mary_sio
20.09.07, 14:03
..a i tak nie rozumiem. Bo niby wszystko powinno być proste, a nie
jest:
"Wielki Wybuch nie był eksplozja w przestrzeni, lecz eksplozją
przestrzeni. Podobnie Wielki Wybuch nie nastapił w czasie, lecz był
eksplozją czasu. Wielki wybuch stworzył przestrzeń i czas. W ciągu
sekundy niezwykle gorący wszechświat znacznie sie rozszerzył i
ostygł, jego temperatura spadła z kilku bilionów do kilku miliardów
stopni (..) Po około 300 tysiącach lat temperatura wszechświata
spadła na tyle, że elektrony spowolniły swój bieg..."
Simon Singh "Wielki Wybuch"
Jestem w stanie wyobrazić sobie, że po upływie 300 lat, a czasami
nawet szybciej, temperatura czegokolwiek może się obniżyć, ale w
jaki sposób ochładzał się wszechswiat po wybuchu, czyli cała energia
i materia, skoncentrowana pierwotnie w jednym punkcie, jeśli nie
było przestrzeni a czas nie zdążył jeszcze dobrze nakręcić swojego
zegara? Wiem, głupia jestem, ale tak na babski rozum, to w momencie
bum! wszędzie, czyli jednocześnie nigdzie powinny panować takie same
warunki/nie było żadnych. To niby co schładzało pozostałości po
wybuchu?