Dodaj do ulubionych

Nie daliśmy rady.

06.04.06, 08:34
Moja mama odeszła. Nie potrafię nic więcej napisać.
Obserwuj wątek
    • rima Re: Nie daliśmy rady. 06.04.06, 08:41
      Ogromnie mi przykro... Uwierz... Musicie to przeżyć, teraz bądźcie razem z
      rodziną, dacie radę. Ciężkie dni jeszcze przyjdą. MIesiąc temu straciłam
      również mamę... Pisz jak potrzebujes,z dla mnie tomrównież świeża s[prawa...
      ogromnie mi przykro - to tak jakbym przeżywała na nowo odejście mojej mamy...
      Iza
    • weronika99 Re: Nie daliśmy rady. 06.04.06, 08:54
      Dołaczam sie do wyrazów współczucia.
      Bądź dzielna i- przetrzymasz to, a potem może spojrzenie z dystansu pomoże.
      ja już sobie "zaznaczyłam", że jeśli mama odeszłaby - to spróbuję myśleć, że w
      końcu przestała się męczyć i u Boga jest jej juz w końcu lepiej niż w chorobie
      wśród nas.
      Przepraszam - wiem, ze lepiej pisać niż to przezywać i nie mam prawa pisać, że
      wiem co czujesz, bo nie wiem. Ogromnie współczuje.
      Trzymaj sie jakoś
      • liina Re: Nie daliśmy rady. 06.04.06, 09:08
        Wierze, że bedzie drugie zycie tak jak mowi Biblia i ze sie jeszcze zobaczymy,
        ale i tak czuje sie strasznie.
        Bog wie jak sie czuje ja i inni, którzy tego doświadczyli. Jezus tez zapłakał
        nad Łazarzem, choć wiedział, ze go do zycia za kilka dni powoła, a jednak było
        Mu przykro.
        Straszne jest to wszytko, ale to tylko ciało, marne ciało, w takiej chorobie jak
        rak widac najlepiej jak marne jest to nasze cialo i co moze sie z nim stac.
    • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Nie daliśmy rady. 06.04.06, 09:05
      Ogromnie, ogromnie mi przykro.
    • ewaw1022 Re: Nie daliśmy rady. 06.04.06, 09:10
      Bardzo Ci współczuję :(.
    • ulaw2 Re: Nie daliśmy rady. 06.04.06, 09:21
      Wiem że,nie ma takich słów które mogłyby ukoić Twój ból.Bardzo Ci współczuję.I
      eszyscy tutaj rozumiemy dobrze co przeżywasz.
    • tolka3 Re: Nie daliśmy rady. 06.04.06, 09:28
      liina bardzo mi przykro, niestety nie potrafię zmniejszyć bólu... Jesteśmy tu,
      będziemy, pamiętaj, że zawsze możesz nam sie wypłakać. Cierpią ci, którzy
      zostają, tym, którzy odchodzą, jest na pewno dobrze, już nic ich nie boli, są
      szczęśliwi tam na górze. Kiedyś spotkasz Mamę, choć wierzę, że trudno jest tu
      bez niej. Trzymaj się, ściskam mocno.
      • gemini091 Re: Nie daliśmy rady. 06.04.06, 10:42
        Bardzo ci współczuję. Niestety wiem co czujesz. Mój tato odszedł 20 marca.

        Jak diabeł święconej wody,
        boimy się choroby, samotności, cierpienia ,starości
        a wtedy właśnie Bóg zaprasza nas,
        byśmy byli jak najbliżej niego.
        ks.Jan Twardowski


        Trzymaj się, dasz radę- wszyscy damy
    • kingax11 Re: Nie daliśmy rady. 06.04.06, 10:48
      Bardzo mi przykro.
      • liina Re: Nie daliśmy rady. 06.04.06, 11:06
        Bóg raczej nas sam w sobie nie zabiera, tylko fakt, ze jestesmy niedoskonali od
        samego urodzenia i od samego urodzenia jestesmy juz wadliwi, ale to sie zmieni w
        drugim swiecie.
        Wierze, ze jeszcze spotkam mame oraz wszytkich tych, ktorych tez znalam i ktorzy
        umrali na raka i inne choroby.
        Ja tez umre w koncu i WY tez wszyscy , ktorzy tu piszecie. Jak mowi Biblia nikt
        nie ma mocy nad wiatrem i śmiercią, oczywiscie poza Bogiem,który pewnego dnia
        zrobi z tym porządek.
        Tylko mama juz spi i nie musi czekac na mnie i na innych bliskich, spi , a jak
        przyjdzie zmartwychwstanie, to sie obudzi, a ja i reszta musimy tutaj jeszcze
        zyc bez niej i czekac na swoja smierc,zeby moc potem razem z nia sie obudzic.
        Nie wiem czy to wszytko jest dobrze urzadzone, ale chyba Bog wiedzial co czyni,
        a my moze nie wszytko jestesmy w stanie pojac.
        • liina Re: Nie daliśmy rady. 06.04.06, 11:41
          Wiecie, teraz w wyborczej byla taka wkładka, jakie to sa juz wspaniale metody
          leczenia raka, chemie celowane itd, cuda na kiju, jakby człowiek nie znal tego
          wszytkiego z powodu choroby naszych bliskich, to moglby sie nawet czytajac to
          bezpiecznie poczuc, ze nie jest zle..., ale jednak jest zle.
          Znam co prawda osoby ( dwie), ktore zyja lata juz, chemii nie braly, jedna miala
          tylko naswietlania, nie wiem czy to zbieg okolicznosci czy przypadek, ze akurat
          tej chemii nie braly i jakos ciagna. To taka loteria wlasciwie.
          Ale wiem jedno, ze najwieksza role w tym wszytkim odgrywa mozg, psychika,
          glowa,nie umialam zmienic myslenia mojej mamy,ktora podswiadomie uwazala,ze bez
          chemii rak bedzie wracal.Wiekszosc ludzi nabiera takiego przekonania, nawet
          lekarze sami to wciaz powtarzaja, ze bez chemii nie da sie zyc,ze to jest jedyna
          szansa dla chorych i to jest chyba bład.Formuje sie przez to taki zamkniety tok
          myslenia, ktory prowadzi do nikad.Konczysz chemie i strach , ze rak wroci go
          przywoluje. Trzeba ludziom jakos to myslenie wybijac z glowy, ale nikt sie tym
          nie zajmuje...Mysle, ze glowa i umsyl moze sie okazac najwiekszym narzedziem walki.
          Moja mama chciala jeszcze miesiac temu isc na chemie, choc fizycznie sie nie
          nadawala na nia.Gdybym byla lekarzem, postaralabym sie podac jej plyn obojetny z
          nalepka "chemia" i znajac moja mame, jestem pewna, ze marker by zaczal spadac i
          moze by nawet wlosy jej zaczely wypadac.Szkoda wielka, ze nikt nie zwraca uwagi
          na potege umyslu, u mojej mamy by to zadzialalo, jestem pewna, ale nie bylo
          szansy na to, aby ktos jej w taki wlasnie sposob pomogl.

    • gontcha Re: Nie daliśmy rady. 06.04.06, 11:46
      Przykro mi bardzo, wyrazy współczucia.
      Mama jest w tym lepszym świecie i na zawsze pozostanie z Tobą w sercu...
    • olgajan Re: Nie daliśmy rady. 06.04.06, 12:40
      Przykro mi, ze wciąż tę walke przegrywamy (ja straciłam mame 2 miesiące temu),
      przynajmniej jestesmy tu razem, miejmy tylko nadzieję, ze to sie kiedyś zmieni -
      profilaktyka, podejscie lekarzy... Moze kiedyś uda nam się ta walkę wygrać.
      Trzymaj się!!! Żadne słowa ty nie pomogą...
    • liina Re: Nie daliśmy rady. 06.04.06, 13:01
      Taaa..., profilaktyka, my zyjemy jak w sredniowieczu.
      Mialam probke 2 tygodnie temu tej wspanialej profilaktyki.
      Poszlam zrobic cytologie, to byla nowa przychodnia, w ktorej sie wczesniej nie
      leczylam. Nie zapytano mnie kiedy robilam ostatni raz cytologie, ale kazano mi
      za nia zapłacić 20 zł.Na moje pytanie czemu, odpowiedziano mi, ze przysluguje mi
      cytologia raz na 3 lata i koniec, a jesli lekarz widzi wskazania do czestrzego
      robienia jej, to wtedy jest na NFZ, a tak to niby na moje "widzi mi sie", wiec
      musze placic.
      Mialam nadzerke, wiec wczesniej kazano mi robic raz na rok i to lekarz mi kazal,
      a nie, ze ja mam jakas fobie przed rakiem.Teraz widac, raz na 3 lata mi sie nalezy.
      Wiem, ze na temat nadzerki sa sprzeczne opinie, ale roznie to bywa, zwłaszcza,
      ze wciąż miałam zapalenia.
      Pytam sie wiec ginekologa komu daje skierowanie na cytologie?, a on do mnie, ze
      jak " widzi gołym okiem, ze zmiana moze miec charakter nowotoworowy"...Normalnie
      idzie sie zalamac idzie.
      Na USG tez skierowania nie dostane, bo nic mi nie jest, a profilaktycznie, to
      nie daja. Jak mi bulwa urosnie na brzuchu, to wtedy da....
      • blackhorse-bh Re: Nie daliśmy rady. 06.04.06, 13:30
        Ja jestem też z rakowej rodziny. Moja mama po chemii i radioterapii zwalczyła na
        jakiś czas raka szyjki macicy, ale niestety po pół roku na skutek naświetlań
        pojawiły się powikłania w postaci wrzodów w jelitach. Biedna zwija się z bólu a
        jak poszłam do przychodni poprosić o wizytę domową powiedzieli mi, że i tak nic
        nie pomogą więc lepiej od razu zawieźć ją na onkologię bo to mogą być przerzuty.
        Jak widzę z bliska to tzw "służba zdrowia" ze służbą nie ma nic współnego. To
        wielka łaska. Pacjent jest przychodzącą do gabinetu jednostką chorobową a nie
        człowiekiem i to cierpiącym.
        Krew mnie zalewa !!!
        • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Nie daliśmy rady. 06.04.06, 13:43
          Czekaj, czekaj. Moja mama też ma poranione jelita od naświetlań i wcale nie są
          to przerzuty. Twoja mama powinna mieć zrobioną kolonoskopie i pobrane wycinki z
          owrzodzeń. Dopiero wtedy będzie wiadomo, co to jest.
          Moja mama ma zaleconą lekkostrawną dietę, bogatą w błonnik i zalecone unikanie
          mleka. Na skrety jelit ma leki, owrzodzenie póki co nie daje się wyleczyć.
          Jeśli znasz angielski wyślę ci link do ciekawego artykułu o zespole jelita
          popromiennego.
          • koofel Re: Nie daliśmy rady. 06.04.06, 17:57
            linna przyjmij wyrazy wspołczucia.Jestem po operacjinowotworu jajnika 16
            miesiecy.Na razie wszystko w porządku,ale gdyby nie daj Boze musialabym odejśc
            to moim najbliższym mówie żeby nie rozpaczali.ńiech w tedy pomyślą że żyłam w
            wielkim stresie i strachu i już mam to za sobą.Pomyśl tak samo.Juz jest
            spokojna.
            • mika751 Re: Nie daliśmy rady. 06.04.06, 22:09
              Bardzo mi przykro... Ja stracilam mojego Tate prawie 3 lata temu (nowotwor
              pluc), ale wciaz wydaje mi sie jakby to bylo zaledwie wczoraj... Pielegnuj
              wspomnienia i ... trzymaj sie cieplo!
              • estelka1 Re: Nie daliśmy rady. 06.04.06, 22:18
                A ja dla odmiany od 9 miesięcy żyję w strachu, że moja mama może umrzeć. Niby
                wiedziałam to nie od dziś, ale mam poczucie, że choroba (rak płuc)moze ten nasz
                wspólny czas na ziemi jeszcze skrócić. Chyba mam dzisiaj straszny kryzys :(,
                ale to pewnie dlatego, że mama całkiem opadła z sił. Niby lekarze mówią, że to
                jest kryzys po radioterapii, a onkologicznie jest ok, dopadają mnie czarne
                myśli. Zawroty głowy, mdłości, teoretycznie to może mieć związek z
                naświetlaniami, zwłaszcza głowy, ale boję się że to przerzuty. Jutro mama ma
                mieć USG jamy brzusznej, a na dniach konsultację neurologiczną. Może coś się
                więcej okaże. Najgorsze, że muszę być dzielna za mamę, tatę, swoją siostrę i
                córkę. A nie zawsze mi to wychodzi. Pozdrawiam Was kochani. Agnieszka
                • liina Re: Nie daliśmy rady. 07.04.06, 08:32
                  Moja mama tez mowila jeszcze dzien przed smiercia:" Czego płaczesz?, nie ja
                  pierwsza i nie ostatnia..."
                  Najgorsze jeszcze w tym wszytkim jest to, ze mam w glowie te ostatnie koszmarne
                  miesiace, a wlasciwie tygodnie, kiedy bylo coraz gorzej, kiedy wiedzilismy, ze
                  czas sie konczy, kiedy zaczynaly sie cierpienia fizyczne, okropnie mnie mecza te
                  wszytkie przezycia, nie moge sie od tych obrazów uwolnic.
    • liina Re: Nie daliśmy rady. 07.04.06, 08:42
      A tak w ogóle, to nawet wspomnienia mi ból sprawiają...Chciałam zdjęcie sobie
      mamy postawic w pokoju, ale jakos nie moge, bo jak sobie je postawie, to tak jak
      bym przyznala, ze odeszla na serio i jakos nie moge sie przemóc.To normalne?
      • rima Re: Nie daliśmy rady. 07.04.06, 09:23
        Iiina, ja już wpsominałam że moja mama odeszła 25 lutego tego roku...
        Początkowow niby wszystko ok, nawet za mocno nie płakałam bo dużo spraw do
        załatwienia było związanych z pogrzebem i wogóle ale moi bracia jak bobry
        płakali, ja przy zamykaniu trumny najbardziej i na cmentarzu... Potem rzuciłam
        się w wir pracy, bałam się myśleć o mamie, nie chciałam sobie nawet uświadomić
        faktu że mama odeszła... To przyszło później, taka spóźniona żałoba, która
        trwa... Już postawiłam sobie zdjęcie mamy w pokoju, ale cierpię ogromnie,
        tęsknie tak mocno że mało mi serca nie wyrwie, na szczęście mam dużo przyjaciół
        którym się zwierzam, a płaczę w samotności... Tydzień temu po raz pierwszy
        pojechałam do mamy na grób SAMA - Iiina myślałam że umrę z bólu, i to
        fizycznego nie psychicznego. To jest ogromna trauma Iiina i to normalne co
        przeżywasz, każdy rpzeżywa to na swój sposób: mój tata jest rożalony natomiast
        na wszystkich a najbardziej na mamę że go zostawiła a on teraz tutaj sam musi
        żyć. Widzisz upłynęło półtora miesiąca a ja nadal nie mogę się zebrać, żeby
        uporządkować mamy rzeczy, chcemy oddać pozostałe leki i pampersy i lepsze
        ubrania do hospicjum lub dla inncyh bardziej potrzebujących, ale ja nie mam
        siły żeby to uporządkować. NIe mam. I nie wiem kiedy będę miała, wszystko leży
        w domu u rodziców tak jakby mama miała zaraz wrócić bo nikt z nas nie chce
        ruszać bo tam pachnie mamą, bo to jest jakby żywe wspomnienie. Trzeba dać sobie
        czas... Wszysktie uczucia w takiej sytuacji są właściwe...
        Trzymaj się i pisz jak potrzebujesz w każdej chwili, mam gg podaję mój numer:v
        1050761
        Iza
        • liina Re: Nie daliśmy rady. 07.04.06, 09:56
          Ja przez pierwsze dwa dni chowalam wszytko co bylo z mama zwiazane blizej, jej
          torebke np. Jak weszlam do pokoju, w ktorym odeszla i zobaczylam jej torebke ze
          wszytkim w srodku, to wstrzasu doznalam,az mnie zemdlilo z nerwow, ale jakos mi
          teraz juz to troche przeszlo.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka