Dodaj do ulubionych

dotychczasowe czerwone "elity" III RP

04.04.07, 11:41
Takie mamy czerwone "elity", które są bardziej jak wykształciuchy... Jedna i
ta sama umoczona czerwona mafia (oj dzięki Ci Oleksy !!!).

Ostatnio zaszokowałem się informacją o Danucie Hubner, która chyba najwyżej z
Polaków zaszła w strukturach UE, aż do eurokomisarza... a wszystko w naszym
imieniu jako kwiat narodu i najlepsza z najlepszych...

Sam kwiat naszej "elity". Znalezione w sieci (IPN + Super Express + NCz):
=========
"Danuta Hubner (przez kilkanaście lat członek PZPR do 1987), nie skomentowała
jak dotąd pojawienia się portretów jej ojca (Ryszarda Młynarskiego) i dziadka
pośród zdjęć funkcjonariuszy UB na wystawie „Aparat represji na
Rzeszowszczyźnie”. W wywiadach udzielanych wcześniej wspomina za to
bohaterskie czyny ojca.
W "Wysokich Obcasach", dodatku do "Gazety Wyborczej" z 8 czerwca 2002 r.
Danuta Hübner wspomniała o patriotycznej tradycji swojej rodziny, o ojcu,
który był członkiem Armii Krajowej. Obok dodała, że w dzieciństwie "jadła
podobno same kotlety i kiełbachy bez chleba, doprawiając je czekoladami".
W latach 1997-1998 pełniła funkcję szefowej Kancelarii "Prezia i małego
krętacza" Aleksandra Kwaśniewskiego.
========

Naprawdę w ogóle nie dziwią mnie te straszne protesty "elit" przeciwko
lustracji, dekomunizacji i strasznemu upadkowi obyczajów wprowadzanego przez PiS.

Taaaaak, Prawda i Pamięć to jest to co boli najbardziej naszych czerwonych
pieszczoszków smile))
--
Mówię co czuję i czynię co myślę
Tylko prawda jest ciekawa
R.
Obserwuj wątek
    • map4 Re: dotychczasowe czerwone "elity" III RP 04.04.07, 12:03
      ryko napisał:

      > Naprawdę w ogóle nie dziwią mnie te straszne protesty "elit" przeciwko
      > lustracji, dekomunizacji

      Zacznijmy od odebrania doktoratu pewnemu prawnikowi, który w swojej pracy
      doktorskiej powoływał się na autorytet Włodzimierza Ilicza Lenina.
      Jak myślisz, Ryko - ten oportunista i włazidupiec, któż to może być ?
    • dyrgosia Re: dotychczasowe czerwone "elity" III RP 04.04.07, 12:04
      "małego
      krętacza"

      to o naszym szanownym prezydencie ?
      • ryko Re: dotychczasowe czerwone "elity" III RP 04.04.07, 13:08
        dyrgosia napisała:

        > "małego
        > krętacza"
        >
        > to o naszym szanownym prezydencie ?

        Dyrgosiu,

        TAK big_grinDD

        Choć nie o tym o którym myślisz wink))
        www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=36593
      • arek5001 Re: dotychczasowe czerwone "elity" III RP 04.04.07, 14:58
        To jest zboczenie.. patrzysz na prezydenta a myślisz mąż stanu..smile)))
        • sztuk6mistrz Porozmawiajmy lepiej o samochodach 04.04.07, 15:23
          Ja przyznam nie znam się zbytnio ale żeby otworzyć temat to moja teoria jest tak
          - czerwone jeżdżą najszybciej. smile)))
          • arek5001 Re: Porozmawiajmy lepiej o samochodach 04.04.07, 15:28
            sztuk6mistrz napisał:

            > Ja przyznam nie znam się zbytnio ale żeby otworzyć temat to moja teoria jest ta
            > k
            > - czerwone jeżdżą najszybciej. smile)))

            Straże pożarne do ognia gaszenia.. zgadłem??
          • anu_anu Re: Porozmawiajmy lepiej o samochodach 04.04.07, 15:32
            Ja się lepiej znam na takich - gdyż jak wiadomo kobiety widzą więcej związków
            pomiędzy kolorem samochodu a jego parametrami.
            I - szybciej jeżdżą niebieskie.
            A czerwone są ładniejsze. I nie widać na nich rdzy.
            • arek5001 Re: Porozmawiajmy lepiej o samochodach 04.04.07, 16:25
              No dobra milicyjno-policyjne są szybsze..smile)
          • ryko Re: Porozmawiajmy lepiej o samochodach 04.04.07, 16:43
            sztuk6mistrz napisał:

            > Ja przyznam nie znam się zbytnio ale żeby otworzyć temat to moja teoria jest ta
            > k
            > - czerwone jeżdżą najszybciej. smile)))

            Abstrahując od koloru... poza Ferrari - precz z czerwonym wink))

            Najszybciej to jeżdżą małe... małe sportowe samochody smile))
    • ryko Re: dotychczasowe czerwone "elity" III RP 11.04.07, 17:01
      I kolejny głos... całkiem ciekawy - gorąco polecam (tego w Gównianej Wyborczej
      nie przeczytasz big_grinDD):

      "Dlaczego profesorowie boją się inteligencji

      Opór przeciw lustracji byłby taki sam, niezależnie od kształtu ustawy. Nie
      dostrzegam w nim impulsu moralnego. Widzę tylko lęk - mówi w wywiadzie dla
      DZIENNIKA Zdzisław Krasnodębski, socjolog i filozof społeczny.

      Paweł Paliwoda: Czy istnieje grupowy interes polskiej inteligencji?
      Zdzisław Krasnodębski: Ponieważ opisem inteligencji zajmuje się z reguły sama
      inteligencja, w materii tej powstały pewne mity. Jednym z nich jest twierdzenie,
      jakoby inteligencja i intelektualiści realizowali nie swoje partykularnie
      interesy, ale interes całego społeczeństwa czy wręcz ludzkości. Uznawano, że
      inteligencja jest specyficzną grupą, która nie ma grupowych interesów i
      dysponuje szczególnym dostępem do prawdy. Inne grupy w społeczeństwie
      reprezentują wyłącznie partykularne interesy – inteligencja zaś to, co ogólne.
      Tylko inteligencja może być strażnikiem uniwersalnych wartości ponadgrupowych.

      Inteligencja postrzega się jako „umysły krytyczne”, terapeuci usuwający ze
      społeczeństwa partykularne ideologie i stereotypy?
      Tak. W związku ze swoim uprzywilejowanym dostępem do prawdy terapeuci ci
      potrafią dostrzegać procesy i zjawiska dla innych rzekomo niejawne. Mit
      inteligencji pojawił się w czasach, gdy modna stała się idea „postępu”. Dlatego
      inteligenckość często była i jest przedstawiana jako postawa postępowa,
      ponadgrupowa, ponadlokalna, ponadnarodowa.

      Ale to przecież prawda, że polska inteligencja odegrała ważną rolę w walce o
      lokalną, narodową niepodległość.
      W Polsce intelektualiści i inteligencja odegrali rzeczywiście pożyteczną rolę,
      ale w znaczeniu przeciwnym. Jako grupa walcząca o interesy lokalne i narodowe. W
      tej opowieści inteligencja odegrała rolę pozytywną jako warstwa
      państwowotwórcza, elita narodowa – choćby w okresie po powstaniu styczniowym, w
      kresie międzywojennym czy w powstaniu warszawskim.

      Czy zachowała tę funkcję po 1945 roku?
      W okresie II wojny światowej i tuż po niej tradycyjna inteligencja w znacznej
      mierze została zniszczona przez obydwu okupantów albo wyemigrowała. Władze
      komunistyczne powzięły zamysł stworzenia w jej miejsce nowej inteligencji. Tak
      zwanej pracującej... ...miała być i pożyteczna, i pracująca, i miała zrywać z
      etosem inteligencji tradycyjnej. Miała być wyłącznie lewicowa, postępowa i – jak
      pan powiedział – krytyczna. To nie znaczy, że tych cech nie miewała inteligencja
      przedwojenna. Rys krytyczny wobec tradycyjnego polskiego konserwatyzmu był
      widoczny już przed wojną. Po 1945 roku komuniści chcieli w sposób zasadniczy
      zmienić sposób rekrutacji do warstwy inteligenckiej. Socjolog Józef Chałasiński
      jeszcze przed wojną pisał o potrzebie rozbicia inteligenckiego „getta”.
      „Inteligencja pracująca” powstała na polityczne zamówienie jako produkt dający
      się kontrolować od momentu swoich narodzin.

      W jakim stopniu udało się to polityczne zamówienie zrealizować?
      Nowa inteligencja miała przejąć od swojej poprzedniczki funkcje opiniotwórcze. W
      jakim stopniu to się udało? Gdy patrzymy na to, co stało się w 1989 roku i
      później, widzimy skutki tamtej operacji z lat 40. i 50. Ruch szeroko rozumianej
      opozycji demokratycznej w latach 70., jego rola w upadku komunizmu w Polsce są,
      oczywiście, nie do przecenienia. To były momenty, gdy etos prawdziwie
      niepokornego inteligenta rzeczywiście ożywał w PRL.

      Po 1989 roku opozycjoniści znaleźli się u władzy. Czy wówczas etos niepokornych
      z czasów PRL pomagał w budowie nowoczesnego państwa?
      Wówczas ujawniło się kilka słabości myśli opozycyjnej. Była to choćby słaba
      znajomość zagadnień ekonomicznych i często myślenie w kategoriach gospodarki
      socjalistycznej, co potem zostało zastąpione uproszczonym, dogmatycznym
      liberalizmem. Jeszcze ważniejszy był brak świadomości, że należy rozpoczynać
      budowę nowego, suwerennego państwa - że nie da się tylko lekko reformować
      instytucji, które pozostały po PRL. A na procedurach legislacyjnych i budowie
      instytucji dawna opozycja znała się bardzo słabo. Kompensowała tę niewiedzę
      roszczeniem do wyjątkowej, uprzywilejowanej pozycji moralnej. Bardzo szybko
      okazało się, że zarówno w gospodarczej ignorancji, jak i ogromnej porcji pychy
      kryło się wielkie niebezpieczeństwo. Tym bardziej że nie była przyzwyczajona do
      różnorodności opinii i wolności słowa. Wkrótce doszło do monopolizacji dyskursu
      publicznego przez lewicowo-liberalny odłam dawnej opozycji.

      Jaką rolę odegrały w tym procesie środowiska akademickie?
      Po 1989 roku na uniwersytetach nie było żadnej reformy. Wszystkie mechanizmy
      obronne, jakie uniwersytety wytworzyły w czasach Peerelu - a które umożliwiały
      im współżycie z systemem i jednocześnie zachowanie pewnej autonomii - po 1989
      roku powodowały sytuację coraz bardziej patologiczną. Blokowały jakiekolwiek
      zmiany w szkolnictwie wyższym. Pod naciskiem rzeczywistości zmieniały się różne
      obszary życia i warstwy społeczne. Dzisiejsza inteligencja akademicka jest
      najmniej zmienioną grupą społeczną, wciąż działającą według dawnych wzorów, w
      ramach niemal tych samych instytucji. Pegeery upadły, a instytucje akademickie w
      znacznej mierze przetrwały w formie skamieliny PRL. Częściowo uległy
      komercjalizacji - niestety, mającej często znamiona korupcyjne.

      Czy to „pegeeryzacja” części uniwersytetów powoduje dziś, że senaty niektórych z
      nich piszą listy otwarte przeciw lustracji w tym środowisku?
      To, że wiele instytucji szkolnictwa wyższego przetrwało w formie niezmienionej,
      sprawia, że ciągle jest za mało konkurencji, że nic nie zmusza do podniesienia
      naukowego poziomu i zwiększenia efektywności, przynajmniej w naukach społecznych
      i humanistycznych. Polska Akademia Nauk jest realsocjalistycznym zabytkiem,
      porównywalnym z Pałacem Kultury. Na przykład jej odpowiednik NRD-owski został
      natychmiast zlikwidowany po upadku muru berlińskiego. Chodząc dziś po Krakowskim
      Przedmieściu w Warszawie, uświadamiam sobie, że do dziś są tam trzy wielkie
      instytuty socjologiczne zatrudniające po 60-70 osób. Taka sytuacja jest na
      Zachodzie nie do pomyślenia. Jak wygląda tu efektywność pracy? W Polsce są to
      instytucje strukturalnie socjalistyczne. Niechęć do zmian ma w tych kręgach
      również czysto instytucjonalne podłoże.

      Czy dostrzega pan tutaj jakieś pozytywne tendencje?
      Gdy włączam teraz telewizor i widzę na ekranie znanego specjalistę od demokracji
      - dawniej młodego sekretarza organizacji partyjnej na Wydziale Socjologii i
      Filozofii UW - pouczającego społeczeństwo, jak należy budować system
      wielopartyjny, myślę, że coś z systemem edukacji w Polsce jest nie w porządku.

      To prawda, że dzisiaj tacy ludzie nie są już tak bezczelni i natarczywi jak
      jeszcze kilka lat temu, ale nigdy nie musieli się odnieść do swojej przeszłości.
      W PRL uniwersytety miały pewną niezależność. Zwłaszcza pod koniec lat 70. coraz
      wyraźniejsze było oddzielenie nauk społecznych od ideologii komunistycznej.

      Część pracowników uniwersyteckich odpłynęła do tworzonej przy KC PZPR akademii i
      innych tego rodzaju przybytków. Ale nie wszyscy. Pozostali także ubecy. Każdy
      wydział miał, jak przypuszczam, swego opiekuna, z którymi kontaktowali się
      dziekani czy dyrektorzy instytutów.

      Poza tym funkcjonowały wydziałowe organizacje partyjne oraz komunistyczne
      związki zawodowe, które czuwały nad odpowiednim dobrem kadr. Wszyscy ci ludzie
      działający w tych organizacjach przetrwali bez szwanku przemiany 1989 roku. Co z
      książkami, które pisali? Zawsze się zastanawiam, czy dzisiaj myślą bez wstydu o
      swoich ówczesnych produktach.

      Słyszałem, że przed paru laty została w Polsce przeprowadzona operacja
      czyszczenia bibliotek. W pierwszej chwili skojarzyły mi się z tym -
      uwzględniając proporcje - praktyki stosowane po wojnie w Niemczech przez
      profesorów chcących ukryć swą nazistowską przeszłość. W p
      • poloeschatolo Re: dotychczasowe czerwone "elity" III RP 11.04.07, 17:24
        ryko napisał:

        > I kolejny głos... całkiem ciekawy - gorąco polecam (tego w Gównianej Wyborczej
        > nie przeczytasz big_grinDD):

        nie taki ciekawy. same oczywistości. mnie bardziej zakręcił Czapliński
        przywołany przez hurysę1. wyjątkowo celna analiza z odpowiednim dystansem do
        medialnego jajogłowia, z takimi naszo-pokoleniowymi perełkami jak "dekalog
        młodego dramaturga" z pkt. 10 "młody jebie starego"

        sznurek jest tu:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=35645&w=60435138&a=60474787

        jak nie kumasz tej czaczy toś ryko wyjątkowo strupieszały tetryk...
      • napoj.chmielowy Re: dotychczasowe czerwone "elity" III RP 12.04.07, 09:36
        Moim zdaniem pieprzy jak potłuczony. Wkłada swoją własną tezę w czyjeś usta, a
        potem z nią polemizuje.
      • napoj.chmielowy Re: dotychczasowe czerwone "elity" III RP 12.04.07, 10:38
        Odpowiedź na tej samej stronie dziennika
        www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=209&ShowArticleId=39321
      • najglupszy-nick Re: dotychczasowe czerwone "elity" III RP 12.04.07, 11:26
        ryko napisał:

        > cytat z dziennika

        Moim zdaniem chodzi o pieniądze - kto będzie dzielił fundusze europejskie na
        naukę. PIS przygotowuje ustawową zmianę, a harcownik Krasnodębski urabia opinię
        publiczną.
      • napoj.chmielowy Re: dotychczasowe czerwone "elity" III RP 12.04.07, 14:03
        ryko napisał:

        > I kolejny głos... całkiem ciekawy - gorąco polecam (tego w Gównianej Wyborczej
        > nie przeczytasz big_grinDD):
        >
        >

        W Wyborczej napisano o tym tak:

        "Zaraz po pierwszych protestach zaczęła się nagonka na profesorów. I trwa.
        Zdzisław Krasnodębski, profesor Uniwersytetu Warszawskiego w latach 1976-91, a
        obecnie Uniwersytetu kard. Stefana Wyszyńskiego, mówi "Dziennikowi": "Dzisiejsza
        inteligencja akademicka jest najmniej zmienioną grupą społeczną, wciąż
        działającą według tych samych wzorów, w ramach niemal tych samych instytucji.
        Pegeery upadły, a instytucje akademickie w znacznej mierze przetrwały w formie
        skamieliny PRL".

        W oporze profesorów przeciw lustracji prof. Krasnodębski nie dostrzega „impulsu
        moralnego”, widzi „tylko lęk”. Bo przecież to sami agenci byli: „Ilu takich
        ludzi aspiruje - tak jak ksiądz Michał Czajkowski - do roli wychowawców
        młodzieży, narodu, ilu występuje w roli komentatorów polskiej demokracji i
        oburza się na » kaczyzm «. Do niedawna sądziłem, że tego rodzaju moralne »
        potknięcia «były w tym środowisku wyjątkiem. Dzisiaj zastanawiam się, czy to nie
        była reguła”.

        Tok myślenia prof. Krasnodębskiego przeraża. Padały już oskarżenia, że "uczciwi"
        profesorowie w swej naiwności kryją agentów, że są przez nich inspirowani bądź
        wykorzystani. Ale Krasnodębski dochodzi do prostego wniosku - kto nie jest z
        nami, ten łajdak.

        Stosowanie jakobińskiej logiki i rzucanie oszczerstw na kolegów dyskwalifikuje
        go jako przedstawiciela środowiska akademickiego podobnie jak tych, którzy za
        PRL uniwersytecką karierę próbowali ułatwić sobie donosami."
        • ryko Re: dotychczasowe czerwone "elity" III RP 14.04.07, 23:17
          n.c
          Zbliżamy się powoli do prawdy...

          "Profesor UG Józef Włodarski przyznał się kolegom z Wydziału
          Filologiczno-Historycznego, że współpracował z SB. Mimo to Rada Wydziału
          udzieliła dziekanowi poparcia"

          Powstaje pytanie ilu spośród tych udzielających poparcia też było mniej lub
          bardziej umocznych... bo że tacy wśród nich byli to ja nie mam najmniejszych
          wątpliwości.
          I po takiej informacji zupełnie innego znaczenia nabiera głos Profesora UG
          Józefa Włodarskiego w sprawie lustracji, jego udział w protestach i podpisywanie
          listów sprzeciwu...

          Prawda Cię (nas) wyzwoli.
          Have fun big_grinDD
    • najglupszy-nick Re: dotychczasowe czerwone "elity" III RP 12.04.07, 12:48
      Napisałeś Mapie, że tego nie lubisz, ale link poniższy zawiera argumenty za
      tezą, którą postawiłem w poprzednim poście.
      przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2744&Itemid=58
    • map4 Re: dotychczasowe czerwone "elity" III RP 25.04.07, 16:09
      ryko napisał:

      > Takie mamy czerwone "elity", które są bardziej jak wykształciuchy... Jedna i
      > ta sama umoczona czerwona mafia (oj dzięki Ci Oleksy !!!).

      Barbara Blida nie żyje. W PZPR od 1969 do 1990 roku. Nie cieszysz się, że znowu
      o jednego chwasta mniej ? Zaśpiewaj nam tu peany na cześć nieustraszonych
      funkcjonariuszy ABW, SBeckim zwyczajem nad ranem łomoczących do drzwi.

      Władza wzięła się za to czerwone gniazdo zarazy. A że metodami Stalina to
      przecież szczegół. Najważniejsza jest bowiem racja moralna.
      • kolejar Re: dotychczasowe czerwone "elity" III RP 26.04.07, 03:22
        map4 napisał:
        > Władza wzięła się za to czerwone gniazdo zarazy. A że metodami Stalina to
        > przecież szczegół. Najważniejsza jest bowiem racja moralna.

        "Bo system nie jest zły, tylko te metody..." - śpiewał kiedyś Kaman.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka