Dodaj do ulubionych

prawda do końca??

04.09.06, 00:21
kochani, stoję przed trudną decyzją i szukam rady... mama jest po operacji,
ale chirurg powiedział że nic sie nie dało zrobić, tyle jest przerzutów
wszystko jest zaatakowane przez raka.. medycyna konwencjonalna jest juz
bezsilna i nie jest w stanie pomóc.. mama jeszcze o tym nie wie że lekarze
nie daja szans.. i teraz dylemat- mówić-nie mówić?? odbierać nadzieje ? czy
stwarzać pozory że są szanse?? liczyć że jest silna, ma prawo wiedzieć, że
bedzie wiedizałą że teraz musi cieszyć sie kazdym dniem i pozałatwiać swoje
ziemskie sprawy do końca? aj ak siezałame? wpadnie w depresję? dodam ze
jest osobą dąząca do poznania prawdy, tylko czy jej to pomoże?? mam wielką
rozsterkę.. zupełnie nie wime co bedzie dla niej lepsze
Obserwuj wątek
    • b_a_l_b_i_n_k_a Re: prawda do końca?? 04.09.06, 09:44
      To artykuł dla lekarzy, ale jest duzo cennych rad. Trzymaj się ciepło.

      www.sluzbazdrowia.com.pl/html/more3023d.php
      • mamamarysi Re: prawda do końca?? 04.09.06, 10:32
        to jest cholernie trudne...Wiele zależy chyba od samego chorego, od tego ile chce wiedzieć...Mojemu
        Tacie (drobnokomórkowy rak płuc, przerzuty na wątrobę) lekarze szybko nie dawali szans na
        wyleczenie, próbowalismy różnych metod niekonwencjonalnych, niemal do końca. Tata mocno
        wierzył w to, że wyjdzie z tego. Długo. Kiedy lekarze odmówili podania kolejnej chemii - Tata chyba
        zrozumiał, że nie jest dobrze. Jednak nigdy nie pytał, nie drążył tematu. a my nie umiałyśmy i nie
        chciałyśmy same tego zacząć i mu powiedzieć, bo Tata tak bardzo kochał życie i powiedzenie mu
        tego, co nam mówili lekarze, byłoby taki odebraniem nadziei...Jednak przyszedł taki czas, że Tatus
        zorientował sie, że jest coraz gorzej, że lepiej może już nie być. a później sam mówił, że umrze, że
        chciałby już odejść.. czuł, wiedział, czekał na to. Bardzo pomogło mu to, że był osobą bardzo
        głęboko wierzącą.
        Ja wcześniej uwarzałam, że trzeba powiedzieć mu prawdę, że będzie mógł oswoić się,
        przygotować?...Mama podjęła decyzję, że nie, że nie może tego zrobić. bo wszystko moźe się
        zdarzyć i trzeba wierzyć, miec nadzieję... Zdarzają sie takie historie, że mimo "werdyktu" lekarzy
        ludzie wychodzą z choroby, pomaga im wiara i nadzieja...
        Ja jednak chciałabym wiedzieć...
        Może porozmawiaj z jakimś psychologiem - dużo zależy od tego, w jaki sposób przekazuje się
        pewne informacje, zawsze jednak należy zostawić furtkę - dla nadziei własnie...Pozdrawiam Cię
        mocno. Trzymaj się.
    • winner2006 Re: prawda do końca?? 04.09.06, 12:48
      No, faktycznie trudna decyzja. Nie wiem, co bym zrobiła na Twoim meijscu, ale
      jeśli chodziłoby o moją chorobę, to chciałabym wiedzieć jak ze mną jest
      naprawdę. Nie chciałąbym sie łudzić, że lekarze pomogą, jesli oni sami już
      wiedzą, ze nie pomogą.

      Natomiast to, że nie wierzyłabym w diagnoze "nic już nie da sie zrobić" to inna
      para kaloszy. Tak jak już kiedyś napisałam - dopóki żyjemy, wszystko może się
      zdarzyć! Tyb bardziej, ze piszesz, ze Twoj tata jest bardzo wieerżący.
      Ja nie traktowałąbym werdyktu lekarzy jako odbieranie nadziei. Oni nie mogą już
      nic zrobic, ale to jeszcze nie jst wyrok śmierci.

      Poza tym, jeśli byłabym umierająca, to chciałabym uporządkowac wszyztkie swoje
      sprawy - chociażby po to aby ułatwić życie tym, którzy zostają po mnei na
      świecie.

      Dla tego ja byłabym za powiedzeniem prawy - ale wszystko zależy od sytuacji i
      osoby chorej, więc broń Boże nie sugeruj sie, ze Cię do czegoś namawiam.

      Porozmawiajcie o tym z rodziną. Moze wspólnie łatwiej będzie podjać decyzję.

      Jest jeszcze coś - jeśli mu nei powiecie prawy, to po pierwsze czy nei
      będziecie się sami czuć jak spiskowcy, a jak on sie dowie, czy nei będzie miał
      do Was zalu?
      • d.dol Re: prawda do końca?? 04.09.06, 13:20
        nika-sama przez to niedawno przechodziłam z moją mamą-miałyśmy ten sam
        dylemat.Mój tato (69lat) miał operowane jelito grube (guz 11cm z
        naciekam,przerzuty do wątroby).Mój tato po przebudzeniu był święcie
        przekonany,że ten kawał jelita został wycięty i kawał wątroby.Prawda była
        taka,że po otworzeniu dało się zrobić na jelicie tylko obejscie,wątroba nie
        została ruszona.Nie mówiliśmy o tym tacie,a on był taki dumny z siebie,ze tak
        szybko doszedł do siebie po takiej operacji.Zaczęły go jednak nawiedzac
        gorączki i dostał skierowanie na usg.W tym czasie kiedy on był badany ja
        chciałam wyskoczyć po jego wynik badania hist-pat,ktorego kategorycznie nie
        chciano mi wydac...nawet mamie.Pielegniarka powiedziala,ze tata ma sam to
        odebrac,bo prawdy przed nim nie mozna zatajac.Miedzy wierszami dowiedzialam
        sie,ze wynik jest zły i ze był to akurat piątek to pani zasugerowala,zeby tata
        mial jeszcze dobry weekend i zeby po wynik przyjsc w poniedzialek.Takze jak
        widzisz prawdy nie dalo sie ukryc - tata na dzien dzisiejszy wie,ze wątroba nie
        zostala ruszona,ale mysli ze jelito zostalo wyciete,wie tez,ze to jest
        nowotwor zlosliwy.Zgodzil sie na testowanie jakiejs chemii (nie znam
        szczegółów) i lekarz pozostawil mu taka nadzieje,ze jesli chemia da rezultaty
        to wtedy bedzie mozna pomyslec o watrobie..Tym tata zyje i mysle,ze tylko
        dlatego podjal walkę
    • gnulka Re: prawda do końca?? 04.09.06, 13:16
      nika, to zależy od człowieka. Ponieważ mam doświadczenia z obojgiem rodziców,
      to wiem, że tacie bym nie powiedziała, bo by się położył i czekał na śmierć, a
      i mamie nie do końca. Wydaje mi się...no w sumie nie. Wiedza o złych
      rokowaniach bardzo demobilizuje. Z mamą ciągle miałyśmy nadzieję, i chwilowe
      poprawy samopoczucia były bardzo mobilizujące, pogorszenia traktowałyśmy jako
      coś co przejdzie. Z drugiej strony lekarze nigdy jednoznacznie nie odebrali nam
      nadzieji a i tak cieszyłyśmy się ostatnimi miesiącami, a mama uporządkowała
      wszystkie sprawy.
    • liina Re: prawda do końca?? 04.09.06, 16:38
      Tez przez to przechodzilam. Okropne uczucie, serce sie sciska i krwawi. Moja
      mama wierzyla dluo, ze wyjdzie, nawet jak dostala niedroznosci jelt, moze
      wierzyla dlatego, ze ja tez wierzylam na serio, ze jeszcze da sie to usunac
      moze, choc z drugiej strony wiedzialam, ze niedroznosc jest juz ciezkim
      powiklaniem i marne sa sznase, ale wierzylam, ze moze sie jej uda i jej to
      powtarzalam, a ona patrzyla sie na mnie z dosyc duzym zaufaniem. Teraz czasem po
      jej smierci mam wyrzuty sumienia, ze jej mowilam, ze wyjdzie, bo sama bylam o
      tym przekonana, a ona musiala odejsc, nie spelnilo sie to co jej mowilam, ale
      przeciez nie moglam tego przewidziec, chcialam dobrze.
      Kiedy mame otworzyli i zamkneli, powiedzili nam- rodzinie, ze nie mozna nic juz
      wyciac, bylismy zalamani, mamie nic mowic nie trzeba bylo, sama wiedziala,
      płakala, ze nie zoperowali jej,chciala aby ja kroili i wykroili tego raka, ale
      sie juz nie dalo.Powiedzialam jej wtedy, ze najpierw wezmie chemie, zbijemy raka
      chemią, a potem dopiero operacja, ale chemii juz dac nie mogli potem, byla za
      slaba, choc bardzo chciala.Jaki ten świat jest okropny, prawda?
      • estelka1 Re: prawda do końca?? 04.09.06, 18:06
        Nie ma na to złottego środka. Ja osobiście wypracowałam swoją metodę. Przede
        wszystkim dokładnie słucham mamy, żeby zorientować się, na ile ona sama chce
        wiedzieć, w jakim jest stanie, co jej grozi itd. Mama w gruncie rzeczy zadała
        tylko jedno pytanie "czy to jest złośliwy nowotwór". Nie pyta o rokowania, za
        to pokazuje mi każdy wynik swoich badań, mówi jak się czuje (gdzie przed
        zachorowaniem raka, nawet jak się czuła wyjątkowo paskudnie, to ściemniała, że
        nic jej nie jest), a jeśli pyta, to o takie rzeczy jak dieta, czy mówić
        lekarzowi, że ma gorsze samopoczucie, czy też radzi się, tak jak ostatnio na
        temat przyśpieszenia kontroli u onkologa. Ja osobiście unikam zarzucania mamy
        wiedzą na temat jej choroby (a mam sporą wiedzę). Uznałam, że jeśli chce czegoś
        się dowiedzieć, spyta sama. Jeśli unika pewnych tematów, to albo jej one nie
        dotyczą, albo mama nie chce się dodatkowo stresować. Pozdrawiam Was serdecznie,
        Agnieszka
        • krepona Re: prawda do końca?? 04.09.06, 18:54
          jak już wszyscy pisali - zalezy od osoby, ja np kupilam rad ena raka na allegro... od p. haliny, akurat w jej przypadku wiedza jej pomaga, jesli ktos jest tak silny psychicznie jak ona i kocha zycie to wiedza jest potrzeba. jesli natomiast jest to osba ktora cale zycie odsuwala wszystko od siebie to po takiej informacji moze sie zalamac. moj tata jest w stanie ciezkim psychicznym pomimo iz to moja mama choruje, to on nie daje sobie rady z jej choroba i nie wie jak jej pomagac i szukac pomocy. ludzie sa rozni.
          • jedruch rada na raka 04.09.06, 21:35
            Znalazłem sobie z ciekawości tę stronkę - moim zdaniem karygodne i podłe...
    • kol32 Re: prawda do końca?? 04.09.06, 20:02
      Ja stosuję tę samą technikę co Agnieszka - mówię tacie tyle, ile chce. Czasami
      odrobinę więcej ale nie za dużo, by nie odbierać mu resztek nadziei. Ojciec
      wie, ze ma w sobie dwa złośliwe nowotwory. Wie też, ze jest za słaby na kolejną
      chemię, ale gdzieś tam w głębi ducha wierzy chyba, że organizm jeszcze trochę
      się wzmocni, że jeszcze wzowią leczenie. Wierzy chyba bardziej niż ja. Jednak
      nigdy nie daję tego po sobie poznać. Gdy tata robi jakieś malutkie plany na
      przyszłość, wspieram go. Cieszę się z każdego dnia gdy jego stan jest w miarę
      stabilny. Zwłaszcza że było już bardzo kiepsko a teraz jest słabo ale
      stabilnie.
      • nika_30 Re: prawda do końca?? 05.09.06, 01:26
        dziekuję Wam bardzo bardzo bardzo że Wasze rady i opisane przeżycia.
        Jestem tchórzem chyba i wolałam żeby tą wiadomośc o przebiegu operacji i
        faktycznym stanie przekazał mamie w sposób delikatny znajomy chirurg.obcnie
        jestem na etapie że mama dzisiaj /ups, właściwie już wczoraj/wyszła ze
        szpitala, lekarz powiedział że nic sie już wiecej nie da zrobić, i wiecie co?
        mama nic nam o tym nie powiedziała. Czyli albo nas chroni przed tymi złymi
        wieściami żeby nas nie martwić, albo tak mocno wyparła to ze świadomości,że
        nawet nie dotarła do niej cała powaga stanu i rokowań. i teraz jest sytuacja ze
        my wiemy, ona wie,my wiemy że ona wie, nie wiem czy ona wie że my wiemy,bo nie
        rozmiawiamy o tym, chyba to nie jest najlepsze
        a moze trzeba troszkę czasu żeby to w sobie przetrawiła, poukładała ?
        • d.dol Re: prawda do końca?? 05.09.06, 09:23
          Tak myślę,że trzeba czasu.
          Mój tato jak wrócił z wynikiem do domu (po odbiór był z mamą) to nawet nie dał
          po sobie poznać co usłyszał.Myślał chyba,że ja nie wiem,a to ja chciałam
          najbardziej ustrzec go przed prawdą......

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka