Oglądałem "live" ostatnią debatę. W kontekście wspomnień Donka z Jarusiem nuda
była okrutna! Chociaż mam oczywiście spostrzeżenia.
Obaj podobno twierdzą, że debatę wygrali. Gówno. Obaj przegrali. Obaj mówili
DOKŁADNIE to samo na każdy temat - przynajmniej nie zdołałem w swojej głupocie
dostrzec istotnych różnic poza czystym werbalizmem. To o tyle ciekawe, iż jest
to duża zmiana u Obamy - gadał "toczku w toczku" to samo, co McCain od
początku. To daje dużo do myślenia o USA.
A na kogo bym zagłosował, gdybym miał tamtejsze prawa?
Nie wiem... Teraz zupełnie znów nie wiem... Owszem, o wiele wieksze zaufanie i
sympatię budzi u mnie John. Dlaczego?
Nie wygląda na taką marionetkę partyjną jak Barak. Więcej, mam ciekawe
zaskoczenie. Kiedyś oglądałem film o operacji "Linebacker II" w Viet-Nam.
Przed kamerą występował jakiś załogant z zestrzelonego nad Hanoi B-52.
Opowiadał o tym, jak z połamaną nogą i ręką opadał na spadochronie do stawu w
środku Hanoi, a wokół witał go tłum nienawistnych Wietnamczyków... Potem o
niewoli... Potem... ze zdumieniem znów zobaczyłem tego mana jako... kandydata
na Prezia! To John McCain! No i przekonująco, do sensu prawi! Ale na tym
sympatia się kończy. On jest podobno za karą główną - dla mnie dyskwalifikacja...
Barak natomiast to - przepraszam - bałwan. Bardzo zawsze marzyłem, by Preziem
został Afro-amerykanin, ale to bałwan... To co, że popiera go Legenda w
postaci rodu Kennedy'ch. Bałwan pozostaje bałwanem. Jednak nie jest aż tak
beznadziejnie w USA. Co prawda nie fajnie, jak Preziem jest bałwan George
Walker B., albo był cyniczny karierowicz LBJ, ale za bałwana babtystycznego
Jimmiego nie było najfatalniej dzięki jednak Zbigowi.
Cóż? Może Afroamerykanka z Portorico jeszcze nie dorosła. Może dorośnie. Może
będzie skandal, kolejny skandaliczny rozwód warszawski i kolejny ślub
skandaliczny - Condie & Radek?

albo