nickannon
23.06.07, 08:27
Hmm... Jakiś wstęp trza chyba machnąć.
To, o czym będę pisał, możliwe było dzięki temu, że stanowimy z
koleżanką-małżonką zgrany chustowy team. Jej rola w owym zgraniu to
studiowanie instrukcji, uczenie się oraz foto-konsultacje u dostarczycielki
naszych Hoppów. A moja?
Ja to jestem właśnie od "na-czuja". Uczę się wiązać pod poleceniodawczym
kierunkiem Ithil, do instrukcji nie da rady mnie zapędzić. 2X zapamiętałem
dzięki śmiechowi - pewnego dnia mieliśmy razem iść po Maję do szkoły i
postanowiliśmy zabrać Maćka i Michała w chusty. Żeby było szybciej i
sprawniej, miałem powtarzać ruchy po koleżance-małżonce. Padliśmy ze śmiechu,
bo musiało to ciekawie z zewnątrz wyglądać: polegająca na machaniu szmatami
dwuosobowe kata w tajemniczej sztuce chustowego origami.
Ale do rzeczy - na czuja.
To intuicji powierzam korygowanie tego, co w chustowaniu nie wychodzi.
Ostatnio zażegnany kryzys 2X-owy koleżanki-małżonki zakończył się po tym, jak
dokładniej przyjrzała się temu, co i gdzie u mnie ponaciągane i dopytaniu, jak
to osiągam. Tak samo wczoraj - poprosiłem Ithilhin, żeby mi w razie potrzeby
przypomniała, że mam w odwrotnej kolejności zarzucić obie części chusty przy
2X, co pewnie ułatwi Michałowi trzymanie główki w drugą stronę przed
zaśnięciem. I co słyszę? "No właśnie, bo zaleca się robienie tego na przemian..."
Na czuja? Bardzo lubię ufać intuicji. Ale... tylko dzięki równoczesnemu
wsparciu ze strony wiedzy - Ithilhin.
Agnen!