Gość: Hermiona
IP: *.noname.net.icm.edu.pl
04.02.02, 13:28
Interesowałoby mnie stanowisko męskie w tej sprawie. Kolega z pracy obdarzyl
mnie swoim zainteresowaniem polegajacym poczatkowo na prawieniu komplementow,
delikatnych, niby przypadkowych dotknieciach, pocalunkach w policzek. Poniewaz
spodobalo mi sie to i pozwalalam na to przeszedl do "konkretow" tj. pocalunkow
w usta. Poczatkowo, i to z mojej przyczyny byly to wlasciwie cmokniecia, na
dluzsze zetkniecie ust mu nie pozwalalam, ale w koncu, sama nie wiem dlaczego,
czy to z ciekawosci, czy z innych powoodow (nie mam duzego doswiadczenia w tych
sprawach damsko-meskich)mimo, ze jestem mezatka (nota bene tylko na papierze,
jestem z mezem w nieformalnej separacji)pozwolilam na dluzszy pocalunek. I po
ostatnim naszym spotkaniu jestem troche skolowana i nie wiem o co chodzi.
Pocalunek byl typu - oni sie jedza - jak mawia moj synek, ogladajac to w
telewizji; choc ja nie bralam w nim czynnego udzialu, tj. przyjmowalam i nie
oddawalam pcalunku. Pan, o ktorym mowa, ktoregos razu, wczesniej okreslil
nasz "zwiazek" mianem flirtu, z czym sie zgodzilam. Po ostatnim jednak
spotakniu, wyzej opisanym, nie wiem czy mozna to nadal nazwac flirtem? Niby jak
to nazwiemy, nie ma znaczenia, ale zastanawiam sie do czego to zmierza i czy
wogole cos to zmienia. Narazie mam zamiar dac sie porwac biegowi wydarzen, i w
razie czego powiedziec stop. Co o tym wszystkim sadzicie? Na koniec dodac, zeby
bylo jeszcze bardziej skomplikowanie, ze ten znajomy jest zonaty i dodatkowo
jest a raczej byl dobrym kolega mojego meza. Jednak obecnie z powodu braku
mozliwosci kontaktu ten wlasciwie sie urwal (nie liczac pojedynczych, rzadkich
spotkan czy rozmow telefonicznych. Pozdrawiam wszystkich uczestnikow forum i
sciskam za Was kciuki. Fajnie, ze jestescie.