Dodaj do ulubionych

Peloponissos Tour 2009

19.07.09, 15:13
Godzinę temu wróciliśmy z tegorocznej wyprawy na południe.
Plan zwiedzania udało się zrealizować mniej więcej w 80%, co biorąc pod uwagę
jego ambicje uważam za rewelacyjny wynik smile
Zanim zdam relację, chciałbym ogromnie podziękować (kolejność chronologiczna)
Sylwii - przede wszystkim za przemiły czas, jaki dzięki niej spędziliśmy w
Kalamacie, a także za oliwę, Krzyśkowi i Bożenie za całokształt na Kithirze
oraz Bachuli, za Metsovo i czas, jaki nam poświęciła - obiecujemy, że wrócimy
w Twoje rejony, w tym roku po prostu brakło czasu sad

Zabieram się najpierw za zdjęcia, później zaś wrzucę jakieś praktyczne
wskazówki czy też informacje z trasy Wrocław-Ancona i dalej po Elladzie smile
Obserwuj wątek
    • m.c.r Re: Peloponissos Tour 2009 19.07.09, 17:10
      Więc tak:

      - winieta na autostrady w Austrii - 7,70EUR, mandat za jej brak 120EUR
      (przerobione praktycznie) - winietę należy kupić _przed_ wjazdem do Austrii, na
      pierwszej stacji za granicą niestety nie pozwolono nam i kosztowała ta
      przyjemność wspomniane wyżej 120EUR

      - przejazd austriacką częścią Brenner - 8EUR (można płacić kartą)

      - autostrada Brennero-Ancona 33,20EUR (można płacić kartą)

      - toalety na stacjach benzynowych w Niemczech płatne 0,50EUR (automatyczne
      bramki), w Austrii najczęściej 1 EUR, Włochy - bezpłatne

      - autostrady w Grecji podrożały (albo pamięć mnie zawodzi) - obecnie prawie
      każdy odcinek 2,80 lub 2,75EUR.

      - autostrada z Koryntu do Tripoli mocno rozkopana, co dziwi - zamiast budować ją
      do Sparty lub Kalamaty - poprawiają górskie - moim zdaniem dobre - odcinki
      (tunele etc)

      - w Metsova do Igoumenitsy Via Egnatia ukończona smile)) wprawdzie etapami jeden
      pas (gdzieś nawet zbudowany na szybko, widać, że drążą wyżej tunele), ale podróż
      trwa około godziny i jest zdecydowanie szybsza niż "starą" - bardziej widokową drogą

      - Grecy nie nauczyli się stawiać znaków _przed_ wszelkiego rodzaju
      słupami/drzewami etc, namiętnie wbijają je _za_ - choćby zjazd na Dodoni z Via
      Egnatia (wbudowany za słupem, bo i po co ktoś miałby go zauważyć smile )

      - wspomniana wyżej nowiutka Via Egnatia na odcinku od Panagia jest już mocno
      dziurawa, ot taka ciekawostka smile

      - kierunkowskazy w bolidach Greków są jedynie gadżetem upiększającym auto, za to
      (nie spotkałem się z tym wcześniej) urządzeniem wskazującym kierunek skrętu jest
      ręka połączona z klaksonem smile
      • sebask1 Re: Peloponissos Tour 2009 31.07.09, 01:39
        m.c.r napisał:
        > - autostrady w Grecji podrożały (albo pamięć mnie zawodzi) -
        obecnie prawie
        > każdy odcinek 2,80 lub 2,75EUR.
        Pamięć cię niestety nie zawodzi, od ponad roku są nowe - dużo
        większe opłaty na bramkach, dodatkowo opłaty (2.70Eur) na każdym
        wjeździe na obwodnicę Aten co budzi wielkie niezadowolenie
        Ateńczyków. Pojawił się problem masowego omijania bramek bocznymi
        drogami, temat dyskutowany nawet w greckim parlamencie.

        > - w Metsova do Igoumenitsy Via Egnatia ukończona smile)) wprawdzie
        etapami jeden
        > pas (gdzieś nawet zbudowany na szybko, widać, że drążą wyżej
        tunele), ale podró
        > ż
        > trwa około godziny i jest zdecydowanie szybsza niż "starą" -
        bardziej widokową
        > drogą
        Egnatia jest już prawie cała ukończona, i do tego przejazd jest
        wciąż bezpłatny (chociaż pewnie widziałeś już po drodze miejsca na
        bramki). Co by nie pisać o tempie jej budowy i niedociągnięciach :
        to niesamowita, fantastyczna trasa (zwłaszcza na odcinku Edessa -
        Igoumenitsa) i ogromne uznanie dla Greków za budowę takiej arterii.

        >
        > - Grecy nie nauczyli się stawiać znaków _przed_ wszelkiego rodzaju
        > słupami/drzewami etc, namiętnie wbijają je _za_ - choćby zjazd na
        Dodoni z Via
        > Egnatia (wbudowany za słupem, bo i po co ktoś miałby go zauważyć :-
        ) )
        Nie wiem czy próbowałeś wjeżdżać z Dodoni na Egnatię w stronę
        Igoumenitsy. Otóż obecnie nie ma w tą stronę wjazdu , przynajmniej
        formalnie. Na miejscu wjazdu jest wytwórnia betonu budowniczych
        Egnatii i hałdy żwiru. Dziki wjazd wokół hałd żwiru oczywiście jest.
        > - kierunkowskazy w bolidach Greków są jedynie gadżetem
        upiększającym auto, za t
        > o
        > (nie spotkałem się z tym wcześniej) urządzeniem wskazującym
        kierunek skrętu jes
        > t
        > ręka połączona z klaksonem smile
        >
        Zdarza się wink. Ale i tak jeździ się o niebo lepiej niż w naszym
        kraju, może z wyjątkiem Aten i okolic gdzie czasami atmosfera na
        drodze przypomina Warszawę.
      • m.c.r Re: Peloponissos Tour 2009 19.07.09, 23:04
        Tego, czego się nie udało najczęściej wynikało z:
        - przeokropnego upału (oby się bah nie pogniewał za brak zdjęć latarni z Metapan
        smile - chociaż "patelnię" na Mani zdobyliśmy (to faktycznie jest patelnia, nie
        tylko z wyglądu),

        - rozkojarzenia (zamiast pojechać na północ z Methoni, docierając do Pałacu
        Nestora, popędziliśmy bokiem do Sylwii i jej Kalamaty,

        - rozkładu rejsu promów (a te się zmieniają z dnia na dzień) - przez co wszystko
        było pozamykane smile

        Ale i tak było warto, Kithira to przeurocza wyspa (jak ja żałuję, że nie udało
        się na Antikithire popłynąć - brak promu :< ).
    • bachula_gr Re: Peloponissos Tour 2009 19.07.09, 20:08
      m.c.r napisał:

      > oraz Bachuli, za Metsovo i czas, jaki nam poświęciła - obiecujemy,
      że wrócimy w Twoje rejony, w tym roku po prostu brakło czasu sad

      Do trzech razy sztuka, ma sie rozumiec? smile))

      Nastepnym razem postuluje mniej ambitny plan jednak bo takie
      ganianie z gory na dol po Grecji kloci sie z charakterem tego kraju
      i jego mieszkancow, nawet tych "obcych". No.

      A my przed godzinka wrocilismy z...Igoumenitsy a dokladniej Drepano
      Beach. Poogladalismy sobie z lezka w oku port, Minoany i inne Aneki
      i po raz pierwszy nigdzie sie nie zaokjretowalismy. Ale za rok....

      Milo bylo poznac oko w oko, nastepne spotkanie w Katogi Wine Bar-
      musowo! Pozdrowienia dla A.
      • m.c.r Re: Peloponissos Tour 2009 19.07.09, 22:43
        bachula_gr napisała:

        > m.c.r napisał:
        >
        > > oraz Bachuli, za Metsovo i czas, jaki nam poświęciła - obiecujemy,
        > że wrócimy w Twoje rejony, w tym roku po prostu brakło czasu sad
        >
        > Do trzech razy sztuka, ma sie rozumiec? smile))

        Owszem smile z tą różnicą, że tym razem co najmniej dzień i drugi na Meteory (bo
        tych też nie widzieliśmy, choć podejścia były dwa big_grin )

        > Nastepnym razem postuluje mniej ambitny plan jednak bo takie
        > ganianie z gory na dol po Grecji kloci sie z charakterem tego kraju
        > i jego mieszkancow, nawet tych "obcych". No.

        Zdecydowanie smile choć sama wiesz, że w tym roku wizytę w Metsovie to praktycznie
        się cudem wcisnęło (i nie wiem jak mi się wydawać mogło, że z Aten to będzie ze
        200km smile)) ).

        > A my przed godzinka wrocilismy z...Igoumenitsy a dokladniej Drepano
        > Beach. Poogladalismy sobie z lezka w oku port, Minoany i inne Aneki
        > i po raz pierwszy nigdzie sie nie zaokjretowalismy. Ale za rok....

        Zatem będzie cały rok na to, żeby jakoś terminy zgrać smile
        Anek w tym roku punktualny i - co dziwi - wyjątkowo pusty w drodze powrotnej.
        Może przećwiczymy polecaną przez Ciebie trasę do Wenecji (patrzyłem na Bari, ale
        to w ogóle sensu nie ma).

        > Milo bylo poznac oko w oko, nastepne spotkanie w Katogi Wine Bar-
        > musowo! Pozdrowienia dla A.

        O tak!smile
        W ogóle, to zdziwiła mnie popularność białego Katogi A. w całej Grecji, w
        dodatku w prześmiesznych cenach (toż to jedno z tańszych win!?) - około
        6-7EUR/butelka.
        • bachula_gr Re: Peloponissos Tour 2009 20.07.09, 14:20
          Ok, wpisuje Was w kajet na 2010 na dwa pelne dni. Metetory sobie
          sami zorganiujecie a wioskowe atrakcje zostawcie mnie.

          Co sie zas tyczy bialego Katogi A. to to jest wino typu wino, w
          czasach edy produkowane bylo tylko jedno czerwone i tylko jedno
          biale mialo swoja "wage" ale w przyplywie nowych rodzajow butelek
          wypuszczanych przez winnice sie zdegradowalo i stalo ogolnodostepne.
          Co nie zmienia faktu, ze schlodzone jest niezle, w towarzystwie
          schlozonego melona na tarasie....

          Jak z korkami na trasie Ancona-Wenecja?
          • m.c.r Re: Peloponissos Tour 2009 20.07.09, 20:17
            bachula_gr napisała:

            > Ok, wpisuje Was w kajet na 2010 na dwa pelne dni. Metetory sobie
            > sami zorganiujecie a wioskowe atrakcje zostawcie mnie.

            Oksmile

            > Co sie zas tyczy bialego Katogi A. [...]
            > Co nie zmienia faktu, ze schlodzone jest niezle, w towarzystwie
            > schlozonego melona na tarasie....

            Mnie ono bardzo smakuje (generalnie wolę wina białe i ostatnio różowe nad
            czerwonymi) szczególnie w połączeniu z owocami morza. Jest dość orzeźwiające smile

            > Jak z korkami na trasie Ancona-Wenecja?

            Jechaliśmy autostradą z Ancony do Bolonii, a później na Brennero - było ok, zero
            korków. W drugą zaś stronę, to co widzieliśmy, to korki mające po kilkadziesiąt
            km, w dwóch takich utknęliśmy na początku podróży(nawet Ci SMSa wysłałem suspicious> ).
            Co cieszy - paliwo w Grecji staniało o około 0,20 EUR w porównaniu z tym, które
            laliśmy po przyjeździe (na "edzijanie" jak mawiają tambylcy udało nam się nawet
            poniżej euro za litr zalać).
              • m.c.r Re: Peloponissos Tour 2009 20.07.09, 21:36
                Nie nocowaliśmy w Nafpaktos. Za bardzo zależało mi na przejeździe kolejką z
                Diakofto do Kalavryty, więc przejechaliśmy mostem na Peloponez i nocowaliśmy w
                okolicy Diakofto (musiałbym poszukać na mapie) - w D. nie było wolnych hoteli -
                jakieś wesele się szykowało smile
                Kolejką oczywiście pojechaliśmy.
                Co do Githio - mieszkaliśmy w hotelu Arsenakos www.hotelarsenakos.com/ -
                40EUR za pokój, była w nim mała lodóweczka - ogólnie bardzo ładny i nad samym
                morzem.
                Na Elafonissos popłynęliśmy, promy kursują co 30 minut, koszt 1EUR za osobę -
                nie radzę powielać błędu, jaki my popełniliśmy - obowiązkowo na wyspę należy
                zabrać własne auto.
                Z Githio wyruszyliśmy także na Kithirę - cudowne miejsce.
                • kalanitka Re: Peloponissos Tour 2009 20.07.09, 22:19
                  Wielkie dzięki za informacje
                  m.c.r napisał:

                  > Nie nocowaliśmy w Nafpaktos. Za bardzo zależało mi na przejeździe
                  kolejką z
                  > Diakofto do Kalavryty, więc przejechaliśmy mostem na Peloponez i
                  nocowaliśmy w
                  > okolicy Diakofto (musiałbym poszukać na mapie) - w D. nie było
                  wolnych hoteli -
                  > jakieś wesele się szykowało smile
                  > Kolejką oczywiście pojechaliśmy.

                  My z Nafpaktos jeszcze zobaczymy: plany, plany a i tak na miejscu
                  zobaczymy jak z czasem odległościami itd itp smile

                  > Co do Githio - mieszkaliśmy w hotelu Arsenakos www.hotelarsenakos.com/ -
                  > 40EUR za pokój, była w nim mała lodóweczka - ogólnie bardzo ładny
                  i nad samym > morzem.

                  Hotelik faktycznie ładny - dzięki za namiar - może się przydać (nie
                  pomyliłam się jest w Neapoli a nie Githio???)Nie wiesz przypadkiem
                  ile cenili sobie 4 osobowe pokoje

                  > Na Elafonissos popłynęliśmy, promy kursują co 30 minut, koszt 1EUR
                  za osobę -
                  > nie radzę powielać błędu, jaki my popełniliśmy - obowiązkowo na
                  wyspę należy > zabrać własne auto.

                  Metsovo, Meteory i Elafonissos to dwa punkty wyjazdu których raczej
                  nie zmienię smile reszta zależy smile))))
                  a samochódem oczywiście pojedziemy na wysepkę - jedziemy z
                  nastolatkami wink więc oczekiwanie na jakieś inne środki lokomocji nie
                  wchodzą w grę haha

                  > Z Githio wyruszyliśmy także na Kithirę - cudowne miejsce.

                  cóż wierzę że Kithira śliczna lecz my nie tym razem choć już blisko
                  Jeszcze raz dzięki smile jakby co podpytam jeszcze
                  • m.c.r Re: Peloponissos Tour 2009 20.07.09, 22:28
                    Zeus widzi i nie grzmi smile
                    Jak mogłem pomylić Githio z Neapoli smile)))
                    Co do Githio - noclegi mieliśmy w Kalypso Studios -
                    www.kalypso-studios.com/ ale cena się zgadza - 40EUR/doba za bardzo duży
                    apartament (kuchnia z pokojem dziennym, osobna sypialnia i łazienka)
                    Oczywiście na Kithirę popłynęliśmy z Neapoli smile)
                    No nic, idę spać bo bzdury wypisuję i jeszcze ktoś to przeczytasmile))))
    • m.c.r Dzień 0 i 1 - wyjazd 20.07.09, 21:56
      Z Wrocławia wyruszyliśmy 2 lipca dość wcześnie - około 13. Dojazd do autostrady
      A4 na węźle bielańskim o tej godzinie nie stanowił większego problemu, więc czym
      prędzej ruszyliśmy w kierunku Jęrzychowic.
      Szybka jazda kończy się mniej więcej przed Bolesławcem (w którym zatankowałem
      auto do pełna) - dalszy, prowadzący do granicy, odcinek A4 zostanie oddany do
      użytku dopiero w sierpniu, choć gotowy jest od kilku miesięcy (oczywiście chodzi
      o pieniądze) i ostatnich kilkadziesiąt km dość mocno się wleczemy.
      Za Jędrzychowicami przekraczamy granicę z Niemcami - mnóstwo tutaj ichniejszej
      Policji, która skrupulatnie kieruje część aut (szczególnie dostawczych) na
      parkingi. Kolejnych kilka godzin to spokojna jazda w stronę Monachium i dalej
      Austrię.
      Wjeżdżając do tej ostatniej postanowiłem zatrzymać się na pierwszej stacji
      benzynowej - wypada kupić winiety na autostrady (7,70 EUR). Niestety mieliśmy
      ogromnego pecha (choć dla mnie to idiotyzm) - kontrolowano winiety. Na nic zdały
      się tłumaczenia, że to pierwsza stacja, że wcześniej w Austrii nie dało się (bo
      nie było gdzie) ich kupić.
      Policjant (czy kimkolwiek on był) okazał się terminatorem, myśmy sobie gadali, a
      on wypisywał kwit. Cóż, można i tak. Przyjemność ta kosztowała nas 120EUR.
      Terminator dodał na końcu, że dzięki temu kwitowi nie musimy (hurra!) płacić za
      winietę przez najbliższe dwa dni.
      Dobra rada - kup winietę w Polsce lub gdziekolwiek _zanim_ wjedziesz na teren
      Republiki Terminatorów.
      Strasznie się wkurzyłem tym, zatem dalsza jazda była tłumieniem w sobie nerwów.
      Po przejechaniu 1000km zostawiłem dalszą drogę na dzień kolejny - trzeba
      odpocząć i się uspokoić.
      Krótka drzemka i 3 lipca ruszyliśmy dalej w stronę Ancony.
      Po drodze dwa korki, w których utknęliśmy na jakieś 3 godziny i tym samym do
      portu dojechaliśmy na 13 - 3 godziny przed odpłynięciem naszego Olympic Championa.
      W Anconie oddano do użytku nowy terminal, zatem od tego roku nie należy kierować
      się od razu do portu, tylko na rondzie pojechać w prawo i odprawić.
      O 16 - planowo - nasz przeszło 200 metrowy Anek wyruszył w stronę Patras...

      Garść informacji praktycznych:
      - cena paliwa w Niemczech - 1,30-1,40 EUR
      - cena paliwa w Austrii - 1,25-1,30 EUR
      - cena paliwa we Włoszech - 1,25-1,30 EUR
      - koszt winiety tygodniowej na autostrady w Austrii - 7.70 EUR
      - koszt przejazdu przez przełęcz Brenner - 8,00 EUR (można płacić kartą)
      - koszt przejazdu autostradą z Brennero do Ancony - 33,20 EUR (można płacić kartą)
      - toalety w Niemczech - stacje benzynowe - 0,50 EUR
      - toalety w Austrii - stacje benzynowe - 1,00 EUR
    • m.c.r Plan podróży 20.07.09, 21:58
      Gwoli przypomnienia, tegoroczny plan wyglądał następująco:

      czwartek - 02-07 - 0 - wyjazd w nocy

      piątek - 03-07 - 1 - dojazd do Ancony, zaokrętowanie

      sobota - 04-07 - 2 - Igoumenitsa, Nekromantejon, Kassopi i Nikopolis (stadion
      + ruiny), Stratos, Oenidae(Iniades), Pleuron (Mesolongi),

      niedziela - 05-07 - 3 - Diakofton - wycieczka koleją zębatą do Kalavryty, Sykion
      - nocleg w Xylokastro (Hotel Miramare)

      poniedziałek - 06-07 - 4 - Południe Peloponezu ze świątynią w Bassai (Vasses -
      8:30-15). Jedziemy przez Nemee z wizytą w
      winnicy Zacharias'a. Most w Karitenie, starożytne Mesene, Koroni, Methoni (w
      okolicach nocleg)

      wtorek - 07-07 - 5 - Pałac Nestora, Kalamata (muzeum kolei), Sparta, Mistra,
      Githio - nocleg - KALYPSO Studios

      środa - 08-07 - 6 - południowe Mani, nocleg w Githio - KALYPSO Studios -
      obowiązkowo plaża Valtaki z wrakiem statku

      czwartek - 09-07 - 7 - Kyparissi

      piątek - 10-07 - 8 - Monemvasia, Elafonissos

      sobota - 11-07 - 9 - Kithira

      niedziela - 12-07 - 10 - Kithira

      poniedziałek - 13-07 - 11 - Kithira

      wtorek - 14-07 - 12 - Kithira

      środa - 15-07 - 13 - Kithira

      czwartek - 16-07 - 14 - Ateny - powrót przez Skale, Geraki, Kosmas, Leonidio i
      Myli, po drodze zwiedzanie Monastyru
      M. Elonis i wykopalisk w Lerni. Nocleg w Hotelu Dore w Atenach

      piątek - 17-07 - 15 - Ateny, po południu wyjazd w stronę Termopyl, Meteory,
      Metsovo, Ioanina, jedziemy do Igoumenitsy -
      późnym wieczorem zaokrętowanie

      sobota - 18-07 - 16 - Ancona, dojazd do Polski
    • m.c.r Dzień 2 - Igoumenitsa i podróż w stronę Diakofto 21.07.09, 21:35
      4 lipca, sobota.
      Prom do Grecji przypłynął punktualnie, zatem o 8 mogliśmy zbierać się do wyjazdu
      z niego.
      Rozładunek aut w Igoumenitsie trwał około godziny. Ruszyliśmy po 9 w stronę
      Messopotamo, zatrzymując się tuż za portem na Shellu celem uzupełnienia płynów
      (paliwo + zimne napoje).
      Z trafieniem do Nekromantejonu problemów nie mieliśmy, raz, że nawigacja w aucie
      spisywała się wyjątkowo dobrze, dwa, że tego typu miejsca są dobrze oznaczone na
      przydrożnych znakach.
      Samo miejsce robi wrażenie (wejście płatne). Dobrze zachowana kaplica z freskami
      wewnątrz, sporo przeróżnych komnat, które kiedyś służyły za miejsca składania
      danin i tym podobnych i - najciekawsze - podziemne pomieszczenie, do którego
      zejść można po wąskich schodach.
      Wokół na drzewach wisiały plakaty, stanowiące zachętę do jakiegoś rejsu łodzią
      (mój przewodnik podaje, że do Nekro najlepiej dostać się łodzią, aczkolwiek ja
      tam rzeki żadnej nie widziałem).
      Zdjęcia zrobione, pora zatem ruszać dalej.
      Kolejny przystanek to starożytne Kassopi wraz z monastyrem i pomnikami na górze.
      Początkowa jazda dość monotonna, ot mijane po drodze plaże, lazurowe morze i
      płaska asfaltowa droga.
      Skręcamy w stronę Archangelos i kilka km dalej w prawo. Tutaj jest znacznie
      ciekawiej - kręto i widokowo. Dojeżdżamy do Kassopi (wstęp płatny) - teren do
      zwiedzania spory, zatem kręcimy się tam robiąc zdjęcia wszelkim kamieniom (jak
      ja je lubięsmile ) i pozostałościom po starożytnych budowlach (jak choćby
      wszechobecne teatry).
      Próbujemy ustawić do zdjęcia kozy - niestety bezskutecznie. Z dzwonkami na szyi
      biegały wszędzie, ale zaprosić ich do pozowania nie było możliwe smile
      Ruszamy serpentynami w stronę Zalongo i tutaj pierwszy zawód. Monastyr
      zamknięty, droga zaś do pomników na górze w remoncie. Nie da się wejść.
      Lekko sniesmaczeni wracamy do auta, pstrykając po drodze sesję żółwiowi
      lądowemu, który wybrał się na spacer wokół naszego auta smile
      Zgodnie ze starannie przygotowanym przeze mnie planem ruszyliśmy oglądać
      pozostałości po Nikopolis. Kilka zdjęć stadionu, pozostałości po teatrze (?) i
      zgodnie ze znakami do góry, szukać jakiegoś pomnika. Tego niestety nie było
      (choć widnieje on na mojej mapie, być może go przegapiliśmy), zrobiliśmy kółko
      po szutrowo-kamienistej drodze i wjechaliśmy na główną. Z tego wszystkiego
      zamiast pojechać w dół, oglądając resztki murów i innych zabudowań
      miasta-zwycięstwa, pojechaliśmy do Mitikas, tracąc tym samym ogrom pięknych
      widoków...
      W Prevezie przejazd płatny. Rzut okiem na mapę (jakby ktoś pytał o dobre mapy
      Grecji, to moim zdaniem lepszych od Road Editions nie ma) i ruszamy w stronę
      Vonitsy, Amfilochii i zatrzymujemy się przy Stratos, tej części miasta, która
      skrywa wykopaliska (a i owszem, również teatru). Asia zostaje w aucie, a ja
      biegam z aparatem - to tu, to tam smile
      Z tego wszystkiego zaczął nam się kurczyć czas, a przecież trzeba dojechać
      jeszcze do Diakofto na nocleg.
      Decydujemy się ominąć Oinidae - na pewno wrócimy w te rejony, a przyjechanie tam
      na 10 minut nie interesowało mnie. Ja lubię spokojnie poszwędać się z aparatem smile
      Po drodze do Antirio zatrzymujemy się przy ulicznym straganie - kupujemy arbuza
      i melona.
      Przez nieuwagę mijamy Mesologi, czego bardzo żałuję, bo mieliśmy zatrzymać się
      przy Plevronie - to też wędruje na następny raz.
      Przejazd mostem z Antirio do Rio dość drogi (~12EUR) - most jest potężną
      budowlą, ciężko jednak zrobić mu zdjęcia (jedyne możliwości do nie wjeżdżać na
      niego, tylko kierować się w stronę portu, zrobić zdjęcie przed mostem, lub po
      drodze przez szybę w aucie - nigdzie wewnątrz przejazdu zatrzymać się nie można)
      - w jego połowie mocno wieje i trzeba trzymać kierownicę smile
      Zaczął kropić deszcz, więc jedziemy szybko w stronę Diakofto. Dzięki bachuli
      znamy rozkład (tak nam się wydaje smile ) kolejki, którą chcemy dzień później
      wybrać się do Kalavryty.
      W Diakofto objechaliśmy 4 hotele, zwiedzając tym samym całe miasteczko smile - w
      żadnym nie było miejsc - w mieście będzie wesele, zatem pokoje wynajęte. Kręcimy
      się po okolicznych wioskach i trafiamy do bezpłciowego Nikoleika. Miejscowość
      nijaka, ale cisza i spokój, hotel 60EUR ze śniadaniem. Wobec braku alternatywy
      decydujemy się tam przenocować.
      • bachula_gr Re: Dzień 2 - Igoumenitsa i podróż w stronę Diako 22.07.09, 08:28
        > Rozładunek aut w Igoumenitsie trwał około godziny. Ruszyliśmy po 9
        w stronę Messopotamo, zatrzymując się tuż za portem na Shellu celem
        uzupełnienia płynów (paliwo + zimne napoje).

        To jednak dobrze pamietalam. Stary poczciwy Shell tam byl?

        >...Diakofto. Dzięki bachuli znamy rozkład (tak nam się wydaje smile )
        kolejki, którą chcemy dzień później wybrać się do Kalavryty.

        smile wszak ostrzegalam, ze pani w informacji sie wydawalo, ze lada
        dzien moga zmienic rozklad na bardziej letni ino nikt nie zna
        szczegolow. Grunt, ze kolejka wznowila dzialalnosc.
        • m.c.r Re: Dzień 2 - Igoumenitsa i podróż w stronę Diako 22.07.09, 19:21
          bachula_gr napisała:

          > > Rozładunek aut w Igoumenitsie trwał około godziny. Ruszyliśmy po 9
          > w stronę Messopotamo, zatrzymując się tuż za portem na Shellu celem
          > uzupełnienia płynów (paliwo + zimne napoje).
          >
          > To jednak dobrze pamietalam. Stary poczciwy Shell tam byl?

          Był smile taki raczej rodzinny - "przydomowy". Jest jeszcze jeden, z drugiej
          strony, jak się wjeżdża na Via Egnatie.

          > >...Diakofto. Dzięki bachuli znamy rozkład (tak nam się wydaje smile )
          > kolejki, którą chcemy dzień później wybrać się do Kalavryty.
          >
          > smile wszak ostrzegalam, ze pani w informacji sie wydawalo, ze lada
          > dzien moga zmienic rozklad na bardziej letni ino nikt nie zna
          > szczegolow. Grunt, ze kolejka wznowila dzialalnosc.

          Ano jeździ, jeździ smile Wprawdzie wolałbym te stare, klimatyczne wagoniki a nie
          nowe, klimatyzowane Stadlery, ale zapewne jestem wyjątkiem smile)
    • m.c.r Dzień 3 - Diakofto, Sykion, Xylokastro 22.07.09, 20:14
      5 lipca, niedziela.
      Bilety kupiliśmy na godzinę 11:30 (bilety + miejscówki dla 2 osób w 2 strony to
      koszt 13,60 EUR). Z Diakofto ruszyliśmy punktualnie, zmierzając w stronę Kalavryty.
      To, co mnie najbardziej cieszyło to fakt, że siedzenia mieliśmy tuż za kabiną
      maszynisty (przeszkloną), można więc było robić fajne, choć przez szybę, zdjęcia smile
      Początkowo trasa była łagodna, SZT piął się o własnych siłach przez wąwóz,
      przeciskając się między skałami.
      Po 20 minutach pierwsze strome (ZTCP 16%) nachylenie - tutaj opuszczone zostają
      koła zębate, które "wgryzają" się w trzecią szynę.
      Z oszałamiającą prędkością 10-15km/h ruszyliśmy dalej.
      12:15 docieramy do Zachlorou, z którego rozpoczyna się pieszy szlak do Mega
      Spileo. Postój trwał kilka minut, za krótko jednak, by usiąść w przystacyjnym
      hotelu/restauracji (tory przebiegają na wyciągnięcie dłoni od niego).
      O 12:40 dojechaliśmy do Kalavryty. Tutaj kilka zdjęć i wsiadamy, bo 12:42 pociąg
      wraca w dół, do Diakofto.
      W drodze powrotnej udaje nam się zrobić zdjęcia "starej" trasy, a w zasadzie jej
      odcinka, który przebiegął przez wykuty w skale tunel (nowy odcinek omija ten
      twór) i napotykamy na pociąg, który jedzie w stronę Kalavryty. Ciekawy widok,
      jeden tor, dwa zespoły jadące w przeciwnych kierunkach. Wiem już po co budowano
      co jakiś czas mijanki smile))
      W Diakofto pakujemy się do auta i jedziemy czym prędzej do "miejsca, które
      odwiedzane jest przez zaledwie kilku turystów w roku" - Sykion.
      Z trafieniem do stanowiska archeologicznego problemu nie ma, znaki kierujące na
      muzeum spotykamy na praktycznie każdym skrzyżowaniu.
      Dojeżdżamy "na styk" - 5 minut przed 15 (do tej godziny teoretycznie wszystko
      jest otwarte) - przemiła pani pozwala nam na bieganie z aparatem, choć
      informuje, że muzeum jest już zamknięte (za wstęp nic nie płaciliśmy).
      Prace badawcze w Sykione są wciąż prowadzone, widać, jak wiele tam miejsc do
      odkrycia.
      Samo miejsce podzielone jest na 2 obszary - ruiny świątyni, fontanny etc, drugi
      zaś to przeogromny teatr, ze tunelami służącymi za wejście nań. Pierwszy raz coś
      takiego widzę.
      Zwiedzanie zajmuje nam około godziny, upał okropny, ale warto. Pragnienie gasimy
      arbuzem - zdecydowanie lepszy niż woda smile
      Z Sykionu udajemy się na nocleg do Xylokastro, rezerwację mamy w hotelu Miramare
      tuż przy plaży.
      Po przyjeździe szybki prysznic i postanawiamy się przejść, trochę późno na
      kąpiele, poza tym pogoda średnio dopisuje.
      Samo miasto nie przypadło mi do gustu. Wygląda na typowy kurort z
      piaszczysto-kamienistą plażą oraz ogromem hoteli. Cóż, na ładniejsze miejsca
      przyjdzie jeszcze czas, a tym czasem Xylokastro jest dobrym miejscem na
      kontynuowanie dalszej podróży.
    • m.c.r Dzień 4 - Nemea, Koutsio, Karitena, Bassai, Mesene 24.07.09, 21:25
      6 lipca, poniedziałek.
      Z Xylokastro wyjechaliśmy po śniadaniu - było o tyle łatwiej, że nie zachwyciło
      nas niczym.
      Ruszyliśmy autostradą w stronę Koryntu, by tuż przed nim odbić na Tripolis.
      Naszym pierwszym przystankiem była antyczna Nemea (Archea Nemea). Wstęp kosztuje
      5EUR i obejmuje oba stanowiska archeologiczne wraz z muzeum.
      Zwiedzając teatr byliśmy jedynymi turystami (zapewne większość w poniedziałki
      nawet nie wybiera się niczego oglądać, bo i tak większość miejsc jest pozamykana
      smile, mogliśmy więc sobie pozwolić na powolne łażenie i fotografowanie czego
      tylko chcemy. W Nemei - co 4 lata - odbywają się igrzyska nemejskie, o czy
      informują wszechobecne plakaty.
      Zobaczywszy stadion udaliśmy się w stronę świątyni Zeusa, położonej kilkaset
      metrów dalej (jest duży parking przed wejściem). Pierwsza niespodzianka - muzeum
      jest zamknięte, o czym nikt nie informuje (bo i po co), w zamian możemy jednak
      znów samotnie chodzić wokół ruin i samej świątyni (mocno restaurowanej, wydaje
      mi się, że kolumn przybywa).
      Poza archeologami i budowlańcami nikogo nie ma. Pstrykamy kilka fotek ruin,
      grobowca i kierujemy się do łaźni.
      W tym momencie posłuszeństwa odmawiają akumulatory w gripie aparatu. Żaden
      problem, myślę sobie, przecież w korpusie jest dodatkowy komplet. On jednak też
      nie działa smile
      Biegnę więc czym prędzej do auta - tam mam trzeci komplet, teoretycznie
      naładowanych akumulatorów, które w praktyce umożliwiają dokończenie zdjęć łaźni,
      kilkunastu zdjęć świątyni, po czym oznajmiły, że się rozładowały smile
      Na szczęście uchwyciłem w kadrze to, co chciałem smile
      Z Archea Nemea udajemy się do Nemea, w pobliskim markecie DIA robimy małe zakupy
      (w tym baterie do aparatu) i jedziemy do Zacharias Vineyards - mojej ulubionej
      greckiej winnicy.
      Przesympatyczna pracownica po chwili z radością nam obwieszcza, że nas pamięta i
      że cieszy się z ponownych odwiedzin smile
      Miłe smile
      Robimy zakupy - kilka butelek różnych win, przywitaliśmy się z Ojcem właściciela
      winnicy (niestety ten ostatni mógł dojechać dopiero za godzinę, umawiamy się
      więc telefonicznie na wizytę za rok).
      Z Polski przywieźliśmy im foto album Wrocławia (w j. angielskim), dopisaliśmy
      dedykację i wręczyliśmy tym niezwykle miłym ludziom. Bardzo się z prezentu
      ucieszyli.
      Wymieniliśmy kilka serdeczności, porozmawialiśmy i ruszyliśmy w stronę Koutsio -
      tutaj mieści się GAIA wines, z pracownicą której uzgodniłem przyjazd, zwiedzanie
      i zakupy.
      Droga kręta i górzysta, ale jedzie się przyjemnie. Po drodze mnogość znaków
      nemejskiego szlaku winnego (winnic?) - kierującego do co bardziej znanych
      lokalnych winnic. Jest ich baaaardzo dużo.
      Po kilku km dostrzegamy czerwony budynek - dojeżdżamy na miejsce.
      Pytamy pracownika o p. Chrysse - okazuje się, że owszem, pracuje taka, ale w
      biurze, w Atenach.
      Grecja to piękny kraj, tam to się można umawiaćsmile Skądże ja miałem wiedzieć, że
      pisząc o wizycie w Nemei, wspominając o chęci zwiedzania winnicy mam kierować
      się do biura w Atenach, a nie do siedziby GAIA w Koutsio smile
      No nic, wytłumaczyliśmy o co nam chodzi, oprowadzono nas po budynku, pokazano
      chłodnie, urządzenia do rozlewania wina, do jego ugniatania, wyciskania soku,
      butelkowania, na deser zaś pozostawiając podziemną piwniczkę z leżakującym
      boskim trunkiem smile
      Zakupów zrobić się nie dało - na miejscu niczego nie sprzedają.
      Za rok w Nemei pooglądamy inne winnice - nie ma z tym żadnego problemu, więc
      miłośnikom gronowego trunku serdecznie polecam taką wycieczkę
      Wracamy do Nemei i dalej na autostradę w stronę Tripoli. Jedzie się ciężko, bo
      non stop coś naprawiają i praktycznie na całej trasie czynny jest tylko jeden
      pas ruchu.
      Dziwi mnie bardzo to, że chcą poprawić istniejące odcinki. Nie mam na myśli
      tylko remontu, ale przede wszystkim budowę tuneli i tym podobnych obiektów.
      Wydaje mi się, że lepszym rozwiązaniem byłoby dociągnięcie autostrady do
      Kalamaty lub Sparty, a nie grzebanie w czymś, co spełnia swoją rolę.
      Przed strasznie brzydkim Megalopoli skręcamy w prawo - to będzie mój wielki
      dzień. Po trzech latach prób zobaczę świątynię Bassai. Miejsce równie tajemnicze
      co piękne.
      Droga zaczyna wić się serpentynami po górach - bardzo zielono tu. Widać, że
      przyroda powoli odradza się po pożarach.
      Przejechaliśmy przez długi most i olśniło mnie! Toż przecież tutaj miał być
      "most pod mostem" - wiadomo, kto z forumowiczów go szukał kiedyś smile
      Moje zadanie było łatwiejsze, wiedziałem przecież, że przed Kariteną jest to,
      czego mam szukać smile))
      Asia zostaje w aucie, ja pędzę w dół z aparatem, przeskakując kamienie i krzaki.
      Jest! W całej okazałości. Most pod mostem. Widać, że auta przez niego wciąż
      jeżdżą (choć nie wiem po co) - droga przezeń nigdzie nie prowadzi.
      Można jednak w ciszy i spokoju zrobić mu zdjęcia - z każdej strony.
      Ponoć da się zejść niżej tak, aby wejść wewnątrz mostu, szczególnie zaś do
      kapliczki w nim, ale nie udaje mi się znaleźć żadnej ścieżki.

      W górach widać jakieś Kastro, ale nie mam pojęcia co to, nie wiem jak tam
      dojechać (choć wygląda zachęcająco) i najważniejsze - zaczyna brakować nam
      czasu, a przecież Vasses jest na wyciągnięcie ręki...
      Do świątyni docieramy przed 15, pełni obaw, czy będzie otwarta. Wszak mamy
      poniedziałek, to raz, dwa, prawie 15, dodając jedno do drugiego wychodzi nam
      prawdopodobieństwo zamknięcia bliskie 100%.
      Szczęście jednak nam sprzyja - za 4EUR możemy wejść do środka, w stronę
      wielkiego namiotu skrywającego skarb.
      Skarb ten jest jedną z dwóch świątyni w kompleksie (nie wiem gdzie jest druga,
      widzieliśmy ją na mapie przed wejściem, znaków jednak żadnych nie było).
      Moim zdaniem jest to najlepiej zachowana świątynia w Grecji, a na pewno
      najlepiej z tych, które widziałem. Rok temu zachwycałem się Afai na Aeginie (czy
      Ejinie, jak mawiają tambylcy) - Vasses zwalił mnie z nóg.
      Zachwytom i zdjęciom nie było końca.
      Wewnątrz namiotu schowane jest prawdziwe cudo, z zachowanymi kolumnami,
      pomieszczeniami wewnętrznymi, można również obejrzeć film prezentujący historię
      tego miejsca a także pokazujący prace archeologiczne (dostępny w j. angielskim i
      greckm).
      Nie wiedzieć kiedy minęła godzina, postanawiamy więc zbierać się, przed nami
      jeszcze starożytne Mesene, Koroni i szukanie noclegu.
      Postanowiłem nie wracać do Megalopoli, bo to bez sensu, mapa i nawigacja były
      zgodne - jedziemy dalej, odbijając w Perivolii w stronę Kopanaki.
      Droga "żółta", choć w górach - nie powinno być źle. Teoretycznie.
      Praktyka jak zwykle inna, ślimak nie jest tak pokręcony jak cała trasa od
      Perivolii. Mnogość ostrych wzniesień, praktycznie cała trasa do jazda na
      "jedynce", w porywach "dwójce". Silnik grzeje się niemiłosiernie, wentylator
      chłodnicy non stop włączony, ale jedziemy dalej smile
      Widokowo trasa jest piękna, ale mój granatowy lew pewnie będzie zły na mnie za
      takie katorgi smile))
      Przez chwilę wręcz zwątpiłem, czy aby na pewno dobrze jedziemy. Figalia wita nas
      drogą ułożoną z jakiegoś rodzaju płyt (przechodzącą z asfaltu), po czym ulica
      zamienia się w szutr. Nie mam wyjścia, więc jadę dalej. Za zakrętem znów asfalt.
      Ot takie tam ciekawostki smile
      Do starożytnego Mesene trafiamy od strony bramy arkadyjskiej - krótki postój na
      zdjęcia i jedziemy dalej, wiem, że stanowisko archeologiczne tutaj jest znacznie
      większe, trzeba więc poświęcić mu sporo czasu.
      Przejeżdżamy przez bramę i kierujemy się w lewo. Później tylko ostro w dół (na
      tyle, że część aut miała problem z podjazdem, wymagany jest wcześniejszy
      rozbieg) - to już Mavrommati.
      To, co zastajemy jest gigantyczne (wejście bezpłatne).
      Teatr, łaźnie, fontanny, kolumny, odeon, stadion i wiele, wiele innych budowli.
      Nie wiedzieć nawet kiedy robienie zdjęć zajmuje mi kolejną godzinę.
      Brakło jedynie czasu na Ithome - była tam kiedyś świątynia Zeusa, w tej chwili
      stoi tam monastyr.
      Wybija prawie 18, wracam więc do auta i szybko ruszamy w stronę południa.
      • m.c.r Dzień 4 - Nemea, Koutsio, Karitena, Bassai, Mesene 24.07.09, 21:30
        (nagryzmoliłem tyle, że miejsce się skończyło smile)))

        Po drodze ustalamy, że noclegu poszukamy w Koroni, twierdzę w Methoni zaś
        pozostawimy na dzień następny.
        Ze spaniem problemu nie ma, kierujemy się w stronę nadbrzeża (z doświadczenia
        wiem, że tam warto zaczynać poszukiwania). Pytam o wolne pokoje w tawernie z
        wiszącym plakatem "domatia" i otrzymuję potwierdzenie - jest dla nas pokój za 40EUR.
        Oglądamy - jest bardzo ładny, z lodówką smile
        Płacimy, bierzemy prysznic. Asia zostaje w pokoju, ja zaś idę porobić zdjęcia.
        Koroni to bardzo ładna miejscowość. Typowo turystyczne nadbrzeże z ogromem
        tawern i kawiarni, ale spokojne.
        Mógłbym tu spędzić kilka dni. Na końcu promenady widać oświetloną twierdzę - za
        późno jednak na jej zwiedzanie.
        Po drodze robię zdjęcia, kupuję kilka pocztówek i wracam do pokoju.
        Kolacja i spanie smile
      • bebiak Re: Dzień 4 - Nemea, Koutsio, Karitena, Bassai, M 25.07.09, 00:50
        m.c.r napisał:

        > Przejechaliśmy przez długi most i olśniło mnie! Toż przecież tutaj >miał być
        "most pod mostem" - wiadomo, kto z forumowiczów go szukał kiedyś smile

        smile)))))))))


        > Jest! W całej okazałości. Most pod mostem. Widać, że auta przez >niego wciąż
        jeżdżą (choć nie wiem po co) - droga przezeń nigdzie >nie prowadzi. Można jednak
        w ciszy i spokoju zrobić mu zdjęcia - z >każdej strony.
        > Ponoć da się zejść niżej tak, aby wejść wewnątrz mostu, >szczególnie zaś do
        kapliczki w nim, ale nie udaje mi się znaleźć >żadnej ścieżki.

        Ojjj, straszny pech Marcinie: zapalenie świeczki w tej kapliczce to wielka
        wewnętrzna radość bo kurczę, mam wrażenie, że niewiele osób tam zagląda. Nie
        wiem dlaczego nie zszedłeś na dół - o ile rzeczywiście mostu się trochę
        naszukałam ze 2 lata temu, to zejście na dół wydało mi się jakieś takie banalne
        zupełnie... Ale może po prostu tak spojrzałam akurat we właściwym kierunku -
        tak bywa czasem.

        Śliczne te Twoje opowieści.. westchnę tylko: ochhhh
        I pozdrawiam. B.
        • m.c.r Re: Dzień 4 - Nemea, Koutsio, Karitena, Bassai, M 25.07.09, 11:20
          bebiak napisała:

          > Ojjj, straszny pech Marcinie: zapalenie świeczki w tej kapliczce to wielka
          > wewnętrzna radość bo kurczę, mam wrażenie, że niewiele osób tam zagląda. Nie
          > wiem dlaczego nie zszedłeś na dół - o ile rzeczywiście mostu się trochę
          > naszukałam ze 2 lata temu, to zejście na dół wydało mi się jakieś takie banalne
          > zupełnie... Ale może po prostu tak spojrzałam akurat we właściwym kierunku -
          > tak bywa czasem.

          Hmm, wydawało mi się (na logikę), że zejście powinno być od strony tejże
          kapliczki. Nie znalazłem go jednak ani przed mostem, ani za (może po prostu
          ścieżka zarosła jakimiś krzakami i drzewami, bo teoretycznie można było przez
          nie przeskoczyć smile
          • bebiak Re: A takie zdjęcie znalazłem 25.07.09, 15:53
            Oj, kapliczkę zalało? Dobrze widzę? Zgroza..sad
            Ale muszę przyznać w całej tej zgrozie, że woda wylewająca się z tych "okien"
            wygląda nader malowniczosmile
            Piękne to zdjęcie!

            Kiedy ja tam byłam poziom wody był dość niski (przełom kwietnia/maja): chodziłam
            po kamieniach (sporych co prawda) rozrzuconych w rzece.
    • m.c.r Dzień 5 - Methoni, Kalamata, Sparta, Mistra, Githi 27.07.09, 22:03
      07 lipca, wtorek.
      Plan był prosty - wyjeżdżamy z Koroni (nie było czasu na zwiedzanie tamtejszej
      twierdzy), jedziemy do Methoni (w/g przewodnika i zdjęć bah'a - zdecydowanie
      pokaźniejszej od tej w Koorni), mkniemy w stronę Pylos, dalej Pałac Nestora,
      okoliczne tolosy, wjeżdżamy do Kalamaty przywitać się z Sylwią, wyruszyć na
      poszukiwanie słynnej Kalamackiej (?smile)) ) oliwy, dalej serpentynami do Sparty,
      Mistra i Githio (a właściwie Mavrovrouni), gdzie miałem zarezerwowane dwa noclegi.
      Ambitne, ale wykonalne. Odległości nie są zbyt duże, więc będzie i czas na to,
      żeby się poszwędać tu i ówdzie.
      Z Koroni do Methoni jest około 25km. Samo miasto nie przypada nam do gustu -
      cieszymy się, że jednak noc spędziliśmy w Koroni.
      Samochodem, po bardzo wąskich drogach, docieramy na parking przed samą twierdzą
      (wstęp bezpłatny). Faktycznie, jest ona przeogromna i z zewnątrz bardzo dobrze
      zachowana.
      Przez most nad nieistniejącą (albo wyschniętą?) fosą wchodzimy na teren tego
      monstrum.
      Wewnątrz aż tak ciekawie nie jest - mnóstwo zielska, wydeptane ścieżki, kilka
      ruin, jakaś kapliczka i "kolona" - samotnie stojąca na środku dziedzińca. Po
      prawej jest jeszcze tajemnicza piramida smile
      Nie rezygnujemy jednak i idziemy dalej w stronę murów.
      Kilkunastominutowa wędrówka (powiązana z robieniem zdjęć wszelakim kamieniom,
      sprawiającym wrażenie ruin twierdzy) doprowadza nas do tamtejszej Bourtzi.
      Wdrapujemy się schodami do wieży - dostępne jest tylko pierwsze piętro, reszty
      brak. Stąd rozpościera się niesamowity widok na całą twierdzę.
      Warto było tu przyjechać.
      Mimo, iż pozostanie na noc pewnie byłoby błędem, to spędzenie kilku godzin
      szwędając się wewnątrz murów sprawiło, że dzień zapowiadał się bardzo udanie smile
      Zdecydowanie trzeba będzie tutaj wrócić - przy okazji chciałbym popłynąć czymś
      (pewnie się da, może bah będzie wiedział?) na Sapientza i Schiza...
      Wsiadamy do auta i jedziemy w stronę Pylos i dalej mamy jechać na północ w
      stronę Gialova.
      Jakimś jednak cudem trafiamy od razu na drogę do Kalamaty, postanawiamy więc, że
      zawracać nie ma czasu, Nestor poczeka, a Sylwia nam może uciec smile))
      Dzwonię więc do naszej polskiej Kalamatki i informuję, że za jakąś godzinkę
      powinniśmy się u niej pojawić.
      Umawiamy się wstępnie w centrum, w okolicy "muzeum kolei", czyli mówiąc
      (pisząc?smile wprost - parku z kilkoma mniej lub bardziej zdewastowanymi lokomotywami.
      Nawigacja kieruje nas bezbłędnie (podczas całego urlopu sprawdziła się na 4+ w
      skali 1-6) i docieramy w pobliże parku oraz portu, mając na wyciągnięcie dłoni
      kompleks handlowy wokół marketu AB.
      Sylwia dociera do nas kilka minut później i ustalamy szczegóły dalszego
      działania smile
      Teoretycznie mieliśmy kupić oliwę, zamienić dwa słowa i gnać dalej do Sparty,
      praktycznie zaś okazała się ona tak niesamowicie sympatyczną osobą (a my
      dysponowaliśmy zapasem czasu w związku z ominięciem Pałacu Nestora), że aż
      szkoda było opuszczać miasto.
      Obeszliśmy sobie port z dwóch stron, zrobiliśmy kilka wspólnych fotek, wypiliśmy
      frapkę w kolejowym parku i nie wiedzieć kiedy zleciały dwie godziny.
      Przy okazji jeszcze raz serdecznie dziękujemy za oliwę!smile
      No nic, trzeba było się zbierać. 60 km to nie jest daleko, ale zawijasami szybko
      jechać się nie da.
      Wyruszyliśmy więc w stronę Sparty pamiętając o tym, by przy jakiejkolwiek okazji
      wrócić do Kalamaty (zatem Metsovo i Kalamata to dwa żelazne punkty przy
      najbliższej wizycie na południu).
      Przed Spartą decydujemy się zjechać na Mistrę - tak będzie rozsądniej.
      Zaczynamy od górnego miasta (bilet 5EUR, uprawnia do zwiedzania góry i dołu) -
      twierdza i bizantyjskie kościoły. Robimy zdjęcia, spotykamy turystów z Polski,
      którzy również przyjechali autem i zjeżdżamy w dół. Wygodniej tak, niż wspinać
      się do góry o własnych siłach, tym bardziej, że upał masakryczny.
      Moim zdaniem dolne miasto jest znacznie ciekawsze od górnego. W każdym razie
      chodzenie tutaj zajmuje mi znacznie więcej czasu, robię więcej zdjęć i trafiam
      do małego, lokalnego muzeum.
      Wracając odwiedzam urządzenie serwujące zimną wodę z jakiegoś źródła - to jest
      zbawienie smile))
      Do Sparty docieramy kilka chwil później, a jej pierwszym przystankiem jest
      spełnienie mojego mojego skromnego marzenia - zdjęcie z posągiem Leonidasa smile
      Stamtąd udajemy się szutrową drogą w stronę "Ancient Agora". W zasadzie z ruin
      antycznej Sparty pozostało niewiele.
      Kilka kamieni układających się w okrąg, do tego ruiny teatru.
      Mimo wszystko dla mnie to magiczne miejsce.
      W Sparcie robimy zakupy na kolację - odkrywając odwieczny sekret greckich
      marketów, polegający na braku mięsa mielonego.
      Otóż drogie Panie i drodzy Panowie - tam mielone jest albo mrożone, albo
      "produkowane" na miejscu, zatem wyłożonego na tacy raczej go nie uświadczycie smile
      Pozostaje więc ruszyć do Mavrovouni na nocleg. Droga prosta, gubimy się jedynie
      w samym mieście szukając apartamentów.
      Te udaje się znaleźć po kilkunastu minutach - okazują się strzałem w
      przysłowiową dziesiątkę.
      Kalypso Studios to pięknie położony (nad "prywatną" zatoką) ośrodek składający
      się z dwóch budynków po zdaje kilka pokoi w każdym.
      My otrzymujemy pokój w tym bliżej morza, z dwoma(!!!) balkonami, dużym pokojem z
      aneksem kuchennym, osobną sypialnią i obszerną łazienką. Wszystko to w lipcu za
      40EUR/doba.
      Choć do tej pory traktowałem (i traktuję nadal) wszelakie pokoje, studia i
      apartamenty wyłącznie jako miejsce służące do mycia się i spania, to jednak to
      nam się bardzo podoba.
      Nie ma to jak kolacja na balkonie (z wyłączeniem gości w postaci komarów) z
      widokiem na morze smile Fajne!smile
      Mała uwaga jedynie co do parkingu (zadaszona wiata) - jak się ma ciężkie auto,
      to trudno wyjechać, jest dość stromo (choć i tak nic nie pobije bachulowego
      garażu - ja tam nie wjadę choćbyście mieli mi auto odholować do Aten big_grinD ).
      Następny dzień to Mani, pamiętając o obiecanych bahowi zdjęciach idziemy spać...
      • malgosia-t-13 Re: Dzień 5 - Methoni, Kalamata, Sparta, Mistra, 29.07.09, 15:30
        Jedźmy dalej,kontynuuj!obrazki mogą być później.Tak fajnie czyta się o kochanych miejscach,z których pamiętasz nawet kamienie.A dla tych,którzy będą planować podobną trasę dodam,że grafik powinien być mniej napięty;dla pełnej satysfakcji trzeba dojechać do Gialovej i zobaczyć Vidokilię.
        • m.c.r Re: Dzień 5 - Methoni, Kalamata, Sparta, Mistra, 29.07.09, 21:02
          Pałac Nestora wraz z Kastro (nowym i starym) za Pylos, obowiązkowo z laguną, to
          plany na przyszły rok:

          0 - wyjazd w nocy
          1 - dojazd do Wenecji, zaokrętowanie
          2 - Igoumenitsa, Nikopolis, Pleuron, Oenidae. Jedziemy w stronę Nafpaktos.
          Nocleg w Nafpaktos.
          3 - Trizonia, Patras, Pylos (twierdza, tolosy, pałac Nestora, obowiązkowo plaża
          Voidokilia + Kastro)
          4 - Dimitsana - zwiedzanie okolic (obowiązkowo Karitena + Gortys)
          5 - Mantineja, Tegea (Alea), Pellana, Nemea

          Tym razem - za namową bachuli - na prom pakujemy się w Wenecji.
          Co do grafiku - zgadzam się w 100%, choć mój w tym roku nie był strasznie
          napięty (może za wyjątkiem 2-3 dni) smile
          • dslr Re: Dzień 5 - Methoni, Kalamata, Sparta, Mistra, 30.07.09, 21:10
            m.c.r napisał:
            Tym razem - za namową bachuli - na prom pakujemy się w Wenecji.

            Witam
            jeśli możesz napisz proszę dlaczego Wenecja a nie Ancona ?
            Z Ancony mimo wszystko płynie się szybciej.
            Fakt - że dla mnie każdy argument za pobyciem choć troszkę w Wenecji jest
            zasadny wink) lecz może coś jeszcze odnośnie promu ? wink))
            • m.c.r Re: Dzień 5 - Methoni, Kalamata, Sparta, Mistra, 30.07.09, 21:20
              dslr napisał:

              > m.c.r napisał:
              > Tym razem - za namową bachuli - na prom pakujemy się w Wenecji.
              >
              > Witam
              > jeśli możesz napisz proszę dlaczego Wenecja a nie Ancona ?

              Z Ancony płynęliśmy dwa razy, więc warto spróbować z Wenecji smile

              > Z Ancony mimo wszystko płynie się szybciej.
              > Fakt - że dla mnie każdy argument za pobyciem choć troszkę w Wenecji jest
              > zasadny wink) lecz może coś jeszcze odnośnie promu ? wink))

              Co do promów - pływaliśmy z Anekiem, ale on z Wenecji ma raczej stare jednostki,
              Minoan wypada tutaj znacznie lepiej.
              Inne argumenty to:
              - 250km bliżej niż Ancona
              - prom płynie dłużej, ale wypływa wcześniej, więc to Grecji przybywamy o tej
              samej godzinie
              - wymuszona motywacja do zwiedzania samej Wenecji
              - przed Anconą często tworzą się korki, więc te 250km ostatnio pokonaliśmy w 5
              godzin, o mniej więcej tyle dłużej płynie prom
              - czas dojazdu liczę jako czas od wyjechania z Wrocławia do wjazdu na prom. Na
              tym ostatnim to już urlop smile

              Jak się nie sprawdzi Wenecja, to wrócimy do opcji z Anconą, aczkolwiek za rok
              jedziemy autem, za dwa na pewno pozostaje samolot (krążenie po Cykladach własnym
              autem moim zdaniem nie ma sensu, lepiej na miejscu quada wynająć) smile
    • bah77 Re: Peloponissos Tour 2009... 29.07.09, 08:38
      Witaj Marcinie!

      > - winieta na autostrady w Austrii - 7,70EUR, mandat za jej brak
      120EUR (przerobione praktycznie) - winietę należy kupić _przed_
      wjazdem do Austrii, na pierwszej stacji za granicą niestety nie
      pozwolono nam...

      W/g mnie, zasada "pierwszej stacji" obowiązuje, gdy na granicy nie
      można kupić winietki...

      > Wprawdzie wolałbym te stare, klimatyczne wagoniki a nie
      nowe, klimatyzowane Stadlery, ale zapewne jestem wyjątkiem )

      Nie jesteś wyjątkiem! wink
      Dodam nawet, że to właśnie z powodu tych nowych wagoników jednak
      zrezygnowałem z jazdy tą kolejką (nie ma to jak własne autko z
      otwartymi oknami!!!).

      Została jeszcze śliczna kolejka na cudownym Pilionie, ale na nią
      trzeba przeznaczyć cały dzień:

      www.aroundpelion.com/pelion-train/pelion-steam-train.html

      Meteory:

      Pamiętasz, jak Ci pisałem? smile

      "> 15 - Termopyle, Meteory, Ioanina, Zitsa (winnice) i okolice
      (Arta?), jedziemy do Igoumenitsy...

      Przejechać to można, ale gdzie tu czas na zwiedzanie, np. Meteorów?"

      Pozdrawiam

      bah77
      • m.c.r Re: Peloponissos Tour 2009... 29.07.09, 20:59
        bah77 napisał:

        > > - winieta na autostrady w Austrii - 7,70EUR, mandat za jej brak
        > 120EUR (przerobione praktycznie) - winietę należy kupić _przed_
        > wjazdem do Austrii, na pierwszej stacji za granicą niestety nie
        > pozwolono nam...
        >
        > W/g mnie, zasada "pierwszej stacji" obowiązuje, gdy na granicy nie
        > można kupić winietki...

        Ano właśnie - granic przecież nie ma (tzn Włosi wprowadzili w tym czasie
        kontrole ze względu na jakiś szczyt unijny czy coś, ale nie dotyczy to Austrii).
        Niestety gburowi wytłumaczyć się tego nie dało.

        > > Wprawdzie wolałbym te stare, klimatyczne wagoniki a nie
        > nowe, klimatyzowane Stadlery, ale zapewne jestem wyjątkiem )
        >
        > Nie jesteś wyjątkiem! wink

        Kolej to moje hobby (może się wybierzesz na coroczną Paradę Parowozów do
        Wolsztyna?smile ).

        > Dodam nawet, że to właśnie z powodu tych nowych wagoników jednak
        > zrezygnowałem z jazdy tą kolejką (nie ma to jak własne autko z
        > otwartymi oknami!!!).

        A miałeś okazję kiedykolwiek pokonać tą trasę kolejką? Pytam, bo mimo
        klimatyzacji w wagonach - sama trasa zapiera dech w piersiach smile

        > Została jeszcze śliczna kolejka na cudownym Pilionie, ale na nią
        > trzeba przeznaczyć cały dzień:
        >
        > www.aroundpelion.com/pelion-train/pelion-steam-train.html

        A to na przyszły rok (Skopelos + Pelion) z tym, że na chwilę obecną jedynie HSW
        ma bilety promowe w "normalnej" cenie ~200EUR w dwie strony za 2 osoby + auto.
        Nel na ten przykład pływa na Skopelos za ponad 300 - nie opłaca się zatem targać
        auta ze sobą na wyspę.

        > Meteory:
        >
        > Pamiętasz, jak Ci pisałem? smile
        >
        > "> 15 - Termopyle, Meteory, Ioanina, Zitsa (winnice) i okolice
        > (Arta?), jedziemy do Igoumenitsy...
        >
        > Przejechać to można, ale gdzie tu czas na zwiedzanie, np. Meteorów?"

        A no i przejechaliśmy big_grinDD do Zitsy nawet nie wjechaliśmy (za rok się pewnie
        uda, o ile bachula zechce być naszym przewodnikiem wink)) ).
        Nie wiem co się stało z pomnikiem Leonidasa stojącym przy autostradzie w pobliżu
        Termopyl. Dałbym sobie rękę uciąć, że go tam nie było (a stał z tego co pamiętam
        przy parkingu - Google Earth to potwierdza).
        • bah77 Re: Peloponissos Tour 2009... 29.07.09, 22:38
          > Ano właśnie - granic przecież nie ma...

          Marcinie, budki na dawnych granicach (np. SK/A) służą dalej do
          sprzedaży winiet...

          > Kolej to moje hobby...

          Pokażę kilka "ciekawych" greckich okazów kolejowych na FF Podróże
          podczas foto-relacji z mojej wycieczki... wink

          > A miałeś okazję kiedykolwiek pokonać tą trasę kolejką? Pytam, bo
          mimo klimatyzacji w wagonach - sama trasa zapiera dech w piersiach :-

          Nie jechałem, ale nienawidzę klimatyzacji, szczególnie podczas
          wakacyjnej wycieczki.
          Zimno latem to mam np. za oknem. smile

          > Nie wiem co się stało z pomnikiem Leonidasa stojącym przy
          autostradzie w pobliżu Termopyl.

          Może ma to jakiś związek z filmem?

          Pozdrawiam

          bah77
          • m.c.r Re: Peloponissos Tour 2009... 29.07.09, 23:00
            bah77 napisał:

            > > Ano właśnie - granic przecież nie ma...
            >
            > Marcinie, budki na dawnych granicach (np. SK/A) służą dalej do
            > sprzedaży winiet...

            Może nie zwróciłem uwagi, ale na granicy DE/A nie było żadnej budki.

            > > Kolej to moje hobby...
            >
            > Pokażę kilka "ciekawych" greckich okazów kolejowych na FF Podróże
            > podczas foto-relacji z mojej wycieczki... wink

            Ooo! Masz może z Pilio?

            > > A miałeś okazję kiedykolwiek pokonać tą trasę kolejką? Pytam, bo
            > mimo klimatyzacji w wagonach - sama trasa zapiera dech w piersiach :-
            >
            > Nie jechałem, ale nienawidzę klimatyzacji, szczególnie podczas
            > wakacyjnej wycieczki.
            > Zimno latem to mam np. za oknem. smile

            No to mimo wszystko masz czego żałować (chyba, że przemierzyłeś trasę kolejki
            piechotą po torach - tak też się da smile) ) - ta trasa jest NIESAMOWITA - nawet
            jakbym miał jechać w wagonie-chłodni, to bym pokonał ją jeszcze raz smile
            Na fotoforum wrzuciłem zaledwie kilka zdjęć z przejazdu, ale to trzeba na własne
            oczy...smile

            > > Nie wiem co się stało z pomnikiem Leonidasa stojącym przy
            > autostradzie w pobliżu Termopyl.
            >
            > Może ma to jakiś związek z filmem?

            Wydaje mi się, że nie. Google Earth pokazuje miejsce, w którym był
            przytwierdzony, ja go jednak nie zauważyłem. Na wszelki wypadek wbiłem
            współrzędne w GPS - zobaczymy za rok smile
            W każdym razie z Leonidasem mam zdjęcie w Sparcie - na jakiś czas wystarczy smile)))
            • bah77 Re: Peloponissos Tour 2009... 30.07.09, 14:11
              > Może nie zwróciłem uwagi, ale na granicy DE/A nie było żadnej
              budki.

              Nawigacja zapewne wskazała Ci wjazd do Austrii w okolicy Kufstein,
              czyli na A12.
              Pierwsza stacja benzynowa jest ok. 15 km od granicy - w Angath - czy
              to było właśnie tam?
              Dziwna sprawa, bo mandat za brak winiety wynosi w Austrii ok. 220,-
              €.

              Jadąc przez Mittenwald (tylko troszkę dłuższa jazda) można
              zaplanować wjechanie od razu na A13, na której nie potrzeba winiety,
              tylko jest opłata specjalna...

              > Ooo! Masz może z Pilio?

              Nic nowego (w temacie kolejowym) nie mam z Pilio.

              Pozdrawiam

              bah77
              • m.c.r Re: Peloponissos Tour 2009... 30.07.09, 19:03
                bah77 napisał:

                > > Może nie zwróciłem uwagi, ale na granicy DE/A nie było żadnej
                > budki.
                >
                > Nawigacja zapewne wskazała Ci wjazd do Austrii w okolicy Kufstein,
                > czyli na A12.

                Jechaliśmy przez Monachium, więc faktycznie Kufstein.

                > Pierwsza stacja benzynowa jest ok. 15 km od granicy - w Angath - czy
                > to było właśnie tam?

                Moim zdaniem tak, praktycznie od razu po wjeździe do Austrii (to by się
                pokrywało) - nie jestem pewien, ale zdaje się, że OMV

                > Dziwna sprawa, bo mandat za brak winiety wynosi w Austrii ok. 220,- €.

                Dostałem kwit na 120EUR z informacją, że to najniższa kara...

                > Jadąc przez Mittenwald (tylko troszkę dłuższa jazda) można
                > zaplanować wjechanie od razu na A13, na której nie potrzeba winiety,
                > tylko jest opłata specjalna...

                Myślałem nad tym, ale nie lubię jeździć w nocy po górskich drogach, a to zdaje
                się jest przez Garmisch - o ile mnie pamięć nie myli, jest tam dość stromo.
            • sebask1 Re: Peloponissos Tour 2009... 30.07.09, 23:29
              m.c.r napisał:

              > > > Nie wiem co się stało z pomnikiem Leonidasa stojącym przy
              > > autostradzie w pobliżu Termopyl.
              > >
              > > Może ma to jakiś związek z filmem?
              >
              > Wydaje mi się, że nie. Google Earth pokazuje miejsce, w którym był
              > przytwierdzony, ja go jednak nie zauważyłem. Na wszelki wypadek
              wbiłem
              > współrzędne w GPS - zobaczymy za rok smile
              > W każdym razie z Leonidasem mam zdjęcie w Sparcie - na jakiś czas
              wystarczy smile)
              > ))

              Stoi tam gdzie stał smile na tle linii energetycznej. Otworzono nowy
              odcinek autostrady z Lamii do Aten i zapewne tym odcinkiem jechałeś -
              omijając pomnik, trochę obecny przebieg autostrady widać na Google
              Earth, zapewne trwały prace, gdy satelita robił zdjęcia. Obecnie,
              żeby dojechać do pomnika jadąc od Lamii w stronę Aten trzeba zjechać
              zjazdem na Amfissę/Termopile, do niedawna ten odcinek był częścią
              starej drogi szybkiego ruchu do Aten a teraz ....urywa się
              prześmiesznie za wioską Termopile bez żadnych oznaczeń smile. Tak, że
              zniknięcie Leonidasa ma raczej związek z faktem, że Grecy naprawdę
              potrafią zasysać unijne pieniądze na budowę dróg i rzeczywiście na
              ten cel je wydawać.
              • m.c.r Re: Peloponissos Tour 2009... 30.07.09, 23:59
                Zgadza się, z Aten do Lamii jechaliśmy autostradą smile
                Byłem pewien, że Leonidas (a właściwie jego brak), to nie wymysł moich oczu smile)
                Jadąc od Aten też należy zjechać na Termopile?
                Co masz na myśli pisząc, że droga się urywa?smile
                • sebask1 Re: Peloponissos Tour 2009... 31.07.09, 00:36
                  Tak, jadąc z Aten do Lamii należy zjechać dokładnie tym samym
                  zjazdem, jest oznaczony na Termopile i Amfissę. Za wioską Termopile
                  po prostu droga się urywa, kończy się asfalt i zaczynają się
                  wertepy, w pobliżu widać nową autostradę - tak jakby starą drogę
                  ucięto i częściowo jej biegiem poprowadzono nową autostradę. Nie
                  zauważyłem w tym miejscu jakiegoś "dzikiego" wjazdu na autostradę
                  chociaż są takowe w tym rejonie.
                  • m.c.r Re: Peloponissos Tour 2009... 31.07.09, 08:48
                    Hehe, południowcy to mają pomysły.
                    To tak jak na Kithirze - szeroka droga asfaltowa, której jeden pas nagle znika,
                    bo na jego drodze stoi drzewo big_grin
                    Bez ostrzeżenia w postaci znaku o zwężeniu, bo i po co smile))
    • m.c.r Dzień 6 - południowe Mani, Mavrovouni, Valtaki 30.07.09, 00:00
      08 lipca, środa.
      Wstaliśmy dość wcześnie - bez pomocy budzika smile
      Szybkie śniadanie i zabieram się za przeglądanie planu dziennego. No tak - Mani.
      Western po Grecku. Wyciągam zatem sprawdzoną wielokrotnie podczas wojaży mapę
      Road i mniej więcej wiem jak to ma wyglądać.
      Pakujemy się do auta i pojawia się pierwszy problem - podjechać pod górkę z
      apartamentów łatwo nie jest. W każdym razie z miejsca się nie da - auto stoi,
      koła się kręcą - spalenizną śmierdzi jak na niejednym tuningowisku smile
      Wyczyn udaje się za drugim podejściem - sprawdzony, bachulowo-metsoviański
      sposób "z rozpędu do przodu" umożliwia wydostanie się z parkingu. Na wszelki
      wypadek postanawiam tam nie parkować po powrocie smile
      Do samego Areopoli jedzie się przyjemną szeroką i asfaltową szosą.
      Samo miasto nie zachwyca - w każdym razie na nas nie zrobiło wrażenia, mnóstwo
      jednak tu turystów (zapewne wycieczkowiczów zmierzających do jaskiń Pyrgos) -
      przy głównej ulicy sporo też miejscowych, sprzedających ceramikę i jakieś
      szmatki (raczej nie własnej roboty).
      Jedziemy dalej, nie decydujemy się na zjazd do Pyrgos - jaskinie mnie nie
      fascynują, a w planie mamy już jedną, więc wystarczy.
      Mani, teraz widać, że faktycznie tam jesteśmy. Wokół susza, nagie góry i ogrom
      wież. Niższych, wyższych, odrestaurowanych i zrujnowanych. Dla każdego coś
      dobrego smile
      Za Ag. Georgios widzimy w oddali coś pięknego - przylądek Tigani.
      Nie zastanawiając się długo zjeżdżamy do Stavri - wąską asfaltówką, która z
      każdym metrem robi się coraz węższa. No nic, coś nadjeżdża z naprzeciwka - na
      szczęście to miejscowy, więc spokojnie pozwala nam przejechać dalej, samemu zaś
      taranując poboczne krzaki smile
      Uprzejmi ci manijczycy smile))
      Tigani to patelnia (w każdym razie takie tłumaczenie znalazłem). Owszem, zgodzę
      się, że z wyglądu przypomina patelnie.
      Nic to jednak przy próbie dojścia doń. Jakąkolwiek drogą można dojechać mniej
      więcej do Agia Kyriaki. Stąd do twierdzy Mezapos jest około 2 kilometrów.
      Odległość niewielka, o ile nie idzie się właśnie po...patelni!
      Słońce grzeje, po drodze ani jednego drzewa, ani kawałka cienia (nie licząc
      małej kapliczki w połowie trasy) - docieramy jednak tam, gdzie można jeszcze
      dojść - dalej pozostaje skakanie po skałach, na co ochoty nie mamy.
      Można było po drodze zejść jakąś ścieżką (albo czymś, co ją przypomina) do
      Panagia Agitra - nie zdecydowaliśmy się jednak.
      Spotykamy dwa mile wyglądające osiołki, z którymi zapragnąłem zrobić zdjęcie.
      Jeden z nich okazał się tak zainteresowany przybyszami, że trzeba było uciekać smile
      Otwarty pysk zionący piekielnym zapachem nie wróżył niczego dobrego. Dzikus
      jakiś smile))
      Powrót był zdecydowanie bardziej męczący, słońce grzało coraz mocniej (a to
      dopiero godzina 10:30) - dobrze, że w aucie była butla zimnej wody, której
      półtora litra pochłonęliśmy w kilka sekund smile
      Wracamy na główną drogę - następnym stopem będzie jakikolwiek sklep z zimnymi
      napojami.
      Nie jest to jednak takie proste, dobrze, że w Kita takowy był. To pierwsza
      większa miejscowość po drodze, pozostałe tworzy kilka ruin wież, kolejnych kilka
      zamieszkałych i całość ta dumnie nosi nazwę jakiejś wioski smile
      Ma to swój niesamowity urok.
      Myślałem, że ostatni bastion wojowników manijskich - Kita i Nomia, będą
      obwarowane i pełne groźnie wyglądających wież - nic bardziej mylnego.
      W ogóle nie mam pojęcia jak oni ze sobą walczyli. Z wioski do wioski jest kawał
      drogi, te wieże wcale specjalnie wysokie nie są, czy broń w tamtych czasach
      miała aż taki zasięg?wink
      Chyba, że strzelano z armat big_grin
      Docieramy do Alika - bardzo ładnego miejsca. Droga tutaj rozwidla się - na
      południe prowadzi do Vathia, jadąc zaś na wschód można wrócić do Githio lub
      Areopoli.
      Widać stąd coraz więcej manijskich, pionowych budowli.
      Tak, to jest coś na co czekałem (aparat też) smile
      Początkowo (sam nie wiem czemu) ruszamy na wschód do Tsikkalia - tradycyjnie już
      górami, pagórkami i niezliczonymi serpentynami. Niestety stąd na Tenaro dojechać
      ciężko bez auta terenowego. Teoretycznie jest dalej droga, ale stroma i szutrowa
      - osobówką próbować nie będę.
      Zawracamy więc i ruszamy do Vathia - moim zdaniem to "perła" półwyspu.
      Przed "wieżowiskiem" znajduje się mała zatoczka, w której zostawiamy auto i
      ruszamy po ruinach (zamieszkałych!) robić zdjęcia.
      Kilkanaście minut później ruszamy w stronę Tenaro - zgubić się nie jest łatwo -
      początkowo są znaki kierujące na Cape, później zaś podążać należy za
      drogowskazami na tawernę.
      Mnie jednak prowadzi nawigacja - sprawdzająca się naprawdę świetnie.
      Z góry widzimy Marmari - prześliczną plażę z błękitnym morzem - idealne miejsce
      na kąpiel.
      Po 12 docieramy do celu podróży - cape tenaro. Na końcu drogi jest parking,
      zajęty częściowo przez kamper.
      Stąd idę zrobić zdjęcia pozostałościom świątyni poseidona, wyglądającej jak
      kapliczka smile
      Niestety nie mam sił na to, by dotrzeć do latarni i zrobić obiecane bahowi zdjęcia.
      Wycieńczony słońcem wskakuję do pobliskiej zatoczki z chłodną wodą. Ulga i
      zbawienie (nie licząc setek jeżowców smile ).
      Wypada trochę wyschnąć i wrócić do auta.
      Połowa dnia mija nam niezwykle szybko, ale jest to dzień pełen wrażeń i
      niezapomnianych widoków jakże innej części Grecji...
      Wracamy więc do apartamentów w Mavrovouni, zatrzymując się kilka razy po drodze
      na "fotostopy".
      Szybki prysznic i przed 15 jesteśmy gotowi na pierwsze porządne plażowanie smile
      Celem staje się więc urocza piaszczysta plaża Valtaki - słynna przede wszystkim
      z wraku statku spoczywającego przy brzegu (którego historii nie znam).
      Jedziemy "na czuja" - zerkając przez okno czy aby dobrze. Wrak stoi, zatem i
      trasa jest prawidłowa.
      Po kilku chwilach jest zjazd do Valtaki i pobliskiej tawerny, w której
      decydujemy się przekąsić gavros i choriatiki. Asia zamawia frappe (opiła się
      tego hektolitrami smile ) - obowiązkowo z mlekiem i cukrem (ja zdecydowanie wolę
      bez tych dodatków) - mnie pozostaje zimny Mythos.
      Po obiedzie idziemy rozłożyć się z kocem.
      Jeszcze tylko sesja fotograficzna wraku, kilka zdjęć plaży, meduzie (chyba
      zdechłej) i pozostaje leniuchowanie na piasku i pływanie w morzu.
      Ulga, uwierzcie smile
      Po 18 wracamy do pokoju - pora na wieczorną lampkę wyśmienitego różowego wina od
      Zachariasa.
      Jutro kolejny ciekawy dzień - cały poświęcony wyłącznie Kiparissi - zagadkowym
      dla mnie miejscu, znanym jedynie z opowieści baha...
      • bah77 Re: Dzień 6 - południowe Mani, Mavrovouni, Valtak 30.07.09, 19:56
        > W ogóle nie mam pojęcia jak oni ze sobą walczyli. Z wioski do
        wioski jest kawał drogi, te wieże wcale specjalnie wysokie nie są,
        czy broń w tamtych czasach miała aż taki zasięg?wink

        Wystarczającą frajdę sprawiało Maniotom bombardowanie sąsiadów:

        fotoforum.gazeta.pl/72,2,91,50565337,50684816.html

        > Niestety nie mam sił na to, by dotrzeć do latarni i zrobić
        obiecane bahowi zdjęcia.

        Trudno, może ktoś z Forum jednak dotrze na sam koniec Europy...

        Więc i starych mozaik też tam nie widziałeś. wink

        Pozdrawiam

        bah77
        • m.c.r Re: Dzień 6 - południowe Mani, Mavrovouni, Valtak 30.07.09, 20:04
          bah77 napisał:

          > > Niestety nie mam sił na to, by dotrzeć do latarni i zrobić
          > obiecane bahowi zdjęcia.
          >
          > Trudno, może ktoś z Forum jednak dotrze na sam koniec Europy...

          Ależ nie jest powiedziane, że ja tam nie wrócę (na pewno wrócę smile ).
          Mani mnie wciągnęło. Mam ochotę na zjechanie z głównej trasy i pojeżdżenia po
          tych wąskich uliczkach. Może następnym razem zamiast szlaki manijskich wież
          będzie szlak manijskich kościołów? Są niezwykle ciekawe w tej swojej surowości...

          > Więc i starych mozaik też tam nie widziałeś. wink

          No nie smile nie wiem też gdzie znajduje się słynne wejście do hadesu.
          Nic straconego. Z tego co widziałem, to trasa do latarni zajmuje jedynie 30
          minut - nie jest to więc jakiś specjalny wyczyn...smile
    • m.c.r Dzień 7 - Kiparissi 30.07.09, 23:27
      09 lipca, czwartek.
      Tradycyjnie już wstaliśmy wcześniej (to jakaś norma smile ), chwilę później jedząc
      musli z mlekiem na śniadanie.
      Zapakowaliśmy bagaże do auta - zdecydowanie ich mniej niż w zeszłym roku, ale i
      tak za dużo. Przy następnej wyprawie trzeba będzie jeszcze bardziej zredukować
      ich ilość smile
      Dzisiejszy dzień na pewno cieszył Asię - cały dzień leniuchowania w Kiparissi.
      Dla mnie to też duże przeżycie - sam dojazd miał dostarczyć ogrom wrażeń, nie
      ukrywam, że trochę się go obawiałem (straszne zdjęcia baha smile)))) ).
      Ruszyliśmy więc z Mavrovouni, mijając po drodze Githio, Skale (z ciekawym mostem
      kratownicowym, przerzuconym nad Evrotas). Dalej planowałem jechać przez Molai i
      dopiero tam odbić na północ, moja nawigacja zaproponowała jednak trasę przez
      Apidia, Ag. Dimitrios i dalej Pistamata i Harakas. Jeszcze tylko rzut okiem na
      mapę papierową - jest ok, wszystkie drogi "żółte", nie powinno być więc
      problemów z przejazdem.
      Faktycznie tak było, droga całkiem szeroka (w każdym razie można był się mijać
      smile ), asfaltowa, ciekawa widokowo (mnóstwo zieleni) - za wyjątkiem oczywiście
      mijanych wiosek, w których na głównej ulicy mijanie było niemożliwe - tam droga
      ma szerokość auta (czy to jakiś patent grecki? W każdej wsi/miasteczku ulica
      służyć powinna do spacerowania, a nie jazdy suspicious ).
      Po drodze mijamy kilka walców i maszyn kładących asfalt (w górach!!smile ).
      Za Ag. Dimitrios jest bardzo płasko, można więc jechać szybciej tym bardziej, że
      w tle widać już góry, z którymi trzeba będzie się zapoznać smile
      Najciekawsza widokowo droga zaczyna się za Harakas. Mniej więcej 10km jazdy po
      grani góry Hionovouni (albo Zarakas, sam nie wiem).
      Wbrew pozorom droga wcale wąska nie jest, udaje nam się nawet minąć szarżującą z
      góry ciężarówkę smile
      Fakt, są odcinki, gdzie taki manewr nie byłby możliwy, ale przed i za nimi są
      mijanki.
      Co chwilę zatrzymujemy się robić zdjęcia - zarówno samej drogi jak i zatok,
      widzianych na dole.
      Przepiękny widok. Po lewej pionowa, skalna ściana, po prawej taka sama,
      opadająca do morza. Mimo to droga męcząca nie jest (choć wymaga skupienia),
      dodatkową radością jest to, że żyjemy w przekonaniu, iż poza bahem nie było tu
      może żadnego Polaka (złudnym, jak się później okazuje) smile
      Mijamy samo Kiparissi i kierujemy znakami na Paralie (zapomniałbym dodać, że w
      mijanych wcześniej wioskach za drogowskazy na Kiparissi robiły domowej produkcji
      drewniane deski z wyrytą/wypisaną nazwą miejscowości - ciekawe, nie?smile ).
      Dojeżdżamy do samego portu (to smutny dzień dla tej miejscowości - zmarł jej 93
      letni mieszkaniec) - po hotelach ni widu, ni słychu.
      Ten port (chyba ten) swego czasu obsługiwał połączenia zarówno promowe, jak i
      (później) wodolotowe. Z nieznanych mi jednak przyczyn w tym roku ich nie było (a
      szkoda, bo można się było drogą lądową dostać do Monemvasi) - mieszkańcy nie
      odpowiadali na pytania co się z nimi stało.
      Postanawiamy wrócić do głównego skrzyżowania Paralia/Mitropoli i tam kogoś
      zapytać o drogę do jakiegokolwiek hotelu.
      Pomysł był dobry, okazuje się, że wystarczyło skręcić w innym miejscu. Po chwili
      parkuję przed plażą i hotelem Myrtoo. Niestety nikogo w nim nie ma, nie
      zniechęca mnie to jednak i idę kawałek dalej.
      Wielki napis "domatia" powoduje uśmiech na twarzy, tym bardziej, że właścicielka
      jest na miejscu.
      Oglądam spore studio, z kuchnią i prysznicem, szybko ustalamy cenę za jedną dobę
      na 40EUR. Ta cena jest świetna smile
      Za parking robi plac w gaju oliwnym - zawsze to trochę cienia.
      Zanosimy bagaże do pokoju i o 12:30 jesteśmy gotowi do wyjścia na żwirkową
      plażę, do której mamy około 50 metrów.
      Asia wyleguje się na kocu, ja zaś nie wychodzę z wody - jest tu niezwykle
      przyjemnie smile
      Kilka godzin później wracamy do pokoju spłukać się z soli.
      Biorę aparat i wyruszamy polować na zdjęcia.
      Kiparissi jest miejscem, w którym chciałbym zamieszkać na stałe. Wszechobecna
      biel łączona z oślepiającym błękitem - jest tu cudownie.
      Szwędając się tak po okolicach spotykamy kilku rodaków, którzy przyjechali ze
      Sparty pracować przy rozbiórce jednego z domów.
      Mit o tym, że nikogo poza bahem tu wcześniej nie było prysnął smile
      Idziemy z Paralii do Mitropolis - pora na jakiś obiad.
      Nie szukamy długo, zaraz za wzniesieniem znajdujemy czynną tawernę.
      Zamawiam ośmiornicę, Asia ryby (barbuni?), do tego choriatiki, dla mnie Mythos,
      a dla partnerki tradycyjnie już frappe z mlekiem i cukrem (fuj suspicious).
      Przemiły właściciel pozwala samemu wybrać to, co za chwilę zjemy, bez ociągania
      się wędruję więc do kuchni i wskazuję ryby, które za chwilę zjemy.
      Ośmiornica nie była z grilla, wyglądała na marynowaną, polaną ciepłą oliwą. Była
      doskonała.
      Drugi Mythos i zmykamy dalej fotografować.
      Zmęczeni słońcem wracamy ponownie do pokoju na krótką drzemkę, wieczorem robimy
      kolejne podejście do zdjęć, ja zaś wpadam na pomysł spaceru za Mitropolis -
      szukam czegoś, co na mapie oznaczone jest symbolem miejsca archeologicznego, a
      nazywa się Kyfanda.
      Pytając kogokolwiek o tą nazwę kierowali nas do pobliskiego hotelu, nazwanego
      tak - mnie jednak nie o to chodziło.
      Pochodziliśmy sobie tak chwilę, nie udało się jednak niczego znaleźć (przed
      chwilą wygooglowałem, że to zdaje się jakieś ruiny twierdzy (??)).
      Taszcząc w stronę pokoju aparat wraz ze statywem zatrzymujemy się ponownie w
      tawernie - tym razem innej, tej w Paralii, kilkadziesiąt metrów od naszego
      pokoju - gavros z lokalnym winem wydały się idealne na kolację.
      Dzień pełen wrażeń. To zdecydowanie najpiękniejsze miejsce, które widzieliśmy do
      tej pory w Grecji. Idealne na to, by beztrosko posiedzieć tutaj miesiącami (albo
      i dłużej) smile
      Postaram się jednak rozwiązać zagadkę braku połączeń promowych smile
      Ciekawi mnie też czym jest ta Kyfanda. Na Google Earth zdjęć jednak brak...
      • bah77 Re: Dzień 7 - Kiparissi... 04.08.09, 09:24
        > dodatkową radością jest to, że żyjemy w przekonaniu, iż poza bahem
        nie było tu może żadnego Polaka (złudnym, jak się później okazuje) smile

        Dla pocieszenia, radzę dzielić widywanych rodaków na tych, którzy
        dotarli gdzieś dobrowolnie w celach turystycznych i całe mnóstwo
        pozostałych (pracujących, odwiedzających znajomych, zamieszkałych
        itp.). smile

        > w mijanych wcześniej wioskach za drogowskazy na Kiparissi robiły
        domowej produkcji drewniane deski z wyrytą/wypisaną nazwą
        miejscowości - ciekawe, nie?smile ).

        Dla mnie, ciekawe - mam nadzieję, że pokażesz fotki, bo ja do dziś
        żałuję, że ich nie mam, szczególnie takiego jednego drogowskazu w
        piękne kwiatki. smile

        > Kiparissi... To zdecydowanie najpiękniejsze miejsce, które
        widzieliśmy do tej pory w Grecji.

        Cieszę się.
        Zresztą w reklamacje i tak bym nie uwierzył. smile

        Pozdrawiam

        bah77
        • m.c.r Re: Dzień 7 - Kiparissi... 04.08.09, 20:34
          bah77 napisał:

          > > dodatkową radością jest to, że żyjemy w przekonaniu, iż poza bahem
          > nie było tu może żadnego Polaka (złudnym, jak się później okazuje) smile
          >
          > Dla pocieszenia, radzę dzielić widywanych rodaków na tych, którzy
          > dotarli gdzieś dobrowolnie w celach turystycznych i całe mnóstwo
          > pozostałych (pracujących, odwiedzających znajomych, zamieszkałych
          > itp.). smile

          Zgadza się, spotkaliśmy 3 pracujących nad wyburzeniem jakiegoś domu smile

          > > w mijanych wcześniej wioskach za drogowskazy na Kiparissi robiły
          > domowej produkcji drewniane deski z wyrytą/wypisaną nazwą
          > miejscowości - ciekawe, nie?smile ).
          >
          > Dla mnie, ciekawe - mam nadzieję, że pokażesz fotki, bo ja do dziś
          > żałuję, że ich nie mam, szczególnie takiego jednego drogowskazu w
          > piękne kwiatki. smile

          Fotek - niestety - niet. Nie wiem jak to jest, że dopiero po powrocie
          uświadamiam sobie jak wielu zdjęć nie zrobiłem sad
          Nie wiem czasem, czy te drogowskazy nie wynikają z tego, że albo ktoś tambylcom
          regularnie wjeżdżał na podwórko, albo też przyjezdni non stop pytali o drogę smile
          Ktoś się zlitował i wydłubał w desce napis smile

          > > Kiparissi... To zdecydowanie najpiękniejsze miejsce, które
          > widzieliśmy do tej pory w Grecji.
          >
          > Cieszę się.
          > Zresztą w reklamacje i tak bym nie uwierzył. smile

          Dzięki temu coraz większą uwagę zwracam na małe miejscowości, położone gdzieś z
          dala. Dzięki Google za to, że stworzył Earth smile)
    • tomaszkozlowski1 Re: Peloponissos Tour 2009 01.08.09, 13:27
      Marcinie, Twoją wspaniałą relację zostawiłem sobie do sobotniego
      poczytania na luzie. I wrażenia i zdjęcia piękne smile Ach, znów
      rozmarzyłem się o Peloponezie smile Zwłaszcza moja tegoroczna wiosenna
      Mistra i Sparta odżyły od razu pod wpływem Twoich opisów.
      No i narasta też we mnie chęć odwiedzenia Epiru.Jak to wszystko
      pogodzić i kiedy to wszystko zobaczyć? wink (jak w dodatku lubi się
      wracać w już poznane miejsca...)
      Pozdrawiam smile
      • m.c.r Re: Peloponissos Tour 2009 01.08.09, 15:55
        Ech, bo to tyle jeszcze miejsc w tej całej Grecji do zwiedzenia sad
        W każdym razie nad relacją pracuję, dziś coś dorzucę do opisu i umieszczę kilka
        zdjęć smile
        Na Peloponez, a w zasadzie okolicę Sparty wrócić muszę! Na Kithirze otrzymałem
        jakąś lokalną gazetkę, w której znalazłem niesamowite miejsce, które nazywa się
        Pellana. Ogromne, świetne zachowane grobowce oraz agora.
        Może ktoś tam był?wink

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka