axel40
15.02.07, 20:12
Za Expander:
Polisa, która nie chroni
W naszym cyklu nadal tropimy fundusze zagraniczne dostępne dla polskich
inwestorów. Kolejną furtką przez którą wchodzą na rynek są polisy
ubezpieczeniowe. Polisy nietypowe, bo służące nie do ochrony, lecz do
oszczędzania.
Ubezpieczenie większości osób kojarzy się z formą ochrony życia, zdrowia lub
majątku. Okazuje się jednak, że części klientów z trudem przychodzi płacenie
„w próżnię’ (o ile nie jest to obowiązkowe). Wizja tego, że po zakończeniu
okresu ubezpieczenia możemy mieć jeszcze coś na koncie okazała się na tyle
kuszące, że kilka lat temu furorę robiły tzw. polisy z funduszem
inwestycyjnym. W ramach tych ofert składki wpłacane przez klientów były
dzielone na część pokrywającą ryzyko ubezpieczeniowe oraz na część inwestowaną
w ubezpieczeniowy fundusz kapitałowy.
Większość tego typu produktów była jednak na tyle mało atrakcyjna, że warto
było je rozbić na dwie części – wpłacić środki do funduszu inwestycyjnego i
wykupić zwykłą polisę terminową pełniącą tylko i wyłącznie ochronną funkcję.
Nie mówić już o tym, że agenci ubezpieczeniowi kreślili przed klientami wizje
szybkich zysków podczas, gdy w praktyce przez kilka pierwszych lat wartość
środków, które dostawał klient po likwidacji polisy była znacznie niższa od
sumy wpłaconych składek.
Ten wstęp historyczny jest o tyle istotny, bo wprowadzić na scenę kolejny
wynalazek firm ubezpieczeniowych - chodzi o polisy inwestycyjne (określeń jest
sporo jednak zostańmy przy tym). Tego typu polisy nie udają już że ich
zadaniem jest ochrona życia czy zdrowia – chodzi wyłącznie o inwestowanie
środków. Ponieważ jednak są to produkty ubezpieczeniowe jakiś element ochronny
musi być w nie wbudowany. I tak rzeczywiście jest jednak w praktyce koszt
takiej ochrony jest zerowy lub relatywnie niewielki (o tym niżej).
Po co w ogóle tworzyć polisy inwestycyjne? Przede wszystkim z uwagi na
korzyści prawno-podatkowe oraz możliwość dywersyfikacja oszczędności. Produkty
tego typu przypominają bowiem fundusze parasolowe – klient który wpłaca
składkę może ją podzielić między ubezpieczeniowe „klony” zwykłych funduszy
otwartych działających na rynku (zarządzanymi przez różne TFI). Później w
ramach warunków określonych w umowie może przenosić swoje środki pomiędzy
funduszami bez konieczności płacenia podatku od zysków kapitałowych. Działa to
więc dokładnie tak jak fundusz parasolowy. Samo opakowanie ubezpieczeniowe
daje także możliwość uniknięcia podatku od spadków i darowizn, a także
zapewnia ochronę 75 proc. środków przed zajęciem komorniczym (świadczenia z
polis na życie mają takie właśnie przywileje prawne). I wreszcie kolejna
zaleta – istotna z punktu widzenia tematyki tego cyklu – to możliwość
oferowania funduszy zagranicznych, także takich które oficjalnie nie są
dostępne na polskim rynku (nie zostały notyfikowane w Komisji Nadzoru
Finansowego). Przyjrzyjmy się bliżej dostępnym na rynku produktom.
Aegon Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie (wcześniej znane jako Nationwide)
oferuje trzy produkty w ramach których dostępne są fundusze zagraniczne, są
to: PIN Aegon Dolar, PIN Aegon Euro i PIN Aegon Frank. Minimalna wpłata w
przypadku dwóch pierwszych produktów to 5000 dolarów lub euro lub 6500 franków
w przypadku trzeciej z ofert. Nie ma prowizji od wpłaty – cała ta kwota może
zostać ulokowana w funduszach. Dodatkowym kosztem dla inwestora jest opłata za
zarządzanie pobierana przez towarzystwo ubezpieczeniowe – wynosi ona 1,95
proc. w skali roku i jest pobierana co miesiąc.
Wspólną cechą tego typu produktów jest ograniczenie dostępności środków za
pomocą prowizji. W przypadku powyższej oferty Aegona wypłata środków w
pierwszym roku oszczędzania wiążę się z opłatą „karną” w wysokości 7,5 proc. Z
każdym kolejnym rokiem opłata maleje – im wyższą kwotę zainwestujemy tym ten
spadek jest szybszy. Na przykład przy wpłacie 10 tys. dolarów w szóstym roku
prowizja od wypłaty wynosi 2 proc., a później jest zerowa. Dodatkowe opłaty
wiążą się z przenoszeniem środków pomiędzy funduszami – w ciągu roku można
dokonać 12 konwersji bezpłatnie, a każda kolejna kosztuje odpowiednio 10
euro/dolarów lub 15 franków szwajcarskich.
I wreszcie mamy opłaty związane z ryzykiem ubezpieczeniowym. W tym przypadku,
w przypadku śmierci inwestora wypłacana jest wyższa z dwóch wartości: suma
wpłaconych składek lub bieżąca wartość środków. W efekcie ubezpieczyciel
ponosi ryzyko tylko wówczas, gdy np. inwestor wpłaci 5000 dolarów i z uwagi na
bessę na giełdzie wartość jego portfela stopnieje poniżej tej kwoty. I od tej
właśnie różnicy płacona jest składka ubezpieczeniowa. I tak, w sytuacji gdy po
wpłacie 5000 euro wartość środków spadnie do 4000 składka zostanie pobrana od
1000 euro, a jej wysokość wyniesie np. 2,1 euro w skali roku (a więc ok. 17
eurocentów miesięcznie) dla osób w wieku od 18 do 35 lat, dla inwestorów w
wieku powyżej 56 lat 27,3 euro (2,3 euro miesięcznie), a dla osób starszych
niż 86 lat 0,36 proc. wartości całego rachunku. W praktyce opłaty rzadko są
pobierane, a jeśli już to ich wysokość jest rzeczywiście znikoma.
Wpłaconą kwotę można podzielić między kilka funduszy inwestycyjnych przy czym
do jednego funduszu nie może trafić mniej niż 10 proc. środków. Przyjrzyjmy
się dostępnym funduszom. W ramach PIN Aegon Dolar mamy do dyspozycji 11
funduszy – 7 z oferty Franklin Templeton, 2 Credit Suisse, oraz po jednym
Fidelity i Societe Generale. Sześć spośród 11 funduszy inwestuje głównie w
akcje, a pozostaje to fundusze mieszane, obligacji lub rynku pieniężnego.
Strategią wyróżnia się fundusz Societe Generale – Agileo P2. Fundusz
gwarantuje, że maksymalna strata w trakcie roku nie będzie wyższa niż 10 proc.
(na początku każdego roku podawany jest poziom wartości jednostki od którego
poniższa gwarancja jest liczona). Aktywa inwestowane są w inne fundusze
inwestycyjne skupiające się na różnego typu aktywach (akcje, obligacje,
inwestycje alternatywne) oraz regionach geograficznych (USA, Europa, Chiny i
Japonia). Warto zwrócić uwagę, że Credit Suisse i Fidelity (największa na
świecie firma zarządzająca funduszami) nie zgłosiły swoich funduszy do
sprzedaży w Polsce za pośrednictwem Komisji Nadzoru Finansowego są natomiast
dostępne w ofercie Aegona.
W PIN Aegon Euro dostępne jest 8 funduszy – Franklin Templeton, Fidelity,
Credit Suisse oraz opisany wyżej fundusz Societe Generale w wersji euro. Ma on
dłuższą historię działalności niż wersja dolarowa – w ciągu ostatnich 12
miesięcy wypracował 6,67 proc. PIN „frankowy” to cztery fundusze SocGen i
Credit Suisse. Jest to najmłodszy z walutowych produktów. Powinny na niego
zwrócić uwagę szczególnie te osoby, które zaciągają kredyty we szwajcarskiej
walucie. Inwestując środki we frankach można chociaż częściowo ograniczyć
ryzyko kursowe – ewentualny wzrost kursu franka powoduje wzrost rat kredytu
ale jednocześnie przekłada się na wyższy zysk z inwestycji. Warto jednak
pamiętać, że trudno zabezpieczyć kredyt w wysokości kilkuset tysięcy
inwestycją na kwotę kilka razy mniejszą. Co więcej, takie zabezpieczenie można
wykonać także za pomocą inwestycji w euro – frank i euro to waluty silnie ze
sobą skorelowane. Dlatego nie zawsze należy ulegać propagandzie doradców
finansowych promujących inwestowanie w CHF – tym bardziej, że wybór funduszy
frankowych jest niższy niż tych wycenianych w euro.