Dodaj do ulubionych

prośba o pomoc i wsparcie

04.02.10, 12:29
Półtora tygodnia temu dowiedziałam się, że mam chłoniaka złośliwego.
Nic na ten temat nie wiedziałam, a to co przeczytałam przeraziło
mnie. Czekam na szczegółowe wynik, które określa typ chłoniaka. Jest
we mnie nieopisany lęk i strach. Próbuje tego nie pokazywać 8-letniej
córce, którą wychowuje sama. Dowiedziałam się (co również ogromnie
mnie przytłoczyło), że mogę długo czekać na szpital i leczenie, bo
tak to wygląda. Nie wiem co robić, nie mam żadnej "mapy" jak sobie
pomóc, co robić , jak żyć, jak walczyć beż żadnych znajomości i
samotnego życia o o własne zdrowie i życie z biurokracją. Czy jest mi
w stanie ktoś z Was doradzić, bo mam kompletny chaos i pustkę.
Również czekanie na wynik i wizytę (nawet prywatną) do profesora
strasznie wydłuża czas, który jak wszędzie przeczytałam gra ogromna
rolę. Przecież nie mogę sama zaaplikować sobie chemii czy
radioterapii. czy jestem skazana z powodu upływającego czasu, czy
dostanę od lekarzy szansę. Pomimo, że mieszkam w dużym mieście
(Poznań)czuję się kompletnie opuszczona i zagubiona. Może ktoś mi
doradzi jak się żywić, co robić i w jaki sposób się wzmacniać do
momentu przyjęcia do szpitala. nie wiem, czy do tego czasu nie
"zwariuję" siedząc w domu. Chciałam wrócić do pracy, żeby nie
siedzieć bezczynnie przez długi okres czasu i żeby zwolnienie nie
wydłużało mi chorobowego, ale usłyszałam ,ze mam osłabioną odporność
i lepiej nie wychodzić. kiepsko z robieniem zakupów, wspomagają
trochę znajomi, ale wstyd mi prosić. Na dodatek zaczął boleć mnie
kręgosłup i brzuch i nie wiem czy to stres, czy chłoniak "mnie
zjada". Dziękuję za wszelkie rady, wsparcie, informacje jak działać.
gosia
Obserwuj wątek
    • mama.rozy Re: prośba o pomoc i wsparcie 04.02.10, 15:55
      piszesz o ziarnicy złośliwej?bo aj właśnie przez to przeszłam,mam troje
      dzieci,najstarsza ma 6 lat.męża też mam,więc o tyle było mi łatwiej.mieszkam pod
      Warszawą i tu się leczyłam,ale Poznań znam doskonale,bo tam kończyłam studium
      medyczne.będziesz się leczyć na Garbarach?odezwij się,możesz pisac na
      priva.pozdrawiam,Dorota.
      • princess_arabella Re: prośba o pomoc i wsparcie 04.02.10, 19:28
        Rzadko sie odzywam na tym forum racej czytam..ale postanowilam cos napisac..Zrob
        jakis wywiad wsrod ludzi ,moze ktos cos poradzi tutaj...tak naprawde jezeli sie
        pojdzie raz prywatnie ale do naprawde prawdziwego lekarza z powolania,to taki
        lekarz wezmie cie pod swoje skrzydla i wszystko przyspieszy.. Tak zrobila moja
        znajoma chora na czerniaka zapisala sie na wizyte do prof Szczylika oddalam jej
        nawe swoj termin gdyz ja nie jestem narazie potrzebujaca...prof Szczylik
        zalatwil jej niestandardowa chemie i zabral do swojego szpitala..Musisz cos
        pobrobowac..Trzymaj sie dzielnie i walcz z biurokracja a jak juz wygrasz to
        lekarze wygraja z twoja choroba tak masz myslec!
        • mama.rozy Re: prośba o pomoc i wsparcie 04.02.10, 20:08
          jeśli to ziarnica złośliwa,to wyleczalność jest na poziomie 97%,więc nie ma się
          czego bać.chemia i naświetlania,oczywiście,nic przyjemnego.ale do przejścia.ja
          miałam 2 stopień.pozdrawiam.
          • fotek12 Re: prośba o pomoc i wsparcie 04.02.10, 20:26
            A jeżeli nie, to mam się załamać? Przepraszam, tak jestem zdołowana
            że nie wiem co mam myśleć, bo wyniki miały być w przyszły wtorek, a
            okazuje się że będę czekać jeszcze 2 tygodnie (bo te szczegółowe
            badania ponoć tyle trwają). Więc nie wiem jaki to typ chłoniaka i to
            mnie przeraża. Bo każdy mówi o tej ziarnicy, ze wyleczalna i jak
            zobaczę że mam jakiś inny typ, to jestem chyba skazana. Poza tym
            długi okres oczekiwania na szpital, którego w Poznaniu żadnym cudem
            się nie przeskoczy. Nie wiem co robić, bo do prof. najlepszego speca
            kolejki nawet prywatnie są na kwiecień. A co z upływającym czasem,
            moim życiem i moją córką? Jestem przerażona i sparaliżowana strachem.
            Dziękuję za pochylenie się nade mną....
        • fotek12 Re: prośba o pomoc i wsparcie 04.02.10, 20:33
          Czy ten prof Szczylik jest w Poznaniu i tutaj przyjmuje? bo najlepszy
          w leczeniu chłoniaków jest prof Komarnicki, do którego niestety
          wizyty prywatne są na kwiecień i nic się nie da zrobić. Mam paść na
          kolana?..., naprawdę nie wiem co robić, czas oczekiwania na szpital
          też długi. mogę pójść do innego lekarza, ale tylko ten prof o
          wszystkim decyduje, jest tutaj w Poznaniu "bogiem" od tych chorób.
          Poza tym czekam na szczegółowy wynik określający typ chłoniaka, który
          miał być, ale okazuje się że będzie za kolejne 2 tyg. Od niego
          wszystko zależy.Życie biegnie dalej, ale nie wiem czy zdążę w nim
          zaistnieć, bo czas odgrywa w tych chorobach ogromną rolę.
          Dziękuję za wsparcie!
    • bar221 Re: prośba o pomoc i wsparcie 04.02.10, 22:34
      Jeżeli ten lekarz o wszystkim decyduje, to idź do innego lekarza,
      skierują Cię do szpitala a z tego co piszesz i tak leczyc będzie Cię
      ten profesor. Ja mam co pprwd raka piersi ( w trakcie chemioterapii
      jestem), ale mojej koleżanki córka miała chłoniaka leczyła się w
      olsztynie a teraz lata jak fryga..i z Tobą tak będzie tylko idz do
      lekarza i ustal termin ze szpitalem...
    • lulka_0 Re: prośba o pomoc i wsparcie 05.02.10, 01:47
      fotek12, moim zdaniem powinnaś w pierwszym rzędzie przestać myśleć,
      że jedyną pomoc medyczną może Ci zapewnić mityczny 'profesor'.

      Po pierwsze - ja na Twoim miejscu postarałabym się o kontakt z
      dobrym lekarzem, polecanym przez ludzi, którzy po prostu dobrze Ci
      życzą. To wcale nie musi być krajowy konsulatant specjalizujący się
      w chłoniakach. Nie tytuł ma znaczenie, ale wiedza lekarza, a -
      przede wszystkim - jego chęć podjęcia trud opieki nad kolejnym
      pacjentem.

      Po drugie - wiem, co mówię - nie czepiaj się nerwowo tych
      najlepszych, czytaj: z najlepszymi tytułami medycznymi, bo wcale nie
      jest powiedziane, że się Tobą zajmą tak, jak tego oczekujesz i to od
      razu po pierwszej/ kolejnej wizycie.

      Po trzecie - szukanie opieki poza ośrodkami z pierwszych stron gazet
      może przynieść zbawienne skutki! Wiem, co mówię!

      Po czwarte - nie opieraj się na sugestiach, że wszystko musi trwać
      wieki (mam na myśli długie oczekiwanie na wyniki i terapię).
      Ośrodków w Polsce jest w końcu kilka i zapewne dostępność miejsc
      jest bardzo różna.

      Po piąte - zaufaj intuicji i - choć to brzmi banalnie - szukaj
      pomocy w kilku miejscach jednocześnie. Nie daj się zwieść
      informacjom z niepotwierdzonego źródła, bo dopiero one mogą mieć
      katastrofalne skutki dla Twojego zdrowia.

      Po szóste - Twoją siłą napędową jest córka. Pamiętaj: kobieta, która
      jest matką, z teoretycznnie niewyjaśnionych przyczyn rośnie w siłę i
      potrafi przenosić góry.

      Po siódme - strach jest TYLKO produktem ubocznym sytuacji, w której
      znajduje się każdy pacjent i jego rodzina. Mówiąc krótko - choć nikt
      nas tego nie uczy - MUSISZ nauczyć się zarządzać własnym lękiem.
      Brzmi bardzo infantylnie i korporacyjnie, ale chodzi o to, że to TY
      jesteś tu szefem, a nie strach. To truizm, ale jeśli on weźmie
      kontrolę nad Twoim/ Waszym życiem, będzie Ci/ Wam o wiele trudniej
      wyjść na prostą.

      Po ósme - choć nie potrafię Ci pomóc merytorycznie (piszę to
      wszystko z pozycji członka rodziny pacjentki chorej na nowotwór
      jelita grubego), uważam, że jeśli czujesz się naprawdę źle, nie
      powinnaś bać się prosić o pomoc przyjaciół. Z pewnością zrozumieją.
      I z pewnością - o ile są Twoimi prawdziwymi przyjaciólmi - nie będą
      zadawać kłopotkiwych dla Ciebie pytań.
    • mgurniak do fotek12 05.02.10, 10:44
      zobacz tu jest forum , na którym znajdziesz wiele informacji i ludzi chętnych do
      pomocy.

      www.ziarnica.pl/index.php?tekst=forum&idforum=8&akcja=showthread&num=21389
      • mama.rozy Re: do fotek12 05.02.10, 15:22
        napisz dokładną diagnozę,jaką Ci postawili.teraz pewnie oceniają,jaki to stopień
        zaawansowania,to trochę potrwa.ja przeżywałam to samo dokładnie rok temu,przed
        moimi urodzinami na początku stycznia wylądowałam w szpitalu w Żyrardowie z
        ostrą dusznością,tam zdiagnozowali u mnie raka płuca w stanie prawie
        agonalnym.mężowi powiedzieli,że nie dają mi szans.wyobraź sobie tę rozpacz,w
        domu troje małych dzieci,najmłodsza nie miała roku,jeszcze ją karmiłam.na
        szczęście wysłali mnie na konsultację do Warszawy,tam zrobili mi
        bronchoskopię.dopiero tam wpadli na pomysł,że to może być ziarnica.na moje
        szczęście.w Żyrardowie nawet sterydów mi nie dali,nie mogłam wejść na schody,tak
        się dusiłam.
        próbowałaś kontaktować się z lekarzami w Lesznie?Rawiczu?może tam coś będzie
        szybciej?
        jak się zaczęły Twoje podejrzenia że to nowotwór?napisz cos więcej.pozdrawiam,d.
        • fotek12 Re: do fotek12 05.02.10, 16:26
          Wyobrażam sobie Twoją rozpacz i doskonale ją rozumiem, i ty rozumiesz
          mnie, zwłaszcza, że ja samotnie wychowuję córkę i obie jesteśmy dla
          siebie całym światem. Ja nie znam jeszcze typu mojego chłoniaka, wiem
          tylko ze jest złośliwy. Badania są w toku i nie wiadomo kiedy będą.
          Dzisiaj zadzwoniłam do poradni hematologicznej i choć wiem, ze nikt
          nie chce ze mną rozmawiać nie wiedząc co to za chłoniak to kobieta w
          rejestracji uznała,że nie zostawi mnie tak i wcisnęła na poniedziałek
          choćby po to, żebym pogadała jak się wzmacniać, co robić, czy teraz
          przed szpitalem wracać do pracy.
          A jak się dowiedziałam? - nie wiedziałam i moje ciało nic mi nie
          podpowiadało. Owszem byłam zmęczona, ale gdybyś widziała jak
          harowałam na 2 etatach, to moje zmęczenie byłoby dla ciebie normalne.
          Chuda byłam zawsze i typ choleryka- nerwicowca, nie pociłam się w
          nocy, nie miałam duszności, wymiotów, owszem miewałam zawroty głowy,
          ale skonsultowałam z neurologiem i przeszły.
          Po prostu 2 dni przed Wigilia strasznie wywaliło mi migdałek, a
          przedtem czułam że coś mi w gardle przeszkadza i rośnie.
          11 styczna szpital, 13 stycznia - zabieg, 24 stycznia - chłoniak
          złośliwy. I tyle....aż tyle..Czekam, czekam. Jest mi strasznie
          ciężko, przytłacza mnie odpowiedzialność za córkę i jej życie, kredyt
          samotny na 30 lat do 70 roku życia (jak nie będę płacić, to komornik
          nas wyrzuci, opłaty. Wszystko sama - dopóki zdrowie było. Mam 40
          lat...
          • usenetgazeta Re: do fotek12 05.02.10, 17:46
            Lekarze mają rację, musisz czekać na wynik biopsji (niestety pewnych badań nie
            da się przyspieszyć, ale dwa tygodnie powinny im wystarczyć) - w zależności od
            rodzaju chłoniaka stosuje się określony schemat leczenia.

            Co do wyboru lekarza - jak dostaniesz jednoznaczną odpowiedź co do rodzaju
            chłoniaka i będzie to typowy - raczej nie ma sensu szarpania się i szukania
            jakiegoś profesora. Schematy leczenia są wszędzie takie same, pilnuj terminów i
            kontroli postępów leczenia. Warto dowiedzieć się czy chłoniak jest wrażliwy na
            nowoczesne leki (np rituximab) i mocno postarać się o włączenie ich do leczenia.

            Należy poszukać bardzo doświadczonego lekarza gdy po wynikach biopsji są
            niejasności/nie ma reakcji na leczenie.

            Generalnie chłoniaki leczy się dobrze, ale kluczowa jest reakcja Twojego
            organizmu na chemię. To będziesz wiedziała dopiero po kilku kursach.

            Napisz jak będziesz miała wyniki biopsji, jako wieloletnia chłoniakowa pacjentka
            może coś podpowiem.

            Aha, oczywiście im mniej organów chłoniak zajmuje tym lepiej, ale nawet rozlany
            po całym organiźmie jest w pełni wyleczalny. No i ironicznie im bardziej
            złośliwy tym możliwość pełnego wyleczenia większa.
            Agata
    • usenetgazeta Re: prośba o pomoc i wsparcie 05.02.10, 18:01
      Jeżeli masz osłabioną odporność musisz izolować się od potencjalnie chorych
      ludzi - leczenie Ciebie ze zwykłego przeziębienia może trwać długo plus nikt nie
      zacznie onkologicznego leczenia gdy masz infekcję.

      Co do miejsc w szpitalu - z dużym prowdopodobieństwem będziesz miała chemię na
      oddziale dziennym (rano badania, poźniej kilka godzin kroplówki i do domu. I tak
      co 3, może 2 tygodnie), naciskaj żeby zaczęli jak najszybciej.

      Agata
      • mama.rozy Re: prośba o pomoc i wsparcie 05.02.10, 22:09
        podpisuję się pod Agatą(witam chłoniaka!).paradoksalnie-jeśli jest złośliwy,masz
        większe szanse wyleczenia niż gdyby był łagodny.a standardy leczenia są naprawdę
        zbliżone do siebie we wszystkich placówkach.fajnie,że w poniedziałek masz
        wizytę,pewnie się trochę uspokoisz.i dodam jeszcze,że gdyby nie dzieci,to pewnie
        nie brałabym się tak gorliwie za leczenie:)nie miałam do pomocy nikogo,mąż cały
        dzień w pracy,dostawał wole tylko na moją chemię-tak jak pisała Agata,dostawałam
        ją na oddziale dziennym,wyjeżdżałam rano,wracałam po południu.
        odłóż myślenie na potem,teraz bierz się za siebie,no i nie zostawiaj córki z tym
        samej,możecie wspólnie przejrzeć,co jest w internecie na temat tej choroby,albo
        w jakiś inny sposób przygotuj ją,na spokojnie,na to,co się będzie z Tobą
        działo,żeby nie była przerażona,jakbys wymiotowała po chemii czy była
        słabsza.dawaj znać,jesteśmy z Tobą.
    • coisinha Re: prośba o pomoc i wsparcie 05.02.10, 23:46
      Fotek12,

      Typów chłoniaka jest bardzo wiele, jednak w większości są one
      wrażliwe na chemioterapię i kilka kursów chemii daje dobre
      rezultaty.
      Moja mama choruje od kilku lat na chłoniaka nieziarnicznego. Leczymy
      się w CO w Warszawie - nie jest prawdą, że oczekiwanie na przyjęcie
      do szpitala było wieczne, wręcz przeciwnie - wszystko odbyło się
      sprawnie. Przyjeżdzają tu ludzie z całej Polski, może jeśli w
      Poznaniu faktycznie tyle się czeka, to warto spróbować też w
      Warszawie. Jednak nie nastawiałabym się negatywnie - ludzie często
      przesadzają, nie ma co się dodatkowo stresować.
      Moja mama czuje się (odpukać) bardzo dobrze, pracuje, podróżuje,
      żyje zupełnie normalnie. Oczywiście, musi mieć bardziej
      oszczędzający tryb życia niż osoba zdrowa, ale nie można być też tak
      radykalnym, bo przecież chodzi o to by chory żył jak dotychczas.
      Unikać na pewno warto przychodni, gdzie wszyscy w około są chorzy.

      Jeśli masz jakieś pytania, chętnie podzielę się doświadczeniem w tym
      zakresie i postaram się pomóc w miarę możliwości. Możesz też pisać
      na priva. Głowa do góry, to nie koniec świata tylko choroba, którą
      się leczy. Daj znać jak będą wyniki biopsji. Pozdrawiam.
      • ammazuko_powrot Re: prośba o pomoc i wsparcie 07.02.10, 15:00
        Ja też choruję na chłoniaka złośliwego nieziarniczego.
        Leczę się w CO w Warszawie. I, jak już pisała któraś z dziewczyn, jak masz
        diagnozę to leczenie odbywa się szybko, bo czas jest ważny przy leczeniu nowotworów.
        Ja pod koniec lutego mam zaplanowaną ostatnią (6) chemię, w marcu badania kontrolne.
        Ponieważ mój organizm odrzucił najważniejszy lek ze schematu, może się okazać,
        że dostanę gratisowo 2 chemie.
        Ale nie myślę o tym, bo takie negatywne nastawienie nie pomaga a wręcz
        przeciwnie, zniechęca do walki z chorobą.
        Mam 2 małych dzieci i męża więc pewnie jest mi trochę lżej, bo nie jestem z tym
        sama.
        Piszesz, że masz córkę.
        Myślę, że nie jest dobre ukrywanie przed nią tego co się z tobą dzieje.
        Jak poddasz się leczeniu, twoje samopoczucie może być naprawdę różne.
        Powinnaś przeprowadzić z córką poważną rozmowę.
        Ale poczekaj z tym aż będziesz miała wyniki biopsji.
        Nie musisz jej mówić o tym jak poważna jest ta choroba, żeby małej nie przerażać
        ale pamiętaj, że nie możesz ukrywać przed nią swojej choroby.
        Moja starsza córeczka miała trochę ponad 4lata jak ja zachorowałam.
        Dużo z nią rozmawialiśmy o zmianach jakie zachodziły w moim organizmie.
        Dla niej moje wyłysienie nie było zaskoczeniem, nie dziwi się kiedy nie mam siły
        wstać z łóżka, wie, że co 3 tygodnie jadę na chemię do Warszawy.
        Ale nie wie jak poważna jest moja choroba bo jest za mała, żeby to zrozumieć.
        Jest taka książka, my nie mieliśmy potrzeby do niej zaglądać ale sporo znajomych
        ją chwaliło.
        Może znajdziesz tam rady dla siebie jak rozmawiać z dzieckiem o chorobie:
        www.poczytaj.pl/64359
        Jak będziesz miała jakieś pytania to śmiało pisz.
        I pamiętaj o pozytywnym nastawieniu, chociaż czasem ma się dosyć leczenia i
        wszystkiego co się z tym wiąże.
        Ale warto walczyć, bo masz dla kogo.
        I pamiętaj, że w dzisiejszych czasach nowotwór to nie wyrok, przynajmniej w
        przypadku chłoniaków.

        • ammazuko_powrot Re: prośba o pomoc i wsparcie 07.02.10, 15:24
          Jeszce coś mi się nasunęło,
          pytasz o dietę:
          lekarze mało mówią na jej temat ale ogólnie powinno się unikać cukrów,jasnej
          mąki, czerwonego mięsa, drobiu z chowu klatkowego,skóry z owoców bo kumulują się
          w nich pestycydy.

          Wskazane są:
          owoce, mąki i potrawy zawierające skrobię o niskim wskaźniku glikemicznym, oliwa
          z oliwek, olej lniany.
          Mleko i jogurty sojowe, oliwki, ciecierzyca, ryby.

          Sporo na temat właściwej diety znalazłam w książce:
          www.empik.com/antyrak-ksiazka,prod4040006,p?gclid=CPSAl4m04J8CFUMTzAodJQwNHA.
          Niestety, nie da się zastosować do wszystkich podanych tam rad, bo nie każdy ma
          dostęp do mięsa, które nie jest faszerowane hormonami czy ekologicznych warzyw.
          Ale wiele rzeczy można zmienić w swoim jadłospisie.

          Piszesz też o osłabionej odporności.
          Mam pytanie, dowiedziałaś się o tym przy okazji diagnozowania czy zawsze miałaś
          z tym problemy?
          Bo problemy z odpornością takie poważne mogą się zacząć po chemiach, ona niszczy
          i to co dobre i złe w organizmie.
          A jeśli do tej pory nie chorowałaś często to myślę, że nie ma potrzeby abyś
          jakoś szczególnie unikała ludzi.
          Zależy też jaką masz pracę.
          Ja unikam dużych skupisk ludzi, nie robię zakupów w marketach.
          Przez tydzień po każdym wlewie nie spotykam się ze znajomymi (nie mam na to siły
          a poza tym wtedy organizm jest najbardziej osłabiony i narażony na choroby)a
          później staram się normalnie funkcjonować.
          Robię w domu wszystko, chodzę na bazarek na zakupy, staram się nie przemęczać
          ale też nie popadać w paranoję.
          Jestem na urlopie wychowawczym więc problem pracy odpada.
          Porozmawiaj o tym z lekarzem jak będziesz na najbliższej wizycie.

          Bądź dobrej myśli i odezwij się jak będziesz po wizycie u lekarza.
          Coś jeszcze, wiem, że Poznań jest daleko od Warszawy ale może jak nie będzie
          szans na szybkie leczenie w Poznaniu to warto wybrać się do Warszawy nawet na
          prywatną konsultację.
          Do prywatnego gabinetu możesz się dostać niemal z dnia na dzień a później już
          wszystko idzie szybko do przodu.
          Ja miałam o tyle szczęścia, że mój szpital zdiagnozował mnie, lekarze
          stwierdzili, że nie podejmą się leczenia i załatwili mi konsultację w Centrum
          Onkologii w Warszawie.
          Na konsultację czekałam ok 2 tygodni a później na pierwszą chemię ok miesiąca.
        • coisinha Re: prośba o pomoc i wsparcie 08.02.10, 00:52
          Ammazuko,

          czy mogę się zapytać na jaki dokładnie rodzaj chłoniaka chorujesz?
          Moja mama na chłoniaka grudkowego. Leczenie odbywało się w ten
          sposób że wlew był raz na 3 tyg, potem leczenie podtrzymujące.
          Piszesz, że źle się czujesz po każdym wlewie - chemia jest czerwona?

          Mocno trzymam kciuku za Ciebie, głęboko wierzę że wszystko będzie
          dobrze. Z tego co wiem, to chłoniak stosunkowo dobrze się leczy -
          moja mama choruje już kilka lat i czuje się bardzo dobrze, mam
          nadzieję że będzie tak jak najdłużej.

          Pozdrawiam cieplutko.
          • ammazuko_powrot coisinha 08.02.10, 14:21
            Choruję na chłoniaka nieziarniczego rozlanego z dużych komórek B (DLBCL).
            Też jeżdżę na chemię co 3 tygodnie.
            Jestem leczona schematem R- CHOP ale mój organizm odrzucił Doksorubicynę (
            akurat w tym przypadku kolor chemii jest czerwony, ale na ogół czerwony nie
            oznacza silniejszy).
            I nie dostaję tego antybiotyku, dostaję słabszą chemię przez co leczenie może
            się przedłużyć. Na razie o tym nie myślę.
            Ale po tej słabszej chemii też czuję się paskudnie.
            Jestem świeżo po wlewie i staram się przetrwać kolejny tydzień.
            Potem 2 tygodnie będzie ok i powtórka z rozrywki:(
            W marcu będę miała tomografy i wtedy zapadnie decyzja co dalej.

            A Twoja mama teraz już nie dostaje chemii?
            Jak się czuje?

            • coisinha Re: coisinha 08.02.10, 17:36
              Mama czuje się naprawdę dobrze - zreszta nigdy nie miała żadnych
              dolegliwości. Raz, po chemi, pamiętam mówiła, że drętwiały jej palce
              u dłoni, poza tym nic. Z tego co pamiętam otrzymywała chemię dość
              łagodną, w składzie CVP + mabthera. Nie jestem pewna czy to na pewno
              CVP ale tak mi się wydaje. Nie było chyba właśnie doksorubicyny. Tak
              wylosował komputer. Ale już w pierwszym badaniu TK(wydaje mi się, że
              po 3 wlewach)wyszła znaczna regresja i to leczenie było
              kontynuowane. Wlewy były co 3 tyg. Po zakończeniu leczenia
              otrzymywała leczenie podtrzymujące kolejne 2 lata. Teraz tylko
              badania co kilka miesięcy. W niedługim czasie będzie decyzja co
              dalej, w zależności jak wyjdzie tomograf. Mam nadzieję, że będzie
              dobrze choć mama ma wciąż powiększone węzły chłonne, ale lekarz mówi
              że nie wiadomo czy coś tam siedzi czy nie i trzeba obserwować. A
              mama najchętniej to wlałaby w siebie całą dostępną chemię by się
              tego świństwa pozbyć.

              Podobno chłoniaki nie są takie najgorsze.. Pamiętam panią w CO co
              mówiła, że jak przyszły wyniki badań i okazało się co to za
              nowotwór, to lekarz jej powiedział, że ma dużo szczęścia że to
              akurat chłoniak, bo podejrzewali coś gorszego. Też odnoszę wrażenia,
              że zarówno lekarze jak i pielęgniarki na "VI piętrze" są bardzo
              ludzcy (bo z różnymi miałyśmy już do czynienia).
              Ale tak czy inaczej to trzeba przetrwać. Często jeździłam z mamą na
              chemię by nie siedziała tam sama, wiem że ludzie różnie to
              znosili...
              Mam nadzieję, że jakoś te wlewy będą do zniesienia. Trzymam mocno
              kciuki i życzę zdrowia. Mam nadzieję, że dochodzisz już powoli do
              siebie po ostatniej chemii..
              • ammazuko_powrot Re: coisinha 08.02.10, 19:45
                Jeśli mogę spytać to który lekarz opiekuje się twoją mamą?

                U mnie "jazdy" po chemii dopiero się rozkręcają, bo przez pierwszy tydzień każdy
                dzień jest coraz gorszy a potem z dnia na dzień jest super i zapominam o
                chorobie:)Na 2 tygodnie a potem powtórka...

                CVP nie jest tym samym co RCHOP.
                Nie rozumiem jak komputer losował rodzaj leczenia?
                W moim przypadku lekarz powiedział, że teraz stosuje się schemat CHOP z
                dodatkiem mabthery.
                Byłam w komfortowej sytuacji, bo chłoniak został wcześniej wykryty i nie miałam
                ognisk zapalnych w innych narządach.

                Moja znajoma ma chłoniaka typu T i w Polsce nie potrafili jej zdiagnozować a
                potem leczyć.
                Pomogli jej lekarze w Wiedniu i dobrali leczenie.
                Czuje się coraz lepiej i wraca do zdrowia.
                Także te nasze chłoniaki nie są takie tragiczne...

                A czy założycielka wątku wróciła od lekarza?
                • fotek12 Re: coisinha 08.02.10, 20:45
                  Tak założycielka wątku wróciła od lekarza hematologa, który kazał jej
                  wracać do pracy i nic nie pomógł, bo nic nie wie bez badań
                  szczegółowych. Ale po południu zadzwoniłam do pani histopatolog, pech
                  chce że nie mogłam wczesniej, bo dopiero teraz wiedzą co to za
                  chłoniak. Nie mogła mi jednak powiedzieć przez telefon, ale
                  powiedziała że muszę się leczyć i to szybko, sprawa jest
                  skomplikowana i nie mogę wracać do pracy. A wynik odbiorę w piątek.
                  Jestem znów podłamana. Napisałaś,że twoja znajoma leczyła się w
                  Wiedniu,bo tu jej pomogli. Ja nie mam ani pieniędzy ani możliwości ,
                  więc co mam zrobić....umrzeć ? Dzwoniłam do prof. Komarnickiego,
                  kazał zadzwonić z wynikiem i nie wiem co dalej...Okrzepłam i znów
                  jestem przerażona. W piątek mam nadzieję, że jak odbiorę ten wynik to
                  utrzymam się na nogach. Bo sama walka o dotarcie do specjalistów jest
                  trudna, nie mówiąc o czekaniu na szpital (co dzisiaj znów uświadomiła
                  mi pani doktor na wizycie). a tu przecież chodzi o czas - to mam się
                  położyć przed szpitalem i rwać włosy z głowy...żeby ktoś mnie
                  dostrzegł? Nie wiem poradźcie........
                  • ammazuko_powrot Fotek12 08.02.10, 21:21
                    1. Dlaczego wynik odbierzesz dopiero w piątek skoro zdaniem histopatologa sprawa
                    jest pilna?

                    2. Moja znajoma ma bardzo nietypowego chłoniak i dlatego leczyła się w Wiedniu.
                    Z chłoniakami grudkowymi, ziarnicą czy też chłoniakami nieziarniczymi lekarze w
                    Polsce radzą sobie całkiem skutecznie.

                    3. Jak już będziesz miała dokładny wynik to zadzwoń do Centrum Onkologii w
                    Warszawie i dopytaj na kiedy możesz się umówić na wizytę u onkologa. Możesz też
                    porozmawiać ze swoim lekarzem, żeby Cię wysłali na konsultację do CO.
                    Uwierz mi, że jeśli sprawa jest naprawdę pilna to nikt nie będzie kazał Ci leżeć
                    pod szpitalem i czekać nie wiadomo na co.
                    Już dziewczyny ci pisała, żebyś nie szukała najlepszego lekarza tylko takiego,
                    który się tobą zajmie.
                    Mój lekarz prowadzący z CO jest lekarzem chorób wewnętrznych a nie onkologiem
                    czy hematologiem ale nie mogłam wymarzyć sobie lepszej opieki.
                    Jest super fachowcem w tym co robi, poświęca mi dużo czasu i odpowiada na
                    wszystkie moje pytania.

                    Zdaję sobie sprawę, że taka wiadomość o chorobie jest bardzo przytłaczająca ale
                    chłoniak to nie wyrok.
                    To można wyleczyć, tylko trzeba dużo samozaparcia i siły.
                    I chęci do walki.
                    Popracuj nad pozytywnym myśleniem już teraz bo potem w trakcie leczenia może być
                    z tym trudno.
                    Może warto, żebyś skorzystała z porady psychoonkologa? Albo nawet zwykłego
                    psychologa, tylko naprawdę dobrego.
                    W swoim szpitalu usłyszałam, że dla ludzi z moim chłoniakiem nie ma szansy na
                    wyleczenie.
                    W CO powiedzieli mi coś zupełnie innego. Wiem, że leczenie można trwać bardzo
                    bardzo długo ale wiem też, że są o wiele gorsze choroby i dla wielu chorych nie
                    ma ratunku.
                    Chłoniaki to nie koniec świata.

                    życzę ci dużo siły i wytrwałości w walce i pamiętaj o pozytywnym nastawieniu już
                    teraz....
                    • coisinha Re: Fotek12 09.02.10, 00:48
                      Też mi się wydaje by jak najszybciej udać się po wynik bo do piątku
                      można jeszcze wiele załatwić.
                      Czemu pani histopatolog powiedziała, że do pracy nie możesz wrócić?
                      Przecież to nie choroba zakaźna a wydaje mi się, że praca by akurat
                      praca by dobrze zrobiła bo pozwala zająć myśli. Moja mama jedynie
                      nie pracowała gdy była w szpitalu po operacji wycięcia węzłów do
                      biopsji, i może kilka dni później. Poza tym pracowała przez całą
                      chemię i pracuje nadal, czyli z chłoniakiem można prowadzić
                      dotychczasowy styl życia (oczywiście bez popadania w skrajności).

                      Nie wiem jak jest w CO w Poznaniu, ale w Wawie wygląda to tak że
                      idzie pacjent do rejestracji pacjentów pierwszorazowych,
                      przeprowadzają z nim wywiad i zapisują do odpowiedniej kliniki. Tam
                      pacjent zostaje przypisany do jednego z lekarzy prowadzących i
                      wydaje mi się, że akurat żaden z profesorów nie prowadzi pacjentów
                      bezpośrednio. Po to są obchody, kominki, itp. A schemat leczenia
                      jest określony dla danego rodzaju nowotworu i raczej nikt nic nie
                      poda innego poza przyjęty schemat. A ważne jest mieć lekarza, jak
                      napisała ammazuko, który się Tobą zajmie i poświęci trochę czasu.
                      Myślę, że raczej profesorowie sa bardziej zabiegani..

                      Nie ma co panikować. Wiadomo, że wiadomość o chorobie jest strasznym
                      ciosem, ale chłoniak to naprawde nie wyrok tylko choroba którą się
                      leczy i to, w wielu przypadkach, z powodzeniem.

                      Daj znać jak będziesz miała wyniki.
                • coisinha Re: coisinha 09.02.10, 00:32
                  Ammazuko, czy Twój mail ammazuko_powrot@gazeta.pl jest aktywny? Jak
                  nie, podaj jakiś inny to podam dokładnie który lekarz - nie chcę
                  pisać na forum, bo na razie wszystko jest ok ale nie wiadomo czy
                  kiedyś nie zajdzie za skórę i jak będę musiała jakoś odreagować, nie
                  chcę by powszechnie wiadomo o kogo chodzi ;)

                  Komputer wylosował CVP bo mama jest w programie klinicznym (bo
                  inaczej w przypadku chłoniaka grudkowego nie dostałaby mabthery) a
                  szanse CVP czy CHOP były 50:50.

                  Masz jeszcze 3 wlewy a potem ewentualnie 2 dodatkowe? Dobrze
                  zrozumiałam? Trzeba to jakoś przeczekać. Na pocieszenie napiszę, że
                  leczenie podtrzymujące to w zasadzie tylko mabthera, po tym pewnie
                  nie będziesz czuła się źle, no i trochę rzadziej.

                  • ammazuko_powrot Re: coisinha 09.02.10, 10:14
                    Wysłałam do ciebie wiadomość, mam nadzieję, że dotrze:)
                    • mama.rozy Re: fotek! 09.02.10, 13:44
                      piszę do Ciebie na gazetowego jeśli nie masz tu konta to napisz,gdzie mogę w
                      prywatnej sprawie do Ciebie napisać.dorota.
                      • fotek12 Re: fotek! 09.02.10, 17:23
                        Dorotko!Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, bo żyję teraz w ogromnym
                        stresie, ale prosisz o prywatny namiar do mnie na maila?
                    • coisinha Re: ammazuko 09.02.10, 14:04
                      odpisałam :) będziesz miała sporo czytania... :)
                      • mama.rozy Re: fotek! 09.02.10, 20:52
                        napiszę Ci tutaj,najwyżej potem przeniesiemy się na prywatne adresy.
                        jeśli rozważasz konsultację w Warszawie,to możesz nocowac u nas,mieszkamy
                        niecałą godzinę pociągiem od Warszawy.ja tak dojeżdżałam całe leczenie,da sie
                        wytrzymać.a jutro jadę na tomograf,to mogę popytać,gdzie miałabyś dzwonić.może
                        być?pozdrawiam.
                        • fotek12 Re: fotek! 10.02.10, 16:34
                          może być, chociaż ciągle nie mam wyniku. Ja wiem, że na to potrzeba
                          czasu, jestem wykończona. Pani histopatolog powiedziała, że mam
                          dzwonić jutro, ona też czeka, ale jeżeli trzeba będzie wykonać jakieś
                          dalsze badania to czekanie się wydłuży. A ja co kilka dni przedłużam
                          zwolnienie, bo ona powiedziała, ze nie mam iść do pracy. Zaczęło mnie
                          boleć pod prawą pachą, a na badaniu wyszło, że mam powiększony węzeł
                          pod lewą. Boję się, że powiększyły mi się już węzły pod oba pachami i
                          ze choroba postępuje. a ja tylko siedzę i dzwonię po wynik. Kobieta
                          się stara, ale też nic nie może dopóki materiał nie wróci do niej z
                          obróbki. Jak "wtłoczyć " w siebie to pozytywne myślenie?????
                          • mama.rozy Re: fotek! 10.02.10, 19:11
                            chyba po prostu nie myśleć...bo pozytywnie na razie się nie da,przynajmniej ja
                            bym nie mogła.niestety,dopóki nie ma wyniki,nie bardzo jest co robić.trzymaj się
                            ciepło.daj znać jutro.d.
                            • ammazuko_powrot Re: fotek! 11.02.10, 22:51
                              Fotek, tak sobie czytam jeszcze raz wszystko co napisałaś i się zastanawiam na
                              jakiej podstawie lekarz ci powiedział, że masz chłoniaka?
                              Bo, żeby mieć tę pewność, potrzebne są wyniki badania hist-pat.
                              Odnoszę wrażenie, że lekarz nie potrzebie zasiał u ciebie panikę:(
                              Nie piszę, że jesteś zdrowa ale po prostu jakoś nie podoba mi się podejście
                              lekarzy i histopatologa, który bada twój węzeł.
                              I prawda jest taka, że węzeł powinno zbadać dwóch nie zależnych od siebie
                              patomorfologów.
                              Wtedy stawia się jednoznaczną diagnozę i robi dalsze badania, typu tomograf
                              komputerowy czy badanie PET.
                              Obawiam się, że jesteś bez sensu nakręcana przez lekarza i przez to trudno
                              myśleć ci pozytywnie.
                              Ja przeszłam osobiście przez cały koszmar badań, diagnozowania i leczenia.
                              I przekonałam się jak ważne jest mądre i rozsądne podejście lekarza.
                              Wiem, że teraz jest ci bardzo ciężko.
                              Ale nie nakręcaj się bez potrzeby i nie ufaj ślepo pierwszemu lepszemu lekarzowi
                              tylko dlatego, że ma tytuł profesora.

                              Mam nadzieję, że jutro już wszystko się u ciebie wyjaśni.
                              Gdybyś potrzebowała namiary na lekarzy w Centrum Onkologii w Warszawie to pisz
                              śmiało.
                              Jeśli zdecydujesz się tam pojechać na konsultację napisze ci jak załatwić to od
                              podstaw.

                              Odezwij się jak będziesz wiedziała coś więcej i pamiętaj, że nie jesteś sama z
                              tą przykrą chorobą.
                              • lulka_0 Re: FOTEK!!! 13.02.10, 02:32
                                Kochana,

                                Niestety nic nie wiem o chłoniakach, ale i nie o tym chcę pisać...

                                Masz dziecko, prawda? Więc: zabezpiecz się, jak tylko możesz, jeśli chodzi
                                o źródła wsparcia finansowego. Mam na myśli zwolnienie z pracy, ZUS, itp.
                                Musisz spać spokojnie, żeby móc się w spokoju leczyć, mówiąc krótko:
                                przedłużaj te zwolnienia tak długo, jak tylko to będzie możliwe.

                                Na podstawie Twoich poprzednich postów mam wrażenie, że obawiasz się
                                czegoś ze strony pracodawcy. To jest chore, ale taka jest polska
                                rzeczywistość. Mogę Ci tylko doradzić, żebyś NIE MIAŁA ŻADNYCH WYRZUTÓW
                                SUMIENIA - tak, jak nie miała firma, która zafundowała Ci pracę na kilku
                                etatach. To jest banał, ale w tej chwili to Ty i Twoja córka jesteście
                                najważniejesze! Jeśli przynajmniej TU będziesz
                                miała poczucie bezpieczeństwa, będzie Ci o wiele łatwiej walczyć z
                                chorobą.

                                I jeszcze jedno: nie wierz ślepo w nieomylność tytulatury. Życie ratują
                                NIE TYLKO profesorowie! Oni są często zbyt zajęci, żeby odpowiednio zająć
                                się każdym pacjentem...

                                Przepraszam, że merytorycznie NIC nie jestem w stanie podpowiedzieć...

                                Życzę Ci wytrwałości przede wszystkim!
                            • fotek12 Re: fotek! 13.02.10, 11:07
                              Dzięki za wsparcie i ewentualną możliwość nocowania. Wyniki już są
                              trzeba tylko opracować i jadę po nie. Wiem, że diagnoza jest zła, bo
                              histopatolog mówiła że się potwierdziła (ale nie wiem jeszcze jaki
                              typ). Je żeli masz namiary gdzie w Warszawie mogłabym dzwonić to prosze
                              podaj mi je, bo jeżeli się okaże, że w Poznaniu bedę długo czekać na
                              szpital, to muszę działać. Gosia
                            • fotek12 Re: fotek! 13.02.10, 11:13
                              Dziękuję i proszę o ewentualne namiary telefonów do Warszawy, gdzie
                              mogłabym dzwonić , jeżeli w poznaniu będę długo czekać. Wynik w
                              przyszłym tygodniu, ale wiem,ze zła diagnoza potwierdziła się (przez
                              telefon dostałam inf. od pani histopatolog), nie wiem jeszcze jaki typ
                              chłoniaka. Gosia
                              • ammazuko_powrot Re: fotek! 14.02.10, 10:18
                                Fotek tu jest umer do Centrum Onkologii w Warszawie na centralę: 022-546-20-00
                                Możesz tam zadzwonić i powiedzieć, że chcesz się zapisać na pierwszą wizytę.

                                Może porozmawiaj też ze swoim lekarzem w Poznaniu, żeby on zadzwonił do Warszawy
                                przyspieszył ci wizytę.
                                U mnie tak właśnie było, pisałam o tym wcześniej.
                                Tak sobie myślę, że jeśli masz chłoniaka nieziarniczego, to możesz zadzwonić
                                bezpośrednio do gabinetu lekarskiego i tam pielęgniarka cię pokieuje co i jak
                                zrobić.
                                Podam ci nr: 22 546 27 69.

                                Jak się okaże, że pojedziesz do CO chętnie ci napiszę więcej informacji na temat
                                samej wizyty w tym miejscu.
                                Trzymaj się dzielnie i pamiętaj, że chłoniak to nie wyrok.
                                I napisz jak będziesz jak będziesz wiedziała coś więcej...
                                • mama.rozy Re: ammazuko-powrot 14.02.10, 14:49
                                  a do którego gabinetu chodziłaś?ja do 19-tki...
                                  • mama.rozy Re: fotek 14.02.10, 14:51
                                    możesz poprosić na centrali o połączenie z fundacją Sowie Oczy,ja z nimi
                                    dokładnie nie miałam kontaktu,ale wiem,że się zajmuję chłoniakami.może coś
                                    więcej doradzą...
                                    • ammazuko_powrot Sowie Oczy... 15.02.10, 09:29
                                      Nie ma co liczyć na Sowie Oczy:(
                                      Forum nie działa. Nie odpowiadają na emaile ani nie oddzwaniają.
                                      Ja nie miałam z nimi kontaktu ale wiele osób z CO próbowało szukać tam wsparcia
                                      bez efektów...
                                  • ammazuko_powrot mama.rozy 14.02.10, 21:27
                                    Pierwszy raz byłam w 19, teraz do 20.
                                    Ale ja w praktyce nie chodzę do gabinetu tylko zaraz po pobraniu krwi wędruję na
                                    6p:)
                                    • ammazuko_powrot fotek 16.02.10, 12:22
                                      Odezwij się co u ciebie, myślę o tobie....
                                      • fotek12 Re: fotek 18.02.10, 15:58
                                        Witaj! U mnie ciężko, w poniedziałek wreszcie otrzymałam diagnozę
                                        szczegółową, nogi się pode mną całkowicie ugięły, znowu świat
                                        przestał istnieć - chłoniak Burkitta. To był pierwszy o którym
                                        przeczytałam, że jest straszny i na niego się umiera. Teraz czuję się
                                        lepiej, nie czytam już internetu. Poszłam do profesora, przyjął mnie
                                        zaraz na drugi dzień. W poniedziałek mam tomogr. komp. jamy brzusznej
                                        i klatki piers. Lekarz dzisiaj powiedział mi, że jestem w świetnej
                                        "kondycji" oczywiście w porównaniu do niektórych chorych. W badaniu
                                        węzłów na obwodzie, nie ma powiększonych. Jak stwierdził bardzo
                                        często te złośliwe leczy się lepiej niż łagodne. Mają tu w Poznaniu
                                        wszystko żeby mi pomóc, więc nie będę szukała nigdzie w Polsce
                                        miejsca w szpitalu. Tutaj i tak postarają się przyjąć mnie jak
                                        najszybciej, może w przyszłym tygodniu??? Będę leczona "półdomowo",
                                        jak dobrze pójdzie to może pożyję jeszcze kilka lat (to już moje
                                        słowa). Staram się chwilami myśleć pozytywnie, ale ciągle jeszcze
                                        wiszą nade mną czarne chmury i nie chcę w tym momencie słuchać
                                        negatywnych diagnoz od innych ludzi, bo i tak wiem że jest bardzo
                                        ciężko. To tyle, albo aż tyle..Pozdrawiam jeszcze... i mam nadzieję
                                        że jeszcze trochę pobędę z Wami...
                                        • mama.rozy Re: fotek 18.02.10, 21:28
                                          oj fotku...ja nic nie wiem o tym chłoniaku.poczytam i jak znajdę coś krzepiącego
                                          to napiszę.na razie przesyłam dużo uścisków i jakbys cos potrzebowała,to pisz.dorota
                                          • ammazuko_powrot Re: fotek 19.02.10, 09:33
                                            Fotek, teoretycznie umiera się na każdego chłoniaka...
                                            Jeśli mogę ci coś doradzić to jak najmniej czytaj w internecie o swojej
                                            chorobie, bo tam raczej pozytywnych rzeczy nie przeczytasz.
                                            Jeśli leczenie wprowadzi się szybko to jest szansa na wyleczenie.
                                            Bo to prawda im złośliwszy chłoniak tym większa szansa na wyleczenie.
                                            I zobacz też, że powoli wszystko zaczyna się układać.
                                            Pisałaś, że w Poznaniu nie ma szans na szybkie leczenie a teraz zobacz, trafiłaś
                                            do profesora, już w przyszłym tygodniu możesz być w szpitalu...
                                            Nie będzie łatwo i lekko ale będzie dobrze.
                                            Pamiętaj jak ważne jest pozytywne myślenie.
                                            I pamiętaj, że zawsze możesz pisać o tym co czujesz, jak zechcesz możesz pisać
                                            do mnie na email...

                                            A jak twoja córeczka?
                                            Udalo ci się z nią porozmawiać?
                                            • fotek12 Re: fotek 20.02.10, 10:06
                                              W poniedziałek idę do szpitala. Rozmawiam z córeczką, próbuję żyć
                                              normalnie jak każdego dnia, nie płaczę, nie wyrywam włosów z głowy.
                                              staram sie wzmacniać pozytywnie, ale po tym co przeczytałam tutaj od
                                              turpina znów się podłamałam. Walczyć o te kilka lat!?
                                        • turpin Jak nie umrze, to żyć będzie 19.02.10, 10:33
                                          Chłoniak Burkitta u młodego dorosłego rokuje w miarę dobrze.

                                          Przeżywalność 5-letnia jest rzędu 70%-80%, a w tym akurat przypadku
                                          owa pięcioletnia przeżywalność (używana ze względów statystycznych,
                                          nie dlatego, że potem wszyscy wymierają) oznacza zwykle trwałe
                                          wyleczenie - nie ma późnych nawrotów.

                                          Jeśli nie jesteś HIV+, nie masz guziora > 10cm i nie masz rozsiewu
                                          do mózgu, nie powinno być źle, jesteś właśnie kandydatką do tych 70-
                                          80%. Prognozę nieco pogarszają (ale nie czynią ją beznadziejną),
                                          zajęcie szpiku i wysoki poziom dehydrogenazy mleczanowej (LDH).

                                          Trochę tylko niepokoi ta informacja o 'leczeniu pół-domowym'. Mam
                                          nadzieję, że poznaniacy nie wpadli na pomysł leczenia Burkitta czymś
                                          w rodzaju R-CHOP? (potrzebny jest schemat dużo bardziej agresywny,
                                          nawet u dorosłych).
                                          • bar221 re fotek 19.02.10, 22:11
                                            pisz do mni o kaźdej porze, na maila. Tam podam Ci nr telefonu i
                                            prywatnego maila. Nie bój się,,,,Czekam na wiadomość, kochana,,
                                            • fotek12 Re: re fotek 20.02.10, 10:04
                                              Dziękuję i piszę. Idę w poniedziałek do szpitala, termin znalazł się
                                              szybko po wizycie u profesora, który mnie natychmiast przyjął.
                                              Przeraziło mnie to, ponieważ swiadczy to o tym, że mój stan jest
                                              ciężki, a wcale się źle nie czuję. Staram się pracować nad sobą, ale
                                              przeraziły mnie słowa turpina. Nie wiem czy chcę to wszystko wiedzieć,
                                              wiem, ze będę leczona agresywnie. Najwyżej mnie ta chemia zabije.
                                              rozmawiałam z córeczką. Próbuję żyć normalnie.
                                          • fotek12 Re: Jak nie umrze, to żyć będzie 20.02.10, 10:00
                                            Przeraziło mnie to, o czym piszesz. W poniedziałek idę do szpitala, nie
                                            znam się na tych lekarstwach i jeszcze nie wiem czy mam cos w mózgu,
                                            ani czy mam guza, nawet juz nie wiem czy mam Aids. teraz już
                                            podejrzewam wszystko. Po co wracać do pracy skoro mam zyć tylko kilka
                                            lat. Lepiej wyruszyć z córka w podróż (chociaż nie mam za co) i mieć
                                            wszystko gdzieś. Jeszcze cały czas nastawiałam się pozytywnie, ale po
                                            tym co przeczytałam od ciebie, znowu mi bardzo ciężko.
                                            • mama.rozy Re: Jak nie umrze, to żyć będzie 20.02.10, 17:05
                                              kochana,warto żyć nawet te kilka lat,ja sama często się zastanawiam,ile jeszcze
                                              przede mną.mimo skończonej terapii nadal sa obawy.każda infekcja to dla mnie
                                              załamka.zaraz myślę o jednym-czy to koniec...nic nie poradzę.
                                              żyjesz teraz, i tutaj,to sie liczy.nikt nie jest w stanie Ci powiedzieć,ile
                                              jeszcze.przecież równie dobrze możesz wpaść pod samochód
                                              jutro...(czego,oczywiście,CI nie życzę).my,chorzy z rakiem,mamy po prostu tę
                                              swiadomość,koszmarną świadomość,że nasze życie może po prostu sie zerwać...taki
                                              banał,a jednak..,zdrowi ludzie po prostu o tym nie myslą.
                                              mi dużo odporności dała praca w hospicjum,ile ludzi przy mnie odeszło,trudno
                                              zliczyć.a przecież,pomimo takiej pralni uczuć,jak dotarła do mnie diagnoza,to
                                              wyłam,bo nagle poczułam,ile mogę stracić.
                                              kochana,jestem z Tobą.
                                              masz opiekę dla małej na pobyt w szpitalu?potrzebujesz czegoś?
                                              a-nie martw sie tym,że tak szybko znalazło sie miejsce,bo to może też świadczyć
                                              o tym,że jest duza szansa,że złapali tego robala szybko i chcą go dobić:)
                                              pozdrawiam.
                                            • turpin przpraszam, że nastraszyłem! 20.02.10, 17:38
                                              Oj Boże święty, toż ja chciałem dodać otuchy...

                                              Burkitt to nie przelewki, ale, jakem napisał, to chłoniak, którego MOŻNA
                                              CAŁKOWICIE WYLECZYĆ. Wchodzisz do szpitala z nowotworem, wychodzisz ze szpitala
                                              bez nowotworu. Co więcej, szanse na to wyleczenie są znacząco wyższe, niż w
                                              wypadku najczęstszego typu agresywnego chłoniaka, czyli Diffuse Large B-cell
                                              Lymphoma (w wypadku DLBCL szanse na ucieczkę spod łopaty są rzędu 50-60%).

                                              Najpewniej nie masz HIV, pewnie guz jest mniejszy niż 10cm i pewnie nie masz
                                              rozsiewu do mózgu (bo to raczej daje objawy). Innymi słowy, najpewniej Cię
                                              wyleczą. Co nie oznacza, że będzie lekko. Terapia chłoniaka Burkitta jest
                                              bardzo agresywna, młodzi 'zdrowi' dorośli mają ok. 5%-10% ryzyko zgonu z powodu
                                              samego leczenia, ale nie ma wyjścia.

                                              Powtarzam
                                              • fotek12 Re: przpraszam, że nastraszyłem! 20.02.10, 19:38
                                                Rzeczywiście, wszystko teraz odczytuje jako groźne, stałam się bardzo
                                                nadwrażliwa. Wierzę, że chciałeś mnie pocieszyć, ale ja się bardzo
                                                przestraszyłam. Wiedziałam, właściwie to podejrzewałam (bo żaden
                                                lekarz jeszcze mi nie powiedział), ze terapia będzie agresywna, ale
                                                nie wiedziałam, że można nie przeżyć tych pierwszych miesięcy
                                                terapii. Jestem drobniutka, wręcz chudą kobietą, dość słabą, więc jak
                                                zwykle myślę sobie, że mogę być wśród tych nielicznych, którym się
                                                nie udało i ze mój organizm tego nie wytrzyma. Niestety tak wygląda
                                                moje życie, że jak coś ma się przytrafić to właśnie mnie - stąd
                                                trochę przewrotnie próbuję pozytywnie myśleć, żeby nie kumulować
                                                "pecha". I tak jestem przerażona tymi kilkoma miesiącami, których jak
                                                piszesz ewentualnie mogę nie przezyć (albo albo). Nie zdążę
                                                uporządkować spraw......
                                                • lulka_0 Re: przpraszam, że nastraszyłem! 20.02.10, 23:58
                                                  fotek12, ja bym jednak proponowała ochłonąć na chwilę po tych
                                                  internetowych diagnozach i choć przez chwilę odwołać się do
                                                  logicznego myślenia. Turpin - jak rozumiem - jest lekarzem i - jak
                                                  rozumiem - chciał dobrze, tylko mu trochę słabo wyszło:)

                                                  Jak będzie, to się jeszcze zobaczy, i nie sądzę, żeby którakolwiek z
                                                  osób na tym forum (naprawdę mam szacunek do pojawiającej się na tych
                                                  łamach wiedzy medycznej) mogła Ci przedstawić diagnozę wiarygodną w
                                                  100%.

                                                  Wpadanie w panikę na podstawie czyichś dobrych chęci nie jest ani
                                                  pomysłem dobrym, ani mądrym, albowiem obciążone jest wadą, której
                                                  źródłem jest wiara w to, że krótki opis stanu chorobowego wystarczy
                                                  do przedstawienia przez kogoś projekcji zdarzeń dotyczących czyjegoś
                                                  zdrowia.

                                                  Jestem kompletnym laikiem w dziedzinie onkologii, myślę, że Ty też,
                                                  dlatego chciałabym się odnieść się tylko i wyłącznie do opisu
                                                  Twojego stanu psychicznego. Odnieść się tak zwyczajnie i po ludzku
                                                  po prostu.

                                                  Czytając Twoje posty mam wrażenie, że w tej chwili najbardziej
                                                  potrzeba Ci przede wszystkim wsparcia psychologiczngo w zakresie
                                                  radzenia sobie z kryzysem związanym z tendencją do pesymistycznego
                                                  postrzegania sekwencji zdarzeń. Odbierane przez Ciebie komunikaty
                                                  łączą się w pewną całość, Twoim zdaniem sugestia w nich tkwiąca ma
                                                  właśnie charakter bardzo negataywny. Ja natomiast chciałbym Cię
                                                  namówić na podjęcie próby dostrzeżenia ich pozytywnego aspektu.

                                                  Po pierwsze trzeba zwrócić uwagę na to, że jesteś na samym początku
                                                  procesu i że rokowanie jest JEDNAK pozytywne. Odwołuję się teraz do
                                                  tego, co napisał turpin... Po drugie czerpiesz wielką siłę z faktu
                                                  bycia matką, a tego bym nie bagatelizowała, bo matki mają siłę
                                                  niespożytą. Mam na myśli dążenie do celu:) I potrafią - często na
                                                  przekór losowi - przenosić góry: wbrew logice, także medycznej. Po
                                                  trzecie - organizm masz młody i - z tego, co piszesz tak wnioskuję -
                                                  nie jesteś obarczona dodatkowymi schorzeniami. Po czwarte, sądzę, że
                                                  jesteś osobą bardzo silną, tylko nie dostrzegasz - ale to już
                                                  zupełnie inna sprawa - tej swojej siły, wręcz przeciwnie: starasz
                                                  się szukać argumentów ją osłabiających.

                                                  Mówiąc krótko: wątłość fizyczna nie jest wyznacznikiem siły
                                                  psychicznej. Dalej: optymizm (znowu nawiązuję do turpina) jest
                                                  ważny, pod warunkiem, że nie manifestuje się koniecznością
                                                  utrzymania się (na siłę) w stanie bezwględnego obligo do 'keep
                                                  smiling'. Obstawałabym przy tym, że dobry optyzmizm to optymizm
                                                  rozsądny i mądry, związany z przyznaniem sobie samemu prawa do złego
                                                  samopoczucia z jednej strony i prawem do postrzegania siebie samego
                                                  jako podmiotu leczenia, a nie jego przedmiotu. To TY jesteś
                                                  najważniejsza w tym wszystkim:)

                                                  Reasumując: rozumiem Twój niepokój i strach, bo to są reakcje
                                                  całkowicie naturalne. Ale nie pozwól, aby zawładnęły Tobą do takiego
                                                  stopnia, żebyś na obecnym etapie skupiała się na rzeczach jednak
                                                  drugorzędnych, czyli na tym, czy zdążysz uporządkować swoje życie,
                                                  gdyby... To jest zupełnie inna faza. Wydaje mi się, że teraz jest
                                                  czas dla Ciebie i TYLKO dla Ciebie. Czyli czas na zajęcie się
                                                  możliwie najbardziej skutecznym leczeniem, w tym także na szukanie
                                                  WSZYSTKICH dostępnych jego źródeł. To jest zadanie bardzo czaso- i
                                                  energochłonne. Drugą rzeczą - równległą - jest opieka nad córką i
                                                  czerpanie z tej opieki siły do dalszych zmagań z chorobą. Trzecią
                                                  wreszcie - być może najważniejszą - jest zlokalizowanie źródeł siły
                                                  do walki z rakiem...
                                              • ammazuko_powrot Re: przpraszam, że nastraszyłem! 21.02.10, 00:02
                                                Co więcej, szanse na to wyleczenie są znacząco wyższe, niż w
                                                > wypadku najczęstszego typu agresywnego chłoniaka, czyli Diffuse Large B-cell
                                                > Lymphoma (w wypadku DLBCL szanse na ucieczkę spod łopaty są rzędu 50-60%).


                                                He, he, he teraz to mnie pocieszyłeś:)
                                                Właśnie walczę z tym konkretnym paskudztwem:P
                • osmanthus Ammazuko 22.02.10, 09:10
                  > CVP nie jest tym samym co RCHOP.
                  > Nie rozumiem jak komputer losował rodzaj leczenia?

                  To proste. Komputer losowal bo leczenie bylo prowadzone w ramach prob
                  klinicznych.
    • janko.muzykant0 moze zmienisz swoj poglad na raka 21.02.10, 04:57
      jest to link do tego co napisalem na tym forum

      (uprzedzam, ze lekarz moze powiedziec ze bedzie to skuteczne, tak jak nalewka
      z bursztynu, bo nibys skan ma wiedziec, ze moze byc innaczej ?)

      forum.gazeta.pl/forum/w,37372,72041707,107551723,Re_Prostata_australijska.html


      niezaleznie od twojej decyzji , zycze powodzenia
      • mama.rozy Re: fotku! 21.02.10, 13:48
        trzymam kciuki i otaczam modlitwą.jesteś dzielna kobieta,dasz
        radę.popatrz,potrafiłaś wejść na to forum i napisać o sobie,nie każdego stać na
        to.a jesteś tu i prowadzisz tę rozmowę!
        dasz radę,a my pomożemy,na ile będziemy mogli.
        dawaj znać.dużo uścisków.
        p.s.głupia rzecz,ale weź do szpitala klapki pod prysznic,tam najwięcej zarazy
        się czai.ja pamiętam,jak wylądowałam na oddziale na pierwszej chemii i pani z
        mojego pokoju pochwaliła się na wstępie,że ona to grzybicę ma już
        wszędzie...:)no cóż,nie skorzystałam z darmowego zakażenia:)
        • ammazuko_powrot Re: fotku! 23.02.10, 16:49
          Domyślam się, że jesteś w szpitalu.
          Jak będziesz miała możliwość, proszę, napisz co u ciebie.
    • betty-7 Re: prośba o pomoc i wsparcie 25.02.10, 14:06
      Drogi Fotku12 oto kilka rad:
      - zapoznaj się z metodą poznawczo-behawioralną dr Simontona (pomaga
      radzić sobie psychicznie z problemem choroby nowotworowej, przez
      wyszukiwarkę powinnaś znaleźć kilka stron na ten temat)
      - staraj się w miarę możliwości żyć jak najbardziej normalnie,
      stawiaj sobie małe cele na miarę swoich sił i możliwości i je
      realizuj
      - przy chemioterapii pij jak najwięcej, np. wody Jana, jest to woda
      mineralna wzbogacona w wiele cennych minerałów; możeszbrać Trilac na
      odbudowę dobrej flory bakteryjnej w organizmie; na pieczenie
      przełyku: Gasec, Ranigast etc; na zaparcia Lactulosum;
      przeciwzapalnie Celebrex; dieta lekkostrawna; uważaj na infekcje, bo
      odpornosć jest wtedy bardzo osłabiona
      - staraj się jak najszybciej zapanować nad lękiem, choć to normalna
      reakcja w takiej sytuacji
      - staraj się cieszyć każdym dniem, każdą drobnostką
      - przebywaj z przyjaciółmi, czasami jest wielka potrzeba "wygadania
      się", opowiadania o swojej chorobie, potem ta potrzeba z reguły
      zmniejsza się
      - to narmalne, że masz poczucie, iż "świat się zawalił", ale...do
      boju, będzie dobrze, choć droga bardzo trudna, długa, bolesna i
      wyboista
      • ammazuko_powrot Fotku 28.02.10, 10:40
        jesteś?
        Napisz co u ciebie...
        • fotek12 Re: Fotku 06.04.10, 19:06
          Witam! Jednak żyję, choć niemal przekroczyłam tę cieńką linię...Wyszłam
          na krótko przed świętami, słaba ale na tyle wyniki były dobre, że
          puścili mnie na spotkanie z córką. Jutro wracam na kolejna chemię i
          dalsze cierpienie. Znów się boję, bo wiem co przeżyłam, ale wiem ze dam
          radę, muszę...Dziękuję za wsparcie i pozdrawiam.
          • ammazuko_powrot Re: Fotku 07.04.10, 10:36
            Fotku, dasz radę choć jak piszesz nie jest lekko.
            Jak córka znosi twoją chorobę i twoje pobyty w szpitalu?
          • bar221 Re: Fotku 07.04.10, 20:34
            Trzymaj sie, dasz rade. Trzymama kciuki
            • herzogin.cecilie Re: Fotku 19.04.10, 10:42
              Fotku, postaraj sie traktowac swoje pobyty w szpitalu nie jako cierpienie, ale
              jako leczenie ;) To zmienia obraz sytuacji.

              ---------
              herzogincecilie.wordpress.com
              • mama.rozy Re: Fotku 19.04.10, 20:46
                czekam tu na Ciebie:)
                • ammazuko_powrot Re: Fotku 21.04.10, 15:39
                  Fotku, co u ciebie?
                  • fotek12 Re: Fotku 21.05.10, 13:45
                    Wczoraj wróciłam po drugiej chemii - na 3 tygodnie. Nacierpiałam się,
                    były komplikacje. Ale jestem i nagle znów dopadły mnie myśli o
                    śmierci, strach o córkę. Sama siebie nie rozumiem, chyba dlatego tak
                    myślę bo lekarze powtarzali, że ten mój chłoniak jest bardzo
                    agresywny, więc nie wiem jakie mam szanse. A nacierpiałam się
                    okropnie, z komplikacjami. Nie mogę spać po nocach. Nie umiem cieszyć
                    się chwilą, tyle spraw do załatwienia, a ja nie mam siły. Muszę
                    zasięgnąć porady prawnej, napisać testament. Z kolei nie stać mnie
                    teraz finansowo...Tyle mam wiedzy, innych uczyłam pozytywnie myśleć,
                    sama nie potrafię. Za 3 tyg. badanie PET i strach co dalej....Ale
                    bardzo ciepło pozdrawiam i dziękuję.
                • fotek12 Re: Fotku 21.05.10, 13:50
                  Jestem po drugiej chemii. Od wczoraj w domu. znowu tu gdzieś na
                  forum poczytałam wspomnienia ludzi chorych lub ich rodzin na
                  chłoniaki i załamałam się. Wróciłam na 3 tygodnie i zamiast się
                  cieszyć - myślę o śmierci, o córce, co zrobić, czy spisać
                  testament...Mój chłoniak jest bardzo agresywny, więc stąd mój strach,
                  lekarze to powtarzali. Za 3 tygodnie badanie PET- i nie wiem co
                  dalej, jestem jak sparaliżowana, kiedyś pozytywnie myśląca kobieta,
                  dziś ...Tak mi trudno , myślę negatywnie i nie potrafię wyjść z tego
                  błędnego koła...Pozdrawiam i dziękuję za wszystko
    • bar221 Re: prośba o pomoc i wsparcie 03.05.10, 02:02
      Co się dzieje z fotkiem12? Może ktoś wie, a moze sama fotek12
      odezwie sie
      • fotek12 Re: prośba o pomoc i wsparcie 21.05.10, 13:37
        Witam! Przeszłam przez 2 chemie i wróciłam wczoraj do domu na 3
        tygodnie. Potem badanie PET. Okropnie się boję nie umiem o niczym
        innym myśleć, tylko o tym, ze będą dalsze chemie. Nie mogę się pozbyć
        myśli o śmierci, nie potrafię się pozbyć też lęku o córkę w razie mojej
        śmierci. Trudno mi myśleć pozytywnie, bo wiem że mój chłoniak jest tym
        najbardziej agresywnym. Jak mam z nim wygrać? Ale dziękuję za ciepłe
        myśli o mnie.
        • ammazuko_powrot Re: prośba o pomoc i wsparcie 21.05.10, 20:46
          Fotku, ja też przeszłam chemię z powodu agresywnego chłoniaka.
          Lekarze w moim mieście (Szpital Wojewódzki)ni wiedzieli jak mnie leczyć i
          zostałam odesłana do Centrum Onkologii w Warszawie.
          Dostałam 6 kursów RCHOP, co 3 tygodnie 1.
          Leczenie wspominam jako koszmar ale teraz mam remisję choroby i cieszę się z tego.
          Twoje obawy są normalne, myślę jednak, że powinnaś skorzystać z pomocy dobrego
          psychologa, który ma doświadczenie z ludźmi chorymi na nowotwory.
          Porozmawiaj o tym ze swoim lekarzem.
          Może powinnaś brać też jakieś leki wyciszające te negatywne myśli? (Onkolog może
          ci wypisać receptę)
          Niestety, wielu pacjentów onkologicznych wstydzi się korzystać z takiej pomocy.
          Ale pamiętaj, że pozytywne myślenie bardzo, bardzo pomaga w walce z nowotworami...

          Ile chemii masz zaplanowanych?
          • mama.rozy Re: prośba o pomoc i wsparcie 21.05.10, 22:58
            fotku,trzymaj się dzielnie,cały czas myślę o Tobie.dawaj znać.mocno ściskam,dorota.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka