Dodaj do ulubionych

Czy powinnam...

28.04.06, 12:15
Witam,

taki troche melanchilijny watek zakladam, ale chyba musze, a poza tym jest
przecież związany z tematem forum.
Jak siedze na tym forum, to zastanawiam sie czasem czy powinnam tutaj
zagladac, czy nie powinnam sobie zrobic choc na jakis czas przerwy, bo jak
czytam te wszytkie posty, to wszytko przezywam od nowa w kazdym poscie, kazdy
przypadek, w dodatku czytam jak ludzie blądzą, bo lekarze ich olewaja. Masa
ludzi , ktora ttaj pisze jest na poczatku swojej drogi i tak jak np. Tolka
pisze, ze jej mama jest podobno pod opieka nefrologa, ktory do tej pory chyba
nie zlecil badania kreatyniny i mocznika...

Jak ja to po prostu czytam, to cos mi sie robi. Robia mi sie dwie rzeczy:
1) Pierwsza rzecz to straszny bol jak widze, ze ktos znowu umiera na "to" i ze
nic nie dalo sie zrobic. Przeszlam przez to i wiem co to znaczy byc przy
osobie, ktora umiera i potem na nia umarłą patrzec, jak jeszcze przed kilkoma
minutami zyla...jak to czytam posty ludzi, ktorzy tutaj opisuja smierc swoich
bliskich, to sie strasznie rozstrajam, nachodza mnie lzy, nie znam kogos i go
nigdy nie widzialam, a wyobrazam sobie mimo woli cala ta sytuacje, z reszta na
wzor tego co ja przezylam z moja mama.
Zaczelam sie zastanawiac czy moze nie zrobic sobie przerwy od czytania tego
forum, bo chyba zwariuje jak to czytam.

Ale, po przemysleniach doszlam do wniosku, ze oprcz tych osob, ktore odchodza,
sa osoby, ktore zyja i ktore maja szanse chorobe pokonac, wiec czemu z nimi
sie nie trzymac i im nie pomagac swoim doswiadczeniem lub jakas wiedza.

Jak moja mama zaczela chorowac, nie mialam internetu, nie mialam dostepu do
tego ani innych forow, a szkoda, bo dzieki temu mogalbym mamie pomoc , a
pomogliby mi wlasnie ludzie, ktorzy juz to przeszli i maja wieksze
doswiadczenie.Teraz ja moge pomagac przeciez innym i chociaz to zrobic dla
innych. Nie jest wazne czy to bedzie pomoc fachowa lekarska, bo jej akurat nie
mam, bo nie jestem lekarzem z wyksztalcenia czy tez pomoc w formie innego
wsparcia, ale doszlam jednak do wniosku, ze poza tymi ciezkimi chwilami kiedy
czytam, ze ktos odeszl, sa chwile takie, takie kiedy jestm bardzo zadowlona z
faktu, ze moge komus cos wskazac i byc moze mu to pomoze.

2)A teraz po drugie, co mnie nachodzi jak czytam te posty.
Po prostu bym zabila tych wszytkich lekarzy, ktorzy sa lekarzami na
pieczatce,a w glowie pusto i nie potrafia rozpoznac podstawpwych objawow
zaawansowanej choroby nowotoworowej albo mowia, ze to psychika albo w ogole
bagatelizuja pacjenta i jego dolegliwosci.Taki lekarz nie ma po prostu
kompetencji do leczenia i uwazam, ze powinno sie takiego lekarza zwolnic.
Gdyby tak z kilkunastu takich zwolnic jako przyklad dla reszty, to moze by
nieco baczniej ogladali swoich pacjentow.
Slabo mi sie robi jak lekarze zadaja podwyzek.Zgadzam sie, ze pensje, ktore
dostaja sa smieszne, ale niech sie tez spojrza na jakos swojej pracy i ile
zgarniają od ludzi poza pensja? jak cie oleja w przychodni albo w szpitalu, to
pojdziesz prywatnie i co wtedy? Zaplacisz...Pensje powinny byc wyzsze, ale
powinny byc surowe kary dla olewaczy, chamow i nieukow!

Zastanawiam sie nad tymi workami zywieniowymi. Ciekawa jestem jak to jest np.
w Szwecji lub w Niemczech? Czy tam chorym na raka odmawia sie pozywienia i sie
ich zagladza na smierc tez?
Znam pare językow, zorientuje sie jak to wyglada z innych krajach. Jesli w
innych krajach ludziom chorym na raka w stadium terminalnym przysluguja takie
worki zywieniowe podawane dozylnie , a u nas nie, to mozna by to zaskarzyc do
trybunalu praw czlowieka!
Nie ma u nas kary smierci, bo jestesmy bardzo etyczni, placimy cale zycie
podatki na morderecow i zbrodniarzy, a potem dla zwyklych, uczciwych obywateli
nie ma kasy na pozywienie w tak ciezkiej chorobie???!!!, bo i tak umra i tak,
wiec niech siedza glodni..., szybciej odejda i mniej sie beda meczyc...
Czy tak etyczna Unia Europeiska takie cos tez praktykuje?
Zobaczymy, dam znac jak sie cos dowiem.
Pozdrawiam wszytkich i bardzo sie ciesze jednak, ze to forum jest i ze w ogole
Bog dal ludziom takie madre umsly co wymyslily internet.
Tak sobie wczoraj ide ulica i sobie mysle, ze moze czasem jade tramwajem i
siedze obok ulaw albo tolki i nic o tym nie wiem:-)
Pozdrawiam.


Obserwuj wątek
    • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Czy powinnam... 28.04.06, 12:47
      ...tak powinnaś :-) Kto ma pomóc tym, którzy szukają informacji, jak nie my?
      Z drugiej strony rozumiem, jak bardzo czytanie tego wszystkiego jest dla Ciebie
      obciążające. Ale tylko Ty potrafisz sobie odpowiedzieć na pytanie, czy kontakt
      z tą tematyką pomaga Ci dać sobie radę z tym co, przecież tak niedawno miało
      miejsce, czy pogrąża Cię jeszcze bardziej w żalu i tęsknocie za Mamą.

      Ściskam Cię mocno. Jakiej decyzji byś nie podjęła będzie ona dobra, jeśli
      będzie dobra przede wszystkim dla Ciebie.
    • ulaw2 Re: Czy powinnam... 28.04.06, 12:52
      Linia proszę zostań z nami!
      Możemy ewentualnie udzielić ci troszkę urlopu w celu odpoczynku.Należy ci się
      to jak nie wiem co.
      A tak na pważnie, to twoja walka natchnęła mnie siłą,dodała odwagi w kontaktach
      z lekarzami.To dzięki Tobie zaczęłam mieć słuszne wątpliwości o które nie
      zawachałam się zapytać.Pomyśl ilu ludziom którzy są na początku tej drogi
      możesz pomóc.Ja niestety nie wiedziałam nic.
      Brakowało mi strasznie takiej włśnie LINII,TOLKI,BALBINKI i wielu innych
      którzy "wezmą za rękę i pokażą dokąd iść".Choćby ta droga prowadziła na drugą
      stronę.
      Linia bardzo chciałabym abyś dalej szła ze mną i wszystkimi którzy Cię tu
      potrzebują.Ula.
      • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Czy powinnam... 28.04.06, 12:54
        No nie... teraz się popłakałam :-(
        • liina Re: Czy powinnam... 28.04.06, 13:21
          Nie płaczmy dziewczyny, bo to oslabia organizm, serio. Ja tak mam, ze jak sie
          denerwuje, to zaraz dostaje anginy. Oto kolejny przyklad, ze stres oslabia
          bardzo organizm.Po drugiej operacji mojej mamy jak ja zobaczylam, to dostalam
          anginy w dwie godziny, z ktorej nie moglam wyjsc 2 miesiace, pomogl mi
          czosnek:-)Obstaje przy tym, ze najlepsze leki sa z bożej apteki:-)

          Naszly mnie takie wlasnie mysli, jakie opisalam tutaj, ale mysle, ze jednak
          zostane mimo wszytko, bo jak np. jade pociagiem kilka godzin, to lapie sie na
          tym, ze zaczynam myslec co tam slychac na forum i o co ludziska pytaja.
          A tak w ogole to mam dosyc buntowniczy charakter i sprawia mi przyjemnosc
          buntowanie innych przeciwko niesparwiedliwosciom , glupocie, olewactwu i
          chamstwu , nie tylko w zakresie sluzby zdrowia, ale we wszelkich innych
          dziedzinach zycia.Z mojej poprzedniej pracy, gdzie wlasnie panowala duza
          niesprawiedliwosc pod roznymi wzgledami, pociagnelam za soba w ciagu jednego
          miesiaca 5 osob, czesc z nich pracowala tam juz lata i nie mogla sie wczesniej
          odwazyc zrezygnowac. Wszyscy znalezli bardzo szybko inna prace potem.
          Na studiach bylam w radzie wydzialowej i bacznie pilnowalam praw studentow,
          ingerujac skutecznie przy jakis wykroczeniach, ale oczywiscie jesli student byl
          krzywdzony rzeczywiscie, leniom i olewaczom nie pomagałam:-)
          Rozejrze sie za tymi workami jak to jest w krajach EU...

          Dziekuje za slowa otuchy. Podejrzewam, ze niezaleznie od tego ile minie czasu od
          smierci mojej mamy, to bedzie mi tak samo ciezko czytac to wszytko, z reszta nie
          tylko mnie, ale nam wszytkim.
          Sciskam Was Wszytkich mocno.
          • tolka3 Re: Czy powinnam... 28.04.06, 14:24
            Mam pomysł, napiszę sobie na torebce "Tolka3" a Ty napisz Liina, jak obok
            siebie usiądziemy, to się rozpoznamy ;) Liina zostań tu, wylewasz zawsze kubeł
            zimnej wody na moją głowę, Ula natomiast mnie bardzo uspokaja :) A Balbinka
            czuwa! I tak jest dobrze :) Liina zapewniam, że nawet jeśli byś sobie
            postanowiła, że już tu więcej nie zajrzysz, nie uda Ci się, może masz silny
            charakter, ale nie aż tak ;) I bardzo dobrze!

            PS 1. A moje dziecko wymiotuje po syropie z czosnku :( To tak a
            propos cudownego czosnku :)
            PS 2. Wiedziałam, że taki post w końcu napiszesz.
            • liina Re: Czy powinnam... 28.04.06, 14:39
              Wymiotuje , bo byc moze jest dla niego za mocny. Czosnek moze silnie draznic
              zoladek. Musisz mu czosnek przegotowac w mleku i to mleko mu dac do picia, nie
              bedzie wtedy wymiotowac raczej.
              A z ta torebka to dobre:-)
              caluski
              • kwiecinska Re: Czy powinnam... 02.05.06, 11:51
                Lina powinnas, wszyscy powinnismy.
                Przezycia jakie byly / czy są naszym udziałem - dają siłę innym. Mi siłę dawało
                właśnie to forum. PO całym dniu w szpitalu u mamy - sidałam na forum i czytałam
                wszystko od deski do deski. Wirtualne wsparcie ludzi, którzy wiedzą co znaczy
                diagnoza : carcinoma... - jest nieocenione.

                Nawiązując do lekarzy - gdyby nie oni Moja Mama by żyła. Pod takim
                stwierdzeniem może podpisać się chyba wiele osób....niestety.
                Błędna diagnoza, kilkuletnie leczenie na cos zupelnie innego i wreszcie
                ostateczna diagnoza - prawie jak wyrok... A do tego wszystkiego jeszcze na sam
                koniec, zrezygnowanie z chemioterpaii przy najbardziej zlosliwym nowotworze z
                naciekami na wezly chlonne !!! Czy oni rzeczywiscie nie wiedzieli, ze przezuty
                to tylko kwestia czasu ? A moze postawili nad moja Mamą krzyzyk juz podczzas
                diagnozy ?

                Tak czy siak - nasza służba zdrowia i nasi lekarze to temat rzeka.

                Strasznie to próżne, ale tak sobie mysle, ze my na tym forum wiemy znacznie
                wiecej niz nie jeden lekarz...

                • liina Re: Czy powinnam... 02.05.06, 13:04
                  Ile mama Twoja miała lat?
                  • liina Re: Czy powinnam... 02.05.06, 19:13
                    Właśnie byla na mszy za moja mame, nie wiem czy te msze to dobry pomysl.
                    Nie powiem abym w ogole miała dobry nastroj, bo go nie mam w ogole, ale ta msza
                    jeszcze bardziej go pogorszyla.
                    Chyba dlatego, ze ten kosciol kojarzy mi sie teraz z pogrzebem bardziej i z
                    przykrymi uczuciami jakie byly zwiazane z tym wszytkim.
                    Tak tylko chciałam napisac, bo nie wiem co z tego konkretnego wynika.

                    • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Czy powinnam... 02.05.06, 20:46
                      Może chodź przez jakiś czas do innego kościoła. Niech będzie jednym z miejsc,
                      które dają Ci ukojenie...
                      Ech Liina, jak ten czas strasznie szybko leci...
                      Ledwie się obejrzymy a nas też już nie będzie.
                      • liina Re: Czy powinnam... 02.05.06, 21:34
                        Ale masz trupio wisielczy humor, serio. Nie wiem czy sie śmiac czy plakac, ale
                        chyba najlepiej pozostac neutralnym, bo przeciez taka jest rzeczywistosc, my tez
                        umrzemy i to jeszcze nie wiemy kiedy...
                        • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Czy powinnam... 03.05.06, 09:23
                          Ale ja nie żartowałam, naprawdę :-( Już kilka razy w życiu szłam do koscioła z
                          nadzieją, że uda mi się jakoś wyciszyć i niestety efekt był odwrotny.
                          Dlatego chodzę teraz na koniec miasta do małego koscioła, nie na mszę, ale tak
                          zaglądam czasami się pomodlić, i tak jest lepiej.
                          Mam nadzieję, że Cię nie uraziłam tym poprzednim wpisem... :-)
                          • liina Re: Czy powinnam... 03.05.06, 10:09
                            No co Ty! Nie urazilas mnie w zadnym wypdaku, masz calkowita racje,mnie tez taka
                            mysl juz wiele razy do glowy przyszla.
                            Pozdrawiam serdecznie.
                            • mamamarysi Re: Czy powinnam... 03.05.06, 21:49
                              Rzadko się odzywałam, ale prawda jest taka, że w czasie ponad 5 miesięcy
                              choroby Taty dzień zaczynałam od forum Porozmawiajmy o chemioterapii, a potem i
                              tego forum - znalazłam je stosunkowo niedawno. Teraz, kiedy Taty już nie ma
                              wśród nas, nie umiem omijac tych miejsc. I nie jest to przyzwyczajenie. Po
                              prostu tu sa ludzie, którzy przeszli to co i my, albo dopiero wchodzą na ta
                              drogę...Nikt tak nie rozumie tej choroby, jak Ci co ją doświadczyli na własnej
                              skórze lub towarzysząc komuś kochanemu i bliskiemu. Nie mogę się otrząsnąć,
                              ciągle mam przed oczami wędrówki po lekarzach, szukanie cudownych środków,
                              siebie - z wiarą i nadzieją, a potem i smutkiem, kiedy oczekiwany cud się nie
                              pojawiał. Nie wierzę, że nigdy już nie przytulę się do Taty, że nawet się z nim
                              nie pokłócę :), że nie zjemy razem śnaidanie, niw wypijemy kawy, nie zatrzymamy
                              się na takim jendym parkingu pośrodu drogi między moim domem w Warszawie, a
                              domem rodziców oddalonym o 100 km i nie wypijemy tam razem piwa...Po którejś
                              chemii, gdy z mężem wieźliśmy Tatę do domu, obiecaliśmy sobie z Tatą, że
                              kiedyś, gdy ja urodzę już Franka i przestane go karmić piersią (czyli za wiele,
                              wiele miesięcy), a Tata będzie już zdrowy zatrzymamy się przy takim ładnym
                              przydrożnym barze z ogródkiem i wypijemy piwo i zapalimy po papierosie...Teraz
                              kiedy przejeżdżam obok tego miejca ściska mi się wszystko w środku...Już się
                              tsam nie zatrzymamy....dzisiaj przejeżdżałam obok centrum Onkologii, widziaąłm
                              te okna, te piętra...jeszcze tak niedawno tyle nadziei tam pokłądaliśmy, a Tata
                              tak czekał na kolejną chemię...A ja biegałam po tych korytarzach w ósmym i
                              dziewiątym miesiącu ciąży...A chemia nie zatrzymała kurewskiego raczyska, tylko
                              rozwaliła Tacie szpik. Miał tylko 66 lat i był wspaniałym , pełnym energii
                              człowiekiem, który jeśli tylko mógł zawsze pomagał innym. Tyle jeszcze mógł
                              miec przed sobą lat, udanych, dobrych lat życia, z moją cudowną mamą, która
                              teraz zupełnie nie wie, jak bez niego żyć... dlaczego?
                              Boże, jak ciężko. Jak teraz wszyscy będziemy zyć? Dlaczego Franek nie będzie
                              znał Dziadka, z kórym tak bardzo jest związany? Nawet urodził sie w Jego
                              urodziny... Jak...Raz mam w sobie pustkę, a raz czuję, że wszystko od środka
                              rwie mi się na kawałki...Było trudno, kiedy chorował, ale był. ..Można było
                              działać, szukać, przytulać, a teraz?
                              Wszystko jakoś zmalało, straciło wartość. Czuję się jakbym dotknęła ręką
                              jakiejś tajemnicy, spraw ostatecznych. Któych nie rozumiem, ale je czuję.Chcę
                              wierzyć, że spotkamy się kiedyś, że Tata cały czas jest, że patrzy na nas i
                              czeka. Ale chwilami opadają mnie wątpliwości... Modlę się, ale nie potrafię
                              odnaleźć spokoju...
                              pozdrawiam Was bardzo mocno
                              i będę tu zaglądać. może kiedyś stanie się tak, żę będę mogła komus pomóc -
                              podać jakiś ważny adres czy telefon, czy po prostu napisać coś, co pomoże....
                              majka
                              • liina Re: Czy powinnam... 03.05.06, 22:10
                                Czuje to samo co Ty. Lekarz z hospicjum powiedzial, ze to z czasem minie, ze bol
                                zawsze pozostanie, ale z czasem jakos czlowiek sie do tego przystosowuje, ale
                                watpie w to.
                                Mysle sobie jeszcze, ze duzym problemem w tym wszytkim dla nas, osob, ktorym
                                bliscy podeszli jest to, ze odeszli na tego raka.
                                Nie twierdze, ze byloby mi mniej przykro, gdyby moja mama zmarla na zawal, bo
                                efekt by byl ten sam, ale te meczarnie psychiczne i fizyczne po drodze dobijaja
                                rowno wszytkich bliskich, to po prostu ciagle krazy wlasnie po mozgu, te
                                szpitale, te chemie, te rozmowy, ze bedzie dobrze, ze trzeba wierzyc, ze damy
                                rade, te lęki, ze jednak rady nie damy, płacz jak wynki sie pogarszaja,ciągły
                                strach..., a potem koniec...Po prostu te wszytkie przezycia po drodze dokładaja
                                cierpieniu po odejsciu bliskiego, wloką sie po głowie w nieskonczonosc. Czy nie
                                da sie tego jakos zatrzymac? Nie wiem, moze czasem lepiej np. wybrac sie po leki
                                jakies do psychiatry jesli to za dlugo trwa? Moze nie ma sensu tak sie meczyc?
                                Moze lepiej ratowac jeszcze siebie, bo przeciez tymi meczarniami nie uratujemy
                                juz i tak zmarlej osoby.Sama nie wiem juz...Czy leki tutaj moga cos pomoc.
                                • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Czy powinnam... 04.05.06, 11:30
                                  Liina, leki pomogą Ci się wyciszyć. Nie wiem tylko, czy takie typowe
                                  antydepresanty, które nie uzależniają, będą w Twojej sytuacji pomocne ale
                                  myślę, że tak. Może spróbuj wybrać się do psychiatry. Koszt n.p. Seroxatu to 40
                                  PLN miesięcznie a naprawdę widać różnicę. Człowiek się tak nie miota.
                  • kwiecinska Re: Czy powinnam... 04.05.06, 10:37
                    49 l.
                    • b_a_l_b_i_n_k_a Re: Czy powinnam... 04.05.06, 11:31
                      O wiele wiele za mało...:-((

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka