05.12.06, 19:54
Hej Szymku,
Czytałam, że masz znów kłopoty ze swoją chorobą :(
Co się dzieje? Zmartwiłam się tą wiadomością.
Napisz proszę co i jak - albo na ogólny, albo na priva.
Pozdrawiam bardzo, bardzo ciepło i serdeczne Ciebie i rodzinkę.
Trzym się chłopie :)))
Anka
Obserwuj wątek
    • czap Re: CZAP? 05.12.06, 23:23
      Bardzo sie cieszę, że jesteś. Jeśli chodzi o mnie, to wyobraźnia była
      silniejsza od rozsądku. Istotnie zrobił mi się guzek w kolejnym miejscu,
      natomiast okazało się, że to nic groźnego, gorzej się czułem ,bo miałem
      infekcję górnych dróg oddechowych, która to dała powiększenie węzłów szyjnych.
      Słowem nałożyło się kilka niemiłych spraw somatycznych i już. Właściwie lekarz
      powiedział po badaniu,że gdyby nie znał historii mojej choroby, nie rozpoznałby
      zmian (chodzę cały czas na kontrole do jednego lekarza i ciągle na tym samym
      sprzęcie, by mieć najtrafniejszą skalę porównawczą), po guzach pozostały
      wypalone miejsca, coś na rodzaj blizny, a guzek pierwotny całkowicie się
      wchłonął.
      Nie mogło być lepszej opcji, nawet nie prosiłem o taki przebieg mojej choroby.
      Odsapnąłem i to tak silnie, że coś pękło we mnie. Przez rok przygotowywałem się
      mentalnie po pierwsze do pokonania choroby, ale po drugie po prostu do śmierci.
      Trzymałem fason prawie przez rok, aż tu naraz poczułem jakby darowano mi -już
      właściwie drugi raz- życie(przypomnę tylko, że nie dawano mi dużych szans). Czy
      to jest jakiś przekaz?, czy ja powinienem coś zmienić w życiu? To są teraz
      najtrudniejsze pytania. To tak jakbym nie mógł sobie poradzić z bardzo drogim,
      bezcennym prezentem.
      Zdaję sobie sprawę, że jestem do końca życia na celowniku, ale teraz jestem
      szczęśliwy i cieszę się tak znaczną poprawą, bo to daje szanse na jeszcze
      trochę życia.
      Chciałbym napisać jeszcze o jednym odczuciu:
      jak czytałem na forum pocieszenia, że nie można się poddawać, że trzeba
      zwyciężyć chorobę itp. itd., to trochę mnie takie słowa irytowały, zwłaszcza w
      trakcie intensywnego leczenia. Teraz wiem, że te osoby, które to pisały,
      przekazywały optymizm, który płynął z głębi serca, były i pewnie są absolutnie
      i do końca przekonane o niesamowitej sile autosugestii.
      Ci, którzy mają z tym problem-proszę nie traćcie wiary.
      Bardzo serdecznie pozdrawiam
      • gontcha Re: CZAP? 06.12.06, 00:03
        Uffff...kamień spadł mi z serca :)

        Ja też od początku choroby chodze do jednego lekarza, czy też robię USG u tej
        samej osoby. Przekonałam się, że tek jest po prostu najlepiej i
        najdokładniej :) Mój lekarz zna mój przypadek i mój organizm 'na wylot' - wie,
        kiedy coś się dzieje. To duże szczęscie w tym 'nieszczęściu', że tak trafiłam.
        A za dwa tygodnie będzie dla mnie bardzo szczególny dzień - 21 grudnia - dzień
        kiedy obchodzę 'podwójne' urodziny - mojego synka Miśka i powtórne własne.
        Jakżesz życie potrafi nam spłatać 'figle' i zaskoczyc zupełnie. Tak myślę (po
        upływie prawie 6-ciu lat), że taka własnie sytuacja dała mi potworną motywację
        i nie dała szans na zbytnie 'rozczulenie' się nad sobą. Po prostu wtedy
        najwazniejsze było dziecko (długo wyczekiwane), a nie 'jakaś tam' choroba.
        Owszem - tak całkiem rózowo to nie było, ale nie dopuszczałam po prostu mysli,
        ze moze byc źle. Potem przychodziły rózne etapy... i panika (tu mój lekarz po
        prostu wykazał sie duża klasą, bo wszelkie moje 'widzimisie' tolerował i
        skierowania na badania wystawiał - a ja chciałam mieć po prostu pewnośc, że
        pozbyłam sie 'potwora'), potem uspokojenie, wyciszenie. Taka hustawka trochę
        trwała - zwłaszcza, że 8 miesięcy po poperacji znaleźli mi 2 guzy na watrobie -
        znów 'panika', szpital, dwie operacje i znów wyszłam z tego 'wygrana' -
        mimo 'małej wycieczki na tamten świat' z powodu masywnego krwotoku z wątroby).
        Było-minęło :) I jestem teraz znacznie silniejsza, choc czasem zdarza mi sie
        miec 'doła' - nadchodzą małe straszki czające się gdzies w podswiadomości. Od
        tego niestety nie uwolni sie nikt z nas, choć z czasem sa te 'straszki' coraz
        cichsze i mniejsze, ale są :(
        I wiesz co? Na początku choroby do 'szału' doprowadzały mnie te wspólczujące
        spojrzenia, słowa otuchy - od rodziny, od przyjaciół - doceniłam to wszystko z
        czasem dopiero. Na początku człowiek chciał się 'odciąc' od tego tematu - jak
        to się mówi 'nie ma tematu, nie ma problemu'. Potem zaś - bardzo doceniłam
        kontakt z ludźmi, którzy przez chorobę przeszli - znalazłam sposób
        na 'spłacenie' tego wielkiego prezentu - podzielić się z innymi tym co samemu
        się doswiadczyło, bo to cholernie pomaga.
        A dzięki swojej chorobie poznałam naprawde wspaniałych ludzi - połączyło nas
        właśnie to smutne doświadczenie - tak widocznie musiało być. I wiesz co w tym
        najwspanialsze... to że swiat okazał sie taki mały :) - czy to Szczecin i
        Robert z Gosią, czy to Chicago i Gonia - poznalismy się osobiście, mieszkaliśmy
        wzajemnie u siebie, dzieliliśmy smutki i radości, przeżylismy cudowne wakacje.
        Skoczyłabym w ogień za Nimi :)
        No i zrobiłam sie sentymentalna teraz :)))
        A pewnie te nasze historie trwać będą jeszcze bardzo, bardzo długo...
        I tego życzę wszystkim.
        Cieplutko i radośne pozdrawiam,
        Anka

        PS. Z teraźniejsza 'ebolą' też się oczywiscie rozprawię - prędzej czy później,
        ale to ja rządzę, a nie jakaś tam nieproszona 'ebola' :)))
    • boca78 Re: CZAP? 06.12.06, 13:23
      Przepraszam ze sie tak wcinam z butami... chcialam tylko napisac od siebie, ze
      siedze wlasnie przed komputerem w ten grudniowy słoneczny i ciepły dzionek,
      swieta za pasem, a ja czytam te Wasze posty i mi jakos sie geba uśmiecha,
      podziwiam Was jesteście mocni i dziekuje ze to piszecie o sobie bo to baaardzzo
      duzo znaczy. Dziekuje i wszystkiego cieplego zycze :-)
      • koofel Re: CZAP? 06.12.06, 14:20
        Witam.Też się "wetnę."Czułam to co Wy.Biłam się z myślami i strachem.Co
        dalej.Uda mi się czy nie.Dopadały mnie straszne doły,o których wiedział jedynie
        moj maz.Na zewnątrz uśmiechnięta i zadbana.W domu zdołowana,niczego nie
        planująca,niczym się nie cieszaca.Znajomi podziwiali jak to,cytuję"jak ty lekko
        przyjmujesz tę straszną chorobę" A mnie serce pękało.Nie chciałam ich
        komplementów, ich pocieszania.a zdrugiej strony gdyby nic nie mówili pewnie
        odbierałabym to jako obojętnośc.tak żle i tak nie dobrze.A potem doły coraz
        rzadziej.Wiary ze będzie dobrze coraz więcej.A wczoraj powiedziałam do
        męża ,że to już trzecie Boże Narodzenie podarowane mi przez los.Cieszę się na
        te moje kolejne święta.Ale nie byłabym sobą gdybym w duchu nie pytała samą
        siebie ile jeszcze los mi podaruje choinek.A wszystkie te ciężkie chwile
        pozwolilo mi przeżyć to forum.Pozdrawiam Was wszystkich i trzymam za was i za
        siebie kciuki.Za wiele, wiele jeszcze Swiąt Bożego Narodzenia.
        • gontcha Re: CZAP? 07.12.06, 14:45
          Dziewczyny - wcale się nie wcinacie :)
          Take rozmowy są potrzebne - no i widać jak wiele nas łączy, choć się przecież
          nie znamy. Ale podobne przezycia zbliżają...
          Koofel - moimi straszkami najłatwiej jest mi sie dzielić i rozmawiać o nich z
          Gonią; pewnie dlatego że ona zna to dokładnie od tej samej strony. Po prostu
          łatwiej jest zrozumieć się wzajemnie osobom, które przeszły przez chorobę...

          Choinek, Świąt, Nowych Roków mnóstwo jeszcze przed nami. I za każde z nich
          będziemy dziękować losowi i szczęściu.

          Pozdrawiam ciepło,
          Anka
          • mania60 Re: CZAP? 08.12.06, 16:44
            Czytam Wasze posty i tak doskonale wiem , o czym mówicie.Kiedy potwierdzono diagnozę , wracałam do domu tramwajem , łzy płyneły mi po policzkach i zastanawiałam się , jak im to powiedzieć. Syn tuż przed maturą , mąż też raczej wrażliwy człowiek. Więc od początku udawałam "twardzielkę", bagatelizowałam swoja chorobę , z wszystkimi o niej rozmawiałam ,jak o grypie. A w bezssenne noce myślałam jak ich przygotować na swoją śmierć , niejednokrotnie żegnałam się z nimi w myślach, I chociarz mineły już prawie cztery lata i wiem , że będę zdrowa , to jest taki maleńki zakamarek w mojej duszy , który ciagle mi mówi :może to twoja ostatnia cholnka? Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie :niebieskooka , jasna blondynka z niesamowitą ilością pieprzyków -mania.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka