Dodaj do ulubionych

Przemyslenia

11.07.07, 21:36
Witam
Siedzę przy komputerze a obok w pokoju umiera moja mama.Jest w ostatnim
okresie swojego życia.Jej kontakt z rzeczywistością jest już
sporadyczny.Historia zaczeła się w marcu od strasznej diagnozy guz
pęcherzka.Internet,konsultacje wszędzie informacje,iż w wiekszości przypadków
nieoperacyny czas przeżycia średnio 6 miesięcy.Postęp choroby po zabiegu
paliatywnym w klinice przerazający.Profesor w klinice mówi po 7 dniach od
wyjścia /wyszła oczywiście o własnych siłach/nastąpi totalne załamanie.Mówi
prawdę w 100%.
Teraz istota mojego postu z perespektywy tych kilku miesięcy.Zdecydowałem sie
nie mówić tego mamie od samego początku wiedząc,że jest nieoperacyjny,nie
reaguje na chemię i okres życia jest ściśle odmierzony.Wydaje mi się ,że
oszczedziłem mamie tej strasznej męki psychicznej,której my jako rodzina
przezywamy tylko namiastkę.Moje przemyślena kieruję głównie do osób których
bliscy mają nieoperacjne i nierokujace nowotwory
pozdrowienia
Obserwuj wątek
    • ksenia_78 Re: Przemyslenia 11.07.07, 22:51
      Rozumiem Cię.
      Też nie powiedziałam tacie wszystkiego co wiem.
      Wczoraj w związku z konsultacją w co w Gliwicach, powiedziałam mu, że ma
      nowotwór płuc i że nie ma choroby, której się nie leczy. Nie powiedziałam całej
      reszty.
      Na "szczęście" tato nie jest uświadomiony co do sposobów leczenia nowotworów, w
      związku z czym udało mi się mu wmówić, że może leczenie kontynuować w domu i że
      nie musi iść do szpitala. Prawda jest niestety taka, że lekarz i pielęgniarka z
      hospicjum, którzy go odwiedzają w domu to jedyna metoda "leczenia". Droga którą
      właśnie przechodzisz ze swoja mamą jest jeszcze przede mną.

      Pozdrawiam i dobrej nocy

      Ps. Gdzieś przeczytałam zdanie, które b. zapadło mi w pamięć: "Nie mogę dodać
      dni do Twojego życia, ale mogę dodać życia do Twoich dni".
      • joa291 Re: Przemyslenia 12.07.07, 00:15
        rozumiem, mamę na raka nieoperacyjnego płuc pochowałam 4 lipca, dawałam jej
        wiarę na ile mogłam i ona wierzyła choc nie wiem na ile prawdziwie a ile na
        pokaz. Z perspektywy jej odejscia nie zmienilabym tego, bo nawet kiedy umierała
        a bylam przy niej, myslala że zasypia bo jest zmęczona a jutro wyjdziemy ze szpitala
        Duzo zalezy od nas jak swoich najblizszych prowadzimy...zycze ci sił i mądrego
        prowadzenia - to jest teraz mimo twojego bolu najwaznijesze
        ktos kiedys powiedział - zawdzieczamy rodzicom zycie i nie ma większej dla nich
        poslugi nich pomoc w przejsciu na drugą strone...
      • kortyzol Re: Przemyslenia 12.07.07, 00:29
        Mam raka.Sam go odkryłem.Staram się jak najmniej poruszać ten problem.Myślę ,że
        z czasem oswoiłem się z tą myślą i faktem,że to na mnie trafiło.Noszę jakiś
        rodzaj bomby zegarowej,która może wybuchnąć ze zdwojoną siłą.Mam chorobę
        wieńcowa. Mam żylaki a właściwie miałem bo usunąłem metodą "piankową"Mam
        sztuczną protezę zębowa. Mam złamaną jedną i drugą rękę. Mam złamane cztery
        żebra.Mam pobieraną operacyjnie z prawego talerza biodrowego kość bo lekarz źle
        złożył rękę i trzeba było uzupełnić ubytki bo nie chciała się zrosnąć/1,5 roku
        trzy zabiegi/.Mam wycięty wyrostek robaczkowy/gangrenicus-brakowało mi 15min do
        rozlania i gangreny otrzewnej. Mam złogi na lewej nerce.Chodzę 5-ć km
        dziennie.Pracuję 4-y godziny dziennie.Uśmiecham sie ,rozmawiam z ludźmi i nie
        skarżę się.Czasem ale tylko czasem tak jak dzisiaj mam depresję taką
        malutką.Może nie potrzebnie wchodziłem na to forum.Fakt jest taki,że jeden rak
        ,rakowi nie jest równy.Przyznam się,że czasem głośno zaklnę i pomodlę się w
        samotności mojego pokoju do czystego nieba lub w małym klasztorku do Matki
        Boskiej.Pozdrawiam
        • joa291 Re: Przemyslenia 12.07.07, 08:23
          kortyzol wyszło dziś u Ciebie słonko?
          • lila123 Re: Przemyslenia 12.07.07, 09:27
            kortyzol, jak jeszcze nie wyszło, to na pewno wyjdzie. Pozdrawiam.
            • kortyzol Re: Przemyslenia 12.07.07, 10:02
              Życie mimo wielu trudności jest piękne a po burzy wraca pogoda.Zaczyna się
              przejaśniać.Człowiek musi czasem sie wyżalić ot tak chociaż troszeczkę i wcale
              nie najbliższym ,żeby im nie przysparzać zmartwień i tak w trudnej dla nich
              otaczającej rzeczywistości.Dlatego nie którzy chorzy udają,że nic nie rozumieją.
        • polimeraska Re: Przemyslenia 12.07.07, 23:49
          Kortyzol, życzę siły, dużo nieskazitelnej siły,motywacji i tego spokoju ducha ,
          który napawa nadzieją i wairą...

          trzymaj się cipelutko, jak najcieplej :*
    • mo.p Re: Przemyslenia 12.07.07, 12:07
      Witaj!
      jestem z Toba, wiem jak odchodzi osoba chora na nowotwór tego typu, dzisiaj
      mija tydzień jak odszedl wujek,nie chcielismy żeby tak cierpiał, ale stało się
      inaczej,terzaz kiedy odszedl jest pustka ale i spokój w sercu,ze juz nie
      cierpi. Pozdrawiam Cię serdecznie i współczuję Monika
      • fiodory Re: Przemyslenia 13.07.07, 06:00
        Mój tata ma raka trzustki. Lekarze twierdzą. że zostało mu kilka miesięcy
        (diagnoza w marcu), a my z mamą i bratem codziennie zadajemy sobie pytanie czy
        powinien wiedzieć? Może będzie chciał się pożegnać ze swoim bratem(oddalonym o
        500 km)? Może odwiedzić rodzinę ma Mazurach? A ja się ciągle boję, że się
        załamie i podda. Ostatnio tato powiedział mi, że cieszy się z każdego dnia z
        nami i chociaż nie wie, ile mu ich jeszcze czasu zostało, to bedzie tak jak
        chce Bóg. Ja się modlę gorąco, żeby Bóg dał tego czasu jeszcze bardzo dużo.
        Tata ma dopiero 55 lat. Mamy jeszcze siostre, która ma dopiero 17 lat i ona też
        nie zna całej prawdy. Bardzo mocno przeżywała taty pobyt w szpitalu. Płakała
        całymi nocami. Nie mamy serca by jej powiedziec prawdę. Z resztą mama nam
        zabroniła. Mieliśmy do tej pory dobre życie. Teraz wszystko jest trudne. Boję
        się tego co nas czeka. Dużo czytałam o tej chorobie i zostaje mi tylko wierzyć
        w cud. Nie potrafie się z tym pogodzić. Wiem, że wszyscy umrzemy, ale dlaczego
        mój tato już teraz?? Myślę sobie, że wolałabym o tym wyroku nie wiedzieć.
        Jestem i zawsze byłam z tatą bardzo blisko. Nie musze nadrabiać jakiegos
        zmarnowanego czasu, bo takiego nie było.
        Nikomu nie życzę tego co teraz przeżywamy.
        Najgorsze jest to, że zostaje nam już tylko modlitwa. Lekarze postawili na
        tacie krzyżyk, a mi już powoli brakuje sił by wmawiać sobie, że zdarzy się
        cud...
    • bea53 Re: Przemyslenia 13.07.07, 10:33
      Czy naprawdę myslisz ze czasem lepiej nie mówić prawdy?
      Sama nie wiem, moja mama nawet jak juz dowiedziala się ze ma raka, wypierała to
      ze swiadomosci, caly czas ludziła się ze to nie to, teraz jest ciezko ale jak
      byla u lekarza na konsultacji innego niz prowadzący a ma zaawansowanego raka
      jajnika to chyba liczyła ze powie jej ze to nic takiego i on to wyleczy i ze
      zadnych przerzutów nie ma, byłą rozczarowana ze tak nie powiedział.
      Do autora wątku, jak sobie radzisz z mamą, ze swoją psychiką, bo ja wiem ze
      kiedys u nas tak będzie ze jednak to nastąpi, choć licze na zaleczenie..
      Jak zyjesz na co dzien, u nas to trwa juz 3 lata, markery, chemie badania,
      operacje...jakoś mnie to przygłebia, swiat który zyje beztrosko obok jakiś taki
      wydaje mi się nierelany.
      Czasem mi się wydaje ze wszyscy powinni płakać, jak Ci znajomi mogą sie bawić
      kiedy tutaj ludzie cierpią...nie wiem...czasem mi się wydaje ze nigdy się nei
      usmiechnę...
      Czasem sama zapominam ze mama jest chora i chę uciec i udaje ze nic się nie
      dzieje..mama mieszka oddzielnie więc chcę jakoś zyc po swojemu..ale mam poczucie
      winy jesli ze ja tu chcę wyjsc ze znajomymi zamiast siedziec przy niej...nie
      wiem tak duzo jest roznych pytan jak sobie radzicie????
      Wiem ze wszyscy umrzemy ale smierc w naszej kulturze jest tak nieoswojona,
      schowana więc trudno się znią pogodzić, ze jak przychodzi to nie wiemy co z nią
      zrobić i skąd sie to wzięło skoro na co dzien nikt o tym nie mówi...

      • majsterek2 Re: Przemyslenia 14.07.07, 08:53
        Witam
        Własciwie nie wiem co odpowiedzieć.Sytuacja mnie tak bardzo przerasta,ze nie
        jestem w stanie nic sensownego Ci odpowiedzieć.Ale spróbuję.Wczesniej 2 3
        tygodnie temu wielogodzinne pobyty w klinice,rozmowy z lekarzmi,,wielka nadzieja
        choć diagnoza tego raka jednoznaczna ,ewentualne wyjście z mama do parku.Wyjazd
        do domu płacz,serce i wnetrzne rozrywa się na 1000 kawałków.Mam 2 małych dzieci
        wywiezione do innej babci ,mowią na nią mama mnie chyba synek już nie pamięta/ma
        2 latka/.Sutuacja dzisiejsze jest zupełnie inna.Musimy zmierzać sie z zupełnie
        inną rzeczywistością.Zmieniać pampersy,próbować ją myc a najgorsze oprózniac
        woreczek z żółcią/jest zadrenowana/ po tej operacji natchmiastowa wizyta z
        toelecie z torsjami itd.Cierpienie w jej na półprzytomnych oczach jest
        straszne.Jest to okres w którym w naszych oczach jest jakby mniej płaczu mniej
        rozpamiętywania a wiecej pracy aby zapewnić elementarne zasady higieny i komfortu.
        Jak napisałem w poprzednim poście progresja choroby jest straszna tz.od momentu
        pierwszego kryzysu wszystko narasta lawinowo .Dlatago cieszcie się kazdą chwilą
        kiedy wasi najblizsi mogą chodzić,rozmawiąć z Wami.Nie odbierajcie im tych chwil
        w którch będą sie zamartwiać tą straszną chorobą.Niech żyją w nadzieji i nie
        zdaja sobie sprawy ,że być moze będą umierać w takich mękąch...Jestem obecny na
        tym forum od marca gdy tm potwierdził wynik usg i chyba w najczarniejszych snach
        nie myślałem,że koniec wygląda w ten sposób
        pozdrawiam
        • ania19771 Re: Przemyslenia 14.07.07, 18:19
          Boże , tak mi przykro jak czytam o tym co piszecie
          Nie wiem co WAM napisać
          Ale wiedzcie ze to co teraz czujecie -to chyba największy ból -sama śmierć to
          wybawienie dla chorego-wiec i Wam bedzie nieco lżej , bo Ktoś nam najbliższy już
          nie cierpi - tylko wtedy zostaje pustka-OKROPNA
          Jestem 2lata po smierci TATY i to własnie ten okres choroby(u nas bardzo krótki
          2tyg)był dla nas najgorszy , no i samo pożegnanie
          potem wracamy do zycie ale tesknota cały czas jest tuż tuż za twoimi plecami i
          strach zeby nigdy to nie wrócilo.
          Myślami jestem z Wami -to najtrudniejszy okres -wierze -ale bądzcie blisko bo
          potem juz nie bedzie to mozliwe
    • merosia Re: Przemyslenia 13.07.07, 23:20
      To i ja się przyłączę do tych przemyśleń. Mój tata jest po chemioterapii w
      związku z nieoperacyjnym guzem lewego płuca (rak niedrobnokomórkowy). Ma duże
      wodobrzusze, płyn w opłucnej. W stanie średnio-ciężkim został wypisany ze
      szpitala (CO Wawa) pod opiekę hospicjum domowego 2 tygodnie temu. Nie wiem na
      ile tata jest świadomy rokowań, ale nie ułatwiam mu poznania prawdy. Nie wie że
      lekarz przychodząca do domu jest z hospicjum (mówię że z ośrodka dla przewlekle
      chorych). Nie wie że dostaje morfinę (mówię że zastrzyki rozkurczowe). Dziś
      byliśmy na nakłuciu opłucnej bo lekarze z CO nadal bardzo nam pomagają i za to
      im dzięki wielkie. Odciągnięto 1,5 litra płynu i okazało się że nieczynne dotąd
      lewe płuco o dziwo zaczęło pracować. I ja mam teraz tatę uświadamiać. Wszyscy
      się dziwili dziś na oddziale że tata chodzi (bo był leżący prawie, 2 tyg.
      temu), że obrzęki z nóg zeszły i morfologia, biochemia ok. Nie wiem czy to
      dobrze że oszukuję tatę, ale jakoś święcie wierzę, że on się tak trzyma, bo
      wciąż ma plany na przyszłość, chce wyjechać w przyszłym tygodniu na działkę,
      robić zakupy, pochodzić po ogrodzie itp. To ciągłe ściemnianie wykańcza mnie
      psychicznie ale nie widzę innej opcji. Lekarz z hospicjum mówi, że chory ma
      prawo się przygotować więc powinien wiedzieć, a doktor z CO wspiera mnie w
      moich oszustwach. Myślę że tata nie musi się do odejścia przygotowywać
      miesiącami i udręczać się tą wizją. Teraz jest w miarę szczęśliwy, bo może
      oddychać swobodnie, nic go nie boli i może troszkę pospacerować. Po co mu
      odbierać nadzieję?
    • nestill Re: Przemyslenia 13.07.07, 23:53
      Nie po raz pierwszy przekonuję się, że większokść z nas - o ile nie wszyscy -
      ma podobne refleksje w obliczu tragedii, jaka nas spotkała... Mój tata też nie
      wie całej prawdy. Wie, na co jest chory, wie, jakie dostaje leki. Nie wie
      jednak, że radioterapia nie przyniosła żadnych efektów, że rak w najlepsze się
      rozwija i że rokowania są tak straszne... Tata mógłby znać prawdę, ale on
      najwyraźniej nie chce. Mówi, ze będzie dobrze, planuje przyszłość... Serce
      pęka... To nawet nie jest tak, że ktoś go okłamuje, po prostu nikt nie burzy
      jego wiary, bo niby jak? Jest jeszcze młody i wszystko co najlepsze miało być
      jeszcze przed nim, a tu stało się coś, czego nikt z nas się nie spodziewał (bo
      czy ktoś się tego spodziewa?!). Ktoś pisał tu wcześniej o dobrym życiu.. Nam
      też żyło się dobrze i nie obyło się bez pytań: "może za dobrze??". Nie potrafię
      się z tym pogodzić, nie mogę nawet w to do końca uwierzyć... Obserwuję tatę i
      widzę, że tak naprawdę taty, którego znałam, już właściwie nie ma... Zniszczyła
      go choroba. Zresztą nie tylko jego, nas wszystkich, całą rodzinę także. Mi
      też "normalny" świat zewnętrzny wydaje się teraz nierealny, a jeszcze tak
      niedawno beztrosko sobie w nim żyłam...
      • binucha Re: Przemyslenia 14.07.07, 10:47
        Z perspektywy czasu stwierdzam, ze czasem jest lepiej o najgorszych rzeczach nie
        mówić.
        Myślę jednak, ze pod sam koniec, kiedy zaczyna być źle, to lepiej czasem nie
        mówić tego co lekarz powiedział rodzinie.
        Myślę, ze rodzina czasem nie wie, ze dany objaw oznacza raczej rychły koniec i
        rodzinie sie wydaje, ze dana osoba jeszcze trochę pożyje i ze ma jeszcze trochę
        czasu na pożegnania i inne sprawy dostateczne.Ale czasem jest tak, ze jednak
        koniec przychodzi szybciej niż sie spodziewamy i chory nie zdąży sie pożegnać,
        odwiedzić jakiś miejsc itd.
        To ciężki wybór, myślę, ze trzeba jakoś wypośrodkować.

        To o czym pisze majsterek2, przeszedł każdy z nas, kto pochował bliską osobę
        chorą na raka. Jest to taki horror, którego nie da sie nawet opisać.Najgorsze
        jest to, ze człowiek nie umie sie potem od tego horroru odizolować chyba przez
        całe życie, tak jak nie da sie zapomniec przez cale życie o ukochanej osobie,
        tak nie da sie zapomnieć o tym jak cierpiała.
        • joa291 Re: Przemyslenia 15.07.07, 21:31
          moja mama wiedziała na co jej chora a jednak ciągle choć się bala to wierzyła,
          kiedy byłam z nią ostatnią dobę w szpitalu nie żegnałam się z nią, mwiłam tylko
          jak bardzo ją kocham, uwierzyla mi że jak już nie boli (konskie dawki morfiny i
          innych srodkow pbolowych plus kroplowki i tlen) to jutro wyjdziemy do domu,
          kiedy się z nią żegnałam ostatni raz prosiłam żeby się przespała bo jest taka
          zmeczona a jutro wrocimyy do domu, nie żałuje swojego wyboru, nie walczyła, nie
          łapała oddechu spazmatycznie, nie walczyła, uwierzyła mi choć ją oszukałam, ale
          wierze tak jak mi lekarz powiedział że byłam b dzielna i zaoszczedzilam jej
          wiele bólu przy umieraniu się dusząc. Ja jestem za tym żeby nie zabierać
          najblizszym nadziei, psychika jest bardzo ważna, a ludzie roznie reagują w
          przypadku smiertelnej choroby. Dajmy wiec im jeszcze jeden dzien bezstroskiego
          usmiechu, a zabierzmy choć jeden dzień łez....trzymajcie sie
          • tyrtum Re: Przemyslenia 16.07.07, 09:14
            Mnie się wydaje,że Ty joa 291 masz wyrzuty sumienia.Nie byłaś przy niej jak
            umierała dusząc się.Na pewno nikt z personelu też tego nie widział lub udawał
            ,że nie widzi bo tak często jest jak nikogo nie ma z rodziny.W brew temu co się
            mówi o wielkim posłannictwie, panuje odrętwienie i obojętność nawet jak się
            posmaruje.Może się mylę.
            • merosia Re: Przemyslenia 18.07.07, 00:01
              Wątek ma tytuł 'Przemyślenia' więc należy coś przemyśleć zanim się napisze.
              Jeśli ten post ma w joa 291 wzbudzić jakieś poczucie winy, to mam nadzieję, że
              cel nie zostanie osiągnięty.
    • agata781 Re: Przemyslenia 16.07.07, 11:49
      Moj ojczym ma raka trzustki(zdiagnozowany w lutym tego roku)o niczym nie
      wie.Moja mama zdecydowała że nie powiemy mu.mieliśmy mu powiedzieć i lekarz
      obiecał nam pomoc w przygotowaniu ojca(jest bardzo słaby psychicznie)ale lekarz
      olał nas z tj strony i w końcu ojciec nic nie wie.Może to i lepiej.Żyje jest
      szczęśliwy(mimo że cierpi)raz ma lepszy dzień,raz gorszy.On się cieszy że jest
      dobrze a my uczymy się zyć ze swiadomością że go kiedyś zabraknie,że jego
      organizm przegra walkę.Lekarze dają od pół roku do kilu lat.Jak na razie mija
      pięć miesięcy,ojciec czuje się obecnie na tyle dobrze że przestajemy liczyć ile
      czasu minęło a ile jeszcze przed nim.Żyjemy "na obecną chwilę"i staramy sie
      cieszyć tym co jeszcze mamy.
    • bea53 Re: Przemyslenia 24.07.07, 09:49
      Dzieki za uwagi, ja tz w najczarniejszych myslach nie myslalam ze bedzie tak
      strasznie.
      Czasem brak sił i to jest tak potworne ze brak mi sił by żyć.
      Czesto myslalam ze tylko ja tak jestem pokrzywdzona bo moja mama cierpi i umiera
      ale widze ze nie ejst to nic niezwyklego, nie widac tego ale wiele osob to
      przezywa, nei jestem sama i troche lepiej mi jak moge kogos posluchac co mysli
      i wiem ze nie jestem sama i ktos to rozumi, bo mam wraznenie ze zaharowani ludzi
      nie mysla o tym. Tu na liscie zycie jest pelne bolu ale prawdziwsze, nie
      cukterkowe, takie jakie jest w calym swym bólu.
    • siedemdwa ja chciałem mówić 24.07.07, 10:50
      gdy braliśmy tatę ze szpitala do domu, żeby umarł w swoich czterech ścianach, a
      ja po 25 latach przyjechałem do rodzinnego miasta na dłużej niż dwa dni,
      myślałem sobie - niewiele czasu zostało, może tydzień, może dwa, ale to
      starczy. Wszystko teraz przegadamy, wszystko mi opowie. To czego dotąd nie miał
      czasu albo nie chciał mi opowiedzieć; w którym miejscu kąpał się nad rzeką, o
      swojej pierwszej dziewczynie, co czuł gdy mnie prał, gdzie schował dla mnie
      pieniądze i jakie ma dla mnie rady na resztę mojego życia. W czasie takiej
      rozmowy wszystko staje się jasne.

      Ale nic z tego nie wyszło. Chociaż spędzałem noce leżąc na podłodze przy łóżku
      taty, nie mówiliśmy o niczym, bo byliśmy obaj półprzytomni - on bo już
      odchodził, a ja ze zmęczenia. Teraz tylko czekam, aż mi się przyśni.
    • magda2123 Re: Przemyslenia 27.07.07, 18:36
      Moja mamusia też nie wiedziała do samego końca co tak naprawde jej jest,ale
      myśle że świetnie zdawała sobie sprawe z tego że jej życie dobiega
      końca,dopytywała każdego aby tylko ktoś potwierdził jej domysły,ale każdy
      powtarzał mamie że wyzdrowieje, choć nikt juz w to nie wierzył.Uważam że ta
      niewiadoma dla wielu chorych jest nadzieją która trzyma ich przy życiu.
      Zycze wszystkim dużo siły, nadziei, wiary i miłości aby pomagało nam w
      przeżywaniu
      tych ciężkich chwil z naszymi bliskimi
      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka