Dodaj do ulubionych

Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Pomocy

01.08.14, 19:48
Jestem nowa, więc witam wszystkich serdecznie. Ponieważ od kilku dni przeczytałam już chyba większość dostępnych na forum wpisów i nie znalazłam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, ośmieliłam się założyć konto i zadać je tutaj.

Otóż znam mojego męża już kilka lat. Była to jednak znajomość z pracy, podobał mi się, ale ja wtedy byłam w związku (szczęśliwym, zakończonym z powodu różnych priorytetów, aktualnie pozostała porządna przyjaźń), on zresztą również (bardzo burzliwym, niezrozumiałym dla mnie, co kilka tygodni/miesięcy zerwanie łącznie z pobiciami, za kilka miesięcy znów to samo i tak w kółko). Przez te lata miałam wizerunek męża jak bardzo porządnego, solidnego człowieka. Jedynie utrzymywanie tego typu relacji, w której był jawnie wykorzystywany (bardzo drogie prezenty, kłamstwa, wszelkiego rodzaju dramaty) i nieszczęśliwy było dla mnie nie do końca jasne. Przyszedł w końcu moment, kiedy ostatecznie rozstał się z ową kobietą, zresztą złożyło się tak, że w podobnym czasie ja rozstałam się z moim chłopakiem. Było to rok temu. Spotkaliśmy się na kawie, porozmawialiśmy, ale ja potrzebowałam czasu, żeby wyjść do końca ze swojej relacji i zapewne on też.
Mijały miesiące i już nawet przestałam myśleć, że coś z tego będzie, a tu nagle w pierwszych dniach stycznia mąż zaprosił mnie na randkę. Mówiąc szczerze nawet nie sądziłam, że może być to randka, tak wiele razy wcześniej gdzieś wychodziliśmy po prostu pogadać i nic z tego nie wychodziło, że myślałam, że będzie tak samo. Ale nie, pod koniec wieczoru mnie pocałował. Zdębiałam, bo oprócz tego, że się tego nie spodziewałam, to przez te lata kiedy się znamy skutecznie wybijałam go sobie z głowy i przyjęłam, że nie może być nic między nami :) Argumentami koronnymi była chociażby duża różnica wieku i pozycja zawodowa, która, mówiąc w skrócie jest różna. Myśląc o tym przekonywałam się, że nie zniosłabym krzywdzących ocen wszystkich dookoła i podziwiałam go sobie z daleka. A tu nagle taki szok- bo on mnie chce. Więc opierałam się, perswadowałam, ale jak tu perswadować, kiedy się od dawna marzyło o tym kimś i ten ktoś tak bardzo, bardzo, bardzo teraz Cię chce, że jest gotów stawić czoła i walczyć z całym światem, oby tylko mieć mnie...
Zaczęła się idylla. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa, on też. Tonęliśmy w swoim szczęściu, upajaliśmy się nim i sobą wzajemnie. On bardzo się starał, nigdy się tak z nikim nie czułam, a co ważniejsze, nigdy nie czułam się tak doceniania za to co sama z siebie dawałam. Spędziliśmy mnóstwo godzin na rozmowach, w których on mocno analizował siebie, swoją przeszłość. Przyznał mi się do wielu swoich nałogów z przeszłości- alkohol, pornografia, zdrady. Opowiedział o tamtej- która rzeczywiście była oszustką w strasznych, ostatecznych sprawach. Teraz zresztą myślę, że również mogła mieć BPD, ale już nie jest to chyba istotne. Mówił też bardzo dużo o rodzicach, ma do nich mnóstwo zarzutów i żali, że go opuścili, że nigdy tak naprawdę nie widzieli, udawali, że nie ma żadnych potrzeb i problemów, że nie może mieć, że ma robić tylko to co do niego należy. Wiele razy zresztą później w czasie związku to powtarzał, w dorosłym życiu ciągle się z nimi kłócił.
W każdym razie, po 1,5 miesiącu oświadczył mi się. Byłam bardzo zaskoczona, on na dodatek ma dzieci żyjące z nim (pierwsza żona zmarła kilka lat temu), które co prawda znałam od samego początku naszej znajomości i uwielbiam je, ale nie chciałam, żeby cierpiały, gdyby coś z nami nie wyszło- głównie dlatego, że znały mnie dobrze, tatę osobno i takie połączenie a później rozłam nie był dla mnie wyobrażalny- co musiałyby wtedy czuć, szczególnie po ciągnącej się latami sytuacji z poprzednią. Ale on twierdził że jest pewny, że nigdy się to nie zmieni i tylko będzie z czasem lepiej. Obserwowałam to bacznie i nic nie wskazywało na to, że może być inaczej. Był wspaniały- czuły, troskliwy, kochany, oddany. Dzieci najpierw zaskoczone, a po mojej przeprowadzce w marcu rozpływały się w szczęściu z nami. W końcu miały normalną, stabilną rodzinę.
Dla mnie na początku życie razem było w wielu momentach zaskakujące- nie mam własnych dzieci, o tych zaczynałam myśleć jako „nasze”, jednocześnie układać się coraz lepiej z przyszłym mężem. Starałam się jak tylko mogłam, dawałam z siebie wszystko. Często czułam się wręcz jakbym była z emocjonalnymi wampirkami, ale kochałam ich wszystkich i dawało mi szczęście, kiedy widziałam ich zadowolenie. Największym wampirem był mój mąż- w niekończących się rozmowach wyciągał ze mnie całą akceptację, wysysał miłość do niego, chłonął mój podziw, docenienie, radość i energię.
W końcu przyszedł dzień ślubu. Najpiękniejszy ślub, na jakim byłam. Mój własny. Idealny. Mąż niesamowicie się starał, żeby tak było. Żeby wszystko było wspaniale i tak jak marzyliśmy. Zaprosiliśmy wszystkich znajomych, bliższych, dalszych, pracę, rodzinę. Wszyscy widzieli nasze ogromne szczęście i nikt już nie miał wątpliwości co nas łączy.
Po ślubie odetchnęłam. Że już nikt nie będzie oceniał. Że wszyscy zaakceptowali. Że jeszcze tylko podróż poślubna i już będzie normalne, spokojne życie. Tak bardzo szczęśliwe.
Podróż poślubna była bajkowa. Trzytygodniowa. Teściowie zgodzili się zostać z dziećmi.
Obserwuj wątek
    • incognito_n Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 01.08.14, 19:48
      I po podróży nastąpił gigantyczny krach. Teściowie w ostatnich dniach naszej podróży poślubnej przywieźli dzieci do domu, pytałam męża dlaczego tego z nami nie skonsultowali, czy nie mogli zrobić tego choć dzień po naszym przylocie, że po 26 godzinnym locie i 10godzinnej zmianie czasu ciężko mi będzie być tip-top dla teściów, a taka chciałam ich przyjąć. Ale stało się, przyjechali, wróciliśmy do pełnego domu. Oczywiście zrobiłam dobrą minę do złej gry- tęskniłam za dziećmi i po powrocie nie mogliśmy się natulić do siebie. Mąż zapytał teściów, czemu nie skonsultowali z nami powrotu. I od tego się zaczęło. Teściowa wymyśliła, że nastawiam męża przeciwko dzieciom i nie chciałam żeby wracały do domu. Że ich nie szanuję, że obraziłam tym, że niedługo po powrocie pojechaliśmy z dziećmi załatwiać ich i nasze sprawy, a z teściami mieliśmy zjeść kilka godzin później obiad. Nic do nich nie docierało (w szczególności do teściowej), przecież nie miałam żadnych zamiarów takiego rodzaju o które mnie oskarżała, nie zrobiłam nic niewłaściwego. Ale oni zabrali się i wyjechali. Mój mąż wpadł w szał. W nocy na mnie nawrzeszczał, powtarzał dokładnie słowa matki. Wydzwaniał do matki i błagał o przebaczenie, skomlał, że ją kocha, że już jej nie opuści itd. Byłam zaszokowana. Próbowałam do niego docierać, spokojem, tłumaczeniem. Kiedy mnie odepchnął dostałam histerii, jakiej jeszcze nigdy w życiu nie miałam. Łkałam, żeby się opamiętał, dlaczego tak mówi, dlaczego mnie tak krzywdzi, że to nieprawda. Od tego czasu trwa to już prawie 2 tygodnie. Mąż zdążył mi powiedzieć, że chce rozwodu, że z kimś innym będzie mu lepiej, zdążył zarzucić mnie mnóstwem niesłusznych zarzutów, które kiedy tylko odpierałam prawdą, to zaczynał wyszukiwać inne, albo mnie odpychać. Byłam w szoku (nadal jestem). Nie znałam go takiego i nigdy wcześniej nie widziałam. Nie sądziłam, że można tak nagle się zmienić, zmienić myślenie i tak kogoś krzywdzić. Ciągle krzyczy że mi nie ufa, że to nie wyjdzie, że on już tak nie może. Powtarza dużo słów swojej matki, którą nagle po tym wydarzeniu zaczął traktować jak wyrocznię. Twierdzi, że ona mówi myśli, które on miał od dawna. Miał dzień ogarnięcia, myślałam, że już będzie dobrze. Mówił wtedy, że on nie potrafi być blisko, że najlepiej żeby ktoś był tylko do łóżka, a poza tym już nie. Nijak się to ma do tego, co było przez nasze narzeczeństwo i czego ode mnie potrzebował. Owszem, seks był bardzo ważny, ale zawsze na pierwszym miejscu była ogromna, wręcz pochłaniająca mnie jego potrzeba bliskości. Tłumaczył, że chciał tak szybko ślubu, bo wiedział, że jeżeli coś takiego nastąpi to go zostawię. Potwierdziłam, bo gdyby nie ślub i dzieci, to po takich obelgach spakowałabym manatki i już więcej by mnie nie zobaczył.
      Po kilku dniach pojechałam z dziećmi do moich rodziców, po trzech dniach mieliśmy wrócić. Po jednym dniu zadzwonił, że do nas dołączy. Ucieszyłam się niezmiernie, dzieci też, moi rodzice również, bo bardzo go polubili. Przyjechał z autem wypchanym moimi rzeczami. Zrobił nieziemską awanturę, mówiąc same nieprawdziwe oskarżenia. Nawet jego starszy syn zaprzeczał, mówił, jak jest naprawdę, nie wierzył, że ojciec coś takiego robi. Ostatecznie nawet to go nie powstrzymało. Zapakował dzieci do mojego auta i odjechał do domu, koniec końców wypychając mnie przemocą z samochodu, przy całej rodzinie. Następnego dnia chciałam jechać do niego, powiedział, że chcę w ten sposób manipulować dziećmi, że to jego dom, już nie nasz, jego dzieci, nawyzywał mnie od najgorszych, naobrażał w sposób straszny, tak jak dzień wcześniej i przez poprzednie dni.
      I tutaj zaczyna się pytanie do Was, drodzy forumowicze obeznani z tematem. Otóż podejrzewałam, że mąż może mieć ze sobą coś nie tak, skoro reaguje w tak irracjonalny sposób. Nie wiedziałam wcześniej nic o żadnych zaburzeniach, wiem, że od 6 lat chodzi na terapię, ale nie wiem, co dokładnie na niej się dzieje- wiem, że rozmawia z terapeutą o „bieżących sprawach”. Nie mam pojęcia czy wie, na co choruje i dlaczego tak działa, ale w momencie kiedy przeczytałam opisy mnóstwa schorzeń, nic do niego dokładnie nie pasowało i wreszcie natrafiłam na opisy i fora o BPD, to zupełnie, jakbym zaczęła czytać o nim. Jego słowa z przeszłości, trudności, które w nim widziałam, ale zwalałam je na depresję z której sądziłam, że przez czas naszego związku wyszedł (sam tak też mówił i widziałam znaczną różnicę w porównaniu do tego, co widziałam kiedyś). To, w jaki sposób reaguje teraz.
      Natrafiłam na to, czytając o rozwodach… Bo od wyjazdu z dziećmi i wyrzucenia mnie z domu tylko to mówi, kiedy się z nim kontaktuję. Cały czas jednocześnie apeluję mu do rozsądku, że przecież byliśmy tak szczęśliwi, wszyscy tak uważali, a najważniejsze, że Ty też, nikt nikogo nie zdradził, nie pobił, możemy być dalej razem. Umniejszam już nawet to, co mi mówił przez ten czas. A on nic. Ślub nie jest dla mnie zabawą, nie potrafię sobie wyobrazić, że po takim czasie ogromnie szczęśliwego życia on nagle całkowicie mnie odrzuca, kiedy byłam dla niego i dzieci szczera, dobra, oddana, miał ode mnie wszystko co mężczyzna może dostać najlepszego od kobiety.
      Tylko kiedy zaczęłam czytać te wszystkie wpisy, że od takich ludzi należy uciekać, że to się nigdy nie skończy, że po powrocie nastąpi za jakiś czas to samo, że się nie ma na to wpływu, że to wyniszcza… To prawda, czuję się już krańcowo wyniszczona tą niezrozumiałą dla mnie sytuacją. Dużo więcej zrozumiałam, czytając o tej chorobie, ale nadal nie wiem, jak mogłam się w to wpakować. Jak to możliwe, że dotknęło to mnie. Że mój ukochany, wspaniały mąż może mieć BPD.
      Więc co mam zrobić, drodzy forumowicze? Czy macie jakąś radę dla młodej mężatki? Czytałam, że jeżeli będzie chodził na terapię to będzie ciężko, ale da się z tym żyć. On chodzi, od 1,5 miesiąca ma przerwę ze względu na urlop terapeuty. Czy mam uciekać? Ciężko podjąć taką decyzję, jeszcze dwa tygodnie temu byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie z najwspanialszym mężem. Ciężko tak przekreślić wszystkie nasze rozmowy, marzenia, plany, takie szczęście. Czy jest sens walczyć o niego, o nas, o naszą rodzinę? Jestem młoda, nie wyobrażam sobie mieć za sobą w takim wieku rozwód. Nie wyobrażam sobie, że po tym wszystkim co było między nami jeszcze komuś zaufam- bo mój mąż robił dla nas rzeczy naprawdę wspaniałe. Pomóżcie mi, proszę. Jak do niego dotrzeć? Czy jest w ogóle sens? Czy jest szansa, że jeszcze mnie „zechce”, że przejrzy znów na oczy?
      Dziękuję tym którzy przeczytali i zdecydują się odpowiedzieć. Pozdrawiam.
      • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 01.08.14, 21:46
        przeczytałam

        wiesz, że to nie musi być bpd,
        bpd bywa bardzo różne stąd łatwo się myśli o tym, że : 'coś w tym jest'

        co by to nie było masz kraksę życiową i to potężną

        może chwila oddalenia pozwoli Ci się zorientować co mąż myśli - na 'spokojnie'

        na razie wiesz, że zakończył związek i nic nie chce, zanegował wszystko - no nic tylko unieważniać ślub

        jeśli to się nie zmieni to co masz do wyboru? nic tylko się ratować, dowiedzieć się co to były, by się pozbierać

        to jak się zachowała teściowa nasuwa mnóstwo pytań - co tu jest grane, co się dziej, czego Ty nie wiesz a oni wiedzą;
        pewnie warto przemyśleć co usłyszałaś o byłej partnerce a co sama widziałaś - tu pewnie będzie wiele odpowiedzi

        znasz jego starych znajomych?
        on lubi Twoich znajomych?

        pomyśl jeszcze jak na to wszystko zareagowały dzieci?

        jeśli on nie wyjdzie z inicjatywą, ze bardzo chce naprawiać itd to chyba nie bardzo ma sens przebijanie się przez skorupę

        coś tu jest nie tak

        skąd było to napięcie w teściowej?

        pierwsze małżeństwo było udane, w porządku?

        nie łatwe masz chwile przed sobą

        trzymaj się












        • incognito_n Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 02.08.14, 12:37
          Brz_a_sk, bardzo dziękuję za odpowiedź.

          znam jego starych znajomych, ale to są jego znajomi, sporo ode mnie starsi. też od nich wymagało pewnie trochę wysiłku, żeby mnie zaakceptować i uwierzyć, że kocham męża, a nie wychodzę za niego z jakiś nieczystych pobudek. wielu poznałam przed ślubem, na ślubie i po ślubie spotkałam się już z wielką życzliwością z ich strony. ale obecnie nie wiem, czy nie naoopowiadał już im o mnie jakiś strasznych, wymyślonych przez siebie rzeczy, po których już nie będą chcieli nawet na mnie spojrzeć.

          on lubi moich znajomych, sytuacja jest taka, że ja mam mniej bliskich znajomych, ale za to dosyć często się z nimi spotykam i są mi bliscy, on za to ma wiele bardziej powierzchownych znajomości i przez cały czas związku odwiedził go tylko raz kolega w naszym domu, po ślubie. mnie koleżanki wiele razy, plus mnóstwo spotkań u nich i "na mieście", często mąż brał w nich udział.

          dzieci to skarby- bardzo skrzywdzone przez życie i przez nierozważne decyzje ojca. Podczas naszej ostatniej dłuższej rozmowy starszy syn wyrzucił wiele strasznych rzeczy mężowi. Był tym w pierwszej chwili zaszokowany, zaczął przepraszać jego i mnie. Ale po chwili znów coś mu "przeskoczyło", wpadł w szał, kazał się pakować dzieciom i teraz jedyne co zostało po słowach syna, to to, że mąż doskonale wie, co myśli jego syn (czyli że nie myśli tego co mówił), że ja próbuję manipulować dziećmi. jest to oczywistą nieprawdą. dzieci mają do niego wielki żal, nie rozumieją co się stało, cały czas powtarzają, że przez ostatnie pół roku pierwszy raz od kiedy pamiętają było normalnie (bo z ich matką, którą pamięta tylko starszy syn też były kłótnie, zdrady, syn to pamięta). dzwonię do nich średnio raz na dwa dni, są bardzo stęsknione, czekają, aż tato znów pozwoli żeby było normalnie, chcą po prostu "pobyć razem jak zawsze".
          Teściowej nie wiem o co chodzi, jest oficjalnie obrażona za to, że "jej syn ją opieprzył" (a zapytał tylko dlaczego nie skonsultowali terminu powrotu do domu z nami), że nie liczymy się z nimi. Wiem, że cały czas snuje jakieś intrygi i nastawia dzieci i męża przeciwko mnie. Nawet wyszło to podczas rozmowy o której wspominam, bo mąż mi nie wierzył że tak jest, więc zawołałam syna, żeby potwierdził. Był zaskoczony w pierwszej chwili, ale natychmiast to zbagatelizował, jak wszystko. A teściowa na prośby dzieci i mojej mamy, żeby pomogła nam się zejść powtarza, że ona nie będzie nic robić, bo ją obraziliśmy i to nie jej sprawa. I dalej opowiada mojemu mężowi straszne rzeczy, sugeruje, wmawia.

          Nie wiem co mam robić. Czuję się już chora z nerwów, nie mogę jeść, spać, trzęsą mi się ręce, język kołowacieje. Przez ostatnie 2 tyg schudłam 4 kg. Nie wiem już jak do niego dotrzeć. Piszę "wspierające" smsy, że przecież nic się nie stało, że możemy być razem, że przecież zarówno dzieci jak i on byli bardzo szczęśliwi. Nawet zaprosiłam go na tańce, jakby nic się nie stało, bo lubi tańczyć i uczył mnie tańca swego czasu. Nie odpisał. Wysłałam mu jakieś miłe nasze maile które były pisane przed ślubem i po ślubie, też nie odpisał. Tylko wyłącza telefon i nie chce nawet już ze mną rozmawiać.

          Jak długo coś takiego trwa u osób z BPD, jeżeli to ma? Czy osoba z BPD nagle przestanie tak robić i będzie się zachowywać jakby nigdy nic? Czy on zdaje sobie sprawę, jak bardzo bolą mnie i moich bliskich tak straszne, nieprawdziwe oskarżenia? Nie wiem co mam robić.
          • toxic_chick Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 02.08.14, 20:03
            Takiego słowotoku to ja jeszcze nie czytałam ;) nawet mnie przebiłaś sprzed lat ;)

            Najlepsze jest to, że pisząc elaborat (pod koniec czytałam co drugie słowo;)) lejesz wodę... tu on, tu teściowa, tu dzieci ale jakby nie ma mianownika? nie wiem o co poszło mimo 10000000 słów bo to bełkot (wybacz)
            Nie wierzę w to, że znasz kogoś latami i nagle ten ktoś jest totalnie inny... to nie działa tak... i TO zaburzenie nie działa tak ;)

            Na terapie chodzi się z różnych przyczyn... tak w ogóle... z zaburzeń osobowości wiele ;)

            Coś przeskrobałaś moja droga.. nic nie dzieje się bez przyczyny w KAŻDYM związku :D
            • incognito_n Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 03.08.14, 10:03
              toxic_chick, to działa tak, że jeżeli jest za dużo tekstu, to się nie podejmuje odpowiedzi, szczególnie że, jak sama napisałaś, czytałaś co drugie słowo i był to dla Ciebie bełkot.

              Opisałam wiele sytuacji, które moim zdaniem obrazowały jak było i jest teraz. Nie ma obowiązku odpowiadania w każdym temacie. Także dzięki, ale Twoja wypowiedź nic nie wniosła, właśnie dlatego, że nie chciałaś/ nie mogłaś zagłębić się w to co napisałam.

              Dla mnie nie jest to sprawa w której po tym co dokładnie opisałam chce mi się czytać "coś przeskrobałaś moja droga :D", bo nie, nic nie "przeskrobałam", przez cały związek dałam z siebie wszystko. Gdybym coś przeskrobała, to wiedziałabym, że zachowanie męża ma sens i jest konsekwencją tego, co zrobiłam.

              Pozdrawiam, nie oczekując już dalszych odpowiedzi.
      • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 02.08.14, 22:53
        też tak myślę jak chome
        przychodzi do głowy taki pomysł
        ja wiem mało, Ty przesączasz to przez to co widzisz i czujesz i wybierasz znając sytuację!!!

        spróbuj zdystansować się choć na tydzień (wiem wieczność - wiem)
        zostaw sprawę zamrożoną
        znajomych nie trać, mów prawdę, że nie rozumiesz, cierpisz i że dla Ciebie to jest niepojęte

        bardzo oszczędzaj dzieci - co by to nie było dla nich ta trauma jest nieziemska - niewyobrażalne, tu bardzo bardzo radzę nie oczekuj od dzieci, że będą mówiły cokolwiek złego o tacie nawet gdyby to była najszczersza prawda; dla nich to samobójcze; to są dzieci itd - osobny rozdział ech

        chcesz możemy coś o tym popisać,

        wracam do Twojego zachowania i ew. zdystansowania sie do sprawy; zamilknięcia

        jeśli mąż po takim zamilknięciu odezwie się i coś się zacznie dziać
        to znaczy wchodzicie w grę
        i tak będzie wyglądało życie
        może się mylę
        ale tak to się zapowiada
        drobiazg bedzie odpalał emocje - stany nie do porozumienia się
        świat z innej planety

        potrzebny Ci czas na zrozumienie w jakiej jesteś sytuacji
        czego nie wiesz o mężu
        i na powolnym zastanawianiu się co chcesz wiedzieć, a co zraziło Cię juz w tej chwili tak, że nie bardzo to akceptujesz

        "chciałabym, żeby" nie bardzo nadaje się do zastosowania
        tu są pytania co jestes gotowa zaakceptować, czemu, po co itd

        chyba duzym ułatwieniem dla Ciebie byłaby rozmowa z psychologiem męża - oczywiście nie za jego plecami - to wykluczone; to może się zdarzyć tylko z inicjatywy męża

        ale jeśli jemu na czymś zależy???

        szukaj dla siebie chwili do zbierania myśli sił i refleksji

        czy Ty wiesz o co zabiegasz? w tej strasznie trudnej sytuacji wydaje mi się, że nie wiesz i raczej to normalne bo oszaleć można w takiej sytuacji

        tak naprawdę nie masz zielonego pojęcia co się dzieje i dlaczego

        trzymaj się

        stabilizuj co się da
















        • chomone Re: brz_a_sk 03.08.14, 13:24
          > czy Ty wiesz o co zabiegasz?

          to pytanie trafia w sedno. O ile się nie mylę autorka wątku jest przekonana, że zabiega o dzieci, o ich dobro. No cóż... niektórzy ludzie mają poczucie odpowiedzialności bo są dojrzali... więc w dobrej wierze zakładają sobie kaganiec szantażu. Aby napisać co o tym myślę musiałbym pisać za brutalnie. Ale to "osobny rozdział ech"
          • incognito_n Re: brz_a_sk 04.08.14, 12:30
            chomone, to znaczy, że nie powinnam zabiegać o dobro dzieci? że powinnam od razu jednym cięciem skreślić rodzinę?

            jak już pisałam, znam te dzieci bardzo długo. jesteśmy sobie bliscy jeszcze sprzed czasów kiedy byłam z ich ojcem. od momentu związku zaczęłam myśleć o nich jak o własnych, naszych. nie jest to na początku łatwe i oczywiste, jestem młoda, nie mam biologicznych dzieci, nie mieszkałam nigdy z dziećmi. ale bardzo się starałam i mimo jakiś moich czasem błędnych założeń nie wynikających ze złej woli, w końcu je zaczęłam w swojej głowie traktować jak własne.
            kiedy mąż wydzierał mi je z rąk, szczególnie młodszą dziewczynkę (bo syn jest już nastolatkiem), myślałam, że pęknie mi serce.
            czuję się strasznie w tej sytuacji, bo obiektywnie do tych dzieci nie mam praw, nie mogę wymagać, żeby nawet słuchały mnie na równi z ojcem, a jednak kocham je i traktuję jak swoje. matka biologiczna chociaż nie musi udowadniać, że kocha dzieci, że pragnie ich dobra. ja owszem i jest to nie do opisania, bo nie da się udowodnić, że się kogoś kocha i pragnie się jego (ich) szczęścia.
            więc ciężko mi przestać myśleć o ich dobru. dostały w życiu już bardzo dużo krzywdy, niestabilnego życia od ojca- najpierw kłótnie z mamą, później śmierć mamy, przed śmiercią mamy zostały zapoznane już z nową kochanką, z którą przez kolejne 6 lat ojciec był i nie był, robiąc straszne sceny których niejednokrotnie były świadkami. później wreszcie stabilizacja ze mną, gdzie jak same mówią, wreszcie było normalnie. teraz próba rozbicia tego. nie wiem czy to taki głupi argument "dzieci". czy to argument niewarty, żeby próbować. gdyby nie były dla mnie tak ważne, pewnie bym nie myślała o tym, żeby jeszcze budować tą rodzinę. zostawiłabym ich wszystkich, przez zachowanie mojego męża. ale ciężko mi skazać ich na znów dziwne życie, nazywając to delikatnie. są naprawdę mądrymi, doświadczonymi przez życie dziećmi. chciałabym, żeby nie miały aż tylu skaz przez to, co dotychczas miały. chciałabym, żeby zobaczyły wzorzec normalnego małżeństwa i rodziny.
            stąd argument "dzieci".
            • brz_a_sk Re: brz_a_sk 04.08.14, 13:12
              jeśli trwa gra miedzy dorosłymi
              i jedno zauważy, że dzieci są ważne dla drugiego
              to dzieci tracą

              więc zupełnie nie wiadomo jak się zachować mądrze

              nie wiem czy w Twojej sytuacji nie jest najlepiej pokazać dzieciom pewną spokojną twarz i dać im szanse kontaktu

              nawet jeśli ojciec zabroni im kontaktu będą pamiętały, ze ktoś taki jest i może się odezwą

              jesli ich ojciec będzie zachowywał się nieodpowiedzialnie warto założyć rodzinie niebieska kartę

              nigdy nie wiadomo czy facet jest bezpieczny - na razie odpala agresywnie - nie ma żartów
              • incognito_n Re: brz_a_sk 04.08.14, 14:58
                niebieska karta jawi mi się jako totalne ekstremum. mąż nie jest agresywny wobec dzieci. jedynie mnie traktuje jak trędowatą, wypchnął mnie z samochodu, rzuca, kopie i uderza przedmioty kiedy traci nad sobą panowanie.
                kupiłam książkę "Borderline. Jak żyć z osobą o skrajnych emocjach". może coś mi to podpowie.
                póki co mąż powiedział, że napisze do mnie list. czekam na niego z nadzieją i obawą.
            • chomone Re: brz_a_sk 04.08.14, 17:29
              "ciężko mi skazać ich na znów dziwne życie"

              Jednak kontrolujesz sytuację? no to widocznie przeoczyłem jakiś wpis...

              Nie chodzi mi o to jaka jest wartość etyczna Twoich wyborów - nie oceniam tego, chociaż poniekąd mi imponujesz. Po prostu widać, co już ci tu napisała brzask oraz sajkopat: chyba nie masz pojęcia o co zabiegasz. Albo jest jeszcze lepiej - masz pojęcie...

              Piszesz o "rodzinie" jak gdybyście ją teraz stanowili; jesteś idealną ofiarą dla BPD. Moja ostatnia rada: prawdopodobnie masz 23-30 lat, więc przyjmij na klatę fakt, że może będziesz dla tych dzieci już tylko koleżanką, może przyjaciółką. Dlaczego? nie ma sensu w kółku pisać tego samego... bo do Ciebie niezbyt dociera; zamiast ratować siebie zamierzasz ratować innych bo żywisz przekonanie, że wiesz co będzie dla nich dobre i że zdołasz im to dać.
              Nie potępiam - widać na jaką drogę uparcie chcesz wejść... więc już Ci napisałem: wiele przed Tobą.
              • sajkopat Re: brz_a_sk 04.08.14, 19:03
                incognito_n, wybacz proszę, że nazwałem Twego męża psycholem... Nie chciałem nikogo obrazić, ani być obcesowy, ale kiedy przeczytałem Twoją relację - włosy mi dęba stanęły na głowie, nie zmienia to jednak mej opinii... Zszokowało mnie to, co opisujesz, jaki koszmar urządziło Ci życie, ale chyba bardziej to, że nadal chcesz w to brnąć (???) Ja wiem - małe, kochane dzieci, Twoje uczucia, chęć pomocy, marzenia o szczęśliwej rodzinie, ta miniona idylla itd. – ale to nierealne! Nie stworzysz z tamtym facetem rodziny, o jakiej marzysz, a co najwyżej patologiczny, chory układ!!! Wiesz, cholernie ciężko i przykro mi to pisać, bo wciąż jestem wzburzony. I nawet wzruszony, bo choć Ciebie nie znam, to żal mi Ciebie przeogromnie, ale ktoś musi napisać Ci prawdę i otworzyć oczy, bo jesteś zaślepiona swą miłością. Piękną, wielką miłością, niestety – fatalnie ulokowaną...

                A więc po kolei. Czy on ma BPD, czy cokolwiek innego – nie ma to żadnego znaczenia dla Ciebie! Spójrz na fakty: facet z całą pewnością jest chory, niezrównoważony psychicznie, nieprzewidywalny, zaburzony – i to ciężko zaburzony. Znasz kogoś normalnego, kto postąpiłby podobnie? Może także jest niebezpieczny, najprawdopodobniej brak mu empatii i uczuć wyższych, taki ‘uczuciowy zombie’, wampir emocjonalny (co sama zresztą piszesz..). Do tego były (na pewno?) alkoholik, porno-maniak, seksoholik i zwykły babiarz, skoro zdradzał poprzednią partnerkę/partnerki. A skoro zdradzał, to zapewne też notorycznie oszukiwał, manipulował nimi. Mimo dojrzałego wieku – niedorosły psychicznie maminsynek, o chorych relacjach z własną matką/rodzicami. Wiesz, że te chore relacje będzie powielał wobec kobiet do końca swego zasranego życia? Wiesz chyba, że naszymi pierwszymi, nieuświadomionymi obiektami seksualnymi, są nasi rodzice, odpowiednio: matka, lub ojciec? Poza tym, Twój mąż leczy się od 6 lat. U psychologa, a może i psychiatry – sprawdzałaś..? Tak czy owak, nieskutecznie sie ‘leczy’ jak widać! I co teraz – Ty chcesz przez kolejne lata go uleczyć..? Cokolwiek by to nie było – BPD, ADHD, depresja – cokolwiek - na pewno chcesz się z tym się zmagać??? Z człowiekiem którego NIGDY nie zrozumiesz i nie jesteś w stanie mu pomóc - bo ma chory umysł! Albo chorą/wypaczoną osobowość, co na jedno wychodzi... Nie pomożesz także jego dzieciom, które tak pokochałaś. Bo dzieci do rozwoju potrzebują normalnej, zdrowej, kochającej się rodziny, a z tamtym człowiekiem ani Ty, ani żadna inna kobieta takiej nie stworzy!!! Możesz zrobić wszystko, co możesz, ale tego akurat nie możesz...

                Ratuj więc siebie, pomóż sobie uciekając gdzie pieprz rośnie i to natychmiast! Bo jemu na pewno nie pomożesz. Ani jego dzieciom. Strasznie to bolesne, wiem... Wiem, że teraz cały Twój świat wali Ci się na głowę, ale cóż – samo życie... Tym razem jednak chodzi o Twoje życie, coś absolutnie bezcennego! A powiem Ci co Cię czeka, jeśli dalej będziesz brnąć w ten związek – on Cię wykończy, szybciej niż myślisz. A ten koszmar, który dzisiaj przeżywasz, to dopiero marny początek... Będziesz ten koszmar przeżywać wielokrotnie! Być może zdarzy się chwileczka idylli, a potem znów koszmar, tak dla ‘równowagi’... Z tym, że z czasem idylle będą zanikać, a koszmary trwać w nieskończoność... Przecież nawet w zdrowych związkach, po okresie wzajemnego zauroczenia – czar pryska, więc czego się spodziewasz po chorym, patologicznym związku? W tym związku szybko zapomnisz w ogóle, co to spokój i szczęście... Stracisz wiarę w siebie, rozeznanie co dobre, a co złe, co czarne, co białe, gdzie prawda, gdzie fałsz... Pogubisz sie na amen, znam to z autopsji... Po drodze możesz sama wylądować w psychiatryku i wcale nie wiem, czy sie podniesiesz... Albo coś sobie zrobisz. Odpowiedz sobie – czy na pewno tego chcesz??? Uświadom też sobie, że NIE kochasz Jego, a swoje WYOBRAŻENIA o tym facecie i związku z nim - których nabrałaś w przedślubnym, iddyllicznym okresie. Bo czy kochasz to, co teraz Ci zaserwował..? A wciąż Ci będzie serwował, zapewniam Cię...

                Strasznie mi Ciebie żal, ale ratuj się dziewczyno, zanim kompletnie stracisz siebie, swoją zdolność do wielkiej miłości i wiarę w 2-go człowieka, czy w ogóle – w szczęście w związku. A czy bez tego warto w ogóle żyć..? I nie oglądaj sie na nikogo, co powiedzą Twoi znajomi, rodzina etc. bo to walka o Twoje życie! Masz je w swoich rękach, tylko ktoś z powaloną psychą próbuje Ci je dukumentnie rozpieprzyć...

                • incognito_n Re: brz_a_sk 04.08.14, 22:48
                  Sajkopat i wszyscy inni- dzięki. Czytam to co piszecie i się zastanawiam, analizuję.
                  Sajkopat, piszesz ostro, ale z nutą człowieka, który już dużo przeszedł i patrzy na kogoś, przed kim dopiero długa droga. Z ciekawości- miałeś partnerkę z BPD i się uwolniłeś? Czy skąd w Tobie tak niezachwiana pewność i wiedza? Czytałam bloga "koniectoksycznych", tam autor ma podobne poglądy do Twoich, zrozumiałe zresztą dla kogoś, kto przeszedł tyle cierpienia. Nieależnie od moje sprawy, jeżeli miałeś kiedyś kogoś bliskiego z BPD- czy to zawsze się kończy chęcią odcięcia od takiej osoby? Nieważne, jak blisko była i jak bardzo pragnęło się związku? Nie jest możliwa nawet normalna przyjaźń czy znajomość z kimś takim?
                  • sajkopat Re: brz_a_sk 05.08.14, 01:40

                    Owszem, sporo przeszedłem z partnerką, Tu masz mój wątek
                    forum.gazeta.pl/forum/w,35861,136427132,136427132,No_i_stalo_sie_mam_BPD_.html
                    Aczkolwiek nie opisywałem tam swojej gehenny z detalami...

                    Czy było/jest to BPD, czy DDA, czy dowolna inna mieszanka – nie wiem i nie jest mi (ani Tobie) ta wiedza do niczego potrzebna. Kiedyś myślałem jak teraz Ty, że wpierw muszę poznać przyczyny, żeby wiedzieć z czym mam walczyć. Tymczasem samo założenie jest błędne – bo to nie ja mam walczyć, a co najwyżej spowodować, żeby osoba z zaburzeniami sama zechciała zawalczyć o siebie. O swoje życie. Bo ze mną, czy beze mnie – jej życie stanie się wtedy lepsze, pełniejsze, w miarę normalne... Na szczęście moja żona zawalczyła. A raczej: wciąż walczy... Tak czy owak, sam dzisiaj nie dowierzam, że jakoś przetrzymałem te lata i ostatni okres nasilenia Jej ataków i wyszedłem z tego bez szwanku. A ‘bez szwanku’ znaczy tu tyko tyle, że ostatecznie nie utraciłem kontaktu z rzeczywistością, nie dałem sobie odebrać tego co myślę o sobie, świecie, zdrowych relacjach, miłości itd. Ale co przez to straciłem i przeżyłem – to moje ;p A blizny po rozległych ranach raczej nigdy nie znikną. Z tym że ja jestem dojrzałym facetem (co najmniej w wieku Twego męża, przypuszczam) więc nie tak łatwo komuś jest przestawić mój świat całkiem do góry nogami... Ale Ty jesteś młoda, więc tym bardziej ratuj się.

                    Czy się uwolniłem? Poniekąd ;) Uwolniłem się od Jej zaburzeń, nie pochorowałem się razem z Nią, nie trafiłem do psychaitryka, żyję, znów sie uśmiecham. Uwolniłem się też od zależności, w jaką mnie wpędziła, od tego ogromnego poczucia winy, totalnego zmanipulowania i rzekomej współodpowiedzialności za Jej los. A we wpędzaniu w to, bordery są mistrzami świata...

                    Czy to zawsze się kończy chęcią odcięcia od takiej osoby? Hmm... tak! Myślę, że tak. U normalnych, zdrowych psychicznie osób - w końcu wygrywa instynkt samozachowawczy. Przynajmniej powinien... Wiesz, ja jestem z tych wrażliwszych facetów, uczuciowych, a swoją żonę kochałem nad życie. Ale kiedy przestała być sobą (tj. taką, jaką poznałem i pokochałem) to uzmysłowiłem sobie, że tej obcej, schizofrenicznej, nieznanej mi osoby - nie kocham! Nie kocham, nie pojmuję, nie czuję, nie pożądam, a moje życie z taką Nią to wyłącznie koszmar, beznadzieja i bezdenne cierpienia. W końcu zdecydowałem odejść, choć kompletnie nie wiedziałem, co z sobą dalej pocznę... W podjęciu tej decyzji bardzo pomogły wpisy na tym forum i była to jedyna słuszna decyzja. Ale że żona podjęła terapię i trwa przy niej – więc zawiesiłem tę decyzję do odwołania... Gdybym jednak doświadczył tego co Ty teraz – żadnego odwołania nie byłoby! I raczej weź przykład ze mnie oraz innych piszących tu na forum, bo jak się przyjrzysz, tak na chłodno i bez emocji – wszyscy radzą Ci dokładnie to samo, choć w różnych od tego wątkach.

                    PS
                    A gdy zapytasz mnie, czy gdybym jeszcze raz w żuciu musiał przez to przechodzić, odpowiem Ci: nie dam rady...
                    • brz_a_sk Re: brz_a_sk 05.08.14, 09:20
                      nawet sobie nie wyobrażacie jak bezcenne są te Wasze wpisy

                      kto chce siebie zrozumieć wraca i czyta - czyta wtedy gdy odchodzi i wtedy gdy wraca

                      znajduje za i przeciw

                      rozumie jak buduje W SOBIE siłę dla przetrwania lub dla uwolnienia

                      jak zbiera doświadczenie dla podejmowania decyzji,

                      jak z czasem zmienia się nazwa, oczekiwanie - wszystko co dotyczy związku z osobą zaburzoną

                      ech piekła zagospodarowane

                      Czasem i taka myśl mi przychodzi, że warto być onkologiem gdy zna się szanse jeśli nie zdrowia to zmniejszenia cierpienia i że chyba nie warto być świadkiem zaćpania się do dna na własne życzenie; Zużywamy swoje życie.

                      Dźwięczą mi w głowie słowa trudnego towarzyszenia borderowi - nigdy nie pokocha nikogo, bo kochania nie zna, nie poczuje, zarzyga, zatruje, zniszczy - wymaga opieki twardej, bezwzględnej;
                      zarazi wieloma potwornościami; wniesie do domu nieustanne cierpienie, nienawiść, narkotyki, alkohol upadki i świadomość towarzyszenia śmierci; czemu zdecydować się na takie życie - bo to człowiek, którego zalety czasem już tylko w partnerze żyją; albo dzięki partnerowi błysną czasem i co ciekawe w związku na boku; Kim staje się partner nie chcę pisać - jest nie tylko ofiarą na swoje życzenie w końcu ale i potworem czy ruiną, może bohaterem. Nie oceniam, to jest przerażające raczej i sensowne może; może, może - ale to na pewno nie jest ani miłość, ani przyjaźń ani oparcie to zgoda na to co nam się przytrafiło jak chore dziecko,
                      jedyne co można to chyba wierzyć w usamodzielnienie
                      czasem pomaga w to uwierzyć border
                      a czasem wprost przeciwnie
                      wraca bezustannie wraca jak dziecko, dopomina się - urodziłaś mnie przecież jesteś za mnie odpowiedzialna, cierpię, tylko ty wiesz jak ...

                      to wszystko jest prawdą ale prawda jest i to, że border w przerwach jest szczęśliwy bez ograniczeń a partner opiekun raczej skopany

                      co skłania partnera do szukania sensu w trwaniu? bezwzględna miłość, czy uzależnienie?

                      czy da się zrozumieć wracjącego do bordera po najgorszych ranach - da się ; czy da się zrozumieć bordera niszczącego partnera - da się; nie trzeba zapominać, ze tak nie muszą żyć - jeśli tylko zechcą

                      ja akurat w to wierzę, że można być dobrym dla innych i siebie mimo wszystko

                    • sajkopat Re: brz_a_sk 05.08.14, 10:04
                      Czy normalna przyjaźń/znajomość z borderem jest możliwa? W tym pytaniu masz też odpowiedź - skoro border normalny nie jest, ani żadne jego bliskie relacje normalne nie są - to jak myślisz, czego się można podziewać..? Osoby borderline takie właśnie są - w każdej sferze mogą świetnie funkcjonować, często dużo lepiej od innych, w każdej dosłownie - za wyjątkiem tej jednej, tej gdzie w grę wchodzi: miłość, bliskość etc. Tu właśnie mają pustkę, w tej sferze są jak psychopaci, tu właśnie mają wszystko powywracane i totalnie pokręcone. Niektórzy mówią, że najlepszą formą kontaktu z borderem jest brak kontaktu... I ja się z tym w sumie zgadzam. Oczywiście wszystko zależy od stopnia zażyłości/bliskości oraz odporności partnera na cykliczne 'jazdy' bordera. Jednak czy to będzie przyjaźń czy miłość, zawsze zasada "im dalej - tym lepiej" obowiązuje... Zrozum, bordery mają kolosalny problem z bliskością, w tym sęk... I nie winię tu wcale bordów za to, że są jakie są. Tylko to niczego nie zmienia, bo bez względu na ich winę czy jej brak, gdy zadam sobie pytanie, czy chcę bliskich (czytaj: koszmarnych do bólu) kontaktów z borderem - to wiem, że nie chcę!!! Ale dzisiaj dopiero to wiem, Ty być może będziesz musiała się jeszcze o tym przekonać, być może nie zabolało Cię jeszcze wystarczająco mocno... Choć jak czytam Twoją historię, to nie mogę wprost uwierzyć, że jeszcze masz jakiekolwiek wątpliwości. Wiem jak jest Ci teraz ciężko i chciałbym bardzo dać Ci coś na pocieszenie, jakiś cień szansy, której mogłabyś się uczepić, ale nie dam Ci, bo mam doświadczenia, jakie mam...
                      • sajkopat Re: brz_a_sk 05.08.14, 22:29
                        Aha, no i dawaj nam znać incognito, co u Ciebie... Jak sobie radzisz, jak sytuacja, co postanawiasz etc. Gdyby to było nam zupełnie obojętne, pewnie nikt nie zbrałby tu głosu pod Twoim wpisem.
                        • incognito_n Re: brz_a_sk 06.08.14, 15:35
                          brzask, sajkopat. dzięki za Wasze zainteresowanie i rady. naprawdę, nie spodziewałam się, że ktoś zechce się nad tym pochylić.

                          jak sobie radzę? cóż. nie mam gdzie mieszkać, więc pomieszkuję u rodziców. wcześniej płakałam, na zmianę z patrzeniem w punkt, plus wysyłałam żałosne, nawołujące do opamiętania smsy do męża. później doszło do tego czytanie wszystkiego co się dało na temat borderline. jeszcze później doszła praca. obecnie proporcje wyglądają tak, że pracuję ile dam rady, robię plany na przyszłość niezależne od tego, czy mąż zostanie ze mną czy nie. zaczynam nowe studia, które pozwolą mi w razie chęci wyjechać kiedyś za granicę. nie wiem jeszcze czy będę tego chciała, ale ponieważ jestem młoda, to gdybym została całkowicie sama z taką wizją do końca życia (mieliśmy ślub kościelny, nawet w razie rozwodu cywilnego nie przewiduję już z nikim się związać- przekonania religijne i przede wszystkim odpowiedzialność za własne decyzje), chciałabym mieć coś, gdzie przeleję wszystkie swoje siły i wykorzystam możliwości jakie w sobie widzę.

                          wczoraj dowiedziałam się, że zostałam przyjęta na owe studia, odpisywałam przez 12 godzin mężowi na list, w którym napisał mnóstwo strasznych rzeczy (które krzyczał do mnie), plus opisał ileś intryg i spisków które wymyślił sobie (podejrzewam że po rozmowach ze swoją matką). napisałam 22 strony. spokojnie wszystko tłumaczę, jak wyglądało to z mojej strony, co się zmieniło u mnie przez ten tydzień. nie wiem, czy jeżeli on odpisze w podobnym tonie będę miała jeszcze siłę odpisać w taki sposób kolejny raz.

                          a poza tym bardzo mało jem. nie mogę przełamać się, żeby jeść więcej. czytam książkę o której pisałam wyżej. zrobiłam sobie plan douczania się z języków. i dużo pracuję, czekając, co dalej będzie.

                          codziennie rano budzę się z poczuciem wielkiej beznadziei. muszę od początku się motywować, żeby cokolwiek zacząć ze sobą robić, a nie płakać i rozpamiętywać, zastanawiać się.

                          taka jest właśnie sytuacjia. postanowić chyba nie mogę nic, to od niego wszystko zależy.
                          • sajkopat Re: brz_a_sk 06.08.14, 16:28
                            Źle robisz - odwlekasz tylko w czasie tę nieuchronną decyzję, dłużej ciepiąc! Robisz dokładnie, to co inne kobiety w tej sytuacji. No ale widocznie tak chcesz... Potem napiszę coś więcej, tymczasem przeczytaj to
                            mojedwieglowy.blogspot.com/p/zero-kontaktu.html
                            a najlepiej przeczytaj wszystko na tym blogu. Wszystko, od A do Z!
                          • sajkopat Re: brz_a_sk 06.08.14, 21:25
                            Wszystko co teraz czujesz/jak się czujesz, jest absolutnie zrozumiałe w Twej sytuacji. Wiesz, ja też świetnie znam to poczucie beznadziei i bycia w potrzasku, z którego wyjścia "nie ma". Wiem jak to jest, kiedy czas wydaje się że stanął i nigdy już nie ruszy z miejsca... Ale wyjście jest, tylko jeszcze go jasno nie dostrzegasz! Sama piszesz, że JESZCZE nie możesz sobie wyobrazić życia bez męża - i dla mnie jest w tym już budząca się świadomość - tego, że musisz odejść od męża!!! A dokładniej: od własnych fantazji (marzeń, pragnień, wizji) na temat tego, jakie życie z nim mogłoby być jeszcze piękne. Ale to mrzonka, wybacz, taka jest prawda. Całe "piękno" jakie Cię z nim jeszcze czeka, masz właśnie teraz. To jest rzeczywistość - jej przedsmak - jaka cię z nim czeka... A to, co było wcześniej, ta idylla, na którą dałas się nabrać, to była tylko manipulacja, takie zastawianie sieci na ofiarę, w wykonaniu socjopaty. Ale nie obwiniaj się, bo każda kobieta dałaby się na to nabrać. A przynajmniej ja nie znam żadnej, która nie dałaby się tak nabrać...

                            Mógłbym tak tutaj jeszcze 5h pisać, ale tylko bym sie powtarzał, bo wszystko już zostało napisane - na fantastycznym "dwugłowym" blogu, tym podanym przez odnowę80. Tam masz wszystko - dokładny opis Twego przypadku i dokładną receptę na wyjście z tego potrzasku! Prosisz nas tutaj o pomoc i proszę bardzo: wskazujemy Ci gotową receptę. Daruj więc sobie pisanie tasiemcowych listów do niego, które niczego sensownego - jak sama widzisz - nie wnoszą, a tylko pogłębiają Twoją rozpacz... Odetnij się choćby na kilka tygodni, ale tak na "absolutne zero kontaktu" i poświęć ten czas czytanie tamtego bloga. A jak nie pomoże, przeczytaj go jeszcze raz, i jeszcze, i jeszcze - do skutku. Zostaw ksiązki jak żyć z zaburzonym psychopatą, a zacznij czytać, jak ocalić siebie dziewczyno.

                            Jestem pewien, że dasz radę. Masz na to siłę, bo skoro w ramach "autoterapii" już rzucasz się w wir pracy, planujesz kolejne studia, już masz jakieś dalekosiężne plany i generalnie - jak widzę - postępujesz w tej kwestii bardzo rozsądnie - to jestem pełen uznania i podziwu dla Ciebie. Gdy mój świat walił się w posadach, nie byłem w stanie nawet myśleć rozsądnie, a co dopiero działać tak racjonalnie... Tak więc daj sobie trochę czasu, odetnij wszelkie kontakty - na jakiś czas - poczytaj, przemyśl i zacznij myśleć też głową - nie samym sercem. Twoje serce ktoś perfidnie ouszukał i ono podpowiada Ci teraz mylne rozwiązania, więc zostaw je aż się uspokoi, a Ty posłuchaj teraz dla odmiany głosu rozsądku.

                            No i pisz nam co u Ciebie, bo wszyscy tutaj trzmamy kciuki za Ciebie. Prawda - brzask, odnowa i reszta..?
                            • brz_a_sk Re: brz_a_sk 06.08.14, 21:58
                              tak - dokładnie tak

                              dodam jeszcze, że potrzebna Ci siła i zdrowy rozsądek

                              zadbaj o siebie

                              nawet jeśli zdecydujesz się na powrót to tym bardziej musisz mieć jasne myśli i kupę siły

                              więc walcz najpierw o siebie

                              głowa bardzo łatwo się psuje - cierpienie bardzo niszczy, nie wychodzi się bez śladów z takiej traumy - nie zanurzaj się w cierpienie, nie funduj sobie blizn
                              żałoba jest oczywista, ale nie wolno w niej tonąć

                            • odnowa80 Re: brz_a_sk 06.08.14, 23:37
                              Prawda :) Trzymamy kciuki za Ciebie i wyjaśnienie sytuacji. Blog 2 głowy to mało, siegnij po książkę autorki. Ja najpierw przeczytałam tę książkę, a potem się wzięłam za "Borderline, jak żyć z osobą..."
                              Chociaż i w "Borderline..." znajdziesz odpowiedzi na wiele swoich pytań. Ale tylko odpowiedzi. Moim zdaniem rozwiązania co do komunikowania się z osobami zaburzonymi, zwłaszcza w trakcie "ataku" są totalnie nietrafione.
      • sajkopat Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 04.08.14, 10:03
        Incognito – powiem krótko: uciekaj od tego wariata, gdzie pieprz rośnie! Ratuj się dziewczyno - SIEBIE ratuj!!! Cholernie Ci współczuję, bo jesteś wrażliwa, uczuciowa, zakochana i aktualnie bezbronna, bo przez to co Cię spotkało – teraz szczególnie wrażliwa... Ale co mam Ci powiedzieć? Że warto walczyć o coś, co jest nierealne? Że musisz znaleźć siłę? Owszem, musisz znaleźć siłę – ale żeby uciec jak najdalej i uratować siebie samą. Twój mąż to psychol, bez znaczenia jaka diagnoza i co mu dolega – jest i psycholem!!! Zdrowi sie nie leczą (a jeszcze jak widać - nieskutecznie..). Te jego epizody z przeszłości, te chore relacje z matką, te nieudane związki z przeszłości i w końcu to, co teraz nawyprawiał i nadal wyprawia. Czy potrzebujesz jeszcze jakiś dalszych dowodów na to, że związałaś się z psycholem..?! Żaden normalny facet tak się nie zachowałby, on JEST NIENORMALNY. Na poziomie zawodowym może funkcjonować świetnie, ale na uczuciowym/emocjonalnym – jest chory, skrzywiony, toksyczny i zatruje Cię... Poczytaj choćby to, ale odnieś do siebie
        koniectoksycznych.blogspot.com/2014/02/kiedy-miosc-to-tylko-sowo-u-osob-z.html
    • chomone Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 02.08.14, 22:21
      Nieźle napisane... jeśli tu jest wszystko obiektywnie oddane to współczuję.
      Takie przechodzenie z emocjonalnej skrajności w skrajność i gwałtowne wyrzucanie wszystkiego na zewnątrz, radykalnie decyzje... to dla mnie sendo BPD. Natomiast trochę wątpliwości - czy to akurat te zaburzenie - nadaje Twoja relacja o tym, że mąż ma wysoką pozycję zawodową i jest powszechnie lubiany, szanowany itp, tak to zrozumiałem. Osoby z borderline mogą i odnoszą sukcesy, choćby dlatego że są w pewnej mierze bardziej inteligentni, ale jednocześnie zawsze znajdują sobie albo ich znajdują coraz to nowi wrogowie w najbliższym otoczeniu, w pracy. Inaczej mówiąc: nie są powszechnie szanowani. Nie wiem, może idealizowałaś przyszłego męża...

      Z opisu Twojej postawy wynika że byłaś i jesteś skończenie uwiedziona, kompletnie oszalała na punkcie tego mężczyzny. Tak szybko i blisko epicentrum szczęścia, że wyłączyłaś myślenie... Bo jak inaczej nazwać zgodę na zamążpójście w kilka miesięcy od pierwszej randki... Zresztą piszę eufemizmami, bo po co się pastwić.

      >Pomóżcie mi, proszę. Jak do niego dotrzeć? Czy jest w ogóle sens? Czy jest szansa, że jeszcze mnie „zechce”, że przejrzy znów na oczy?

      Żadną wyrocznia nie jestem, ale jeśli opisałaś wszystko obiektywnie to nie dotrzesz. Bo to nie odgrodzona wyspa na środku jakiegoś morza... ale rwąca rzeka, i tu się nie płynie zawsze do drugiego brzegu, ale najczęściej pod prąd. Niestety tu jest pozamiatane. Niewykluczone też, że odejdziesz, zaczniesz człowieka traktować jak powietrze to on za kilka tygodni zmieni postawę o 180 stopni i będzie przepraszał, żałował. To by wystarczyło a wybaczysz wszystko bo tego właśnie najbardziej teraz chcesz: żeby chociaż on dał Ci łaskawie okazję do wybaczenia, do naprawienia. Stwierdziłaś, że liczne wpisy na forum nie dały Ci odpowiedzi na nurtujące pytania - nawet to mnie nie dziwi, jeszcze prędką nie dadzą. Długa droga przed Tobą... Masz przejebane.
      Życzę siły, będzie potrzebna.
      • incognito_n Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 03.08.14, 10:25
        chomone, brz_a_sk, dziękuję za odpowiedzi.

        mąż ma "wrogów" w najbliższym otoczeniu, ale raczej z życia prywatnego: chyba wszystkie kobiety z którymi się spotykał, bardzo bliskich przyjaciół nie ma, z rodzicami też nigdy nie miał poprawnego kontaktu. W pracy ewentualnie są osoby do których się porównuje i ich uważa za swoich wrogów, nie podejmując wobec nich bezpośrednich działań, bo dużo by na tym stracił.

        Czy idealizowałam... Pewnie tak. Ale kto tego nie robi, będąc zakochanym? Wcześniej znaliśmy się raczej "pobieżnie", nie rozmawialiśmy zbyt wiele o jego uczuciach. Czasem, kiedy mówił mi w słabszych okresach, że czuje się nic nie warty to nie rozumiałam tego, jak taki facet w ogóle może tak pomyśleć.

        Co do przebaczenia, to zależy mi na tym głównie ze względu na dzieci i na to, że jesteśmy małżeństwem. Chcę dowiedzieć się, co tak naprawdę mu jest i od tego pewnie będzie zależała moja decyzja o naszym małżeństwie (chyba nie dam rady przejść przez to jeszcze raz, a jeżeli ma BPD to będzie się to powtarzało), ale żeby się to stało musimy się do siebie znów zbliżyć, i jak napisała brz_a_sk, musi on zechcieć wziąć mnie do swojego terapeuty.

        Absolutnie nie oczekuję, że dzieci będą mówiły o nim źle, albo ich relacja się pogorszy. Wiem, że ojciec jest dla nich w centrum świata mimo wszystkiego, co im robił (i po raz kolejny chce zrobić?) przez nierozważne życie z kobietami. Syn sam wyrzucał mu mnóstwo faktów, z czasów kiedy nie byliśmy jeszcze razem. Staram się chronić dzieci, jeżeli rozmawiamy, to pytam jak się czują, co robią, że tęsknię, że będzie wszystko dobrze, żeby się nie martwiły. One też tęsknią, ale chyba czujemy się (ja i dzieci) jakbyśmy nie mieli na to wpływu, tylko czekali na decyzję mojego męża.

        Z odsunięciem się zrobię tak, jak sugeruje Brz_a_sk, też o tym myślałam, ale chciałam dać mu do zrozumienia w ostatnich dniach, że nasze małżeństwo jest dla mnie ważne, że może na mnie liczyć i nie skreślam go. Gdybyśmy nie mieli ślubu i nie byłoby dzieci, nie walczyłabym tak po tym co robi, ale te dwa argumenty sprawiają, że czuję, że muszę dać z siebie wszystko, żeby uratować rodzinę.

        • chomone Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 03.08.14, 12:35
          "nawyzywał mnie od najgorszych, naobrażał w sposób straszny, tak jak dzień wcześniej i przez poprzednie dni."

          "Co do przebaczenia, to zależy mi na tym głównie ze względu na dzieci i na to, że jesteśmy małżeństwem. Chcę dowiedzieć się, co tak naprawdę mu jest i od tego pewnie będzie zależała moja decyzja o naszym małżeństwie"
          ---
          Wiesz... jest w tym co napiszę coś żenującego, i takie to byś musi, bo polega na ferowaniu wyroków... skoro już tu trafiłaś ze swoim chaosem i prośbą o pomoc to od obcej osoby możesz otrzymać kwaśną porcję spojrzenia z zewnątrz. Można by tu się rozlegle rozpisać na temat sytuacji, ale to nie ma sensu (...), to wszystko odkryjesz, czekają Cię wnioski które musisz sama przerobić, rzeczy nieuniknione.

          Piszesz o sobie w liczbie mnogiej, "my", "nas", "rodzina"... chcesz to ratować, chcesz do męża jakoś "dotrzeć". Wszystko to jest w pełni zrozumiałe, i absurdem byłoby gdybyś w tym momencie myślała inaczej. Idź więc za głosem tej intuicji, nie walcz ze swoją naturą. Nie baw się w racjonalizm, takie rzeczy jak zdrowy rozsądek wyrzuć na śmietnik lub kompostownik, żeby były nawozem dla czekającego Cię szoku.

          Piszę o szoku bo z twojej relacji, z używania liczby mnogiej wynika, że jesteś przekonana o posiadaniu słuszności. Chcesz wiedzieć co naprawdę mu jest? to tak jakby wierzyć że rodzina będzie uratowana i BĘDZIE JAK DAWNIEJ jeśli tylko terapeuta zdiagnozuje że to była zaledwie grypa żołądkowa. Ale terapeuta - obojętnie czy jest dobry w tym co robi czy jest skończonym kretynem - nie ma mocy by ratować te małżeństwo, bo to nie on jest mężem.

          Twoja słuszność polega m.in. na pewności że powinnaś ratować sytuację. Sytuację jak wyjętą z dawnych religii. Straciłaś łaskawego Boga, w jego miejscu stoi teraz nieżyczliwy.
          Kiedyś ludzie składali ofiary aby pozyskać przychylność boga. Ty chcesz iść za tym samym instynktem. Bo zawsze można jeszcze "coś" zrobić. Może mąż się ocknie jeśli zdobędziesz się na nadludzki wysiłek i zupełnie, po całości, na chłodno teraz zerwiesz kontakt i przestaniesz się mu narzucać, bo narzucanie - jak wynika z Twojej relacji - dotychczas nie przyniosło oczekiwanych skutków, mówiąc łagodnie...
          A może w jego zawirownym umyśle odpowiedni przełącznik uruchomiłoby gdybyś przyszła "jak gdyby nigdy nic" i z uśmiechem zaczęła pichcić smaczny obiad albo grzecznie myć okna ?

          Ze wszystkiego co napisałaś wynika jasno, że - wbrew temu co napisałaś - nie zdajesz sobie jeszcze sprawy z tego co się stało i co nastąpi. Albo, albo. Opisałaś nam miejsce gdzie leży popiół, i na końcu dodałaś że chcesz się ogrzać przy tym bezpiecznym, rodzinnym ognisku. I pytasz nas jak dorzucić tam chrustu, nie mając zapałek! No to głowa do góry - jak mąż będzie miał dobry humor to Ci jedną odpali, co jakiś czas.
          Współczuję. Może zacznij myśleć o tym jak "ratować" siebie. Wiele na Ciebie czeka.
          • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 03.08.14, 14:29
            z tym wracaniem, naprawianiem - niepoprawnością myślenia jest różnie
            chyba trzeba dojrzeć do zmian, w sobie przewartościować 'ochoty' by było jakbyśmy chcieli bez refleksji nad tym co w ogóle jest możliwe
            na wszystko potrzeba czasu - czasem zbyt wiele i zbyt boleśnie

            gdyby człowiek ...
            nie upiłby się ani raz, bo w końcu kto nie wie jak to się kończy? - czytał, słyszał nie ma cudów - wie

            nie upił by się drugi raz bo sam dobrze wie

            nie upijał by sie coraz częściej i coraz głębiej bo wie co to jest uzależnienie

            Dokładnie tak samo jest z wracaniem do osób, które objaśniły nas dokładnie co wydarzy się za chwilę

            z wieloma zaburzeniami jest tak, że wracanie do tego co było i chciałoby się to przywrócić i zatrzymać jest absolutnie nie możliwe;
            rozwiązanie bywa terapia ale to na pewno nie jest powrót do tego co było
            i w tym często jest pułapka

            tak jak niepijący alkoholik nie jest imprezowo dowcipny i czarujący jakby się napił - nie nie

            terapia daje szanse na bycie sobą - tylko czy my chcemy przestać grać?

            border ma trudniej? chyba tak, wielu gra na terapii do końca - płaci i traci szansę

            cóż nie ma tu butelki, której nie odkręcimy, w zasadzie nic nie widać a terapia staje się jedna wielką manipulacją, która wkręca i bordera i terapeutę

            pisze o tym dlatego, ze nie dziwię się ludziom nie wychodzącym z dramatu ani border ani partner często nie posuwają się ani o krok a terapeuta bywa zakleszczony

            Może warto pytając siebie o to co robić zaczynajmy pytania

            co chciałabym osiągnąć
            co po pierwsze i bezwarunkowo
            i co jest możliwe

            zapewniam, że odpowiedź mówiąca o tym co jest niemożliwe, wynikającą wprost z opisu tego zaburzenia wcale nie sprowadza ludzi na ziemię

            pomysł o rozmowie z borderem o jego zaburzeniu jest ... a no właśnie polecam charakterystyki zaburzenia

            trudne to wszystko jest

            na szczęście wiele osób zdiagnozownych BPD ma lżejsze, łatwiejsze do terapii problemy i terapeuci wycofują sie z diagnozy;
            ale nie da się ukryć, że rozhulany border przekracza granicę i zaczyna być psychopatą - rozwal sobie łeb wszystkim co dorwie i huśta się tak, ze w końcu wylatuje w kosmos - na ćpaniu, chlaniu, lekach i obleśnym seksie oderwanym extremalnie od uczuć wyzszych














            • sajkopat Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 04.08.14, 11:36
              Incognito – powiem krótko: uciekaj od tego wariata, gdzie pieprz rośnie! Ratuj się dziewczyno - SIEBIE ratuj!!!

              Cholernie Ci współczuję, bo jesteś wrażliwa, uczuciowa, zakochana i aktualnie bezbronna, bo przez to co Cię spotkało – teraz szczególnie wrażliwa... Ale co mam Ci powiedzieć? Że warto walczyć o coś, co jest nierealne? Że musisz znaleźć siłę? Owszem, musisz znaleźć siłę – ale żeby uciec jak najdalej i uratować siebie samą. Twój mąż to psychol, bez znaczenia jaka diagnoza i co mu dolega – jest i psycholem!!! Zdrowi sie nie leczą (a jeszcze jak widać - nieskutecznie..). Te jego epizody z przeszłości, te chore relacje z matką, te nieudane związki z przeszłości i w końcu to, co teraz nawyprawiał i nadal wyprawia. Czy potrzebujesz jeszcze jakiś dalszych dowodów na to, że związałaś się z psycholem..?! Żaden normalny facet tak się nie zachowałby, on JEST NIENORMALNY. Na poziomie zawodowym może funkcjonować świetnie, ale na uczuciowym/emocjonalnym – jest chory, skrzywiony, toksyczny i zatruje Cię...

              Poczytaj choćby to, ale zamień płcie, tj. odnieś do siebie
              koniectoksycznych.blogspot.com/2014/02/kiedy-miosc-to-tylko-sowo-u-osob-z.html
              • el.pistolero Nie ucieknie, bo jest od niego uzależniona... 10.08.14, 11:38
                Nie ucieknie, bo jest od niego uzależniona uczuciowo. Rzekoma walka o dobro bądź co bądź cudzych dzieci, to tylko pretekst by tkwić przy tym wariacie. Typowa ofiara "manipulanta", ciekawie opisana w tym artykule: weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,16444030,Uwolnic_sie_od_zwiazku_z_manipulantem__Skoncz_z_zyciem.html#TRwknd
    • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 04.08.14, 20:05
      incognito_n napisała:

      > niebieska karta jawi mi się jako totalne ekstremum. mąż nie jest agresywny wobe
      > c dzieci. jedynie mnie traktuje jak trędowatą, wypchnął mnie z samochodu, rzuca
      > , kopie i uderza przedmioty kiedy traci nad sobą panowanie.
      > kupiłam książkę "Borderline. Jak żyć z osobą o skrajnych emocjach". może coś mi
      > to podpowie.
      > póki co mąż powiedział, że napisze do mnie list. czekam na niego z nadzieją i o
      > bawą.

      każda przemoc jest podstawą do założenia niebieskiej karty

      po tym wpisie szczerze powiem nie bardzo rozumiem

      czy ten stan nieakceptowania Ciebie jest nieustająca negacją?

      czy on oczekuje, ze Ty zabierzesz rzeczy i znikniesz z jego życia?

      wściekły powstrzymuje się od groźniejszych rękoczynów?

      on uznał, że 'wynocha' jest odpowiednią i dopuszczalną formą? a Ty nie masz pojęcia jak zareagować na nagła psychicznie nienormalna sytuację?

      może zgłoś się do jego terapeuty z pytaniem czy coś powinnaś zrobić czy tylko odejść

      wydaje mi się, że zgoda na jakąkolwiek przemoc czy agresję z Twojej strony jest zła, jest błędem





    • odnowa80 Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 05.08.14, 22:59
      Odłóż na razie "Borderline, jak żyć z osobą o skrajnych emocjach" a koniecznie zajrzyj tutaj
      mojedwieglowy.blogspot.com/ i kup tę książkę.
      Bardziej Ci się przyda. Ksiażka nie jest o borderline ale o przemocowym związku z zaburzonym w jakikolwiek sposób partnerem. I o ucieczce z takiego układu.
      Na jakimś forum czytałam podobną do Twojej historię, chłopak ściągnął dziewczynę do swojego miasta, szybki ślub i ciąża, mega afera i koniec. Wszystko w ciagu roku. Okazało się że miał borderline, też się leczył i wszyscy, w tym jego rodzina ukrywali to przed nią.

      To co piszesz wygląda źle i nawet nie potrafię sobie wyobrazić szoku w jakim jesteś. U mnie karty odkrywały się powoli.
      Mąż z pewnością niedługo dojdzie do siebie i będzie przepraszał. To tak na pocieszenie- ale !!! to jest marne pocieszenie. Niestety. Spotkała Cię straszna katastrofa. A będzie tylko gorzej, choć pozornie będzie też i lepiej. Ale ostatecznie spotka Cię to samo co Twoje poprzedniczki.
      Dowiedz się na co choruje, bo bez wątpienia tak jest. Bez tego ani nie zaznasz spokoju ani nie zdecydujesz co dalej.
      • sajkopat Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 06.08.14, 01:32
        Dokładnie. Nie czytaj jak żyć z osobą zaburzoną, a jak ucieć, żeby przeżyć. To było do incognito. A do odnowy80: świetna lektura, dzięki za linka! I znów do incognito: Najbardziej spodobało mi się pod tamtym linkiem to
        'teraz zaczynasz się zastanawiać, co mu dolega. Borderline? Seksoholizm? Narcyzm? Jak się domyślisz i TO COŚ rozgryziesz, to mu pomożesz, wyjaśnisz, oświecisz, naprawisz, uzdrowisz (komasacja Twojej bezpodstawnej już lojalności).'
        • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 06.08.14, 01:54
          jedyne, choćby ostanie co jeszcze warto to nauczyć się stawiać warunki

          dobry czas, dobre warunki do takiego stanowczego zachowania

          przemyslane, proste ale zawsze do zrealizowania i wykonania od ręki

          przyda się na przyszłość i pokaże co Was łaczy czy cokolwiek jeszcze? czy absolutnie nic

      • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 06.08.14, 18:43
        dorzucę cytat i link
        W kajdanach przemocy
        Autor: Anna Chanik
        www.psychotekst.pl/artykuly.php?nr=240
        "...Jeszcze jedną zasadzką, w którą może wpaść osoba z takiego związku jest "pułapka miłości". Nie jest to reguła, ale są ludzie, którzy nie potrafią odejść od znęcającego się partnera, ponieważ kochają go, potrzebują jego miłości i w nią wierzą. Nałogowa miłość działa jak każdy narkotyk. Osoba pozostająca w takim związku doświadcza wzmożonego bólu, strachu, dezorganizacji życiowej, gdy zostaje sama. Czuje, że nie może żyć bez tamtej osoby, pomimo, że nie doświadcza już przykrości i cierpienia, jakiego wcześniej doznawała w swoim związku. Związek zapewnia jej wzloty, z którymi nic nie może się równać i aby móc ich zaznawać, będzie znosiła bez szemrania bardzo obraźliwe traktowanie. W swoim towarzyszu widzi źródło dobrego samopoczucia. Ciemną stroną tego związku jest to, by móc doświadczyć chwili szczęścia, osoba ta musi zaznać wiele bólu. Ten rodzaj uzależnienia można porównać do nałogu związanego z hazardem. Jak już raz się zaczęło, to bardzo trudno jest się oderwać. Zaczyna nabierać się nadziei, że zaraz będzie możliwość odegrania się. W związku taki sam efekt stwarzają sytuacje niepewności. Jednego dnia sprawca przemocy przekonuje daną osobę jak bardzo ją kocha, a następnego dnia przychodzi w złym humorze, wyzywa ją i bije. W rzeczywistości osoba uwikłana w taki związek rozpaczliwie usiłuje uniknąć cierpienia, niestety samodzielnie nie umie się z niego uwolnić. Istnieją pewne hipotezy, które sugerują, że tego rodzaju zachowanie jest szukaniem sposobu na to, by uczynić swojego partnera bardziej czułym i kochającym..."
    • odnowa80 Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 05.08.14, 23:17
      www.radiogdansk.pl/index.php/audycje-rg/tu-i-teraz/item/14942-zamiast-ksiezniczka-byla-w-zwiazku-ofiara-przemocy.html
      posłuchaj tego
      • incognito_n Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 06.08.14, 15:55
        Dziękuję, za linka, za wywiad. Wysłuchałam. Czuję się jak w potrzasku. Wiecie, ja wyszłam za mąż 1.5 miesiąca temu. Do momentu sprzed 2.5 tygodnia byłam przekonana, że jestem w najszczęśliwszym związku na świecie. Nie umiem jeszcze myśleć, że powinnam się od niego całkowicie odciąć. Szczególnie, że zależy mi na dzieciach, a dzieci będą zawsze z nim, co wiąże się z jakimś kontaktem z nim.
        • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 06.08.14, 17:21
          czy Ty byłaś u terapeuty?
          pomógłby Ci ocenić co się wokół Ciebie dzieje

          zastanawia mnie jaki jest cel korespondencji między Wami
          jeśli mąż pisze rzeczy dziwne, nieprawdziwe, obraźliwe to odpisywanie mu jest jak kłótnia z pijanym - zupełnie bezsensowna

          jeśli nie możesz się połapać co się dzieje poszukaj pomocy
          bo za chwilę on w swojej chorobie ogarnie się jakoś, zapewne to nie pierwszy raz zdarza mu się taka 'zmiana nastroju', a Ty zostaniesz z nie wiadomo jakim doświadczeniem i w dziwnym stanem, w którym dyskutujesz z chorym o paranojach

          ja nie myślę, ze jest łatwo, wprost przeciwnie zaczynam podejrzewać, że jest bardzo trudno

          niezależnie od tego czy chcesz z nim zostać czy chcesz odejść terapeuta przydałby się

          pomyśl o rozwodzie - to jest przedsięwzięcie prawne nie sentymentalne i warto przygotować się do tego profesjonalnie - będzie czy nie będzie musisz mieć pomysł na racjonalne rozwiazanie

          ślub kościelny jest do unieważnienia - jak rzadko który kwalifikuje się
          jako osoba wierząca masz szansę iść do ksiedza po poradę - moze zaprosi męza na rozmowę
          nie znam się na tym ale na rozum byłby to krok zdecydowanie w dobrą stronę

          wspominałam, że warto odwiedzić terapeutę męża - oczywiście obowiązuje go tajemnica i na pewno nic Ci nie powie ; ale - przecież moze być tak, ze mąz przestał chodzić na wizyty albo nie poinformował o tym co się zdarzyło; diabli wiedza czemu i na co się leczy i co się z nim dzieje w tej chwili
          nie wiadomo co mu się zdarzało wczesniej
          nie masz pojęcia co mu tak naprawdę jest i czym to grozi

          z tego co Ty opisujesz to dzieje się coś nienormalnego
          Ty jesteś osobno ale z nim zostają dzieci - nie spodziewałaś sie tego co się wydarzyło nie zakładaj, że wiesz co się dzieje w domu; wszyscy mieliby do Ciebie pretensje, ze nie zareogowałaś widząc ewidentne zmiany w psychice

          z boku tak to wygląda






          • sajkopat Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 06.08.14, 20:43
            Brzask bardzo dobrze Ci radzi. Z pewnością wizyta u terapeuty nie zaszkodzi, a może Ci ogromnie pomóc. Dla ścisłości – u swojego/nowego terapeuty, nie męża... Bo ja nadal optuję za wdrożeniem programu “zero kontaktu” i to natychmiast! A co do księdza, to jestem sceptyczny. Księża mogą być autorytetami w sprawach wiary, wątpliwości dotyczących Boga, sensu życia, naszego miejsca na tej ziemi etc. itd, ale specjalistami od chorób psychicznych i socjopatii - z pewnością nie są. Jeszcze kazałby Ci nadstawiać drugi policzek, a przecież pierwszy wciąż krwawi...
            • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 06.08.14, 21:46
              miałam dodać obawy, ze małomądry ksiądz może doradzić pokorne znoszenie małżeńskich dramatów - oczywiście to bez sensu

              akurat przy zaburzeniach psychicznych kościół ma szczególne zdanie - tu unieważnia małżeństwo
              (budzi to wiele refleksji - ale mniejsza tym razem nie rozważamy opieki nad chorym i pal diabli dziwności kościelne)

              nie mam pojęcia jak to się odbywa - ale pewnie ksiądz zaprasza obie osoby, którym udzielił ślubu i pyta co jest grane

              zachowanie męża może wiele powiedzieć - w końcu dobrze byłoby wiedzieć co tu jest grane

              Ciekawe czy ktokolwiek ma pozytywny scenariusz na utrzymanie tego małżeństwa
              czy kontaktu z dziećmi

              jeśli ojciec będzie negatywnie oceniał kontakt z dziećmi to marnie to widzę - zatruje dzieciom życie

              tu wypłynie jakaś rodzinna tajemnica - nie możliwe by nikt nic nie wiedział a równocześnie nikogo nie dziwi to co się teraz stało - nie ma cudów

              myśl dziewczyno o sobie, bo zwariujesz





        • odnowa80 Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 06.08.14, 21:35
          Jesteś jeszcze w szoku. Spotkało Cię coś niebywale trudnego i z zaskoczenia. Musisz wiedzieć jednak że to się zdarza. Ja również jestem po ciężkim związku z zaburzonym człowiekiem, stąd rozeznanie w temacie- i tak, historia zna takich przypadków sporo.
          Tylko że ten jest wyjątkowo ostry, ale cała Wasza znajomość, jej intensywność i szybki ślub wskazują już na to, że to....za szybko wszystko się działo. Niestety ale intensywne początki zwiazków są cechą charakterystyczną jeśli chodzi o osoby zaburzone.
          Macie wspólnych znajomych ? Możesz zaufać komuś kto zna go lepiej od Ciebie ? Popytaj delikatnie, może ktoś coś wie, o jego przeszłości czy chorobie.
          Pocieszeniem dla Ciebie w tej tragicznej sytuacji może być myśl że nie zawiniłaś Ty, tylko choroba.
          Co absolutnie nie znaczy, że kiedykolwiek będzie można przeżyc w tym małżeństwie.
          Co do choroby- chyba nikt nie chodzi 6 lat do psychologa żeby rozmawiać o "bieżących sprawach". Podejrzewam coś naprawdę powaznego.
          To jest przesłanka o stwierdzenia niewazności małżeństwa (zatajenie choroby)- jeśli już podejmiesz decyzję, o której nie razie myśleć nawet nie chcesz. Nic dziwnego.
          Wydaje mi sie konieczne żebyś sama skorzystała z pomocy psychologa, to jest kryzysowa sytuacja - po pierwsze może psycholog cos podpowie co to może być, po drugie wymagasz teraz solidnego wsparcia.
          My Ci podsyłamy linki i wspieramy jak możemy, ale pomoc profesjonalisty teraz jak i w przyszłości jest konieczna- bo przecież ta historia się nie skonczy raczej już w tym momencie.
          • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 06.08.14, 21:50
            jak widzę wszyscy podobnie piszemy

            masz dziewczyno wsparcie

            • incognito_n Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 06.08.14, 23:06
              Dziekuję, bardzo Wam dziękuję za wszystkie wpisy. Pewnie macie rację. Jedno tylko muszę Wam przypomnieć: unieważnienie małżeństwa nie wchodzi w grę. Mąż nie unieważni go z powodu choroby psychicznej. Po pierwsze z tego co wiem, bpd nawet nie jest tak klasyfikowane, a czegoś jeszcze poważniejszego (jakkolwiek takie określenie brzmi teraz śmiesznie) raczej nie ma. Po drugie i najważniejsze, myślicie, że w interesie samotnego ojca jest przyznawanie się do jakichkolwiek zaburzeń psychcznych? Więc właśnie.
              A z mojej strony rozwód cywilny wygląda następująco: wczoraj zastanowiłam się, czy ktoś mnie jeszcze kiedyś pocałuje. Nie mówiąc o czymś więcej. I nie chodzi o to, czy ktoś zechce. Tylko nawiązanie jakiejkolwiek relacji w przyszłości, będzie dla mnie zdradą. Nie tylko zdradą jego, ale też moich przekonań, więc tego nie zrobię. Bo mamy ślub kościelny.

              Jestem młoda. Chyba niczego mi nie brakuje, w żadnej sferze życiowej. Mój mąż wiedział, co oznacza dla mnie ślub kościelny. Że będzie już tylko on, do końca życia mojego albo jego. Więc jak ktoś, kto ma tyle lat, uważa się za takiego wspaniałego i dojrzałego, mógł zrobić coś takiego młodej kobiecie? Nie mieści mi się to w głowie. Jeżeli prawdą jest to wszystko co teraz twierdzi, to w ogóle nie powinien był się ze mną ożenić. Kto skazuje na całożyciową samotność młodą osobę, dopiero tak naprawdę zaczynającą swoje życie? Jak można zepsuć kogoś młodego fundowaniem takiego cierpienia, podważyć wiarę w najbardziej elementarne słowa? W najbardziej elementarną instytucję, jaką zawsze było dla mnie małżeństwo, miłość, zaufanie, bliskość? Nie rozumiem tego. Czy on chciał komuś zniszczyć życie, odegrać się w ten sposób na kimś za swoje nieszczęśliwe dzieciństwo? Nieszczęśliwe życie? Nie umiem tego sobie wytłumaczyć.

              Czuję się tak potwornie samotna. Porzucona. Najbardziej przeraża mnie perspektywa, że samotność ta nigdy się nie skończy. Że czasem będę ją zabijać pracą, ale będzie powracała, z biegiem lat coraz bardziej. Jak można zrobić coś takiego młodej, pełnej życia kobiecie...?

              Chyba nie powinnam się aż tak żalić. Ale jak się z tego podnieść? Jak się z tym pogodzić?

              Mówicie, żebym poszła do terapeuty. Może z tym też macie rację. Choć wydaje mi się, że jeszcze jestem w stanie sama ze sobą sobie poradzić. Może zacisnę zęby i dam radę. Jak zawsze, poniosę konsekwencje swojej decyzji. Tym razem najtrudniejsze konsekwencje. Piszecie o rodzinnej tajemnicy. Że wiedzieli o jego chorobie. Że jak leczy się od 6ciu lat, to jest coś na rzeczy. Być może. Ale ja już nie mam siły, żeby rozwikłać wszystkie zagadki tej rodziny. Za dużo tam spisków, manipulowania. Nigdy nie brałam w czymś takim udziału i nie chcę. Odrzuca mnie to całkowicie.

              Dziękuję Wam raz jeszcze.
              • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 06.08.14, 23:31
                ej a co Ty wymyślasz dziewczyno
                nie dobrze z Tobą

                masz rację kiedy człowiek rozstaje się z kims kogo bardzo kocha mysli - juz nigdy nikt mnie nie pocałuje nie przytuli ...
                tak jest
                to jest żałoba
                porzucenie jest gorsze niż śmierć partnera
                bo nie mozna opłakiwać straty dobrego człowieka
                terapeuci to wiedzą

                ale dalej nie brnij w myślenie jak źle będzie za kilka lat - BO NIE WIESZ - zostaw to

                co do unieważnienia ślubu - mało się na tym znam - ale
                nie możliwe by osoba, chora miała się godzić na unieważnienie
                myślę, że w tym przypadku to jest do przeprowadzenia

                jesli dla Ciebie to wazne, to trzeba o to zadbać

                pomysl co mozesz jutro zrobić dla siebie - mimo wszystko!
              • odnowa80 Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 06.08.14, 23:49
                W sprawie stwierdzenia nieważności małżeństwa toczy sie normalne postępowanie procesowe i mąż nie musi sie zgadzać na to, żeby taki był wyrok.
                Poza tym nie nazywa sie to unieważnieniem- czyli uznaniem że było ale już nie ma
                tylko stwierdzeniem nieważności- czyli nigdy nie było
                jeśli to jest dla Ciebie takie ważne to im wcześniej sie postarasz o stwierdzenie nieważności tym lepiej - masz list od meża, masz świadków
                mozesz byc totalnie wolna jakby nic nie było i nie jesteś skazana do konca życia na samotność tylko dlatego że ktoś Cię nabił w butelkę
                kosciół ma sposoby na takie sytuacje a tu sytuacja jest oczywista
              • sajkopat Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 07.08.14, 08:12
                Myślisz że Bóg tego właśnie chce od Ciebie? Żebyś już cierpiała samotność do końca życia..? Że skoro przysięgałas osobie, która Cię tak okrutnie oszukała i wykorzystała, i od samego początku perfidnie planowała w swym chorym umyśle Cię tak zmanipulować, usidlić i skrzywdzić - to wciąż Cię ta przysięga obowiązuje??? No proszę Cię... Jeśli w tych kategoriach pojmujesz świat, to wg mnie przysięgałaś raczej diabłu, a nie Bogu i ta przysięga po prostu jest nieważna!

                Nie mieści Ci się to w głowie, jak mógł zrobić Ci coś takiego? I nic dziwnego, w mojej też się to nie mieści, bo w żadnej normalnej się nie zmieści! Zmieści się tylko w chorej, totalnie zaburzonej głowie takiego psychofaga, jak Twój mąż ;p I nie próbuj sobie tego wytłumaczyć, bo nie dasz rady. Nie jesteś w stanie zrozumieć ani mysleć jego kategoriami, nie masz pojęcia którędy biegną ścieżki w chorej głowie!!! A Jeśli spróbujesz podążać tymi ścieżkami - zgubisz się, wejdziesz w odrealniony, mroczny i przerażający labirynt bez wyjścia. To co tam odkryłabyś, jest jeszcze bardziej przerażające, wstrząsające i niewiarygodne, niż to co Cię teraz spotyka...

                I jeszcze - to nie on Cię skazuje na samotność przez resztę życia. To Ty sama się skazujesz na to, w ramach pokuty za "winy" NIEzawinione przez Ciebie, a przez niego. Chcesz cierpieć za niego, za jego przewiny! A myśląc tak, zaczynasz właśnie postępować absurdalnie, właśnie zaczynasz kroczyć jego chorymi ścieżkami. Brawo - właśnie robisz swój pierwszy krok w kierunku obłędu, właśnie jego trucizna zaczęła działać, zatruwając Twój mózg i racjonalne myślenie. Naprawdę tego nie widzisz?!!! Tej destrukcji w swej głowie, dokonanej przez niego?

                Piszesz, że nie masz już siły drążyć i rozwikływać tej sytuacji. No i właśnie! O to właśnie chodzi w programie "zero-kontaktu". Dlatego własnie należy zerwać ten kontakt i odciąć się od niego i wszystkiego, co jego dotyczy (przynjamniej na razie), bo to wysysa z Ciebie energię, a Ty potrzebujesz teraz siły, jak nigdy przedtem! Jesteś kompletnie uwiedziona (jak trafnie pisze chomine) przez zaburzonego faceta i kompletnie zdezorientowana tym, co się stało. My tutaj na forum, nie dość że patrzymy na to z boku, tzw. chłodnym okiem, to dodatkowo mamy już za sobą podobne doświadczenia więc potrafimy ocenić reacjonalnie. Ty jeszcze błądzisz, jeszcze jesteś w takim szoku i deorientacji, że poruszasz się po omacku. Ale zaufaj nam - nikt tutaj nie chce zrobić Ci krzywdy, a tylko pomóc. Tym chętniej pomóc, że doskonale wiemy, jak bardzo boli to, co przeżywasz. Też to przeżyliśmy... Tylko po co nadal karmić swój ból? Jak się ma bolącego i ropiejącego wrzoda na dupie (za przeproszeniem ;)) to leci się szybko z tym do lekarza, żeby go wyciął, zanim gangrena ogarnie całe ciało! Na Twój wrzód wystarczy skalpel w ręku terapeuty/psychologa, ale jak pozwolisz mu sie rozrastać - niebawem będzie konieczna hospitalizacja. I w przenośni i dosłownie...



    • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 07.08.14, 00:31
      www.youtube.com/watch?v=sUSKxAdYi-k
      tu jest reklama jednej z ksiązek Ewy Woydyłło

      jest ich sporo www.woydyllo.pl/ w dziale ksiązki
      są i w wersji audio
      jesli ktoś jest zaintersowany - napiszcie poradzę gdzie szukać

      • incognito_n Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 07.08.14, 16:59
        Dziękuję. Na razie oprócz książki o której wcześniej mówiłam, zamówiłam książkę pani Mai o której była mowa wczoraj. Przeczytam, zobaczę, dzięki za materiały.

        Mam pytanie. Jak długo potrafi trwać faza "wycofania", czy ataku (nie wiem, jak to fachowo określić)? Dzisiaj mąż odpisał mi, że mój list jest dla niego niezrozumiały i chaotyczny, że to go tylko utwierdza w tym, że nie będziemy w stanie się porozumieć i on chce się rozwieźć. Odpisałam mu dość dużo, ale mniej więcej też tyle, że uważam, że zamknął się w swoim "tunelu myśli", że kiedyś już to następowało w sytuacjach codziennych i zawsze mu było później głupio, że mnie nie słuchał, a miałam rację. Że tym razem może się to odbić na życiu nas wszystkich. I że jego myśli są chaotyczne stąd wrażenie chaotycznego listu (który jest napisany naprawdę zrozumiale). Że proponuję, żeby czytał fragmentami.

        Chyba już nie będę więcej do niego pisała. W tej chwili czuję się, jakby wszystko co piszę, obojętnie jakby sensowne to nie było, rozbijało się o ścianę jego nieprzyjmowania niczego do wiadomości. Uważam też, że nie jesteśmy w stanie niczego sensownie ustalić, dotyczącego rozwodu czy zostania razem, dopóki on w taki sposób funkcjonuje. Stąd moje pytanie: jak długo może trwać taka faza? Tygodnie? 3,4? Miesiące?
        • sajkopat Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 07.08.14, 18:26
          To raczej pytanie do psychiatrów, a odpowiedź zapewne zależy od rozpoznania.
        • odnowa80 Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 07.08.14, 20:55
          To zależy na co choruje. Mój też takie numery odstawiał, wyrzucanie z domu regularnie. Może wpadł w psychozę, paranoję, nie wiadomo. Możliwe też że w ten sposób chce Cię przed sobą chronić.
          W takim stanie w jakim on teraz jest, im bardziej nalegasz, tym bardziej on protestuje. Zrobiłaś co mogłaś i moim zdaniem odpuść.
          Jego ruch, bo jakiś ruch musi być zeby rozwiazać sytyację.
          Zastanawia mnie czy nie przegapiłaś czegoś...jakichś sygnałów wcześniej.
          To co pisałaś o wysysaniu akceptacji, o jego poczuciu wartości, o alkoholu, zdradach poprzednich partnerek i o tym szybkim początku wielkiej miłości, to wszystko składa się na obraz zaburzonego człowieka.
          Nie złego. Zaburzonego.
          Oni usiądą z Tobą i opowiedzą Ci o swoich błędach przeszłosci, będą płakać ile zła wyrządzili innym, jacy byli kiedyś....a tak naprawdę pozostają tacy sami.
          • sajkopat Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 07.08.14, 21:59
            > Możliwe też że w ten sposób chce Cię przed sobą chronić.

            No tak. To lećmy wznosić im pomniki, za ich altruizm, szlachetność i dobroć w sercach :P
            Odnowa - nie wierzę, że to napisałaś...
            • odnowa80 Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 07.08.14, 22:41
              Ale nie napisałam że to go usprawiedliwia. Bo wcale. Trzeba zwiewać niezależnie od wszystkiego.
              Nie wiesz co siedzi w człowieku. Tu każdy pisze trochę z wlasnego doswiadczenia.
              Mój się izolował w podobny sposób żebym pewnych rzeczy nie oglądała.
              Pamiętaj że piszemy tu o ludziach zaburzonych, których reakcje i ich przyczyny nie są dla nas logiczne.
    • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 08.08.14, 00:21
      to ja ogólnie :)

      choroba, zaburzenie nie = wina
      o tym trzeba pamiętać

      ale

      tak jak alkoholizm jest chorobą i należy to leczyć - nie poniewierać człowieka

      to nie ma powodu by nie nazywać podłością tego co wyczynia rodzinie, dzieciom alkoholik, bo ma w d@pie zrezygnowanie z picia i NIE LECZY SIĘ
      z wielu rzeczy w życiu rezygnujemy
      chory na AIDS nie ciupcia bezmyślnie i nie naraża, nie zaraża itd - trudno, jego choroba, jego ograniczenie

      są choroby/zaburzenia, w których pętla na szyi zaciska sie non stop

      Border potrzebuje miłości jak tlenu - więc jak doradzać: człowieku próbuj żyć sam, bo uszkodzisz ukochaną osobę nieodwracalnie

      ale border, który ma choć jedno doświadczenie zniszczenia najbliższej osoby coś ma do przemyślenia,

      i większość osób z bpd mysli nad tym i wiele osób idzie na terapię, prowadzi autoterapię, tyra nad sobą
      są osoby które próbują związków z ludźmi w pełni świadomymi dramatyzmu bpd

      natomiast border w wieku dojrzałym kombinujący związek z ukrywaniem swojego zaburzenia - rokuje dramatycznie marnie; zajeżdża psychopatą, cynicznym potworem

      wiem border patrzy inaczej na świat
      wiem border dziś nie wrzeszczał - powie ja nie wrzeszczę
      border dziś nie kłamie, nie zdradza - powie ja jestem szczery i wierny itd
      to element tego zaburzenia

      ale border po solidnej terapii ( stale kontynuujący pracę nad sobą) ukrywający dramatyczny problem przed stałym partnerem to niewybaczalna manipulacja

      dorzucam jeszcze taka uwagę - bpd jest bardzo szczególnym zaburzeniem dla partnerów

      jest olbrzymia różnica w terapii, w układaniu się partnerów w zależności od zaburzenia/choroby itd

      chyba trzeba decydować się na olbrzymia pracę gdy dotyka się świata ludzi skomplikowanych

      nie wystarczy chcieć, trzeba być silnym i uczyć się

      tak hasłowo na szybko - jak cos trzeba gadamy :)





    • jeszczenieprzekonany Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 09.08.14, 02:40
      Nie znam Ciebie ani Twojego męża, nie mam też takich doświadczeń. Dla mnie nieistotne jest czy fakt że Twój mąż jest chory wynika z jego winy, nieistotne jest też to czy krzywdzi Cię w sposób świadomy, ważne jest natomiast to że to robi. Wyjaśnię trochę dobitniej - nikt pedofila nie tłumaczy jego chorobą, nikt nie zastanawia się czy wynika ona z jego winy i nikt nie wypuszcza go na wolność tłumacząc że on jest po prostu chory. Wiem że liczysz na to że objawy choroby Twojego męża ustąpią przynajmniej na tyle że życie z nim będzie przypominało to wcześniejsze, ale nic na to nie wskazuje bo jeżeli ktoś zachowuje się tak po tylu latach terapii to dlaczego dalej miałoby być inaczej. Musisz sobie uświadomić że przed ślubem nie poznałaś dobrze swojego męża. Poznałaś co najwyżej jego lepszą stronę, a dopiero teraz pokazuje on swoją "prawdziwą twarz". Z tego powodu unieważnienie ślubu powinno być formalnością, co nie oznacza że będzie to łatwe. Być może przeraża Cię wizja "spowiadania" się przed ludźmi i ich pytaniami: dlaczego się rozwiodłaś ?, co było nie tak ? i innymi które padają w przypadku rozwodu, ale musisz sobie uświadomić że tak na prawdę każdy jest swoim światem i żyje się przede wszystkim dla siebie, a dopiero później dla innych. Człowiek przychodzi na świat sam i odchodzi z niego sam, a jego jest tylko to co przeżył. Nikt Tobie straconych lat nie odda. Rozumiem fakt że bardzo zżyłaś się z jego dziećmi, ale one na pewno wiedzą że nie jesteś tutaj niczemu winna. Według mnie żadne spotkania z terapeutą czy rozmowy z księdzem nie "uleczą" Twojego męża na stałe i trwając z nim "na siłę" tylko zrujnujesz sobie życie. Myślę że to co forumowicze piszą Ty już wiesz tylko nie jesteś do tego jeszcze przekonana, jeszcze tego nie "poczułaś", ale wierzę że ten moment nadejdzie i życzę Tobie żeby to było jak najszybciej.
    • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 09.08.14, 07:45
      incognito_n - myślę, ze dobrze by było gdybyś przygotował sobie karteczki ratunkowe, czy zeszyt, forma nie ma znaczenia

      myślę, że jeśli on przestawi się na przywołanie Cię pofruniesz na skrzydłach i utoniesz z mocą jakiej nawet sobie nie wyobrażasz
      tak to działa

      warto wtedy mieć po reką zapisane to co najważniejsze - by pamiętać o celu Twojego związku, o Twojej godności, o tym CZEGO TY POTRZEBUJESZ, o GRANICACH ...

      spytałaś wyżej : "Jak długo potrafi trwać faza "wycofania", czy ataku" - nie ma na to odpowiedzi, ale często jest to radykalne zdewaluowanie i po roku czy kilku border pokazuje się zgodnie z zasadą 'moje na zawsze' co wtedy robi - bardzo różnie to bywa;
      bywa i inaczej, że border 'dojrzały' ma jeden związek 'stały' i wraca do niego po każdej dewaluacji kolejnego partnera - ludzie znajdują przeróżne sposoby życia z tym zaburzeniem, koszty zaburzenia ponoszą wszystkie osoby bliskie

      "Jak długo potrafi trwać faza "wycofania", czy ataku" - chyba lepiej patrzeć na to inaczej to nie jest faza - tylko inny obraz na zewnątrz tego co cały czas siedzi w człowieku; nie da się tego pojąć czy wyobrazić , nie da się z tym pogodzić - ale warto zacząć dopuszczać do swojej świadomości; palny można mieć przeróżne byle tylko przystawiać je do tego co możliwe

      często jest tak, ze człowiek latami upiera się przy tym co absolutnie nie możliwe bo bardzo chce
      i łapie się każdej okazji by przepchnąć swój pomysł na zmiany

      podkreślę, że ważne jest i to co mężowi jest - myślę, ze niezależnie od tego czy uda Ci się 'uciec' czy pozostaniesz w klatce warto wiedzieć 'co to jest' - bo przed Tobą życie i nie ma powodu byś zostawiła traumę bezsensownie niejasną, byś czekała na cud zamiast zmierzyć sie z tym co Cię spotkało, co Was spotkało;

      może dobrze jest ten czas bardzo trudny poświęcić na szukanie wiedzy co można zrobić by po takiej traumie żyć najrozsądniej - na początek

      trzymaj się - ważne by szukać rozwiązań







      • incognito_n Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 16.08.14, 23:32
        Pomyślałam, że może podzielę się ostatnimi wydarzeniami...

        Na początku tygodnia pojechałam do męża. Zgodził się "rzeczowo" porozmawiać. Oczywiście żadnej rzeczowej rozmowy nie było. Były za to niekończące się oskarżenia, ataki, wybuchy. Nie słuchał mnie, nawet nie pamiętał o czym rozmawialiśmy następnego dnia. Miałam wrażenie, że wszystko zlewa mu się w jedno. W chwilach kiedy obalałam jego spiski które sama rzekomo tworzę albo natychmiast zmieniał temat na kolejny spisek (czy też błahostkę), albo nie słuchał mnie, czy też nie pamiętal o czym ja w ogóle mówię.

        Oczywiście wykorzystał mnie seksualnie, bardzo brutalnie. Zresztą cały czas opowiadał mi, w jaki sposób chciałby mnie skrzywdzić/zabić. Później dalsze oskarżenia.

        Trwało to dwa dni. W końcu w najmniej oczekiwanym momencie po prostu dostał takiego szału, że mnie pobił, po czym wyrzucił bosą z domu, w środku nocy.

        Nie da się tego nazwać szokiem. Przenocowałam u przyjaciółki. Rano kiedy zobaczyła moje siniaki zawiozła mnie do szpitala. A ja wtedy podjęłam decyzję, że to koniec.

        Dwa dni później rozmawiałam ze starszym synem (dzieci w trakcie wydarzeń były na wakacjach). Ojciec nic mu nie powiedział, był chyba zaszokowany, bardzo zasmucony, że tak się stało. Ale widział już kiedyś jak ojciec bił jego mamę, później bijatyki z ostatnią partnerką, więc szok nie wynikał raczej z samego pobicia, ale z tego, że pobił mnie i że coś, w czym pokładał ostateczną nadzieję nie wyszło. Powiedziałam mu, że boję się taty i już raczej nie będę w stanie zostać z nim sama. Mówiłam, że bardzo chciałabym mieć z nimi kontakt. On powiedział, że też by chciał. I tylko na tym mi zależało i będzie zależeć- na kontakcie z dziećmi.

        Kiedy mówiłam o chorobie, nie zaprzeczał. Mówiłam wszystko co wiem o borderline, nie używając tego słowa. Niczemu nie zaprzeczył. Wręcz potwierdził, że wiedział przed ślubem, że ma takie stany. Że "taki też jest". Czułam się przez ten cały czas, jakbym była z zupełnie obcą osobą. Kiedy powiedziałam, że wiem, że ja mu nie pomogę i musi iść znów do terapeuty, też nie zaprzeczył, jedynie powiedział, że to już nie tak dużo czasu. Ale to, jak mnie na koniec potraktował przekreśla wszystko. Nie mogę poświęcić swojego młodego, normalnego życia na użeranie się z kimś, kto zrobił mi chyba wszelkie najgorsze rzeczy, kto wykazał się skrajną nielojalnością i brakiem szacunku. Kto skrzywdził mnie psychicznie jak tylko się da. I na koniec fizycznie.
        • odnowa80 Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 17.08.14, 03:31
          Dobra decyzja i jedyna możliwa.
          To wygląda na chorobę psychiczną, nie na borderline.
          Zastanawiałam się co u Ciebie bo długo nie pisałaś. Obyś miała teraz siły na załatwienie wszystkich formalności.
          • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 17.08.14, 09:25
            pogranicze z psychopatią
            zaniedbany bord ma olbrzymie szanse przekroczyć granice na stałe i zostać cynicznym narcyzem

            uczepiłam się przykładów z piciem (co prawda to choroba ale też od pewnej granicy pewnie, to samo z ćpaniem - cóż czasem to rezygnacja z człowieczeństwa - dno coś znaczy przecież) - ale tak to jest, że koniec samokontroli można sobie zafundować przez nieuwagę na poczatku i czasem nie ma powrotu
            psujemy się
            trzeba uważać
            polecam Zimbardo po lekturze już nie jesteśmy tacy sami, a co mówić po doświadczeniu jeśli zobaczymy w sobie diabła ( nie zwalam nic na siły wyższe, wsio w nas nie ma usprawiedliwień :) )

        • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 17.08.14, 09:12
          zgłosiłaś na policję pobicie?
          wiem, że 'łatwo się mówi" ale warto w pierwszym odruchu zrobić to co należy
          jest coś, pozornie tylko przedziwnego, w tym, że agresywni ludzie leją tych, którzy zawahają się w nazwaniu głośno sprawy PRZESTĘPCA, kanalia, bandzior a na końcu chory i to wtedy tylko gdy zacznie się leczyć nie na zapas;
          i drugi powód zgłoszenia to DZIECI - one muszą skądś dostać wzorzec postępowania, dowód, że świat jest normalny i ludzie nie boją się ich ojca; jestem prawie na 100% pewna, że dzieci znają dokładnie historię swojego domu - jest ona tak okrutna, że milczą jak grób, zaklęte w tym świecie, którego Ty dotknęłaś ledwie; obawiam się że swoim opowiadaniem upewniłaś chłopca, że świat jaki on zna jest nie do zmiany; że morda w kubeł bo będzie jeszcze gorzej potwierdza się przy każdej nowej osobie, że nie ma wyjścia milczeć i udawać - tak jak ojciec zaplanował
          Jeśli faktycznie masz odrobinę wyobraźni i uczuć dla tych dzieci pomyśl co można dla nich zrobić - decyzje nie są proste - jedno jest pewne - kolejna osoba wydostaje się z piekła a dzieci tam zostają; i jedno jest prawie pewne będą takimi potworami jak ojciec, w środku w duszy będą mieć wytresowane myśli i nawyki ... temat rzeka

          dobrze, że napisałaś wszystko co się stało - poczułaś, że to w co trudno Ci było uwierzyć siedzi w człowieku, który WYDAWAŁ Ci się inny

          często tak jest, ze w najgorszej już nawet sytuacji, kiedy ciężko nam skreślić kogoś myślimy dam szansę, poczekam jak jest źle to potwierdzi się to i będzie nam łatwiej ostatecznie odejść
          chyba tak to działało w Twojej próbie porozmawiania

          jest jak jest, o ile nie jest o wiele wiele gorzej niż zobaczyłaś - piekło ma zawsze głębie, za zaciśniętymi zębami, czasem za uśmiechem mieszkają takie właśnie myśli - chore i potworne

          choroby i zaburzenia, z których ludzie zdają sobie sprawę, opanowane na zewnątrz rujnują wnętrze - życie ze świadomością prawdy o sobie jest nieznośne - by się nie zabić po prostu wypiera się co chwilę od nowa wszystko, rzuca się w 'nowy projekt' udaje się po pierwsze i przed sobą 'to nie możliwe bym był taki', 'tym razem się uda' itd - nawet można wejść na forum i napisać szczerze - jestem do rany przyłóż - tak to prawda - prawda sekundy, minut i olbrzymiej, przeogromnej potrzeby bycia dobrym człowiekiem

          i nie jest to charakterystyka bordera tak ma wiele ludzi, którzy wiedza, że nie panują nad swoimi złymi emocjami wściekłością, nienawiścią, zachłannością, żądzami posiadania, władzy i niestety seksualnymi też; owładnięci bez reszty takimi myślami zbierają złe emocje, walczą ze światem w środku głowy i od czasu do czasu gdzieś wywalają swoje frustracje - do środka nie jedząc, tnąc się, pijąc na umór, nie śpiąc, przepuszczając przez głowę miliony potwornych nieznośnych myśli czy na zewnątrz bijąc, niszcząc innych, szalejąc samochodem, walcząc czy gwałcąc - nie chodzi o to by mnożyć okropności ale o to by próbować zrozumieć jak to jest mieć głowę przepakowaną emocjami - za dużo euforii i za dużo wściekłości i czasem pustka, która przypomina chyba chwilową śmierć - przerażająca i równie nieznośna jak reszta;
          kiedy jest euforycznie, zapowiada się dalszy ciąg - nie daje to spokoju wiec łapczywie trzyma się korkociągu - niech chwila trwa, bo po niej tak czy tak upadek; zawsze perspektywa beznadziejna;

          czy border po terapii umie żyć przy 'przykręconych emocjach'? nie wiem; musiałby na to się zgodzić, sam ze sobą dogadać; czy da się i czy chce nie mam pojęcia; trochę na pewno; może to jak z niepiciem nigdy nie wolno tknąć tej 'jazdy bez trzymanki' ; łatwe wydaje się nie polizanie nawet alkoholu jak to zrobić w anoreksji????? jak to zrobić w emocjach ????? nie kochać nie walczyć nie tworzyć nie - no nie żyć???

          może nie mam zielonego pojęcia jak to jest być bordem ale jakoś to sobie wyobrażam, JAKOŚ sam sobie opowiedziałam jak to możliwe być wspaniałym ciekawym człowiekiem i tak niewyobrażalnie destrukcyjnym - dla siebie po pierwsze i non stop

          zawsze pomyślcie, że możecie odejść i zbierać się - chyba, że macie już implanty, przeszczepy, kalki jak dzieci ze 'złego środowiska' wtedy trzeba uczyć się żyć z tym niezbywalnym syfem;

          mniejsza czy podatny grunt, czy wykopane własne po życiu z borderem pojawiają się nieznośne nawyki, schematy, myśli prześladowcze - znowu jak kto chce niech nazwie - bywa, że człowiek odkrywa w sobie złe pokłady, może wyucza się ich diabli wiedzą i co za różnica - jeśli na przykład zauważa, ze rani kochaną osobę tak jak ranił go border - to jest przekleństwo ; jesli ktoś nie kapuje to na przykładzie picia można - analogia prosta można przy boku alkoholika nauczyć się pić aż tak, że i bez niego już jesteśmy w szponach

          wszystko co w życiu zobaczymy, czego doświadczymy zostawia w nas ślad - próbujmy od tego być mądrzejsi, próbujmy coś z tym we własnych głowach robić; są rzeczy których pojąć się nie da czasem warto tylko świadomość tego że niepojętych rzeczy świat jest pełen i ludzie są bardzo różni

          ech sami sobie jak się przyjrzymy to jest czasem niepojęte i nie do naprawy

          incognito_n pisz pisz i szukaj początku wychodzenia na swoją drogę; ciekawa jestem czy coś znalazłaś w moim pisaniu objaśniającego Twoją bardzo skomplikowaną i trudną sytuację; nie szukaj win już w nikim szukaj SWOJEJ SIŁY - ja jestem pewna, że ją masz ale nie wierzysz w nią jeszcze nic a nic - tak? rozpacz i potknięcia, bagno w koło i jeszcze żadnych widoków na prostą swoją drogę?

          z dzieciakami ... chyba ... może zacznijmy od tego co dla nich jest DOBRE - tylko dla nich i w tej specyficznej sytuacji - bardzo trudny temat








          • sajkopat Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 18.08.14, 22:42
            Dobrze że już wiesz to, o czym Ci tu incognito pisaliśmy... To najważniejszy, ale ledwie 1-szy krok. Tak czy owak pisz co u Ciebie, a kiedy nie wiesz co zrobić - pytaj. Nie obiecuję, że zawsze pomożemy, ale na pewno spróbujemy.
            • incognito_n Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 25.08.14, 22:57
              Relacji ciąg dalszy...

              Mąż wywiózł dzieci i siebie do swojej matki. Siedzi u niej i razem piszą jakieś absurdalne pisma do mnie na adres moich rodziców, że mam mu zwracać rzeczy, które kiedyś dostałam od niego (np prezenty zaręczynowe).

              Zablokował mnie we wszystkich internetowych portalach (byliśmy raptem w dwóch miejscach), nie odbiera moich maili (dzisiaj najpierw napisałam mu maila, później wysłałam jego treść listem).

              Dzieci piszą, że tęsknią. Ich wiadomości to jedyny powód mojego uśmiechu w ciągu tego miesiąca, kiedy się to ciągnie. Aczkolwiek wydaje mi się, że mogą być kontrolowane.

              Poza tym nie mam już sił. Siedzę u rodziców, im też ciężko. Mam mnóstwo myśli typu co ze mną nie tak, że mnie to spotkało.

              Znajomi hurtowo pobierają się. Mnóstwo już ma rodziny. Wstawiają zdjęcia ze ślubów, zdjęcia dzieci, siebie z wakacji. I nie mogę zrozumieć dlaczego ja, kiedy nie zrobiłam nic złego, nie mogę mieć tego samego. Normalnej rodziny. Z problemami, ale chociaż ze świadomością męża, że te problemy trzeba rozwiązywać a nie generować je, czy rozwalać małżeństwo przez drobiazgi. I poddawać się mamusi.

              Nie mogę. Nie mam sił.

              • odnowa80 Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 25.08.14, 23:35
                Zaburzenia Twojego męża to nie są drobiazgi.
                Napiszę po prostu- oddaj mu te wszystkie rzeczy.
                I bierz sprawy w swoje ręce czyli załatwienie formalności.
                Właśnie po to żeby kiedyś byc szczęśliwą z kimś innym, miec dzieci i wstawiac zdjecia z wakacji.

                Umiesz się już wkurzyc na to wszystko ?
                • incognito_n Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 26.08.14, 00:02
                  Pierścionka nie chcę oddać, bo niby z jakiej racji? Wyszłam za niego, nie będę mu oddawać wszystkiego co sobie wymyśli. Nie chcę wyrzucać z pamięci wszystkiego co było między nami, mam prawo mieć kawałek swojej historii dla siebie. Nie za każdego wychodziłam.

                  Auto mogę oddać, ale jak będę już mieszkać z powrotem w naszym mieście- póki co mieszkam u rodziców i nie miałabym nawet jak się dostać do miasta- pociągi tu nie dojeżdżają, jeżeli muszę już tam jechać, to nie mam gdzie spać i muszę wracać tego samego dnia- nie da się bez auta. Chociaż to też uważam za słabe- bo swojej byłej (kochance, nie żonie) kupił auto, sfingował niby sprzedaż i nie zabrał jej- a teraz matka go namawia i mimo, że po pobiciu wrzucił mnie do tego auta i je zwrócił, to nagle sobie wymyślił, że chce je dla siebie.

                  Czy umiem się wkurzyć?

                  Nie. Istnieję w formie czysto wegetatywnej. Najchętniej nie wychodziłabym z łóżka i wypisała się z życia. Skoro za kochanie, oddanie, zaufanie komuś i skrajną lojalność spotyka człowieka coś takiego. Nie umiem się wkurzyć. Czuję się zniszczona. Bezsilna.
                  • toxic_chick Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 26.08.14, 07:55
                    incognito_n napisała:
                    > Pierścionka nie chcę oddać, bo niby z jakiej racji? Wyszłam za niego, nie będę mu oddawać wszystkiego co sobie wymyśli. Nie chcę wyrzucać z pamięci wszystkiego co było między nami, mam prawo mieć kawałek swojej historii dla siebie. Nie za każdego wychodziłam.

                    > Auto mogę oddać, ale jak będę już mieszkać z powrotem w naszym mieście- póki co mieszkam u rodziców i nie miałabym nawet jak się dostać do miasta- pociągi tu nie dojeżdżają, jeżeli muszę już tam jechać, to nie mam gdzie spać i muszę wracać tego samego dnia- nie da się bez auta. Chociaż to też uważam za słabe- bo swojej byłej (kochance, nie żonie) kupił auto, sfingował niby sprzedaż i nie zabrał jej- a teraz matka go namawia i mimo, że po pobiciu wrzucił mnie do tego auta i je zwrócił, to nagle sobie wymyślił, że chce je dla siebie.

                    OMG!!! serio?

                    Masz problem dziewczyno... i bynajmniej nie związany z twoim "bordem" (który notabene pewnie nim nie jest... )
                    wiesz co? pomoge Ci

                    Raz: wiesz, że ani razu ale to ani razu Ty nie napisałaś o co tutaj chodzi tak na prawdę? żadnych szczegółów.. wychodzi na to, że ktoś cie krzywdzi, mąż spiskuje, teściowa spiskuje, mąż się chce kategorycznie odciąć (why???) i każdy piszący tutaj myśli..ooo jaka biedna.. o cholera co za potwór bez powodu rozwód.. taka tragedia...

                    Dwa: może sama się zastanów o co Ci właściwie chodzi - i na czym zależy??? czego chcesz? proste pytania

                    On Najwyraźniej nie chce Cie i to jest postanowione! (nie ważne powody nawet) - skoro nie chce? to co się robi??? szantażuje??? szuka kontaktu??? odpowiada na jakieś durne listy, maile czy co tam piszesz (why?) klamka zapadła - obudź się dziewczynko i idź w pokoju

                    I po tych wszystkich rzewnych wpisach, po tej tragedii dzieci, Twojej - zamieszczasz wpis o pierścionku i samochodzie? ahahahaha i to w jakim tonie? że CI SIĘ NALEŻY?? no prosze CIę w jakim świecie Ty żyjesz??? jakiś film? bajka?
                    I jakie Ty masz wartości w tej dziwnej głowie?

                    A jakby zapytał: co wolisz być ze mną bez samochodu, bez dogodności które miałaś z tego związku - czy wolisz samochód, pierścionek na pamiątkę i życie w pojedynkę??? ;)

                    Ten wpis sprawił mi wielką radość... obnażył Cię... jako prze materialistkę, jako prze cwaniarę i prze... ogólnie ;)

                    To że jesteś manipulatorka to już wiem od pierwszego wpisu!!!
                    Wchodzisz tutaj tylko po to, zeby się lepiej poczuć, powieszać psy, poczytać "rady"... po czym nie robisz nic żeby sobie pomóc tylko tkwisz w gównie, które jak widać sama sobie fundujesz!

                    I kto tu jest zaburzony???? i przede wszystkim odrealniony!!!!
                    • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 26.08.14, 08:42
                      nie nie
                      nie wszyscy są borderami
                      nie wpychajmy ich w kanał gdy z niego mogą wyjść

                      nie chodzi o to by sobie udowodnić, że nikt ale to nikt nie zna sposobu by wyjść na powierzchnię

                      ani naga prawda, ani błędy ani udeptywanie nikomu z czytających nie służy

                      nie trzeba ludzi testować tak długo, az wychwyci się wystarczające argumenty by skazać i

                      ano właśnie

                      zyskać nadzieję, że wystarczy innym udowodnić braki

                      trzeba sobie dać szansę szukając swojej drogi no na pewno nie po trupach - HOPSASA

                      A może odbieranie nadziei jest wystarczająco podłe by się pogrążyć? skopywanie nie jest dobrą metodą tak jak same głaski nie są - cóż to nie jest odkrywcze, przynajmniej w tym gronie;

                      Widziałam wiele i nie uprawnia mnie to do poniżania nikogo, raczej obliguje do mówienia czasem warto się opamiętać oj warto

                      często udaje mi się panować nad swoimi niechęciami do ludzi, którzy żyją nienawiścią - co z tego, ze rozumiem przyczyny, kiedy wiem, ze to bez sensu :(

                      diabli nadali takie problemy



                    • incognito_n Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 26.08.14, 11:42
                      Toxic_chick pisałam juz wyżej- nie wypowiadaj sie w tym wątku, bo nie jest mi zbytnio potrzebne, zeby ktoś leczył tu swoje problemy, a Ty najwyraźniej takie masz.

                      Dla Twojej informacji: byłam i jestem gotowa zrezygnować ze wszystkiego, byśmy mieli normalny związek. Zgodziłam sie podpisać nawet intercyzę, zrzec sie wszystkiego, jeżeli będziemy mogli być normalnym małżeństwem i to mężowi w czymś pomoże. Na co on powiedział ze sie pózniej ze mną rozwiedzie.

                      Nigdy nie mieliśmy żadnych nieporozumień na tym tle ani jakiś podejrzeń, jestem ostatnia osoba która mozna o cos takiego podejrzewać, nigdy o nic go nie prosiłam i niczego nie chciałam. Sprawa tych rzeczy wyszła teraz bo on jest pod presja swojej matki, której miłości nagle ogromnie łaknie (bo nigdy jej nie miał), ona nim manipuluje i do czego moze sie przyczepić, skoro nie mam od niego innych wartościowych rzeczy? Chociaż do tego, co dostałam przy zareczynach. Poza tym, jego matka słynie z poważnych konfliktów w rodzinie, spadki, majątki, cały czas sie tym zajmuje i dochodzi na tym tle do drastycznych scen w jej rodzinie.

                      Także jeszcze raz powtarzam: toxic_chick- dzięki, ale tutaj juz nie musisz nic pisać, szczególnie, ze niczego nie rozumiesz.
                  • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 26.08.14, 08:59
                    incognito_n
                    zawiesiłaś swoje życie i swoja wartość na kimś

                    musisz odszukiwać swoją wartość - chciał Cię, nawet jeśli od poczatku nie był szcery, nawet jesli ma problemy to coś w Tobie doceniał

                    teraz Ty sama pomyśl o tym co masz w sobie sprzed katastrofy

                    nie szukaj dziur i wad nie myśl o oddawaniu prezentów i dobrych słów, zawieś te sprawy, na to będzie czas
                    cóż łatwiej jest kochać się ludziom bardzo biednym :) najtrudniej mają królowie :)

                    jeśli Cię nie kochał to kupowął Cię prezentanmi - to zapłata w takim razie
                    jesli Cię kochał to nie myślał by o tym co dała a o tym, ze Ciebie stracił

                    spokojnie - oczywiście, ze kiedy jego nie ma nic nie jest ważne; ale to mija - zawsze zdążysz wyrzucić to za płot

                    teraz skup sie na sobie

                    jeśli kiedykolwiek miala bys go odzyskać to milczac teraz i zbierajac się do kupy

                    ważnym błędem na dziś jest Twoje gadanie do niego - nawet w mysli próbuj przestać; jesli nie możesz pisz w zeszycie i NIE WYSYŁAJ

                    tak to ja sobie myślę o tym - i tak jak inni radzę poszukaj porady - terapeuta szybko podpowie Ci kilka najwazniejszych rzeczy ulży Ci a potem sam zdecydujesz czy chcesz i jak zmieniać swój świat

                    Twój partner na pewno nie był uwiedzionym nastolatkiem - nie ocknął się chyba zanim dostał co chciał; nie przeinwestował zdaje się - spokojnie spójrz na wszystko

                    chyba gra wymknęła się z rąk - chyba, że tak to życie płynie od żony do żony brrrr

                    zapytam co stało się z pierwszą żoną - może jej śmierć była traumą, źródłem zaburzeń - czy to pierwsze małżeństwo było bardzo szczesliwe i bezproblemowe?

                    • incognito_n Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 26.08.14, 12:02
                      Brzask, piszesz duża mądrych rzeczy.

                      Sytuacja wyglada tak, ze on nadal nie chodzi na swoją terapie, wiec nie ma jak mu sie poprawić. Jest natomiast u matki, która osiągnęła to co chciała: ma stuprocentową kontrole nad nim i nad dziećmi, on sie jej słucha i z unizeniem wypełnia jej szalone polecenia. Teraz znienawidzona do niedawna matka jest całkowicie idealizowania.

                      To co do niego pisze to odpowiedzi na jego wiadomości, choć juz kilkakrotnie pisałam mu, ze nie chce mieć z nim kontaktu przynajmniej dopóki nie zacznie znów chodzić do terapeuty.

                      Nie wiem czy zawiesiłam swoje życie i wartość na kimś, moze w pewnym sensie tak, jeżeli przyznać, ze jego zdanie odnośnie mnie i moich osiągnięć było dla mnie zawsze bardzo ważne (nawet jak nie byliśmy jeszcze parą). Ale nie wiem, czy mozna to nazwać zawieszeniem, chyba po prostu uważałam go w pewnym sensie za autorytet w jakiś dziedzinach, a pózniej, jako jego partnerce i żonie doszły kolejne, osobiste i kobiece dziedziny. Od miesiąca on wszystko całkowicie zjechał i podeptal. Oczywiście, zdaje sobie sprawę, ze nie jest tak naprawdę żadnym wyznacznikiem, ale na jego zdaniu długo mi zależało. Po prostu czuje, ze musze odpocząć, dojść do siebie po takich słowach, zachowaniach. A on nie daje mi odpoczynku, bo matka ciagle wymyśla nowe działania, on je realizuje i bez przerwy mnie dreczą. Jeżeli mam dwa-trzy dni spokoju, to jest odrobine lepiej. Nadal mi sie śni każdej nocy, ale juz chociaż nie jestem tak wewnętrznie roztrzęsiona. A pózniej znowu przychodzi jakaś wiadomość, jakieś kolejne wymysły i wszystko od nowa.
                      • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 26.08.14, 12:11
                        w ogóle nie patrz na teściową
                        ona nie ma znaczenia

                        ma znaczenie, że on jej słucha, ulega albo 'cwaniakuje' - za chwilę może ją kopnie i zdewaluuje

                        ma problem

                        nie chce sie leczyć

                        rozumiem co czujesz

                        ale chyba nic oprócz dbania o siebie nie możesz teraz zrobić

                        izoluj się bezpiecznie

                        zbieraj to co dostajesz - poszukaj adwokata by być racjonalna i profesjonalna - nie potrzebne ci emocje w sądzie i porażka

                        tym razem złap dystans i nie podłuż się
                      • odnowa80 Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 26.08.14, 18:09
                        najlepsze co możesz zrobic chyba to zaprzestac korespondencji
                        za bardzo tłumaczysz się pewnie ze wszystkich zarzutów które oni kierują w Twoją stronę
                        to im daje zachętę do wysuwania coraz to nowych zarzutów
                        jak rozumiem wszystko dotyczy spraw materialnych, prezentów, podejrzen że wszystko dla pieniędzy ?
                        • incognito_n Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 26.08.14, 18:58
                          To dotyczy wszystkiego. Zaczęło sie od zarzutów dotyczących dzieci (one protestowały, ze to nieprawda), pózniej wszystkie możliwe sprawy (typu ze nie skonsultowałam kupna narzuty do sypialni czy ręczników z mężem, efekt: wyrzucenie narzuty i ręczników razem z moimi rzeczami), wmawianie jakiś spisków które nie trzymają sie kupy, od kilku dni przerzucili sie na aspekty materialne. Cały czas "cos".

                          Tak, tłumaczyłam sie, bo nie potrafiłam zostawić tak jawnie niesłusznych i nieprawdziwych zarzutów. Moze nie powinnam, bo cały czas wynajmują sobie nowe.
                      • knowledgeispower Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 18.10.14, 16:22
                        Poczytałem sobie wątek i z obserwacji postronnego forumowicza takie uzależnienie od osoby krzywdzącej wygląda na rodzaj masochizmu. Odcięcie się to jedyna rada. Szurniętego nie zrozumiesz.
    • incognito_n Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 26.08.14, 12:47
      Dziękuje, Brzask.
    • incognito_n Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 26.08.14, 21:16
      A poza wszystkim, to przez ostatni miesiąc słucham tej płyty i nie mogę przestać. Szczególnie ten teledysk, nie wiem dlaczego, tak bardzo przypomina mi moje małżeństwo. Cały czas kocham męża. Nie wybrałam go przecież przypadkowo. Tego mężczyznę, którego miałam od stycznia. Nie mogę pojąć co się z nim stało. Niby wiem, że borderline, znam teorię, ale tęsknię do tego co było skowycząc każdego dnia.

      www.youtube.com/watch?v=E4mLHRvz-G4

      Nie umiem przestać tęsknić.

      Ile czasu trwa taka żenująca beznadzieja...?
      • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 26.08.14, 21:33
        obawiam się, że do powrotu do męża

        spróbuj sobie wyobrazić co będzie jeśli za chwilę Cię przywoła

        źle to wygląda jak Ty o tym myślisz

      • sajkopat Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 31.08.14, 00:10
        > Ile czasu trwa taka żenująca beznadzieja...?

        Trwa tak długo, jak długo bedziesz chciała. Na razie widzę, że ciągle karmisz tę swoją beznadzieję, więc rośnie i ma się dobrze :P Ciągle łudzisz się, że coś się zmieni na lepsze, że wrócą rajskie dni, że nagle się obudzisz, a to co Cię teraz spotkało, okaże się tylko złym snem..? Mam dla Ciebie przykrą wiadomość - to KONIEC. Koniec Twego związku z tamtym facetem!!! Póki sobie tego nie uświadomisz i nie włączysz programu "zero kontaktu" - tak długo będziesz cierpieć, łudzić się, wyć z tęsknoty i żyć dawnymi wyobrażeniami. Wybór oczywiście należy do Ciebie... Wiesz, w duchu liczyłem na to, że zadziałał już w Tobie instynkt samozachowawczy, że z wolna zaczynasz przeglądać na oczy i podejmować rozsądne kroki. Tymczasem robisz wszystko na opak. My tu - jak jeden mąż w zasadzie - doradzamy Ci żeby odciąć się jak najszybciej, wybić sobie z głowy nierealne mrzonki, nie dyskutować, nie tłumaczyć, nie pisać do niego listów, nie liczyć na cud etc. itd - ale zadbać o siebie! Byłas u terapeuty, szukałaś jakiejś pomocy/wsparcia dla siebie u psychologa? Zrobiłaś w ogóle coś z tego, co Ci tutaj doradzano??? Bo wygląda to tak, jakby dobrze było Ci z tym bólem po rozstaniu, skoro tak go w sobie pielęgnujesz, zamiast go wyciąć jak bolesnego wrzoda.
        Tak naprawde mnie nic do tego co tam sobie postanowisz, co zrobisz ze swoim życiem, ale na litośc boską - masz dopiero 20-kilka lat (domyślam się), więc ratuj się, jak już tutaj apelowałem do Ciebie. Bezskutecznie niestety... wszystko co dobre jeszcze przed Tobą! Przyżyłaś raptem kilka mies. w tym związku - niestety, chorym i chybionym - ale dzięki temu masz cenne doświadczenie - od teraz już będziesz ostrożniejsza, pewnie dużo uważniej będziesz się przyglądać ew. partnerom i łatwiej Ci będzie odróżnić ziarno od plew. Głowa do góry dziewczyno, ale zamknij wreszcie tametm rozdział za sobą.

    • wendd Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 26.08.14, 21:31
      Incognito pamięć zostanie zawsze - nawet bez pierścionka:)
      Jasne, że pamiątki są ważne - ale nie najważniejsze.
      Może lepiej dla własnego świętego spokoju i komfortu oddać mu te rzeczy, skoro żąda zwrotu?
      Bo może to generować dodatkowe problemy i stwarzać pole do jeszcze większych popisów.
      Spokojna głowa i święty spokój to rzecz bezcenna i warta poświęcenia ślubnych pamiątek czy chwilowej niewygody bez auta.
      A przynajmniej ja tak myślę:)
      Trzymaj się.
      • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 26.08.14, 21:44
        oddać wszystko można
        ale on nie ma prawa żądać niczego
        nie należy przed rozwodem ogłaszać światu on ma rację, ona ma prawo - a ja nic

        na razie wywalił ją z domu, zachowuje się jak osoba niestabilna, chora i należy uporządkować wszystko
        prawo ma to do siebie, ze na ogół zaskakuje - pierścionek może byc potrzebny na adwokata, na 'rozwód' kościelny itd itd
        spółka materialna z szalonym człowiekiem jest potwornie niebezpieczna

        nic tu nie wygląda bezpiecznie i normalnie ja bym stawiała po pierwsze na wyprostowanie prawnych spraw i unieważnienie ślubu kościelnego i to natychmiast warto o tym pomyśleć







        • wendd Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 27.08.14, 00:29
          To prawda, że on nie ma prawa żądać, a ona ma prawo zachować.
          I to prawda też, że na odkręcenie tego, co darczyńca pierścionka wykręcił będą potrzebne środki - takie życie.
          (choć jeśli nie jest to brylant pierwszej klasy czystości to na niewiele wystarczą).

          Tyle, że w takich przepychankach o drobiazgi łatwo ginie to, co naprawdę ważne - jakość życia i powrót do równowagi.

          Ja odnoszę wrażenie przeciwne niż Toxic - że autorce wątku nie tyle zależy na pamiątce (czy wartości tego pierścionka), co na zasadzie.
          Ona podeszła do człowieka, małżeństwa i sprawy poważnie - i oczekuje równie poważnego traktowania.

          • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 27.08.14, 00:59
            tak
            ja to świetnie rozumiem
            i myślę, że jest tak, że kiedy braknie partnera to nic nie jest już ważne - człowiek ma dość życia nie tylko samochodu

            ale z boku warto powstrzymać od desperacji
            chłodniej patrzy się rozsądnie
            życie oblewa zimna wodą i czasem nie ma umiaru
            oszaleć łatwo

            ostatnio w gronie znajomych rozmawialiśmy o szalonej akcji wściekłej partnerki - jak skończyła z przeciągającym się samobójstwem 'bo ona żąda' ( na oddziale bez żartów, wyszła na żądanie ) , piekielnymi awanturami i ściągnęła partnera-męża do domu - szantazem, kontynuowała piekło jemu i dziecku i sąsiadom po czym wykopała go za drzwi równie stanowczo; po czym pozbawiał go pracy, nasłala US, żąda nienormalnych alimentów jak na nasze warunki; a jego nowej partnerce zapewniła piekło non stop utratę pracy i mnóstwo innych problemów w środowisku jak ten chłop nie zwariuje to będzie cud ; dziecko zmarnowane; a pół osiedla słyszy wrzask - bo to wszystko ma wymiar publicznego końca świata;
            zawsze powtarzam jest źle rozejść się, załatwić formalności i żyć; zejść się zawsze można
            a dopuszczanie do takich piekielnych zawirowań nie da się uzasadnić

            nie należy szukać miłości tam gdzie jej już nie ma

            a jeśli są sprawy prawne do załatwienie to daje si e to jako tako spokojnie załatwić natychmiast

            mam znajoma która zostaje z trójka dzieci bez mieszkania , bo exmąż już ich nie lubi - w czasie rozwodu zapewniał wsio - szybko zaczęło mijać - nie możliwe prawda? - ależ możliwe ludzie się czasem nienawidzą tak, że łba niestarcza - i nikt już nie pamięta czemu


            • incognito_n Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 05.09.14, 18:26
              W ramach aktualizacji... Obecnie moje miejsce zajęła w domu matka męża, która sie tam wprowadziła. Nie rozmawialiśmy ze sobą przez ok 2 tyg, miałam tylko kontakt z dziecmi. Wczoraj chciałam ustalić spotkania z dziecmi i maz zadzwonił do mnie- powtarzał praktycznie wszystko za matką, która siedziała obok niego i mówiła mu co ma mi mowić :) Kompletna paranoja. Z dziecmi oczywiście nie mogę sie spotykać, bo mi "nie ufa". Nie bierze w ogóle pod uwagę tego, ze dzieci chcą sie ze mną spotykać, ze córka chciała spędzić ze mną dzien urodzin. Jest mi bardzo cieżko ze względu na dzieci. Co do niego, to chyba zaczynam odczuwać cos w rodzaju pogardy, patrząc na patologiczną relacje z matką którą uskutecznia. Zachowuje sie wobec niej jak bezwolny, jakby sam kompletnie nie myślał. Tylko z tego co wiem, to juz były takie sytuacje z matką i kończyło sie to tak samo, jak związki. Szkoda tylko, ze cierpią tak za to niewinni ludzie: dzieci i ja.

              Poza tym byłam u specjalisty z pytaniami o niego. Powiedzial mi, ze w tym wieku facet nie ma juz szans na jakąkolwiek zmianę. I poza tym, ze jeżeli raz facet uderzy, to za każdym razem pózniej znajdzie wystarczająco dobre wytłumaczenie, zeby zrobic to kolejny raz kiedy straci nad sobą panowanie. Dla mnie to juz wystarczy. Nie mogę tylko wciąż uwierzyć, ze spotkało to mnie.
              • odnowa80 Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 05.09.14, 20:08
                Też nie wierzę że mnie to spotkało, ale uczę się z tym żyć.
                Może pomogą Ci historie które tutaj przeczytasz
                uciekamydoprzodu.blog.pl
                • sajkopat Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 28.09.14, 13:01
                  I co tam u Ciebie incognito? Jak się czujesz, jak sobie radzisz z tym koszmarem? Mam nadzieję, że najgorsze już za Tobą i z każdym dniem jest już tylko lepiej.
                  • incognito_n Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 30.09.14, 14:45
                    Co u mnie... Próbuję sobie jakoś radzić. Wróciłam do miasta, zapełniłam sobie grafik po brzegi z nadzieją, że zaczynając codziennie dzień od 8 a kończąc o 21 nie będę miała czasu myśleć o tym wszystkim... Choćby ze zmęczenia. Znalazłam mieszkanie, obiecałam sobie, że już nikt mnie nigdy nie wyrzuci z mojego miejsca. To jedna z wielkich traum, jakie mam po sytuacji z nim. Prowadzę raczej wegetatywne życie, "mechaniczne": muszę wstać, muszę wziąć prysznic, muszę coś zdjeść, muszę wyjść z domu, muszę pracować, muszę wrócić do domu, muszę iść na kurs, muszę wyjść do filharmonii, opery, kina, teatru, muszę coś czytać, coś oglądać, muszę spotkać się ze znajomymi, muszę uprawiać sport, muszę... Tylko nic z tego nie daje mi radości, czuję się jak widz i maszyna. Ale to i tak lepiej już niż było na początku, kiedy nie byłam w stanie wstać, zjeść, żyć. Gdyby nie było wtedy komu się mną zajmować i zmuszać mnie do tak prozaicznych czynności to nie wiem co by ze mna było- najprawdopodobniej zagłodziłabym się po prostu nie wstając z łóżka. Do tego powoli staram się odbudowywać poczucie własnej wartości- przekonuję sama siebie, że wcale nie jestem tak beznadziejna jak mi to zarzucił mąż- nie jestem tłusta, leniwa, głupia, samolubna... Bo mimo, że nawet te zarzuty wiadomo, że są nieprawdziwe, to jednak takie słowa i przede wszystkim czyny pochodzące od kochanej, szanowanej przeze mnie osoby zostawiają ślady... Duże ślady.

                    A poza tym chyba słabo idzie mi wyleczenie się z męża, ciągle o nim myślę, nadal śni mi się z dziećmi każdej nocy i straszliwie tęsknię za tym co było. Nie rozmawiamy ze sobą. Nie mogę spotykać się z dziećmi- przez to moje serce rozrywa się na milion kawałków za każdym razem, kiedy o tym myślę. Matka nadal z nim mieszka, wkłada mu spiskowe teorie na mój temat. Ostatnim co zrobiłam jakiś czas temu było wysłanie mu wszystkich naszych smsów- na początku związku pisaliśmy do siebie dużo i długo. On opisuje tam między innymi jak działa matka i paradoksalnie opisał tam wszystko, co ona robi teraz z nim (nie pamiętałam już o tych wiadomościach zanim nie zaczęłam ich przerzucać do komputera), że "zniekształca rzeczywistość", "wszystko co jest prawdą ona obraca w nieprawdę" itd. Tylko wtedy do dostrzegał- teraz, sądzę, że przez "gorszą" fazę swojego zaburzenia po prostu się temu poddał. Kiedy dostawałam te smsy nie wiedziałam w ogóle jak mam je rozumieć, o czym on w ogóle pisze, tak przecież nikt nie działa... Pisał też o swoich "obsesjach", że kiedy wszystko jest już dobrze, zaczyna się normalne życie i spokój, to on od siebie odsuwa, "mrozi", że "każdemu to robił". Tego też nie wiedziałam jak wtedy rozumieć, bo nie miałam pojęcia nawet, że istnieje coś takiego jak borderline. Poza tym pisał o tym w pierwszym miesiącu spotykania się, sądziłam, że to depresja (pisał mi też, że do momentu naszej pierwszej randki leczył się farmakologicznie antydepresantami), w dalszej części związku on bardzo odżył, więc upewniałam się, że była to depresja, a skoro teraz nie będzie miał już bodźców które ją wywołały, to będzie dalej tylko lepiej i cudowniej... Tak jak zresztą sam zapewniał.
                    Plus było tam mnóstwo wiadomości, które pokazywały co on myślał, zanim nie wpadł w tą "gorszą" fazę i nie dał zmanipulować się matce, że to, co teraz mówi o tamtym okresie to tylko dewaluacja i ich zniekształcanie rzeczywistości, a prawda była inna. Nic na to nie odpisał, ale nawet nie oczekuję, że to nastąpi zbyt szybko- on musi wiele zrozumieć, a nawet jeżeli cokolwiek zacznie, to wraz z tym uświadomi sobie co narobił- a to chyba nie będzie łatwe też dla niego. Zniszczenie pełnej życia, młodej, oddanej, całkowicie zakochanej żonie to chyba coś, czego nie da się ot tak wyrzucić z sumienia- jeżeli już to do niego dotrze.

                    A poza tym, dzięki za pytanie sajkopat.
                    • totalclassic Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 19.10.14, 09:33
                      Witaj,

                      Postanowiłem się odezwać w Twoim wątku, ponieważ po części czułem się podobnie jak Ty. Jeśli masz ochotę to o moich perypetiach przeczytasz w moim historii...

                      W mojej ocenie ciągle żyjesz iluzją. U osoby nieszczęśliwie zakochanej właśnie tak jest. I przez to taka osoba sama się krzywdzi. Wspominasz głównie Wasze wspaniałe chwile, pełne radości i miłości. Musisz zrozumieć, że to właśnie iluzja, niestety, ale to nie było naprawdę. Prawdą tego człowieka (Twojego męża) jest ta zła strona, to kiedy się drze i kiedy bije. Kiedy nienawidzi, poniża, niszczy. Czy to się może zmienić? Czy można go wyleczyć? Cóż, to zależy tylko od niego, NIE OD CIEBIE!!! Wydaje Ci się, że jeśli "dasz mu czas", sama będziesz tęsknić, cierpieć, czekać, może z czasem "przemówisz mu do rozsądku" to on się zmieni. Otóż nie. Ty niestety nie masz na to żadnego wpływu. Wydaje Ci się, że jak mu wyślesz Wasze smsy, to on "zmięknie", "zrozumie". To Ty musisz zrozumieć, że to są Twoje (miłe) wspomnienia. Osoba zaburzona (celowo nie piszę BPD, bo nie chcę wywoływać fali dyskusji, czy to jest to zaburzenie) wizualizuje własne wspomnienia w zupełnie inny sposób. Wg mnie on widzi Ciebie tylko z perspektywy kłótni jakie Ci robił, nienawiści, przez pryzmat konfliktu z jego mamusią (który niby Ty "wywołałaś")...

                      To oklepany trochę tekst, ale tutaj pasuje: "wiesz, że Twój mąż jest osobą, która traktuje Cię najgorzej na świecie? A wiesz kto jest zaraz po nim? Ty sama!"

                      Zastanów się, czy pozwoliłabyś jakiemuś obcemu facetowi podnieść na siebie rękę. Z boku to wygląda tak - kochasz męża, kochasz JEGO dzieci, nie kochasz siebie...


                      Teraz to co powinnaś zrobić dla siebie:
                      - Jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś, idź na terapię! Umów się z psychologiem na krótką sesję np. 5 spotkań. To pomoże, oczywiście jeśli sesja będzie dotyczyła Ciebie, a nie będzie to analiza zachowań męża... Ja też byłem na terapii - pierwsze moje myśli odnośnie zmiany mojego życia brzmiały: "gdyby żona zmieniła w sobie to i to", "gdyby żona zrozumiała, że...". To klasyczny błąd - liczymy na to, że zmienimy kogoś, a nasze życie zostanie uzdrowione. Nie! Terapia dotyczy nas samych!
                      - Wyjdź (za sprawą terapii) z iluzji. Nie licz na szczęście, bo ktoś się zmieni dla Ciebie! To Ty zmień się dla siebie.
                      - Postaw granice. Wydaje mi się, że (tak samo jak ja nie potrafiłem) Ty nie potrafisz okazywać złości. Zmień to! Jeśli mąż będzie się z Tobą kontaktować i przy tym będzie Cię źle traktować, zakomunikuj, że na takie zachowanie się nie zgadzasz!
                      - Postaw na siebie, rób te wszystkie rzeczy, które wypełniają Twój dzień. Z czasem słowo "muszę" (np. iść do kina) zamienisz na "chcę"...
                      - Urwij kontakt. Nie dzwoń, nie pisz, nie przesyłaj mu Waszych wspomnień. To nic nie da. I nie dyskutuj z nim. To niczego nie zmieni.
                      - Urwij kontakt z jego dziećmi. W takim sensie, że nie traktuj siebie jako jedynej ochrony dla nich. Jeśli starszy syn jest nastolatkiem to będziesz z nim mogła mieć kontakt "na mieście" bez udziału jego ojca na zasadach "koleżeńskich" lub jako starsza "ciotka", która zawsze będzie służyła dobrym słowem. Obecnie Twoja obecność w tej rodzinie nie koi strachu i dezorientacji dzieci. Musisz zniknąć, by uratować siebie. Wpływu na los (jego) dzieci nie masz żadnego. Przemyśl sobie taką myśl, że "jeśli się kogoś naprawdę kocha to czasami trzeba puścić te osoby wolno, odsunąć się od nich".
                      - Zapamiętaj, że jesteś wygraną! Niebawem uwolnisz się od oprawcy, osoby chorej (która NIE CHCE Twojej pomocy) i za jakiś czas stworzysz swoją, kochającą rodzinę. Nie macie razem dzieci. Pomyśl o tych, którzy również są uwikłani w takie bagno, a do tego mają wspólne potomstwo... Jak dać siebie dziecku skoro ta druga osoba utrudnia kontakt? Wierz mi... nie jesteś w złej sytuacji... Jesteś w drodze do lepszego jutra. Dotrzesz tam tak szybko, jak szybko zrozumiesz, że to jest dla Ciebie właściwy kierunek.

                      Powodzenia i pozdrawiam
                      • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 19.10.14, 11:50
                        świetnie napisane

                        mogłabym tylko wzmacniać innym słowami to co już napisane, tak myślę jak Ty

                        nie istnieje człowiek, za którym tęsknimy, źle sobie go wyobraziliśmy - bez tej konkluzji nie da się nie oszaleć; nie ma osoby do której wracamy dobrymi wspomnieniami - trzeba zaakceptować ten pogrzeb i pokochać wspomnienia piękne dobre i warte naszego szacunku. było minęło nie wróci; TRUP :)

                        dzieciom zawsze warto mówić jest inny świat, czy uda się im ochronić swoja delikatność i lgnąc do normalności ???

                        o dzieciach pozostawianych w złym otoczeniu nie jestem w stanie pisać - przerasta mnie to - może to dobrze, może nie mamy prawa nigdy żadnego dziecka zostawiać - czasem musimy i ja tego słowa nie znam ...
                        potrafię pomóc dziecku, które chce swój świat ratować jeśli można je wyrwać z bagna
                        może przypominanie dzieciom, że jest światło i nadzieja i muszą przetrwać - ma sens
                        choć dla mnie to nie do zniesienia

                        ludzie, którzy krzywdzą dzieci choćby z egoizmu, niewiedzy, głupoty są nie do zaakceptowania, nie ma usprawiedliwienia - NIE MA

                        gdy los postawi kogoś w sytuacji bez wyjścia, gdy dzieciom jest niezbędny ale one są uwikłane prawnie w syf musi dbać o swoja siłę dla tych dzieci - czasem to chyba gorsze niż rak ten bywa nie do uniknięcia, a krzywda dziecka jest cały czas obciążona winą ludzi - walenie głową w mur bez prawa do wycia głośno; straszne sytuacje

                        Przypomniało mi się coś warte brania pod uwagę - kiedyś tata w związku z osoba zaburzoną, pisał jak bardzo jest źle, jak emocje kipią, jak cierpi - spytałam czy zdaje sobie sprawę co czuje ich mały synek gdy widzi te awantury - ten człowiek mówił - nie no mały sobie radzi, nic mu nie jest, nic po nim nie widać ... ja ja ja ... tak cierpienie własne oślepia; dorosły wie że awantura za chwilę się kończy, dziecko umiera na tej wojnie milion razy - gdy słyszy słowa bierze je 1:1 i na zawsze - poczujcie to; ostrożnie można zwariować; dziś można poczytać o PTSD noszonego w sobie z wczesnego dzieciństwa - wystarczy, że dorośli zabijali się słowami - najbliżsi; to chyba osobny temat a może podstawowy przy gadaniu np o BPD

                        jak nam potrzebne jest zaufanie od poczęcia zdaje się

                        jeszcze raz podkreślę tekst totalclassic dla mnie świetny






                      • toxic_chick Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 19.10.14, 22:19
                        To co piszesz ok

                        Natomiast autorka jest równo pojebana

                        Tyle słów do zera

                        A nie stać Cię na rozmowę na poziomie

                        Żal a jednak nie jest mi Ciebie żal

                        Klasa i brak klasy
                    • alicjonka Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 23.11.14, 03:19
                      Część, chciałabym Cię zapytać jak się trzymasz?
                      Z opisu wynika, Ze masz depresję... Przeczytałam całą Twoją historię, smutna historię...

                      Twój... Oprawca? Chyba nie ma bpd. Dość trafnie piszesz o fazach. Szczerze mówiąc ulokowalabym diagnozę między bpd a chadem. Ku wskazaniem na chad, z ogromną zaleznoscia od matki. Alw nie jestem lekarzem, po prostu samąam i chad i bpd i przebyte lata terapii.
                      Nie ważne jak się nazwie - ważne ze jest chory i żyje w świecie urojen. I tu wchodzi temat ślubu. Można go umiewaznic. Skoro masz takie przekonania to porozmawiaj o tym z zaprzyjaźnionym księdzem. To zrozumiale ze Maz Ci nie da papierów od psychiatrów Ale możesz je wyegzekwowac prawnie - podalas ważna informacje - chodzi na terapię, brał antydeprwsanty. To są już dwie osoby które go leczyly lub leczą. Popytaj, poradz się. Nie jesteś jedyna kobieta w takiej sytuacji.

                      Poza tym pomysł o istocie kościelnego ślubu. Ludzie pobierają się z miłości i obiecują sobie tą miłość w obecosci Boga - a Twój mąż nie był szczery, złamał więc przysięgę. Taka przysięga nie jest ważna. Nie można kochać kogoś kto Cię krzywdzi, kto chce Twojej zguby. Można mu współczuć, modlić się za niego i zaakceptpwac fakt, Ze wybrał inaczej. Ty jednak musisz pójść inną drogą, bo Bóg przygotował dla Ciebie inny plan a to co przezylas jest ważnym doświadczeniem. Myślę że osoba jak Ty, z takim ciepłem rodzinnym będzie umiała stworzyć prawdziwy, normalny dom. Nie załamuj się ostatnimi miesiącami, nie patrz na to co Cię czeka przez kolejne. Za kilka lat bedzie to jedynie wspomnieniem.

                      Dlatego też dla własnego spokoju wewnętrznego nie wdawaj się w dyskusję z tą rodzina. O żadne zasłony, narzuty, drobiazgi. Nie musisz się tłumaczyć. Pamiętaj.

                      Chciałam jeszcze dodać do wiadomości chic żeby nie wypowowiadala się w tematach dla dorosłych, skoro to ja nie dotyczy. Po postach domyślam się ze mężatką Ani w dojrzalszym związku nigdy nie byłaś, nie wiesz jak się czuje kobieta w trakcie rozwodu. To nie zerwanie z chłopakiem i powrót do mamusi. Trochę więcej empatii i wyobraźni.
                      • toxic_chick Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 23.11.14, 19:25
                        alicjonka napisała:

                        > Chciałam jeszcze dodać do wiadomości chic żeby nie wypowowiadala się w tematach dla dorosłych, skoro to ja nie dotyczy. Po postach domyślam się ze mężatką Ani w dojrzalszym związku nigdy nie byłaś, nie wiesz jak się czuje kobieta w trakcie rozwodu. To nie zerwanie z chłopakiem i powrót do mamusi. Trochę więcej empatii i wyobraźni.

                        Ależ dziękuje za podsumowanie, rady i nie potrafię wyrazić wdzięczności ani też wielkiego szacunku wobec osoby piszącej oraz jakże trafnych spostrzeżeń koleżanki, która rzeczywiście... rozgryzła mnie ;)

                        Tak masz rację, NIE mam prawa wypowiadać się w tematach o których nie mam pojęcia :D bo też nie jestem ani dorosła.. ani dojrzała emocjonalnie... ani godna piszących tutaj malkontentów ^^
                        Ponownie masz rację twierdząc, że nigdy nie byłam w poważnym związku i oczywiście latam do mamusi za każdym razem jak dostanę kosza :P latam nawet jak chłopak mi nie wyśle smsa na dobranoc i jak nie zalajkuje mojego zdjęcia na FB :D

                        Brak mi jakiejkolwiek empatii, współczucia, wyobraźni, nie umiem rozumować logicznie i do tego jestem przytrzymana, nie mam styczności z normalnymi ludźmi (poza mamusią) co rzutuje na moich wypowiedziach, oglądzie świata, ocenie relacji

                        Brawo za dociekliwość, wspaniałe wnioskowanie i witam na forum! znajdziesz tutaj wiele osób, które będziesz mogła wspierać, kilka które będziesz mogła wrzucać do wora i przy odrobinie szczęścia może trafi się ktoś kogo będziesz mogła ocenić ^^

                        A tak bardziej serio...

                        Nie współczuje nikomu kto sam zgotował sobie piekło, pokochał je i nie umie żyć bez bycia upodlanym! jeśli taki światły umysł jak Ty nie widzi jaki cel mi przyświeca pisząc fakty to .. proponuje nie wypowiadać się w tematach o których nie masz pojęcia :)
                    • sajkopat Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 15.07.15, 16:52
                      I jak żyjesz, incognito? Otrząsnęłaś się już z tej traumy? Dałabyś znak, jak Ci się wiedzie...
                      • incognito_nnn Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 22.07.17, 01:46
                        Sajkopat, wybacz- nie zagladalam tu juz lata. Zajrzalam, bo zaczelam sprzatac ksiazki i dokopalam sie do kilkunastu pozycji o bpd... I przypomnialam sobie o miejscu, w ktorym kiedys dramatycznie szukalam pomocy bedac wowczas w dramatycznym polozeniu.
                        Wiele sie tu dowiedzialam, ale z perspektywy czasu mysle, ze czlowiek musi sam przejsc wszystkie etapy, dostac po glowie tyle ile wlasnie wynosi jego indywidualny limit, zawiezc sie naiwnie za kazdym razem, czesto wrecz tracac szacunek do samego siebie, zeby wreszcie wyjsc z relacji z bpd. Przy czym "wyjsc" oznacza dla mnie odciecie sie nie tylko fizyczne, z ciaglym mysleniem o kims, ale tez psychiczne- przejscie, przepracowanie, pogodzenie sie, zrozumienie, ulozenie swoich spraw i ewentualnie cieszenie sie ogromnie, ze juz tej osoby nie ma w naszym zyciu, kiedy w jakis sposob ktos albo cos o nim/ niej przypomni. Mi to zajelo jakies 2 lata. Pamietam, ze bedac "w trakcie" bardzo potrzebowalam, zeby ktos mi powiedział, ze kiedys odzyskam rownowage psychiczna, ze ten bol ktory czuje od miesiecy kiedys sie skonczy i bede jeszcze w zyciu szczesliwa, albo chociaz spokojna, myslaca o czyms innym niz tylko o rzeczach zwiazanych z tym czlowiekiem. Powiedziala mi to terapeutka, do ktorej poszlam, kiedy myslalam, ze juz sama zwariuje. Uslyszalam od niej, ze kiedys te wspomnienia beda jak stare, czarno-białe fotografie. Ktore sa, ale na codzien sie o tym nie mysli i nie budzi to juz dramatycznych emocji. Ciezko mi bylo w to wtedy uwierzyc- ale teraz moge powiedziec, ze miala racje. Przeszlam 5-miesieczną terapię, nastawioną na zrozumienie siebie w tej relacji i znalezienie drogi wyjscia z niej. Sporo mi to pomoglo- ale tak jak pisze- mysle ze kazdy musi przejsc szereg zawodow kochanym borderem, zeby juz po prostu nie chciec go w swoim zyciu.
                        Minely juz 3 lata. Malzenstwo zakonczylo sie rozwodem z jego winy. Przez dlugi czas myslalam, ze mozemy miec "normalny" kontakt- ale juz wiem, ze nie da sie tak z borderem. Z osoba nienormalna nie moze byc normalnie. Nie bede sie juz rozpisywac na temat skali klamstw i gierek ktore ze mna przez te lata prowadzil- i nie tylko ze mna. W moim przypadku szale ostatecznej utraty szacunku przelala sytuacja sprzed kilku miesiecy, gdy dowiedzialam sie, ze pytajac powrot do siebie, bo "wg kosciola jest moim mezem i ma do tego prawo", udajac szczere zwierzenia, skruche i proszac o mozliwosc przebaczenia i zrehabilitowania sie, probowal sie ozenic z kolejna kobieta, ktorej na dodatek naopowiadal o mnie jakichś niestworzonych rzeczy, a ona dalej to rozpowiadala wsrod ludzi ktorych moglam wg niej znac z pracy.
                        Coz moge powiedziec- jezeli border nie jest Waszym dzieckiem czy rodzicem- uciekajcie jak najdalej. To, co moze zrobic taki czlowiek z zyciem tych ktorzy go otaczaja jest niewyobrazalne i nikomu tego nie zycze.
                        Mam nadzieje ze wszyscy partnerzy, malzonkowie, byli czy obecni, znajdziecie spokoj- z wlasciwymi, szanujacymi i dostrzegajacymi partnera ludzmi, przy ktorych bedziecie czuli sie stabilnie, bezpiecznie i na ktorych wsparcie rowniez Wy bedziecie mogli liczyc- kazdy czlowiek tego potrzebuje i na to zasluguje. Osobiscie mysle, ze jest to podstawa dobrego zycia, ktorego niestety nie da sie miec przy osobie z bpd.
                        Jeszcze raz dziekuje za wsparcie jakie tu od Was dostalam i duza dawke wiedzy- bardzo wtedy tego potrzebowalam, choc jak to zwykle bywa- czlowiek musi przejsc swoje, zeby dostrzec to co powinien byl juz widziec duzo wcześniej. Mam nadzieje, ze tym postem tez dodam otuchy komus, kto moze bedzie szukal informacji takich, jakich ja szukalam kiedys. Pozdrawiam serdecznie. Incognito_n
                        • rozbawiony0 Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 30.07.17, 00:30
                          Z racji tego że wkrótce zacznie się moja sprawa rozwodowa z żona - borderem chciałbym Ci zadać kilka pytań. Czy mogłabyś mi pomóc? Jeśli tak to może lepiej na priv. Czy incognit....@gazeta.pl to Twój adres? Jeśli nie chcesz z jakichś powodów to w pełni to rozumiem . Pozdrawiam. ps. jakby co to mój adres : rozbawiony0@gazeta.pl
    • brz_a_sk Re: Mąż przed ślubem nie powiedział że ma BPD. Po 20.10.14, 09:29
      nic nie pamiętam z pewnego filmu prócz jednego obrazu
      nożyczki wbite w krtań i ekstazę oprawcy, gdy nimi jeszcze 'ciacha'

      musiał mieć empatii na maxa bo inaczej wbiłby na stole w kawałek wołowiny i miał frajdę
      on chciał poczuć ból drugiego człowieka
      i poczuł - zapewne znał to boskie uczucie

      czy potem żałował nie wiem - może i tak bo to kolejna ekstaza - niczym sam by się ukrzyżował i zawisł na swoich czynach

      każdy z nas ma ochotę czasem 'własnymi rękami udusić' i jest w tym błysk - 'sk@rwysynie już nikogo nie skrzywdzisz' - warto pomyśleć co to za uczucie - desperacja, zemsta, bezradność, krzywda, nieznośność czy sposób na wywalanie swoich frustracji - ot okazja i każda dobra

      poniżanie innych ma w sobie smak, gdy uwielbiamy poczuć ten ból bycia 'największym gnojem dla świata' - że nawet splunąć nie warto na toto; i tak zakładamy prywatna/domową szkółkę opluwania - wszytskich!!! - do tego wystarczy przekonanie, że człowiek nie ma zalet wartych kochania go, szanowania go - ale zawsze ma jakieś słabości, które inni mogą/na pewno wytropią i publicznie obnażą; wprawa czyni mistrza - ciach po jajach; mistrzostwo uskrzydla; ciach po jajach; i nagroda od mózgu za perfekcję - pięknie malujesz, śpiewasz, budzisz się, pijesz kawę - no oczywiście nie to - pięknie obserwujesz leżącego; jaki cudnie nieporadny jak ty (tylko na innym poziomie). Przyjemność patrzenia na cudzą porażkę jest taplaniem się we własnych najgorszych traumach - większość z nich pochodzi z autopromocji - niestety! - nikt tak świetnie nie nakręca nas jak my sami, wystarczy uruchomić automacik

      stąd ulice, sieć pełnych nienawiści, co tam pełnych oni są już tylko nienawiścią i bronią jej jak życia - ludziki zmarnowane jak zombi czy z piekła rodem

      pu.i.wp.pl/k,NzIxNDQ3MzksNDgxNDMwODg=,f,2_sk_big.jpg - nie znalazłam nożyczek wbitych poniżej grdyki i ciachu ciachu za to trafił się taki śliczny pająk
      nie dziwię się, ze ktoś chce się go pozbyć z siebie ale może by tak poczuł i pomyślał - jak go rozbroić a nie jak go rozmnożyć waląc w innych swoimi frustracjami i emocjami jądrowymi;

      nie da się nikomu pomóc tuląc go gdy ma gruźlicę prątkujacą - potrzebne są jasne zasady - leczysz się i nie zarażasz - świat na ciebie czeka
      i nie ma innych dróg, każde latanie z siekierą choćby/aż słów kończy się tym samym - mnożeniem tych pu.i.wp.pl/k,NzIxNDQ3MzksNDgxNDMwODg=,f,2_sk_big.jpg

      komu się moja refleksja przyda bierze bez skrępowania, reszta żałuje, ze przeczytała - radzę w kosz i nie zwracać uwagi - ja też mam swoje świry polubione, tak sobie myślę i tyle mojego na ten temat :)

      Jak chcecie poczytajcie jeden z najbardziej oburzających mnie ostatnio art. proszę link - nawet jeśli to świadoma prowokacja to nieudana - zlazły się tam pająki nożycowe, z marną pozycja w życiu - zawodową, prywatna, społeczną - rozum w pogardzie; to jak kuroniowa zupa za darmo grzeje i podsyca, tyle że najniższe pobudki - okropny cel i przerażający efekt;
      utylizować dzieci nieudanych rodziców
      przytłacza taki obraz wykreowany przez autorkę i chór wokół rynkowego szafotu
      tam się nikt nie sprawdził, nikomu się nic nie udało i recepta jest jedna - kłaść lachę na wszystko od poczatku i mieć pod ręka dól z wapnem

      nie poniżaj nawet gdy nie możesz wytrzymać, bo sobie wystawiasz świadectwo słabości - głos i rękę podnosimy na ogól gdy galareta nam mózg zastępuje a nie gdy rozum triumfuje

      wyborcza.pl/1,75248,16817199,Nic_mi_nie_zrobicie__jestem_wasza_coreczka.html#TRNajCzytSST zachowałam sobie art w całości - ludzie są jacy są na pewno mogli by być lepsi, ten artykuł chyba nikogo nie skierował ku światłu, obym się myliła!



Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka