09.04.07, 18:53
Witam serdecznie. Nazywam sie Dorota i mam 37 lat. W styczniu tego 2007 roku
mój mąż byl operowany. Wycieto mi nowotwora złośliwego odbytnicy i zrobiono
przetoke stomojną. Jak stwierdzili lekarze guz byl bardzo zaniednbany, duzy,
ale w trakcie operacji nie stwierdzono przerzutów. W tej chwili mąż jest po
naswietlaniu i dwoch chemiach. Od 16 kwietnia rozpoczyna następna chemie i ma
ich miec jeszcze 4. Chcialam z kims porozmawiac na ten temat. Prosze
napiszcie, jeśli i Was lub kogos z Waszej rodziny TO spotkało.
Obserwuj wątek
    • agis15 Re: Stomio... 09.04.07, 21:10
      U mnie w rodzinie jest chory, ale akurat na chłoniaka... jest po kilku kursach
      chemii, którą nawet dobrze znosi.. a jakim schematem chemioterapii leczony jest
      Twój mąż...


      www.sowieoczy.pl/phpbb2/index.php
    • olivka33 Re: Stomio... 09.04.07, 21:30
      Agis.. nie bardzo wiem o co chodzi w Twoim pytaniu. Moj mąż skonczyl
      naswietlania ( 6 tygodni) i w ich trakcie mial dwa razy podawana chemie. Teraz
      jeszcze ma miec podawana 4 razy po 5 dni. Po kazdej chemii 3 tygodnie przerwy.
    • ewusia13 Re: Stomio... 09.04.07, 21:34
      witam
      mój tata jest po takiej operacji, ma sttomię, opisywałam to w wątku o jelicie
      grubym, jeśli masz jakieś pytania to pisz...
      u taty po 6 seriach chemii zrobiono badania kontrolne wszystko jest ok. od
      operacji mineło juz 15 miesięcy

      jedyny problem to przepuklina na stomii
    • dak33 Re: Stomio... 09.04.07, 22:38
      Mam 34 lata, w ubiegłym roku w lipcu miałam operację usunięcia guza w
      odbytnicy. Właśnie skończyłam 8 chemię w postaci tabletek (Xeloda), nie byłam
      naswietlona, guz miał wymiary 1 x 3 cm, miałam również przerzut w jednym węźle.
      W czasie chemii również mnie nie naswietlono. Nie mam stomii ale i tak mam duże
      problemy z wypróźnianiem. Teraz przede mną szereg badań. Nie martw się, ze
      stomią można całkiem normalnie żyć. W poradni proktologicznej spotykam wiele
      osób, które również mają stomię z powodu ca recti i zyją już nascie lat.
      Ważnie, ze nie było u męża przerzutów:).
      Pozdrawiam serdecznie
      Ola
      • er_ra pytanie do Dak 09.04.07, 22:42
        Witaj, jak wygldało leczenie xelodą? Jakie efekty? Jakie skutki uboczne?
        Chemię w takiej postaci zapropnowano mojemu tacie... Z góry dzieki za
        informacje!
        • dak33 Re: pytanie do Dak 09.04.07, 22:58
          Witam.
          Leczenie polegało na tym, że przez 2 tygodnie bierzesz tabletki (ilość ich
          określają na podstawie powierzchni ciała) rano i wieczorem, a potem masz
          tydzień przerwy (teoretycznie). W praktyce u mnie to wygladało w ten sposób, że
          przerwa trwała 2 tygodnie z uwagi na skutki uboczne, które musiały minąc przed
          następną chemią. Skutki jakie u mnie występowały to biegunka juz pod koniec
          chemii (pomaga na to loperamid), rumień i łuszczenie skóry na rękach i stopach
          ( na to najlepszy jest bardzo tłusty krem), pieczenie rąk i stóp, łzawienie
          oczu, bóle kości, stałe uczucie zimna, pieczenie języka. Zauważyłam również że
          zwiększyła mi się ilośc zmian pigmentacyjnych oraz że urosły mi 3 duże torbiele
          na jajnikach ale czy to jest skutek Xelody tego nie wiem, bo nie potrafiła mi
          tego chemioterpeutka wyjaśnić. Doustna chemia jest o tyle lepsza, że można
          prowadzić w miarę normalne życie, nie wypadły mi również włosy:). Nie wiem czy
          jest ona skuteczna jak ta podawana dozylnie, chemioterapeutka zapewniała, ze
          tak. Przede mną szereg badań. Mam nadzieję, że będzie ok. Pozdrawiam Ola
          • er_ra Re: pytanie do Dak 09.04.07, 23:12
            Dziekuję, Olu! Życze Ci powrotu do zdrowia i pomyslnych wyników! Odezwij się
            jeszcze!
            Pozdrawiam, Ewa
            gg 1533258
    • estelka1 Re: Stomio... 09.04.07, 23:00
      Dorotko, wiele da się przet rwać... moja rodzina od strony mamy jest bardzo
      naznaczona rakiem. Babcia chorowała na raka płuc. To były lata 70 te, niestetz
      choroba ją pokonała. Najstarsza siostra mamy chorowała na raka jelita grubego,
      niestetz zmarła w 1973 r. Ale już jej syn, a mój kuzyn, jakieś 7 lub 8 lat temu
      chorował na raka jelita grubego. Była operacja z założeniem stomii, ale obyło
      się bez chemii. Braciszek żyje sobie całkiem nieźle, co jest fenomenem, bo w
      ogóle o siebie nie dba, jest z bardzo młodą dziewczyną i ani jej ani jemu
      stomia w niczym nie przeszkadza. Siostra tego kuzyna chorowała jakieś 11 lat
      temu na raka szyjki macicy. Poradzilła sobie z chorobą, ba nawet w trosce o
      resztę rodzeństwa i nas kuzynów, poddała się badaniom genetycznym, które nie
      dość że wykazały gen odpowiadający za raka jelita, to jeszcze wykryły u niej
      tego raka w bardzo wczesnym stadium. U niej też skończyło się na operacji. Z
      kolei druga siostra mamy zachorowała 20 lat temu na raka sutka, mama blisko 2
      lata temu na raka płuc. I na razie obie radzą sobie z tym choróbskiem. Chemię
      znosiły ciężko, ale miały bardzo silną motywację do pokonywania choroby. I
      myślę że tu jest w dużej mierze cała tajemnica życia z nowotworem. Mama nie
      miała żadnych oszpecających operacji. Ciocia potrzebowała sporego wsparcia w
      związku z amputacją piersi, kuzynka w związku z usunięciem macicy, kuzyn w
      związku ze stomią. Myslę sobie,że oprócz walki o zdrowie i życie u Twojego meża
      może pewnym problemem być sama stomia. Nie jest to estetyczne, a dodatkowo
      utrudnia życie. Ale dla Ciebie Dorotko, jako żony chyba nie stanowi to
      problemu. Mam nadzieję, że dla Ciebie ważne jest przede wszystkim to, żeby Twój
      mąż żył i był zdrowy. Jeśli jednak stomia Twojego męża jest dla Ciebie czymś
      odrażającym, to może spróbuj trochę zająć się sobą. Mąż na pewno będzie
      potrzebował Twojego wsparcia, Twojej akceptacji, więc jeśli masz jakikolwiek
      opory, zajmij się najpierw nimi, bo bez tego nie pomożesz mężowi. Nie wiem, co
      mogłabym Ci jeszcze napisać na ten temat. Zarówno z samą chorobą nowotworową,
      jak i ze stomią, jako jej konsekwencją da się żyć. Nie jest łatwo, nie jest
      komfortowo, ale jednak da się. Zresztą tak sobie myślę, każdy dzień życia
      bliskiego człowieka jest bardzo ważny i każdy z mijający dzień nieuchronnie
      prowadzi nas do śmierci. Co i kiedy komu jest pisane, nie wiadomo, dlatego
      trzeba korzystać z tego że sie żyje i jest się w jakiej takiej kondycji.
      Pozdrawiam serdecznie. Pisz, pytaj, jeśli tylko będę mogła Ci w czymś pomóc, na
      pewno to zrobię. Tu na forum jest mnóstwo cudownych ludzi, którzy wzajemnie się
      wspierają. Nawet jeśli nikt nie będzie umiał Ci poradzić, na pewno nikt nie
      będzie żałował Ci ciepłych wspierających słów. To też jest bardzo ważne.
      Agnieszka
      • ewusia13 Re: Stomio... 10.04.07, 17:37
        stomia napradę nine jest problemem!
        podstawa to dobór odpowiednich środków, mój tata na początku używał workówchyba
        z coloplastu i faktycznie czasami było czuć nieprzyjemny zapach, poza tym worki
        odklejały się i robiły się odparzenia. pielegniarka środowiskowa zasugerowała
        zmianę worków na inną firmę i teraz nie ma już tych problemów.
        Worki i tak są finansowane przez NFZ więc nie ponosisz żadnych kosztów dlatego
        próbujcie i wybierzcie najlepsze dla was

        pozdrawiam
        ewa
    • olivka33 Re: Stomio... 11.04.07, 21:45
      Agnieszko, Ewo i wszystkie osoby które tutaj do mnie napisałyście. dziękuje Wam
      bardzo za slowa otuchy. Agnieszko stomia wcale nie jest dla mnie niczym
      odrażajacym. Naprawde. Nie bede opisywala wszystkiego co przy moim mężu robie,
      bo nie o to chodzi. W poniedzialek zaczynamy 3 serie chemii. Jeszcze zostana
      tylko 3. Najwazniejsze jest aby nie było przeżutów i aby żyl. Dziękuje i
      napewno jeszcze sie odezwe. Aha.. poczytalam duzo na internecie o raku jelita
      grubego i zamówilam juz bezpłatna prenumerate dwóch czasopism.
      • estelka1 Re: Stomio... 11.04.07, 22:37
        Dorotka, dobrze że masz takie podejście do choroby męża i nie brzydzisz się
        stomii. Zawsze to o jedną przeszkodę mniej macie do pokonania :-) Ale nawet
        jeśli by tak było... przecież jesteś tylko człowiekiem i masz pełne prawo także
        do negatywnych odczuć. Oczywiście najważniejsze, żeby Twój mąż wracał do
        zdrowia. Ale mając tak kochającą i dobrą żonę, na pewno nie podda się przy
        pokonywaniu choroby, czego życzę Wam obydwojgu serdecznie. Nie mniej Dorota,
        dbaj też o siebie, żebyś miała siłę wspierać męża, jeśli zdarzą się trudniejsze
        chwile. Pozdrawiam Was bardzo gorąco. Agnieszka
        • ciutka Re: Stomio... 11.04.07, 23:56
          Tak Dorotko, chwała Ci za to ze masz takie podejscie do męża. Moja babcia miała
          raka jelita grubego, obeszlo sie bez stomii, ale pod koniec też musiałam rózne
          rze czy robić.. Moja babcia miała przerzuty raka i 86 lat, była super kobitką i
          bardzo się starała, mimo to w pewnym momencie tez musialam jej pupe umyć i
          załozyć pampersa, bo ona juz z racji wieku i choroby nie chodziła... Kochałam ja
          i kocham nadal .... Dopóki dasz radę to rób co możesz i na ile Ci sił
          wystarczy...Pozdrawiam i trzymam kciuki!!!!!!!!!!!- Beata
    • anne15 Re: Stomio... 12.04.07, 07:56
      moja mama ma stomię wiem o co chodzi ci Dorotko
      robią się odparzenia , worki się nie trzymają , dochodzą nerwy .
      boją się ci ludzie ze smierdzą. dochodzi strach wychodzenia i chodzenia po
      miescie
      mama terez na chemie juz 6 . i bedą badania .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka