james_howlett
01.02.05, 00:10
Nie wiem co sie dzieje ... Zaczelo sie tak obiecujaco i dobrze, a teraz ... lzy, rozpacz i caly komplet, ale zaczynajac od poczatku ...
Kiedys dawno temu na jednym z portali umiescilem w dziale "randki" swoj profil ... tak dawno ze zupelnie o nim zapomnialem ... do czasu az sie pojawila wiadomosc, ze ktos sie do mnie odezwal. Po przeczytaniu profilu tejze osoby, zgodnie z instrukcja odpowiedzialem na podanego maila.
Przez pewien czas korenspondencja trwala w najlepsze nabierajac rumiencow, az ta druga osoba nie zasugerowala spotkania... Wyszla tak zwana randka, dla mnie bylo przesympatycznie, milo i wogole ... Z drugiej strony barykady jak sie okazalo pozniej bylo podobnie (oczywiscie juz w 2 mailu po spotkaniu zostalem o to zapytany, pod pretekstem babskiej ciekawosci) ... Cos jakby zaczelo sie zageszczac ... Buziaczki w mailach, smsach, puszczanie sygnalkow, i tak oto rowny tydzien po pierwszym spotkaniu nastapila kolejna randka. Oczywiscie rowniez milo, sympatycznie i nie dalo si nudzic, wspolne tematy, poglady, zainteresowania. I jakos tak wyszlo, ze pojechalismy do niej do domu. Wczesniej sprawdzilem o ktorej mam autobus powrotny, troche sie zasiedzialem, ale na przystanek zdazylem ... bylem 3 minuty przed godzina przyjazdu autobusu .... niestety ostatniego, co gorsza autobus ten sie nie zjawil .... Po pol godzinie namyslu zadzwonilem do Niej, czy nie znalazlby sie kawalek wolnej podlogi w kuchni, zebym mial gdzie dotrwac do rana ... Znalazl sie ... i tu sie chyba zaczyna wszystko co ma wplyw na dalsze wydarzenia ... Ja chcialem sie trzymac swojej wersji, przetrwac do rana w innym pomieszczeniu, podziekowac za wszystko i udac sie do domu ... aby dalej pozwolic sie rozwijac temu co sie zaczelo ... Juz po paru minutach po wejsciu do jej domu wiedzialem ze nici z tego ... Nie pozwolila mi spac na podlodze ... a w domu jedno jedyne lozko. Nie zaglebiajac sie w szczegoly, stalo sie co mialo stac, miedzy dwoma osobami ... i to nie w 100% z mojej inicjatywy. Po tym wydarzeniu wszystko wygladaloby dobrze, dalej dlugie rozmowy przez telefon, maile, smsy ... az do wczoraj, gdy wyslalem jej jednego smsa, na ktorego reakcja byla taka, ze na drugi dzien dostalem w mailu haslo, ze nawet nie wiem jak bardzo ja ujalem tym smsem, ze troche o tym wszystkim myslala ... a w nastepnej wiadomosci wybuchla bomba ... Ze za szybko przeskoczylismy pewne utarte standardy (w pelni sie z tym zgadzam, ale czasu cofnac nie potrafie), ze to za szybko sie dzieje, i ze nie chce mnie krzywdzic, ze nie tak chciala zaczynac znajomosc, ze jest zla na siebie ze ulegla impulsowi, i ze namieszala mi w glowie... I co ja o tej calej sytuacji mysle ... W kolejnej wiadomosci, kiedy juz totalnie nic z tego nie rozumialem, wyszlo ze totalnie do potegi drugiej nic nie rozumiem ... Gdy pytalem czy mozemy sie spotkac i porozmawiac na ten temat na zywo, uzyskalem odpowiedz, ze to wszystko jest za swieze i boli... Ze juz jest taka lamaczka serc, choc czuje we mnie ciepla troske o siebie, za ktora tak teskni, to nie potrafi tego wykorzystac. I ze idzie teraz sie wyplakac ....
Tyle skrajnosci na raz, nie wiem co o tym wszystkim sadzic, czy ma znaczenie to, ze wczesniej, to ona mnie kokietowala, ze jest starsza o niecale dwa lata, ze jest po rozwodzie ... Juz nic nie wiem, wiem tylko tyle, ze nie potrafie tak latwo zrezygnowac, jak to wczesniej robilem, podkulalem ogon pod siebie i godzilem sie z odrzuceniem ... tylko ze teraz czuje ze to jest cos zupelnie innego, nigdy tak szybko nikt mi nie zawrocil w glowie, a teraz nagle dostaje poteznego kopniaka od zycia i nie wiem za co ...
I dlaczego kiedy juz mnie tak kopie po glowie to odpowiada na sygnalki ... ?