majsterek2
11.07.07, 21:36
Witam
Siedzę przy komputerze a obok w pokoju umiera moja mama.Jest w ostatnim
okresie swojego życia.Jej kontakt z rzeczywistością jest już
sporadyczny.Historia zaczeła się w marcu od strasznej diagnozy guz
pęcherzka.Internet,konsultacje wszędzie informacje,iż w wiekszości przypadków
nieoperacyny czas przeżycia średnio 6 miesięcy.Postęp choroby po zabiegu
paliatywnym w klinice przerazający.Profesor w klinice mówi po 7 dniach od
wyjścia /wyszła oczywiście o własnych siłach/nastąpi totalne załamanie.Mówi
prawdę w 100%.
Teraz istota mojego postu z perespektywy tych kilku miesięcy.Zdecydowałem sie
nie mówić tego mamie od samego początku wiedząc,że jest nieoperacyjny,nie
reaguje na chemię i okres życia jest ściśle odmierzony.Wydaje mi się ,że
oszczedziłem mamie tej strasznej męki psychicznej,której my jako rodzina
przezywamy tylko namiastkę.Moje przemyślena kieruję głównie do osób których
bliscy mają nieoperacjne i nierokujace nowotwory
pozdrowienia