Dodaj do ulubionych

Słowo na koniec

06.07.07, 19:43
Witam, jestem po intensywnym kursie ESTRO i jestem wypluty...
To chyba mój ostatni wpis przed długim urlopem - chciałem tylko zwrócić uwagę
na coś, co mnie uderzyło w jednym z dzisiejszych wykładów profesora JW Leera z
Nijmegen w Holandii.
Rzecz jest odnośnie terminalnego stadium choroby nowotworowej, z czym - sądząc
po wpisach - wielu z nas boryka się na wszystkich frontach (i lekarza, i
pacjenta, i rodziny).

Na jednym ze slajdów profesor przedstawił wyniki pewnej wieloletniej
obserwacji osób, które umarły w okresie do 7 dni od ostatniej wizyty w
Klinice/Ambulatorium.
93% z nich miało wykonane badania krwi
74% miało wykonane badanie rtg
73% intensywne leczenie przeciwbólowe
31% chemioterapię
4% scyntygrafię
2% radioterapię
Konkluzja: "Powinniśmy więcej uwagi zwracać na pacjenta, a nie raka. To samo
powinniśmy uświadamiać naszym kolegom chemioterapeutom, a przede wszystkim
rodzinom chorych. Powinniśmy się nauczyć nie robić NIC."

Może brzmi to okrutnie, ale to święta prawda. W ostatnich dniach te badania,
terapie, nie wnoszą nic. Co z tego, że wydłużymy choremu życie o parę dni,
jeśli te dni będą cierpieniem dla niego lub bliskich?

Póki co żegnam, po urlopie, w połowie sierpnia zacznę się pojawiać.
pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • mania60 Re: Słowo na koniec 06.07.07, 21:10
      Miłych wakacji. mania
    • bonzee33 Re: Słowo na koniec 07.07.07, 11:04
      > Na jednym ze slajdów profesor przedstawił wyniki pewnej wieloletniej
      > obserwacji osób, które umarły w okresie do 7 dni od ostatniej wizyty w
      > Klinice/Ambulatorium.
      > 93% z nich miało wykonane badania krwi
      > 74% miało wykonane badanie rtg
      > 73% intensywne leczenie przeciwbólowe
      > 31% chemioterapię
      > 4% scyntygrafię
      > 2% radioterapię

      Nic z tego nie rozumiem. Na raka nie umiera sie z dnia na dzien *nawet nie z
      tygodnia na tydzien). Pacjent nierokujacy kierowany jest do hospicjum, gdzie
      lekarze tylko i wylacznie zajmuja sie leczeniem OBJAWOWYM. Te dane to chyba z
      kapelusza, no bo skad?

      > Konkluzja: "Powinniśmy więcej uwagi zwracać na pacjenta, a nie raka. To samo
      > powinniśmy uświadamiać naszym kolegom chemioterapeutom, a przede wszystkim
      > rodzinom chorych. Powinniśmy się nauczyć nie robić NIC."

      Czasami troche delikatnosci by sie przydlo w kontaktach z rodzina chorego. Nie
      wszyscy maja skore slonia..
      • bonzee33 Re: Słowo na koniec 07.07.07, 11:40
        sa male klamsta, duze i statystyki. Piszesz o danych z klinik/ambulatrim gdzie
        umiera na raka niewielki procent osob. Czy to sa kliniki prywatne? No bo chyba
        powszechnym zwyczajem w Polsce jest jednak skierowanie do hospicjum w stanie
        krytycznym, do chorych z przerzutami na raka nawet pogotowie niechetnie
        przyjezdza.. Czyli podejrzwam, ze te procenty przez Ciebie podane, moga stac
        sie np. promilami w odniesieniu do wszystkich umierajacych na raka w Polsce.
      • iga.kal Re: Słowo na koniec 08.07.07, 09:37
        > Nic z tego nie rozumiem.

        Rzeczywiście nie zrozumiałaś tego postu.
        • bonzee33 Re: Słowo na koniec 08.07.07, 09:58
          Nie masz nic ciekawego do powiedzenia w dyskusjii? To siedz cicho jak mysz pod
          miotla. Czytac mozesz!
    • in_situ Re: Słowo na koniec 07.07.07, 14:02
      Święte słowa.
      I to - nie tyle patrząc na statystyki dotyczące ilości dni, ile na sam stan
      terminalny, który może trwać przecież dłużej niż 7 dni - a w tym okresie
      prowadzenie większości uporczywych terapii nie ma już sensu.
      Przypomniał mi się wątek sprzed roku, gdy opisywałam swoje własne wspomnienia
      jednej z Forumowiczek, odnalazłam go i przytaczam fragment. Pasuje bowiem do
      tematu..

      "(...) gdzieś jest cienka granica, którą łatwo
      przekroczyć... W swojej miłości do bliskiej osoby i bezradności wobec utraty
      przez nią zdrowia miotamy się i chcemy, wciąż chcemy zrobić wszystko, co się
      da.. By potem nie mieć do siebie pretensji i wyrzutów sumienia, że czegoś się
      nie dopatrzyło, czegoś więcej nie zrobiło... Ja jestem z tych, którzy "stają na
      głowie". I zapłaciłam za to słono. kiedy umierał mój dziadek walczyłam o
      elektryczny domowy odsysacz wydzieliny, o kolejne kroplówki, o tlen, wcześniej
      wiozłam go przez pół kraju samochodem do profesora, który jedynie potwierdził
      diagnozę... Była gorsza niż rak, była absolutnym wyrokiem od samego początku.
      Mój dziadek umierał w swoim pokoiku, a ja biegałam, dzwoniłam, jeździłam... Nie
      wiedziałam wtedy, jak krótko jeszcze będzie żył. Gdy umarł bardzo żałowałam że
      te ostatnie chwile poświęciłam na te wszystkie nieistotne sprawy, zamiast
      posiedzieć przy nim, potrzymać go za rękę i powiedzieć mu że go bardzo kocham.
      I najważniejsze, o czym często zapominamy, my - rodziny chorych: NAJWAŻNIEJSZA
      jest wola chorego, którą bezwzględnie należy uszanować. Jeżeli nadziei na
      wyleczenie już nie ma, a walczyć można (często z wiatrakami) o ewentualne
      przedłużenie życia - a chory tego nie chce, bo jest zmęczony, bo chce odpocząć,
      bo chce ciszy i spokoju - to jest to priorytetem. Do końca życia nie daruję
      sobie, iż to przeoczyłam."
      • joa291 Re: Słowo na koniec 07.07.07, 14:30
        dwie doby przed śmiercią mamy zrobiono jej rtg pluc morfologie i pare innych
        badań, ja tez biegalam załatwiałam potwierdzałam czytałam - a ona odchodziła.
        Dzis 7 dni po jej smierci nie moge sobie wybaczyc ze dano nam tylko 2 tygodnie
        czasu a ja go poświecilam na jej ratowanie, zamiast bycie obok niej. Gdybym
        mogła cofnąć czas...
        • jovita13 Re: Słowo na koniec 07.07.07, 14:38
          A ja myślę,że trzeba być przy osobie chorej i w międzyczasie szukać czegoś, co
          wydłuży jej życie,chyba że chory nie chce już dłużej żyć i woli odejść.
          myślę,że każdy miałby do siebie żal,że nie zrobił nic więcej aby ratować
          kochaną osobę.
        • marysia19765 Re: Słowo na koniec 07.07.07, 19:49
          łączę sie z Tobą w bólu - moja Mamusia odeszła od nas 13 dni temu ... My też
          mieliśmy nadzieję, że Mamusia wyjdzie z "arytmii serca" i odzyska świadomość.
          To normalne, że próbowałaś jeszcze jakoś pomóc. Mam nadzieję, że byłaś ze swoją
          Mamą i ona to wiedziała i czuła.

          pozdrawiam
          Marysia
      • attenna11 Re: Słowo na koniec 08.07.07, 12:08
        Piekne słowa...jeśli można tak powiedziec...bynajmniej prawdziwe i szczere.
        Mojej mamie dawano od kilku tygodni do roku zycia...minął prawie rok....
        Jeździmy, leczymy , staramy się....ale nic na siłę. Staramy sie teraz byc ze
        soba , co kiedys wygladało nieco inaczej. teraz jest wiecej rozmowy, wspomnień.

        Uważam, że osoby których bliscy odeszli zawsze beda borykały sie z pewnym
        niedosytem, ze czegos nie zrobiły...
        Dzien przed smiercia mojej babci zmierzyłam jej cisnienie i wyszłam...bo
        musiałam pozmywac naczynia...to było wtedy dla mnie najwazniejsze....minęły dwa
        lata...i gdybym mogła cofnąc czas...zostac z nia dłużej , porozmawiac....
        W gmatwaninie medycznych zmagan zapominamy o samym chorym, o gestech, zwykłej
        rozmowie.
        Najwazniejsze to BYĆ z kims kto nas potrzebuje.
        Tak zrozumiałam słowa Jędrucha....

        Pozdrawiam i zyczę mu udanych wakacji.
        Aneta
    • monique_1 Re: Słowo na koniec 07.07.07, 17:58
      Niby coś w tym jest ale nie rozumiem, z tej statystycznej wyliczanki jednej
      rzeczy 73% chorych miało intensywne leczenie przeciwbólowe, to chyba dobrze czy
      tego też szkoda na pacjentów chorych na raka???
      31% miało chemioterapię, 2% radioterapię -a jeżeli to były zabiegi uśmierzające
      ból to chyba też warto?
      Chociaż po co wydawać składki chorego na raka, płacone przez całe życie na
      takie rzeczy może nie warto...?
      Trochę się czepiam, ale mi smutno bo jestem bezsilna, moja mama chudnie z dnia
      na dzień bo ma zmniejszoną drożność jelit. Załapała się na chemię, jeszcze chcą
      ją leczyć ale nie wiadomo czy przeżyje bo je może 300 kalorii dziennie albo i mniej.
      No i może jeszcze by np. zrobili statystykę ilu chorych umiera z niedożywienia a
      nie na raka?
      Trochę nie na temat a może właśnie nie...
      • mremiszewska Re: Słowo na koniec 07.07.07, 23:48
        Oczywiście, że najważniejszy jest chory i jego wola, ale jeżeli ta osoba jest nam bliska, kochamy ją to chyba normalne, że robimy wszystko co w naszej mocy, aby ją ratować. Ważne, aby w tym wszystkim nie zapomnieć o samym człowieku. Dlatego szukanie pomocy swoją drogą a bycie z chorym to już inna sprawa.
        Mnie jednak irytuje coś zupełnie innego... Mam wrażenie, że niektórzy lekarze (podkreślam niektórzy)wykonują swój zawód od początku zdiagnozowania choroby tak aby tylko "nie robić NIC". Przykro, że traktują drugiego człowieka jak przedmiot, nie oszczędzając w słowach. Czy na studiach medycznych uczą tylko jak kroić, jakie podawać tabletki?! A co z podejściem do pacjenta? Nie będę generalizować, ale są lekarze, którzy zachowują się jakby byli "panami życia i śmierci". Boli, że nie traktują Cię jak człowieka... Na szczęście są też lekarze, którzy są LUDŹMI...Szkoda tylko, że tak rzadko można ich spotkać...
        • mremiszewska Re: Słowo na koniec 07.07.07, 23:51
          PS- również życzę udanego urlopu i dziękuję za udzielone porady.
      • binucha Co do wypowiedzi monique_1. 08.07.07, 10:30
        Akurat z tymi 73% to masz racje.Chyba sie Jedruch po prostu zapędził i nie sądzę
        aby miał na myśli, ze leczenie przeciwbólowe nie jest potrzebne.
        Masz tez racje co do niedożywienia.Większość chorych umiera jednak chyba z
        głodu, choć oficjalnie nazywa sie to wyniszczeniem nowotworowym.
        Jeśli chory np. z niedrożnością jest głodny i odczuwa głód, to powinno sie go
        żywić nawet pozajelitowo, a u nas w ogóle NFZ nie refunduje worków żywieniowych
        dla chorych na raka i skazuje sie w ten sposób ludzi na lodowa śmierć po części
        i dodatkowe cierpienia. Owszem, część chorych nie ma apetytu i część cierpi na
        wyniszczenie nowotworowe, ale na pewno nie każdy, a u nas sie zakłada, ze każdy
        chory na raka głodu nie odczuwa i poza tym i tak umrze, wiec worków sie nie
        refunduje.
        W krajach zachodnich jeśli chory na raka głód odczuwa, to worki sie podaje, a u
        nas sie w ogóle nie podaje.
        Moze tez trochę nie na temat, ale chciałam nieco uzupełnić myśl Monique_1
        • jedruch Nie zapedzilem sie 08.07.07, 15:38
          Nie zapedzilem sie z tym 'leczeniem przeciwbolowym', bo po prosu przytoczylem w
          pelnym brzmieniu slajd prof. Leera.
          Dane sa z Holandii, z osrodka w Nijmegen, co niektorzy chyba przeoczyli.
          Statystyka dotyczy SETEK pacjentow, wiec nie jest to sztuka dla sztuki, tylko
          cos z czego mozna wyciagac wnioski - to jest przeciez doswiadczenie kliniczne,
          ogladanie sie wstecz lekarza.
          Stattystyki odnosnie niedozywienia w chorobie nowotworowej sa, i nie trzeba
          tworzyc nowych - na przestrzeni lat sporo sie zmienilo (szczegolnie po wejsciu
          na rynek progestageno - megace itp.) i jest zdecydowanie rzadziej obserwowane,
          ale mechanizmy biochemiczne kacheksji sa w raku nieublagane i czesto nie da sie
          nic wymyslec - o tym zreszta ten post.
          Zywienie pozajelitowe w raku to bzdura, bardzo dobrze ze NFZ tego nie
          refunduje. Nowotwor zlosliwy ma to do siebie, ze szybkosc jego wzrostu zalezy
          od dowozu substancji odzywczych - warto dozywiac nowotwor w czasie, kiedy nie
          stosuje sie terapii p/nowotworowej - w terminalnym stadium? Nieraz widzialem
          gwaltowne przyspieszenie rozwoju nowotworu u chorych, ktorych rodzina miala
          swietnew dojscia i zalatwiala takie cuda.
          Nikt na Zachodzie nie podaje zywienia pozajelitowego u chorych z aktywna,
          nieleczona choroba nowotworowa!!! Co ty piszesz?

          Pozdrawiam. Chwilowo z siecia.
          • differentview Re: Nie zapedzilem sie 08.07.07, 16:47
            tak latwo powiedziec- "nauczmy sie nic nie robic"...to jest odebranie
            czlowiekowi calej nadzieji- jesli pacjent jest pogodzony z tym, ze odchodzi-
            moze sam poprosic zeby juz go wiecej nie meczyc badaniami ale podejrzewam, ze
            wiekszosc ludzi chwyta sie tej moze zludnej nadzieji, ze cos jest robione wokol
            nich, ze to kolejne rtg czy usg ma sens i cel..nawet jesli sa to badania
            dokuczliwe fizycznie to fakt, ze lekarz nie odpuszcza sobie pacjenta ma
            kolosalny wplyw na jego psychike...czy mamy prawo odebrac czlowiekowi
            nadzieje??? mysle, ze postepowanie lekarza powinno byc dostosowane do
            konkretnego pacjenta, do tego jak reaguje, jaka ma psychike...oczywiscie lekarz
            moze zasugerowac rodzinie, ze czas poswiecany na kolejne wizyty i badania mozna
            wykorzystac inaczej- ale powtarzam- wszystko zalezy od konkretnego czlowieka
            a jesli chodzi o glod- nie znam sie na odzywianiu pozajelitowym ale jesli chory
            odczuwa glod to powinien byc odzywiany- to, ze odzywia sie w ten sposob i raka
            nie ma moim zdaniem znaczenia a zmniejsza cierpienie pacjenta i pozwala godnie
            przezyc ten czas, ktory mu pozostal
          • bonzee33 Re: Nie zapedzilem sie 08.07.07, 17:52
            > Dane sa z Holandii, z osrodka w Nijmegen, co niektorzy chyba przeoczyli.
            Napisales, ze prof jest z tego osrodka, co nie jest jednoznaczne z faktem, ze
            dane rowniez z tego osrodka pochodza. Naukowcy sie sporo przemieszczaja miedzy
            osrodkami naukowymi na calym swiecie, czego dowodem niech bedzie jego wyklad
            Polsce..
            Ja sobie daje dwie rece uciac, ze w przypadku polskiej panstwowej opieki
            medycznej i osob umierajacych na raka, te liczby to czysta abstrakcja, a dla
            walczacych do konca wishful thinking..
          • binucha Re: Nie zapedzilem sie 08.07.07, 20:57
            W Szwecji pacjentom chorym na raka, nawet jeśli jest to stadium terminalne,
            czyli choremu zostało np. kilka miesięcy bądź tygodni życia, jeśli odczuwa głód,
            to sie podaje worki żywieniowe! Zaznaczam raz jeszcze, jeśli chory od czuwa głód.
            Bo jeśli odczuwa głód, to znaczy ze organizm sie tego domaga i jest w stanie te
            worki przerobić.

            Piszesz, ze nie jest warto odżywiać chorych w stadium terminalnym, bo rak dzięki
            workom żywieniowym szybciej rośnie, a pomyślałeś o biednym pacjencie, co on
            czuje i jak sie czuje jak siedzi głodny tak przez 3 miesiące?

            Bzdurą jest to, ze chory na raka w stadium terminalnym, czyli nie zawsze takim,
            ze choremu zostało 5 dni życia, ale czasem nawet kilka miesięcy życia czy kilka
            tygodni życia, nie potrzebuje nic jeść, bo trwa proces wyniszczenia
            nowotworowego.Widziałam ludzi w hospicjach ważących po 40 kg i część z nich
            owszem, nie była głodna, ale część JEST GłODNA.
            Do grupy głodujących przez pewien czas należała tez moja mama,która później
            worki dostawała i dzięki temu miała sile wstać , pochodzić po mieszkaniu, usiąść
            na łóżku, porozmawiać z nami i nie czuła głodu.Worki odstawiliśmy na 4 dni przed
            śmiercią, bo dopiero na 4 dni przed śmiercią nie czuła głodu już i nie chciała
            tych worków, natomiast wcześniej była normalnie rano głodna jak każdy, normalny
            człowiek. Moja mama nie jest wyjątkiem, takich głodujących jest więcej.To, ze
            nowotwór przytka jelito, nie oznacza jeszcze ze chorego powinno sie skazywać na
            śmierć głodową, bo mimo niedrożności organizm potrafi jeszcze często sporo czasu
            funkcjonować w miarę normalnie i chory odczuwa wtedy jak każdy człowiek głód.


            Dla chorego lepiej jest umrzeć czasem szybciej, ale w mniejszym cierpieniu. W
            stadium terminalnym, kiedy pacjent wie, ze sie zbliża koniec, liczy sie tez
            jakoś życia w tych dniach. Co choremu po tym, ze umrze te kilka czy kilkanaście
            dni później w ogromnym cierpieniu, ale ważąc 40 kg, nie mając siły przez
            ostatnie kilka tygodni ruszyć noga czy w ogóle nie mając siły na rozmowę i
            siedząc głodnym?

            Podejście typu, ze rak tez sie odżywia tym co jemy, wiec najlepiej nie jedzmy
            nic,jest trochę śmieszne, biorąc pod uwagę, ze brak jedzenia kończy tez
            pacjenta, a w tym wypadku powinno sie liczyć przede wszystkim dobro pacjenta. W
            tym stadium, życia choremu sie już nie uratuje, nawet raczej nie można go
            przedłużyć, wiec dbajmy o lepszy komfort umierania, a podając takie worki osobom
            odczuwającym głód, znacznie sie im ten komfort odchodzenia polepsza poprzez
            ograniczenie głodowania.

            I powtarzam jeszcze raz, w Szwecji podaje sie chorym na raka w stadium
            terminalnym worki żywieniowe, o ile ci chorzy odczuwają głód.U nas chorego z
            niedrożnością nikt sie nie pyta o to, czy odczuwa głód. Ma niedrożność, choruje
            na raka, to koniec, a to, ze on jeszcze może żyć z ta niedrożnością kilka
            miesięcy i zwyczajnie głodować , to nie jest ważne.Przecież i tak w końcu umrze.

            Bardzo mnie to podejście razi, ale to moje osobiste zdanie i moje osobiste
            obserwacje, które z reszta nie są wyssane z palca, bo każdy z nas przechodząc ze
            swoimi bliskimi ta chorobę bądź tez samemu, spotyka sie na co dzien także z
            setkami innych chorych i wiele rzeczy wie z własnego doświadczenia.


            • monique_1 Re: Nie zapedzilem sie 09.07.07, 11:01
              Mi również się wydaje, że nawet jeżeli dożywianie powoduje przyspieszenie
              choroby to chyba lepiej jak chory ma siłę wstać, pogadać a nawet posiedzieć na
              działce niż leżeć i czekać bez siły na śmierć bo i tak juz w stanie terminalnym
              o tym tak naprawdę wie. Nawet jeżeli oznacza to, że te ostatnie chwile skrócą
              mu się do tygodnia zamiast miesiąca przeleżanego bez siły jak umarły za życia...
              Binucha napisz jak można zdobyc te worki wiem, że ich cena oscyluje gdzieś
              wokół 140 zł/dziennie czy to prawda?

              P.S. To, że ktos ma inne zdanie od lekarzy chyba nie oznacza, że jest
              nienormalny czy coś w tym rodzaju co ;-)?

              Pozdrawiam
              Monika
              • ksenia_78 Re: Nie zapedzilem sie 09.07.07, 15:30
                Patrząc na coraz bradziej pogarszający się stan mojego taty, lepiej rozumię co
                jedruch miał na myśli. Rzeczywiście w pewnym momencie można się zapędzić i
                dizałać nie na rzezcz chorego, tylko naszą, po części w celu uspokojenia swego
                sumienia, ze zrobiło sie wszystko co można było zrobić.
                Jeśli macie czas to zajrzyjcie tutaj: www.integracja.org/ledge/x/17312
                Sporo napisano tam na temat godnego umierania - gdy ratowaniae życia jest
                niepotrzebnym i niecelowym zadawaniem cierpienia.
                Jutro ostatni raz "męczę" mojego tatę. Jedziemy na konsultacje do Gliwic i tak
                naprawde to robię to dla siebie. Żeby jeszcze ktoś potwierdził, że zrobiono
                wszystko co można było (czyli nic oprócz leczenia objawowego).
                To trudne, ale jednak pozwolę mu odejść i chciałabym przy tym być, żeby się nie
                bał. Jutro mój ojciec dowie się też na co jest chory. Boję się jutra, ale dziś
                nie jest wcale lepsze..........
                Nie chciałabym odbierać nadziei tym, którym jest potrzebna, ale przykra prawda
                jest tak, ze przychodzi moment śmierci bliskiej nam chorej osoby i jedyne co
                możemy i powinniśmy zrobić to zapewnienie jej godnego przejścia na drugą stronę.
                • monique_1 Re: Nie zapedzilem sie 09.07.07, 16:12
                  Jeżeli chory jest w takim stanie, że strasznie cierpi i faktycznie jedyne o
                  czym myśli to umrzeć to ok, niech tak będzie jak on chce. Jeżeli jednak np.
                  (znowu nawiążę do żywienia pozajelitowego) brak substancji odżywczych
                  uniemożliwia to godne umieranie bo pacjent jest tak słaby, że to brak kalorii a
                  nie nowotwór nie pozwala mu przeżyć ostatnich chwil tak jak by chciał to chyba
                  należy mu jednak pomóc? Może faktycznie gorączkowe robienie badań itp. jak już
                  nie ma nadziei to moze przesada ale jeżeli pacjent lepiej się czuje jak walczy
                  do końca to niech robi sobie te badania, tym bardziej jeżeli sam za nie płaci,
                  bo i tak dużo badań nawet w stanach nie terminalnych pacjenci muszą robić na
                  swój koszt. Co to znaczy godne umieranie? To chyba takie jakie sam pacjent
                  uzna, że to jest dla niego godne. Jeżeli ktoś nie chce przyjmowac leków
                  przeciwbólowych jego wybór, a jeżeli chce niech ma tą możliwość i pomoc. Jeżeli
                  nie jest juz głodny niech nie je, ale jeżeli bez tego jedzenia nie ma siły żeby
                  wstać a odżywiając się pozajelitowo miałby tą siłę, to może mu na to pozwólmy?
                  Myślę, że nie ma jednej odpowiedzi na takie dylematy i każdy ma odrobinę racji
                  ale trzeba każdemu pozwolić na to żeby do końca mógł decydować o sobie.
                  Pozdrawiam wszystkich
                  Monika
                  • binucha Re: Nie zapedzilem sie 10.07.07, 09:57
                    Co do wypowiedzi kseni_78, to zachodzi pytanie, czy Twój ojciec rozumie, ze to
                    juz koniec i tez chce tak bezczynnie leżeć i czekać na śmierć.Możliwe, ze ty
                    ksenia akurat to rozumiesz i sie już z tym pogodziłaś jakoś, ale Twój ojciec
                    niekoniecznie.
                    Myślę, ze żaden chory nie godzi sie z tym, ze musi odejść, ze w głębi ducha ma
                    zawsze nadzieje, ze może jednak jemu coś sie uda.
                    Z własnego doświadczenia wiem, ze robienie jakiś badan moja mamę na duchu
                    podnosiło, bo po robieniu tych badan wnioskowała, ze jeszcze nie jest tak źle,
                    skoro jeszcze robią jej jakieś prześwietlenie na przykład.
                    Poza tym nie wyobrażam sobie brak zastosowania medycyny w leczeniu paliatywnym,
                    nie wyobrażam sobie niezastosowania środków przeciwbólowych czy np.
                    niespuszczenia wody z opłucnej, aby pacjentowi sie lepiej oddychało. Przecież to
                    tez sa zabiegi, niezbędne do polepszenia komfortu życia osoby umierającej.
                    Myślę, ze każdy to zrozumie, dochodząc ze swoim bliskim do takiego momentu,
                    gdzie rzeczywiście będzie jednak trzeba podawać ta morfinę , jak bliski będzie
                    wył z bolu albo jak będzie trzeba spuścić wodę z opłucnej, bo bliski na oczach
                    swojej rodziny sie udusi. Absolutnie ksena nie obrazajac Cie i nie ujmując Twoim
                    obserwacjom czy Twoim poglądom, to myślę osobiście, ze jeszcze do tego etapu
                    choroby nie doszłaś i może nie do końca rozumiesz jak wygląda umieranie w
                    ostatnich kilku dniach. Oby twój ojciec się jeszcze długo trzymał.Nie wyobrażam
                    sobie w tym czasie nic nie robić i patrzeć jak chory sie w końcu udusi, nie
                    wyobrażam sobie nie podać morfiny choremu, bo podobno według niektórych podanie
                    morfiny do motylka meczy chorego, tak jak by ból nie męczył...

                    Zgadzam sie, ze czasem ludzie szukają specyfików cudownych, latają po lekarzach,
                    wiozą gdzieś chorego jak on już nie ma siły itd., ale nie robić nic?,

                    Nie wiem czy akurat to miał Jedruch na myśli, może źle coś zinterpretowałam,
                    jeśli tak, to przepraszam.
    • bea53 Re: Słowo na koniec 13.07.07, 15:21
      Tylko ze medycyna to nie tylko tabelki i statystyki i w raku jak i w innych
      chorobach nie mozesz powiedziec ze to juz ten ostatnii tydzien i nie wiesz ile
      bedzie zył pacjent, bo w medycynie jednak zdazają się cuda i ozdrowienia w
      ciezkich chorobach i kazdy włacznie z lekarzem wierzy ze ta chemia to badenie
      jeszcze cos pomoze?
      Domyslam Ci o co Ci chodzi ale mamy nadzieję i walczymy do końca i te wyniki
      potwierdzają ze i lekarz i poacjent walczą do końca i badają sie do końca.
      JA bym wolała tylko żeby i lekarz i pacjent mieli swiadomosc i prawo wyboru,
      jesli jest nikła nadzieje to rzeczywiscie moze juz nie aplikować tej chemii i
      nie prowadzic swoich statystyk i badań na pacjencie a się wycofać..ale dać taki
      wybór pacjentowi lub jego rodzinie odejśc godnie albo walczyć też do końca a nie
      zaprzestając za wczasdu terapii bo to nieuleczalne i czekać jak umrze, kiedy
      przy dobrej terapii pacjent mógłby znacznie dłuzej pozyć!
      • grzes803 Re: Słowo na koniec 14.07.07, 21:01
        Dzisiaj pochowalismy tate umarl w czwartek od 9-ciu dni nic nie jadl tylko
        lekarstwa nie chcieli go w zadnym szpitalu i moze dobrze umarl w domu na swoim
        przy mamie.Byl swiadomy do konca i wierzyl ze wyzdrowije mial tyle planow i
        tylko 56 lat.Serce krwawi
      • jedruch Re: Słowo na koniec 15.07.07, 01:42
        > JA bym wolała tylko żeby i lekarz i pacjent mieli swiadomosc i prawo wyboru,
        > jesli jest nikła nadzieje to rzeczywiscie moze juz nie aplikować tej chemii i
        > nie prowadzic swoich statystyk i badań na pacjencie a się wycofać..

        Statystyki, ktore przytoczylem zostaly wykonane wstecz - to nie byly biezace
        obserwacje. Pracujac w hospicjum w 85-90% potrafilem przewidziec, ze pacjent
        umrze w przeciagu najblizszycvh kilku dni. Wtedy trzeba zluzowac tempo
        diagnostyki, leczenia, skupic sie na objawach i umozliwieniu pacjentowi
        zalatwienia najwazniejszych spraw - w tym powiedzenia waznych slow rodzinie,
        ktore byc moze nigdy z roznych przyczyn nie padly.
        • polimeraska Re: Słowo na koniec 16.07.07, 21:48
          Jedruch,
          "umozliwieniu pacjentowi
          > zalatwienia najwazniejszych spraw - w tym powiedzenia waznych slow rodzinie,
          > ktore byc moze nigdy z roznych przyczyn nie padly"

          żeby chory był w stanie cokolwiek pwoiedzieć, racjonalnie pomyśleć, mieć siłę
          na pożegnalne "pobycie" z najbliższymi musi mieć doatarczane substancje
          odżywcze! rozumiem po części Twoją argumentację, sama jestem naukowcem, ale
          jednak...łatwo jest udzielac dobrych rad, jesteś na forum jako lekarz czy też
          jako osoba dotknieta tragedia choproby nowotworowej?
          naparwde z całym szacunkiem pozdrwaiam, wiem, że na pewno jesteś dobrym
          specjalistą,ale jednak inaczej wyglada wszytsko z perspektywy dotknietych
          tragedią...a inazcej z punktu wizdenia specjalisty...
          • jedruch Re: Słowo na koniec 16.07.07, 23:22
            Nie masz racji.
            Zdecydowana wiekszosc pacjentow nie odniesie korzysci z zywienia pozajelitowego
            w zaawansowanej chorobie nowotworowej - gdyby badania, ktore prowadzono,
            pokazaly co innego, zapewne bylby to standard postepowania.
            Jesli nowotwor jest najszybciej rosnaca tkanka w organizmie, to zywienie
            pozajelitowe nie poprawi stanu ogolnego, a moze go pogorszyc, co zreszta
            niejednokrotnie obserwowalenm u moich pacjentow hospicyjnych (pacjenci ci byli
            objeci programem zywienia przez wklucie centralne, co bylo organizowane przez I
            Klinike Chirurgii - tzw. 'Biala chirurgia' - CMUJ w Krakowie, i pilotowane
            przez specjalnie przeszkolone pielegniarki).
            Nie zauwazylem w trakcie trwania programu nic, co by go uzasadnialo - poza
            zwiekszeniem obciazen finansowych dla rodziny, zwiekszeniem ryzyka sepsy.

            NIE MOZNA GENERALIZOWAC - dlatego uwazam (tez z moich kilkuletnich obserwacji),
            ze jest tylko kilka sytuacji uzasadniajacych zywienie pozajelitowe.
            1) Pacjent jest w co najmniej dosc dobrym stanie (WHO-Zubrod 0-2, Karnofski
            Score 60%);
            2) Pacjent nie jest w stanie przelykac pokarmow: zaawansowane raki glowy i
            szyi, przelyku, niektore raki pluca, zoladka.
            3) Niedroznosc przewodu pokarmowego, ale tylko w wypadku, gdy jest mozliwosc
            operacyjnego udroznienia - w przecuiwnym razie zywienie pozajelitowe jest
            skazywaniem chorego na potworne meczarnmie zwiazane z wymiotami, ktorych
            opanowac sie nie da. Przewod pokarmowy caly czas pracuje, bakterie sie mnoza i
            to stwarza mozliwosci konwersji i kalowych wymiotow, co jest koszmarem.

            Na razie tyle, za pare dni znowu zajrze. Pole do dyskusji jest otwarte.
            Pozdrawiam.
            • binucha Nutrimed- dla wszystkich zainteresowanych. 17.07.07, 09:57
              "gdyby badania, ktore prowadzono,
              > pokazaly co innego, zapewne bylby to standard postepowania."

              U nas w Polsce bardziej liczą sie pieniądze , a nie to czy pacjentowi coś sie
              przyda, zwłaszcza jak wiadomo z góry, ze i tak w końcu umrze. Takie żywienie nie
              należy do najtańszych, a skoro tnie sie finanse w służbie zdrowia na leczeniu
              chorób wyleczalnych, to trudno mówić o tym, aby służba zdrowia refundowała
              jakiekolwiek leczenie czy terapie dla chorych nieuleczalnie.Jesteś chory
              nieuleczalnie, to nie opłaca sie na ciebie wydawać kasy. NFZ widzi wszystko z
              ekonomicznego punktu widzenia, a nie z humanitarnego punktu widzenia.


              "Nie zauwazylem w trakcie trwania programu nic, co by go uzasadnialo - poza
              > zwiekszeniem obciazen finansowych dla rodziny, zwiekszeniem ryzyka sepsy."
              >

              Jakiej sepsy? Na onkologii gdzie moja mama leżała, na chirurgii, wiele osób
              miało wkłucie centralne, bo ludzie tam trafia czasem nasty raz, czasem leżą
              kilka tygodni , a po chemiach maja duże problemy z wkłuciami, wiec często sie
              zakłada wkłucie centralne i jakoś nie zauważyłam żeby ktoś sepsy dostał.Moja
              mama miała takie wkłucie ok. 8 tygodni i tez jakoś nic jej nie było. A jak sie
              czyta w gazecie o doniesieniach o sepsie, to nigdy jeszcze nie spotkałam sie z
              tym żeby ktoś jej dostał na skutek wkłucia centralnego.Jeśli przestrzega sie
              higieny, to ryzyko jest naprawdę znikome.Moja mama nawet z tym wkłuciem była
              jakiś czas w domu i tez nie było absolutnie żadnych problemów.Trzeba
              przestrzegać higieny i wszystko jest ok.



              "Niedroznosc przewodu pokarmowego, ale tylko w wypadku, gdy jest mozliwosc
              > operacyjnego udroznienia - w przecuiwnym razie zywienie pozajelitowe jest
              > skazywaniem chorego na potworne meczarnmie zwiazane z wymiotami, ktorych
              > opanowac sie nie da. Przewod pokarmowy caly czas pracuje, bakterie sie mnoza i
              > to stwarza mozliwosci konwersji i kalowych wymiotow, co jest koszmarem."


              Niezależnie od tego czy podasz żywienie pozajelitowe, to i tak przecież bakterie
              sie mnożą w jelitach, bo to takie środowisko. Tak już jest w tych jelitach.
              W niedrożności chodzi o czystą mechaniczną przeszkodę, pożywienie chce przejść
              przez jelita i nie może, wiec jelita je cofają i sie wymiotuje. Podobnie z
              wymiotami kałowymi, masa kałowa idzie do przodu, w pewnym momencie napotyka
              przeszkodę, nie może przejść i sie wszystko cofa i nie ma to związku z
              żywieniem pozajelitowym, a wymiotuje sie nie od mnożących sie bakterii w
              jelicie, lecz w wyniku przeszkody mechanicznej.
              Widać to bardzo dobrze na przykladzie przetoki. Przy niedrożności często robi
              sie przetoka, kiedy zrobi sie przetoka i treść jelitowa może poprzechodzić
              dalej, ustępują bardzo szybko wszystkie objawy niedrożności, min. pacjent nie
              wymiotuje lub tez pacjenta przestaje mdlić.

              Można opanować wymioty.
              W celu zapobiegania tym młodościom lub wymiotom zakłada sie sondę przez nos do
              żołądka,która odsysa treści żołądkowe, wtedy pacjent nie wymiotuje i rzadko
              odczuwa mdłości, natomiast zaczyna odczuwać wtedy głód.
              Nie każdy człowiek z niedrożnością nie czuje głodu. Jak sie założy sondę , to w
              ten sposób da sie opanować mdłości i wymioty w większości przypadków. Widzialam
              na przykładzie mojej mamy i wielu innych osób. Spotkałam sie jednak tez z tym,
              ze chorzy sie potwornie męczyli tymi wymiotami, a personel medyczny takiej sondy
              nie zakładał, czemu?

              Czy uważasz Jedruch, ze mechanizm jest taki: podajemy worek, chory wymiotuje
              kałem, przechodzi straszne męczarnie. Nie podajemy worka, chory nie wymiotuje,
              czuje sie lepiej. Tak?
              Przecież wymioty są objawem niedrożności mechanicznej, a nie objawem podawania
              żywienia pozajelitowego.Od podania 1500 kalorii chory nie będzie wymiotował,
              tylko będzie miał sile usiąść na łóżku.


              Nie twierdze, ze mam racje w każdym miejscu i mam spory szacunek dla Twojej
              wiedzy i tego, ze zaglądasz tutaj, ale każdy z nas tłucze sie po tych szpitalach
              z chorym czasem latami, potem zdarza sie, ze trafia z chorym do hospicjum, jest
              z chorym dzień i noc, przy tym czyta dużo książek medycznych, żeby móc często
              podyskutować z lekarzem, bo u nas w Polsce trzeba sie o wszystko bić, nikt ci
              nic nie da , jak o to nie poprosisz albo się nie wykłócisz, a żeby prosić,
              trzeba najpierw o tym mieć wiedzę.W ten sposób cześć z nas zaczyna powoli czytać
              i czytać, czytać coraz więcej, bo od tego zależy życie naszych bliskich i z tego
              co zauważyłam, to część osób z tego forum ma naprawdę sporą wiedzę medyczna,
              choć na co dzien wykonują inne zawody pewnie.
              Bardzo proszę Cie Jedruch, nie pisz, ze od żywienia pozajelitowego, chory będzie
              wymiotował kałem, bo to nie jest prawda.To są jakieś czarne wizje, niezgodne z
              prawdą. Owszem, chory może wymiotować kalem, ale w wyniku niedrożności, a nie z
              tytułu 1500 kalorii podanych dożylnie.

              Dla zainteresowanych podaje stronę NUTRIMEDU. Oni organizują takie żywienie
              pozajelitowe w domu nawet i mimo, iż NFZ nie refunduje dla chorych z rakiem
              takich worków, to jest u nich możliwość indywidualnie takie żywienie dla chorych
              na raka z niedrożnością załatwić.Proszę przeczytać tekst na dole strony.
              Pragnę zauważyć, ze niedroznosc może nastąpić nie tylko z powodu raka, a jednak
              jakoś ci, którzy jej doświadczają nie z powodu raka, takie zywienie maja i jakoś
              nikt ich nie straszy wizja męczarni z tytułu żywienia pozajelitowego.
              www.nutrimed.pl/opis.html




              • jedruch Re: Nutrimed- dla wszystkich zainteresowanych. 18.07.07, 02:39
                Odpowiem tylko na dwie sprawy:
                1) Badania nad celowoscia zywienia pozajelitowego nie byly prowadzone w Polsce,
                ale w USA, Kanadzie i kilku osrodkach w Wielkiej Brytanii (bodajze, glowy w tej
                chwili nie dam), wiec w tym pisanie o NFZ i polskich warunkach jest nie na
                miejscu.

                2) Wymioty kalowe nie sa wynikiem cofania sie kalu, tylko namnazania sie
                bakterii E.coli w miejscu, gdzie normalnie nie wystepuja, tj. w gornym odcinku
                przewodu pokarmowego. A od podania 1500 kcal choremu, 1000 z tego zuzyje
                nowotwor i chory nie zyska nic - koniec dyskusji, bo nie ma plaszczyzny.

                Widze jednak, ze dyskusja chyba nie ma sensu, bo dla rodzin liczy sie walka, a
                dla chorych komfort. Warto z pacjentem w domu przedyskutowac opcje, ale
                szczerze. Niewiele jednak rodzin na to stac - przykro mi to pisac, ale czesto
                slowa 'bedzie dobrze' sa wciskane przez rodziny lekarzom, zeby 'nie zabierac
                nadziei'.

                I taka mala schizofrenia: z jednej strony wymaga sie od nas stosowania
                sprawdzonych metod, popartych badaniami naukowymi (w medycynie paliatywnej
                wszystkie musza spelniac warunek podniesienia quality of life), z drugiej
                strony zada sie nieszczerosci i gwalcenia wlasnej wiedzy tudziez doswiadczenia.
                Rozumiem chec wyleczenia bliskiej osoby, trzymania jej przy sobie jak
                najdluzej, ale trzeba !!TRZEBA!! zwracac uwage na to, zeby walka nie
                przeslonila po prostu obecnosci.
                • goniatara Re: Nutrimed- dla wszystkich zainteresowanych. 18.07.07, 06:46
                  Dzieki raz jeszcze jedruch za edukowanie nas tu wszystkich. Wiem, ze to bardzo
                  trudne odpowiadac ludziom, ktorzy jednak nie maja pojecia o medycynie, anatomii,
                  chemii, biologii, a ktorzy jednoczesnie sa tak zainteresowani tematem. Wlasnie z
                  tej niewiedzy wynikaja czesto te pytania, komentarze. To, ze znajda sie osoby,
                  ktore beda nadal uwazaly, ze "wiedza lepiej" jest wiecej niz pewne (liina
                  wrocila). Natomiast miej swiadomosc, ze czyta to wszystko wiele, wiele osob,
                  ktore dzieki temu co piszesz lepiej zrozumieja proces chorobowy i beda Ci za to
                  bardzo, bardzo wdzieczne. Zazwyczaj lekarze nie maja czasu (ani obowiazku)
                  tlumaczenia od podstaw przebiegu choroby i dlatego jest to tak wazne, co nam tu
                  odpisujesz. Rozumiejace temat (i chcace zrozumiec) osoby po prostu przeczytaja
                  to co przekazujesz i pomysla. "Gardlujacy", bez odpowiedniej wiedzy beda nadal
                  probowac podwazac, polemizowac itd., co swiadczyc moze jedynie o ...niewiedzy.
                  Szarpani sa jedynie emocjami, oczywiscie zrozumialymi, w zwiazku z cierpieniem
                  lub utrata kogos bliskiego. Na pewno to rozumiesz.
                  Odpoczywaj spokojnie, abys mial dobre energie i fizyczne i duchowe do dalszej
                  pracy. Tak trudnej (o ile nie najciezszej) jaka jest onkologia paliatywna.

                  Pozdrawiam

                  Malgorzata
                • binucha Re: Nutrimed- dla wszystkich zainteresowanych. 18.07.07, 08:04
                  Jedruch, czy możesz podać mi jakieś źródło medyczne, gdzie jest napisane, ze
                  wymioty kałowe w niedrożności jelit występują na skutek przedostawania sie
                  bakterii E.coli do górnego odcinka przewodu pokarmowego oraz źródło medyczne
                  gdzie jest napisane, ze ten kał sie tworzy z tych bakterii w górnym odcinku
                  układu pokarmowego? , bo chyba o takim czymś właśnie piszesz.

                  Interesuje mnie to, bo nigdzie nigdy o tym nie czytałam ani nigdzie takiej
                  informacji nie znalazłam nigdy.Nie twierdze , ze Twój wywód nie ma jakiegoś
                  zwiazku z wymiotami kałowymi , ale wydaje sie to być bardzo nielogiczne, biorąc
                  pod uwagę , ze nie istnieje możliwość aby kal sie uformowal w górnym odcinku jelit.
                  Natomiast znalazłam informacje, ze wymioty kałowe występują przy niskich
                  niedrożnościach,co jest dosyć logiczne, bo z samych bakterii E.coli kał sie nie
                  wyprodukuje i nie ma możliwości takiej aby ten kał jedynie z tytułu istnienia
                  bakterii E.coli uformował sie w jelicie cienkim, bo w jelicie cienkim nie ma po
                  prostu warunków do tego, aby sie w nim formował kał.
                  Kał powstaje dopiero w jelicie grubym i tylko tam istnieje możliwość resorpcji
                  wody i zagęszczenia. Nie ma możliwości aby ten kał sie uformował w górnym
                  odcinku przewodu pokarmowego, bo jelito cienkie nie ma takich funkcji.Jelito
                  cienkie spełnia inną funkcję.
                  Możliwe,ze źle zrozumiałam to co opisujesz, bo Twój opis jest dosyć skąpy.W
                  każdym bądź razie żeby chory wymiotował kalem, to ten kał musi najpierw gdzieś
                  sie uformować, a jedynym miejscem gdzie to może stać jest dolny odcinek jelit,
                  czyli jelito grube, a żeby tym kalem wymiotować, to musi on sie cofnąć do góry.
                  Przepraszam za tak dosłowny opis.Wydaje mi sie to logiczne i zgodne ze
                  stwierdzeniem w książkach medycznych, ze wymioty kałowe występują przy niskiej
                  niedrożności.

                  Podstawowe pytanie jest: Jak bakterie E.coli, które owszem przedostają sie do
                  górnego odcinka jelit ( na skutek cofania sie treści jelitowych) maja powodować
                  wymioty kalem? Skoro kał ten nie pochodzi z jelita grubego, to skąd sie on nagle
                  bierze w górnym odcinku przewodu pokarmowego, skoro chory nim wymiotuje? Czy
                  możesz mi to wyjaśnić?
    • agata781 Remoje przemyślenia.. 16.07.07, 11:57
      Zwracajmy więcej uwagi na czlowieka a nie "chore ciało"ale pomyślcie:te
      wszystkie dane,badania,rtg,chemioi radioterapie sa gdzieś zapisywane.Liczę na to
      że kiedyś ktoś weźmie je do ręki,prześledzi skupi sie nad nimi i łatwiej będzie
      zapanować nad taka choroba jaką jest rak,nowotwór itp.Nie tylko nasze
      wspomnienia sa dla dalszych pokoleń.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka