją po
                            > prostu odesłać.

                            No tu, może trochę wezmę ją w obronę. Wiem, zemsta niskiego kalibru, w sumie
                            Alicji i tak po nic 126 sukienka, niemodna już zresztą. Ale i impuls mógł być
                            silniejszy- ta podsłuchana rozmowa pod oknem.


                            > A już skamlanie przed Johnem, aby ten ją poślubił -to już dno. To co w BZ było
                            sympatyczne i dowcipne, tu jest żałosne.


                            100% mojej zgody. Joanna zrobiła to tak zgrabnie, z klasą. Poza tym, coby nie
                            mówić, już jakiś kontakt miała z Edwardem, wspólne chwile przy chorej córce
                            Ryczącego Abla, miała możliwość, aby ta fascynacja w ogóle mogła się narodzić. A
                            tu? Jeden incydent w sklepie i później to melodramatyczne omdlenie. I jeszcze
                            mało mówiące wzmianki o Smithie ze strony Uny. pierwsz rekacja Smitha jak
                            najbardziej na miejscu, ale za drugim podejsciu Missy już się ugiął. Chyba cos
                            jej za łatwo poszło.

                            > Wytłumaczeniem mógłby być fakt, że to pastiż, ale...czy ja wiem?
                            > Nigdy nie czytałam "Ptaków ciernistych krzewów" tylko oglądałam
                            > film, który wiele lat temu dawała TV. Serial nawet, nawet... A
                            > te "Ptaków ciernistych krzewów" to chociaż dobra książka czy
                            > cieniutka jak PzM?

                            Z tym pastiszem to chyba jednak nie... Choc przekonana nie jestem do końca. Może
                            faktycznie przeczytany przez autorkę BZ pozostał w mrokach jej niepamięci i na
                            podstawie jakiś śladów odtworzyła potem go po swojemu?
                            "Ptaki..." przeczytałam we wczesnej młodości (12/13 lat), musiałam nawet ją
                            ukrywać przed rodzicami, niczym Joanna czy Missy:), bo było to po transmisji w
                            TV (a rodziców mam strasznie pruderyjnych i koszmarnie konserwatywnych, dlatego
                            pewnie zawsze łatwo mi przychodziło utożsamianie się z bohaterką BZ). I wtedy mi
                            się podobało, nawet bardzo, ale musiałabym teraz zweryfikować swoje dziecięce
                            fascynacje...
                            • mela54 Re: Po lekturze! 31.03.10, 16:37
                              No to sobie poużywałyśmy, prawda, Pontecorvo? Ale wkurza mnie, gdy
                              komuś wydaje się, że umie pisać powieści a tak nie jest...Ja już
                              pomijam główną bohaterkę - w końcu autorka ma prawo uczynić ją jaką
                              zechce. Ale ogólnie cała fabuła jest naiwna jak...Missy!
                              • mela54 Re: Po lekturze! 31.03.10, 16:42
                                Jeszcze wracając do sukienki...Uważam,że jaka by ta Alicja nie była,
                                to jednak nie zasłużyła na...gnój. Według mnie to było ze strony
                                Missy przegięcie i jeszcze raz przegięcie!
                                • pontecorvo Re: Po lekturze! 31.03.10, 16:51
                                  mela54 napisała:

                                  > Jeszcze wracając do sukienki...Uważam,że jaka by ta Alicja nie była,
                                  > to jednak nie zasłużyła na...gnój. Według mnie to było ze strony
                                  > Missy przegięcie i jeszcze raz przegięcie!

                                  No wiesz, ona by i tak tej sukni już nie nosiła:), bo niemodna...
                                  A Missy była nieźle wkurzona podsłuchaną rozmową (choć, zdaje się, jeszcze w
                                  chwili tarzania sukni w gnoju, nie wiedziała o spisku rodzinnym nękającym "panny
                                  i wdowy"???)
                              • pontecorvo Re: Po lekturze! 31.03.10, 16:48
                                mela54 napisała:

                                > No to sobie poużywałyśmy, prawda, Pontecorvo?
                                Tak, całkiem nieźle!

                                > Ale ogólnie cała fabuła jest naiwna jak...Missy!
                                Dla mnie w sumie najmniej przekonująca jest w tym wypadku ta chęć ucieczki Missy
                                do obcego jej całkowicie mężczyzny. O ile w przypadku Joanny było to zupełnie
                                jasne, tu aż tak jasne nie jest:( Bo po pierwsze Missy nie ma wyroku śmierci, po
                                drugie jej matka, jak i ciotka nie są takie złe, w szczególności matka na
                                kartach powieści ulega zmianie na lepsze, nawet ciocia zwraca się w stylu:
                                "kochanie, jak się bawiłaś?", co w przypadku Joanny nie miało miejsca (przecież
                                zero jakikolwiek pozytywnych uczuć), no i to, co już pisałam: w Edwardzie dało
                                się zakochać (spędzany czas, np. porwanie na zabawę, itd) w przeciwieństwie do
                                Smitha.
                                • mela54 Re: Po lekturze! 01.04.10, 10:38
                                  Zastanowiła mnie scena, gdzie Missy na wieczorze panieńskim
                                  przygaduje Alicji (ni stąd, ni zowąd!)a później jej matka mówi, że
                                  gdyby Alicja była miła dla Missy, ta nie zepsulaby jej wieczoru...i
                                  wogóle nikogo nic nie dziwi. Johna nie dziwią oświadczyny Missy,
                                  nawet przez chwilę nie podejrzewa, ze to żart (a przecież na
                                  początku każdy mógłby tak pomyśleć). Matki absolutnie nie dziwi, gdy
                                  dowiaduje się nagle, że córka zmieniła stan cywilny...Wymieniać
                                  możnaby długo...
                          • jadwiga1350 Re: Po lekturze! 28.06.14, 21:44
                            mela54 napisała:

                            > Nigdy nie czytałam "Ptaków ciernistych krzewów" tylko oglądałam
                            > film, który wiele lat temu dawała TV. Serial nawet, nawet... A
                            > te "Ptaków ciernistych krzewów" to chociaż dobra książka czy
                            > cieniutka jak PzM?

                            Książka w porządku, dużo lepsza niż serial. Aktorzy zostali źle dobrani do ról głównych bohaterów co utrudnia odbiór.
                          • jadwiga1350 Re: Po lekturze! 17.02.25, 21:04
                            mela54 napisała:

                            > Nigdy nie czytałam "Ptaków ciernistych krzewów" tylko oglądałam
                            > film, który wiele lat temu dawała TV. Serial nawet, nawet... A
                            > te "Ptaków ciernistych krzewów" to chociaż dobra książka czy
                            > cieniutka jak PzM?

                            Może i przy "Ptakach" pisarka inspirowała się Błękitnym Zamkiem?

                            W pierwszej części rodzina Meggie wiedzie ciężkie życie. Dziewczynka pracuje ponad siły, w domu bita przez ojca, w szkole bita przez zakonnicę.
                            W drugiej części już wszystko układa się idealnie, a pieniędzy w bród. Mary Carson z Droghedą, to jak Redfern ze swymi pigułkami i maściami.
                        • supervixen Re: Po lekturze! 12.06.10, 15:45
                          A wilku mowa, a wilk... pojawia się w Wydawnictwie Literackim. Może ktoś się
                          skusi?:D

                          www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka.php?ID=2091
    • yo-a-ko Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 07.04.10, 20:33
      Melduje się kolejna osoba, która - zainspirowana wątkiem - przeczytała "Panie...".
      ALEŻ! mi się one okropnie nie podobały!
      Z powodów - z grubsza już podanych przez "przedpiśczynie" :-) na czele z tym, że
      Missy to głupia gęś, która ucieka z domu do nieznanego sobie faceta z
      niezrozumiałych przyczyn (ani w domu nie ma jakiegoś koszmaru, ani faceta nie
      zna)...
      Ale najbardziej, okropnie zgrzytał mi duch, Una (której "paznokcie emitowały
      jakąś niezwykłą treść", litości!) i - wątek Missy "wyjęczającej" sobie to, by
      Smith się z nią ożenił, i posiłkującej się przy tym kłamstwem baaaardzo! dużego
      kalibru... A także - Missy na wieczorku panieńskim Alicji... tak, jak,
      dziewczyny, pisałyście - Joannie - mistrzyni ciętej riposty - M do pięt nie
      dorasta swymi prostackimi, pozbawionymi jakiegokolwiek polotu, uwagami...

      No, ale - może po prostu CMcC bardzo nie lubiła BZ i w swej antypatii stworzyła
      jego szpetną karykaturę ;-)))
      • pontecorvo Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 08.04.10, 09:38
        > Ale najbardziej, okropnie zgrzytał mi duch, Una (której "paznokcie emitowały
        > jakąś niezwykłą treść", litości!)

        Ja też nie lubię, gdy biorąc do ręki książkę i spodziewając się REALIZMU,
        natykam się na Ducha, wampira, wcielenie Frankensteina itp.

        > No, ale - może po prostu CMcC bardzo nie lubiła BZ i w swej antypatii stworzyła
        > jego szpetną karykaturę ;-)))

        Myślisz?
        A w ogóle znacie jej pisarstwo? Ktoś czytał coś więcej?
        • yo-a-ko Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 08.04.10, 21:54
          > Ja też nie lubię, gdy biorąc do ręki książkę i spodziewając się REALIZMU,
          > natykam się na Ducha, wampira, wcielenie Frankensteina itp.

          O, to, to!
          A na dodatek tak idiotycznie ów duch jest opisany (znów piję do owych "paznokci
          emitujących niezwykłą treść" ;-)

          > > No, ale - może po prostu CMcC bardzo nie lubiła BZ i w swej antypatii stw
          > orzyła
          > > jego szpetną karykaturę ;-)))
          >
          > Myślisz?

          Ja w ogóle nie potrafię sobie wytłumaczyć powstania tej książki...

          Jak dla mnie - choć nie wiem, czy mam prawo do wypowiadania takich sądów, będac
          jedynie miłośniczką czytania, ale żadnym krytykiem ani polonistką ;-))) - to
          głupia, źle napisana i niespójna z mnóstwa punktów widzenia historia... która
          nie broni się ani jako pastisz, ani jako "wersja ulepszona"...

          A na koniec - mały OT.
          Otóż - zamówiłam sobie "Emilkę ze Srebrnego..." w oryginale :-)
          Ciekawam jej bardzo, łącznie z tym, że zastanawiam się, czy "pęciny" były u LMM
          po prostu "łydkami", czy też były określone innym, równie - jak "p" -
          staromodnym słowem :-))) A także - jak będzie brzmiało angielskie imię
          Nieznośnika :-)
          • jadwiga1350 Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 09.04.10, 00:11
            A w jakim czasie toczy się akcja PzM? Też w latach dwudziestych jak
            BZ?
            • supervixen Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 09.04.10, 10:41
              Coś koło tego, tyle że w Australii.
          • jadwiga1350 Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 17.02.25, 20:49


            > > > No, ale - może po prostu CMcC bardzo nie lubiła BZ i w swej antypat
            > ii stw
            > > orzyła
            > > > jego szpetną karykaturę ;-)))



            Czyli pastisz jednak się udał/
        • pontecorvo Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 24.05.10, 10:24
          > A w ogóle znacie jej pisarstwo? Ktoś czytał coś więcej?

          Jestem w trakcie czytania książki "TIM". I jest...nieźle, naprawdę fajnie się
          czyta... Wiadomo, szczyty literatury to nie są, ale tez nie oczekiwałam czegoś
          takiego. Tym bardziej dziwi mnie, że "Panie z M..." wyszły pisarce tak jak wyszły.
          • supervixen Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 26.05.10, 08:08
            > Tym bardziej dziwi mnie, że "Panie z M..." wyszły pisarce tak jak > wyszły.

            Stąd między innymi moja sugestia, że może tak wyszły, bo tak wyjść miały ;)
            • maj18-98 Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 27.07.14, 22:58
              Skoro wątek odkopany to się wypowiem, BZ lubię bardzo i często wracam, a Panie z M...zawsze będą mi się kojarzyły z opisem trudnego dzieciństwa Missy jak to utopiono kotka którego dostała od kogoś bo byłby tylko gębą do wyżywienia a ona na zawsze pamiętała ciepłe ciałko i wibrujące mruczenie, jako osoba kochająca koty miałam ochotę choćby podtopić autorkę!
              Która zresztą pisze wcześniej, ze jedzenia (mleko, jaja, warzywa,mięso) nie brakowało tylko panie cierpiały z braku pieniędzy, no, kotek by je obżarł...
              czasem się zrażam do jakiejś książki ze względu na małą sceną i to właśnie zdecydowało,
              • jadwiga1350 Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 03.09.19, 09:59
                > a Panie
                > z M...zawsze będą mi się kojarzyły z opisem trudnego dzieciństwa Missy jak to u
                > topiono kotka którego dostała od kogoś bo byłby tylko gębą do wyżywienia a ona
                > na zawsze pamiętała ciepłe ciałko i wibrujące mruczenie,

                Ale kto utopił? Matka Missy, choć to osoba dużo milsza od pani Fryderyki Stirling?
                • maj18-98 Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 05.11.19, 14:47
                  Nie pamiętam,kto to zrobił, było to ujęto w taki sposób, ze zrobiono to, co zrobione być musiało. Rozumiem ,że bohaterka miała niedostatnie dzieciństwo ale pozbycie się kotka przez utopienie jest absurdem i okrucieństwem, którego nie da się obronić, nie da się i już! Jeśli rzeczywiście nie było ich stać na wyżywienie kota (raczej nie niewychodzącego, karmionego specjalistyczną karmą rasowca tylko stworzenia, które jak większość ówczesnych kotów zdobywałoby pożywienie dla siebie ) to można było oddać kociaka do jakiegoś gospodarstwa, nie topić! Okropnie mi to zgrzytnęło podczas lektury, do tej pory nie zapomniałam tego autorce.
    • jadwiga1350 Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 30.09.23, 22:07
      Na Wikipedii pisze, że akcja toczy się w 1913. Trochę mnie to zdziwiło, czy mamy w książce wymieniony rok?
    • jadwiga1350 Re: Panie z Missalonghi i Błękitny zamek 24.01.24, 20:21
      supervixen napisała:

      >Jest zafascynowana sensacyjnymi romansidałami (o ile
      > zdążyłam się zorientować, to właśnie z takiego romansu Missy
      > zaczerpnie pomysł, żeby 'złapać' Johna na śmiertelną chorobę

      A tym romansem mógłby być właśnie "Błękitny zamek" Byłoby to takie mrugnięcie do czytelnika i pisarka uniknęłaby oskarżeń o plagiat.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka