pj79
21.07.07, 17:38
Smiechu warte... .
Kazdym dniem udowadniam sobie, ze sam sobie swietnie radze.
Odeszla bo uwazala, ze musi mnie za soba wszedzie ciagnac, popychac do
dzialania. Okazuje sie ze jestem sam sobie motorem, nie potrzebuje JEJ.
Osiagam sukcesy, jest fajnie. Popychala do dzialania bo sama tego chciala. A
wystarczylo by dala mi troche wiecej luzu.I niby wszystko ok. Tylko co jakis
czas pojawia sie ta cholerna tesknota.
Udowodnila mi, ze potrafie kochac za nic. Nie ma jej w moim zyciu, nie
potrzebuje "cudzej" mobilizacji. A jednak co jakis czas chcialbym byc znowu z
NIA. Glupie to jak cholera. Zawsze moge zadzwonic, obejrzec jej strone www,
ktora czesto aktualizuje, na ktorej juz nic na NASZ temat nie ma. Zawiodla
mnie i nic nie powinno mnie zastanawiac. A tu co jakis czas taka zawieszka.
I znowu te mysli - co u niej, co robi, z kim sie spotyka. Glupie nie?
Wiem, ze sie do niej nie odezwe - bo niby po co? Nie mam zamiaru sie zlamac.
Kiedys bede dumny ze sie nie dalem glupiej tesknocie. Kiedys to minie.
I tyle piesni... .