bezportek
26.06.10, 19:39
Bambi, uwielbiany obiekt rozplywania sie nad "pieknem natury", jest
w Stanach najkrwawszym zabojca, no moze z wyjatkiem gangsta z ghetta
Chicago. Tysiace jeleni, zwlaszcza whitetails (tak, to wlasnie
Bambi), wlocza sie po drogach miast i osiedli. Idiotyczne zakazy,
niemoznosc ubicia bydlaka pod wlasnym oknem, powszechnie rozpostarte
parki stanowe i rezerwaty, to sie zlozylo na rozmnozenie jeleniego
chwastu jak nigdy w dziejach. Brak wilkow, nieliczne kojoty i
obfitosc zarcia na ugorach, powoduja ze rankiem, z obwodnicy i
zwyczajnych ulic, ekipy skazancow usuwaja dziesiatki przejechanego
zwierza. Kazda kolizja, to uszkodzony samochod, a wcale nierzadko
ranny lub martwy czlowiek. Jelenie zabijaja Amerykanow czesciej niz
misie, aligatory i grzechotniki do kupy - wiecej niz wszystkie wojny
w tym stuleciu. Proby wyperswadowania zielonym, ze czas na
nieograniczony odstrzal szkodnika, nie moga sie przebic przez mur
zabobonu i dogmatu. Moze resztki fanatykow masowej hodowli "dzikiej
przyrody" zmienia zdanie, kiedy chore i sparszywiale Bambi zastapia
szczury w ekosystemie Ameryki?