napoj.chmielowy
16.03.06, 23:43
Znalazłem coś takiego i chyba pójdę do Barku się upić
Geniusz czy pilny uczeń?
Być może jednak Leszek Balcerowicz nie był aż tak genialny i nie odkrył niczego
nowego. Może po prostu był pilnym uczniem i zastosował sposoby już gdzie
indziej sprawdzone? Oto fragmenty artykułu Dariusza Witolda Kulczyńskiego,
inżyniera kanadyjskiego. Opublikowano go w piśmie Nowy Kurier w Kanadzie, na
przełomie maja i czerwca 1991, pt.
Nie szukaj mnie w Argentynie, czyli nasza apokalipsa
W latach siedemdziesiątych w Argentynie rządziła junta militar. Rządy
pułkowników były gorąco wspierane przez Stany Zjednoczone, rzekomo z powodów
politycznych tj. aby nie powtórzył się tam jakiś nowy Allende - marksista. Poza
kilkudziesięcioma lub kilkuset tysiącami "disaparecidos" (tych, którzy zniknęli
tj. osób zamordowanych w więzieniach politycznych) z Argentyny zniknęło 25
miliardów dolarów USA - tyle właśnie wynosił dług Argentyny po
zakończeniu "rządów pułkowników". Mimo wysiłków Alfonsina, a potem Menema, dług
Argentyny wzrósł do 40 miliardów na skutek hiperinflacji i niemożności
spłacenia odsetek. Dlaczego Argentyna, w latach pięćdziesiątych jeden z
zamożniejszych krajów świata, nie była w stanie spłacić długu? Przede wszystkim
dlatego, że w latach siedemdziesiątych stanęło mnóstwo fabryk i produkcja
rodzima została zastąpiona importem. Zbankrutowała fabryka argentyńskiego fiata
125, bo taniej było sprzedawać fordy i mercedesy. Na wolnym rynku wymiany walut
w Argentynie, na skutek ogromnej podaży, dolar amerykański osiągnął bardzo
niska cenę. Było to wynikiem bardzo wysokiego procentu bankowego (rzędu 30-40%
w skali rocznej) na argentyńskie PESO w bankach argentyńskich. Tak wysoki
procent uniemożliwiał firmom argentyńskim zaciąganie kredytu inwestycyjnego.
Wysoki procent bankowy, który miał ograniczyć szalejąca inflację zamiast
normalnej działalności inwestycyjnej i produkcyjnej pobudził zupełnie inny
rodzaj aktywności gospodarczej. Całymi wagonami (w przenośni, oczywiście)
przywożono do Argentyny dolary, wymieniano na PESO, wpłacano do banku, po
pewnym czasie podejmowano wkład i zarobione odsetki, kupowano dolary i wywożono
z Argentyny. Był to "wspaniały okres". Rynek argentyński był otwarty
dla "inwestorów" zza granicy. W warunkach silnej recesji każdy, kto chciał
założyć firmę w Argentynie, był witany jak przysłowiowy król. Powstało więc
szereg firm, których jedyna działalnością była spekulacja i jej legalizacja.
Legalizacja polegała na zwolnieniu zysku bankowego od podatku, który i tak był
niski, oraz załatwieniu transferu zysku za granicę. Często zysk dolarowy był za
granica wymieniany na towary, których cena wskutek wysokiej inflacji połączonej
ze stałą wartością dolara, była w Argentynie kilkakrotnie wyższa. Zysk dolarowy
również "inwestowano" w Argentynie, kupując za dolary nieruchomości od tych,
którzy wiedzieli, że jak najbardziej wolnorynkowa cena dolara jest sytuacją
sztuczną, spowodowaną przejściowo wysokim oprocentowaniem Peso. Ludzie ci
wiedzieli, że kiedy zacznie się obniżać procent bankowy, aby umożliwić
zaciąganie normalnych kredytów na cele inwestycyjne przez przedsiębiorstwa, to
spadnie podaż dolara i jego cena gwałtownie wzrośnie, i wszystko się
sprawdziło. Kiedy obniżono procent bankowy, Argentyna była
całkowicie "odciągnięta" z dewiz, nastąpił ogromny skok wartości dolara, co w
gospodarce tak bardzo uzależnionej od importu spowodowało z kolei
hiperinflację. 40 miliardów dolarów długu przypomina Argentynie do dziś o
latach siedemdziesiątych. Peso zastąpiono nową walutą Australem (Austral-
południowy), lecz inflacja postępuje nadal. Warto zauważyć, że
powyższy "przypadek Argentyny" wydarzył się w normalnej, niegdyś kwitnącej
gospodarce kapitalistycznej.
A w Polsce ...?
Według Planu Balcerowicza cena dolara wynosi od stycznia 1990 około 10 000 zł.
Procent bankowy wahał się od 40% do 80% rocznie w różnych okresach. Pytania,
które chcielibyśmy postawić ministrowi finansów;
l. Ile złotych wypłaciły polskie banki jako procent od stycznia 1990 do chwili
obecnej? (Suma ta podzielona przez 10 000 wyznaczy górna granicę ilości
dolarów, które Polska straciła w tym okresie i która odzwierciedli się w
postaci wzrostu zadłużenia, wzrostu ceny dolara i wzrostu stopy inflacji po
zakończeniu utrzymywania wysokiego procentu bankowego).
2. Jaka będzie stopa opodatkowania zysku bankowego? (Wysoka stopa podatkowa na
dochód bankowy z procentu mogłaby zapobiec "scenariuszowi argentyńskiemu").
3. Jaka była kontrola graniczna (Która mogłaby ograniczyć wywóz
dolarów "wprost" przez prymitywnych "drobnych inwestorów" lub "turystów" z
Zachodu)? Co miało zapobiec potencjalnemu wywozowi pieniędzy? Kto mógł zarobić
na wysokim procencie bankowym i niskim kursie dolara?
Odpowiedź brzmi: absolutnie każdy, w praktyce ten, kto miał pieniądze.
Najbardziej zaś zarobić mogli ci, którzy wiedzieli, że procent w bankach
polskich w danym okresie pozostanie wysoki. Gdyby na przykład taki pan Jeffrey
Sachs nie miał skrupułów, to przyjeżdżając do Polski i inwestując na wysoki
procent w złotówce, a potem realizując zysk w dolarach mógłby stać się
milionerem. Ja nie mam podstaw, żeby twierdzić, że ktoś o znanym nazwisku
zarobił w Polsce na spekulacji walutowej, ale pytania do ministra finansów,
które podałem powyżej pozwolą ustalić rozmiar ewentualnej straty oraz
mechanizmy, które takiej stracie miały zapobiec.