axel40
22.01.07, 08:50
Golenie owiec
Tygodnik "Wprost", Nr 1257 (21 stycznia 2007)
Samodzielnie kupując akcje, mielibyśmy lepszy wynik niż ponad 90 proc.
"speców" od zarządzania pieniędzmi
Aleksander Piński
Większość zarządzających funduszami inwestycyjnymi nic nie zyskuje dla swoich
klientów, a pobiera wysokie prowizje. To niespotykane w żadnym innym
biznesie". To słowa Warrena Buffetta, jednego z najbardziej znanych inwestorów
na świecie. Idealnie pasują do polskiego rynku kapitałowego. Spośród jedenastu
największych polskich funduszy inwestujących w akcje tylko Arka Akcji miała w
ostatnich sześciu latach wynik lepszy (226,1 proc.) niż indeks giełdowy WIG
(182,48 proc.). To oznacza, że nie wykonując żadnej pracy przy wyborze akcji,
tylko kupując te wchodzące w skład indeksu, mielibyśmy wynik lepszy niż ponad
90 proc. polskich "speców" od zarządzania naszymi pieniędzmi. Za swoje usługi
zarządzający funduszami w Polsce każą sobie słono płacić. W 2006 r. TFI miały
około 2,2 mld zł przychodu, co oznacza, że każdy z 2,1 mln Polaków
oszczędzających w funduszach zapłacił im w ubiegłym roku średnio 1047 zł.
Zarządzający polskimi funduszami akcyjnymi za usługi pobierają około 4 proc.
aktywów (czyli oszczędności klientów) rocznie, podczas gdy w Europie
Zachodniej i USA opłaty te są prawie dwukrotnie niższe. Te 2 punkty procentowe
różnicy przy zainwestowaniu 50 tys. zł na dziesięć lat (zakładamy 10 proc.
średniej rocznej stopy zwrotu) oznacza, że Polak po zakończeniu oszczędzania
będzie miał o 20 tys. zł mniej na koncie niż Brytyjczyk, Niemiec czy Francuz.
- Opłaty za zarządzanie w Polsce są tak niskie, jak to jest tylko możliwe,
ponieważ są kształtowane w warunkach konkurencyjnego rynku - broni się Marcin
Dyl, Prezes Izby Zarządających Fundszami i Aktywami. Na dodatek w innych
państwach mniejszym opłatom towarzyszą lepsze wyniki. W USA 20 proc. funduszy
jest lepszych niż indeks giełdowy.
Drogo, bo drogo
Jeszcze kilka lat temu przedstawiciele funduszy twierdzili, że muszą pobierać
wysokie stawki za zarządzanie naszymi pieniędzmi, ponieważ rynek funduszy jest
w Polsce bardzo mały, a oni ponoszą wysokie koszty niezależne od wielkości
inwestycji. Od tego czasu rynek funduszy w Polsce wzrósł czternastokrotnie (z
7,1 mld zł w 2000 r. do 99 mld zł w 2006 r.), a obniżek prowizji jak nie było,
tak nie ma. O absurdalności reguł rządzących polskim rynkiem funduszy
inwestycyjnych najlepiej świadczy zarządzany przez TFI DWS (własność Deutsche
Banku) fundusz DWS Akcji. Chociaż należy on do funduszy indeksowych, czyli
takich, które nie wymagają od zarządzającego żadnego wysiłku przy wyborze
akcji, a jedynie kopiują zachowania indeksu (w tym wypadku indeksu WIG 20 oraz
indeksów giełdy praskiej i budapeszteńskiej), to zabiera 4 proc. pieniędzy
klientów rocznie (19 grudnia 2006 r. podwyższono opłatę z 3,5 proc.).
Tymczasem na świecie takie fundusze należą do najtańszych (na przykład w USA
pobierają tylko 0,6 proc. aktywów za zarządzanie). Oznacza to, że DWS kosztuje
prawie siedem razy więcej, niż kosztowałby podobny fundusz w USA. - Taka jest
specyfika polskiego rynku - komentuje Jan Mieczkowski, prezes TFI DWS.
Pełny tekst w najnowszym 1257. numerze tygodnika "Wprost". W sprzedaży od
poniedziałku 22 stycznia.