sztuk6mistrz
11.01.07, 14:54
"Wielki Wrocław będzie miał milion mieszkańców"
Stolica Dolnego Śląska i dziesięć ościennych gmin mają razem tworzyć milionową
aglomerację. - Jesteśmy na siebie skazani - ocenia wójt Kobierzyc. Dlatego do
projektu przystąpiło właśnie pięć nowych samorządów
W 2012 r. świeżo upieczony wrocławianin z dzielnicy Miękinia przemknie
szynobusem do dzielnicy Kobierzyce. Dotychczasowe miasteczka wejdą w skład
aglomeracji wrocławskiej.
Kilkadziesiąt kilometrów pokona w niecałą godzinę. Cały czas będzie miał
wrażenie, że nie opuszcza miasta. W aglomeracji mieszkać będzie milion ludzi.
To jedna trzecia mieszkańców województwa dolnośląskiego.
Wrocław jest już za drogi i zbyt ciasny dla inwestorów. Stąd pomysły na jego
rozszerzenie, którym patronuje prezydent Rafał Dutkiewicz.
Urzędnicza spółka strategiczna
Pomysł jest tak atrakcyjny, że swój akces do aglomeracji wrocławskiej zgłosiła
nawet jedna gmina z Opolszczyzny.
- Ostatecznie się na to nie zgodziliśmy. To żaden Anschluss. Nie chodzi o
zespolenie w sensie administracyjnym, lecz funkcjonalnym. - Paweł Panczyj,
prezes Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, jest wyczulony na
sformułowania, choć proces ma przebiegać na wzór niemiecki. Wzorem jest model,
w jakim funkcjonuje Hanower z okolicznymi jednostkami administracyjnymi.
Tamtejsza aglomeracja ma wspólny budżet i wspólną radę. ARAW to zalążek
aglomeracyjnej administracji: na walnych zgromadzeniach spółki spotykają się
wójtowie i burmistrzowie satelickich gmin. Ale Wrocław ma i tak najwięcej do
powiedzenia, w rękach miasta jest 98 proc. akcji spółki.
Nie obawia się tego Ryszard Pacholik, wójt Kobierzyc, jednej z najbogatszych
gmin w Polsce. - Jesteśmy na siebie skazani - mówi. - A współpraca oznacza
wzajemne korzyści. Razem, za unijne pieniądze, zrośniemy się wkrótce w jeden
organizm.
Prezes Panczyj twierdzi, że ARAW to nie zalążek kolejnej uciążliwej
administracyjnej czapy. - Istniejące instytucje doskonale spełniają swe
funkcje, a agencja jest takim centrum logistycznym, w którym spotykają się
różne cząstkowe projekty gmin. Za naszym pośrednictwem można ułożyć z nich
większą całość - opowiada. - No i łatwiej wtedy zdobyć na te projekty
pieniądze z Unii.
Panczyj, jeszcze przed rokiem szef słynnej urzędniczej "brygady tygrysa" -
stworzonej przez Dutkiewicza w poprzedniej kadencji komórki w Urzędzie Miasta
do obsługi zagranicznych inwestorów - wspomina, jak wiele formalnych trudności
nastręczało ulokowanie inwestycji w ościennych gminach. Stąd powstał pomysł
przekształcenia urzędniczej komórki w spółkę akcyjną, którą jest właśnie ARAW.
Biznesowa formuła pozwala na reprezentowanie ościennych gmin, które są
udziałowcami spółki, wobec zagranicznych inwestorów.
Kulejąca komunikacja
Ci inwestorzy to sól projektu. Ich nasycenie jest już na tyle duże, że obecnie
główne zadanie Agencji, zalążka aglomeracyjnej administracji, to stwarzanie
warunków dla ich komfortowego funkcjonowania. Żeby LG Philips na przykład nie
musiał korygować swych planów i za pięć lat zatrudniał, zgodnie z
zapowiedziami, 10 tys. pracowników. - Chodzi o to, żeby dostarczać im nie tyle
rąk do pracy, ile głów - mówi Adriana Kiestrzyń, szefowa projektu w ARAW. -
Teraz punkt ciężkości naszych działań przenosi się na zadania o charakterze
społecznym.
Najnowszy pomysł to przeprowadzenie szkoleń dla kobiet na stanowiska spawacza
precyzyjnego. - Otrzymujemy sygnały z Volvo, że pojawiły się braki kadrowe,
więc ruszamy z takim szkoleniem - zapowiada Panczyj.
Inny interesujący pomysł to stworzenie systemu żłobków, przedszkoli i świetlic
nie w miejscach zamieszkania rodziców, lecz niedaleko ich miejsc pracy. -
Wrocław ma na to pieniądze, zachęcamy zarówno pracodawców, jak i tych, którzy
mogliby stworzyć nawet kilkuosobowe świetlice - mówi Panczyj.
Priorytetem jest zbudowanie kolei aglomeracyjnej, zintegrowanego systemu
komunikacyjnego, wspólna polityka mieszkaniowa i edukacyjna, wreszcie
stworzenie wspólnego planu zagospodarowania aglomeracji. Budowanie od dołu
aglomeracji wrocławskiej ma się zakończyć w 2012 r. Wtedy we Wrocławiu miałyby
się odbyć dwie wielkie imprezy: Expo i mistrzostwa Europy w piłce nożnej. -
Gdybyśmy mieli je organizować, znacznie przyspieszyłoby to budowę
infrastruktury - twierdzi Adriana Kiestrzyń. - Wtedy jedna trzecia
Dolnoślązaków poczuje się wrocławianami.
JAROSŁAW KAŁUCKI
"RZECZPOSPOLITA"