Dodaj do ulubionych

rak jelita grubego- co robić?

12.09.09, 00:01
Bardzo proszę o pomoc w wyjaśnieniu stanu mojego męża.
6 lat temu zachorował na raka jelita grubego III stopnia.
Został wycięty .Na węzłach okołojelitowych nie stwierdzono przerzutów.
Nie była podana chemia.Przez kilka lat mąż był pod kontrolą onkologa.Od roku
nie kontroluję się ,ponieważ stwierdził ,że lekarz mu powiedział iż minęło 5
lat i nie ma takiej potrzeby.
Mnie jednak niepokoi jego stan.
Mąż bardzo schudł ,a właściwie to chudnie już od około 2 lat.
Nigdy nie miał problemów z moczem,a od około roku musi wstawać w nocy oddawać
mocz.Boli go też kręgosłup.
No i męczy kaszel.Od około 6 miesięcy kaszel się nasila.
Nie wiem czy to jakieś inne objawy czy nawrót choroby.
Dodam jeszcze ,że markery badane ostatnio rok temu były w normie.Ale to mnie
nie uspokaja ,bo nawet przed operacją były w normie.
Mąż tak jakby wyparł chorobę ze świadomości.W czasie rozmowy stwierdza ,że
miał tylko jakiegoś guza.
Nie wiem co robić.
Czy mój niepokój jest tylko taki na "zapas" czy może dziać się coś niedobrego.
A jeśli trzeba iść do onkologa to jak powiedzieć o tym mężowi?
Co robić?pomozcie

Obserwuj wątek
    • ajka100 Re: rak jelita grubego- co robić? 12.09.09, 10:17
      Na pewno myślec pozytywnie.
      Ale ja na Twoim miejscu poszłabym prywatnie do onkologa.
      I ewentualnie prywatnie zrobiła kolonoskopię lub tomografię
      komputerową. Kolonoskopia chyba jest lepszym badaniem.

      Niskie markery o niczym nie świadczą. Natomiast jak sa wysokie to na
      pewno jest źle. Z tego, co wiem markery robią sie wysokie dopiero
      jak sa przerzuty do watroby. Mój tata miał niskie markery przy
      zaawansowanym nowotworze jelita.
      Zaznaczem jednak, że nie jestem lekarzem i ze każdy przypadek jest
      inny. Moja wypowiedż oparta jest tylko na tym co widziałam w związku
      z Tatą.
    • leneczkaz Re: rak jelita grubego- co robić? 12.09.09, 20:02
      Coś pokręciłaś chyba. Jeśli miałby III stopień to pewnie miałby małe szanse na
      6-letnie przeżycie pl.wikipedia.org/wiki/Rak_jelita_grubego .
      Więc pewnie miał stopień II.

      I jeśli jego stan naprawdę jest taki jak piszesz to biegiem do lekarza! Nie
      tyle, że MUSI coś tam być, ale MOŻE...
      • rena.ndg Re: rak jelita grubego- co robić? 12.09.09, 22:13
        Nie pokręciłam.Zdaję sobie sprawę jakie miał wielkie szczęście.
        A chemie proponowano mu po roku od operacji ,Mąż się nie zgodził.
        Mąż nie chce w ogóle rozmawiać o jakimkolwiek lekarzu a co dopiero o
        onkologu.Chyba rozumiem jego lęk.Wiem też ,że powinien jak najszybciej udać się
        do lekarza,tylko nie wiem jak go namówić do tej wizyty,Jak mu mówię,żeby poszedł
        się przebadać to stwierdza,że czuje się dobrze.A objawy,które opisałam lekceważy.
        Chyba nie w tym wątku się zalogowałąm .Przydałby mi się raczej psycholog,żebym
        nauczyła się rozmawiać z mężem o chorobie i tego jak go namówić do wizyty.
        • leneczkaz Po psychologicznemu 13.09.09, 19:33
          Powiedz mu co czujesz, - że boisz się, że to nawrót i że może mu się stać coś
          złego a Ty zostaniesz sama... Że jesteś zła na niego bo przez swój strach naraża
          swoje życie.
          Poważna rozmowa a jak nie pomoże to psycholog dla obojga.
          No ale w końcu psycholog też lekarz...

      • tara34 Re: rak jelita grubego- co robić? 13.09.09, 14:25
        jak namówić do wizyty ?
        powiedZieć prawdę ,że może byc wznowa lub przerzut i trzeba to
        sprawdzić by ratowac życie
    • lulka_0 Re: rak jelita grubego- co robić? 15.09.09, 23:32
      No nie jest to proste zadanie - wiem, bo sama walczyłam z mamą,
      która też jest po operacji jelita grubego i nie bardzo była
      zainteresowana rozmowami na ten temat. Przynajmniej tak było zaraz
      po zabiegu, gdy trzeba było na gorąco mierzyć się z tym, co dalej. Z
      drugiej strony ja też jakoś szczególnie nie naciskałam, a nawet w
      pewnym sensie odpuściłam nam tę sprawę. Ale to nie znaczy, że w
      ogóle dałam sobie z tym spokój. Ja po prostu doszłam do wniosku, że
      mama po pierwsze jest dorosła, po drugie - gdyby faktycznie czuła
      się źle, sama poszłaby do lekarza. W związku z tym codziennie -
      dosłownie codziennie - pytam się jej o samopoczucie i jakiekolwiek
      dolegliwości. Po drugie: cały czas ją obserwuję, ale dyskretnie. Po
      trzecie: jeżeli zauważę, lub w innym sposób dotrze do mnie, że
      jednak coś jest nie tak, to napewno zacznę delikatnie, ale jeśli to
      nie poskutkuje, wytoczę cięższe działa, czyli naprawdę przeróżne
      argumenty. Ale z pewnością kluczem ich doboru nie będzie straszenie
      mamy pogorszeniem stanu zdrowia, nie chciałabym się też odwoływać do
      manipulacji polegającej na odniesieniu się do własnego nieradzenia
      sobie z sytuacją. Obawiam się, że takie argumenty nie mają takiej
      siły, żeby wskrzesić u chorego wolę walki.
      Tak naprawdę rozumiem decyzję mojej mamy - po operacji po prostu
      chciała odpocząć i zacząć W KOŃCU prowadzić NORMALNE, lub w miarę
      normalne życie, czyli choć na chwilę zapomnieć o chorobie. A potem,
      jak minął pierwszy szok - patrzyłam, jak ona sama się sobie
      przygląda i jak sama reaguje na sygnały wysyłane przez jej własne
      ciało. To był argument najlepszy, bo sama w związku z tymi
      obserwacjami udała się kilka razy z wizytą do Centrum Onkologii w
      Warszawie.
      Wszystko zależy od człowieka - to prawda. Mój tata jest już zupełnie
      inny i bywają takie chwile, że w żaden sposób nie jestem w stanie
      zagonić go do lekarza. Ale właśnie wtedy wkracza moja mama. I
      naprawdę musi się już tylko dość jednak nieznacznie namęczyć, żeby
      tatę zaciągnąć do specjalisty, bo on pasuje, jak naprawdę źle się
      czuje - wtedy robi się potulny jak baranek i z niczym nie dyskutuje.
      A - wierz mi - przypadek jest z niego naprawdę niereformowalny.
      Oczywiście doskonale rozumiem Twoją sytuację - przy nowotworach nie
      zawsze mamy aż tyle dużo czasu, żeby czekać, aż komuś minie ośli
      upór...
      Więc moja rada jest nastepująca: postaraj się pod byle pretekstem i
      w konsultacji z lekarzem zrobić takie badania nowotworowe, których
      przeprowadzenie można na przykład wytłumaczyć koniecznością
      monitorowania stanu zdrowia na przykład ze względu na wiek
      (zakładam, że nie będzie szczególnie wnikliwie czytał tego, co
      będzie na skierowaniu). Zbierz wyniki i sama idź z nimi do lekarza.
      Może warto męża wciągnąć w to wszystko dopiero na jednym z końcowym
      etapów takiego monitoringu, czyli w momencie, gdy będziesz już miała
      konkretne, medycznie potwierdzone przesłanki co do konieczności
      przeprowadzenia diagnostyki na tyle szczegółowej, że nie da się
      ukryć faktyczngo celu Twojego działania. Wiem, że mi się to wszystko
      dość łatwo pisze, ale absolutnie rozumiem Twój problem. Z drugiej
      jednak strony rozumiem równie dobrze postawę Twojego męża i chęć
      wyparcia wszystkiego ze świadomości. To może świadczyć o tym, że dla
      niego ten ciężar był i jest za trudny do udźwignięcia. Mówiąc
      krótko: dyskusja jest o różnicy między głową a szyją, że tak po
      babsku powiem:)
    • goscyk Re: rak jelita grubego- co robić? 16.09.09, 21:38
      ostatnio rozmawiałm z znajoma jej mąż ma raka jelita grubego rozsianego ale
      szczegułów nie znam. w połowie leczenie chemioterapią powiedział,że już nie chce
      bo chce iśc do córki (zmarła na raka mózgu w wieku 29 lat)i dalej żyje ma sie
      całkiem dobrze chyba już 3 lata. do lekarza nie chodzi
      • lulka_0 Re: rak jelita grubego- co robić? 18.09.09, 01:46
        A ja dalej swoje: tej choroby bez lekarza nie da się pokonać.
        Pacjenci są różni, ale rodzina i przyjaciele to juz naprawdę muszą
        stawać na rzęsach. Jak się nie da wprost, to i tak szukajmy sposobów
        na zaciągnięcie bliskich do specjalisty. Oczywiście pod warunkiem,
        że go znajdziemy. Nie sztuka iść do lekarza, sztuka go wyselekcjować
        (bardzo przepraszam za to obcesowe określenie, ale biorąc pod uwagę
        realia, czasami naprawdę trudno użyć innego słowa). Mi poszukiwania
        zajęły trochę czasu, ale wydaje mi się, że było warto:)
        Perwazja jest kluczem do sukcesu, bez względu na to, jak
        absurdalnych argumentów będziemy używać. Mamy wybór? No właśnie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka